Wednesday, October 31 2007

B. funkcjonariusze KGB przestrzegają służby specjalne, by się nie zwalczały

Posted by admin on 2007-10-31 20:11:25 CET

Byli funkcjonariusze KGB, w tym ostatni przed upadkiem ZSRR szef tego organu kierującego siłami bezpieczeństwa wewnętrznego, wystosowali apel do obecnych służb specjalnych, by zaprzestały bezlitosnej walki między sobą, którą prowadzą w przededniu opuszczenia przez prezydenta Putina fotela prezydenckiego.

"Apelujemy do zwaśnionych stron: niech każdy uczyni krok w kierunku drugiego. Jeśli tak się nie stanie, to - wierzcie naszemu doświadczeniu - może nastąpić wielkie nieszczęście, do czego nie należy dopuścić - napisało pięciu kagebistów z czasów sowieckich, w tym obecny deputowany Nikołaj Leonow i ostatni dyrektor KGB Władimir Kriuczkow.

Swój list otwarty, jak pisze AFP, zamieścili w dzienniku lewicowych nacjonalistów "Zawtra".

Walka między rywalizującymi grupami w służbach specjalnych wyszła na światło dzienne we wrześniu, gdy agenci z kontrolowanej przez Nikołaja Patruszewa Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) aresztowali pod zarzutem korupcji i nadużyć wysokich oficerów ze służb antynarkotykowych kontrolowanych przez Wiktora Czerkiesowa.

Analitycy podkreślają, że w chwili, gdy dobiega końca druga kadencja Władimira Putina - byłego agenta KGB, który otoczył się dawnymi kolegami, do boju o utrzymanie wpływów ruszyły różne frakcje w grupie władzy.

tell a friend :: comments 0


USA zaniepokojone wyborami w Rosji

Posted by admin on 2007-10-31 20:09:17 CET

Biały Dom oświadczył, że jest "zaniepokojony i rozczarowany" z powodu restrykcji wobec misji zagranicznych obserwatorów na wybory parlamentarne w Rosji 2 grudnia.

Oczywiście chcielibyśmy, by w Rosji odbyły się wolne i sprawiedliwe wybory, i jesteśmy zaniepokojeni oraz rozczarowani opóźnieniem oraz warunkami ujętymi w zaproszeniach" skierowanych do zagranicznych obserwatorów - powiedziała rzeczniczka Dana Perino.

- Powodem naszego niepokoju są wszystkie nałożone (przez Rosję;) warunki i oczywiście zamierzamy poruszyć ten temat z Rosją - zaznaczyła w rozmowie z dziennikarzami.

Rosyjska Centralna Komisja Wyborcza (CKW) poinformowała w środę o wysłaniu zaproszeń dla 300-400 obserwatorów zagranicznych, w tym 70 z OBWE.

Rzeczniczka mieszczącego się w Warszawie i podlegającego OBWE biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODIHR) Urdur Gunnarsdottir oceniła, że otrzymane zaproszenie jest "w bezprecedensowej formie", gdyż "nakłada ograniczenia na cele misji".

Na poprzednie wybory do Dumy, niższej izby rosyjskiego parlamentu, które odbyły się w roku 2003, Moskwa zaprosiła ok. 1200 obserwatorów z zagranicy, w tym ponad 400 z samej OBWE.

tell a friend :: comments 0


Kanada znosi wizy dla Czechów i Łotyszy

Posted by admin on 2007-10-31 20:06:09 CET

Kanada zniosła wizy dla obywateli Czech i Łotwy - poinformowała tego dnia minister ds. obywatelstwa i imigracji Diane Finley.

Kanadyjskie ministerstwo poinformowało, że bada po kolei możliwości zniesienia wiz wobec pozostałych sześciu nowych krajów członkowskich Unii Europejskiej - Polski, Bułgarii, Litwy, Rumunii, Węgier i Słowacji.

Inne nowe kraje członkowskie: Cypr, Malta, Estonia i Słowenia dołączyły wcześniej do krajów "starej piętnastki", których mieszkańcy cieszą się ruchem bezwizowym z Kanadą. Kanada i Czechy zawiesiły dwustronnie obowiązek wizowy w 1996 roku, jednak rok później Ottawa nałożyła go z powrotem, gdyż chciała zahamować napływ czeskich Romów.

Zniesienie wiz zostanie z pewnością entuzjastycznie przywitane przez łotewskich fanów hokeja, którzy będą chcieli wesprzeć swą drużynę w mistrzostwach świata w Halifaksie w maju 2008 roku.

We wrześniu tego roku Komisja Europejska ostrzegła Kanadę, że powinna znieść wizy dla wszystkich krajów UE, w przeciwnym razie na zasadzie wzajemności grożą jej "odpowiednie kroki" ze strony Unii

tell a friend :: comments 0


UE: zostały spełnione warunki dla rozszerzenia Schengen

Posted by admin on 2007-10-31 20:03:41 CET

Warunki konieczne dla wstąpienia do strefy Schengen krajów Europy Środkowej zostały spełnione - ocenili w Brukseli ambasadorowie krajów UE.

Wszystkie kraje członkowskie, których to dotyczy, spełniają warunki wstępne" przed zniesieniem "kontroli na wewnętrznych granicach lądowych i morskich od 21 grudnia 2007 roku i od 30 marca 2008 roku na granicach powietrznych - wynika z tekstu, do którego dotarła AFP i który ma być przyjęty 8 listopada w Brukseli przez szefów MSW krajów Wspólnoty.

Według dokumentu, kraje bałtyckie, Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, Słowenia i Malta osiągnęły "wystarczający stopień przygotowań, by w sposób satysfakcjonujący" spełnić dwa warunki. Pierwszy jest związany z uruchomieniem systemu SIS. Ma on umożliwiać wymianę informacji sądowych i kryminalnych pomiędzy organami odpowiedzialnymi za ochronę granic zewnętrznych państw strefy.

Drugi dotyczy zapewnienia bezpieczeństwa granic krajów członkowskich. Eksperci mają na miejscu ocenić, czy kraje te usunęły niedociągnięcia sygnalizowane w raporcie z końca 2006 roku.

Układ z Schengen został zawarty w 1985 roku (modyfikowany w późniejszych latach). Znosi on kontrolę na wewnętrznych granicach państw, które podpisały dokument. Podpisały go dotychczas prawie wszystkie z państw UE - poza Wielką Brytanią i Irlandią - a także Norwegia oraz Islandia, nie wchodzące w skład Wspólnoty. Nowe kraje Unii (poza Cyprem, Bułgarią i Rumunią;) mają stać się członkami strefy równocześnie, czyli od początku 2008 roku.

tell a friend :: comments 0


1 listopada

Posted by admin on 2007-10-31 20:01:33 CET

Litwa, Ukraina, Izbekistan, Izrael, Iran. Wszędzie tam pochowani są nasi rodacy. Po godz. 13:00 o polskich cmentarzach w obcych państwach, Ewa Podolska rozmawiać będzie z Andrzejem Przewoźnikiem, sekretarzem generalnym Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.

Posłuchaj Radia TOK FM online!

Źródło TOK FM

tell a friend :: comments 0


Szwecja domaga się zmiany trasy Gazociągu Płn

Posted by admin on 2007-10-31 16:13:12 CET

Rząd Szwecji postanowił po raz pierwszy oficjalnie wystąpić z żądaniem zmiany trasy Gazociągu Północnego, którym od 2010 roku przez Bałtyk ma popłynąć gaz z Rosji do Niemiec.

Jak oświadczył przed odlotem do Oslo szwedzki minister ochrony środowiska Andreas Carlgren, podczas spotkania w stolicy Norwegii ministrów ochrony środowiska państw skandynawskich zamierza on przedstawić stanowisko Szwecji w tej sprawie.

Carlgren - według informacji podanej przez publiczne Szwedzkie Radio - powiedział, że Sztokholm domaga się odsunięcia na wschód trasy gazociągu mającego zgodnie z obecnymi projektami przebiegać blisko szwedzkiej Gotlandii. - Informacje jakie przekazał nam inwestor (rosyjsko-niemiecka spółka Nord Stream), świadczą, że planowana trasa prowadzi poprzez szereg rejonów mających duże znaczenie dla naturalnego środowiska, a naruszenie których stwarza poważne zagrożenie. Dlatego podczas spotkania w Oslo przekażę stanowisko Szwecji, w którym domagamy się by ze względów na ekologię przedstawiono nam alternatywne trasy przez Bałtyk - powiedział minister.

Carlgren dodał, że Szwecja chce, by gazociąg przebiegał dalej od szwedzkich brzegów. Obecna trasa prowadząc przez obszary ważne dla egzystencji szeregu gatunków ryb grozi też innymi niebezpieczeństwami, z którymi Sztokholm nie może się pogodzić. Istnieje np. obawa przed skutkami naruszenia pokładów dennych, w których - według szwedzkich ekspertów - kryją się ogromne ilości zatopionych materiałów wybuchowych, w tym min morskich; ich ewentualne eksplozje mogą poważnie i negatywnie oddziaływać na środowisko.

Zdaniem ministra "przesunięcie trasy na wschód pozwoli uniknąć tych zagrożeń". Równocześnie Andreas Carlgren twierdzi, że strona szwedzka wycofuje się z wcześniejszych sugestii wyrażanych przez państwowy Urząd Ochrony Środowiska, by Nord Stream starał się wybrać dla gazociągu trasę lądową. - Na podstawie wiedzy jaką obecnie posiadamy, uznajemy tę propozycję za niewykonalną - powiedział szwedzki minister.

tell a friend :: comments 0


OBWE zarzuca Rosji stosowanie restrykcji wobec obserwatorów

Posted by admin on 2007-10-31 16:12:03 CET

Rosja stosuje "bezprecedensowe" restrykcje wobec misji obserwatorów OBWE na wybory parlamentarne 2 grudnia - powiedziała przedstawicielka organizacji.

Rzeczniczka mieszczącego się w Warszawie i podlegającego OBWE biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODIHR) Urdur Gunnarsdottir poinformowała, że otrzymane od Rosji zaproszenie jest "w bezprecedensowej formie", gdyż "nakłada ograniczenia na cele misji".

- To bezprecedensowe, forma zaproszenia jest bezprecedensowa, ponieważ nakłada restrykcje na cele misji - powiedziała rzeczniczka. - Musimy teraz bardzo dokładnie przyjrzeć się konsekwencjom, które to za sobą pociąga, gdyż może to ograniczyć inne możliwości przeprowadzenia sensownej obserwacji - zauważyła Gunnarsdottir.

Jak poinformował członek rosyjskiej Centralnej Komisji Wyborczej Igor Borisow, Rosja wysłała zaproszenia dla 300-400 obserwatorów zagranicznych, w tym 70 z OBWE, którzy będą mogli monitorować wybory parlamentarne 2 grudnia. Na poprzednie wybory do Dumy, niższej izby rosyjskiego parlamentu, które odbyły się w roku 2003, Moskwa zaprosiła ok. 1200 obserwatorów z zagranicy, w tym ponad 400 z samej OBWE.

Gunnarsdottir zauważyła, iż trudno jest zinterpretować decyzję władz rosyjskich, gdyż przesłane OBWE zaproszenie mówi, że misja delegacja "może liczyć do 70 osób".

- Czy to oznacza, że może ich być więcej, czy mniej - nie wiem. Takie jest sformułowanie: +może liczyć+. Teraz musimy to rozważyć, musimy także spojrzeć na zaproszenie w całości, co ono oznacza (...) w sensie tego, co możemy zrobić - powiedziała Gunnarsdottir.

- Bardzo poważnie to badamy i bardzo ciężko pracujemy nad jego rozważaniem - zaznaczyła rzeczniczka. Jej zdaniem za wcześnie jest na mówienie o konsekwencjach.

tell a friend :: comments 0


Rosja: Wybuch w autobusie - 8 zabitych, 56 rannych

Posted by admin on 2007-10-31 16:10:54 CET

Co najmniej osiem osób zginęło, a 56 zostało rannych wskutek wybuchu w autobusie komunikacji miejskiej w Togliatti (dawnym Stawropolu nad Wołgą;), ok. 1000 kilometrów na południowy wschód od Moskwy.

Stan siedmiorga rannych lekarze określają jako bardzo ciężki. Troje z nich znajduje się w reanimacji. Szpitale, do których przywieziono poszkodowanych, apelują do mieszkańców Togliatti o oddawania krwi.

Wiadomo już, że w autobusie eksplodował ładunek wybuchowy. Przypuszcza się, że był to zamach terrorystyczny. Wybuch nastąpił o godz. 7.17 czasu lokalnego (4.17 czasu polskiego), gdy autobus wjeżdżał na ruchliwe skrzyżowanie w centrum tego liczącego 750 tys. mieszkańców miasta w obwodzie samarskim. Zdaniem specjalistów, gdyby do eksplozji doszło na pobliskim przystanku, liczba ofiar byłaby znacznie większa.

Do eksplozji doszło w autobusie MAZ. Pojazd nie był napędzany gazem. Obsługiwał trasę, przy której usytuowanych jest kilka szkół i wyższych uczelni. Stąd większość poszkodowanych to młodzi ludzie. Wśród rannych są również przechodnie i mieszkańcy okolicznych domów, w których na dolnych piętrach wyleciały z okien szyby.

Według źródła w lokalnych organach ścigania, na które powołuje się agencja Interfax, ładunek wybuchowy miał siłę rażenia 1 kg trotylu. Niektórzy eksperci mówią nawet o 2 kg trotylu. Bomba była umieszczona pod autobusem lub przymocowana w środku, do podłogi.

Świadkowie opowiadają, że na miejscu wybuchu wyczuwało się charakterystyczny zapach trotylu. Bomba nie zawierała żadnych elementów, które mogłyby spotęgować siłę rażenia.

Rozpatruje się kilka hipotez. Zgodnie z jedną z nich w autobusie eksplodował ładunek wybuchowy przewożony przez któregoś z pasażerów. Natomiast zdaniem gubernatora obwodu samarskiego Władimira Artiakowa, "wersja zamachu terrorystycznego jest wersją podstawową".

Przedsiębiorstwo transportowe, do którego należał autobus, oświadczyło, że przed wyjazdem na trasę pojazd przeszedł kontrolę techniczną; był sprawny i nie stwierdzono w nim niczego podejrzanego.

Miejscowe władze próbują blokować informacje z miejsca zamachu. Zostało ono otoczone trzema kordonami milicji i wojsk wewnętrznych. Funkcjonariusze utrudniają dziennikarzom dotarcie do rejonu wybuchu.

Z Togliatti napływają nawet wiadomości o odbieraniu reporterom legitymacji prasowych, a fotoreporterom także sprzętu. Kilka ekip telewizyjnych zostało zatrzymanych. Swobodę działania mają tylko wysłannicy państwowych stacji telewizyjnych - Kanału 1 i Rossiji.

Do Togliatti przylecieli już eksperci z Moskwy, którzy prowadzili dochodzenia w sprawie wybuchów w stołecznych środkach komunikacji miejskiej. Udali się tam też moskiewscy specjaliści od zwalczania terroryzmu i przestępczości zorganizowanej.

Prezydent Władimir Putin polecił swojemu pełnomocnemu przedstawicielowi w Nadwołżańskim Okręgu Federalnym Aleksandrowi Konowałowowi, by otoczył opieką rodziny ofiar eksplozji.

tell a friend :: comments 0


Rosja zarzuca USA przyspieszenie negocjacji w sprawie tarczy

Posted by admin on 2007-10-31 16:09:56 CET

Rosja zarzuciła Stanom Zjednoczonym, że nie tylko nie wstrzymały rozmów z Republiką Czeską i Polską w sprawie tarczy antyrakietowej, lecz "podejmują dodatkowe kroki w celu ich przyspieszenia".

Krytykę działań USA zawiera opublikowane w środę na stronie internetowej rosyjskiego MSZ oświadczenie oficjalnego rzecznika ministerstwa Michaiła Kamynina.

Kamynin pisze, że Rosja wciąż czeka na przedstawienie na piśmie propozycji USA w sprawie współpracy w dziedzinie obrony przeciwrakietowej, które - jak podkreśla rzecznik MSZ - strona amerykańska sugerowała podczas niedawnych rozmów w Moskwie szefów dyplomacji i resortów obrony Rosji i USA.

W oświadczeniu wskazano na takie wypowiedzi przedstawicieli władz amerykańskich, z których wynika, że USA same - bez oglądania się na Rosję - będą oceniać realność zagrożeń rakietowych i co za tym idzie decydować o celowości "aktywowania" tarczy.

USA chcą rozmieścić w Polsce wyrzutnie rakiet przechwytujących, a w Czechach stację radarową. Obiekty te stanowiłyby elementy tarczy antyrakietowej chroniącej Stany Zjednoczone i ich sojuszników przed atakiem państw nieprzewidywalnych, takich jak Iran. Rosja kategorycznie sprzeciwia się tym planom.

tell a friend :: comments 0


Na Zakarpaciu uczczono 60. rocznicę męczeńskiej śmierci bł. Teodora Romży

Posted by admin on 2007-10-31 16:02:52 CET

W wiosce Iwanówka koło Mukaczewa, gdzie przed 60 laty dokonano zamachu na greckokatolickiego biskupa Teodora Romżę, odbyły się uroczystości z okazji tej rocznicy. W 2001 Jan Paweł II ogłosił mężnego władykę błogosławionym. Jakkolwiek do dzisiaj nie wszystkie okoliczności jego zgonu zostały w pełni wyjaśnione, ani historycy Kościoła, ani wierni nie mają wątpliwości, że padł on ofiarą służb specjalnych ówczesnego reżimu sowieckiego.

Pamięć bohaterskiego biskupa, który - mimo pogróżek i nieustannego ograniczania jego możliwości działania - pozostał do końca wierny papieżowi i nie zgodził się na przyłączenie miejscowych grekokatolików do Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, uczcili nie tylko wierni z Zakarpacia, ale także goście ze Słowacji i katolicy łacińscy z biskupem mukaczewskim Antalem Majnekiem na czele. Przybył również nuncjusz apostolski na Ukrainie abp Ivan Jurkovicz.

Przedstawiciel Stolicy Apostolskiej powiedział, że sam fakt wspominania bł. Teodora na miejscu zamachu na jego życie przywołuje wspomnienie pierwszych wieków historii Kościoła, gdy chrześcijanie zbierali się na modlitwie przy grobach męczenników. "Dziś widzimy jeszcze jedno potwierdzenie tej prawdy, znanej już od dwudziestu wieków, iż męczeństwo jest podstawą, na której wzrasta Kościół " - mówił dalej dyplomata watykański. Dodał, że przykłady męczenników, o czym mówił Jan Paweł II w czasie beatyfikacji bp. Teodora i innych męczenników greckokatolickich z Ukrainy, "świadczą o tym, że męczeństwo jest najwyższym stopniem służby Bogu i Kościołowi ".

Bł. Teodor Romża (1911-47) pochodził z wielodzietnej rodziny na Zakarpaciu. W 1930 wyjechał na dalsze studia do Rzymu i tam w 1937 przyjął święcenia kapłańskie. W rok później wrócił do kraju (Zakarpacie należało wówczas do Czechosłowacji), aby odbyć obowiązkową roczną służbę wojskową. Od marca do września 1938 był administratorem parafii w górskich wsiach w rejonie Huskim, po czym krótko służył w wojsku i znów pracował duszpastersko. Po zajęciu ziem czeskich przez Niemcy i wkroczeniu na Zakarpacie władz węgierskich, od września 1938 niemal do końca 1944 ks. Romża (po węgiersku Romzsa) wykładał filozofię i był ojcem duchowym seminarium duchownego w Użgorodzie. 24 września 1944 r. 33-letni wówczas kapłan został biskupem mukaczewskim Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego.

W 1945 ziemie te zajęła Armia Czerwona a całe Zakarpacie weszło w skład Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej. Podobnie jak na zagarniętych wcześniej terenach tzw. Ukrainy Zachodniej (należącej przed wojną do Polski) władze szybko rozpoczęły rozprawę m.in. z Kościołem greckokatolickim, widząc w nim jedną z ostoi nacjonalizmu ukraińskiego. Początkowo wydawało się, że młody biskup, nie mający żadnego doświadczenia organizacyjnego, stanie się dużo łatwiejszym celem tej kampanii niż grekokatolicy we Lwowie, których siłą wcielono (przynajmniej formalnie) do prawosławia już w marcu 1946. Dlatego uderzenie w grekokatolików zakarpackich odłożono na później.

Tymczasem 35-letni hierarcha, oskarżany przez władze m.in. o to, że był agentem "okupantów " węgierskich, mężnie bronił swych wiernych przed naciskami ze strony władz, podtrzymywał ich na duchu, rozprowadzał wśród nich literaturę religijną, jaką udało mu się zdobyć i wszelkimi sposobami sprzeciwiał się wchłonięciu swego kościoła przez Patriarchat Moskiewski. Nieustannie podróżował po swej eparchii (diecezji), umacniając swych współwyznawców w wierze.

I właśnie podczas jednej z takich podróży 27 października 1947 koło wsi Iwanówka w pobliżu Mukaczewa na jadącego wozem konnym biskupa najechał z wielką prędkością samochód prowadzony przez agentów NKWD. Hierarcha mimo to cudem przeżył, choć odniósł stosunkowo nieznaczne rany. Trafił do szpitala w Mukaczewie i tam 1 listopada tegoż roku zmarł w niewyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach. Przypuszcza się, że otruła go agentka sowiecka przebrana za pielęgniarkę.

Dzielnego biskupa ogłosił błogosławionym - wraz z 26 innymi męczennikami greckokatolickimi - Jan Paweł II podczas swego pobytu we Lwowie 27 czerwca 2001 r.

tell a friend :: comments 0


Account of the "Discover Your Roots Tour to Western Ukraine"

Posted by admin on 2007-10-31 14:20:06 CET

Hi Folks !

To read a detailed account of the "Discover Your Roots Tour to Western
Ukraine," go to http://www.torugg.org/ and click on "Here is an account of the 2007 Trip"

The diary not only details the various events, including the visits to the
archives, it also presents historical backdrops to the places we visited.

The plans for a 2008 "Discover Your Roots Tour to Western Ukraine" are well
underway and can be viewed at:

http://www.torugg.org/TUGG%20Projects/trip_to_ukraine.html

Regards,

Jim Onyschuk

http://www.onyschuk.com

tell a friend :: comments 0


Łatwiej zatrudniamy obcokrajowców

Posted by admin on 2007-10-31 13:58:44 CET

Od 20 lipca Ukraińcy, Rosjanie i Białorusini mogą pracować w Polsce bez zezwolenia przez trzy miesiące. Po półrocznej przerwie znów mogą przyjechać na trzy miesiące. Jedynym warunkiem jest posiadanie wizy oraz oświadczenie od polskiego pracodawcy o zamiarze zatrudnienia.

Zdaniem ekspertów, otwarcie rynku dla obcokrajowców to krok w dobrym kierunku. - Gospodarka na tym skorzysta. Polskie firmy jako jedną z najważniejszych barier w rozwoju wskazują brak pracowników. Możliwości kadrowe są również istotnym czynnikiem, na który patrzą zagraniczni inwestorzy. Powinno to także zahamować wzrost płac, który zmniejsza konkurencyjność naszych firm - mówi "PB" Henryk Michałowicz, ekspert od rynku pracy Konfederacji Pracodawców Polskich.

Aby ten pozytywny scenariusz się ziścił, nasi sąsiedzi muszą chcieć przyjechać do pracy. - Każdy sektor zgłasza zapotrzebowanie na pracowników. Liczymy, że docelowo przyjedzie do Polski kilkaset tysięcy pracowników, zarówno z niskimi kwalifikacjami do pracy w rolnictwie czy budownictwie, jak i inżynierowie czy pielęgniarki - mówi Kazimierz Kuberski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej.

Resort liczy, że nie tylko przyjadą nowi, ale ci, którzy już u nas są wyjdą z szarej strefy. - Szacujemy, że na czarno pracuje w Polsce 1,3 mln osób. Wiele z nich to obcokrajowcy - dodaje Kazimierz Kuberski. Na dowód przywołuje liczby: w 2006 r. pozwolenie na pracę dostało 10 tys. obcokrajowców, na pracy na czarno przyłapano 3 tys., podczas gdy tylko Ukraińcy dostali blisko 1,5 mln wiz.

Eksperci mają poważne wątpliwości, czy rządowy projekt zadziała. Jako ogromną wadę wskazują limitowanie czasu pracy do trzech miesięcy. - To zbyt krótki okres. Wiele osób zniechęci do przyjazdu. Lepiej gdyby nie było żadnego limitu - mówi Maciej Krzak, ekspert PKPP Lewiatan. Resort tłumaczy, że nie może otworzyć w pełni rynku pracy, bo bez pracy wciąż pozostaje wielu Polaków.

Znawcy ukraińskiego rynku mówią, że Polska wcale nie jest taka atrakcyjna. - Pracownicy z Ukrainy są bardzo poszukiwani w Europie Zachodniej. Chętnie tam wyjeżdżają, bo mogą liczyć na wyższe pensje i łatwiejszy dostęp do pracy, np. Portugalia ma dużo przyjaźniejsze przepisy niż Polska - mówi Natalia Suchowiejewa z Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej.

tell a friend :: comments 0


Gruzini pobili się z Rosjanami

Posted by admin on 2007-10-31 13:48:05 CET

Gruziński patrol pobił się z rosyjskimi siłami pokojowymi. Do incydentu doszło w neutralnej strefie oddzielającej Gruzję od Abchazji. Obyło się bez ofiar. Obie strony obarczają się winą za incydent.

Gruzja oskarża rosyjskich żołnierzy o pobicie i zatrzymanie 3 funkcjonariuszy gruzińskiego MSWiA. Rosjanie twierdzą, że to Gruzini sprowokowali incydent grożąc, że rozstrzelają rosyjski patrol.

W wyniku incydentu Gruzja i Abchazja poinformowały o postawieniu sił zbrojnych w rejonie granicznym w stan gotowości.

Abchazja formalnie wchodzi w skład Gruzji, jednak od początku lat 90-tych de facto stanowi niepodległe państwo, blisko związane z federacją rosyjską.


tell a friend :: comments 0


Pyrzyce: Ukraińcy pracowali na czarno

Posted by admin on 2007-10-31 13:34:29 CET



W gospodarstwie koło Pyrzyc zatrzymano 75 obywatelek Ukrainy. Właściciel gospodarstwa zatrudniał je przy produkcji wieńców i stroików, na co nie miał zezwolenia Urzędu Pracy.

Oficjalnie kobiety miały pracować w polu. Dorota Lorenz z Państwowej Inspekcji Pracy mówi, że właścicielowi gospodarstwa grożą sankcje karne.

Ponadto budynek w którym przebywały kobiety nie był w ogóle przystosowywany do celów mieszkalnych. Spały stłoczone na rozłożonych na podłodze siennikach. Nie było okien, a w łazienkach - wanien ani pryszniców. Sprawę zbada SanepidDziś warunki bytowe ma sprawdzić Sanepid. Żadna z zatrzymanych nie wróci do gospodarstwa. Wszystkie są przesłuchiwane, ustala się ich tożsamość i pobiera odciski palców. Jeśli przebywają w Polsce nielegalnie, zostaną deportowane. Jeśli miały pozwolenie na pracę, prawdopodobnie dostaną 7 dni na opuszczenie Polski i 12-miesięczny zakaz wjazdu do naszego kraju.

tell a friend :: comments 0


Euro 2012: mało za nami, przed nami wiele

Posted by admin on 2007-10-31 13:32:58 CET

W siedzibie Konfederacji Pracodawców Polskich odbyła się konferencja prasowa, podczas której zaproszeni Goście analizowali stan przygotowań Polski do mistrzostw Europy w piłce nożnej w roku 2012.

Spotkanie, którego gospodarzem był Andrzej Malinowski – prezydent KPP zapoczątkowało merytoryczne debaty, które organizować będzie KPP o konkretnych problemach i zagadnieniach ważnych dla sprawnej organizacji Euro 2012. Podczas spotkania analizowano plany inwestycyjne i problemy infrastruktury teleinformatycznej, dyskutowano m.in. o partnerstwie publiczno-prywatnym oraz potrzebie wprowadzenia szybkich zmian w planach zagospodarowania przestrzennego.

W konferencji udział wzięli Maciej Witucki – Prezes TP S.A., Maciej Stańczuk – Prezes WestLB Bank S.A., Ludwik Sobolewski Prezes GPW S.A. oraz Jaime Fuster z kancelarii prawnej Garrigues. To pierwsze – ale nie ostatnie – spotkanie tego szacownego Grona. Konfederacja Pracodawców Polskich i Ukraiński Związek Przemysłowców i Przedsiębiorców w ramach Koalicji Polskich i Ukraińskich Pracodawców na rzecz Euro 2012 organizują 29 listopada międzynarodową konferencję Euro 2012 – szanse i bariery, na której obecni dziś szefowie największych polskich przedsiębiorstw zgodzili się poprowadzić panele dyskusyjne. W konferencji udział wezmą także przedstawiciele rządów Polski i Ukrainy oraz przedstawiciel UEFA. Zaproszeni goście zgodzili się, że stan przygotowań do piłkarskich mistrzostw Europy jest niewystarczający. Problemem jest między innymi brak odpowiednich regulacji prawnych, w szczególności w obszarze realizacji inwestycji w oparciu o partnerstwo publiczno – prywatne. Prezydent Andrzej Malinowski zwrócił ponadto uwagę na – będące zmorą inwestorów – plany zagospodarowania przestrzennego, bariery wynikające z przepisów prawa budowlanego i sytuację na rynku pracy.

Andrzej Malinowski zaapelował, by powołać Komisję Sejmową do Spraw Euro 2012, zajmującą się opracowywaniem ustaw na potrzeby organizacji tej imprezy. Podkreślił, że Euro 2012 nie powinno być elementem rozgrywki politycznej i – jak mówił Prezydent KPP – należy powołać apolityczny komitet do jego organizacji. Nigdzie na świecie takich imprez nie organizuje Ministerstwo Sportu. Pomijając fakt, że na świecie generalnie nie ma ministerstw sportu. Na czele tego komitetu powinna stanąć osoba pokroju Franza Beckenbauera – apolityczny i sprawny menedżer, niegdyś zawodowo związany ze sportem. Prezydent KPP ustosunkował się również do zamieszania wokół stadionu narodowego, który uważa za problem zastępczy. Dyskusję o jego lokalizacji można przeprowadzić, jeśli jej przebieg nie wpłynie na termin realizacji inwestycji. Andrzej Malinowski podkreślił, że ważne jest, aby zapewnić dojazd do stadionu wszystkimi środkami komunikacji miejskiej. O wiele ważniejsze jest, by ten stadion po Mistrzostwach sprawnie funkcjonował nadal. To nie może być stadion dla jednej imprezy, za wszelką cenę należy uniknąć modelu portugalskiego – trzy areny ostatnich mistrzostw są de facto martwe – powiedział Andrzej Malinowski. Prezydent KPP przypomniał, że już następnego dnia po ogłoszeniu decyzji o przyznaniu nam prawa do organizacji imprezy, Konfederacja Pracodawców Polskich wystosowała listę ustaw, w których należy dokonać zmian – są to m.in. ustawa o partnerstwie publiczno–prywatnym, ustawa prawo budowlane i ustawa
o planowaniu przestrzennym.

Maciej Witucki, prezes Telekomunikacji Polskiej wyraził zadowolenie z finalizowanego właśnie projektu zapewnienia dostępu do szerokopasmowego Internetu mieszkańcom gminy Żabia Wola, przy aktywnym wsparciu władz samorządowych. Umowy z kolejnymi 6 województwami są już podpisane – również zakładają współpracę w ramach partnerstwa publiczno – prywatnego.

Prezes Giełdy Papierów Wartościowych, Ludwik Sobolewski, jest przekonany, że międzynarodowe firmy i przedsiębiorcy z zagranicy niedługo zainwestują w Polsce. Euro 2012 to żyła złota i wielki biznes. Ta konferencja to apel do rządzących o podjęcie działań zmierzających do przyciągnięcia jak największego strumienia podmiotów społecznych i gospodarczych. Poza tym, za mało mówi się, że to wspólne przedsięwzięcie – Ukraińcy są przecież także organizatorami.

Jaime Fuster zapewniał, że hiszpańskie firmy chętnie będą z Polakami współpracować. Wiele z nich już to robi, operując na polskim rynku, a jeszcze więcej chce wejść. Utrzymując piłkarską konwencję: skoro polscy piłkarze grają w hiszpańskich klubach, hiszpańskie firmy powinny grać na polskim rynku. Fuster podkreślił także ogromną rolę modelu partnerstwa publiczno – prywatnego, jako narzędzia szeroko rozumianego rozwoju kraju.

Poparł go Maciej Stańczuk. Wedle jego słów, tylko taka hybryda środków publicznych i prywatnych zapewni imprezie powodzenie. Prezes banku WestLB zwracał uwagę, że jedynie firmy prywatne mogą zapewnić sprawne działanie stadionu po Mistrzostwach. Urzędnik, nawet najuczciwszy, wydając swe administracyjne decyzje nie sprawi, że stadion na siebie zarobi. Na zakończenie, wyraził nadzieję, że piłka nożna – i sport w ogóle – stanie się dzięki tym Mistrzostwom rodzinną rozrywką.

Zaproszeni goście zgodzili się, że przedsiębiorcy są przygotowani do realizacji tego przedsięwzięcia.

Konfederacja Pracodawców Polskich jest największą i najstarszą organizacją pracodawców w Polsce. Powstała w listopadzie 1989 roku. Reprezentuje ponad 6000 firm, zatrudniających przeszło 2 mln pracowników. 82 proc. z nich to firmy prywatne. Konfederacja jest uznanym partnerem społecznym w Polsce i w Europie. Prezydentem KPP jest Andrzej Malinowski, który jest także I wiceprezydentem Europejskiej Organizacji Pracodawców Przedsiębiorstw Publicznych CEEP.

tell a friend :: comments 0


Krótszy czas oczekiwania ciężarówek na granicy z Ukrainą

Posted by admin on 2007-10-31 13:30:52 CET

O kilka godzin skrócił się od wtorku czas oczekiwania ciężarówek na polsko-ukraińskim przejściu granicznym w Korczowej (Podkarpackie). Wyjeżdżające z Polski muszą czekać 11 godzin, a wjeżdżające - 8 - poinformowała rzeczniczka Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej w Przemyślu kpt. Elżbieta Pikor.


Nieznacznie wydłużył się natomiast czas oczekiwania na odprawę dla ciężarówek przekraczających granicę w Medyce. Na wyjazd czeka się tam 13 godzin, a na wjazd - 3 godziny.

Dłużej muszą czekać na odprawę także kierowcy aut osobowych. Wjeżdżający do Polski przez Krościenko czekają 10 godzin, przez Korczową - 7 godzin, a przez Medykę - 5 osobowe i godzinę krócej autokary. Na bieżąco odprawiani są kierowcy wyjeżdżający na Ukrainę. Powodem kolejek jest przede wszystkim natężenie ruchu, spowodowane prawdopodobnie zbliżającym się świętem. Ponadto jest to także skutek blokowania przez kierowców w połowie października przejścia granicznego i dojazdu do niego. Kierowcy domagali się przede wszystkim zwiększenia liczby celników na przejściu oraz popierali celników, którzy żądają podwyżki pensji. Postulat zwiększenia obsady przejść został spełniony - zarówno w Korczowej, jak i w Medyce zwiększono liczbę celników na każdej zmianie.

tell a friend :: comments 0


Janukowycz nie zgadza się z Rosjanami ws. cen gazu

Posted by admin on 2007-10-31 13:29:26 CET

Premier Ukrainy Wiktor Janukowycz uważa, że cena za gaz dla Ukrainy w roku 2008 nie powinna być wyższa niż 160 dolarów za 1000 metrów sześciennych. W tym roku Ukraina kupuje gaz po 130 dolarów.

Janukowycz nawiązał w środę do słów prezydenta Wiktora Juszczenki, który przed niespełna tygodniem za optymalną uznał cenę 150-160 USD za 1000 metrów sześciennych gazu. Nazwał nieuzasadnionymi wymieniane ceny - 188, 190 czy też 200 dolarów.

"Słyszeliśmy wszyscy wystąpienie prezydenta w tej sprawie" - powiedział Janukowycz dodając, że popiera ocenę Juszczenki i uważa, że cena gazu nie powinna przekraczać 150-160 dolarów za 1000 metrów sześciennych. Szef rządu zlecił ministrowi energetyki Jurijowi Bojko zakończyć w ciągu 7-10 dni rozmowy z rosyjskim Gazpromem w sprawie cen na importowany gaz na rok 2008 z uwzględnieniem cen tranzytu przez Ukrainę tego surowca płynącego do państw UE.

Ukraina nie kupuje obecnie gazu bezpośrednio od Gazpromu. Koncern sprzedaje błękitne paliwo zarejestrowanej w Szwajcarii spółce RosUkrEnergo (Gazprom dzieli w niej udziały z ukraińskim biznesmenem Dmytrem Firtaszem), ta zaś odsprzedaje je ukraińskiej firmie UkrGazEnergo.

tell a friend :: comments 0


Elektrownia w Ignalinie bez udziału Polski?

Posted by admin on 2007-10-31 08:30:51 CET

Budowa elektrowni atomowej w Ignalinie może powstać bez udziału Polski. Takie przekonanie wyraził Valdas Adamkus podczas spotkania prezydentów Litwy, Łotwy i Estonii w Rydze.

W łotewskiej stolicy omawiali oni kwestie polityki energetycznej. Jednocześnie politycy zapewnili, że Polska nadal jest częścią projektu budowy nowej elektrowni atomowej w litewskiej Ignalinie.

Prezydenci obecni na spotkaniu zaznaczyli, że w obecnej sytuacji kraje bałtyckie nie mogą zbyt długo czekać na decyzję Warszawy. Prezydent Łotwy, Valdis Zatlers, powiedział, że "Polska nie powstrzyma krajów bałtyckich przed realizacją projektu budowy nowej elektrowni jądrowej". Litewski prezydent Valdas Adamkus zaznaczył natomiast, że projekt budowy nowej elektrowni jądrowej w Ignalinie zostanie zrealizowany, nawet gdyby Poska miała w nim nie uczestniczyć. Na spotkanie do Rygi miał przybyć także Lech Kaczyński. Polski prezydent odwołał jednak udział w spotkaniu z powodu sytuacji politycznej w kraju po ostatnich wyborach parlamentarnych.

Litwa w traktacie akcesyjnym zobowiązała się zamknąć do 2009 roku starą elektrownie w Ignalinie, która używa takich samych reaktorów jak w Czarnobylu. Ekonomiści uprzedzają, że po zamknięciu starej siłowni Litwa będzie w 75-ciu procentach uzależniona od rosyjskiego sektora energetycznego. To może doprowadzić do wzrostu cen prądu o blisko 40 procent.

Nowa elektrownia atomowa w Ignalinie to wspólny projekt Litwy, Łotwy, Estonii i Polski. Budowa ma pomóc w uniezależnieniu się krajów bałtyckich od dostaw energii z Rosji. Siłownia ma kosztować 300 milionów euro oraz mieć moc około 3200 mega watów. Zakończenie jej budowy jest planowane na 2015 rok.

tell a friend :: comments 0


Rosja - Dzień Ofiar Represji Politycznych

Posted by admin on 2007-10-31 08:29:40 CET



Rosja obchodziła wczoraj Dzień Ofiar Represji Politycznych. W tym roku mija 70. rocznica szczególnego natężenia represji w 1937 roku - okresie, który przeszedł do historii Rosji pod nazwą Wielkiego Terroru.

Prezydent Władimir Putin uczcił pamięć ofiar stalinowskich czystek, odwiedzając butowski poligon na południu Moskwy, należący w przeszłości do NKWD. W latach 1930-50 rozstrzeliwano tam masowo przeciwników władzy radzieckiej.

Rosyjski prezydent powiedział, że okres represji jest bardzo tragiczną kartą w dziejach kraju. Władimir Putin dodał, że nie można zapomnieć o tych zbrodniach:"Chroniąc pamięć o tragediach z przeszłości, powinniśmy opierać się na tym co jest najlepsze w naszym narodzie. Powinniśmy łączyć nasze wysiłki dla rozwoju kraju". Prezydent Putin wziął udział w nabożeństwie w cerkwi wybudowanej na butowskim poligonie. Nabożeństwo celebrował patriarcha Aleksy Drugi. Przed wejściem do świątyni Władimir Putin i Aleksy Drugi złożyli kwiaty przed ustawionym tam w sierpniu tego roku Krzyżem Sołowieckim, przywiezionym z Wysp Sołowieckich gdzie powstały pierwsze radzieckie łagry.

Na butowskim poligonie prezydentowi Rosji towarzyszył rzecznik praw człowieka.

Przewodniczący Centrum Praw Człowieka „Memoriał", Arsienij Rogiński, zwrócił uwagę, że wizyta Putina jest ważnym i pozytywnym wydarzeniem. Po raz pierwszy bowiem głowa państwa odwiedziła to miejsce kaźni. Radio Majak poinformowało, że w byłym Związku Radzieckim było 25 milionów osób represjonowanych.

tell a friend :: comments 0


Gazociąg Północny zagrożeniem dla środowiska ?

Posted by admin on 2007-10-31 08:27:56 CET

Premierzy Estonii i Finlandii powiedzieli po spotkaniu szefów rządów państw nordyckich i bałtyckich, że budowa planowanego gazociągu na dnie Bałtyku to przede wszystkim kwestia bezpieczeństwa środowiska.

Rozumiemy, że wielkość dostaw (gazu) z Rosji do Europy Środkowej musi zostać zwiększona, lecz niezbędna infrastruktura musi być budowana w sposób przyjazny dla środowiska - powiedział na konferencji prasowej premier Finlandii Matti Vanhanen.

Premier Estonii Andrus Ansip wyraził zaniepokojenie zagrożeniami dla środowiska związanymi z budową podmorskiego rurociągu przypominając, że Morze Bałtyckie jest stosunkowo płytkie i wszelkie prace na dużą skalę mogą jego środowisku zaszkodzić. Ansip przyznał, że kraje bałtyckie podchodzą do projektu Gazociągu Północnego bardziej emocjonalnie niż pozostałe państwa.

- Kiedy mówi się nam, że wraz z gazociągiem dostaniemy okręty podwodne, to oczywiście nie budzi sympatii ludzi do rurociągu - powiedział premier Estonii nawiązując do zapowiedzi Rosji, że okręty będą strzegły gazociągu.

Inni premierzy obecni we wtorek na spotkaniu w Oslo wstrzymali się od wypowiedzi na temat Gazociągu Północnego.

We wrześniu władze w Tallinie odmówiły zgody na zbadanie estońskiej morskiej strefy ekonomicznej przez rosyjsko-niemiecką spółkę Nord Stream, która jest projektantem, a także będzie operatorem rurociągu. Radą nadzorczą kieruje były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder. Gazociąg miałby zostać uruchomiony w 2010 roku i dostarczać gaz bezpośrednio z Rosji do Niemiec.

tell a friend :: comments 0


Chińczycy zrobią nam Euro 2012?

Posted by admin on 2007-10-31 08:24:50 CET


Bartłomiej Kuraś, Kraków

Ambasador Chińskiej Republiki Ludowej Sun Rongmin proponuje Polsce pomoc przy organizacji mistrzostw Europy w piłce nożnej.

Kiedy Sun Rongmin objął placówkę w Warszawie, UEFA właśnie ogłosiła, że Polska i Ukraina będą organizować Euro 2012.

- Czuję więź z polskim narodem, bo przecież my, Chińczycy, przygotowujemy teraz igrzyska olimpijskie, które odbędą się w przyszłym roku w Pekinie. Chińska Republika Ludowa może służyć swoją pomocą i doświadczeniem Rzeczypospolitej Polskiej przy organizacji dużych imprez sportowych - mówi "Gazecie" Rongmin.

Proponuje nam usługi logistyczne i budowlane chińskich firm. - Zapraszamy osoby organizujące Euro 2012 do odwiedzenia Pekinu i zapoznania się z naszymi rozwiązaniami. Nasze firmy budowlane są bardzo zainteresowane prowadzeniem inwestycji w Polsce - informuje Rongmin.

W weekend spotkał się z władzami Małopolski. Kraków nie jest miejscem, gdzie mają odbyć się mecze mistrzostw Europy. Jednak tamtejsi samorządowcy i politycy liczą na to, że jeszcze uda im się to zmienić.

Marszałek Małopolski Marek Nawara (popierany przez PO) zamierza z zaproszenia ambasadora skorzystać. - Chcę z krakowskim sztabem organizacyjnym Euro 2012 stworzyć misję, która w Pekinie zapozna się z chińskimi metodami przygotowywania dużych imprez sportowych. Chiny rok przed olimpiadą mają prawie wszystko gotowe. Dobrze by było skorzystać z ich doświadczeń, by w Polsce zdążyć na czas z mistrzostwami Europy - mówi Nawara.

Eksperci gospodarczy oceniają, że chińska propozycja może mieć sens. - Przy tym, co teraz dzieje się w Polsce w sprawie organizacji mistrzostw Europy, a na razie dzieje się niewiele, skorzystanie z chińskiej pomocy mogłoby być dla Polski zbawienne. I to nie jest żadna fantastyka - uważa Adrian Furgalski, dyrektor Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. - Chińskie firmy, z tysiącami swoich pracowników, są gotowe przyjechać do Polski w każdej chwili. I należycie zadbają o logistykę.

Z analiz TOR wynika, że polscy budowlańcy sami mogą nie podołać organizacji Euro 2012, bo jest ich w kraju zbyt mało. Furgalski tłumaczy: - Niemcom i firmom z innych krajów Unii nie opłaca się u nas pracować, bo za mało płacimy. Ukraińcy muszą zadbać o własne stadiony, pomoc Białorusi z przyczyn politycznych jest wykluczona, a w Rosji też już dobrze płaci się w sektorze budowlanym. Dobrze byłoby więc chińską pomoc poważnie rozważyć, by potem nie żałować.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Tuesday, October 30 2007

Chauvier: Jak ukraińscy nacjonaliści piszą historię od nowa

Posted by admin on 2007-10-30 21:16:59 CET

Tekst ukazał się w "Le Monde Diplomatique - edycja polska". tłumaczenie: Jarosław Pietrzak

Wehrmacht i Armia Czerwona - w jednym szeregu

Majdan, Plac Niepodległości w Kijowie - nie sposób o nim zapomnieć. Pod koniec 2004 r. "pomarańczowa rewolucja" sprowadziła tu telewizje całego świata. Trzy miesiące temu miejsce to stało się areną kolejnego widowiska, w innym tym razem kolorze: falowało czerwienią opieczętowaną znakiem sierpa i młota. Tego dnia, 9 maja 2007 r., od zwycięstwa nad faszyzmem minęły 62 latai. Ukraina o tym pamięta. Przez sąsiadujący z placem bulwar Chriszczatik kroczą udekorowani medalami weterani Armii Czerwonej i Partyzantki. Z głośnika słychać słynny hymn z 1941 r., wzywający do zrywu: "Stań wyprostowany, wielki ludu, przeciwko mrokom faszyzmu, / wojna ludowa, wojna święta nadchodzi".

W tym typowo radzieckim obrzędzie młoda demokracja ukraińska jest reprezentowana mimo wszystko dość dobrze: pomarańczowa opozycja (obecnie mniejszościowa), jej przywódca - głowa państwa i partii Nasza Ukraina, Wiktor Juszczenko, "egeria" Julia Tymoszenko, kierująca blokiem nazwanym od jej imienia, żółto-niebieska flaga narodowa, wojsko? Czyżby składano hołd wielkiemu czynowi wojennemu ZSRR? Ani trochę: to jedynie tradycja i przyzwyczajenie. Na tym urodzinowym torcie na prezydenta czeka gorzka wisienka: ludowa manifestacja podążająca za oficjalną defiladą wznosi flagi czerwone (komuniści), różowe (socjaliści) i niebiesko-białe (wschodząca siła, jaką jest Partia Regionów premiera Wiktora Janukowycza, nieobecnego z powodów zdrowotnych). W taki sposób rozwija żagle większościowa koalicja Rady Najwyższej, ukraińskiego parlamentu, któremu przewodzi Ołeksandr Moroz, a który został rozwiązany przez prezydenta 2 kwietnia.

Ten ostatni prędko znika ze swoją świtą. Manifestanci podążają na wzgórza ku uroczystemu Parkowi Zwycięstwa, a następnie układają kwiaty na grobach bohaterów, by wreszcie wspiąć się na wysokość pompatycznego Muzeum "Wielkiej Wojny Ojczyźnianej", gdzie czeka na nich poczęstunek,
przemówienia i muzyka. Przecinając ulice i parki, tysiące ludzi idą świętować, kołysani przez melodie z dawnych lat. "Droga kurzu i mgły", "Katiusza", "Ciemna noc", "Płonąca chata", "Planeta płonie i wiruje jak szalona"... - te i inne pieśni przywołują czas wojny, lęku i wyzwolenia.

Niewtajemniczony człowiek Zachodu pogubiłby się w tym, niezbyt rozumiejąc, co dla wschodniej Europy oznaczała nazistowska okupacja. Czy kiedykolwiek słyszał o masowych mordach lat 1941-1943, o wioskach palonych razem z mieszkańcami, o ponad trzech milionach eksterminowanych jeńców radzieckich? Cóż wie o walkach partyzantów i o roli Armii Czerwonej, coraz bardziej zapomnianej na Zachodzie? Słowiański liryzm, mieszanka szczerych uczuć i napuszenia, ów wielki mit cierpienia i pojednania odziedziczony po ZSRR, siłą rzeczy muszą wydawać się dziwne.

Tego dnia rosyjskie i ukraińskie stacje telewizyjne pokazywały filmy fabularne i dokumentalne oraz debaty przywołujące chwalebne bitwy, radość zwycięstwa, ale i ponadpokoleniowe traumy. "Zaginionych", którzy po dziś dzień się poszukują, dorosłych wychowanych przez sierocińce lub przez rodziców, którzy byli sierotami. Nie brakuje tematów tabu: jeńcy, którzy po powrocie z Niemiec zostali zesłani do Gułagu jako "podejrzani", kolaboracja, deportacje całych narodów za zdrady dokonane przez niektórych spośród ich przedstawicieli. 17 maja w Kijowie miał miejsce oficjalny wieczór-requiem ku pamięci Tatarów deportowanych z Krymu w 1944 r. To właśnie na Ukrainie zgładzono Jidiszland: we Lwowie, Babim Jarze (czytaj obok), Berdyszewie, Rawie Ruskiej, Kamieńcu Podolskim, Odessie czy Dżankoj miała miejsce pierwsza odsłona "ostatecznego rozwiązania" - ludobójstwa Żydów.

9 maja 2007 r. prezydent Juszczenko zdawał sobie sprawę z gorzkiej wisienki, jaka trafiła na tort Zwycięstwa. Skorzystał z okazji, by jeszcze raz prosto w twarz ogłosić radzieckim weteranom rehabilitację tych, którzy przeciwko nim walczyli: Organizacji Nacjonalistów Ukraińskich (OUN) i jej Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA), od 2002 r. oficjalnie uznawanych, podobnie zresztą jak blisko z nimi związany Kościół grekokatolicki (unicki) - choć Polska, Rosja i Żydzi dyskretnie przeciwko temu uznaniu protestowali. Według głowy państwa należy przyspieszyć proces "pojednania narodowego" i wznieść się wreszcie ponad podziały historyczne.

Bohaterowie nowej historii

Wśród "bohaterów ruchu oporu", których przywołuje, nie ma dowódcy czerwonych partyzantów, Sydora Kowpaka, ale jest za to komendant UPA, Roman Szuchewycz, którego stulecie urodzin świętowano z wielką pompą 17 lipca w kilku miastach, zapominając, że w latach 1941-1942 był on szefem należącego do Wehrmachtu batalionu Nachtigall i członkiem nazistowskiej policji. Inna osobistość przywrócona do łask to Semen Petlura, przywódca nacjonalistów antybolszewickich, który zmiażdżył robotnicze powstanie w kijowskim Arsenale w lutym 1918 r. Uznawany za odpowiedzialnego za pogromy, w 1926 r. stał się celem zamachu "żydowskiego terrorysty". Pierwszy kamień pod przyszły pomnik Petlury położono 25 maja w jego rodzinnej Połtawie.

W Galicji, która jest kolebką i bastionem nacjonalizmu, działania są bardziej otwarte: składa się hołd dywizji Galicja (Hałyczyna), o której wiadomo, że należała do SS Heinricha Himmlera, a którą chętniej nazywa się tutaj "Pierwszą Dywizją Ukraińskiej Armii Narodowej" (bo taka była ostatnia nazwa, jaką przyjęła w 1944 r.). Jej weterani otrzymują w tym regionie takie same emerytury, co weterani Armii Czerwonej i UPA. Manifestacja SS i jej sympatyków, przewidziana w Kijowie na 28 kwietnia, została zakazana przez rząd. Kijów to jednak nie Ryga?

Nowy reżim bez skrępowania pisze historię od nowa. OUN-UPA legendarnego Stepana Bandery przedstawia się teraz jako "ruch oporu walczący jednocześnie na trzech frontach": przeciwko nazistom, Sowietom i Polakom. Ten ruch oporu początkowo pozwolił sobie jednak na alians z III Rzeszą, spodziewając się uzyskania niepodległości dla państwa ukraińskiego. Przywołuje się przykłady Chorwacji, Słowacji i Francji Vichy. Lepiej przecież być protektoratem niemieckim niż terytorium okupowanym. "We współczesnej Francji zrewidowano już wcześniejsze jednoznaczne potępienie marszałka Pétaina jako zdrajcy Francuzów. Zrozumiano, że dążył on do zachowania choćby częściowej niepodległości dla tych, którzy przecież walczyć nie mogli: kobiet, dzieci, starców?".

Niełatwo przekonać do takiego "pojednania narodowego" tych, którzy do wczoraj byli wrogami. Ostatni żyjący komendant UPA, Wasyl Kuk, wygłasza jednak ugodowe mowy. 9 maja? To jak najbardziej jego święto. "To dzień zwycięstwa nad faszyzmem. Hitleryzm był horrorem. Cała Europa z nim walczyła, nie tylko Armia Czerwona". Za chwilę dodaje jednak słowa, od których ręce opadają: "Weterani UPA utrzymują znakomite relacje z tymi żołnierzami Armii Czerwonej, którzy podtrzymują ideę niepodległości Ukrainy". Potem posuwa się jeszcze dalej: "UPA nigdy nie walczyła przeciwko ukraińskiemu ludowi ani przeciwko Armii Czerwonej (?). Komendanci z jednej i z drugiej strony starali się nawzajem nie zauważać. Walczyliśmy przeciwko oddziałom NKWD (?) i najeźdźcom faszystowskim". Zostawmy historykom zadanie rozwikłania tego problemu. Jako partyzant antyradziecki do 1954 r. (do 1960 r. więziony), komendant Kuk pracował następnie pod ścisłym nadzorem KGB w Instytucie Historii Ukraińskiej Akademii Nauk, którą opuścił w 1972 r. Dziś jest szanowanym emerytem, piszącym pamiętniki.

Hołodomor i Holokaust w jednym worku

Jeśli Juszczenko dąży do postawienia znaku równości pomiędzy zbrodniami nazizmu i komunizmu, to ma już doprawdy czym operować. Przegłosowana przez Radę w 2006 r. uchwała zakwalifikowała Hołodomor (czyli klęskę głodu z lat 1932-1933) jako "ludobójstwo narodu ukraińskiego" - wbrew \ opinii większości deputowanych z zachodniej części kraju. Spór pomiędzy historykami nie został rozstrzygnięty, ale ucięli go politycy. Kto się z tym nie zgadza, przedstawiany jest jako "negacjonista". Pod koniec kwietnia 2007 r. prezydent po raz kolejny ogłosił komunizm systemem totalitarnym, tym razem przy okazji rocznicy akcji "Wisła" z 1947 r., kiedy to Polska przesiedliła ok. 150 tysięcy Ukraińców. Warszawa natomiast oskarża UPA o eksterminację Polaków w 1943 r.

Las Bykownia niedaleko Kijowa kryje w ziemi dziesiątki tysięcy ofiar sowieckich egzekucji. 20 maja 2007 r. składano tam hołd "ofiarom terroru komunistycznego" z lat 1937-1938, zainicjowany przez kijowskie Stowarzyszenie Memoriał, które założyło ukraiński Instytut Pamięci Narodowej i Muzeum Okupacji Radzieckiej. Bardzo kontrowersyjne i uznane przez Moskwę za obrazę i prowokację, korzysta ono z opieki młodzieżówki partii prezydenckiej. W 2006 r. Juszczenko powiedział: "Powinniśmy pamiętać o tragedii w Bykowni, tak jak pamiętamy Oświęcim, Buchenwald czy Dachau". Pamiętać a postawić znak równości między represjami stalinowskimi a eksterminacją Żydów? Skonsternowany Zachód w ogóle nie zareagował na to pomieszanie, ale Izrael podniósł sprzeciw wobec dwóch wymiarów tej pomyłki: paraleli pomiędzy Hołodomorem a Szoah oraz widocznej wokół całej kampanii aktywności antysemickiej (co poniektórzy podkreślają, że najważniejszy odpowiedzialny za kolektywizację, a więc i za głód na Ukrainie, Lazar Kaganowicz, był Żydem).

Wracamy na Majdan, gdzie kramy z "literaturą i symboliką ukraińską" proponują (od 1986 r., jak zapewniają sprzedawcy) bardzo wyszukane wydawnictwa: Protokoły Mędrców Syjonu oraz pamflet denuncjujący "żydowską dyktaturę" w ZSRR i obecnie: Żydzi na Ukrainie, historyka Matwieja Szapowała. Kilka broszur nosi nawet znak swastyki. Te nazistowskie wytwory sąsiadują (przypadkiem?) z propagandą OUN-UPA. Szokowy antysemityzm ma swoją kwaterę główną w Kijowie: jest nią Międzyregionalna Akademia Zarządzania Personelem (MAUP), kierowana przez Georgija Szczukina sieć prywatnych szkół i uniwersytetów, do których uczęszcza 57 tys. studentów w 32 regionach. Wydająca judeofobiczne pamflety MAUP ma na swoje "kształcenie" oficjalną licencję.

Dekomunizacja historii

Kampania przeciw pomnikom poświęconym żołnierzom radzieckim jako wyzwolicielom spod jarzma nazizmu trwa już od Estonii po Polskę i Węgry, a teraz dotarła do zachodniej Ukrainy. Sygnał dał Lwów. Kilka organizacji domaga się tam demontażu pomnika żołnierzy (w większości ukraińskich), którzy padli w walce o wyzwolenie stolicy Galicji. Organizacje te to Swoboda (dawna Partia Socjalno-Narodowa), której przywódca Oleg Tiagnibok zasłynął wezwaniami do "walki przeciwko Moskalom i żydostwu", nowa Partia Narodowo-Pracownicza, której symbol, przecięta młotem litera N (jak naród), kojarzy się ze swastyką, oraz Kongres Ukraińskich Nacjonalistów (KUN), który głosi, że kwietniowe zamieszki w Tallinie przeciwko przeniesieniu pomnika Armii Czerwonej były barbarzyńskim "pogromem etnicznych Rosjan". Nocą z 12 na 13 maja we Lwowie został uszkodzony pomnik i dwa groby żołnierzy. Tej samej wiosny zdewastowano również kilka cmentarzy żydowskich i synagogę.

"Rewizjoniści" mają przewagę: kilka rad miejskich, w tym we Lwowie, zapowiada demontaż pomników radzieckich. "Cała Ukraina musi zostać oczyszczona" - domagają się najbardziej radykalni. Warto zauważyć, że KUN, dla przykładu, ubolewa, że francuscy wyborcy głosując na prezydenta mieli wybór jedynie pomiędzy "syjonistą Sarkozym a socjalistką Royal". Żadnego "rdzennego reprezentanta narodu". Walerij Bobrowycz, osobistość UNA-UNSO, najbardziej znanej radykalnej (i zmilitaryzowanej) organizacji, wyraża swój niepokój, że nad Dnieprem w ciągu dwóch dni mogłyby zjawić się rosyjskie czołgi, albo i gorzej: mogłoby dojść do wojny domowej. Jego organizacja jest gotowa na wszystko: walczyła już z bronią w ręku w Gruzji, Czeczenii i Naddniestrzu.

Choć mniejszościowe i podzielone, ruchy radykalne nie są jednak izolowane. Ich tezy pojawiają się we wszystkich nurtach prawicy, nacjonalistyczno-demokratycznym, liberalnym, czy nawet ekologicznym, które popierają rehabilitację OUN-UPA. Socjal-narodowiec Oleg Tiagnibok należał do sztabu "pomarańczowej rewolucji". Bojownik UNA-UNSO Andrij Szkił jest deputowanym Bloku Julii Tymoszenko z pomarańczowej opozycji, podobnie jak patriarcha ruchu, dysydent z czasów Breżniewa, Łewko Łukianenko, autor antysemickich wystąpień podczas wyborów parlamentarnych w 2006 r. Oczywiście wartości porządku i tradycji, tak drogie skrajnej prawicy, wydają się być odległe od zachodniego liberalizmu, ale widzieliśmy już, że związki między nimi są możliwe.

Jesteśmy ciągle na Majdanie. Oto Komunistyczna Partia Ukrainy Petra Symonenki - formacja polityczna, która ostatnio zmądrzała, albo przynajmniej się zreformowała. Partia Komunistyczna, Partia Socjalistyczna i Partia Regionów zwołują spotkania "w celu obrony praw konstytucyjnych", łamanych ich zdaniem przez prezydenta. Uniesienie mówców kontrastuje ze spokojem słuchaczy. Tej wiosny termometry podskoczyły do 30 stopni i ludzie siedzą z nogami w zimnej wodzie fontann, niczym na plaży, chłodząc się beztrosko jak na kolorowym obrazku.

Z dala od tej agitacji, w cieniu kasztanowców na bulwarze Chriszczatik letni tłum włóczy się i rozmawia spokojnie. W dyskusjach kryzys polityczny spotyka się raczej ze znużeniem niż zainteresowaniem. Trzeba zaznaczyć, że wybuchł on na tle ekonomicznego rozpogodzenia: "Elity z dwóch obozów biją się o łupy w przemyśle i na rynkach" - mówi jeden z przechodniów. Nie zapominajmy o naciskach amerykańskich zmierzających do załadowania Ukrainy na pokład NATO. W kampanii wyborczej 2007 r. minister obrony Anatolij Hrycenko, kandydat Naszej Ukrainy, nosił flagę paktu północnoatlantyckiego. Sytuacja rosyjskiej bazy morskiej w Sewastopolu na Krymie jest niepewna odkąd Stany Zjednoczone zaczęły podkreślać konieczność swojej kontroli nad Morzem Czarnym, co ma ogromne znaczenie dla całego Bliskiego Wschodu. Estonia i Kanada byłyby nawet gotowe sfinansować językową ukrainizację Krymu.

Dziedzictwo "zimnej wojny"

Wiadomo: konfrontacje polityczne nakładają się tu na cięcia wynikające z różnorodności regionalnej i kulturowej. Wszyscy marzą o liberalizacji i Europie. Dla jednych - rosyjskojęzycznych i "mieszańców" - patriotyzm ukraiński nie wyklucza się z uznaniem przynależności do "świata rosyjskiego" w sensie ekonomicznym i kulturalnym. Inni uznają wyłącznie tożsamość ściśle etniczną oraz wzmacnianie więzów z Polską i Stanami Zjednoczonymi. Nad pamięć o walce z faszyzmem, zanadto powiązaną z Rosją, przedkładają więc zimnowojenne układy nawiązane przez OUN po 1945 r. w łonie World Anti-Communist League (WACL) i Anti-Bolshevik Bloc of Nations powstałego w 1943 r. na terenie okupowanej Ukrainy. Są to zresztą organizacje, które dokonały "recyklingu" sporej liczby dawnych nazistów.

W rozpowszechnianiu przekazu etniczno-nacjonalistycznego ważną rolę odgrywa diaspora ukraińska zza Atlantyku. Wielu emigrantów z Galicji, uciekających przed "czerwonymi" w latach 1943-1944, trafiło do Kanady, Stanów Zjednoczonych i Australii. Członkowie OUN i ich dzieci podtrzymywali pochodnię aż do upadku ZSRR, który dał okazję do powrotu i rozpoczęcia działalności w kraju rodzinnym. Ukraińcy z zagranicy podłączyli się do retoryki "wolnego świata", nie rozstając się jednak bynajmniej z tradycją "integralnego nacjonalizmu". Wczoraj mieli wpływy w Radiu Wolna Europa. Dzisiaj ich spadkobiercy, wspierani przez amerykańskie i kanadyjskie fundacje, w mediach i w Internecie inwestują w sferę ideologiczną opuszczoną przez dawne kadry sowieckie, nawrócone na prowadzenie interesów.

Według CIA historia Ukrainy streszcza się w jednym zdaniu: "W czasie II wojny światowej armie niemiecka i radziecka spowodowały śmierć ponad 7, a może nawet 8 milionów ludzi". Nic już nie odróżnia agresji i ludobójstw nazistowskich od oporu, jaki im stawiał Związek Radziecki (w tym większość Ukraińców) ręka w rękę ze Stanami Zjednoczonymi, Wielką Brytanią, Francją de Gaulle`a i ludowymi ruchami oporu w Europie.

Ukraińska dziennikarka demokratyczna załamuje ręce nad nową tendencją do przypisywania wszystkich zasług jedynie Amerykanom i Anglikom oraz kwalifikowania jako "okupantów" tych, którzy wyzwalali kraj. "Pamięć ustępuje nowym kliszom na temat zderzenia dwóch systemów totalitarnych" - obawia się Irina Czubatenko. "Ale zbrodnie jednego reżimu nie wyrównują zbrodni drugiego, który, żeby zająć sobie Lebensraum, po prostu zabijał, zabijał, zabijał. Mój dziadek był na wojnie. Doskonale poznał cenę obydwu reżimów. Ale nie istniała dla niego w ogóle kwestia, kto tak naprawdę był wrogiem".


Jean-Marie Chauvier

tell a friend :: comments 0


Atak hakerski na stronę internetową prezydenta Juszczenki

Posted by admin on 2007-10-30 20:35:22 CET

Od kilku dni hakerzy atakują stronę internetową prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki, w związku z czym internauci przez kilka godzin nie mieli do niej dostępu - poinformowało we wtorek biuro prasowe ukraińskiego prezydenta.

Atak rozpoczął się w niedzielę wieczorem. Obecnie dostęp do strony jest możliwy przez krótkie odcinki czasu.

W poniedziałek do ataku na stronę Juszczenki przyznała się organizacja Euroazjatycki Związek Młodzieży (EZM). "Euroazjatycki Związek Młodzieży informuje, że oficjalna strona Juszczenki nie będzie działać dopóty, dopóki szef +pomarańczowego ruchu+ nie zaprzestanie atakowania oficjalnej strony EZM" - informuje w oświadczeniu służba prasowa EZM.

W dokumencie napisano, że atak hakerski jest odpowiedzią na "podpalenie sztabu EZM w Moskwie oraz na atak hakerski na oficjalną stronę EZM".

Według specjalistów, najwięcej ataków na stronę prezydenta Ukrainy zanotowano z Rosji, Kazachstanu, Ukrainy, USA, Izraela i Wielkiej Brytanii. Było ich w sumie ponad 18 tys.

EZM współpracuje z prokremlowską młodzieżówką Nasi. Członkowie EZM zniszczyli ostatnio ukraińską symbolikę na najwyższej górze Ukrainy - Howerli.

tell a friend :: comments 0


Ukraina wstrzymuje eksport elektryczności do Polski

Posted by admin on 2007-10-30 20:33:56 CET

Państwowa ukraińska spółka zawiesiła eksport elektryczności do Polski - poinformowała agencja Interfax. Polskie ministerstwo gospodarki uspokaja: to niewielkie ilości energii, nikomu prądu nie zabraknie.

Państwowa ukraińska spółka Ukrinterenerho, eksportująca energię elektryczną z Ukrainy, zawiesiła eksport elektryczności do Polski - powiedział dziennikarzom we wtorek Serhij Titienko, szef ukraińskiej Narodowej Komisji Regulacyjnej do spraw Przemysłu Energetycznego.

Komisja zakazała spółce eksportu elektryczności pozyskiwanej ze spółki Enerhorynok, operatora rynku hurtowego, po cenach niższych niż ceny, po których ukraińskie spółki zaopatrzeniowe kupują prąd sprzedawany następnie konsumentom na Ukrainie.

Polskie Ministerstwo Gospodarki przekonuje, że ukraiński partner dostarcza do Polski śladowe ilości energii i nie ma zagrożenia, żeby gdziekolwiek w kraju zabrakło prądu. - To rozliczenia handlowe między spółkami, które nie powodują żadnego zagrożenia dla bezpieczeństwa energetycznego Polski - usłyszeliśmy w resorcie.

tell a friend :: comments 0


Książki

Posted by admin on 2007-10-30 15:43:11 CET

Rafał Wnuk, „Za pierwszego Sowieta”. Polska konspiracja na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej (wrzesień 1939 – czerwiec 1941), Warszawa 2007, 463 s., cena 40.00 zł (seria „Monografie”, t. 34)



Mieszkańcy ziem wschodnich II RP jako pierwsi doświadczyli, czym jest komunistyczne państwo. Wielu z nich nie pogodziło się z utratą suwerenności Polski i życiem w ramach wyznaczanych przez sowiecki system. Książka opisuje burzliwe i tragiczne dzieje polskich organizacji niepodległościowych od września 1939 r. do inwazji niemieckiej na Związek Sowiecki w czerwcu 1941 r. Pokazuje różnorodność inicjatyw konspiracyjnych, sposób ich funkcjonowania oraz metody zwalczania stosowane przez NWKD. Autor, korzystając z bogatej bazy źródłowej, jako pierwszy podjął próbę ukazania zjawiska zorganizowanego polskiego oporu na całym obszarze okupacji sowieckiej.

Publikacje wydane przez Instytut Pamięci Narodowej można kupić:
w księgarni internetowej www.ipn.poczytaj.pl
w Centrali IPN
ul. Towarowa 28, 00-839 Warszawa
pon.–pt. 8.15–16.15
pisząc na adres:
Gospodarstwo Pomocnicze IPN,
ul. Towarowa 28
00-839 Warszawa.
tel. (0-22) 581-88-72
fax (0-22) 581-88-32
joanna.pamula@ipn.gov.pl
sekretariat.gpipn@ipn.gov.pl
z zagranicy:
Centrala Handlu Zagranicznego ARS POLONA S.A., ul. Obrońców 25,
03-933 Warszawa
Tel.: +48 22 509 86 00
Fax: +48 22 509 86 40, e-mail: arspolona@arspolona.com.pl

Do podanej ceny książek należy dodać koszty przesyłki. Opłata za przesyłkę będzie pobierana od zamawiającego przy odbiorze.

Więcej informacji pod adresem:
http://www.ipn.gov.pl/portal/pl/229/5830/

tell a friend :: comments 0


Caritas: 3 mln 700 tys. imigrantów mieszka we Włoszech

Posted by admin on 2007-10-30 15:27:10 CET

We Włoszech mieszka 3 miliony 700 tysięcy zarejestrowanych imigrantów z uregulowanym prawem pobytu - wynika z dorocznego raportu włoskiej Caritas i kościelnej fundacji Migrantes.

Według tych danych, w Italii mieszka obecnie prawie 91 tysięcy Polaków.

Pod względem tempa wzrostu liczby imigrantów - 21 procent rocznie - Włochy zajmują pierwsze miejsce w Europie. Imigranci stanowią obecnie 6,2 proc. całej ludności Włoch. W ciągu minionego roku ich liczba wzrosła o 700 tysięcy. Połowa wszystkich cudzoziemców pochodzi z Europy.

Najliczniejszą społecznością są Rumuni - jest ich 555 tysięcy (czyli 15 procent wszystkich imigrantów). Na drugim miejscu plasują się Marokańczycy, których jest 387 tysięcy (10,5 proc.). Kolejne miejsca zajmują: Albańczycy (381 tysięcy - 10,3 proc.), Ukraińcy (195 tysięcy - 5,3 proc.) i Chińczycy (186 tysięcy - 5,1 proc).

Polacy znajdują się na 9. miejscu wśród imigrantów w Italii. Ich liczbę szacuje się na 91 tysięcy. W Rzymie, gdzie mieszka ćwierć miliona cudzoziemców, obywateli polskich jest ponad 12 i pół tysiąca. Pod względem liczebności Polacy zajmują w Wiecznym Mieście trzecie miejsce - po Rumunach i Filipińczykach.

W raporcie Caritas zwrócono także uwagę na to, że w ostatnim roku liczba imigrantów wyznania prawosławnego przewyższyła katolików. Muzułmanów jest ponad milion.

Według policji liczba nielegalnych imigrantów we Włoszech przekracza 125 tysięcy.

tell a friend :: comments 0


Rosyjski kuter torpedowy naruszył polską granicę

Posted by admin on 2007-10-30 15:24:42 CET

Kuter torpedowy rosyjskiej Floty Bałtyckiej naruszył polsko-rosyjską granicę - poinformowało agencję Interfax anonimowe źródło w sztabie floty.

Pod koniec ubiegłego tygodnia kuter torpedowy, wracający do wojenno-morskiej bazy bałtyckiej z rejonu ćwiczeń wojskowych na wodach terytorialnych Rosji, przez pomyłkę naruszył morski odcinek rosyjsko-polskiej granicy. Na terytorialnych wodach Polski kuter znajdował się przez ok. godzinę - poinformował oficer sztabu.

Oficer dodał, że na miejsce incydentu przybył polski kuter Straży Granicznej, który nie zbliżył się do rosyjskiej jednostki, jednak poinformował rosyjskich marynarzy o fakcie naruszenia granicy. Po pewnym czasie na miejsce incydentu przybyła łódź rosyjskie straży granicznej, którego załoga zapoznała się z sytuacją - dodał oficer.

- Komendant kutra torpedowego, po zorientowaniu się co do błędu, wziął kurs na Bałtijsk i szczęśliwie wrócił do bazy. Obecnie dowództwo prowadzi śledztwo w sprawie incydentu - powiedział oficer.

tell a friend :: comments 0


Światełko Pamięci w Dzień Wszystkich Świętych

Posted by admin on 2007-10-30 11:52:12 CET

Dzień Wszystkich Świętych nie jest na Ukrainie świętem religijnym, ale mieszkańcy zachodnich regionów kraju odwiedzają 1 listopada groby bliskich, paląc na nich świeczki i modląc się za dusze zmarłych

Tego dnia na lwowskich cmentarzach już po raz czwarty odbywa się akcja "Światełko Pamięci". Drugi raz z rzędu jest ona organizowana we współpracy Polskiego Radia Lwów i konsulatu generalnego RP.

- Polskie Radio Lwów chce przypomnieć o znanych i mniej znanych postaciach, które spoczywają na tym cmentarzu. Przed świętem po obu stronach granicy zbieramy znicze, które następnie przekazywane są do Lwowa. 1 listopada zapłoną na polskich i ukraińskich grobach - powiedziała inicjatorka akcji Beata Kost z Polskiego Radia Lwów. Zaduszki są też okazją do wspólnych modlitw polsko-ukraińskich. Odbywają się one we Lwowie już od sześciu lat. Podobnie będzie i w tym roku.

Mieszkańcy Lwowa zbierają się przy bramie głównej Cmentarza Łyczakowskiego. Na spotkania te przychodzą dostojnicy Kościoła rzymskokatolickiego i greckokatolickiego, bywają na nich także goście z Polski. Wspólnie modlą się o pojednanie między narodami.

Wspólne polsko-ukraińskie modlitwy rozpoczęły się w czasie, gdy polscy i ukraińscy politycy prowadzili bezowocne dyskusje na temat otwarcia Cmentarza Orląt Lwowskich.

Cmentarz Orląt Lwowskich wchodzi w skład Cmentarza Łyczakowskiego we Lwowie. Spoczywają tam Polacy polegli w walkach z Ukraińcami w latach 1918-1919 i w czasie wojny polsko-sowieckiej z 1920 r. Pochowanych jest tam blisko 3 tys. żołnierzy, głównie młodych chłopców - stąd nazwa Cmentarz Orląt.

Po II wojnie światowej cmentarz został zdewastowany. Prace porządkowe strona polska rozpoczęła w 1989 r. Spór w sprawie cmentarza ciągnął się przez kilka lat. Miał być on otwarty w 2002 r., ale do uroczystości nie doszło, bo Ukraińcy nie zgodzili się na napis na płycie głównej.

Otwarcie nekropolii nastąpiło w czerwcu 2005 roku. W uroczystości wzięli udział prezydenci Polski i Ukrainy Aleksander Kwaśniewski i Wiktor Juszczenko.

tell a friend :: comments 0


Raport: korupcja zagraża demokracji na Ukrainie

Posted by admin on 2007-10-30 11:51:04 CET

Korupcja stanowi rzeczywiste zagrożenie dla zasad demokracji i stanu prawa na Ukrainie - oceniła Grupa Państw przeciwko Korupcji (GRECO), wyspecjalizowana agenda Rady Europy

W raporcie dotyczącym Ukrainy, która przystąpiła do GRECO w ubiegłym roku, agenda ta stwierdza "problem systemowy na szeroką skalę", który dotyczy całego społeczeństwa i instytucji politycznych, włącznie z systemem sądowniczym na poziomie centralnym i lokalnym.

W dokumencie podkreślono, że walki z korupcją nie można prowadzić bez reformy demokratycznej, a przyjęte ostatnio przez Kijów "Środki na rzecz Uczciwości" stanowią dobrą podstawę do przeprowadzenia reform.

tell a friend :: comments 0


Nieco krótsze kolejki na przejściach granicznych

Posted by admin on 2007-10-30 11:50:06 CET

O kilka godzin skrócił się od poniedziałku czas oczekiwania na odprawy ciężarówek na podkarpackich przejściach granicznych z Ukrainą. W Korczowej ciężarówki wyjeżdżające z Polski muszą czekać 14 godzin, a wjeżdżające 12 - poinformowała rzeczniczka Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej w Przemyślu kpt. Elżbieta Pikor.

Kierowcy ciężarówek przekraczający granicę w Medyce na wyjazd czekają 12 godzin, a na wjazd - do godziny.

Nie zmienił się natomiast czas oczekiwania kierowców samochodów osobowych. Wjeżdżający do Polski przez Krościenko czekają 8 godzin, przez Korczową - 4 godziny, a przez Medykę - 6. Zdecydowanie szybciej odprawiani są kierowcy wyjeżdżający na Ukrainę. Przez Medykę na bieżąco, a na pozostałych dwóch przejściach czekają 1-2 godziny.

Zdaniem rzeczniczki, powodem kolejek jest przede wszystkim natężenie ruchu, spowodowane prawdopodobnie zbliżającym się świętem. Ponadto jest to także skutek blokowania przez kierowców w połowie października przejścia granicznego i dojazdu do niego. Kierowcy domagali się przede wszystkim zwiększenia liczby celników na przejściu oraz popierali celników, którzy żądają podwyżki pensji. Postulat zwiększenia obsady przejść został spełniony - zarówno w Korczowej, jak i w Medyce zwiększono liczbę celników na każdej zmianie.

tell a friend :: comments 0


"Izwiestija" o polsko-rosyjskim sporze mięsnym

Posted by admin on 2007-10-30 11:48:36 CET

"Izwiestija" podkreślają, że zgoda Polski na kontrolę rosyjskich weterynarzy w zakładach mięsnych, nie oznacza, iż Warszawa zdecydowała się na ugodę w sporze z Moskwą.

Dziennik przypomina, że "minister spraw zagranicznych Polski Anna Fotyga oświadczyła, iż jej kraj nie wpuści inspektorów z Rosji do swoich zakładów mięsnych dopóty, dopóki Moskwa nie uchyli embarga na import polskiej produkcji zwierzęcej".

"Izwiestija" dodają, że "wizycie rosyjskich specjalistów kategorycznie sprzeciwia się również polskie Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi". "Niemniej wygląda na to, że po tym, jak w niedawnych wyborach parlamentarnych w Polsce zwyciężyła bardziej pokojowo nastawiona do Rosji partia Platforma Obywatelska Donalda Tuska, wojownicza retoryka będzie powoli zanikać" - pisze moskiewska gazeta.

"Eksperci uważają, że nowy polski rząd może radykalnie zmienić bieg negocjacji między Moskwą i Warszawą, które aktualnie znajdują się w ślepej uliczce" - konstatują "Izwiestija".

Dziennik zauważa także, iż Polska nie chciała wpuścić rosyjskich inspektorów, mimo że ponosiła "fantastyczne straty (finansowe)".

"Wszelako praktyka Polski i państw nadbałtyckich pokazuje, że antyrosyjska retoryka polityczna bardzo często jest droższa od pieniędzy. Nasi sąsiedzi gotowi są tracić setki milionów dolarów, aby tylko dokuczyć swojemu dużemu sąsiadowi" - uważają Izwiestija".

Według tej należącej do koncernu gazowego Gazprom gazety, "tak było z polskim mięsem, rurociągiem po dnie Morza Bałtyckiego i nawet z (radzieckim) Brązowym Żołnierzem" w Tallinie.

Zastępca głównego lekarza weterynarii Krzysztof Jażdżewski powiedział w poniedziałek PAP, że rosyjskie inspekcje weterynaryjne mogą przyjechać do Polski po 5 listopada. Konkretna data wymaga jeszcze ustalenia.

Jażdżewski wyjaśnił, iż strona polska wydała zgodę na przeprowadzenie kontroli w mleczarniach, zakładach paszowych oraz dwóch przetwórniach mięsa - w sumie w ok. 50 zakładach. Były one już kontrolowane przez rosyjskich inspektorów w latach 2004-2005.

Produktów w nich wytwarzanych nie obejmuje obowiązujące od listopada 2005 roku rosyjskie embargo i mogą być eksportowane do Rosji. Natomiast Polska nadal nie zgadza się na inspekcje w zakładach, których produkcja jest objęta zakazem.

tell a friend :: comments 0


Ławeczka Kalamana Segala

Posted by admin on 2007-10-30 11:46:36 CET



Dlaczego jedna z ławek stojących na rynku w Sanoku ma tabliczkę poświęconą Kalmanowi Segalowi? Kim był Segal? Te pytania będą teraz nurtować mieszkańców Sanoka i turystów odwiedzających to miasto

Niestety, choć na przełomie lat 50 i 60 utwory Kalmana Segala były wydawane w dość dużych nakładach, on sam i jego twórczość są zupełnie zapomniane - mówi Leszek Puchała, dyrektor Biblioteki Miejskiej w Sanoku. Tak jak Lublin i Biłgoraj miał swojego Isaaka Singera, tak Sanok ma Kalmana Segala. Obydwaj w swoich utworach opisywali świat, którego już nie ma - świat żydowskich miasteczek. Kalman Segal urodził się 17 grudnia 1917 roku w Sanoku. - Pochodził z bardzo biednej rodziny, jego ojciec woził mleko. Segal był bardzo zdolny, to przesądziło że został przyjęty do Gimnazjum Męskiego. Segal jednak nie skończył gimnazjum. Oficjalnie został usunięty ze szkoły ze względów materialnych, a naprawdę za działalność w Partii Komunistycznej Zachodniej Ukrainy - opowiada dyrektor biblioteki. Segal był człowiekiem bardzo wrażliwym. Wokół siebie widział ogromną biedę, widział ludzi "żyjących " powietrzem. Był wtedy idealistą wierzącym, że komunizm może zmienić otaczający go świat. Wojnę spędził w łagrze na Kołymie. Po powrocie do Polski próbował emigrować. Spędził nawet kilka miesięcy w obozie dla uchodźców w Linzu, ale w 1947 roku wrócił . Zamieszkał na Śląsku, pracował jak nauczyciel i dziennikarz Polskiego Radia w Katowicach. W 1968 roku wyemigrował do Izraela, tam zmarł w 1980 roku -Był człowiekiem bardzo skromnym i do końca swojego życia pozostał wielkim idealistą ciągle wrażliwym na biedę innych - dodaje Leszek Puchała.

Segal pisał w jidysz i po polsku.- Był chyba jedynym pisarzem, który tłumaczył swoje utwory. Choć nie przeżył wojny w Polsce, pozostał strażnikiem pamięci. Pisał o kraju swojego dzieciństwa. W jego książkach pojawiają się nazwy wielu okolicznych miejscowości. Tylko Sanok określany jest jako Miasto lub Miasteczko. Mimo tego Sanok w jego utworach był centrum świata - mówi Leszek Puchała. Dyrektor Puchała, był obok poety Janusza Szubera i dr Tomasza Chomiszczaka z PWSZ pomysłodawcą przypomnienia Kalmana Segala. W ubiegłym tygodniu w Sanoku odbyła się konferencja naukowa w której obok miejscowych znawców twórczości Segala -Janusza Szubera, Edwarda Zająca i Tomasza Chomiszczaka, wystąpili również zaproszeni goście. Pisarz Piotr Matywiecki mówił o relacjach pisarza wobec Holocaustu, dr Magdalena Ruta, która napisała doktorat z twórczości Segala porównywała twórczość Segala w obydwu językach, natomiast dr Agnieszka Jankowska mówiła o losach pisarza w Izraelu. Specjalnie na tę imprezę z USA do Sanoka przybyła też córka pisarza, Ita Segal. - Planujemy wydać teksty wystąpień wygłoszonych w czasie tej konferencji - zapowiada dyrektor Puchała.

Mieszkańcom Sanoka Segala będzie przypominać również ławeczka na Rynku. Przymocowana do niej tabliczka przypomina, że Sanok to "Miasteczko leżące w środku świata". Osoby, które usiądą na ławeczce będą miały widok na ul. Cerkiewną, tam gdzie kiedyś znajdowała się żydowska dzielnica.


Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów

tell a friend :: comments 0


Przybora, Żeromski

Posted by admin on 2007-10-30 11:44:37 CET


Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski

Mijamy kilka grobów, aby po lewej stronie ścieżki znaleźć nagrobek Anieli Steinsbergowej (1896-1988). Ponieważ wykute nazwisko zmarłej jest słabo widoczne, pomnik rozpoznamy po wiszącej na krzyżu tabliczce Grzegorza W dowickiego(kw. 15 rząd 3 nr 2). Aniela Steinsbergowa była legendą warszawskiej adwokatury, słynną obrończynią w procesach politycznych i w spółzałożycielką Komitetu Obrony Robotników. Przed wojną broniła komunistów, po wojnie akowców, a w końcu lat 60. - represjonowanych przez władzę studentów.


Po przejściu furtki idziemy chodnikiem i po minięciu pierwszych grobów, przed tujami skręcamy w prawo, a następnie w pierwszą ścieżkę w lewo.

53

Mijamy kilka grobów, aby po lewej stronie ścieżki znaleźć nagrobek Anieli Steinsbergowej (1896-1988). Ponieważ wykute nazwisko zmarłej jest słabo widoczne, pomnik rozpoznamy po wiszącej na krzyżu tabliczce Grzegorza W dowickiego(kw. 15 rząd 3 nr 2). Aniela Steinsbergowa była legendą warszawskiej adwokatury, słynną obrończynią w procesach politycznych i w spółzałożycielką Komitetu Obrony Robotników. Przed wojną broniła komunistów, po wojnie akowców, a w końcu lat 60. - represjonowanych przez władzę studentów.

Przy tej samej ścieżce, również po lewej stronie, leży słynny fotografik Benedykt Jerzy Dorys (1901-90) (kw.12, rząd 3, nr 8). Naprawdę nazywał się Rotenberg (nazwisko zmienił w czasie okupacji). Był mistrzem portretów, zdjęć mody i pejzaży. Za najważniejsze jego dzieło uznaje się fotografie z Kazimierza nad Wisłą z lat 30., na których artysta pokazał życie polsko-żydowskiego miasteczka. Przed wojną prowadził atelier w Alejach Jerozolimskich 41. Podczas wojny znalazł się w getcie, gdzie też fotografował. Udało mu się uciec. Po wojnie - aż do późnych lat 80. - miał zakład przy Nowym Świecie 29.

54

Idziemy dalej ścieżką. Za brzozą po prawej stronie uwagę zwracają dwa zbudowane z piaskowca wysokie pomniki nagrobne rodziny Niemczewskich (kw. N, rząd 2, nr 89).Pierwszy -przedwojenny - ma formę półokrągłej niszy ze wstawionym do środka krzyżem. W drugim -wzniesionym współcześnie - nisza ma ostre kąty, a zamiast krzyża czarną płytę. Mimo to oba pomniki są do siebie bardzo podobne.

Na najbliższym skrzyżowaniu ścieżki z chodnikiem skręcamy w lewo, a następnie w ostatnią przed murem alejkę w prawo.

55

Przystajemy przy niskim nagrobku z różowego granitu zkopią Krzyża Grunwaldu. Tu leży Adam Feliks Próchnik (1892-1942) (kw. W, rząd 4, nr 22), historyk, działacz PPS, współzałożyciel Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, patron znanych zakładów odzieżowych. Na jego grobie wyryto napis: "Głęboki myśliciel iniezłomny bojownik proletariatu".

Idziemy dalej alejką. Na skrzyżowaniu z chodnikiem skręcamy w prawo.

56

Mijamy jedną ścieżkę i przy drugiej, blisko narożnika, widzimy grób Jeremiego Przybory (1915-2004)(kw. N).Karierę zaczął przed wojną jako spiker Polskiego Radia. Prawdziwą popularność przyniósł mu telewizyjny Kabaret Starszych Panów, który stworzył razem z Jerzym Wasowskim. Przybora pisał błyskotliwe teksty, Wasowski komponował do nich muzykę. Jeremi Przybora był też autorem spektakli teatralnych, scenariusza filmu "Upał", libretta musicalu "Piotruś Pan".

Idziemy prosto w stronę widocznej z daleka potrzaskanej kolumnady. Jest ona częścią grobowca Maksymiliana Czapka. Dochodząc do kolumnady, skręcamy w prawo.

57

W trzecim grobie od skrzyżowania alejek leży Juliusz Kaden-Bandrowski (1885-1944), pisarz i polityk, adiutant Józefa Piłsudskiego w czasach

Legionów(kw. 4 rząd 1 nr 3).Wlatach międzywojennych był jedną znajważniejszych postaci życia literackiego Warszawy. Zasiadał wkomitecie redakcyjnym "Skamandra". Pisał powieści polityczne ("Generał Barcz", "Mateusz Bigda"). Zmarł od ran wPowstaniu. Podczas wojny zginęli też jego dwaj synowie, żołnierze AK: Andrzej -w 1943 r. w akcji na pl. Napoleona, Paweł -we wrześniu 1944 r. na Czerniakowie. Są pochowani z ojcem.

Kilkanaście metrów dalej, po drugiej stronie alejki, znajduje się grób piosenkarki Anny German (1936-82) (kw. 3 rząd 4 nr 9). Urodziła się w Uzbekistanie w rodzinie o korzeniach holendersko- niemiecko-polskich. Miała piękny, silny głos, którym zachwycali się słuchacze w całej Europie. Wygrywała festiwale w Opolu, Sopocie i Kołobrzegu. Jako jedyna Polka wystąpiła w San Remo. Międzynarodową karierę przerwał w 1967 r. wypadek samochodowy we Włoszech. Na kilka lat zniknęła z estrady.

Dochodzimy do chodnika i skręcamy w lewo w stronę muru.

58

W pierwszej poprzecznej alejce, na prawo, pod wysoką tują, spoczywa aktorka Zofia Mrozowska (1922-83) (kw. 5, rząd 3, nr9). Występowała na scenie Teatru Współczesnego, ale też w wielu filmach. Grała m.in. hrabinę w serialu telewizyjnym "Lalka" i matkę głównego bohatera w serialu "Polskie drogi".


59

Idziemy nadal chodnikiem w kierunku muru, a właściwie ściany budynku przylegającego do cmentarza. Na jej tle stoi grobowiec z różowego granitu z czarnym krzyżem. Wzniesiono go na grobie Tadeusza Hołówki (1889-1931) (kw. K1), przedwojennego polityka zamordowanego przez ukraińskich nacjonalistów. Hołówko był bliskim współpracownikiem Piłsudskiego, posłem z ramienia prorządowego BBWR i ekspertem w sprawach Ukrainy. Opowiadał się za porozumieniem polsko-ukraińskim. Zginął podczas kuracji w sanatorium wTruskawcu koło Drohobycza. Zastrzelili go aktywiści OUN.

Przed grobem Hołówki skręcamy w prawo.

60

Idziemy wzdłuż muru. Po prawej stronie alejki znajduje się grób Janusza Szpotańskiego (1929-2001), satyryka, krytyka, tłumacza, wybitnego szachisty. Szpotański pisał satyry i poematy szydzące z rzeczywistości PRL-u. W połowie lat 60. Stworzył operę "Cisi i gęgacze",

w której oddał atmosferę Warszawy czasów Gomułki (w utworze nazwał go Gnomem). Władysław Gomułka wpadł we wściekłość. Publicznie atakował pisarza, określając "człowiekiem o mentalności alfonsa", a jego dziełu wytykał "pornograficzne obrzydliwości, na jakie zdobyć się może człowiek tkwiący w zgniliźnie rynsztoka". Szpotański na trzy lata trafił do więzienia. Nie zaprzestał jednak szydzenia z komuny, czego dowodem są późniejsze utwory: "Caryca i Zierkało", a zwłaszcza "Towarzysz Szmaciak" - ironiczna a poteoza PRL-u.

Zawracamy i aleją K zmierzamy do głównej alei cmentarza. Skręcamy w nią w prawo.

61

Spójrzmy na narożny grobowiec generała artylerii Ludwika Łętkiewicza i jego żony Felicji. Na Cmentarzu Ewangelicko-Reformowanym co rusz natrafiamy na ślady po pociskach. Przypominają o toczących się tu walkach w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego. Na pomniku gen. Łętkiewicza uszkodzony kulami kamienny element został opatrzony odpowiednim napisem (kw. K1).

Po sąsiedzku z Łętkiewiczami leży rodzina Epsteinów, XIX-wiecznych bankierów i przemysłowców (kw. C rząd 6 nr 33).Na uwagę zasługuje tu posąg kobiety w koronkowej chuście, z kwiatem wypadającym z dłoni. W białym marmurze wykuł ją znany rzeźbiarz Bolesław Syrewicz. Jego dzieła odnajdziemy również na innych powązkowskich cmentarzach.

W następnym grobie w tym rzędzie pochowano Andrzeja Szczypiorskiego (1924-2000), pisarza, publicysty i polityka od lat 70. związanego z demokratyczną opozycją. W 1989 r. Szczypiorski zasiadł w pierwszym składzie Senatu RP. Wiele pisał o relacjach polsko-niemieckich i polsko żydowskich. Jego nagrobek ze współczesną rzeźbą wyglądającą jak utrwalone w brązie płomienie jest dziełem prof. Adama Myjaka.

62

Po drugiej stronie alei widzimy grobowiec wielkich wydawców i księgarzy z rodziny Arctów (kw. F rząd 5 nr 29). Firmę księgarską założyli w 1836 r. w Lublinie. Pół wieku później Michał Arct (1840-1916) kupił warszawską księgarnię Gruszeckiego przy Nowym Świecie. Potem uruchomił też drukarnię. Arctowie propagowali m.in. tanie serie książkowe, które trafiały pod strzechy, ale też znakomite słowniki, literaturę naukową i muzyczną. Rodzinna firma istniała do 1953 r.

63

Kilka metrów od grobu Arctów pod potężną kamienną płytą spoczywa Stefan Żeromski (1864-1925) (kw. F rząd 4 nr 4). Pisarz pochodził z rodziny katolickiej. W 1912 r. zapłonął gorącą miłością do malarki Anny Marii Zawadzkiej. Był jednak wtedy żonaty z Oktawią Rodkiewiczową, z którą miał syna Adama. Przeszedł więc na kalwinizm, który nie uznaje ślubu za sakrament, i ożenił się z Anną Marią. Na miejsce po śmierci na katolickim cmentarzu nie miał już szans. Pogrzeb pisarza 23 listopada 1925 r. zmienił się w manifestację patriotyczną. Trumnę przywieziono z Zamku Królewskiego, gdzie Żeromski mieszkał, i złożono na początku w podziemnych katakumbach na środku głównej alei. Dopiero po dwóch latach przeniesiono w obecne miejsce. W 1983 r. pochowano tu drugą żonę autora "Przedwiośnia" Annę Marię z Zawadzkich, a w 2001 r. również jego córkę Monikę.

64

Idziemy dalej główną aleją. Po prawej stronie trudno zauważyć skromny grób rzeźbiarki Olgi Niewskiej (1900-1943), autorki przepięknego posągu "Kąpiącej się" w parku Skaryszewskim (kw. F rząd 2 nr 14).Ta znana i ceniona przed wojną artystka potem popadła w zupełne zapomnienie. Być może dlatego, że pozowały jej znane osobistości II Rzeczypospolitej - politycy, oficerowie, a nawet marszałek Józef Piłsudski, co w PRL-u nie mogło się podobać. Olga Niewska miała talent, urodę, powodzenie u mężczyzn. Była duszą towarzystwa warszawskich salonów. Zmarła w czasie okupacji i do dziś nie doczekała się nagrobka, choć sama takowe projektowała. Kilka lat temu wystawienie nagrobka obiecywał były rektor ASP, ale zapowiedzi nie spełnił.

65

Dochodzimy do miejsca, gdzie główna aleja rozszerza się, a jej środek zajmuje zbiorowy grób. Pochowano w nim szczątki osób przeniesione z zamkniętego w końcu XVIII w. Cmentarza Ewangelickiego na Lesznie. Wśród nich jest generał Karol Józef Sierakowski (1747- -1820), uczestnik bitwy pod Maciejowicami, o czym informuje napis na kamiennym bloku z drugiej strony grobu. Metalowe wrota zamykają podziemną kryptę tzw. katakumb. Było to miejsce przechowywania trumien ze zwłokami na czas przygotowania właściwego grobu. Przy katakumbach ustawiono nieduży pomnik ku czci żołnierzy batalionu AK "Parasol", którzy na początku sierpnia 1944r. walczyli na tym cmentarzu. Jest tu też tablica upamiętniająca poległych i zamordowanych wyznawców Kościoła ewangelicko-reformowanego.


66

Stojąc przed metalowymi wrotami podziemnej krypty, widzimy po prawej, blisko cmentarnego muru, bryłę kaplicy Laskowskich i Nagórków (kw. B, rząd 5). Przy wejściu czeka spiżowa postać anioła śmierci z pochodnią w dłoni i włosami zmierzwionymi jak u strzygi. Jest zarazem piękna i straszna. Kusi odsłoniętą kobiecą piersią, aby za chwilę zadać ofierze śmiertelny cios. To jedna z najbardziej ekspresyjnych rzeźb na warszawskich cmentarzach. Powstała w 1910 r. Jest dziełem rzeźbiarza Jeziorańskiego.

67

Po przeciwnej zaś stronie głównej alei uwagę zwraca wysoki, jasny pomnik Bogumiła Folanda (1836-95), dyrektora Warszawskich Teatrów Rządowych (kw. E, rząd 4, nr 19.Umieszczone na froncie popiersie przedstawia eleganckiego mężczyznę z wąsami. W tym samym grobie pochowano jego syna Olesia Folanda, który przeżył zaledwie cztery lata i dziesięć miesięcy. Z boku pomnika wykuto przejmujący wiersz: "W trumienkę małą całe rodzicówszczęście się schowało (...)".

Za grobowcem Folanda (patrząc od strony głównej alei) stoi najstarszy pomnik na Cmentarzu Ewangelicko-Reformowanym. Jest to kamienny nagrobek kupieckiej rodziny Fuhrman-Roesler, właścicieli m.in. młynów, cukrowni i Hotelu Niemieckiego przy ul. Długiej (kw. E, rząd 4, nr 24).Wykuto go z piaskowca w 1805 r. Na tablicy z czarnego marmuru zachowały się niemieckie inskrypcje poświęcone zmarłym, lecz najciekawsze są wyrzeźbione po bokach postacie owinięte od stóp do głów w całuny. Są to tzw. koszule śmiertelne, w których kiedyś kalwińskie rodziny składały do grobu swoich bliskich. Po śmierci wszyscy są równi, więc powinni być tak samo ubrani. W górnej części nagrobka - niezwykły wizerunek anioła śmierci. Brzydki brodaty starzec frunie na skrzydłach, wymachując kosą.

68

Nad tą częścią nekropolii góruje kaplica rodziny Kronenbergów (kw. E, rząd 2, nr 11) zbudowana według projektu Konstantego Wojciechowskiego. Jest największa na cmentarzu, choć i tak ustępuje rozmiarami innej kaplicy Kronenbergów - na Starych Powązkach. Tutaj spoczywa wielki przemysłowiec i finansista baron Leopold Kronenberg (1812-78) -Żyd, który przyjął wyznanie kalwińskie. Pod koniec życia był najbogatszym człowiekiem w kraju. Fortuny szacowanej na blisko 20 mln rubli dorobił się głównie na produkcji wyrobów tytoniowych i cukrowniach. Założony przez niego Bank Handlowy był najpotężniejszym bankiem w Polsce, a z okazałym pałacem Kronenberga przy pl. Małachowskiego nie mogły się równać inne burżuazyjne rezydencje w Warszawie. Kronenberg budował linie kolejowe warszawsko-terespolską i nadwiślańską, wspierał edukację, założył Szkołę Handlową w Warszawie, przyczynił się do rozwoju Warszawskiego Towarzystwa Ubezpieczeniowego, Kasy Przemysłowców i Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. Syn Leopolda - Leopold Jan Kronenberg -był katolikiem. Leży na Starych Powązkach.

69

Nasza trasa wiedzie wciąż główną aleją w stronę bramy od ul. Młynarskiej. Z prawej mijamy groby słynnych cukierników Semadenich (kw. A, rząd 5, nr 30).Rodzina wkońcu XVIII w. sprowadziła się ze Szwajcarii i założyła wPolsce popularne cukiernie. Pierwszą cukiernię wWarszawie Kacper Semadeni otworzył w 1827 r. u zbiegu ul. Świętokrzyskiej i Nowego Światu, ale bardziej znana była cukiernia jego kuzyna Bernarda Semadeniego w gmachu Teatru Wielkiego. Firma istniała do II wojny światowej.

70

Z tyłu grobów Semadenich, blisko muru, jaśnieje wykuta z piaskowca piękna statua anioła (kw. A, rząd 6, nr 38). Nie wiadomo, na czyim

stoi grobie (w księgach cmentarnych zapisano nazwisko Schucan Ambrosi). Widać za to podpis autora posągu - Jana Woydygi, twórcy rzeźb na wiadukcie ulicy Karowej. Do niedawna anioł był w tragicznym stanie. Nie miał skrzydła, przechylał się do przodu. Fundusze na jego restaurację przekazało miasto.

Przed stojącym przy bramie neogotyckim budynkiem kaplicy skręcamy w lewo i dochodzimy do starej bramy cmentarza od strony ulicy Żytniej. W jej ścianę wmurowano tablicę upamiętniającą założenie nekropolii. Jest na niej łaciński napis, który w tłumaczeniu na polski brzmi: "Za Stanisława Augusta ożywcze zajaśniało światło z ciemnego grobu, za którym są teraz milczące nasze kości. Prawu posłuszne Zgromadzenie Wyznania Reformowanego. Roku pańskiego 1792".

Idziemy chodnikiem równoległym do muru cmentarza wzdłuż Żytniej. Na chwilę skręcamy z niej w lewo na tyły kaplicy Kronenbergów.

71

Dokładnie z tyłu kaplicy spoczywa Lucyna Ćwierczakiewiczowa (1826-1901), autorka książek kucharskich i artykułów z poradami dla gospodyń domowych (kw. E, rząd 1, nr 6).Wswoich czasach była osobą niebywale popularną, krążyły o niej niezliczone anegdoty, a jej książka "365 obiadów za pięć złotych" była wielokrotnie wznawiana. Ćwierczakiewiczowa pisała: "Żonom zawsze powtarzam, że smacznie przyrządzony obiad jest podstawą szczęścia domowego i dobrego humoru męża".

Vis-a-vis grobu Ćwierczakiewiczowej natrafiamy na bardzo ciekawy żeliwny nagrobek wformie piramidy z wizerunkiem klęczących

dzieci. Należy do angielskiej rodziny Fanshawe. Jerzy Fanshawe, pułkownik w służbie rosyjskiej, był właścicielem posiadłości Henryków (obecnie części Mokotowa). Zbudował istniejący do dziś pałacyk przy Puławskiej 107a.

Wracamy na poprzednią aleję, skręcamy w lewo. Mijamy kaplicę Kronenbergów.

72

Po lewej stronie - rozpadający się kamienny nagrobek z napisem wykutym cyrylicą. Tutaj leży generał major Henryk Aleksandrowicz Dzięgielewski (1807-69).


Po prawej zaś trudno przeoczyć bardzo ciekawy pomnik nagrobny Edmunda Łodzi Kurnatowskiego (kw. H, rząd 4, nr 12) z początku XX w., z odlaną z brązu sylwetką mężczyzny ukrywającego twarz w dłoniach.

Za wspomnianym wyżej pomnikiem skręcamy w prawo.

Zaraz za nim stoi jeden z najpiękniejszych grobowców na cmentarzu(kw. H, rząd 4, nr 16) - rodziny Bertoldów Neumanów. Cały wykonany jest z marmuru. Przedstawia trumnę, obok której siedzi pogrążona w żałobie kobieta.

73

Nasza trasa biegnie teraz ścieżką blisko muru od Żytniej. Po dwóch stronach ścieżki widzimy groby rodziny Loewe i Bruehl (kw. I, rząd 5, nr 25), z kamiennymi i żeliwnymi epitafiami umieszczonymi na murze cmentarza. Zpochowanych tutaj osób najbardziej znany jest Adolf Adam Loewe (1811-85), znany warszawski architekt. Zaprojektował m.in. Nową Oranżerię w Łazienkach Królewskich i neogotycki kościół ewangelicko-reformowany w al. "Solidarności" ze strzelistą ażurową wieżą.

74

Kawałek dalej, po lewej stronie spoczywa prof. Bohdan Marconi (1894-1975), wybitny konserwator zabytków, wykładowca Akademii Sztuk Pięknych (kw. I, rząd 6, nr 29). Przed wojną kierował pierwszą wPolsce nowoczesną pracownią konserwacji malarstwa przy Muzeum Narodowym. Podczas wojny ocalił fragmenty dekoracji przeznaczonego przez Niemców do zburzenia Zamku Królewskiego. Po wojnie nadzorował m.in. konserwację malowideł ściennych w Łazienkach iWilanowie oraz obrazów Jana Matejki z "Bitwą pod Grunwaldem" na czele. Leży tu również ojciec Bohdana Marconiego Władysław Marconi (1848-1915), który zaprojektował m.in. hotel Bristol idom Pod Gigantami w Alejach Ujazdowskich.

Prawie vis-a-vis prof. Marconiego ma swój grób artysta malarz Józef Simmler (1823-68). Wizerunek zmarłego utrwalono wmarmurowym medalionie(kwatera I, rząd 7, nr 37). Simmler był doskonałym portrecistą, pozowali mu przedstawiciele zamożnych warszawskich rodów. W ostatnich latach życia zajął się malarstwem historycznym i religijnym. Sukces przyniósł mu obraz "Śmierć Barbary Radziwiłłówny".

Sprzed grobu Simmlera skręcamy w lewo.

75

Kilkanaście metrów dalej pod wysoką brzozą spoczywa Katarzyna Sowińska (1776-1860), wdowa po legendarnym generale, który poległ w powstaniu listopadowym, broniąc reduty wolskiej (kw. K, rząd 1, nr 5).Gdy mąż walczył na froncie, generałowa pracowała wwojskowych lazaretach. Organizowała Związek Dobroczynności Patriotycznej niosący pomoc rodzinom żołnierzy. Spotkały ją za to szykany ze strony Rosjan, została osadzona w klasztorze. Na pogrzeb generałowej przyszły tłumy. Była to pierwsza od upadku powstania listopadowego tak wielka manifestacja uczuć patriotycznych.

Wracamy na ścieżkę wzdłuż muru i idziemy nią dalej.

76

Przy murze spoczywają członkowie wywodzącej się z Francji rodziny Norblinów (kw. S, rząd 2, nr 11), przemysłowców w branży metalowej. Zaczynali w 1820 r. od warsztatu brązowniczego na Starym Mieście. Firmę rozwinął Wincenty Konstanty Norblin (1805-72). Sprowadził z Belgii maszynę parową. Poza przedmiotami z brązu produkował wyroby ze srebra i platery. Za czasów jego syna Wincentego Ludwika (1836-1914), którego grób znajdziemy w kwaterze B, przedsiębiorstwo jeszcze urosło w siłę. Pamiątką po firmie są zabytkowe hale przy ul. Żelaznej i platerowe sztućce w niejednej szufladzie.

77

Na uwagę zasługuje też stojący tyłem do muru grobowiec rodziny Szyllerów (kwatera T, rząd 4/5, nr 46) z figurą anioła trzymającego kotwicę i łacińską sentencją: "Mors est vita" ("Śmierć jest życiem"). Leży tu Leopold Bogumił Szyller (1832-1917), księgarz, literat i działacz polityczny. Przy Nowym Świecie prowadził księgarnię i zakład litograficzny. Wydawał książki pedagogiczne i podręczniki szkolne. Na jego grobowcu dostrzec można dekoracje w formie makówek - często spotykanego na nagrobkach symbolu snu i śmierci.

Okrążając żywopłot, kierujemy się do bramy koło budynku administracji cmentarza, którą wychodzimy na ulicę Żytnią.


Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski

tell a friend :: comments 0


Ukraina w WTO najwcześniej pod koniec 2008 roku

Posted by admin on 2007-10-30 11:41:01 CET

Ukraina wejdzie do Światowej Organizacji Handlu (WTO) najwcześniej pod koniec 2008 roku, 15 lat po rozpoczęciu rozmów akcesyjnych - podał w poniedziałek ukraiński rząd.

Wiktor Juszczenko obejmując w roku 2005 stanowisko prezydenta zapowiedział, że Ukraina wejdzie do WTO w ciągu roku w ramach zbliżania się z Zachodem.

W oświadczeniu na stronie internetowej rządu napisano, że w czerwcu 2008 roku Ukraina może zakończyć cały proces przygotowań do członkostwa. "Jeśli jesienią Rada (WTO) ratyfikuje porozumienie, Ukraina zostanie członkiem organizacji w ciągu 30 dni" - głosi oświadczenie, które powołuje się na ukraińskiego przedstawiciela w WTO Wołodymyra Bałutę.

Nim się to stanie, Kijów musi spełnić szereg warunków, w tym rozstrzygnąć spór w kwestii domniemanego zadłużenia wobec Kirgistanu.

Ukraina zabiega o członkostwo w WTO od 1993 roku.

Obecnie Kijów jest w trakcie formowania koalicji i rządu po wyborach, po których tzw. partie pomarańczowe mają większość.

tell a friend :: comments 0


Monday, October 29 2007

Ukraine's Quest for Mature Nation Statehood Roundtable VIII: "Ukraine-EU Relations"

Posted by admin on 2007-10-29 16:31:25 CET

Theme: Ukraine as a Constituent Part of European Political Culture
Sub Theme: Ukraine's Role as "Elder Brother"
Dr. Zbigniew Brzezinski


Second day Keynote Address by Zbigniew Brzezinski, former National Security Advisor and Professor of Foreign Policy at Johns Hopkins University, at the Ukraine's Quest for Mature Nation Statehood Roundtable VIII: "Ukraine-EU Relations" Ronald Reagan Building and International Trade Center, Washington DC, October 17, 2007. Video of the keynote and the following question and answer session is available here.

Transcription by: Matthew Dubas [Correspondent/Ukrainian Weekly]

[Thank you very much. Thank you very much, Herman (ed.- Herman Pirchner/President of the American Foreign Policy Council and Chair of the Session) for reminding me about that speech. I have almost forgotten about it. Indeed, it did transpire and your rendition of it is very accurate.]

I am grateful to speak before this audience once again and through this audience also to the people of Ukraine. I want to begin by congratulating the people of Ukraine on their political maturity. They’ve shown it once again. They have shown that they have a political culture of which they have reason to be proud. A political culture which is part of the universal political culture of democracy. That is to say, agreeing to disagree, debating fiercely, dividing politically, all within a constitutional process that is enduring. That’s a significant accomplishment and I think the Ukrainian people have reason to be proud of it.

In fact, Ukraine should not hesitate to say to its younger brother, Russia, that it should learn Ukrainian political culture. I see some people smiling, ‘younger brother?’ Russia is the younger brother of Ukraine to anyone who knows history. And politically, Ukraine has shown maturity and ability to compromise of the kind that Russia has yet to demonstrate. Look at the several presidential elections. Look at the several parliamentary elections. There is one very simple test of democratic electoral processes. If you can’t be sure who is going to win, and if your predictions often turn out to be wrong, you know it’s a democracy. I have no difficulty in predicting Russian elections whatsoever. We know their outcome. And that tells you something.

So the younger brother should learn from the older brother and I think we should also learn because I remember when Ukraine came into being, the dire predictions, the dire predictions about Ukraine. Ukraine will not endure. I remember some very competent intelligence analysts telling us that Ukraine will split into two, that the country is inherently unstable. That maybe, maybe western Ukraine, Galicia, might end up independent, but the rest, probably not.

Look at the last elections; there is an increasing cross-cutting pattern of voting. Tymoshenko made significant successes in the east. Actually Yanukovych even gained a few votes in the west, and the country is increasing voting as a unit. If you want another example, go back to the days – the brief days, fortunately – of what might be called the mini crisis of Tusla, the little island in the Sea of Azov, which by some peculiar logic, the Russian Federation tried to draw into its own terrain by transforming it from an island to a peninsula attached to the Russian Federation. Do you remember how the Ukrainians reacted? All of them, all of them, President Kuchma flew back from Brazil, and stood on the shores of Tusla proclaiming fiercely, ‘this is Ukrainian territory.’ And look at the resolution of the Rada. I believe the vote was close to unanimous, if not unanimous, including the Communists. Voting fiercely that the territorial integrity of Ukraine is untouchable.

So we know that Ukraine is a success as a nation state. Ukraine is here to stay and there is no doubt about that. Ukraine is part of the European scene, there’s no doubt about that. Ukraine is part of the European political culture. It has demonstrated that. Ukraine is part of European culture, and anyone who visits Kyiv, even briefly, sees countless evidences of that. And that is an enduring reality, to which everyone has to adjust. And in adjusting, one has to get rid of one’s ignorance.

When Ukraine became independent, many people in this country weren’t quite sure what it is and where it is. It was even referred to as ‘THE’ Ukraine, rather than as Ukraine. But that is now changing. But it is also important that in Ukraine there be also change. And I have something very specific in mind. Namely, a country, a nation is a reality when it has a profound historical awareness of itself – historical awareness of itself. And that is important because a country without a memory is like a human being without a brain, without a self-awareness. I was struck by that several years ago when I was in Kyiv and I decided in the course of my visit just to pay personal homage in the area of Bukivnia, which I’m sure most of you know about. When I spoke to a senior Ukrainian close associate of President Kuchma, he did not know what Bukivnia was, he actually didn’t know what it was. And I suspect that a lot of other Ukrainians in recent past have had no awareness of Bukivnia and it is important to know these things. This is why the resolution in the Rada about genocide is historically and politically important. It’s a landmark. It reminds people of things that have happened it reminds people of the importance of being independent and in charge of your own country. And that is taking place in Ukraine. And that is all to the good and is part and parcel of the much more complex technical and financial issues that you have been discussing about Europe’s, or the European Union’s, relationship with Ukraine.

There has to be a vital, thriving, politically successful Ukraine for it to be part of Europe and Europe has to adjust its own vision of the East to realize that the frontiers of Europe do not end at the Buh River. The fact is that Europe is a dynamic reality, but simultaneously a part of its own history and culture, and Ukraine is a part of that history and that culture.

After the recent elections, Ukraine has a chance again to demonstrate in practice its political maturity and I think the people have demonstrated it by their vote, not only by the specific character of the vote, which I happen to applaud, because I believe the Orange Revolution actually put the final stamp, the end to the issue of whether Ukraine is going to endure or not. That was several years ago, but it is also important to demonstrate political leadership that it is mature. In response to the politically mature people, and that means that the people must have a clear notion of responsibility and accountability for political decisions and political programs. The whole notion of democracy is a notion of competition of programs and a competition of leadership and then accountability and responsibility for performance of leadership, and the latter cannot be fuzzed, the latter must not be obscured. The problem of responsibility and accountability must be sharply defined. And this is why I think President Yushchenko has a real opportunity to put in place a seriously working and effectively working system of responsibility and accountability based essentially on two parties – a majority formation and a minority formation. The majority formation may be a two-party coalition, it can even be a partial grand coalition if some members of the opposition want to be a part of it, but it should not be a government which obscures accountability and responsibility by fuzzing the division between the programs and the division between the elites with alternative programs, because that absence creates political cynicism and creates the impression of ‘we the nation’ and ‘they the elite’ and reinforces the belief that the elite is corrupt and makes amongst itself and is never accountable to the people.

The alternatives that are involved in this cycle of leadership and governorship is an important aspect of democracy and president Yushchenko now has the opportunity to institutionalize that, either through a two-party coalition or a two-party plus coalition, maybe even in a very vague sense, a partial grand coalition, but certainly not a complete grand coalition in which fuzzes accountability and responsibility.

Prime Minister Tymoshenko has now an opportunity to show that she is a genuine national leader, and she has gotten a big boost through the elections in that affirmation. But she also has the opportunity to govern in a manner that demonstrates that she is not only an electoral populist, but a responsible national leader, who can formulate policies for the long-run, without passion but with commitment. With firmness, but without vengeance, in a manner that gains her support and enduring respect. She has show enormous political talent and is obviously a rising star in the Ukrainian political firmament. And now she has an opportunity to translate these talents into enduring leadership.

Former Prime Minister Yanukovych also has an opportunity to show himself to be a responsible opposition leader. Not the preferred choice of a major neighboring country, but a genuine Ukrainian national leader who partakes of the general thrust of Ukraine into Europe. And he has said that during his recent service as prime minister, but the taste in the pudding is in the eating and one has to demonstrate that commitment, not only verbally when in office, but in practice when the opposition leader and facilitate those steps as a leader to make Ukraine a possible participant in the larger European adventure.

So in different ways, each of the three political leaders of Ukraine has now a historical chance, a historical opportunity to prove to everyone that Ukraine is not only a national success, but that it is a country that is closing the inevitable gap between itself and what is west of it. That gap is not the fault of the Ukrainians. It is a consequence of the absence of freedom, of the absence of independence, of the presence of communism for so many decades and of subjugation with a large imperial system for centuries. If you consider all of these causes for the gap, you have to be impressed how narrow the gap today is. And how close is the day when Ukraine is going to be a full-scale participant in the European adventure. One can talk endlessly about the problems to be resolved, the criteria to be met, the standards to be satisfied, the shortcomings to be overcome, but the fact is that the momentum is in that direction. And Europe is also changing its view of Ukraine. The ignorance that I sensed in this country about Ukraine 15 years ago was equally widespread in Europe, maybe not as widespread but close to it. Today that’s dramatically changing and the picture of Ukraine as a normal European country is gradually becoming the predominant one. And in that there is not only a hopeful perspective for Ukraine, there is a longer range and further hopeful perspective. I am deeply convinced, truly convinced, strategically convinced, that as Ukraine moves toward Europe, the imperial option for Russia closes forever and Russia then only has one option – to follow suit in the lead of its older brother. And that is a very hopeful and serious prospect, because eventually Russia has no choice if you look at the vast space of Russia and its demographic crises, the rising power of its eastern neighbors. If Russia doesn’t move toward Europe, a different promise will be fulfilled. A promise which was once made allegorically, but which has an ominous geographical definition to it. ‘Europe to the Urals’; remember General De Gaulle when he talked about Europe to the Urals. He wasn’t suggesting that Russia be partitioned, he actually meant Russia in Europe. Russia in Europe to Vladivostok may be an attractive option for Russia, but if they fail to exercise it, they face an ominous uncertainty in the future. So Ukraine, in a way, offers not only a lesson, but a hopeful avenue for Russia, and an avenue that all of us in the West should hope that Russia will pursue. Because it would be in the interest of the larger West if Russia, in time, became more closely and more genuinely associated with the West.

Ukraine poses a truly momentous geopolitical challenge to all of us, but I think it is a challenge that today, shortly after the Ukrainian elections and in part particularly because of the outcome of the elections, we can view with increasing optimism.

Thank you.

tell a friend :: comments 0


Ukraine reburies 2,000 victims of Stalinist repression found in mass grave outside Kiev

Posted by admin on 2007-10-29 16:27:24 CET

KIEV, Ukraine: Ukraine reburied some 2,000 victims of Stalinist repression, paying its respects to those gunned down by the Soviet secret police before World War II and dumped into a mass grave, organizers said Sunday.

The remains of 1,998 victims, including 474 believed to be ethnic Poles, as well as 29 Red Army soldiers, were laid to rest Saturday, said Vitaly Kozakevych, secretary of a government commission for commemorating victims of political repression.

It was Ukraine's biggest post-Soviet reburial of victims from the era of repression under Soviet dictator Josef Stalin.

"It is a striking reminder of the tragic consequences of uncontrolled power," Kozakevych told The Associated Press.

The mass executions were carried out between 1937 and 1941 by the NKVD, Stalin's feared secret police and the precursor to the KGB, in the small village of Bykivnya on the outskirts of Kiev.

Today in Europe

In total, up to 30,000 people — most branded "enemies of the people" — are believed to have been killed and hidden in mass graves there.

However, historians and rights activists have been able to locate and rebury only some 10,000 victims, including those laid to rest Saturday. Soviet authorities are believed to have destroyed the remains of the rest, Kozakevych said.

On Saturday, high-ranking Polish officials paid tribute to Poles who fell victims to Stalin's purges. Some are believed to have been ethnic Poles living in Ukraine and executed in 1937-38, along with Ukrainians and others, for alleged anti-Soviet activity.

Others are thought to be victims of the so-called Katyn massacre, the execution by Soviet authorities of more than 21,700 Polish military officers, intellectuals and priests in the village of Katyn in western Russia and elsewhere.

President Viktor Yushchenko has ordered turning the Bykivnya site into a state memorial.

tell a friend :: comments 0


W szczerym polu odkryto dwór Sapiehów

Posted by admin on 2007-10-29 09:07:48 CET

Po wielu latach poszukiwań archeologom udało się zlokalizować miejsce gdzie około 400 lat temu stała rezydencja oraz folwark Sapiehów - magnackiego rodu.


W trakcie jednej z prospekcji terenowych uwagę badaczy zwróciły trzy kępy zarośli wśród pól uprawnych wsi Dubno, gm. Boćki (woj. podlaskie). W zaroślach tych znajdowały się porośnięte trawą skupiska dużych kamieni noszących ślady zaprawy wapiennej a na okolicznych polach duża ilość ułamków nowożytnych naczyń glinianych, kafli i fragmentów cegieł - mówi mgr Halina Karwowska, archeolog z Muzeum Podlaskiego w Białymstoku.

Efektem badań archeologiczno-architektonicznych prowadzonych w latach 2006-2007 jest odkrycie reliktów pozostałości dworu i folwarku. Według wstępnych ustaleń można je datować na XVI-XVIII w. Po zdjęciu warstwy ziemi oczom badaczy ukazały się masywne fundamenty o szerokości 1,2m - 1,3m, zagłębione w grunt na około 3m wzniesione z cegły palcówki i kamieni, spajanych zaprawą wapienną. "To na nich opierała się cała konstrukcja kamienicy. Imponujące są także rozmiary budynku 24m x 16m, co daje 384 m2 w jednym poziomie użytkowym" - opisuje archeolog.

- Według stanu z poł. XVII w. kamienica była podpiwniczonym, piętrowym budynkiem z poddaszem, pokrytym gontem. Na całą kubaturę budynku składało się wiele pomieszczeń, w tym m.in. 2 sienie +wyłożone kwadratową cegłą+, sala stołowa, izby mieszkalne - w tym jedna dla "białogłowy", skarbiec. Na poddaszu, określanym jako drugie piętro znajdowała się izba, której wyposażenie stanowiła wielka okuta skrzynia do przechowywania ziół i szafka na wódki. Na środku zawieszono drążek "do wieszania szat". Budynek od strony wschodniej był podpiwniczony. Zapewne zbudowano go w drugiej połowie XVI w. - mówi Halina Karwowska.

Najbardziej zaskakujący dla archeologów był stan zachowania ceglanej posadzki w sieni na parterze. - Posadzka zachowała się w dobrym stanie. To duże masywne fundamenty ścian zewnętrznych, utrudniające prace polowe uchroniły ją przed zniszczeniem - wyjaśnia.

Oprócz reliktów zabudowy archeolodzy odkryli także ponad 13 tyś okazów ruchomego materiału zabytkowego - fragm. ceramiki naczyniowej, kafli, szkła oraz zabytki metalowe.

Obecny stan wiedzy nie pozwala łączyć murowanej kamienicy, której relikty odsłonięto w trakcie prac badawczych z postacią pierwszego wojewody podlaskiego Iwana Sapiehy, chociaż jak mówi Karwowska "samo założenie w jego czasach już istniało i z pewnością przebywał w nim niejednokrotnie. Opisywany budynek, to przecież tylko fragment rezydencji. Inwentarze z II poł. XVII w. wymieniają oprócz niej jeszcze m.in.: karczmę, kamienicę murowaną mniejszą, drewnianą kaplicę, drewniany dom wielki krzyżowy, dom kuchenny, stajnie, kuźnię, łaźnię, browar, słodownię, wozownię, dom urzędniczy, ogród włoski, sad oraz lamus".

- Jest jeszcze sporo do odkrycia. Przyszłe sezony badawcze zapowiadają się więc bardzo pracowicie - mówi archeolog.

Pierwszym właścicielem dóbr w Dubnie był Lenart Kosiński, który w 1512 roku zamienił je z Iwanem (Janem) Sapiehą (ok. 1450-1517) - pierwszym wojewodą podlaskim. Sapieha został mianowany na to stanowisko dekretem króla Zygmunta Starego w roku 1513.

- Według tradycji rodzinnej, do której przychylają się niektórzy historycy zmarł w swojej rezydencji w Dubnie i tam miało być pierwsze miejsce jego tymczasowego spoczynku. Można domyślać się, że Dubno, jako centrum dóbr ukształtowanych jeszcze w XV stuleciu miało dwór już w czasie, gdy władał nim L. Kosiński. Zapewne Sapieha wykorzystał ten zapewne jeszcze drewniany dwór wraz z zabudową towarzyszącą. Może też rozbudował go - zastanawia się Karwowska.

Dubno było siedzibą rodu Sapiehów (gałęzi zwanej kodeńską;) do połowy XVII w. Następnie posiadali je lub zarządzali nim m. in.: Aleksander Hilary Pałubiński, Szczęsny Zygmunt Parys, Józef Adam Parys, Wojciech Wessel, Józef Franciszek Sapieha a następnie jego żona Krystyna z Branickich (siostra Jana Klemensa Branickiego), Joahim Karol Potocki, Franciszek Piotr Potocki, Jan Alojzy Potocki. Ostatnim dzierżawcą dóbr był Henryk Rogowski, który w 1900 roku zbył je na rzecz spółki chłopskiej. Zabudowa, choć w ruinie przetrwała zapewne do I wojny światowej.

Badania w Dubnie realizowane były w ramach projektu współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach programu Sąsiedztwa Polska-Białoruś - Ukraina Interreg IIIA/TACIS CBC oraz z budżetu państwa. Prowadzili je archeolodzy z Muzeum Podlaskiego w Białymstoku i Instytutu Archeologii Uniwersytetu Łódzkiego we współpracy z archeologami z Grodzieńskiego Państwowego Uniwersytetu im. Janki Kupały oraz Grodzieńskiego Państwowego Muzeum Historyczno-Archeologicznego.

tell a friend :: comments 0


Pomnik carycy w Odessie

Posted by admin on 2007-10-29 09:05:50 CET



Na placu Jekaterińskim w Odessie mimo protestów Kozaków ukraińskich i nacjonalistów odsłonięto w sobotę pomnik Katarzyny II. Figura carycy, za czasów której założono miasto, stała w tym miejscu do 1920 r., kiedy zniszczyli ją bolszewicy. Potem na placu stanął pomnik marynarzy z pancernika Potiomkin. Niedawno potiomkinowcy zostali przeniesieni na inne miejsce, i odtworzony pomnik Katarzyny II wrócił.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Uroczysty pogrzeb pomordowanych w Bykowni

Posted by admin on 2007-10-29 09:04:27 CET



Na cmentarzu w podkijowskiej Bykowni w sobotę pochowano szczątki około 2 tys. ofiar NKWD, w tym ponad 400 polskich żołnierzy, policjantów i urzędników zamordowanych wiosną 1940 r. na rozkaz Stalina.

Kości pomordowanych wydobyli ze zbiorowych mogił eksperci polskiej Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz ukraińskiej Państwowej Międzyresortowej Komisji do spraw Upamiętniania Ofiar Wojny i Represji, którzy przez dwa ostatnie lata prowadzili prace ekshumacyjne w Bykowni. Do tej pory były one przechowywane w plastikowych workach złożonych w ustawionym na cmentarzysku zaplombowanym namiocie.

Archeologom w tym roku udało się znaleźć dowody niezbicie potwierdzające, że na cmentarzysku spoczywają Polacy z tak zwanej ukraińskiej listy katyńskiej, czyli ci, których po 17 września 1939 r. wzięła do niewoli Armia Czerwona czy aresztowało NKWD na terenie okupowanej przez ZSRR zachodniej Ukrainy. Między innymi w jednej z mogił natrafili na nieśmiertelnik starszego sierżanta Wojsk Ochrony Pogranicza Józefa Naglika, który do tej pory uważany był za zaginionego.

W sobotę polskie ofiary NKWD złożono do wspólnej mogiły z ukraińskimi. Stało się tak wbrew życzeniu strony polskiej, która chciała, by Polacy zostali pochowani oddzielnie.

W uroczystości wzięli udział dyplomaci, miejscowa Polonia oraz przedstawiciele Rodzin Katyńskich. Hołd pomordowanym oddała kompania honorowa armii ukraińskiej. Pochówek, jak zapewnia Andrzej Przewoźnik, sekretarz Rady, ma charakter tymczasowy. A uroczysty pogrzeb upamiętniający Polaków zamordowanych w Kijowie wiosną 1940 r. na rozkaz Stalina odbędzie się w przyszłym roku.

W przyszłym roku mają też być kontynuowane prace ekshumacyjne w Bykowni. Do przebadania zostało jeszcze 15 dołów śmierci, w których zapewne również spoczywają polskie ofiary NKWD.

Na "ukraińskiej liście katyńskiej" znajdują się nazwiska 3435 zamordowanych. Około 3,7 tys. nazwisk liczy jeszcze tak zwana białoruska lista katyńska, na której znajdują się ci, których w 1939 r. wzięto do niewoli lub aresztowano na zachodniej Białorusi. Oni prawdopodobnie zostali rozstrzelani w Mińsku i pochowani w pobliskich Kuropatach. Tam jednak polscy badacze, póki Białorusią rządzi Aleksander Łukaszenko, wstępu nie mają.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Ku czci ofiar akcji "Wisła"

Posted by admin on 2007-10-29 09:02:42 CET


Małgorzata Szlachetka

"Jak ja mogę zaśpiewać pieśni Bogu na cudzej ziemi" - takie słowa z Księgi Psalmów Dawida znalazły się na poświęconym wczoraj pomniku postawionym ku czci ofiar akcji Wisła

Mszą w cerkwi pw. Świętych Cyryla i Metodego w Białej Podlaskiej zakończyły się kilkumiesięczne ogólnopolskie obchody 60. rocznicy akcji "Wisła" w polskim kościele prawosławnym. Finałem trzygodzinnej liturgii, której przewodniczył prawosławny metropolita warszawski Sawa, była procesja wokół cerkwi i poświęcenie pomnika postawionego w hołdzie ofiarom akcji "Wisła". Zbudowany z głazów pomnik przedstawia krzyż na łodzi. Znalazły się na nim dwa cytaty. Pierwszy z Księgi Psalmów Dawida: "Jak ja mogę zaśpiewać pieśni Bogu na cudzej ziemi" oraz słowa Świętego Serafina z Sarowa: "Chwała Bogu za wszystko, za problemy i za radość".

Wśród około tysiąca uczestników uroczystości były osoby, które ucierpiały w akcji Wisła. Jan Romać gdy miał 19 lat, razem ze swoją rodziną został wysiedlony z rodzinnej wsi Kijowiec koło Białej Podlaskiej do Sokolnik w Zachodniopomorskiem. Był 1 lipca 1947 roku. - Furmankami przewieźliśmy swoje rzeczy na stacje kolejową w Chotyłowie. Pociąg jechał dziesięć dni. Wszystkie krowy w jednym wagonie, świnie w drugim, a ludzie w następnych. Jak ktoś próbował uciec z transportu, to go UB z powrotem odstawiało - opowiadał wczoraj.

Na mszy była także Wiera Romańczuk z Białej Podlaskiej, która w dniu wysiedlenia miała 13 lat. W 1947 roku mieszkała z rodzicami i trójką rodzeństwa w pobliskim Zabłociu. Wojsko dało im na spakowanie się trzy godziny. Swój dobytek złożyli na trzy wozy. Z inwentarza żywego wzięli do pociągu trzy konie, kury i siedem prosiąt. - Tata dwa lata wcześniej skończył budowę domu. Był drewniany i przestronny, kryty strzechą. Nigdy do niego nie wróciliśmy. Potem się dowiedzieliśmy, że budynek został rozebrany. Materiał z niego użyto na budowę szkoły w Kodniu - mówi Wiera Romańczuk. I dodaje: - Strach był, bo nie wiedzieliśmy gdzie jedziemy.

Rodzina Romańczuków trafiła do Borek w obecnym województwie warmińsko-mazurskim. Na początku dostali pokój z kuchnią w PGR i trochę mąki.

Jan Romać z pierwszych dni pobytu w nowym miejscu nie ma dobrych wspomnień. - Wiele domów było zdewastowanych, miały wyrwane okna i drzwi. Dla nas nawet tego zabrakło, więc dwa tygodnie spędziliśmy w jakiejś oborze. Mama chodziła po polach i zbierała kłosy zboża, żeby upiec chleb. Pracowaliśmy jak parobcy u gospodarzy, u których potem zamieszkaliśmy - wspominał wczoraj. Władze komunistyczne dbały o to, żeby rodziny z jednej miejscowości nie osiedlały się zbyt blisko siebie. Ideałem było umieszczenie we wsi tylko jednej rodziny z transportu, ale rzadko to się udawało. Pani Wiera wróciła na Lubelszczyznę w 1973 roku. W Białej Podlaskiej pochowała swoich rodziców. Jan Romać wrócił do domu po 19 latach. Jego rodzinie zwrócono sześć hektarów ziemi.

Najgorzej akcję Wisła wspominają ci, którzy zostali uwięzieni w Centralnym Obozie Pracy w Jaworznie. Umarło ponad 150 osób. W czasie II wojny światowej obóz w Jaworznie był filią Auschwitz. Komunistyczne władze więziły tam m.in. księży grekokatolickich i osoby, które podejrzewały o współpracę z UPA.. Taki los spotkał m.in. Sergiusza Kowalczuka z Matiaszówki w powiecie bialskim. 20-latek musiał opuścić rodzinną wieś 12 lipca 1947 roku. Do bydlęcych wagonów wsiadł razem z teściami i żoną. Kobieta miała przy piersi niespełna dwumiesięczną córeczkę Nadzieję. - Jak przyszedłem do domu, to wojsko już było na podwórku. Nawet nie było z kim tam rozmawiać - mówił "Gazecie" Sergiusz Kowalczuk.

80-latek do dziś nie rozumie, dlaczego taki los spotkał jego najbliższych i mieszkańców sąsiednich wiosek. - Czy nie mieliśmy polskiego obywatelstwa? W Polsce się urodziliśmy i żyliśmy, a że byliśmy prawosławnego wyznania... Czy to coś zmienia? - pyta.

Nie wysiedlenie było jednak najgorsze. W Białej Podlaskiej do pociągu wsiadło UB. Zabrali ośmiu mężczyzn, w tym Sergiusza Kowalczuka. W Jaworznie przesiedział pół roku. - Jak stamtąd wyszedłem, to ważyłem zaledwie 32 kilogramy - mówi.

Rodzina pana Sergiusza przez osiem lat mieszkała we wsi Urbanowo (województwo warmińsko-mazurskie). Tam urodził mu się syn, pochowani zostali jego teściowie. - Jak wróciliśmy do Matiaszówki, to okazało się, że w naszym gospodarstwie mieszka rodzina przesiedlona zza Buga. Za pewną sumę odstąpili nam dom. To byli złoci ludzie, potem przez lata byliśmy sąsiadami. Nawet z jednej studni wodę braliśmy - wspomina pan Sergiusz.

Arcybiskup Abel, zwierzchnik prawosławnej diecezji lubelsko-chełmskiej w rozmowie z "Gazetą" o akcji Wisła: - To była czystka etniczna, głównie narodowości ukraińskiej, w trakcie której został niemal zupełnie zniszczony kościół prawosławny. Ci ludzie długo nie mieli prawa nawet odwiedzić grobów swoich przodków. Wspominając te trudne wydarzenia jeszcze dziś zalewają się łzami. I dodaje: - Modlimy się za ofiary akcji "Wisła", ale nikogo nie obwiniamy.

Sergiusz Kowalczuk: - Jak nas w 1947 roku pędzili na stację, to nikt nie wierzył, że wróci. Z mojej wsi wyjechało 80 rodzin, a wróciło około 10. A dziś żal tylko jest, że człowiek był niewinny, a musiał odpokutować.

Akcja Wisła

Akcja militarna, w efekcie której komunistyczne władze Polski chciały rozbić Ukraińską Powstańczą Armię i Organizację Ukraińskich Nacjonalistów. Od 28 kwietnia do połowy sierpnia 1947 roku z Rzeszowszczyzny i Lubelszczyzny na tzw. ziemie odzyskane zostało przesiedlonych około 150 tysięcy osób. Z samej Lubelszczyzny ponad 37 tysięcy. Ostatnie przesiedlenia odbyły się w 1950 roku.

Na listy przeznaczonych do wysiedlenia trafiali grekokatolicy i osoby wyznania prawosławnego, głównie Ukraińcy, Bojkowie i Łemkowie oraz wszyscy, których podejrzewano o sprzyjanie UPA. Ludziom dawano na ogół dwie godziny na spakowanie dobytku. Na ten czas wioski otaczał kordon wojska. Po odwilży 1956 roku część wysiedlonych wróciła w rodzinne strony. W 2007 prezydent Polski Lech Kaczyński i prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko wydali wspólne oświadczenie, w którym stwierdzili, że akcja Wisła była sprzeczna z podstawowymi prawami człowieka

Dla "Gazety"

Dr Andrzej Tłomacki, historyk, autor książki "Akcja >>Wisła<< w powiecie bialskim na tle walki politycznej i zbrojnej w latach 1944-1947"

Uzbrojone siły UPA liczyły w 1947 roku około 1 500 osób, najsilniejsze były w Bieszczadach. Pozostali Ukraińcy na pograniczu żyli spokojnie, dopóki w ich życie nie wkroczyła wielka polityka. To była dla nich wielka tragedia. Na ojcowiznę zdecydowało się wrócić po latach około jednej trzeciej wysiedlonych. Niektóre środowiska ukraińskie nadal uważają sprawę akcji Wisła za otwartą, bo nie doczekali się rekompensaty za utracone grunty.



Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin

tell a friend :: comments 0


Sunday, October 28 2007

By nie utracić pamięci

Posted by admin on 2007-10-28 20:25:47 CET


Marek Waśkiel

W czasach, kiedy ZSRR chyliło się ku upadkowi, jechaliśmy we trójkę rowerami z Odessy do Lwowa. Już zniknęły przydrożne posterunki kontrolne GAI. Ludzie, których spotykaliśmy byli pełni nadziei na lepsze nadchodzące lata... chociaż i byli tacy, którzy już tęsknili za dawnymi dobrymi czasami... komunizmu.


Cmentarz na Rossie. Grób serca marszałka Piłsudskiego i jego matki
fot. Paweł Zając


W tych dniach zmian i nadziei w jednej w mołdawskich wsi ze zdumieniem obserwowaliśmy, jak jej mieszkańcy rozbijali stary cmentarz, niszcząc nagrobki i ogrodzenie. Powstały gruz wywozili na podwórka, wyrównywali, a po chwili sowchozowa betoniarka wylewała na tak przygotowane podłoże świeży beton. Stojący obok mnie Adam powiedział wówczas gdzieś wyczytane bardzo mądre słowa: "Narody które trącą pamięć, trącą życie. Stają się bezwolnymi manekinami, nie wiedzącymi skąd przychodzą".
Kiedy wjechaliśmy na Ukrainę, nagle nasza wyprawa zmieniła się w odszukiwanie i dokumentowanie śladów nawet po niewielkich polskich cmentarzach.

W Złotowie na starym parafialnym natknęliśmy się na porządkowaną kwaterę polskich żołnierzy poległych w wojnie z bolszewikami w 1920 r. Nagrobki były podnoszone z ziemi, ustawiane i wyrównywane, obok stała wbita w ziemię stara łopata. Chociaż czekaliśmy przez kilka godzin, nie wiemy, kto przywracał utraconą pamięć. Nie wiemy, kogo wystraszyliśmy. Pomimo widocznych zmian ciągle w ludziach tkwiły czasy, kiedy o przeszłości lepiej było nie mówić, a co dopiero czynnie pracować nad jej przywracaniem.

Od tamtej pory podróżując na Wschód do krajów byłego ZSRR, odszukiwałem i oglądałem polskie cmentarze. Począwszy od najbardziej znanych narodowych nekropoli w Wilnie i we Lwowie, po bezimienne polskie mogiły na Syberii, w Kazachstanie czy Uzbekistanie.

Będąc w Wilnie nie sposób pominąć cmentarza na Rossie, jednego z najpiękniejszych i najważniejszych polskich cmentarzy. Bardzo lubię odwiedzać go późną jesienią, kiedy tonie wśród kolorowych drzew. Równie pięknie jest w wieczory Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego. Wówczas cały cmentarz położony na kilku pagórkach mieni się tysiącami światełek.

Cmentarz ma już ponad 200 lat. Powstał na początku XIX w. na przedmieściu zwanym Rossa przy drodze z Popławów do Rybiszek. Dzisiaj z centrum najlepiej dotrzeć tam pieszo. Jeszcze przed cmentarnym murem tuż przy wejściu trzeba się zatrzymać obok grobu serca marszałka Józefa Piłsudskiego i jego matki. Wilno było ukochanym miastem Marszałka.

Na czarnej granitowej płycie, dzisiaj już w paru miejscach wyszczerbionej i noszącej ślady pocisków, wyryto napis: "MATKA I SERCE SYNA". Widnieją też na niej słowa z poematów Słowackiego "Wacław" i "Beniowski": "...Ty wiesz, że dumni nieszczęściem nie mogą Za innych śladem iść tą samą drogą". poniżej zaś:
... Kto mogąc wybrać, wybrał zamiast domu
Gniazdo na skałach orła, niechaj umie
Spać, gdy źrenice czerwone od gromu
I słychać jęk szatanów w sosen szumie.
Tak żyłem.
Obok znajdują się kwatery grobów żołnierskich z lat 1919-1921, 1939 i 1944. Po wejściu na cmentarz warto skierować się ku tzw. Górce Literackiej. To tutaj znajdują się groby pisarzy, architektów i artystów. Nie sposób przejść obojętnie obok pięknej rzeźby "Anioł Śmierci" na grobie Izy Salmonowiczówny, czy nagrobków Weroniki Korwin-Milewskiej, Józefa Montwiłła i pomnika Joachima Lelewella. Zupełnie nie tak dawno planowano przeprowadzenie przez cmentarz arterii komunikacyjnej. Skutkiem byłoby zniszczenie olbrzymiej części tego wspaniałej nekropolii. Po protestach zrezygnowano z tych planów.


"Anioł Śmierci" - nagrobek Izy Salmonowiczówny na Rossie fot. Paweł Zając

Jednak są jeszcze w Wilnie dwa cmentarze: bernardyński i antokolski, mniej znane, ale warte odwiedzenia. Ten ostatni jest nadal czynny, i co gorsza, nowe pochówki zdarzają się w jego zabytkowej części, burząc jego historyczną harmonię. Natomiast wielka szkoda, że niewielu turystów z Polski trafia na bernardyński cmentarz na Zarzeczu.

Atmosfera tej nekropoli jest niepowtarzalna, skłaniająca do zadumy nad przemijaniem. Cmentarz bernardyński leży w starej części Wilna, na Zarzeczu, na skarpie rzeki Wilejki. W okresie rządów komunistów został mocno zdewastowany, ale w odróżnieniu od wielu starych wileńskich cmentarzy ocalał. Nie zlikwidowano go prawdopodobnie dlatego, że spoczywa tu matka Feliksa Dzierżyńskiego (twórcy CzeKa z której wywodzą się późniejsze NKWD i KGB), Helena z Januszewskich
Tutaj także znajdują się inne polskie groby - znanych naukowców, artystów, ziemian. Niestety nawet przez ostanie kilkanaście lat zniknęło stąd wiele nagrobnych krzyży, porozbijano porcelanowe fotografie. Dlatego świetnie się stało, że cmentarz ten został objęty planem ochrony i renowacji pod patronatem prezydentów Polski i Litwy. W dwusetną rocznicę powstania ma zabłysnąć dawnym blaskiem.

Tak jak nie ma dla mnie Wilna bez cmentarza na Rossie, tak nie mogę sobie wyobrazić Lwowa bez cmentarza na Łyczakowie. Lwowski cmentarz na Łyczakowie powstał w końcu XVIII w. Był on jednym z tzw. zamiejskich cmentarzy, tworzonych wówczas wokół miasta. Do tego czasu zmarłych grzebano na przykościelnych cmentarzach w centrum. W ciągu pierwszych kilkudziesięciu lat istnienia stał się cmentarzem krajobrazowo-parkowym, miejscem "obcowania żywych z umarłymi, w poważnym a kojącym otoczeniu harmonijnie zestrojonych Kultury i Natury".
Już pod koniec XIX w. uzyskał obecną wielkość i ukształtowano go w obecny układ alei, rond i dróg dzielących poszczególne pola grobowe. Zadziwiające, ale w międzywojennym Lwowie Cmentarz Łyczakowski stał się, obok Parku Stryjskiego, jednym z najbardziej atrakcyjnych miejsc spacerowych. Ponieważ przy głównych alejach grzebano zasłużonych dla kultury, nauki oświaty i polityki, wędrówka po tym cmentarzu była i jest nadal poglądową lekcją historii. Spoczywają tu m.in. Artur Grottger, Gabriela Zapolska, Maria Konopnicka i Ignacy Łukasiewicz. Nie mniej ważna jest artystyczna wartość znajdujących się tutaj pomników nagrobnych.

W roku 1919 w części cmentarza od strony Pohulanki utworzono Cmentarz Obrońców Lwowa (potocznie zwany "Cmentarzem Orląt Lwowskich") dla poległych Polaków w wojnach z Ukraińcami i bolszewikami w latach 1918-1920. Wielkie mauzoleum Obrońców Lwowa powstawało przez kilkanaście lat... i nigdy nie zostało ukończone. Po zajęciu Lwowa przez Sowietów w 1939 r. obok grobów Polaków i Ukraińców na cmentarzu zaczęły się tez pojawiać groby Rosjan, a potem także poległych na froncie żołnierzy niemieckich.

Z biegiem lat powstało coraz więcej grobów z napisami w języku rosyjskim i ukraińskim, a te z polskimi napisami zaczęły znikać. Nastąpiła też znaczna dechrystianziacja cmentarza. Zauważyłem też dziwny proceder: ze starych polskich nagrobków, usuwane są polskie napisy, a potem powtórnie są one wykorzystywane na współczesnych grobach, już z napisami w języku ukraińskim lub rosyjskim.

Jednak wielkie nekropolie w Wilnie i Lwowie okaleczone i dewastowane... trwają. Podobnie jak te mniej znane, np. w Lidzie czy Grodnie. Na grodzieńskim cmentarzu pobernardyńskim powstałym u schyłku XVIII wieku pochowani są m.in. znana pisarka Eliza Orzeszkowa, żołnierze 1920 roku i obrońcy Grodna z 1939 roku. Niestety są i takie, które bezpowrotnie zniknęły – w Stanisławowie (dzisiejszy Iwano-Frankowsk) po starym cmentarzu pozostał jedynie park z nielicznymi nagrobkami.
Ostatnio dzięki zapaleńcom i zbiórkom pieniężnym odnowiono np. cmentarze w Kołomyi, Żytomierzu i Zbarażu. Po wielu latach upamiętniono żołnierzy zamordowanych w Katyniu, ale także nie zapomniano o tych, którzy polegli w krwawej bitwie pod Lenino.

Nie ma takiego zakątka w dawnym ZSRR, gdzie po kilkunastu minutach rozmowy nie usłyszy się o polskich mogiłach czy cmentarzach. Nawet na stepach i pustyniach Kazachstanu i Uzbekistanu rozsiane są groby polskich zesłańców z 1940 i 41 r., i tych, którzy potem ze wszystkich zakątków ZSRR przybywali w nadziei wstąpienia do polskiego wojska. W miejscowości Guzar znajduje się 697 grobów, w Karmanie - 619, Szachrisabzie - 246, Kitabie – 205.

Na dalekiej Syberii w Dolinie Tunkińskiej, obok miejscowości Tunka jest jeszcze ślad kilku grobów na "polskim cmentarzu". Tutaj władze carskie zgromadziły wszystkich księży katolickich zesłanych na Syberię za udział w powstaniu styczniowym. W 1869 roku było ich tu ponoć 145. Część wróciła z zesłania, inni zmarli i zostali tam pochowani. Lada chwila nie pozostanie po nim żaden ślad.

Tak. to prawda, że wszystko przemija. Ilekroć gdzieś tam na Wschodzie wędruję przez polskie cmentarze zarośnięte chaszczami i patrzę na poprzewracane nagrobki, myślę o cmentarzach ewangelickich w Polsce - na Dolnym Śląsku, Mazurach czy w Zachodniopomorskim. I ciągle zadaję sobie pytanie, co jeszcze trzeba zrobić, by nie utracić owej historycznej pamięci?

Cały reportaż dostepny w serwisie onet.pl pod adesem:
http://przewodnik.onet.pl/1168,1660,1447181,artykul.html

tell a friend :: comments 0


Ręcznik symbolem jedności

Posted by admin on 2007-10-28 20:13:26 CET



Ręcznik Pojednania lub Jedności Narodowej ma długość 9 m i szerokość 1 m. Haftowali go rękodzielnicy z Ukrainy. W niedzielę swoje wzory pozostawili Ukraińcy żyjący w Polsce, a we wtorek będzie można go obejrzeć w Przemyślu.

Haftowany ręcznik to w kulturze ukraińskiej bardzo ważny symbol. Towarzyszy Ukraińcom w każdym ważnym momencie życia. - Wyszywany ręcznik można czytać jak książkę, ponieważ każdy wzór, ścieg i kolor mają swoje znaczenie - mówi Ludmiła Bubłyk z ambasady Ukrainy w Warszawie.

W tym roku na Ukrainie zrodził się pomysł wyhaftowania ręcznika, który łączyłby Ukraińców, a przy okazji odrodził w ich pamięci ten symbol. Na ręcznik wybrano płótno utkane pół wieku temu z konopi w jednej ze wsi na Chmienicczyznie.

Haftowanie rozpoczęło się w kolebce kozaczyzny na Ukrainie, potem płótno przeszło przez 21 województw i siedem największych miast. - Tysiące ludzi stało w kolejkach, żeby wykonać choćby kilka ściegów. Samoistnie odrodziła się tradycja śpiewania w trakcie wyszywania - opowiada Bubłyk.

W niedzielę ręcznik znalazł się w ambasadzie ukraińskiej w Warszawie. - Ponad 100 osób z całej Polski wzięło udział w haftowaniu. Przyjechały mistrzynie haftu z Giżycka, Mrągowa, Sanoka. Haftowali dorośli i dzieci. Były śpiewy i było bardzo wzruszająco - dodaje Bubłyk.

W poniedziałek w programie telewizyjnym "Kawa czy herbata" będzie można obejrzeć reportaż z tego wydarzenia. We wtorek ręcznik oraz wyszywanki z 21 regionów Ukrainy zostaną zaprezentowane o godz. 14 w sali kominkowej Zamku Kazimierzowskiego w Przemyślu.


Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów

tell a friend :: comments 0


Kościół katolicki w Rosji: historia i współczesność (dossier)

Posted by admin on 2007-10-28 20:11:59 CET

KATOLICKA AGENCJA INFORMACYJNA


Dziś, 28 października abp Tadeusz Kondrusiewicz zakończył 16. letnią posługę w Moskwie. Tłumy, zgromadzone w katedrze Niepokalanego Poczęcia Matki Boże, żegnały swego arcypasterza ze łzami w oczach. Jego miejsce zajął abp Paolo Pezzi, który wczoraj przyjął sakrę biskupią.

Liczbę katolików w obecnej Rosji szacuje się - w świetle różnych statystyk - na 790 tysięcy do 1, 5 miliona. Opiekę duszpasterską zapewnia im 268 duchownych, z czego co dziesiąty ma obywatelstwo Federacji Rosyjskiej.

Kościół katolicki składa się obecnie z czterech diecezji i jednej prefektury apostolskiej. Pracuje na tym terenie także ok. 300 zakonnic, funkcjonuje 230 zarejestrowanych parafii. Ponadto działa 300 punktów duszpasterskich, seminarium duchowne, 20 punktów charytatywnych. Ważna placówka naukową jest Instytut Filozoficzno-Teologiczny im. Św. Tomasza.

Korzenie

Kościół katolicki na ziemiach rosyjskich obecny jest od wieków i - choć jest wyznaniem zdecydowanie mniejszościowym - na trwałe wpisał się w kulturę religijną kraju.

Początki obecności Kościoła zachodniego na ziemiach ruskich można datować na ok. 961 r., a więc na kilkadziesiąt lat przed chrztem Rusi Kijowskiej w obrządku wschodnim w 988 r. Otóż w 961 r. na prośbę księżnej Olgi, późniejszej wielkiej świętej prawosławnej, przybył do Kijowa bp Adalbert, jeden z najwybitniejszych wówczas teologów i prawników, późniejszy biskup magdeburski.

Jednak chrześcijaństwo zaczęło na trwale zapuszczać korzenie na ziemi ruskiej dopiero po przyjęciu chrztu przez księcia Włodzimierza w 988 r. z Bizancjum i ten rok przyjmuje się oficjalnie za chrzest Rusi Kijowskiej. W latach dwudziestych XIII w. do Kijowa przybyli dominikanie że św. Jackiem na czele, zakładając tam arcybiskupstwo łacińskie, podporządkowane bezpośrednio Stolicy Apostolskiej. Kres tej działalności położyły niedługo potem najazdy mongolskie, które niemal zrównały z ziemią zarówno Kijów, jak i wiele innych miast ówczesnej Rusi.

Ożywienie kontaktów Rosji z Kościołem zachodnim nastąpiło w pierwszej połowie XVI wieku, gdy car Iwan Groźny szukał za pośrednictwem Grzegorza XIII pokoju z Polską. Poselstwo papieskie z jezuitą Antonim Possevino na czele przyjęto w Moskwie bardzo uroczyście, nie doszło jednak ani do pojednania kościelnego, ani do większego zakorzenienia się Kościoła na ziemi rosyjskiej. Car nie zamierzał bowiem z nikim dzielić się władzą i nie odpowiadał mu taki ustrój Kościoła, w którym ktokolwiek poza nim mógłby kontrolować duchowieństwo.

Polska interwencja

Na początku następnego stulecia, gdy w państwie carów trwał głęboki kryzys polityczny, znany w historii jako Smuta, w dość szczególnych okolicznościach do Moskwy wkroczył niewielki oddział wojska polskiego, witany z wielkimi honorami przez miejscową elitę. Wraz z nimi przybyła grupa duchowieństwa: franciszkanów i jezuitów, wśród których był o. Kasper Sawicki, będący kapelanem cara. Dość szybko jednak wróciły anarchia i bezwładza, które doprowadziły do wygnania wojsk polskich i wzrostu nastrojów antykatolickich (1612). Jeszcze pod koniec tegoż XVII wieku działała w Moskwie misja jezuicka, a w części środowiska możnowładców szerzyły się sympatie prołacińskie, których przywódcą był mnich i poeta Sylwester Miedwiediew, stracony później na Placu Czerwonym.

Pierwsze regularne parafie katolickie w Rosji pojawiły się za czasów Piotra I na przełomie XVII i XVIII w. (Sankt-Petersburg, Moskwa, Astrachań, Nieżyno i inne miasta), ale trwalsze zakorzenienie się katolicyzmu na tym terenie przypada na czasy rozbiorowe, gdy pod panowaniem Rosji w 1772 r. znalazła się część ziem Rzeczypospolitej, zamieszkanych w dużym stopniu przez katolików.

"Przyjaciółka " katolicyzmu

W roli przyjaciela i promotora katolicyzmu występowała caryca Katarzyna II. Dekretem z 14 grudnia 1772 r. powołała diecezję mohylewską, która objęła zasięgiem nie tylko ziemie białoruskie, ale także parafie na terenie całego imperium rosyjskiego (poza Polską i Litwą;). W niespełna 10 lat później - 17 stycznia 1782 r. ta sama władczyni podniosła rangę tej jednostki kościelnej do archidiecezji. Po III rozbiorze na tym terenie żyło ponad 3,1 mln katolików w 5 diecezjach łacińskich i 4 unickich. Po nawiązaniu stosunków dyplomatycznych z Rosją carską papież Pius VI, bullą "Onerose pastoralis " z 15 kwietnia 1783, upoważnił nuncjusza apostolskiego w Polsce, arcybiskupa Giovanniego Archetti, by przystąpił do kanonicznego erygowania archidiecezji w Mohylewie. Nuncjusz wypełnił zadanie i dokumentem Pastoralis sollicitudo z 21 grudnia 1783 erygował archidiecezję mohylewską, która stała się największą diecezją na świecie, pokrywając się z granicami cesarstwa rosyjskiego i obejmując wszystkie gubernie, także po stronie wschodniej.

Kościół katolicki w państwie carów zawsze działał w trudnych warunkach, ale mimo wszystko mógł istnieć, a nawet rozwijał się nie tylko wśród Polaków, Litwinów, Ukraińców czy innych narodów tradycyjnie katolickich, ale przyciągał też rodowitych Rosjan, wśród których w pewnym okresie i w niektórych środowiskach była nawet moda na "łatinstwo ". Znane były wówczas nawrócenia na katolicyzm wśród rosyjskiej arystokracji. Ponadto właśnie Rosja stała się pod koniec XVIII w. schronieniem dla jezuitów z całej Europy, gdy Katarzyna II nie pozwoliła wykonać na terenie Rosji bulli Klemensa XIV z 1783 r., rozwiązującej Towarzystwo Jezusowe. Ale już w 1820 r. jezuitów wypędzono z całego Cesarstwa.

Pod koniec XIX w. powstał Rosyjski Kościół Katolicki obrządku wschodniego, zapoczątkowany przejściem na katolicyzm dwóch księży prawosławnych: Nikołaja Tołstoja (1894) i Aleksieja Zierczaninowa (1896); wcześniej "wiarę łacińską " przyjęło wielu innych Rosjan z grona arystokracji, m.in. książę Iwan Gagarin, który został później został jezuitą. Wielkie zasługi w szerzeniu wschodniego katolicyzmu na ziemi rosyjskiej miał o. Leonid Fiodorow, mianowany przez metropolitę Andrzeja Szeptyckiego przedstawicielem na Rosję.

Krótki okres swobody

Sytuacja Kościoła katolickiego znacznie się poprawiła, gdy 17 kwietnia 1905 r. car Mikołaj II wydał dekret tolerancyjny, zrównujący w prawie wszystkie wyznania i religie w Imperium. Wolność odzyskali wówczas grekokatolicy (zdelegalizowani w latach 1839 i 1875) i normalne możliwości działania łacinnicy. Według statystyk oficjalnych, raczej zaniżonych, w latach 1905-9 z prawosławia na katolicyzm przeszło 233 tys. osób, przede wszystkim dawnych grekokatolików, którzy po rozwiązaniu ich Kościoła stawali się formalnie prawosławnymi.

Ważnym wydarzeniem tamtych czasów był I Rosyjski Sobór Katolicki, który obradował w Piotrogrodzie w dniach 29-31 maja 1917 r. pod przewodnictwem metropolity Szeptyckiego. Uchwalił on m.in. 68-punktowe "Postanowienia ", określające specyfikę rosyjskiego katolicyzmu obrządku wschodniego. Lata 1905 - 1917, do rewolucji bolszewickiej, był jedynym okresem normalnego istnienia Kościoła katolickiego w Rosji. Istniało wówczas 6 diecezji, w 1921 r. powstała wikariat apostolski dla Syberii, a w 2 lata później diecezja władywostocka.

Na początku lat dwudziestych, po rewolucji oraz po zakończeniu trwającego kilka lat procesu migracji, na stałe pozostało jednak w ZSSR ok. 1,6 mln katolików. Na terenie Rosji ogromną większość z nich, bo ok. 75, stanowili Polacy. Reszta przypadała na Niemców, Litwinów, Łotyszy, Białorusinów i innych. Na Białorusi i Ukrainie, gdzie Polacy byli od wieków ludnością autochtoniczną, odsetek ten był jeszcze wyższy, gdyż wynosił ponad 90. języka polskiego, a nie oświadczeń osób zainteresowanych.

Na początku lat dwudziestych było nadal czynnych 620 kościołów parafialnych oraz taka sama liczba kościołów filialnych, oratoriów i kaplic. Pracowało w nich ok. 400 księży katolickich. Rekrutowali się oni spośród kilku różnych narodowości: polskiej, litewskiej, niemieckiej, łotewskiej, białoruskiej, ormiańskiej, gruzińskiej, rosyjskiej, ukraińskiej, a w bardzo niewielkim odsetku także i z innych. Reprezentowane były trzy obrządki: łaciński, do którego należało ponad 90 duchowieństwa, ormiański i wschodni, czyli greckokatolicki. Największą grupę narodowościową stanowili księża polscy, wywodzący się z autochtonicznej ludności polskiej, zamieszkałej od stuleci na dawnych Kresach Wschodnich I Rzeczypospolitej, obejmujących prawobrzeżną Ukrainę i Białoruś.

Sowieckie prześladowania

Wobec Kościoła katolickiego, którego podporządkowanie władzy sowieckiej okazało się niemożliwe, bolszewicy przyjęli plan jego całkowitej likwidacji. W ciągu dwudziestu lat został on w pełni zrealizowany. Jako środek najbardziej skutecznie służący temu celowi wybrano stopniowe aresztowanie całych grup księży i bardziej aktywnych religijnie wiernych, a następnie organizowanie grupowych procesów o charakterze politycznym, co pozwalało na ferowanie najsurowszych wyroków.

W pierwszym okresie walki reżimu komunistycznego z Kościołem katolickim - od dekretu Komisarzy Ludowych z 23 stycznia 1918 r. o rozdziale Cerkwi od państwa i szkoły od Cerkwi do r. 1939 - nastąpiła całkowita likwidacja jego struktur. Metropolita Edward Ropp został aresztowany w kwietniu 1919 r., a po uzyskaniu wolności w listopadzie tego roku wyjechał do Polski.

Zarządzający metropolią wikariusz generalny abp Jan Cieplak został uwięziony w czerwcu 1922 r.: w wyniku procesu w Moskwie (21-25 marca 1923 r.) został skazany na karę śmierci, którą zamieniono mu na 10 lat więzienia; w 1924 r. został wydalony z kraju.

Próbę ratowania Kościoła w ZSRR podjął w 1926 r. papież Pius XI. Reorganizując dotychczasową administrację, utworzył on na terenie archidiecezji mohylewskiej sieć administratur apostolskich, a wysłannik papieża bp Michel d 'Herbigny SJ konsekrował potajemnie czterech biskupów: assumpcjonistę francuskiego, ks. Pie-Éug?ne Neveu (1887-1946), Łotysza, ks. Bolesława Sloskansa (1893-1981), oraz Niemca Aleksandra Frisona (1873-1937). Później mianował także czterech administratorów apostolskich: ks. Wincentego Ilgina w Charkowie, ks. Augustyna Baumtroga, ks. Johanna Rotha oraz ks. Teofila Skalskiego w Kijowie, wikariusza generalnego diecezji żytomierskiej.

Niestety, przedsięwzięcie to nie powiodło się: prawie wszyscy biskupi, z wyjątkiem bp. Neveu pozostającego pod opieką ambasady francuskiej, zostali wkrótce uwięzieni, zesłani, wydaleni z kraju; jeden z nich został rozstrzelany (A. Frison).

Aresztowania duchowieństwa katolickiego trwały nieprzerwanie od 1918 r. na zasadzie stopniowej i niejako ewolucyjnej jego likwidacji. W sposób masowy i decydujący zastosowano je w latach 1929-1930, kiedy to aresztowanych zostało łącznie nie mniej niż 119 księży, przede wszystkim narodowości polskiej i niemieckiej, oraz w 1938 r., kiedy aresztowano wszystkich księży pozostających jeszcze na wolności lub na zesłaniu.

W 1938 r. były na terenie Federacji Rosyjskiej pozostały otwarte już tylko dwa kościoły katolickie, tzw. francuskie: w Moskwie i w Leningradzie.

Natomiast jeśli chodzi o pozostałe obszary ZSRR istniały nieliczne parafie katolickie, głownie na Litwie, w mniejszym stopniu na Łotwie oraz w zachodnich rejonach Białorusi i Ukrainy, które przed 1939 r. należały do Polski. Zachowano też jedno seminarium duchowne w Rydze, które jednak było w pełni kontrolowane przez władze. Oprócz tego na terenie republiki litewskiej istniała odrębna, podziemna struktura Kościoła rzymsko- katolickiego, a na terenach Ukrainy działał nieprzerwanie w podziemiu Kościół greckokatolicki, oficjalnie zlikwidowany przez władze w 1946 r. Miały miejsce tajne święcenia kapłańskie, sprawowano liturgię i prowadzono duszpasterstwo. Kościół w podziemiu istniał też nieprzerwanie na terenach Kazachstanu.

Jeśli chodzi o tereny Litwy, to działalność Kościoła była tam dokumentowana od początku lat 60. w formie specjalnego samizdatu. "Kronikę Kościoła Katolickiego na Litwie " założyli w 1972 r. opozycjoniści litewscy skupieni wokół jezuity ks. Sigitasa Tamkeviciusa, obecnie arcybiskupa koweńskiego i przewodniczącego Konferencji Episkopatu Litwy. Działając w całkowitym podziemiu, czasopismo informowało o sowieckich prześladowaniach na Litwie. Świat usłyszał o nim dopiero po kilku latach, dzięki nawiązaniu kontaktów z Radiem Watykańskim. W redagowaniu "Kroniki " pomagali też dziennikarze rosyjskiej "Kroniki Wypadków Bieżących ", kierowanej przez znanego opozycjonistę Siergieja Kowaliowa.

Odrodzenie Kościoła

Odrodzenie katolicyzmu na terenach ZSRR nastąpiło dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych, na fali ogólnej demokratyzacji życia społecznego i politycznego tzw. pierestrojki. 1 grudnia 1989 r. Jan Paweł II przyjął w Watykanie prezydenta ZSRR Michaiła Gorbaczowa, po czym ogłoszono komunikat o nawiązaniu stosunków dyplomatycznych między Stolicą Apostolską a ZSRR. 6 maja 1990 r. do Moskwy przybył pierwszy stały przedstawiciel dyplomatyczny Watykanu abp Francesco Colasuonno.

13 kwietnia 1991 r. Ojciec Święty ustanowił administratury apostolskie dla europejskiej i azjatyckiej części Federacji Rosyjskiej i dla Kazachstanu, mianując jednocześnie biskupów dla tych jednostek (abp Tadeusz Kondrusiewicz w Moskwie i bp Joseph Werth w Nowosybirsku, bp Jan Paweł Lenga w Karagandzie). Później każda z rosyjskich została podzielona na dwie mniejsze: dla Północy (abp T. Kondrusiewicz) i Południa (bp Klemens Pickel) części europejskiej (23 listopada 1999) oraz dla Syberii Zachodniej (bp J. Werth) i Wschodniej (bp Jerzy Mazur; 18 maja 1999).

Wówczas na terenie Federacji Rosyjskiej - jak wspomina abp Tadeusz Kondrusiewicz - było tylko 10 zarejestrowanych parafii, 8 księży, z których dwóch miało ponad 80 lat. Czynne były cztery kaplice i dwa kościoły.

W czerwcu 1993 r zostało utworzone seminarium duchowne dla Kościoła w Rosji. Swoją działalność rozpoczęło w Moskwie. W dwa lata później ze zostało przeniesione do Sankt Petersburga. W 1999 r. dało ono Kościołowi w Rosji pierwszych - po 81 latach - rodzimych kapłanów. Obecnie z seminarium duchownego w Sankt Petersburgu pochodzi 10 proc. księży pracujących na terenach Federacji Rosyjskiej. Seminarium jest uczelnią, która ma uprawnienia wyższej uczelni uznawane przez państwo. Od 2000 r. jest afiliowane do Papieskiego Uniwersytetu Laterańskiego, dzięki temu może nadawać tytuły naukowe. Seminarium zatrudnia 47 duchownych i świeckich wykładowców. Są wśród nich Polacy, Włosi, Hiszpanie, Francuzi, Słoweńcy, Białorusini, Argentyńczyk, a nawet po jednym wykładowcy z Syrii i Indii. W 1991 r. rozpoczęło działalność w Moskwie kolegium teologiczne pw. św. Tomasza z Akwinu, kształcące głównie świeckich i siostry zakonne.

Od 1 sierpnia 1996 r. działa w Moskwie katolickie radio "Dar ", a od następnego roku w Sankt-Petersburgu - "Radio Maryja ". Z datą 2 października 1994 ukazała się pierwsza gazeta katolicka "Swiet Jewangielija ", a od 1993 r. istnieje wydawnictwo "Biblioteka Duchowna ", które w 2 lata później stało się samowystarczalne i dotychczas wydało ok. 600 tytułów w nakładzie ponad 130 tys. egzemplarzy. W 2006 r. rozpoczęła działalność oficjalna strona internetowa Konferencji Biskupów Katolickich Rosji. Pod adresem: http://www.ruscatholic.ru/można znaleźć wiadomości, zarówno historyczne, jak i bieżące o tamtejszej hierarchii, organizacji Kościoła, różnych jego instytucjach, wydawnictwach itp.

W Moskwie działa Centrum Rodziny, w ramach którego prowadzone są konsultacje, także przedmałżeńskie. Od 2000 r. W stolicy Rosji funkcjonuje katolickie duszpasterstwo akademickie, które skupia znaczącą grupę moskiewskiej inteligencji.

Odradzanie się Kościoła katolickiego od samego początku było nieprzychylnie komentowane przez Rosyjski Kościół Prawosławny (RKP). Przedstawiciele RKP oskarżali Kościół katolicki o prozelityzm czyli o rzekome "przeciąganie " wiernych prawosławnych na łono katolicyzmu. Sformułowali też koncepcję tzw. terytoriów kanonicznych, która zakładała, że na terenach Rosji winien działać tylko jeden Kościół, wyłącznie prawosławny. Jest to źródłem nieustannych wzajemnych napięć do dziś. Punktem szczególnie zapalnym - nie uznawanym przez stronę prawosławną - było też reaktywowanie Kościoła greckokatolickiego na Ukrainie.

W 1999 r. odbyło się pierwsze posiedzenie plenarne Konferencji Biskupów Katolickich Federacji Rosyjskiej - pierwszego stałego zgromadzenia episkopatu katolickiego na tych ziemiach. Pierwszym jej przewodniczącym został wybrany abp Tadeusz Kondrusiewicz, a następnie od stycznia 2005 r. bp Joseph Werth SI z Nowosybirska. Pierwszym sekretarzem generalnym rosyjskiego Episkopatu był ks. Stanisław Opiela, polski jezuita, który był pierwszym przełożonym Niezależnego Rosyjskiego Regionu swego zakonu. W 2000 r. musiał opuścić Rosję, gdyż władze nie przedłużyły mu wizy bez podania przyczyn. Od tego czasu funkcję sekretarza generalnego pełni o. Jerzy Kowalewski.

W styczniu 2000 r. nowym Nuncjuszem Apostolskim w Rosji został mianowany doświadczony dyplomata abp Georg Zur (urodzony w Görlitz).

11 lutego 2002 r. papież Jan Paweł II podniósł do rangi diecezji administratury apostolskie istniejące w Federacji Rosyjskiej w celu usprawnienia ich działalności duszpasterskiej i utworzył kanoniczną prowincję kościelną, ustanawiając: archidiecezję Matki Bożej w Moskwie, diecezję św. Klemensa w Saratowie, diecezję Przemienienia Pańskiego w Nowosybirsku oraz diecezję św. Józefa w Irkucku. Papież utworzył też od razu metropolię Matki Bożej w Moskwie, obejmującą wszystkie nowe diecezje w tym kraju, a na jej czele postawił abp. Kondrusiewicza.

Utworzenie struktur diecezjalnych na terenie Federacji Rosyjskiej spotkało się z olbrzymią krytyką ze strony Patriarchatu Moskiewskiego, który skomentował je jako "naruszenie zasad kanonicznych i norm stosunków międzykościelnych ".

W odpowiedzi na to Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej opublikowało specjalną notę, w której wyjaśniano, że "Rosja jest sygnatariuszem międzynarodowych konwencji, które przewidują m. in. prawo do wolności sumienia i religii, przyznając je nie obszarom, lecz osobie ludzkiej. Dla prawa międzynarodowego bowiem pojedyncza osoba ludzka i wspólnoty wierzących są posiadaczami tych praw, a nie obszary czy narody. "

Watykan wyjaśniał ponadto, że choć trudno jest ustalić dokładną liczbę katolików obcych na obszarze Federacji Rosyjskiej, to można przypuszczać, że w całej Federacji Rosyjskiej liczba katolików wynosi około 1 mln. 300 tys. "Wraz z podniesieniem aktualnych czterech administracji apostolskich do rangi diecezji i utworzeniem metropolii w Federacji Rosyjskiej Jego Świątobliwość Jan Paweł II pragnie udzielić konkretnej odpowiedzi na troskę duszpasterską w stosunku do tych, którzy dobrowolnie wybrali i uznali w Kościele katolickim swój 'dom ' czy 'rodzinę '. Nie mamy tu do czynienia z wprowadzeniem na tych obszarach nowych struktur kościelnych, ile raczej z przywróceniem tych, które istniały kiedyś, dostosowując je do obecnej sytuacji " - czytamy w nocie watykańskiej.

Do kampanii włączyły się też władze państwowe, które najpierw, przez MSZ, wyraziły niezadowolenie z decyzji papieskich (choć sprawa dotyczyła wyłącznie stosunków międzykościelnych), a następnie zaczęły wydalać z Rosji zagranicznych księży katolickich, zwykle bez podawania przyczyn, powołując się najczęściej jedynie na "względy bezpieczeństwa państwa ".

Pierwszym usuniętym był kapłan włoski, ks. Stefano Caprio, który od ponad 10 lat pracował w Rosji, a ostatnio był proboszczem we Włodzimierzu. 5 kwietnia 2002, gdy odlatywał na kilka dni do swej ojczyzny, odklejono mu w paszporcie wizę wielokrotną. W 2 tygodnie później, 19 kwietnia z lotniska w Szeriemietiewie pod Moskwą cofnięto do Warszawy biskupa w Irkucku Jerzego Mazura, mimo że miał on ważną wizę pobytową. Łącznie w tymże 2002 r. wydalono z Rosji pięciu kapłanów, w tym 3 Polaków.

Włoski, związany z Episkopatem katolicki dziennik "Avvenire " pisał wówczas o prześladowaniach duchownych katolickich w Rosji. Luigi Geninazzi stwierdzał wyraźnie, że "o ile wydalenie księdza Stefano Caprio, a następnie bp. Jerzego Mazura mogło być uważane za reakcję na decyzję o podniesieniu do rangi diecezji czterech administratur apostolskich na terytorium Rosji, to wydalanie kolejnych duchownych świadczy o prześladowaniach, których celem jest zastraszenie mniejszości katolickiej ".

Wszelkie interwencje Stolicy Apostolskiej w sprawie powrotu bp. Mazura do Irkucka okazały się nieskuteczne. Został więc mianowany biskupem ełckim w Polsce. Na stolicy biskupiej w Irkucku zastąpił go od kwietnia 2003 r. bp Cyryl Klimowicz, wcześniej pełniący funkcję biskupa pomocniczego diecezji mińsko-mohylewskiej na Białorusi.

W styczniu 2003 r. abp. Zura na stanowisku Nucjusza Apostolskiego zastąpił abp Antonio Menini, doświadczony dyplomata watykański, wcześniej nuncjusz apostolski w Bułgarii. Jego dziełem w Bułgarii było zbudowanie bardzo owocnego dialogu z tamtejszym prawosławiem, czego wyrazem była wizyta apostolska Jana Pawła w tym kraju w maju 2002 r. Wraz z przybyciem do Moskwy abp. Meniniego nastąpiła intensyfikacja działań ekumenicznych wobec Patriarchatu Moskiewskiego, podejmowanych przez Watykan. W dwa miesiące później w Genewie spotkali się kard. Walter Kasper, przewodniczący Papieskiej Rady Popierania Jedności Chrześcijan i szef wydziału kontaktów z zagranicą metropolita Smoleńska i Kaliningradu Cyryl. "W czasie szczerej rozmowy uzgodniono prowadzenie dalszych konsultacji w celu rozwiązania problemów istniejących między obu Kościołami " - stwierdzał oficjalny komunikat.

Ekumeniczne ocieplenie

W lutym 2004 r. przybył do Moskwy z kilkudniową wizytą kard. Walter Kasper, przewodniczący Papieskiej Rady Popierania Jedności Chrześcijan. Spotkał się m. in. z patriarchą Aleksym II. Charakterystyczne jest, że podczas wizyty w Patriarchacie Moskiewskim nie towarzyszył mu abp Tadeusz Kondrusiewicz, lecz wyłącznie nuncjusz abp Mennini. Na zakończenie pobytu w Rosji wysłannik Watykanu oświadczył, że "Kościół katolicki jest samodzielny i nie czeka na zgodę Kościoła prawosławnego na swoją działalność w Rosji, będzie natomiast konsultował z nim niektóre swe decyzje ". Wizyta ta była powszechnie interpretowana jako znaczne ocieplenie wzajemnych stosunków, a jednym z jej owoców była zapowiedź utworzenia katolicko-prawosławnej komisji mieszanej, która ma badać przypadki prozelityzmu w Rosji. Choć weszli do niej obserwatorzy z ramienia katolickiej wspólnoty Moskwy, Patriarchatu i Rzymu, to jej dalsza działalność miała raczej pozorny charakter.

28 sierpnia 2004 r. kard. Kasper na czele delegacji watykańskiej w imieniu papieża Jana Pawła II przekazał ikonę Matki Bożej Kazańskiej patriarsze Moskwy i wszech Rusi Aleksemu II. Było to okazją do rozmów, jakie przeprowadził z hierarchami rosyjskiego prawosławia. Uznał, że rozmowy były owocne. Obie strony zapewniły, że pragną bardziej intensywnie kontynuować dialog i współpracę.

18 stycznia 2005 r. biskup diecezji Przemienienia Pańskiego w Nowosybirsku Joseph Werth SI został nowym przewodniczącym Konferencji Biskupów Katolickich Rosji na miejsce arcybiskupa Tadeusza Kondrusiewicza z Moskwy.

Wiceprzewodniczącym episkopatu został biskup diecezji św. Józefa z siedzibą w Irkucku - Cyryl Klimowicz. Nowy przewodniczący, mówiąc o stosunkach prawosławno-katolickich w Rosji dla niemieckiej stacji radiowej Deutsche Welle, powiedział, że zmniejszyło się napięcie między nimi, chociaż echa dawnych napięć tu i ówdzie, w zależności od konkretnych osób są jeszcze wyczuwalne. Zasługi w łagodzeniu tych napięć bp Werth przypisał prezydentowi Putinowi, który - jego zdaniem - często stawał w obronie katolików.

W listopadzie 2005 r. odwiedził Rosję przewodniczący Papieskiej Rady "Iustitia et Pax " kardynał Renato R. Martino. Okazją do jego wizyty była publikacja rosyjskiego wydania "Kompendium Nauki Społecznej Kościoła ". Przy okazji odbył w Moskwie półtoragodzinną rozmowę z metropolitą Cyrylem.

Obaj hierarchowie podkreślili potrzebę "ekumenicznej współpracy w dziedzinie społecznej ".

W lipcu 2006 r. patriarcha moskiewski i Wszechrusi Aleksy II przyjął w Moskwie delegację Kościoła katolickiego, uczestniczącą w Światowym Spotkaniu na Szczycie Przywódców Religijnych. Na jej czele stał przewodniczący Papieskiej Rady Popierania Jedności Chrześcijan kard. Walter Kasper. Zwierzchnik Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego wyraził wdzięczność Benedyktowi XVI za wysoką ocenę spotkania w stolicy Rosji i za przysłanie na nie tak wysokiej i reprezentatywnej delegacji. Według patriarchy, fakt ten świadczy o "pomyślnym rozwoju stosunków między obu Kościołami ".

W listopadzie 2006 r. odbyło się w Sankt-Petrsburgu doroczne zgromadzenie plenarne Rady Konferencji Biskupich Europy (CCEE). Miało ono miejsce po raz pierwszy na ziemi rosyjskiej. Nadało to szczególny wymiar temu wydarzeniu, podkreślając m.in. dojrzałość organizacyjną miejscowej wspólnoty katolickiej. Było też okazją do spotkania w szerokim zakresie biskupów katolickich Europy z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym (RKP).

Z uznaniem przyjęto list od zwierzchnika RKP, który wyrażał nadzieję, że zgromadzenie to "będzie dalszym etapem w rozwoju współpracy między Kościołem prawosławnym a katolickim w umacnianiu wartości chrześcijańskich, które są tak bardzo potrzebne w dzisiejszym świecie ".

W tym samym czasie Stolica Apostolska przekazała Patriarchatowi Moskiewskiemu na odbudowę świątyni prawosławnej w Sankt Petersburgu 10 tys. euro. W podziękowaniu patriarcha Aleksy II podkreślił, że w geście Papieża dostrzega szczery znak jego miłości do Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, co bez wątpienia "może być zadatkiem dalszego rozwoju naszych wzajemnych kontaktów w duchu chrześcijańskiego braterstwa i wzajemnej pomocy.

Niezależnie od tych dyplomatycznych stwierdzeń Patriarchat Moskiewski zgłosił ostry protest wobec prowadzonej przez katolików działalności charytatywnej w publicznych domach dziecka. Abp Tadeusz Kondrusiewicz spotkał się 8 listopada z przewodniczącym Wydziału Zewnętrznych Kontaktów Kościelnych Patriarchatu metropolitą Cyrylem, który "wyraził swe zaniepokojenie tego rodzaju działalnością bratniego Kościoła ".

Ks. Igor Wyżanow, który jest sekretarzem ds. stosunków międzychrześcijańskich Patriarchatu w wypowiedzi dla rosyjskiej agencji "Interfax " nawiązując działalności dobroczynnej Kościoła katolickiego, zauważył, że w Rosji "cudzoziemcy, reprezentujący inne, dość rzadkie dla tego kraju wyznanie, gromadzą dzieci i wychowują je w swoim duchu ". Jest to - jego zdaniem - nie do pomyślenia na przykład we Włoszech, gdzie trudno sobie wyobrazić, aby dla miejscowych dzieci, ochrzczonych po katolicku, odprawiać liturgię prawosławną. "Gdzie w Europie jest to w ogóle możliwe? " - zapytał retorycznie.

W kilkanaście dni później Patriarcha Moskwy i Wszechrusi Aleksy II ponowił oskarżenia pod adresem katolików o prozelityzm. "Misja katolicka wśród osób ochrzczonych w prawosławiu w Rosji i krajach Wspólnoty Niepodległych Państw jest kontynuowana, podobnie jak skrajnie nieprzyjazna polityka grekokatolików wobec kanonicznego Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego " - oświadczył. Wyraził nadzieję, że "Watykan podejmie kroki dla poprawy sytuacji, inaczej nasze spotkania będą miały charakter wyłącznie protokolarny " - przestrzegł patriarcha, cytowany przez agencję ITAR-TASS.

Odpowiedział na to bezpośrednio kard. Tarcisio Bertone, który zdecydowanie odrzucił oskarżenia o katolicki prozelityzm w krajach byłego ZSRR. Sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej podkreślił, że stosunki między Patriarchatem Moskiewskim a Stolicą Apostolską są dobre, o czym świadczą częste spotkania ich przedstawicieli.

W styczniu 2007 r. obradowała w Moskwie Grupy Roboczej ds. Rozwiązywania Problemów Istniejących między Patriarchatem Moskiewskim a strukturami Kościoła Rzymskokatolickiego w Rosji. Potwierdzono niedopuszczalność prozelityzmu we wzajemnych stosunkach. W czasie spotkania omawiano także wydane po rosyjsku przez nuncjaturę apostolską w Moskwie "Przepisy dotyczące zastosowania zasad i norm ekumenizmu ". Spotkały się ,one z życzliwym przyjęciem strony prawosławnej.

Było to piąte spotkanie tego gremium, powołanego przez patriarchę moskiewskiego Aleksego II i przewodniczącego Papieskiej Rady Popierania Jedności Chrześcijan kard. Waltera Kaspera na zakończenie jego wizyty w Moskwie w lutym 2004 r.

W marcu 2007 prawosławny biskup Wiednia i kierownik przedstawicielstwa Patriarchatu Moskiewskiego przy Unii Europejskiej, Hilarion (Alfiejew) powiedział, że stosunki pomiędzy jego Kościołem a Watykanem uległy poprawie. "Jesteśmy na właściwej drodze " - stwierdził w rozmowie z dziennikiem włoskich biskupów "Avvenire ".

O poprawie stosunków świadczą - zdaniem bp. Hilariona - coraz liczniejsze wizyty i kontakty kulturalne. Pomimo istniejących jeszcze problemów, dialog trwa. Prawosławny biskup "osobiście " uważa, że wizyta papieża w Moskwie powinna być możliwa, podobnie jak spotkanie Benedykta XVI i Aleksego II "na gruncie neutralnym ". Jednak powinno być ono dobrze przygotowane.

W tym samym czasie Rosyjski Kościół Prawosławny zaprzeczył oświadczeniu wydanemu przez członków rosyjskiego parlamentu, że po wizycie prezydenta Rosji Władimira Putina 13 marca 2007 r. w Watykanie może dojść do spotkania patriarchy Aleksego II z papieżem Benedyktem XVI. "Te przypuszczenia są całkowicie bezpodstawne " - oświadczył w rozmowie z rosyjską agencją Interfax biskup jegoriewski Marek, wiceprzewodniczący Wydziału Zewnętrznych Kontaktów Kościelnych RKP.

Abp Antonio Mennini, przedstawiciel Stolicy Apostolskiej w Federacji Rosyjskiej, otrzymał 3 września od patriarchy moskiewskiego i Wszechrusi Aleksego II order św. Prawowiernego Księcia Daniela Moskiewskiego III stopnia. Odznaczenie to przyznano mu w dowód "uznania dla działań na rzecz wprowadzania dobrych stosunków między Rosyjskim Kościołem Prawosławnym a Kościołem rzymskokatolickim i z okazji 60. urodzin " dyplomaty watykańskiego.

Zwierzchnik rosyjskiego prawosławia podziękował nuncjuszowi za prace na rzecz dialogu prawosławno-katolickiego. ,,W czasie waszej posługi na wysokim i odpowiedzialnym stanowisku przedstawiciela Watykanu ksiądz arcybiskup okazał się człowiekiem całkowicie oddanym sprawie ustanowienia i rozwoju stosunków nie tylko między państwami, ale przede wszystkim między naszymi Kościołami " - stwierdził patriarcha.

21 września 2007 r nowym metropolitą archidiecezji Matki Bożej w Moskwie został 47-letni Włoch, ks. Paolo Pezzi, dotychczasowy rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Sankt Petersburgu. Natomiast 61-letni abp Tadeusz Kondrusiewicz, który kierował tą archidiecezją od 2002 r., a wcześniej był przez 11 lat administratorem apostolskim europejskiej części Rosji, został metropolitą mińsko-mohylewskim na Białorusi.

Abp Tadeusz Kondrusiewicz powiedział w wywiadzie dla KAI, że papieską nominację na Białoruś przyjął w duchu posłuszeństwa i odpowiedzialności wobec misji, która stoi przed nim.

27 października 2007roku w moskiewskiej archikatedrze pw. Niepokalanego Poczęcia Najśw. Maryi Panny na Małej Gruzińskiej odbyły się święcenia biskupie następcy abp. Kondrusiewicza, Włocha, abp Paolo Pezzi. Głównym konsekratorem był abp Tadeusz Kondrusiewicz, a współkonsekratorami abp Mennini, nuncjusz apostolski w Rosji oraz bp Jozef Werth z Nowosybirska, przewodniczący Konferencji Biskupów Federacji Rosyjskiej.

Nazajutrz, w niedzielę 28 października, w dniu swych imienin, abp Kondrusiewicz pożegnał się z katolikami moskiewskimi. Tłumy mieszkańców stolicy Rosji żegnały ze łzami w oczach swego arcypasterza. Abp Kondrusiewicz przyznał, że podczas 16 lat pobytu w Rosji udało mu się odbudować Kościół katolicki, który teraz ma już pełnowartościowe struktury i instytucje oraz zajmuje trwałe miejsce w rosyjskim społeczeństwie. Dodał, że choć zostawia tu część swego serca i duszy, to jedzie na Białoruś, przyjmując decyzję Ojca Świętego Benedykta XVI jako wolę samego Boga.

Liczba ludności Federacji Rosyjskiej: 147 mln 125 tys.,

Liczba katolików: 789 tys., do 1, 5 miliona (współistnieją różne statystyki)

Liczba katolików w diecezjach:

Nowosybirsk: 500 tys.,

Moskwa: 200 tys.,

Irkuck: 92 tys.,

Saratow: 35 tys.,

Południowy Sachalin: 2, 1 tys.

Procent katolików w całej populacji: 0, 54,

Liczba księży 268, w tym 126 diecezjalnych i 142 zakonnych,

Stali diakoni: 3,

Siostry zakonne: 309,

Braca zakonni: 193,

Liczba parafii - 426. 30 proc. parafii nie ma swoich świątyń, np. wśród sześciu moskiewskich parafii tylko dwie mają swoje kościoły, w niedzielę odprawia się w nich 27 Mszy św. w 13 językach,

Jeden tygodnik "Swiet Jewangelia ",

Dwie stacje radiowe: w Moskwie i Sankt Petersburg,

Instytut Teologiczno-Filozoficzny w Moskwie,

Wyższe Seminarium duchowne w Sankt Petersburgu,

Od początku lat 90-tych wydano ok. 600 tytułów książek religijnych,

Na początku lat 90-tych 80 proc. chrztów to dorośli teraz 60 proc. dzieci,

Liczba rozwodów 50 proc. w tym 70 proc. wśród młodych par małżeńskich,

Aborcja w Rosji - oficjalnie 3,5 mln rocznie (w rzeczywistości o wiele większa),

W 1999 r. po 81 latach wyświęcenie pierwszego pochodzącego z Rosji kapłana.



tell a friend :: comments 0


pomnik Jana Pawła II w lwowskim seminarium duchownym

Posted by admin on 2007-10-28 20:08:41 CET

Pomnik Jana Pawła II został poświęcony 27 października w lwowskim seminarium duchownym w Brzuchowicach. Uroczystości przewodniczył metropolita lwowski kard. Marian Jaworski. Pomnik dłuta prof. Józefa Stasińskiego z Poznania upamiętnia pobyt Ojca Świętego w seminarium 26 czerwca 2001 r.

Prof. Stasiński zastosował niekonwencjonalny układ i formę tego monumentu. Przyjął koncepcję postaci, jakby odpoczywającej po długiej podróży, by po dotarciu jej celu wskazać na niezmienną ważność Biblii i zawartego w niej słowa prawdy i życia. Ten wskazujący gest prawą ręką na trzymaną w lewej ręce Biblie podkreśla intencję ukraińskiej pielgrzymki Jana Pawła II. Jak utrudzony pasterz, papież siadając odkłada swój krzyż pasterski przy wizerunku Matki Boskiej Łaskawej, patronki Lwowa, wyznając jej oddanie i wierność. Obok wzniesionego pomnika znajduje pierwszy na Ukrainie "dąb papieski ", posadzony w czerwcu 2006 r. przez leśników z Polski.

Jest to już drugi pomnik Jana Pawła II we Lwowie i ósmy na Ukrainie. Znajdują się one w Kijowie, Latyczowie, Kamieńcu Podolskim, Samborze, Bolszowcach i Drohobyczu.

Wcześniej odbyła się inauguracji nowego roku akademickiego w seminarium. Po Mszy św. kard. Jaworski wręczył odznaczenia papieskie prof. Ryszardowi Brykowskiemu z Warszawy i dr. Janowi Smazie, przyznane w uznaniu zasług dla Kościoła na Ukrainie. Moderator i prefekt studiów ks. dr Mirosław Hanus powiedział, że nowy rok akademicki 2007-2008 rozpoczyna 41 alumnów, w tym 24 z archidiecezji lwowskiej, 6 z diecezji łuckiej, 10 pallotynów, 2 bazylianów; ponadto 1 przebywa na praktyce duszpasterskiej. Wykład inauguracyjnej wygłosił biskup zamojsko-lubaczowski Wacław Depo, który poświęcił formacji seminaryjnej jako drodze do integralnie przyjętej tożsamości kapłańskiej.

Obecnie w lwowskim Wyższym Seminarium Duchownym w Brzuchowicach można obejrzeć wystawę poświęconą Słudze Bożemu Janowi Pawłowi II, która została wykonana i ofiarowana tej uczelni przez prof. Zenona Błądka.

tell a friend :: comments 0


Saturday, October 27 2007

Powell do Ukraińców: o NATO decydujcie sami

Posted by admin on 2007-10-27 20:17:33 CEST

Były sekretarz stanu USA Colin Powell zachęcał Ukraińców do samodzielności w podejmowaniu takich decyzji, jak członkostwo w NATO, i życzył, by "poziom rozwoju politycznego Ukrainy dorósł do poziomu rozwoju gospodarki".

Mam nadzieję, że rozwój ekonomiczny Ukrainy będzie postępował, i myślę, że wasza sytuacja polityczna stanie się na tyle jasna, by w przyszłości rozwój polityki nadrobił zaległości wobec rozwoju gospodarczego - powiedział Powell na konferencji prasowej w Kijowie.

Odpowiadając na pytanie o perspektywy członkostwa Ukrainy w NATO, były sekretarz stanu podkreślił, że decyzja o tym należy wyłącznie do Ukraińców.

Jest to sprawa samych Ukraińców - powiedział.

Zaznaczył przy tym, że kwestia obecności Ukrainy w NATO jest w tym kraju postrzegana niejednoznacznie, co może wynikać z niewiedzy na temat zadań i działalności Sojuszu. Mówiąc, że NATO jest organizacją obronną, wskazał, że członkostwo w niej przynosi wyłącznie korzyści.

- Kiedy naród ukraiński pozna te szczegóły, będzie mógł podjąć suwerenną decyzję - dodał.

Zdaniem Powella o korzyściach płynących z obecności w NATO Ukraińcy mogą przekonać się na przykładzie państw sąsiednich, które są członkami Sojuszu.

Obecnie przeciwko członkostwu w NATO wypowiada się ponad 60 proc. społeczeństwa ukraińskiego.

Powell przybył do Kijowa na zaproszenie Kijowskiej Szkoły Ekonomicznej, ufundowanej przez Wiktora Pinczuka, jednego z najbogatszych Ukraińców, a prywatnie zięcia byłego prezydenta Leonida Kuczmy.

W Polsce Pinczuk jest znany jako osoba finansująca fundację byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Polski polityk jest członkiem założonego przez Pinczuka stowarzyszenia Jałtańska Strategia Europejska (YES), którego celem jest przyłączenie Ukrainy do Unii Europejskiej.

tell a friend :: comments 0


Juszczenko: wiele lat potrzeba, by zdecydować o NATO

Posted by admin on 2007-10-27 20:15:35 CEST

Ukraina dopiero "za wiele lat" będzie mogła podjąć decyzję, czy przystąpić lub nie do NATO - oświadczył ukraiński prezydent Wiktor Juszczenko, którego cytuje agencja Interfax.

Jeśli chodzi o formalne przystąpienie lub nieprzystąpienie (do NATO) to sprawa zostanie przekazana narodowi i naród wyrazi zgodę - podkreślił Juszczenko podczas ceremonii składania kwiatów przy Grobie Nieznanego Żołnierza.

- Nie rok, nie dwa, a wiele lat minie nim Ukraina odpowie na to pytanie - dodał.

Podczas odbywającej się w tym tygodniu w Kijowie Rady Ministrów Obrony Państw Europy Południowo-Wschodniej Juszczenko oświadczył, że "Ukraina potwierdza swoją orientację na przystąpienie do UE i NATO".

Jednak obecnie przeciwko członkostwu w NATO wypowiada się ponad 60 proc. społeczeństwa ukraińskiego

tell a friend :: comments 0


Rosja zaprosi obserwatorów OBWE

Posted by admin on 2007-10-27 15:06:30 CEST

Rosja zaprosi obserwatorów Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) na wybory do Dumy Państwowej, niższej izby swojego parlamentu, jednak sama określi zasady monitoringu - poinformował ambasador Federacji Rosyjskiej przy OBWE Aleksiej Borodawkin

Borodawkin potwierdził zarazem, że Rosja domaga się ograniczenia uprawnień Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE oraz że przekazała już stosowne propozycje pozostałym krajom skupionym w tej organizacji.

- W pełni wywiążemy się ze swoich zobowiązań. Polegają one na tym, że powinniśmy zaprosić obserwatorów. Kropka - oświadczył rosyjski ambasador, którego cytuje agencja Interfax.

Modalności obserwacji, czyli tego, jak ma być zorganizowany monitoring, nasze zobowiązania w ramach OBWE nie obejmują - dodał Borodawkin.

Dyplomata zapowiedział, że "strona rosyjska ma prawo samodzielnie to określić i tak też postąpi". "Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE, rzecz jasna, zostanie o tym we właściwym czasie poinformowane" - zaznaczył Borodawkin.

"New York Times" ujawnił, że Moskwa kanałami dyplomatycznymi stara się ukrócić działalność i ograniczyć uprawnienia międzynarodowych obserwatorów wyborów w Rosji oraz w sprzymierzonych z nią państwach byłego ZSRR.

Według amerykańskiego dziennika, rosyjski rząd proponuje, aby liczba obserwatorów wyborczych z OBWE była dużo mniejsza niż poprzednio, a także by nie mogli oni ogłaszać swych raportów natychmiast po głosowaniu ani wygłaszać oświadczeń oceniających wybory przez kilka dni po ich przeprowadzeniu.

Propozycje te zasadniczo osłabiłyby rolę obserwatorów OBWE m.in. w czasie wyborów w Rosji: parlamentarnych - 2 grudnia i prezydenckich - 2 marca 2008 roku.

Poza Rosją podpisały się pod nimi także Białoruś, Armenia, Kirgistan, Kazachstan, Tadżykistan i Uzbekistan, czyli sojusznicy Moskwy z poradzieckiej Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ros. ODKB).

Borodawkin oznajmił, że Rosja ma do Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE "pretensje o charakterze politycznym, organizacyjnym i kadrowym".

- Sprowadzają się one do tego, że obserwatorzy biura często wystawiają nie techniczne oceny przebiegu głosowania, lecz ferują polityczne wyroki, które niekiedy wywierają negatywny wpływ na stabilność wewnętrzną w monitorowanych krajach - wyjaśnił rosyjski ambasador.

Według niego, "Rosji nie podoba się również, że monitoring odbywa się głównie w państwach na wschód od Wiednia (siedziba OBWE - przyp. PAP)". - Słowem, koncentruje się uwagę na obszarze poradzieckim, choć przypadków łamania zobowiązań dotyczących wyborów jest pełno w krajach na zachód od Wiednia - powiedział Borodawkin.

Dyplomata skrytykował też system doboru szefów misji obserwacyjnych. - Odbywa się to potajemnie, za zamkniętymi drzwiami. Jeszcze się nie zdarzyło, aby na czele pełnoformatowej misji stanął przedstawiciel któregoś z krajów Wspólnoty Niepodległych Państ" - zauważył Borodawkin.

Ambasador nie ujawnił, kiedy Moskwa zamierza wystosować zaproszenia dla obserwatorów OBWE. Sekretarz Centralnej Komisji Wyborczej (CKW) Rosji Nikołaj Konkin zapewniał wcześniej, że nastąpi to po zamknięciu rejestru partii politycznych dopuszczonych do udziału w wyborach. Termin rejestracji upływa 2 listopada.

Do krajów o stabilnej demokracji obserwatorzy OBWE przyjeżdżają na kilka dni przed głosowaniem, a misje liczą po kilkanaście osób. Wybory w państwach w stadium transformacji obserwują większe misje i pracują one dłużej. Dla przykładu, w Kazachstanie przebywały one miesiąc, a na Ukrainie - 1,5 miesiąca.

Moskwa nie może nakazać wprost OBWE, według jakich reguł będą działać obserwatorzy, ale jest w stanie wywierać na nią nacisk, który - jak sugeruje "New York Times" - może okazać się skuteczny.

Decyzje w OBWE podejmuje się bowiem jednomyślnie, co oznacza, że Rosja może blokować inne decyzje, domagając się ustąpienia w sprawie obserwatorów w zamian za zdjęcie weta.

Kreml może również jednostronnie zmniejszyć wpływ obserwatorów na wybory, stawiając warunki ich wpuszczenia do Rosji.

Według dziennika "Kommiersant", Moskwa zamierza zażądać od OBWE, aby przysłała tym razem tylko kilkudziesięciu obserwatorów na wybory, zamiast 400, jak zaproponowała ta organizacja.

Niedawnym wyborom do Rady Najwyższej (parlamentu) Ukrainy przyglądało się 700 obserwatorów OBWE, a wyborom prezydenckim we Francji - 11.

tell a friend :: comments 0


Kazachstan potępiony za blokowanie Internetu

Posted by admin on 2007-10-27 15:04:19 CEST

Organizacja ds. obrony demokracji Freedom House Europe potępiła kazachstańskie władze za zablokowanie dostępu do stron internetowych opozycji.

Posunięcie to organizacja Freedom House Europe scharakteryzowała jako część represji wobec mediów w Kazachstanie i uznała za kolejny dowód na to, że Kazachstan pod rządami Nursułtana Nazarbajewa nie nadaje się do pełnienia przewodnictwa w Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, o co zabiega.

Władze Kazachstanu zablokowały we wtorek wieczorem dostęp do stron internetowych opozycji, co obserwatorzy wiążą z publikacją na nich zapisu rozmów telefonicznych prowadzonych przez wysokiej rangi urzędników.
Zamknięcie stron w internecie jest częścią antydemokratycznych działań władz Kazachstanu, które, jak podkreślono w komunikacie, poparły też rosyjską inicjatywę ograniczenia uprawnień obserwatorów międzynarodowych OBWE na wyborach w Rosji i sprzymierzonych z nią państwach byłego ZSRR.

"Kazachstan powinien aktywnie przeciwstawiać się wszelkim inicjatywom, które naruszają istotę standardów monitorowania wyborów" - głosi komunikat Freedom House Europe.

tell a friend :: comments 0


Putin o propozycji tarczy u granic Rosji

Posted by admin on 2007-10-27 15:02:31 CEST

Prezydent Rosji Władimir Putin przeprowadził paralelę między amerykańskim planem tarczy antyrakietowej w Europie Wschodniej a kryzysem kubańskim z roku 1962.

Chciałbym przypomnieć, jak rozwijały się stosunki w analogicznej sytuacji w latach 60. ubiegłego wieku - powiedział Putin na konferencji prasowej po szczycie UE-Rosja w Portugalii, gdy zadano mu pytanie o plany rozmieszczenia przez Waszyngton elementów tarczy antyrakietowej w Europie Wschodniej.

- Dla nas, technologicznie, sytuacja jest taka sama - dodał Putin, mając na myśli okres ostrego napięcia między USA a ZSRR w dniach 16-27 października 1962 roku, wywołany wykryciem przez Amerykanów obecności na Kubie sowieckich rakiet średniego zasięgu.

tell a friend :: comments 0


Putin proponuje rosyjsko-unijny instytut demokracji

Posted by admin on 2007-10-27 15:01:14 CEST

Prezydent Rosji Władimir Putin zaproponował utworzenie rosyjsko-unijnego instytutu wolności i demokracji, by poprawić dialog w tej dziedzinie.

Putin zaproponował to na konferencji prasowej po szczycie Unia- Rosja w Portugalii. Powiedział, że instytut, na który Moskwa jest gotowa przeznaczyć niezbędne środki, może mieścić się w Brukseli lub innej europejskiej stolicy.

Zdaniem Putina instytut może sprzyjać bardzo pożytecznemu dialogowi w kwestii wolności słowa, czy sytuacji imigrantów i mniejszości narodowych.

tell a friend :: comments 0


Słowacki parlament uhonorował ks. Andreja Hlinkę

Posted by admin on 2007-10-27 15:00:16 CEST

Słowacki parlament uhonorował przedwojennego przywódcę, uważanego przez wielu Słowaków za "ojca narodu" ks. Andreja Hlinkę. Protestowały przeciwko temu słowackie gminy żydowskie

Projekt ustawy o uhonorowaniu właśnie takim tytułem księdza Hlinki, współzałożyciela i lidera Słowackiej Partii Ludowej, powołanej na początku XX wieku jeszcze na terenie cesarskich Austro-Węgier, złożyła skrajnie prawicowa Słowacka Partia Narodowa (SNS) Jana Sloty. Poparł ją Ruch Chrześcijańsko-Demokratyczny (KDH).

Propozycja uhonorowania ks. Hlinki przeszła 94 głosami wobec 26, jednak tytułu "ojca narodu" mu nie przyznano.

Stowarzyszenie słowackich gmin żydowskich, które na początku października wystąpiło z protestem przeciw gloryfikacji księdza Hlinki, w piątek nie skomentowało jeszcze uchwalonej wersji ustawy.

Wcześniej potępiło ono jednak ideę uhonorowania księdza Hlinki. "Społeczność żydowska na Słowacji uważa Andreja Hlinkę za symbol słowackiego faszyzmu w latach 1939-1945. W związku z tym odrzucamy wszelkie próby jego gloryfikacji" - napisało w oświadczeniu przekazanym prasie.

"Andrej Hlinka odrzucił demokratyczne podstawy Czechosłowacji i z podziwem wyrażał się o takich politykach jak Adolf Hitler czy Benito Mussolini" - podkreślono.

Ksiądz Andrej Hlinka jeszcze w czasach Austro-Węgier występował przeciw madziaryzacji Słowaków, za co trafił do więzienia. Po I wojnie światowej zasiadał w ławach czechosłowackiego Zgromadzenia Narodowego. Na jego forum domagał się autonomii dla Słowacji, za co został uwięziony przez władze Czechosłowacji, a jego partię zdelegalizowano.

Po układzie monachijskim ludowcy i inne partie słowackie uchwaliły w październiku 1938 roku autonomię Słowacji. Hlinka zmarł kilka miesięcy wcześniej.

Jego współpracownik i następca ks. Józef Tiso został premierem autonomicznej Słowacji, a później prezydentem proklamowanej w marcu 1939 roku niepodległej Republiki Słowackiej, całkowicie zależnej od hitlerowskich Niemiec.

W państwie tym pielęgnowano kult księdza Hlinki, nazywając jego imieniem m.in. paramilitarną gwardię pełniącą rolę policji. "Hlinkova garda" kierowała m.in. deportacją Żydów do Auschwitz.

tell a friend :: comments 0


Zakończył się szczyt UE-Rosja

Posted by admin on 2007-10-27 14:58:56 CEST


Umowa o handlu stalą i walce z narkotykami oraz zgoda na system wczesnego ostrzegania na wypadek zakręcenia przez Moskwę kurków z ropą, czy gazem - to rezultaty szczytu Unia - Rosja w portugalskiej Mafrze.

Pozostałych spornych kwestii, zgodnie z przewidywaniami, nie udało się rozwiązać. Padały natomiast obietnice.

Władimir Putin obiecał na przykład unijnym liderom, że Moskwa podpisze umowę o redukcji opłat za przeloty nad Syberią, choć nie sprecyzował kiedy. Zmniejszenie wysokich stawek, pobieranych od zagranicznych przewoźników, Unia wynegocjowała z Rosją w ubiegłym roku. Jednak do tej pory władze w Moskwie nie podpisały umowy.

Na spotkaniu w Mafrze - jak informują nieoficjalnie unijni dyplomaci - prezydent Putin skorzystał z okazji, by skrytykować propozycje Komisji Europejskiej, utrudniające przejmowanie sieci przesyłowych przez zagraniczne koncerny, w tym przede wszystkim przez rosyjski Gazprom. W sprawach energetyki, Bruksela i Moskwa wciąż są dalekie od porozumienia.

Na razie Unia nie jest w stanie przekonać Rosji, by zezwoliła europejskim inwestorom na dostęp do swych surowców i sieci przesyłowych. W dalszym ciągu nierozwiązana pozostaje też sprawa rosyjskiego embarga na import polskiej żywności. Z powodu zakazu Warszawa blokuje nowe porozumienie Unii z Rosją o współpracy. Europejscy dyplomaci wyrażali nadzieję, że ta sporna kwestia zostanie rozwiązana w przyszłym roku, po wyborach prezydenckich w Rosji.

tell a friend :: comments 0


9 członków UE dołączy do "Schengen" 21 grudnia

Posted by admin on 2007-10-27 14:57:15 CEST

Dziewięć państw - nowych członków Unii Europejskiej - jest gotowych do zrezygnowania z kontroli granicznej na granicach wewnętrznych i do dołączenia do strefy Schengen 21 grudnia - poinformował z Pragi przedstawiciel Portugalii, która w tym półroczu przewodniczy Unii.

W Pradze spotkali się tego dnia przedstawiciele MSW 18 państw Unii, w tym Czech, Estonii, Litwy, Łotwy, Malty, Polski, Słowacji, Słowenii i Węgier. To właśnie ta dziewiątka jest gotowa do wejścia do strefy Schengen.

Ostateczny raport w sprawie rozszerzenia strefy swobodnego ruchu osobowego, zwanej strefą Schengen, ma być przedstawiony w Brukseli 8-9 listopada.

tell a friend :: comments 0


Afganistan: zamachowiec-samobójca zaatakował bazę USA

Posted by admin on 2007-10-27 14:55:27 CEST

Zamachowiec-samobójca wysadził się w powietrze tuż przed wjazdem na teren amerykańskiej bazy we wschodnim Afganistanie. Na miejscu zginęły cztery osoby - trzech afgańskich żołnierzy i jeden cywil.

Cztery osoby zostały ciężko ranne.

Jak poinformowała w Kabulu rzeczniczka sił USA Christine Nelson- Chung, do wydarzenia doszło przed bazą Bermel we wschodnioafgańskiej prowincji Paktika. Zamachowiec podszedł do wartowników przy wjeździe, zamienił z nimi kilka słów i zdetonował ukryty pod ubraniem ładunek.

Zaatakowana baza znajduje się niedaleko afgańskiej granicy z Pakistanem

tell a friend :: comments 0


CKW udostępniła dane o majątku Putina

Posted by admin on 2007-10-27 14:54:27 CEST

Władimir Putin został zarejestrowany jako kandydat na deputowanego w grudniowych wyborach do Dumy. Rosyjska Centralna Komisja Wyborcza udostępniła dane o dochodach kandydatów.

Dzisiejsza gazeta "Komsomolskaja Prawda" informuje, że Władimir Putin w ubiegłym roku zarobił nieco ponad 2 miliony rubli, czyli równowartość 80 000 tysięcy dolarów. Prezydent Rosji ma też w trzech bankach około 3 milionów 700 tysięcy rubli oszczędności. To równowartość prawie 150 tysięcy dolarów.

Ponadto Putin jest właścicielem 80-metrowego mieszkania w rodzinnym Petersburgu, 15-arowej działki pod Moskwą i dwóch radzieckich samochodów marki "Wołga" wyprodukowanych w latach 60.

tell a friend :: comments 0


"Daily Mail": Litwinienko był płatnym agentem MI6

Posted by admin on 2007-10-27 14:52:39 CEST

Zamordowany w Londynie w zeszłym roku były rosyjski agent Aleksander Litwinienko był płatnym agentem tajnych służb brytyjskich - pisze dziennik "Daily Mail".

Zdaniem gazety, która powołuje się na anonimowe brytyjskie źródła dyplomatyczne, Litwinienko pracował dla wydziału MI6, pobierając uposażenie w wysokości dwóch tysięcy funtów miesięcznie do czasu swej tragicznej śmierci. Człowiekiem odpowiedzialnym m.in. za rekrutację Litwinienki miał być pracujący wówczas w Moskwie, a obecnie kierujący MI6, sir John Scarlett.

"Fakt, że 43-letni były rosyjski agent pracował dla brytyjskich służb specjalnych, może okazać się kluczowym dla wyjaśnienia sprawy jego zabójstwa" - pisze "Daily Mail".

Litwinienko wyjechał do W.Brytanii w 2000 r. i w rok później uzyskał tam azyl polityczny. Były agent, zagorzały krytyk Kremla, zmarł w Londynie 23 listopada 2006 roku w następstwie zatrucia radioaktywnym polonem.

Do poważnych napięć w stosunkach rosyjsko-brytyjskich doszło, gdy Rosja odmówiła ekstradycji do Wielkiej Brytanii innego agenta KGB Andrieja Ługowoja, podejrzanego o udział w zabójstwie Litwinienki. Ługowoj twierdził, że za zabójstwem jego dawnego kolegi Aleksandra Litwinienki stoją brytyjskie służby specjalne lub mieszkający w Londynie rosyjski biznesmen Borys Bieriezowski. Oświadczał również, że "Litwinienko był agentem, który wyszedł spod kontroli (brytyjskich) służb specjalnych i został usunięty".

tell a friend :: comments 0


Rosyjscy eksperci przygotowują się do inspekcji w Polsce

Posted by admin on 2007-10-27 14:51:17 CEST

Rosyjska Federalna Służba Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego (Rossielchoznadzor) poinformowała, że przygotowuje się do inspekcji w zakładach mięsnych w Polsce, zainteresowanych eksportem do Rosji.

Utworzyliśmy dwie grupy inspektorów do pracy w Polsce. Obecnie załatwiane są niezbędne formalności - przekazało źródło w Rossielchoznadzorze, które cytuje agencja Interfax.

Według anonimowego rozmówcy rosyjskiej agencji, 23 października Federalna Służba Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego otrzymała list od głównego lekarza weterynarii Polski Ewy Lech, w którym ta zaproponowała rozpoczęcie inspekcji w polskich zakładach mięsnych w pierwszej połowie listopada.

Źródło Interfaksu ujawniło również, że na prośbę polskiej służby weterynaryjnej Rossielchoznadzor odroczył o dwa miesiące - do 1 stycznia 2008 roku - wprowadzenie w życie swojej niedawnej decyzji o obowiązkowej certyfikacji wszystkich przedsiębiorstw, eksportujących mięso i wędliny do Rosji.

W sobotę zastępca głównego lekarza weterynarii Krzysztof Jażdżewski powiedział, że strona polska wydała zgodę na przeprowadzenie kontroli w mleczarniach, zakładach paszowych oraz dwóch przetwórniach mięsa, czyli w sumie w ok. 50 zakładach. Były one już kontrolowane przez Rosjan w latach 2004-2005.

Jażdżewski wyjaśnił, że Polska nie zgadza się natomiast na kontrolę zakładów wytwarzających świeże mięso do chwili zniesienia przez stronę rosyjską embarga na import mięsa i produktów pochodzenia roślinnego z Polski. Zaznaczył, że rozmowy w tej sprawie prowadzi Komisja Europejska.

Na początku października Rosja ostrzegła, że od 1 listopada może zakazać sprowadzania z Polski wędlin, mleka i wyrobów mlecznych z zakładów nie posiadających certyfikatów Rossielchoznadzoru. Produktów tych nie obejmuje embargo na import żywności z Polski, wprowadzone przez Rosję w listopadzie 2005 roku.

Na razie nie jest jasne, czy odroczenie terminu obowiązkowej certyfikacji dotyczy także eksporterów mleka i przetworów mlecznych.

O tym, że Polska zgodziła się dopuścić rosyjskich ekspertów weterynaryjnych do zakładów zainteresowanych eksportem do Rosji, poinformował w piątek wieczorem specjalny przedstawiciel prezydenta Władimira Putina ds. rozwoju kontaktów z Unią Europejską Siergiej Jastrzembski w kuluarach szczytu Rosja-UE w Mafrze, w Portugalii.

Według Jastrzembskiego, rosyjscy inspektorzy mieliby przyjechać do Polski już w listopadzie. - Jest to bardzo pozytywny sygnał (ze strony polskiej) - podkreślił przedstawiciel Kremla.

Informacje strony rosyjskiej o zaakceptowaniu przez Polskę przyjęcia rosyjskich kontrolerów w polskich zakładach jeszcze w piątek wieczorem zdementowało polskie MSZ.

Minister spraw zagranicznych Anna Fotyga oświadczyła, że stanowisko Polski dotyczące embarga Rosji na polskie produkty żywnościowe nie uległo zmianie. Podkreśliła też, że dopiero uchylenie embarga umożliwi ewentualne kontrole rosyjskich służb weterynaryjnych w polskich zakładach.

W listopadzie 2005 roku Rosja wprowadziła zakaz importu mięsa i produktów pochodzenia roślinnego z Polski, zarzucając stronie polskiej fałszowanie certyfikatów weterynaryjnych i fitosanitarnych. Warszawa usunęła uchybienia w tej dziedzinie, jednak Moskwa nie zniosła embarga.

W odpowiedzi Polska w listopadzie 2006 roku zablokowała rozpoczęcie negocjacji między UE a Rosją w sprawie nowej umowy o partnerstwie i współpracy. W tej sytuacji prowadzenie rozmów z Moskwą w sprawie zniesienia rosyjskiego embarga wzięła na siebie Komisja Europejska. Nie przyniosły one jednak rezultatów.

Rosja powtarza, że jej zakazy będą obowiązywać do czasu przeprowadzenia przez rosyjskich ekspertów audytu polskich przedsiębiorstw i polskiego systemu kontroli bezpieczeństwa produktów rolnych dostarczanych do Rosji.

Zdaniem strony polskiej, zarzuty Rosji pod adresem Polski mają podłoże polityczne.

tell a friend :: comments 0


Friday, October 26 2007

Pipes: szanse na demokratyzację w Rosji są małe

Posted by admin on 2007-10-26 20:24:31 CEST

Amerykański historyk, znawca spraw rosyjskich prof. Richard Pipes uważa, że szanse na demokratyzację w Rosji są małe. - Demokracji w Rosji za naszego życia w żaden sposób nie będzie - ocenił prof. Pipes podczas spotkania z dziennikarzami w Warszawie.

Według badań przytoczonych przez Pipesa "tylko 10 proc. ludzi w Rosji uważa, że należy mieć i wolność, i porządek", a "30 proc. uważa, że rząd sowiecki nadal istnieje".

- Jeżeli rząd autokratyczny tam padnie, to będzie chaos, a po paru miesiącach chaosu przyjdzie do władzy dyktatura - uważa prof. Pipes. W najlepszym razie - według niego - będzie to dyktatura, która będzie "zważała na prawo". - Putin nie wycofa się od władzy, on lubi władzę". (...) - Formalnie będzie rządził ktoś z policji lub biurokracji - prognozował prof. Pipes. Jego zdaniem, patrząc z punktu widzenia Rosji, europejskie starania Ukrainy powinni wspierać raczej Amerykanie, Brytyjczycy, czy Francuzi niż Polacy.

- Patrząc z punktu widzenia Rosji(...) popierać Ukraińców powinni Amerykanie, Francuzi, Anglicy, a nie Polacy, bo to jest strasznie drażliwy punkt dla Rosjan - mówił prof. Pipes. "Dla nich Ukraina to są prawosławni bracia" - dodał.

Według prof. Pipesa, wspieranie europejskich ambicji Ukrainy przez Polskę "można usprawiedliwić z punktu widzenie etycznego". - Ale z punktu widzenia politycznego ja bym tego nie robił - powiedział amerykański historyk.

W jego opinii, "Rosjanie zawsze patrzyli na Polaków z pogardą i tak zastało". Według niego, korzenie tego podejścia tkwią głęboko w przeszłości, a zasadniczą rolę odegrało przyjęcie przez Polskę chrześcijaństwa z Rzymu. Według niego, oznaczało to dla Rosji "zdradę Słowian".

- Rosjanie uważają Polskę za mały kraj, który ma pretensje do bycia mocarstwem, który nie okazuje wdzięczności za wyzwolenie od nazistów - mówił Pipes. - Rosjanie nigdy nie będą przyjaciółmi Polaków - ocenił.

Prof. Richard Pipes jest profesorem historii na Uniwersytecie Harvarda w USA, gdzie wykładał ponad 40 lat. Był doradcą prezydenta USA Ronalda Reagana w sprawach sowieckich i wschodnioeuropejskich.

Jest światowym autorytetem w dziedzinie historii Rosji i autorem dwudziestu czterech książek, z których wiele ukazało się w Polsce. Wśród nich są m.in.: "Żyłem. Wspomnienia niezależnego", "Rosja bolszewików". "Rosja carów", "Rewolucja rosyjska". "Krótka historia rewolucji rosyjskiej" i "Rewolucja rosyjska. Trzy pytania".

tell a friend :: comments 0


czerwona kartka Polaka

Posted by admin on 2007-10-26 20:23:26 CEST

Polski bramkarz, Maciej Nalepa, został ukarany czerwoną kartką w meczu 14. kolejki ukraińskiej ekstraklasy. Jego Karpaty Lwów przegrały na wyjeździe z Czernomorcem Odessa 0-4 (0-2).

Nalepa opuścił boisko w 38. minucie za faul w polu karnym. Rezerwowego bramkarza - Jurija Martyszuka, strzałem z jedenastu metrów pokonał Władimir Kopytko.

W 57. minucie drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył inny zawodnik Karpat - Samson Godwin (ma za sobą występy w BBTS Bielsko-Biała). W tabeli ligi ukraińskiej Karpaty zajmują przedostatnie, 15. miejsce. Liderem jest klub Mariusza Lewandowskiego - Szachtar Donieck.

tell a friend :: comments 0


PZPN daje Listkiewiczowi kolejne stanowisko

Posted by admin on 2007-10-26 20:21:56 CEST

Zarząd PZPN mianował prezesa związku Michała Listkiewicza delegatem turniejowym ds. przygotowań i organizacji finałowego turnieju Euro 2012. - W praktyce oznacza to, że dla UEFA prezes Listkiewicz będzie najważniejszą osobą zajmującą się organizacją turnieju - mówi Sport.pl rzecznik PZPN Zbigniew Koźmiński.


Michał Listkiewicz i Hryhorij Surkis w Cardiff Fot. LUKE MACGREGOR REUTERS

Dla UEFA prezes Listkiewicz będzie głównym partnerem, w praktyce najważniejszą osobą w kontaktach w sprawie Euro. To niezmiernie szeroka funkcja, praktycznie obejmująca wszystkie płaszczyzny działania przy organizacji turnieju - mówi Koźmiński.

- Teraz prezes musi stworzyć w terenie struktury, które będą współpracować nie tylko z samorządami, ale z właścicielami stadionów, lokalnymi komitetami organizacyjnymi i wszystkimi podmiotami związanymi z finałami Euro. Do kompetencji delegata należy też opracowanie biznesplanu, według którego turniej zostanie zorganizowany przez firmę powołaną przez UEFA i federacje Polski i Ukrainy, a także uczestniczenie w tworzeniu tej firmy. Delegat musi również kontrolować, ale i służyć pomocą władzom rządowym i reprezentować PZPN w kontaktach między władzami a UEFA. Można właściwie powiedzieć, że prezes będzie nadzorował wszystkie aspekty umowy między europejską federacją a związkiem - konkluduje rzecznik PZPN.

- To niezwykle istotna dla mnie sprawa. Na moich barkach spoczywać będzie wiele odpowiedzialnych i wymagających poświęcenia zadań. Od wielu miesięcy bardzo ciężko pracuję na rzecz Euro 2012 i muszę przyznać, że jest to jedno z moich największych życiowych wyzwań, ale poświęcenie dla tak wielkiej idei jest dla mnie ogromnym zaszczytem i przyjemnością - powiedział po nominacji prezes PZPN.

"Zadaniem delegata turniejowego będzie m.in. pośredniczenie w bieżących kontaktach pomiędzy UEFA a polskim rządem i samorządami, reprezentowanie PZPN w kontaktach z władzami państwowymi" - głosi komunikat związku.

Kompetencje delegata obejmują także "udzielanie niezbędnej pomocy wszelkim instytucjom zaangażowanym w organizację Euro 2012 w celu zapewnienia punktualnej realizacji projektów i koncepcji, takich jak koncepcja bezpieczeństwa publicznego, transportu publicznego i zarządzania ruchem, a także koncepcji medycznej i programu ochrony praw UEFA" - czytamy dalej w komunikacie.

Na następnym posiedzeniu zarządu PZPN prezes Listkiewicz oraz przewodniczący zespołu PZPN ds. Euro 2012 Adam Olkowicz zaproponują pełny skład sztabu ds. organizacji ME 2012 działającego w ramach PZPN.

tell a friend :: comments 0


Film dokumentalny "Przełamując ciszę" w kinie Muranów

Posted by admin on 2007-10-26 20:14:13 CEST

27 października (sobota), godz. 18

ASTRA - Sieć Organizacji Kobiecych z Europy Środkowej i Wschodniej, działających na rzecz Praw Reprodukcyjnych i Seksualnych zaprasza na pokaz filmu dokumentalnego "Breaking the silence" (Przełamując ciszę;) w reżyserii Ewy Pytki.

Film został wyprodukowany przez sieć ASTRA. W tworzenie dokumentu zaangażowanych było 6 organizacji członkowskich ASTRY: z Gruzji, Litwy, Mołdawii, Polski, Słowacji i Ukrainy. Po pokazie przewidziany jest czas na dyskusję, będzie możliwość spotkania i rozmowy z przedstawicielkami ASTRY zaangażowanymi w powstanie filmu. Przedpremierowy pokaz filmu odbędzie się przy okazji międzynarodowej konferencji ASTRY na temat praw reprodukcyjnych w Europie Środkowej i Wschodniej.

"Przełamując ciszę" prezentuje historie kobiet napisane przez życie i opowiedziane przez nie same. Bohaterki podzieliły się z widzami osobistymi problemami z zakresu praw reprodukcyjnych i zdrowia seksualnego. I tak śledząc losy młodych dziewcząt z Gruzji stajemy twarzą w twarz z istniejącym w tym kraju tabu dziewictwa oraz brakiem informacji z zakresu edukacji seksualnej. Mołdawskie kobiety wskazują na trudności w dostępie do usług z zakresu zdrowia reprodukcyjnego, korupcję w systemie zdrowotnym oraz problemy w dostępie do usług dla osób młodych, nawet jeśli mają wsparcie ze strony prawnych opiekunów. Podkreślają także brak w ich kraju rzetelnej edukacji seksualnej. Ukraina, kraj w którym w zastraszającym tempie wzrasta ilość zakażeń wirusem HIV, prezentuje historie kobiet seropozytywnych, które napotkały poważne problemy w dostępie do usług medycznych w momencie, gdy zdecydowały się na macierzyństwo. Natomiast polskie bohaterki mówią o dramatach, które powstały na skutek restrykcyjnego prawa antyaborcyjnego - o życiu w kraju, gdzie kobieta ma problem z usunięciem ciąży nawet wówczas, gdy zagrożone jest jej zdrowie i życie, gdyż prawo w tym kraju jest w rzeczywistości jeszcze bardziej restrykcyjne niż na papierze. Ekspertki z Litwy i Słowacji mówią z kolei o zmieniającej się sytuacji w ich krajach, gdzie rosnące antyaborcyjne lobby stara się podążać za przykładem sąsiada - Polski, co może stanowić poważne zagrożenie dla praw kobiet w tych krajach w najbliższej przyszłości.

Kino Muranów, ul. Gen. Andersa 1, 27 października (sobota), godz. 18. Bilety 10 zł.

tell a friend :: comments 0


Ukraina: sąd zatwierdził wyniki wyborów

Posted by admin on 2007-10-26 09:01:30 CEST

Ukraiński Naczelny Trybunał Administracyjny zatwierdził w czwartek wyniki wyborów parlamentarnych z 30 września umożliwiając tym samym rozpoczęcie formowania nowego rządu.

Trybunał odrzucił wniosek pięciu partii politycznych kwestionujących wyniki wyborów i zezwolił na oficjalne opublikowanie ich wyników.

Decyzja Trybunału - jak podkreślają - obserwatorzy zadowala dwa ugrupowania Pomarańczowej Rewolucji - Naszą Ukrainę prezydenta Wiktora Juszczenki i Blok Julii Tymoszenko. Oba ugrupowania dysponują wystarczającą liczbą miejsc w nowym parlamencie aby uzyskać większość i sformować rząd.

tell a friend :: comments 0


Juszczenko ogłasza pobór do wojska wbrew Tymoszenko

Posted by admin on 2007-10-26 08:58:21 CEST


Wacław Radziwinowicz, pap

W obozie ukraińskich pomarańczowych spięcie - prezydent Wiktor Juszczenko rozkazał przeprowadzić w przyszłym roku pobór do wojska wbrew wcześniejszej obietnicy Julii Tymoszenko o zniesieniu przymusowej służby.

Prezydent podpisał dekret o przeprowadzeniu w 2008 r. dwóch poborów - wiosennego, który zgodnie z dotychczasową praktyką zostanie przeprowadzony w kwietniu i maju, oraz jesiennego wyznaczonego na październik i listopad. Zgodnie z decyzją głowy państwa wiosną i jesienią pójdzie na rok do armii po blisko 21 tys. chłopców.

Ogłoszenie poboru to nieprzyjemna niespodzianka dla wielu Ukraińców. Oni dobrze pamiętają, że Julia Tymoszenko, dzisiejsza kandydat na premiera, w czasie kampanii przed wrześniowymi wyborami parlamentarnymi wielokrotnie solennie obiecywała, że poboru nie będzie już tej jesieni, a od 1 stycznia w armii służyć będą już wyłącznie dobrze opłacani żołnierze zawodowi. Dzięki temu zdobyła wiele głosów szczególnie młodych wyborców.

Księżniczka pomarańczowej rewolucji składała te obietnice mimo protestów pomarańczowego ministra obrony Anatolija Hrycenko, który od trzech lat mozolnie i skutecznie reformuje armię, szykując ją do likwidacji poboru, ale dopiero od 2010 roku. Szef resortu ironicznie mówił, że Tymoszenko mogłaby z równym powodzeniem zobowiązać się do "unieważnienia trzech zasad dynamiki Newtona".

Punkt o przejściu armii na zawodowstwo od stycznia znalazł się w zawartej już po wyborach przez Blok Julii Tymoszenko oraz prezydencki blok Nasza Ukraina-Samoobrona Ludowa umowie o stworzeniu przez te ugrupowania koalicji w nowym parlamencie. Prezydent odmówił jednak jego wykonania, a szef jego kancelarii Wiktor Bałoha nazwał ten pomysł "kawaleryjską szarżą", która jego zdaniem "jest absolutnie nie na miejscu".

W Kijowie natychmiast pojawiły się spekulacje na temat poważnych kontrowersji między prezydentem a szykującą się do objęcia stanowiska premiera Tymoszenko. Tymczasem w najbliższym otoczeniu kandydatki na szefa rządu posunięcie głowy państwa przyjęto z ulgą. Przecież to Juszczenko wziął na siebie całkowitą odpowiedzialność przed wyborcami za niespełnienie populistycznej i nieodpowiedzialnej obietnicy danej przez przyszłą panią premier.

- To prezydent swoim rozkazem sprawił, że dalej będzie się u nas wcielać chłopców do armii. My nic na to nie możemy poradzić To on jest przecież głównodowodzącym naszych sił zbrojnych - powiedział "Gazecie" Andrij Szkil, jeden z najbliższych współpracowników Tymoszenko.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Thursday, October 25 2007

Siedem książek nominowanych do nagrody Angelus

Posted by admin on 2007-10-25 20:06:27 CEST

Jury Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus przedstawiło w czwartek listę siedmiu nominowanych do niej książek. Nagroda zostanie wręczona 1 grudnia we Wrocławiu.

Nominowani autorzy to: Ołeksandr Irwanec za "Riwne/Rowno" (Ukraina), Ismail Kadare - "Pałac snów" (Albania), Imre Kertesz "Dziennik galernika" (Węgry), Hanna Krall - "Król kier znowu na wylocie" (Polska), Martin Pollack "Śmierć w bunkrze - opowieść o moim ojcu" (Austria), Mariusz Szczygieł - "Gottland" (Polska) i Dubravka Ugresić - "Ministerstwo Bólu" - (Chorwacja).

Zdaniem przewodniczącej jury, rosyjskiej poetki i dziennikarki Natalii Gorbaniewskiej, wszystkie nominowane książki są na pograniczu tzw. czystej literatury i literatury faktu. "To wydaje mi się być najbardziej charakterystyczną i najlepszą cechą literatury współczesnej. Dlatego myślę, że ta siódemka jest bardzo charakterystyczna dla tendencji literatury współczesnej" - mówiła jurorka.
W nominowanej siódemce znalazły się trzy utwory powracające do czasów II wojny światowej, trzy mówiące o czasach komunizmu i jeden dla którego punktem wyjścia jest sytuacja w państwie totalitarnym. "Wszystkie mają perspektywę historyczną i opierają się na trwałej podstawie ideologicznej czy politycznej. Być może jest to cecha charakterystyczna literatury środkowo-europejskiej" - powiedział członek jury prof. Julian Kornhauser.

Do Nagrody zgłaszać można było dzieła autorów żyjących, pochodzących z 21 krajów Europy Środkowej. Każdy wydawca miał prawo zgłosić jedną książkę autora zagranicznego i jedną autora polskiego. Nagroda, którą stanowią statuetka ANGELUS autorstwa Ewy Rossano i czek na kwotę 150 tys. zł, przyznawana jest za najlepszą książkę opublikowaną w języku polskim w roku poprzednim.

tell a friend :: comments 0


władze lwowskie proszą MSZ o interwencję

Posted by admin on 2007-10-25 20:03:59 CEST

Lwowska Rada Obwodowa zwróciła się do ukraińskiego MSZ o interwencję w sprawie ogromnych kolejek na granicy polsko-ukraińskiej, spowodowanych przez trwający już dwa tygodnie protest polskich celników.

Długie oczekiwanie na granicy z Polską prowadzi do strat finansowych, ponoszonych przez przedsiębiorców zarówno z jednej, jak i z drugiej strony granicy. Otrzymujemy bardzo dużo skarg w tej sprawie - powiedział rzecznik lwowskiej rady Wasyl Tereszczuk.

W piśmie do ukraińskiego MSZ lwowska rada zwraca uwagę, że strajk polskich celników znacznie wydłuża odprawy graniczne, co "szkodzi gospodarczym i politycznym interesom Ukrainy" i utrudnia ruch turystyczny między Polską a Ukrainą.

W ubiegłym tygodniu na temat kolejek na granicy wypowiedział się szef ukraińskiej dyplomacji Arsenij Jaceniuk. - Mam nadzieję, że problem zostanie rozwiązany w jak najkrótszym czasie, lecz obecnie nie mamy wpływu na tę sytuację- powiedział.

Polscy celnicy od dwóch tygodni prowadzą tzw. włoski strajk, który polega na bardzo szczegółowym sprawdzaniu przekraczających granicę oraz przestrzeganiu wszystkich procedur kontroli granicznej.

Protest prowadzony jest w izbach celnych na zewnętrznej granicy Unii Europejskiej. Celnicy domagają się m.in. 1500 zł podwyżki, przywrócenia uprawnień emerytalnych oraz zwiększenia ochrony prawnej i finansowej celnika w trakcie wykonywania pracy.

W związku z protestem ukraińskie służby graniczne ostrzegają swych obywateli przed możliwością długiego oczekiwania na przekroczenie granicy z Polską.

tell a friend :: comments 0


Europa kontra Kreml, ale bez energii

Posted by admin on 2007-10-25 20:01:22 CEST



Unia Europejska srożyła się ostatnio na monopolistyczną politykę energetyczną Moskwy, ale dzisiejszy szczyt UE - Rosja zakończy się jak poprzednie: Putin nie ustąpi, a Unia spuści z tonu

Dziś w portugalskim miasteczku Mafra przedstawiciele UE spotkają się z prezydentem Władimirem Putinem na drugim z corocznych szczytów Unia - Rosja. I chociaż tematów do dyskusji jest wiele, to znowu najwięcej czasu zajmie współpraca energetyczna.

- Energia to największa kwestia w stosunkach gospodarczych z Rosją - podkreślał w zeszłym tygodniu komisarz UE ds. handlu Peter Mandelson. Na Rosję przypada zaledwie 6 proc. całego unijnego eksportu, ale jednocześnie ma ona kluczowe znaczenie dla europejskiej energetyki, bo zaspokaja aż jedną czwartą zapotrzebowania Europy Zachodniej na gaz ziemny.

W debacie energetycznej z Moskwą od lat chodzi o jedno: o wiążące porozumienie, które zagwarantuje zachodnim koncernom bezpieczeństwo inwestowania w rosyjskie złoża i prawo swobodnego transportu z Rosji oraz przez Rosję surowców ze złóż w tym kraju i innych republikach b. ZSRR.

Takie porozumienie pod nazwą Karta Energetyczna spisano już na początku lat 90. Ale Moskwa nigdy go nie ratyfikowała, a ostatnio wielokrotnie jawnie podkreślała, że nie zamierza rezygnować z państwowego monopolu na transport surowców.

Do czego służy ten monopol, można się było przekonać dwa lata temu, kiedy Gazprom nie przepuścił przez swoje rury taniego gazu kupionego przez Ukrainę w Turkmenii, zmuszając Kijów do podpisania mało korzystnej umowy gazowej. Podczas tego konfliktu pierwszy raz w historii Rosja zakręciła też kurek na gazociągach do Ukrainy, przez które płynie 80 proc. rosyjskiego gazu na Zachód. Dopiero to zaalarmowało Europę Zachodnią, że dla Moskwy energetyka jest narzędziem międzynarodowej polityki, a nie tylko dziedziną gospodarki.

Z drugiej strony w UE nie ma żadnych formalnych ograniczeń przed przejmowaniem firm energetycznych przez rosyjskie koncerny i nieraz korzystały one z tego. Jawnym celem Moskwy od lat jest utrzymanie takiej asymetrycznej sytuacji: wy dajecie nam pełną swobodę działania w waszym domu, ale w naszym możecie robić tylko, na co wam pozwolimy.

Wolność kontra monopol

Wydawało się, że wreszcie UE ma dość i walnęła pięścią w stół. W połowie zeszłego miesiąca Komisja Europejska przedstawiła trzeci pakiet projektów dyrektyw liberalizujących europejski rynek energii. Nowe przepisy przewidują, że firmy handlujące energią nie mogą jednocześnie posiadać sieci przesyłu gazu lub prądu. Sieci przesyłowe mają się przekształcić w niezależnie kierowane "energetyczne autostrady", po których poruszają się walczące o klientów firmy handlowe.

Kolejny zapis zakazuje przejmowania sieci energetycznych firmom z tych państw spoza Unii, które nie stosują reguł obowiązujących w UE i nie mają w tej sprawie porozumienia z Brukselą.

Pierwszy zapis przekreśliłby dążenie Moskwy do pełnego monopolu - od złóż po kuchenkę gazową. Ale nie podoba się on także wielkim europejskim koncernom energetycznym, bo ogranicza ich interesy. Drugi zapis zdaniem obserwatorów był już wycelowany bezpośrednio w Gazprom, wzmacniając żądanie ratyfikacji Karty Energetycznej przez Rosję.

Moskwa natychmiast rozpętała kampanię propagandową i zarzuciła Unii, że chce dyskryminować rosyjskie firmy i godzi w swobodę przepływu kapitału. Nowymi przepisami UE chce się oddzielić od Rosji "energetyczną kurtyną" - jak w zeszłym tygodniu stwierdził w "Financial Times" rosyjski minister energetyki Wiktor Christienko, grożąc przy tym, że Moskwa może postawić na energetyczną współpracę z Azją zamiast z Europą.

Retorykę skarg wzmocniły subtelne ostrzeżenia na najbliższą przyszłość. Na początku października po ukraińskich wyborach parlamentarnych Gazprom nieoczekiwanie zapowiedział, że od listopada przykręci kurki na rurach do Ukrainy, jeśli Kijów nie spłaci gigantycznych rzekomo długów za gaz. Gdyby tak się stało, już tydzień po szczycie w Mafrze Europa Zachodnia miałaby na progu zimy problemy z dostawami surowca.

W ostatnią środę Siergiej Jastrzembski, główny doradca Putina ds. UE, ogłosił, że Rosja uzgodniła z Unią warunki stworzenia mechanizmu wczesnego uprzedzania o wszelkich problemach z dostawami energii. W Kijowie ironicznie komentowano, że dzięki temu UE będzie z góry wiedziała, kiedy Rosja chce zakręcić kurek na gazociągach tranzytowych. I naturalnie wtedy te państwa tranzytowe znajdą się pod presją Brukseli, by pójść na ustępstwa wobec Moskwy.

Spadek napięcia po wyborach w Polsce

Tuż przed szczytem w Mafrze doszło do wydarzeń, które mogą spowodować wielkie zmiany w polityce UE - podkreśla amerykańska agencja prasowa AP. W zeszłym tygodniu na szczycie UE w Lizbonie przyjęto traktach o reformach Unii. A w niedzielę wybory w Polsce przegrał rząd PiS, który od roku blokował rozpoczęcie negocjacji nad nowym traktatem UE z Rosją (z powodu embarga na eksport polskiego mięsa i wyrobów roślinnych wprowadzonego przez Rosję zaraz po objęciu władzy przez PiS dwa lata temu).

Dziennik "Kommiersant" ocenił, że po tych wydarzeniach spadło napięcie między UE i Rosją w sprawie polityki energetycznej. Zasadniczą zmianę tonu słychać było we wtorek na międzynarodowej konferencji energetycznej w Moskwie - twierdzi "Kommiersant".

Zdaniem tej gazety komisarz UE ds. energii Andris Piebalgs starał się uspokoić obawy Rosjan i podkreślał, że rozdzielenie handlu od przesyłu będzie korzystne głównie dla Gazpromu, bo niezależne firmy będą zainteresowane w transporcie jak największych ilości gazu.

Piebalgs miał też przyznać, że międzynarodowe gazociągi - takie jak omijający Polskę gazociąg Nord Stream przez Bałtyk - mogą być w ogóle wyłączone z nowych przepisów. Inaczej nowe przepisy uniemożliwiłyby budowę wspieranego przez UE gazociągu Nabucco z Turcji przez Bałkany, co podkreślał ostatnio francuski koncern Gaz de France.

"Kommiersant" twierdzi, że Piebalgs łagodził też kolejny punkt zapalny, jakim jest zakręcenie przed rokiem przez Rosję kurka na ropociągu do Litwy. Rurę tę zakręcono po awarii, do której doszło akurat wtedy, gdy PKN Orlen wygrał z rosyjskimi koncernami przetarg na rafinerię w Możejkach. Piebalgs miał przyznać, że dostawy ropy rurą do litewskiej rafinerii byłyby tańsze od obecnych dostaw tankowcami, ale "UE nie może radzić rosyjskiej firmie Transnieft, na co wydawać pieniądze". Rosjanie zapowiadają, że nie opłaca się im się inwestować w naprawę rury do litewskiej rafinerii polskiego koncernu.

Zachód swoje ugrał

Unijno-rosyjski kompromis wydaje się tym łatwiejszy, że wielkie firmy energetyczne z Niemiec, Francji i Włoch tworzą z Gazpromem wspólny front przeciw nowym przepisom o liberalizacji rynku energetycznego UE. Opór Gazpromu jest więc na rękę tym firmom: rosyjski straszak może sprzyjać rezygnacji z reform, a dla europejskich koncernów będzie też uzasadnieniem do dalszych fuzji i tworzenia energetycznych megakoncernów.

Kompromis przyjdzie Europie Zachodniej tym łatwiej, że w ostatnich latach włożyła ona wiele wysiłku w pozyskanie energii spoza Rosji. Jak grzyby po deszczu wyrosły nowe gazociągi z Norwegii, Algierii czy Libii. Dostawy surowców na Zachodzie zwiększą tylko konkurencję. Całkowicie inaczej jest w nowych państwach członkowskich UE, w których utrwala się monopol Rosji na dostawy energii.

Moskwa woli też robić interesy z poszczególnymi firmami z UE niż z całą Wspólnotą. Koncerny z Niemiec, Włoch czy Francji dostaną prawo do jakichś złóż w Rosji, kupią kolejne zakłady elektroenergetyczne albo dostaną zlecenia na nowe rurociągi. Robotnicy w Europie Zachodniej będą się cieszyć z dodatkowej pracy, a Moskwa będzie obserwować napływ z Zachodu pieniędzy i technologii ze spokojem, bo w żadnej dziedzinie energetyki nie zamierza zrezygnować z monopolu państwa albo dominacji własnych firm.

Dzięki takiej polityce, na zasadzie dziel i rządź Moskwa upiecze własny interes na ogniu wzajemnej rywalizacji między europejskimi koncernami.

"W każdym razie podczas przygotowań nowego porozumienia o strategicznym partnerstwie UE z Rosją sprawy energetyki mogą stać się przedmiotem targów, a nie politycznego konfliktu" - ocenił "Kommiersant" efekty wtorkowej konferencji w Moskwie. I dodał, że po wiosennym szczycie UE - Rosja w Samarze taka sytuacja wydawała się niemożliwa.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


W Katyniu umierano za ojczyznę, a nie za numerki RP

Posted by admin on 2007-10-25 05:24:06 CEST

Żyjemy w kraju, który przez ostatnie 18 lat osiągnął niesłychanie dużo - mówił podczas wykładu dla studentów UW prof. Władysław Bartoszewski. Były więzień obozu w Oświęcimiu i uczestnik Powstania Warszawskiego, któremu specjalne podziękowania złożył po wygranych wyborach Donald Tusk, apelował: - Cieszcie się, że żyjecie w suwerennym kraju, bo dla mnie to wcale nie było takie oczywiste.

To fenomen, że doczekałem chwili, kiedy do wyborów po raz pierwszy w historii idą ludzie, którzy urodzili się w momencie końca rządów autorytarnych, czy później totalitarnych w tej części Europy. Kiedy byłem profesorem na uniwersytecie w Bawarii, namawiałem moich studentów żeby uczyli się o NRD, bo kiedyś będą jedne Niemcy.
Mówiłem też, że ja zapewne tego już nie doczekam. Kiedy zapytałem asystenta, co mówią po moich wykładach, on odpowiedział: "Kochany polski romantyk". Jak widzicie, nasza dzisiejsza rzeczywistość nie była wcale taka oczywista - mówił prof. Bartoszewski do studentów.

"Nie dajcie się propagandzie"

Były minister spraw zagranicznych apelował też, aby młodzi ludzie nie dali się zwieść "dekonstruktywnej propagandzie" ostatnich dni, według której za wszystko, co działo się po roku 1989 należy się wstydzić. Prof. Bartoszewski tłumaczył, że "takie sformułowania to niegodziwość zwłaszcza w stosunku ludzi, którzy za dzisiejszą Polskę oddali życie". - Polska znajduje się dziś w NATO. Od 2004 roku jesteśmy członkami Unii Europejskiej. Jesteśmy beneficjentem Deklaracji Praw Człowieka. Te osiągnięcia są opłacone krwią wielu ludzi. A lekkomyślność i arogancja z jaką jest to traktowane, to rzecz antynarodowa i szkodliwa - mówił.


Prof. Władysław Bartoszewski podczas swojego wykładu "Refleksje świadka stulecia"A kto u licha tę "Niceę" załatwiał?!


Według Władysława Bartoszewskiego przez ostatnie dwa lata tak bardzo skupiono się na wkładaniu ludziom do głów nieprawdy, że zapomniano o historycznych faktach. - Mówiono, że polska polityka była od 18 lat wyjątkowo nieudolna. Jedyne, co słuszne to "Nicea". A kto u licha tę "Niceę" załatwiał?! Buzek, Saryusz-Wolski, Bartoszewski i Kołakowski - przypominał profesor. I dodawał: - Nie mówię tego, żeby się chwalić, bo to do niczego nie jest mi potrzebne... Nawet do nekrologu, bo to tylko dodatkowy wiersz. Ważne jest tylko, żeby nie prowadzić ludzi politycznie w duchu budowania wniosków na kłamstwie i przemilczeniach - apelował profesor.

Nie od "numerowania Polski" powinno się zadaniem Bartoszewskiego zaczynać wprowadzanie jakichkolwiek zmian. - Ludzie wychowywani w latach 40-tych nie wiedzieli, że żyją w Polsce numer dwa. Ci, którzy umierali w Katyniu też nie ginęli za numerki, tylko za swoją ojczyznę - przypominał były minister spraw zagranicznych przy owacjach słuchaczy.

tell a friend :: comments 0


Fotyga: Traktat z Kartą Praw Podstawowych? Nigdy!

Posted by admin on 2007-10-25 05:18:47 CEST

TO POMOGŁOBY NIEMIECKIM ROSZCZENIOM"

Wypowiedzi polityków PO odnośnie Karty Praw Podstawowych UE są szkodliwe dla Polski - stwierdziła szefowa MSZ Anna Fotyga w "Magazynie 24 godziny" TVN24. Do przedstawionych przez kandydata na premiera Donalda Tuska założeń przyszłej polityki zagranicznej i zapowiedzi wizyt w Brukseli, Waszyngtonie i Moskwie odniosła się krótko, ale jednoznacznie: -Wizyta w Moskwie przed zniesieniem embarga to zły pomysł.

Jeśli nastąpi zniesienie embarga, to mogłoby to być stosowne miejsce wizyty - stwierdziła ciągle jeszcze urzędująca Minister Spraw Zagranicznych.

"Zrobiłam w tej sprawie tyle, ile można"

Na sugestię prowadzącego program Bogdana Rymanowskiego, że moglibyśmy zrobić pierwszy krok odparła: -Ja już ten pierwszy krok zrobiłam. Pojechałam do Moskwy, rozmawiałam z ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem. Poza miłą atmosferą nic się nie wydarzyło - przypomniała.

-Może powinien jechać premier - dociekał Bogdan Rymanowski. -Premier Marcinkiewicz miał okazję rozmawiać z premierem Fradkowem przy okazji szczytu Państw Morza Bałtyckiego. Też się nic nie wydarzyło - zwróciła uwagę Fotyga. -Zostawmy ten temat. Życzę powodzenia polskiemu rządowi - podsumowała po kolejnym pytaniu dziennikarza.

"Pozwoli Pan, że wygłoszę moją kwestię"

O wątpliwościach premiera, czy Tusk będzie w stanie prowadzić suwerenną politykę wobec Niemiec minister spraw zagranicznych rozmawiać nie chciała. -Przyszłam tu, żeby skomentować szkodliwe dla Polski wypowiedzi polityków PO - ucięła. Dalsze dociekania skwitowała krótkim: -Zgadzam się z premierem - i zakończyła: -Pan pozwoli, że wygłoszę moją kwestię.

Minister Fotyga przeszła do kwestii Karty Praw Podstawowych i publikacji w "Dzienniku" i w włoskiej gazecie "Avenire". Jacek Saryusz - Wolski (eurodeputowany PO) i Bronisław Komorowski (kandydat PO na marszałka) przekonywali w nich, że Polska powinna w całości zaakceptować Kartę Praw Podstawowych UE.

"Ta Karta zaszkodzi Polsce"

Dysponuję opiniami wybitnego eksperta w dziedzinie prawa międzynarodowego prof. Zdzisława Galickiego, które mówią, że przyjęcie tej Karty w całości mogłoby mieć bardzo poważne skutki w sferze niemieckich roszczeń majątkowych, sferze obyczajowej, sferze moralności publicznej - mówiła.

Jej zdaniem sytuacja jest poważna, ponieważ ewentualnymi roszczeniami niemieckimi jest zagrożone nawet 30 proc. terytorium Polski. - Pojawiają się kolejne roszczenia, także dotyczące dóbr kultury - powiedziała Fotyga.

Uzasadniając dlaczego przyjęcie całości Karty jest tak niebezpieczne Fotyga przytoczyła słowa Hansa Goerta Poetteringa, który stwierdził, że roszczenia niemieckich przesiedleńców wpisują się w prawa podstawowe.

Fotyga dodała, że renegocjacja i przyjęcie całości Karty, wiązałoby się również z odrzuceniem deklaracji, w której Polska zgadza się na zachowanie wysokich standardów praw społecznych. - To co powiedzieli Saryusz-Wolski i Komorowski niweczy cztery miesiące mojej ciężkiej pracy przy przygotowywaniu tego dokumentu - stwierdziła szefowa MSZ.

"Zrobię wszystko by nie było zgody na Kartę"

Dodała, że zrobi wszystko by powstrzymać powstający rząd przed podpisaniem całości traktatu reformującego UE (razem z akceptacją Karty Praw Podstawowych). - Parkiet jest wolny możemy tańczyć. Będę dyskutować, będę o tym mówić. Potrzeba dyskusji publicznej - podkreśliła minister.

Karta Praw Podstawowych to zbiór fundamentalnych praw człowieka uchwalony i podpisany podczas zjazdu Rady Europejskiej w Nicei przez premierów rządów wszystkich państw UE. Charakter prawny dokumentu zostanie nadany poprzez Traktat reformujący, który ma zostać podpisany 13 grudnia 2007 roku i po ewentualnej ratyfikacji w krajach UE ma wejść w życie 1 stycznia 2009 roku. Polska na szczycie w Lizbonie 18-19 października, kiedy osiągnięto porozumienie w sprawie nowego traktatu, przyłączyła się do brytyjskiego protokołu, ograniczającego stosowanie Karty. Jeśli nie przyjmiemy Karty Polscy obywatele nie będą mogli dochodzić praw zawartych w Karcie przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Karta mówi np. o prawie do poszanowania różnorodności, kulturowej, religijnej i językowej oraz prawa do małżeństwa. Rząd argumentował, że chciano zapobiec dowolnym interpretacjom prawa przez Europejski Trybunał Praw Człowieka i narzucaniu Polsce pewnych rozwiązań, które mogłyby np. doprowadzić do zmiany definicji rodziny i uznania małżeństw homoseksualnych.

Zawsze będę współpracowała z PiS

Szefowa MSZ odmówiła odpowiedzi na pytanie czy Władysław Bartoszewski byłby dobrym doradcą w MSZ. - Mój komentarz nie jest stosowny, bo to nowy rząd - tłumaczyła. Stwierdziła jedynie, że była zaskoczona określeniem "dyplomatołki" jakim Bartoszewski opisał politykę zagraniczną PiS. Pytana o opinię na temat stwierdziła jedynie: - Nie chcę odpowiadać, bo to jest dewaluacja autorytetu.

Mówiąc o swoich planach na przyszłość Fotyga była równie mało wylewna. - Będę pracować do końca, opuszczę ministerstwo w stosownym momencie i zawsze będę współpracowała z PiS - zakończyła.

Źródło: TVN 24 http://www.tvn24.pl/12690,1526033.1,0,1,wiadomosc.html

tell a friend :: comments 0


Vobis chce na giełdę - i za granicę

Posted by admin on 2007-10-25 05:07:12 CEST

FIRMA MA AMBITNE PLANY

Vobis, zmierzająca na giełdę sieć sklepów ze sprzętem komputerowym i fotograficznym, może rozszerzyć plany zagranicznej ekspansji - pisze "Gazeta Wyborcza



Vobis kilka tygodni temu ogłosił, że poszuka na giełdowym parkiecie pieniędzy potrzebnych do realizacji ambitnego projektu inwestycyjnego wartego ok. 230 mln zł. Sprzedaż akcji jest planowana jeszcze na ten rok, firma czeka jeszcze na zatwierdzenie prospektu emisyjnego.

Vobis za pieniądze od giełdowych graczy chce m.in. zwiększyć z obecnych 165 do 280 liczbę salonów Vobis Digital, zbudować nową sieć Vobis Mobile handlującą telefonami i sprzętem telekomunikacyjnym (do końca roku ma mieć 15 sklepów, a docelowo ok. 200-220). W planach jest też stworzenie supermarketu internetowego, a także ekspansja zagraniczna.

Wiadomo już, że w przyszłym roku Vobis wystartuje na rynku czeskim i słowackim. Pierwsze konkretne poczynania w Czechach Vobis planuje na przyszły rok. Nie wiadomo jeszcze, czy będzie to budowanie sieci od zera czy zakup już istniejących sklepów. W pierwszej kolejności będzie rozwijana sieć Vobis Digital. Za 5-6 lat firma chce mieć 4-6 proc. udziału w czeskim rynku (dziś w Polsce ma 6-8 proc. rynku sprzedaży sprzętu IT). W ciągu dwóch lat sieć sprzedaży w Czechach ma przynosić zyski operacyjne.

Firma rozgląda się też za możliwością ekspansji w innych krajach, np. w Rumunii. Warto przypomnieć, że w 2006 r. firma nabyła prawa do znaku Vobis w wielu krajach europejskich - jak Czechy, Słowacja, Rumunia, Włochy, Francja, Węgry, Austria, Szwajcaria czy Ukraina. Dzięki rozwojowi za granicą Vobis ma rosnąć szybciej niż do tej pory, ale podstawą działalności będzie nadal rodzimy rynek, który - według szefów Vobisu - jest jeszcze daleki od nasycenia.

Zawiła historia Vobisu

Ciekawie przedstawia się historia spółki. Vobis powstał w połowie lat 90. za pieniądze niemieckiej firmy CBA. W 1999 r. całą sieć działającą w kilku krajach środkowoeuropejskich (m.in. w Czechach, Austrii, Szwajcarii, Rosji) przejął od Niemców bank Intesa. Po tej transakcji kontrolował 93 proc. udziałów w "polskim" Vobisie.

Wtedy swój pierwszy pakiet 7 proc. akcji wykupił Dariusz Pietraszkiewicz. Włosi dali mu wolną rękę w kierowaniu spółką, bo już w "niemieckich" czasach współzarządzał on Vobisem. Według relacji jednego ze stronników Intesy Pietraszkiewicz, który miał swoją firmę PC Factory, robił z Vobisem korzystne dla siebie interesy, m.in. wymuszając od Vobisu wysokie ceny zakupu komputerów. Vobis w tym czasie wypracowywał bardzo niskie zyski.

Wiosną 2003 r. PC Factory i Dariusz Pietraszkiewicz dokonali przewrotu w spółce. W lutym i maju odbyły się dwa walne zgromadzenia udziałowców. Na pierwszym zmieniono czteroosobowy zarząd, wyrzucając przedstawicieli włoskiego akcjonariusza. Na drugim przegłosowano nową emisję akcji, którą w całości objęła PC Factory. Nowe udziały były uprzywilejowane co do głosu (3:1). W ten sposób PC Factory przejęła większość głosów w Vobisie.

Włoski akcjonariusz, mając 93 proc. głosów, w ogóle nie wiedział o walnym! W imieniu banku Intesa za emisją zagłosował prywatny biznesmen Tomasz Kordas, dziś wiceprezes Vobisu. Posłużył się pełnomocnictwem wystawionym mu bezterminowo w 1999 r., gdy firma była kontrolowana przez niemiecką CBA.

Przedstawiciele Intesy próbowali odkręcić sprawę. Ich zdaniem pełnomocnictwo było przeterminowane. Początkowo walczyli w sądzie, ale szybko odpuścili. Podobno sprzedali resztki udziałów w Vobisie polskim udziałowcom za symboliczne 500 tys. euro.

tell a friend :: comments 0


Ukraincy także "w lesie"

Posted by admin on 2007-10-25 05:04:24 CEST

JUSZCZENKO POGANIA ADMINISTRACJĘ

Nie tylko Polacy mają kłopoty z przygotowaniami do organizacji EURO 2012. Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko skrytykował urzędników za opieszałość w przygotowaniach do imprezy i polecił, by w ciągu tygodnia rozwiązali oni wszelkie
kwestie sporne dotyczące organizacji mistrzostw.




Mam nadzieję, iż rozumiecie państwo, że Ukraina jest opóźniona w realizacji zadań, które powinniśmy wykonać przed Euro - powiedział prezydent na spotkaniu komitetu koordynacyjnego ds. piłkarskich mistrzostw Europy w 2012 r. Problemem numer jeden Ukrainy przed Euro jest kijowski stadion olimpijski, który ma być jedną z głównych aren rozgrywek. Jego przebudowa dostarcza Ukraińcom nie mniej problemów, niż Polakom warszawski "Stadion Narodowy".

W jego pobliżu budowane jest olbrzymie centrum handlowo-rozrywkowe, przeciwko któremu protestuje UEFA. Europejska Federacja uważa, że istnienie obiektu ogranicza drogi ewakuacji widzów w razie niebezpieczeństwa. Mimo wielokrotnych zapewnień, które składał m.in. ukraiński minister sportu Wiktor Korż, negocjacje władz z właścicielami powstającego centrum handlowego nie przyniosły dotychczas efektów.

Wiktor Juszczenko przypomniał w środę, że za tydzień Ukrainę ponownie odwiedzi delegacja UEFA i do tego czasu sprawa stadionu powinna zostać rozwiązana. Prezydent mówił także o konieczności przyspieszenia prac związanych z infrastrukturą transportowo-turystyczną. Juszczenko zaapelował o polepszenie klimatu inwestycyjnego, co jego zdaniem, pozwoli włączyć do przygotowań do Euro kapitał prywatny. Prezydent Ukrainy ostrzegł, że jeśli przygotowania do mistrzostw nie będą przyspieszone, perspektywa ich organizacji może stanąć pod znakiem zapytania.

tell a friend :: comments 0


Ukraina walczy z ksenofobią

Posted by admin on 2007-10-25 05:02:00 CEST

TAJNE SŁUŻBY BĘDĄ ZWALCZAĆ PRZEJAWY RASIZMU I ANTYSEMITYZMU

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy, na polecenie prezydenta Wiktora Juszczenki, tworzy specjalny wydział do walki z ksenofobią i konfliktami na tle narodowościowym - poinformowała rzeczniczka SBU, Maryna Ostapenko.

Pomysł powołania wydziału do spraw walki z ksenofobią powstał, po spotkaniu prezydenta Juszczenki z przedstawicielami społeczności żydowskiej na Ukrainie. W trakcie spotkania pełniący obowiązki szefa SBU Wałentyn Naływajczenko poinformował, że jego podwładni zlikwidowali w ostatnim czasie kilka ekstremistycznych grup, nawołujących do nienawiści rasowej i religijnej oraz postawili przed sądem kilka osób, podejrzanych o działania przeciwko przedstawicielom mniejszości narodowych i wyznaniowych.

Wymienił tu m.in. pociągnięcie do odpowiedzialności osoby odpowiedzialnej za pobicie wiernych, zebranych w pobliżu kijowskiej synagogi Brodskiego w 2002 roku oraz ustalenie sprawców profanacji cmentarza żydowskiego w Żytomierzu w maju 2006 roku. Ukarany został również człowiek, który w 2006 roku zbezcześcił pomnik ofiar holokaustu w Sewastopolu na Krymie.

SBU walczy także z nasilającymi się na Ukrainie przejawami rasizmu wobec przybyszów z Azji i Afryki.

Zgodnie z deklaracjami Ostapenko, w najbliższym czasie SBU ma zamiar spotkać się z przedstawicielami ukraińskich mniejszości religijnych i etnicznych, by omówić nękające ich problemy i sposoby walki z nimi.

tell a friend :: comments 0


Juszczenko złamał umowę i ogłosił pobór do wojska

Posted by admin on 2007-10-25 04:57:38 CEST

Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko ogłosił dekret o przyszłorocznym poborze do wojska. Uczynił to wbrew zapisom umowy koalicyjnej prozachodnich formacji: Bloku Julii Tymoszenko i bloku Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona (NU-LS).

Kancelaria prezydenta nigdy nie ukrywała, że hasło wyborcze bloku Tymoszenko o zlikwidowaniu poboru, umieszczone w umowie koalicyjnej zaprezentowanej w ubiegłym tygodniu przez wywodzące się z pomarańczowej rewolucji 2004 r. bloki, nie jest przez nią aprobowane.

Zdaniem komentatorów krok Juszczenki może świadczyć o tarciach wokół rzeczywistego powołania "pomarańczowej" koalicji, a przede wszystkim niechęci prezydenta do zaakceptowania Tymoszenko na stanowisku szefowej rządu. Umowa Bloku Tymoszenko i NU-LS głosi, że w wybranym 30 września parlamencie ugrupowania te będą dążyć do "sformowania zawodowej armii od 1 stycznia 2009 roku oraz likwidacji poboru do zasadniczej służby wojskowej od 1 stycznia 2008 roku".

Szef kancelarii Juszczenki Wiktor Bałoha powiedział, że podpisując dekret o przyszłorocznym poborze szef państwa "spełnia swą konstytucyjną powinność".

- Ukraina bez wątpienia będzie mieć efektywne siły zbrojne. Przejście do armii zawodowej wymaga jednak działań profesjonalnych. Kawaleryjskie ataki są tu nie na miejscu - oświadczył.

W podobnym tonie wypowiadał się wcześniej minister obrony narodowej Anatolij Hrycenko, uważany w Kijowie za człowieka prezydenta. Pomysł likwidacji poboru na Ukrainie porównał z ideą "likwidacji trzech zasad dynamiki Newtona". O "kawaleryjskich atakach" na armię mówił także sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Iwan Pluszcz.

Chociaż ukraińskie media twierdzą, że punkt o likwidacji poboru znalazł się w umowie koalicyjnej w zamian za zgodę bloku Tymoszenko na rozszerzenie kompetencji prezydenta, obserwatorzy sceny politycznej uważają, że w otoczeniu Juszczenki przeważają głosy przeciwne sojuszowi z charyzmatyczną przywódczynią pomarańczowej rewolucji.

Chodzi nie tylko o głoszone przez Tymoszenko hasła populistyczne, za które NU-LS w razie powołania koalicji poniósłby odpowiedzialność, ale i o ambicje prezydenckie byłej pani premier. W wyborach prezydenta w 2009 r. mogłaby ona stać się konkurentką Juszczenki, który będzie starać się wtedy o reelekcję.

Komentatorzy uważają, że Pluszcz i Bałoha namawiają szefa państwa do tzw. szerokiej koalicji NU-LS z prorosyjską Partią Regionów Ukrainy premiera Wiktora Janukowycza. Podobnego zdania są starzy działacze Naszej Ukrainy, tacy jak były premier Jurij Jechanurow.

Mimo że Janukowycz stoi na czele ugrupowania, które w wyborach 30 września zdobyło największe poparcie, otoczenie Juszczenki uważa go za mniej niebezpiecznego partnera niż żądną władzy Tymoszenko.

Przeciwko sojuszowi z Partią Regionów występuje jednak młodzieżowe skrzydło NU-LS, które z sojuszu parlamentarnego z blokiem Tymoszenko uczyniło swe główne hasło wyborcze.

W rezultacie wcześniejszych wyborów z 30 września do Rady Najwyższej Ukrainy weszło pięć ugrupowań. W 450-osobowym parlamencie Partia Regionów ma 175 mandatów. Blok Tymoszenko oraz Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona (NU-LS), które uplasowały się na drugim i trzecim miejscu, mają razem 228 posłów. Komuniści zdobyli 27 miejsc, a Blok (byłego przewodniczącego parlamentu) Wołodymyra Łytwyna - 20.

tell a friend :: comments 0


Po zwycięstwie PO w Niemczech liczą na ożywienie polityki wschodniej

Posted by admin on 2007-10-25 04:54:39 CEST


Bartosz T. Wieliński, Berlin

Berlin liczy na to, że po zwycięstwie PO Warszawa będzie lepiej wspierała europejskie aspiracje Ukrainy

O tym, jak związać Ukrainę i inne kraje WNP z Europą, Niemcy chcieli rozmawiać podczas swojej prezydencji w UE, w pierwszej połowie roku. Stratedzy z MSZ przygotowali projekt unijnej polityki wschodniej, który zakładał, że Unia będzie mówić z Rosją jednym głosem. Dla Ukrainy i innych ciążących ku Europie krajów WNP chcieli stworzyć rodzaj poczekalni, w której kraje przygotowywałyby się do członkostwa w UE.

Kijów mógłby korzystać z funduszy strukturalnych czy dobrodziejstw płynących z wolnego handlu z UE. Z czasem Ukraińców dopuszczono by jako obserwatorów do unijnych gremiów. Polityka wschodnia zakładała też stworzenie europejskiej sieci bezpieczeństwa energetycznego.

Niewiele z tych planów wyszło. Na Ostpolitik położył się cieniem polsko-rosyjski spór o embargo na mięso i związane z nim weto Warszawy na negocjacje nowej umowy UE - Rosja. A na Ukrainie pomarańczowi skoczyli sobie do gardeł i kraj pogrążył się w politycznym chaosie.

- Zresztą mimo naszych apeli Polska nie wykazywała specjalnego zainteresowania projektem - mówi nam jeden z niemieckich dyplomatów.

Niemcy mają nadzieję, że teraz, po zmianie rządu, rozmowy o polityce wschodniej ruszą z miejsca. Liczą na to, że nowy rząd dogada się z Rosjanami w sprawie embarga i będą ufniej podchodzić do niemieckich propozycji.

- Portugalczycy czy Irlandczycy nie mają na Wschodzie takich interesów jak my i Polacy. Polska ma w sprawach ukraińskich najlepsze rozeznanie z całej UE - mówi Karl Georg Wellmann, rzecznik CDU ds. współpracy z Polską.

W Berlinie uważa się, że bez Warszawy europejska Ostpolitik nie ma sensu, bo Niemcy sami nie przekonają krajów śródziemnomorskich, że Ukraina czy Mołdawia to ważniejsi partnerzy niż Maroko i Izrael.

- Dziś nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na pytanie, kiedy Ukraina wejdzie do UE. Ale nie znaczy to, że nie powinniśmy go sobie stawiać. Trzeba ich przyciągnąć jak najbliżej do Europy - mówi Ruprecht Polenz (CDU), szef komisji spraw zagranicznych Bundestagu.

Niemieccy dyplomaci mówią, że wcześniej rozmowa o europejskich aspiracjach Kijowa wywoływała politowanie, a dziś Niemcy oswoiły się z myślą, że prędzej czy później Ukraińcy mogą być gotowi do członkostwa.

Najbardziej przychylny Ukrainie jest urząd kanclerski. Najbliższy doradca Merkel ds. polityki zagranicznej Christoph Heusgen jest zafascynowany dokonaniami Aleksandra Kwaśniewskiego podczas pomarańczowej rewolucji. Teraz chce kontynuować jego dzieło. Dlatego właśnie Berlin odkurza politykę wschodnią.

Niemcy widzą rolę Polski jako rozsądnego adwokata, który będzie lobował na rzecz Kijowa, ale i strofował go, gdy będą zaległości w reformach.

Niemcy zarzucają Warszawie, że stawiała sprawę Ukrainy na ostrzu noża, ale na słowach się kończyło. Oczekują, że teraz Polacy zasypią Brukselę pomysłami, jak wspólnie pomóc Ukraińcom.

- Kluczowa jest tu wiarygodność Polski. Warszawy w kwestii ukraińskiej nikt nie brał na poważnie, bo przyjmowała konfrontacyjny kurs wobec Europy. Gdy zmieni się styl uprawiania polityki, notowania Polski, ale i Ukrainy będą rosnąć - mówi Polenz. Chce też, by w wspieranie zmian na Ukrainie włączyć Trójką Weimarski - forum Polski, Niemiec i Francji.

Zdaniem Karla Georga Wellmanna trzeba przekonywać partnerów, że Kijów to najprawdziwsza europejska metropolia. Polska powinna zorganizować u siebie konferencję UE na temat polityki wschodniej. Całej sprawie pomogą też rozgrywki Euro 2012, gdy tysiące Europejczyków odwiedzi Polskę i Ukrainę.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Pochodzący z Ukrainy 18-latek nie zostanie deportowany

Posted by admin on 2007-10-25 04:52:35 CEST


Łukasz Krajewski

Jewgienij Gielara, który od 2002 roku mieszka w Polsce z mamą Haliną i ojczymem Jerzym Kostrzewskim, zostanie w Polsce przynajmniej na rok. Taką decyzję podjął Urząd ds. Cudzoziemców, przyznając 19-latkowi kartę czasowego pobytu.

Od dziesięciu dni opisujemy dramatyczną historię rodziny Kostrzewskich. Jewgienijowi, synowi Ukrainki, która wyszła za Polaka, kilkakrotnie odmówiono wizy oraz możliwości osiedlenia na terenie naszego kraju, choć Jewgienij tu ma swoich najbliższych, studiuje i planuje swoją przyszłość.

Teraz Kostrzewscy odetchnęli, bo Urząd ds. Cudzoziemców zgodził się, by chłopak został. Przynajmniej na rok. Ostatnie kilka miesięcy było dla rodziny prawdziwym koszmarem. Jewgienij po uzyskaniu pełnoletności został potraktowany przez urząd jak intruz, który powinien jak najszybciej opuścić Polskę, a co za tym idzie - wszystkich najbliższych oraz studia na wydziale rusycystyki Uniwersytetu Warszawskiego. Jednym z podanych powodów odmów urzędu był brak związku z polskością, co zostało poparte tym, że jako 13-letni chłopiec, jeszcze na Ukrainie, Jewgienij nie należał do polskich organizacji, nie pielęgnował polskiej mowy i nie obchodził świąt rzymskokatolickich.

Pod koniec lutego pełnoletni stanie się młodszy brat Jewgenija Igor. Matka wraz z nim rok temu złożyła wniosek o przyznanie obywatelstwa. Kostrzewscy obawiają się, że znów może się rozpocząć horror z Urzędem ds. Cudzoziemców. Chyba, że Kancelaria Prezydenta, która przetrzymuje wnioski, rozpatrzy je szybciej.

- Mój starszy syn mógł być nawet deportowany. Cieszę się, że udało się załatwić mu pozwolenia na pobyt czasowy. Teraz jednak muszę walczyć, by mój młodszy syn został tu ze mną - martwi się pani Halina.


Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

tell a friend :: comments 0


Wednesday, October 24 2007

przywódcy Euroazjatyckiego Związku Młodzieży osobami niepożądanymi

Posted by admin on 2007-10-24 19:46:33 CEST

Przywódcy współpracującego z prokremlowską młodzieżówką Nasi Euroazjatyckiego Związku Młodzieży (EZM) Paweł Zarifulin i Aleksandr Dugin mają pięcioletni zakaz wjazdu na Ukrainę - poinformowała rzeczniczka Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) Maryna Ostapenko

W sobotę SBU ustaliła, że Zarifulin i Dugin kierowali akcją niszczenia ukraińskich symboli narodowych na najwyższej górze Ukrainy, karpackiej Howerli (pasmo Czarnohora).

- Zwróciliśmy się do Federalnej Służby Bezpieczeństwa Rosji o pomoc w pociągnięciu tych osób do odpowiedzialności karnej - powiedziała Ostapenko.

Dugin miał już wcześniej zakaz wjazdu na Ukrainę, jednak po anulowaniu przez władze w Moskwie i Kijowie list osób niepożądanych, zakaz ten przestał zobowiązywać. Obecnie został odnowiony.

W ostatni piątek EZM opublikował na stronie internetowej komunikat, w którym poinformował, że "siłami górskiego oddziału EZM zniszczono symbol okupacji Ukrainy, tryzub. (...) Została rozbita tablica, poświęcona tzw. »konstytucji Ukrainy«. (...) Góra Howerla otrzymała nazwę góry Stalina".

Poniżej umieszczono zdjęcia z akcji. Widać na nich osobę, uderzającą młotkiem w ukraiński herb, a także ludzi, zamieniających ukraińską flagę państwową na flagę EZM.

Organizacja ostrzegła, że "w razie mianowania tej pomarańczowej małpy Julii Tymoszenko premierem tzw. Ukrainy, nie będziemy w stanie powstrzymać swych ukraińskich aktywistów przed prewencyjnymi akcjami, skierowanymi przeciwko tzw. kierownictwu tego pseudopaństwa".

Pełniący obowiązki szefa SBU Wałentyn Naływajczenko poinformował na sobotniej konferencji prasowej, że sprawcami aktu wandalizmu na Howerli było najprawdopodobniej dwóch obywateli Ukrainy i jeden Rosjanin. Wszyscy oni przebywają obecnie w Rosji.

Naływajczenko powiedział także, że nie wszystkie zdjęcia umieszczone na stronie EZM były prawdziwe. Część z nich zmontowano: np. ukraiński herb tryzub, który na zdjęciu jest spiłowywany z masztu, znajduje się na miejscu - powiedział.

Zebrane materiały dowodowe SBU przekazała prokuraturze. Szczegółowe informacje otrzymało także Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Kijowie, jako że sprawa dotyczy działań przestępczych popełnionych przez cudzoziemców.

tell a friend :: comments 0


ME 2012 - Juszczenko krytykuje przygotowania

Posted by admin on 2007-10-24 19:44:21 CEST

Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko skrytykował w środę urzędników za opieszałość w przygotowaniach do Euro 2012 i polecił, by w ciągu tygodnia rozwiązali oni wszelkie kwestie sporne dotyczące organizacji tej imprezy.


Prezydenci Polski i Ukrainy, Lech Kaczyński i Wiktor Juszczenko Fot. Komitet Projektu Euro 2012

"Mam nadzieję, iż rozumiecie państwo, że Ukraina jest opóźniona w realizacji zadań, które powinniśmy wykonać przed Euro" - powiedział prezydent na spotkaniu komitetu koordynacyjnego ds. piłkarskich mistrzostw Europy w 2012 r.

Problemem numer jeden Ukrainy przed Euro jest kijowski stadion olimpijski, który ma być jedną z głównych aren rozgrywek.

W jego pobliżu budowane jest olbrzymie centrum handlowo- rozrywkowe, przeciwko któremu protestuje UEFA. Europejska Federacja uważa, że istnienie obiektu ogranicza drogi ewakuacji widzów w razie niebezpieczeństwa. Dla sprawnego wyprowadzenia widzów ze stadionu ich liczba musiałaby być poważnie ograniczona.

Mimo wielokrotnych zapewnień, które składał m.in. ukraiński minister sportu Wiktor Korż, negocjacje władz z właścicielami powstającego centrum handlowego nie przyniosły dotychczas żadnych efektów.

Prezydent Juszczenko przypomniał w środę, że za tydzień Ukrainę ponownie odwiedzi delegacja UEFA i do tego czasu sprawa stadionu powinna zostać rozwiązana.

Szef państwa mówił także o konieczności przyspieszenia prac związanych z infrastrukturą transportowo-turystyczną. Zaapelował o polepszenie klimatu inwestycyjnego, co jego zdaniem pozwoli włączyć do przygotowań do Euro kapitał prywatny.

Juszczenko ostrzegł, że jeśli przygotowania do mistrzostw nie będą przyspieszone, perspektywa ich organizacji może stanąć pod znakiem zapytania.

tell a friend :: comments 0


Обращение Павла Зарифуллина

Posted by admin on 2007-10-24 13:29:26 CEST

Братья украинцы - шутки кончились!
Обращение начальника Имперской Сетевой Ставки ЕСМ Павла Зарифуллина к востоку Украины

Мы сказали однажды нет этому беспределу. Мы обращаемся к Донбассу, к трудовому народу, к родной Слабодзеи и Харьковщине, к нашему Крыму, к Одессе и Новороссии. Мы обращаемся к Полтавщине, Сумщине и Киевщине. Это наша земля… там пролита русская кровь, там пролита украинская кровь, за нашу родную землю.

Мы обращаемся к вам: хватит терпеть эту мразь! Эту мразь надо искоренять и выжигать. Из Киева, из нашего золотого города, из нашей общей русской столицы выжигать на всегда Ющенко, Тимошенко и им подобных. Это не наши люди. Это люди с запада – пусть туда и убираются. Пусть живут по своим законам там, за линией Сталина.

(из обращения;)




видео вы сможете посмотреть на ресурсах www.rossia3.ru

tell a friend :: comments 0


Tabela kursów średnich

Posted by admin on 2007-10-24 13:20:55 CEST

Warszawa 24.10.2007 (ISB) --NBP: Tabela kursów średnich (w stosunku do złotego)

Nazwa waluty Waluta Średni kurs Poprzedni średni kurs Zmiana procentowa
SDR (MFW) 1 XDR 3.9996 3.9973 0.0575 %
dolar Hongkongu 1 HKD 0.3316 0.3319 -0.0904 %
dolar amerykański 1 USD 2.5702 2.5730 -0.1088 %
dolar australijski 1 AUD 2.3043 2.2966 0.3353 %
dolar kanadyjski 1 CAD 2.6503 2.6458 0.1701 %
euro 1 EUR 3.6555 3.6566 -0.0301 %
forint (Węgry) 100 HUF 1.4553 1.4514 0.2687 %
frank szwajcarski 1 CHF 2.1873 2.1927 -0.2463 %
funt cypryjski 1 CYP 6.2578 6.2592 -0.0224 %
funt szterling 1 GBP 5.2624 5.2522 0.1942 %
hrywna (Ukraina) 1 UAH 0.5090 0.5088 0.0393 %
jen (Japonia) 100 JPY 2.2468 2.2483 -0.0667 %
korona czeska 1 CZK 0.1346 0.1346 0.0000 %
korona duńska 1 DKK 0.4903 0.4905 -0.0408 %
korona estońska 1 EEK 0.2336 0.2337 -0.0428 %
korona norweska 1 NOK 0.4723 0.4739 -0.3376 %
korona szwedzka 1 SEK 0.3969 0.3967 0.0504 %
korona słowacka 1 SKK 0.1092 0.1089 0.2755 %
lew bułgarski 1 BGN 1.8690 1.8696 -0.0321 %
lira maltańska 1 MTL 8.5140 8.5156 -0.0188 %
lit litewski 1 LTL 1.0587 1.0591 -0.0378 %
nowy lej rumuński 1 RON 1.0840 1.0829 0.1016 %
rand (RPA) 1 ZAR 0.3845 0.3768 2.0435 %
rubel rosyjski 1 RUB 0.1033 0.1033 0.0000 %
łat łotewski 1 LVL 5.2065 5.2088 -0.0442 %
UGW/EUR Dotyczy: Austrii, Belgii, Finlandii, Francji, Grecji,

Hiszpanii, Holandii, Irlandii, Luksemburga, Niemiec, Portugalii i Włoch

tell a friend :: comments 0


Euro 2012: ośrodki dla piłkarzy będą dofinansowane z budżetu

Posted by admin on 2007-10-24 13:19:02 CEST

Do Ministerstwa Sportu wpłynęło już ponad 70 propozycji lokalizacji ośrodków pobytowych dla reprezentacji, które wezmą udział w organizowanych przez Polskę i Ukrainę piłkarskich mistrzostwach Europy 2012 roku. Budowa odpowiednich obiektów ma być współfinansowana z budżetu centralnego.

"Lista 16 ośrodków, które muszą zostać wybudowane przed Euro zostanie ustalona do końca roku. Inwestycje będą dofinansowane z budżetu centralnego" - wyjaśnił w rozmowie z PAP rzecznik Ministerstwa Sportu Marcin Roszkowski.

"Część z propozycji jakie otrzymaliśmy to oferta budowy ośrodków właściwie od podstaw. Pozostałe to propozycje modernizacji. Najczęściej potrzeba poprawić boiska albo wybudować hotel" - dodał Roszkowski. By ubiegać się o rekomendację dla budowy takiego centrum należy spełnić szereg warunków. Bazę pobytową stanowić powinien pięciogwiazdkowy hotel (dopuszczalne są propozycje z hotelami czterogwiazdkowymi - dla ekip zainteresowanych niższymi kosztami pobytu). Ośrodek musi być wyposażony w infrastrukturę wypoczynkową, taką jak sala fitness, basen, czy sauna. Nie może również znajdować się dalej niż godzinę drogi autokarem od najbliższego lotniska międzynarodowego.

Proponowane ośrodki muszą mieć także odpowiednią bazę treningową. W jej skład wchodzi co najmniej jedno najwyższej jakości boisko o standardowych wymiarach oraz 2-3 boiska treningowe (jedno o sztucznej nawierzchni i co najmniej jedno z oświetleniem). Boiska nie mogą być położone dalej niż 20 minut jazdy od hotelu reprezentacji.

Polska będzie, wraz z Ukrainą, gospodarzem ME 2012. Zamieszka u nas osiem zespołów. Polska musi przedstawić propozycję 16 ośrodków do wyboru.

tell a friend :: comments 0


"TP" ujawnia wywiad z ks. Malińskim – "Wojtyła wiedział, Macharski nie"

Posted by admin on 2007-10-24 06:30:13 CEST



Redakcja "Tygodnika Powszechnego" po półtora roku zdecydowała się opublikować wywiad z ks. Mieczysławem Malińskim oskarżonym o współpracę z SB.

W maju ubiegłego roku redakcja "TP" poinformowała, że zawiesza współpracę z ks. Malińskim. Powodem takiej decyzji były - jak wyjaśniono w oświadczeniu - powracające "pogłoski o tym, że ks. Maliński współpracował z SB". Redakcja napisała, że od niedawna zna treść części dokumentów z archiwum komunistycznej Służby Bezpieczeństwa, znajdujących się obecnie w IPN, a dotyczących tajnego współpracownika SB o pseudonimach Mechanik i Delta. "Może z nich wynikać, że pod tymi pseudonimami Służba Bezpieczeństwa zarejestrowała ks. Mieczysława Malińskiego"- głosiło oświadczenie.

Redakcja napisała, że przeprowadziła na ten temat z ks. Malińskim autoryzowany wywiad. W ostatniej chwili wycofał on jednak swoją zgodę na wydrukowanie tekstu, nie wyjaśniając powodów. Całość wywiadu została opublikowana w najnowszym numerze "Tygodnika Powszechnego", który 24 października ukaże się w kioskach.

Redaktor naczelny tygodnika ksiądz Adam Boniecki tłumaczy w komentarzu powody opublikowania wywiadu.

"Ksiądz Mieczysław Maliński, w wydanej właśnie autobiografii ("Ale miałem ciekawe życie", WAM 2007), podejmuje sprawę kierowanych pod jego adresem oskarżeń o współpracę ze służbami bezpieczeństwa. Wraca w książce do wydarzeń sprzed blisko półtora roku, a w związku z tym do wywiadu, którego mi udzielił, który autoryzował i którego wycofania z numeru na koniec zażądał. Było to wydarzenie z pewnością przykre dla ks. Malińskiego, ale było przykre także dla mnie" – pisze redaktor naczelny "Tygodnika".

"Księdza Malińskiego od lat znałem, jako duszpasterz akademicki w krakowskim kościele św. Anny długo i dobrze z nim współpracowałem, był też od wielu lat stałym autorem "Tygodnika Powszechnego" i nasze relacje zawsze były pełne życzliwości. Kiedy ponad rok przed wydarzeniami opisanymi w książce dotarły do mnie z poważnych źródeł informacje, że w IPN odnaleziono jakieś dokumenty obciążające księdza Malińskiego, natychmiast mu o tym powiedziałem, a jego zapewnienie, że są to pomówienia niemające żadnych podstaw, przyjąłem jako całkowicie wystarczające. Niestety, kolejnych wiadomości, z którymi się wiąże opisany w książce ciąg wydarzeń, nie dało się tak potraktować" – pisze ksiądz Boniecki.

"Obszerne wyjaśnienia wpisane w autobiografię niewiele wychodzą poza te udzielone nam w wywiadzie. Niektóre wątpliwości (wątpliwości, podkreślam) nadal pozostają w mocy: takie jak powody nieinformowania biskupa o stałych spotkaniach z funkcjonariuszami służb w lokalu kontaktowym, co było obowiązkiem i praktyką wszystkich księży" – napisał ks. Boniecki, w tekście, w którym tłumaczy powody opublikowania wywiadu.

Serwis Wiadomości Onet.pl, dzięki uprzejmości redakcji "Tygodnika Powszechnego", jako pierwszy publikuje fragmenty wywiadu z ks. Mieczysławem Malińskim. Wywiad powstał w wyniku kilku rozmów przeprowadzonych przez ks. Adama Bonieckiego i Wojciecha Pięciaka z ks. Mieczysławem Malińskim w drugiej połowie maja 2006 r. i został autoryzowany przez niego 26 maja 2006 r.

"TP": W dokumentach z 1971 r. jest zachowana tzw. dokumentacja werbunku tajnego współpracownika "Delta", z adnotacją w kwestionariuszu osobowym, że "Delta" to Ksiądz. W dokumencie tym czytamy, że ustalono z Księdzem hasło wywoławcze ("tu Przemysław z Rabki"), znak rozpoznawczy (portmonetka Księdza), lokal kontaktowy ("Róża"), że prowadzący księdza esbek dał Księdzu swój telefon, zaś Ksiądz dał mu swoje numery, domowy i w parafi i św. Anny. Ustalono, że wiadomość o proponowanym spotkaniu może być też przekazywana przy pomocy wrzuconej do samochodu Księdza karteczki podpisanej pseudonimem. Cały ten system wskazuje, że tu nie chodziło o przypadkowe spotkania, ale o regularną współpracę.

Ks. Mieczysław Maliński: Chcę powtórzyć, że – niezależnie od tego, co znajduje się w "teczce" – nigdy nie chciałem nikomu szkodzić, uczynić jakiejkolwiek krzywdy. Tak zresztą, jak w ogóle w moim życiu. Jeżeli jednak – niezależnie od mojej woli i intencji – ktoś czuje się skrzywdzony, proszę, niech skontaktuje się ze mną i powie mi to, a ja zadośćuczynię, jak tylko będę mógł.

- Ksiądz już kilka razy mówił publicznie, że wielokrotnie rozmawiał z esbekami, zaprzeczając zarazem, że była to świadoma współpraca z SB. Jak to było: oni przychodzili do Księdza czy Ksiądz do nich? Czy zawsze na wezwanie, czy może z własnej inicjatywy? Czy to była rozmowa z jednym, czy z kilkoma? O czym chcieli słuchać? Co im Ksiądz chciał mówić?

– To były wezwania. Wezwania telefoniczne. Do mnie nigdy żaden esbek do mieszkania nie wszedł. Szedłem tam na określoną godzinę, no i rozmawiałem. Tematy dotyczyły przeważnie pielgrzymek papieskich, bo to było zwykle po moim powrocie ze świata, z papieskich pielgrzymek.

Czy potem Ksiądz o tych kolejnych spotkaniach mówił Kardynałowi albo komuś z władz kościelnych? W archidiecezji duchowni mieli zakaz samodzielnego rozmawiania z władzami, a jeśli to już zrobili, musieli informować przełożonych i po powrocie zdawać sprawę.

– Ja mówiłem Wojtyle tyle, że spotykam się, że rozmawiam.

– Rozumiem, że nie szczegółowo i nie po każdym spotkaniu?

– Nie po każdym i nie szczegółowo. Ale Wojtyła wiedział, że ja takie rozmowy prowadzę. Nawet mnie czasem zagadnął: no i co, rozmawiasz? Odpowiadałem: rozmawiam.

– A kiedy Wojtyła został Papieżem, czyjego następca kardynał Franciszek Macharski wiedział o tych Księdza rozmowach?

– Nie wiedział. Ograniczyłem się tylko do relacji składanych Wojtyle.

Całość wywiadu została umieszczona w najnowszym numerze "Tygodnika Powszechnego", który 24 października ukaże się w kioskach.

tell a friend :: comments 0


Łukaszenko ostro krytykuje Putina

Posted by admin on 2007-10-24 06:26:29 CEST


Andrzej Poczobut, Grodno

NATO już wchodzi do Gruzji i Ukrainy. Jeżeli Rosja nadal będzie się tak zachowywać, odejdą od was wszystkie republiki - mówił wczoraj rosyjskim dziennikarzom prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko

Był czas, kiedy wódkę piłem tylko z Jelcynem. On na mnie nasiądzie: "Ty mnie szanujesz czy nie?". Potem tak się "naszanowaliśmy", że dziesięć dni leczyć się musiałem - wspominał z rozrzewnieniem Łukaszenko i podkreślał, że z Władimirem Putinem, obecnym prezydentem Rosji i następcą Borysa Jelcyna, tak zażyłych stosunków nigdy nie miał.

To było widać choćby po tym, jak białoruski prezydent ostro krytykował Putina m.in. za sposób, w jaki rosyjski prezydent chce zachować władzę po wygaśnięciu wiosną przyszłego roku drugiej kadencji.

- On jest bezpartyjny, a mimo to stoi na czele listy Jednej Rosji [w grudniowych wyborach do Dumy]. To nie jest uczciwe - podkreślał Łukaszenko i dodawał, że Rosja wraca do czasów komunizmu, jakby zapominając, że sam niewiele się od Putina różni. - Kiedy oglądałem zjazd Jednej Rosji, to mnie aż przekrzywiło. To już było: to wychwalanie i lizusostwo. To jest kult jednostki - oburzał się Łukaszenko na konferencji dla dziennikarzy rosyjskich lokalnych mediów, którzy na zaproszenie prezydenta odwiedzają Białoruś.

Takie wizyty są już tradycją od czasu, kiedy Kreml wzmocnił kontrolę nad centralnymi mediami i w ten sposób pozbawił Łukaszenkę możliwości zwracania się do rosyjskiego społeczeństwa.

- Do czego się nie weźmiemy, od razu wychodzi temat ropy i gazu - tak białoruski prezydent scharakteryzował stosunki z Rosją. Przyznał, że podczas zeszłorocznych pertraktacji w sprawie cen na surowce energetyczne musiał się poniżać przed Putinem. - Mówiłem mu: my odpracujemy, będziemy was bronić... I co uzyskałem? Nic - oburzał się Łukaszenko.

Według niego taka polityka Rosji prowadzi do zwiększenia prozachodnich wpływów w byłych republikach radzieckich i wzmocnienia się NATO. - NATO już wchodzi do Gruzji i Ukrainy. Jeżeli Rosja nadal będzie się tak zachowywać, odejdą o was wszystkie republiki - przekonywał Łukaszenko.

Głupotą i chorymi ambicjami nazwał projekt budowania gazociągu z Rosji do Europy Zachodniej po dnie morza Bałtyckiego. Omijałby on nie tylko Białoruś, ale też Polskę. Dziś gaz na Zachód dociera przez oba te kraje rurociągiem Jamał - Europa. - W morzu przecież miny z czasów wojny są, więc po co przekładać gazociąg nad polem minowym? - pytał Łukaszenko, zapewniając, że zwolni rosyjskie spółki od opłaty za tranzyt gazu w ciągu pięciu lat, jeżeli będzie zbudowana druga gałąź Jamał - Europa.

Przy okazji Łukaszenko oświadczył, że nie ufa swemu otoczeniu i nie ma przyjaciół. - Prezydent nie może mieć przyjaciół. Ci "koledzy" cały czas dążą do obskubywania biznesmenów lub wyciągania pieniędzy, posługując się imieniem prezydenta - tłumaczył Łukaszenko. Pochwalił służby specjalne, które prowadzą działania operacyjne w celu zwalczania korupcji wśród najwyższych urzędników. - Informacje otrzymuję od synów. Jeżeli trzeba, oni pojadą, dowiedzą się i sfotografują - chwalił się białoruski prezydent.

Na koniec Łukaszenko oznajmił zdumionym dziennikarzom, że zawsze jest też informowany o ich zachowaniu oraz o tym, czym się interesują. - Wy jeszcze powiedzieć nie zdążycie, a już wszystko wiem - podkreślił.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Znów rosyjskie kłamstwa o Katyniu

Posted by admin on 2007-10-24 06:24:50 CEST


Wacław Radziwinowicz

Dziennik "Komsomolskaja Prawda" przysłał na wybory do Polski swego wysłannika Nikołaja Barsiegowa. Ale ten zamiast o polityce, napisał stek bzdur o... Katyniu

Niekompetentny dziennikarz spotkał po drodze do Polski 84-letniego generała Walentyna Warennikowa, który dał mu wykład o Katyniu. Weteran opowiedział reporterowi, a on przekazał czytelnikom, że Polaków wziętych do niewoli radzieckiej w 1939 r. zamordowali Niemcy. Potem hitlerowcy zmusili "pewnych Rosjan do złożenia zeznań, że Polaków rozstrzelało NKWD".

Barsiegow, pisząc o Polsce, skoncentrował się nie na wyborach, lecz na sprawie katyńskiej, bo natknął się w Warszawie na wystawę "Katyń". Zszokowany oskarżył Polaków o niesprawiedliwość i przenikliwie zapytał, dlaczego to "w stolicy polskiej nie otworzą wystawy o zdławieniu Powstania Warszawskiego?". Cóż, gdyby zawczasu coś przeczytał, odkryłby, że mamy w stolicy choćby Muzeum Powstania Warszawskiego.

Reporter relację z Polski oparł nie tylko na opowieści generała wsławionego udziałem w antydemokratycznym puczu w 1991 r. Poprosił "pracowników ambasady Rosji w Warszawie", by mu powiedzieli, co i historycy polscy piszą o Katyniu. Dyplomaci tłumaczyli, że w Katyniu na rozkaz Stalina - ustny, bo "dokumentów nie znaleziono", rozstrzelano 3 tys. Polaków. "Mówi się także - pisze gazeta - o egzekucjach na Ukrainie i w obwodzie twerskim. Ale mogił tam nie znaleziono".

"Komsomołka" robi z pracowników ambasady idiotów. Oni mogą nie wiedzieć o odkryciu grobów Polaków pod Charkowem, bo to Ukraina. Ale nie mogą nie wiedzieć, że 6314 polskich ofiar NKWD znaleziono w Miednoje pod Twerem. Nie mogą nie wiedzieć o przekazanych przez Borysa Jelcyna Polakom dokumentach dowodzących, że rozkaz zamordowania jeńców polskich wydały w 1940 roku władze radzieckie. Muszą to wiedzieć, bo te dokumenty wręczono Polakom jeszcze w 1992 r. właśnie w Warszawie.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Rozmowa z konsulem Iwanem Hrycakiem

Posted by admin on 2007-10-24 06:23:12 CEST


Rozmawiał Karol Adamaszek

Iwan Hrycak żegna się z Lublinem, bo kończy się jego czteroletnia kadencja konsula generalnego Ukrainy. Nasze miasto będzie wspominał dobrze. - Lublin może się stać "Mekką Wschodu" - mówi

Karol Adamaszek: Co uważa Pan za swój największy sukces?

Iwan Hrycak: Sukcesem jest to, że udało nam się otworzyć pierwszą placówkę dyplomatyczną w Lublinie. Nie ukrywam, że był to dla mnie czas szczególny. Z powodu bliskości Polski i Ukrainy.

Najczęstsze problemy w pracy?

- Oprócz normalnych spraw konsularnych, np. z wizami, mamy sporo przypadków kradzieży dokonywanych na obywatelach ukraińskich. Wzrosła też liczba małżeństw zawieranych z obywatelami polskim. Obecnie wynosi ok. 500 rocznie.

Co zdziałał konsulat pod Pana kierownictwem przez te cztery lata?

- Obejmujemy zasięgiem trzy województwa: lubelskie. podlaskie i podkarpackie. Dzięki konsulatowi polskie gminy podpisały mnóstwo dwustronnych umów z ukraińskimi. Patronowaliśmy też powstaniu przedsiębiorstw polsko- ukraińskich.

Kilkunastogodzinne kolejki na odprawę graniczną do Polski to skandal. Jest na to jakaś recepta?

- Od 2005 roku obroty handlowe między Ukrainą a Polską wzrosły o dwa miliardy dolarów. Obecnie wynoszą pięć miliardów. Nie dziwię się, że na granicy są kolejki. Trzeba budować nowe przejścia i terminale dla ciężarówek, a przede wszystkim wzmocnić kadry.

Tylko, że w dalszym ciągu, żeby przyspieszyć przejazd przez granicę trzeba dać łapówkę ukraińskim celnikom.

- Jako konsul nie miałem na to większego wpływu. Jako obywatel mogę powiedzieć, że celnicy będą brać, jeśli będą marnie zarabiać. Lepiej podnieść im płace.

Jak zareklamuje Pan Lublin swojemu następcy?

- Miasto rozwija się w dobrym kierunku. Jest pełne młodych ludzi. Myślę jednak, że potrzeba dużo czasu, żeby Lublin stał się "Mekką Wschodu", a chyba do miana tego aspiruje.

Kto Pana zastąpi?

- Nie mogę zdradzić. Będzie to wybitny dyplomata z ukraińskiego MSZ, który obejmie stanowisko na początku listopada.

Jak będzie Pan wspominał nasze miasto?

- To były wspaniałe cztery lata. Wcześniej byłem na placówkach w Paryżu, Pradze i Bratysławie, ale tu czuje się naprawdę dobrze. Żal odchodzić. Kocham Lublin.

Dla Gazety

Grzegorz Kuprianowicz, prezes Towarzystwa Ukraińskiego w Lublinie

W trakcie swej misji konsul generalny Ivan Hrycak wspierał inicjatywy społeczności ukraińskiej .Jest to ważne, ponieważ państwo ukraińskie cały czas dopiero poszukuje modelu współpracy z Ukraińcami mieszkającymi poza granicami Ukrainy. Warto wspomnieć, że konsulat stał się współorganizatorem organizowanych od 2002 r. przez społeczność ukraińską Lublina styczniowych uroczystości z okazji Dnia Niepodległości i Jedności Ukrainy.


Abp Abel, zwierzchnik prawosławnej diecezji lubelsko- chełmskiej

Współpraca z konsulem była dla mnie zaszczytem, bo oprócz dyplomaty jest on człowiekiem głęboko wierzącym. Wspomagał inicjatywy Kościoła prawosławnego, w tym szczególnie ważną pomoc charytatywną dla dzieci z Czarnobyla.


Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin

tell a friend :: comments 0


Solidarność Stoczni Gdańsk za Jaworskim

Posted by admin on 2007-10-24 06:21:23 CEST


Krzysztof Katka

Dzień po deklaracji PO, że PiSowski szef Stoczni Gdańsk Andrzej Jaworski powinien odejść z posady, "Solidarność" zapowiedziała akcję obrony prezesa

Zakładowa "Solidarność" chce zorganizować pikietę pod Urzędem Marszałkowskim w "obronie stoczni". Napisaliśmy wczoraj, że politycy PO - m.in. przewodniczący partii na Pomorzu marszałek Jan Kozłowski zapowiadają wymianę szefów państwowych spółek, którzy są politykami PiS. Posadę ma stracić m.in. Andrzej Jaworski, etnolog nominowany przez PiS na prezesa Stoczni Gdańsk. Jeszcze kilka lat temu Jaworski zajmował się turystyką w Urzędzie Marszałkowskim w Gdańsku, w biznesie odnalazł się dzięki znajomości z prezydentem Lechem Kaczyńskim.

Zdaniem PO, działalność Jaworskiego szkodzi stoczni. Według polityków PiS, prezes jest świetnym menadżerem. Firma ma jednak kłopoty i z Komisją Europejską, która bada sprawę pomocy publicznej dla zakładu i z dalszym prowadzeniem samodzielnej działalności. Nadzieją jest wejście inwestora. Kilka dni przed wyborami Jaworski (jeden z kandydatów PiS do Sejmu) ogłosił, że inwestorem będzie ISD Polska, spółka Związku Przemysłowego Donbasu z Ukrainy.

Ukraińcy jeszcze nie zapłacili za udziały, bo do przejęcia kontroli nad firmą potrzebują zgody Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Urząd wyda decyzję najpóźniej na początku grudnia.

- Sytuacja zakładu jest taka, że rozważamy udzielenie kredytu kupieckiego na zakup blachy, aby można było kontynuować produkcję - mówi Konstanty Litwinow, prezes ISD Polska.

Pikietę "Solidarność" Stoczni Gdańsk zaplanowała na poniedziałek. - Zaczęła się nagonka na stocznię, jest też atak na dobrego prezesa - mówi Karol Guziewicz, wiceprzewodniczący zakładowej "S". - Będziemy protestować przeciwko Platformie, która chce wstrzymać prywatyzację naszej stoczni.

Skąd "S" dowiedziała się o tych planach?

- Gdzieś to było napisane. Nowak [Sławomir - red.], poseł Platformy, coś takiego zapowiadał - odpowiada Guzikiewicz.

- Niczego takiego nie mówiłem. Uważamy, że prywatyzacja jest konieczna, ale nie należy się z nią spieszyć - wyjaśnia Sławomir Nowak. - Warto poczekać chwilę, by nowy minister skarbu ocenił tę prywatyzację. Pośpiech PiS-wskiego prezesa stoczni nie jest tu wskazany i nie wiem, czym go tłumaczyć.

Inny poseł PO, Tadeusz Aziewicz, zaapelował wczoraj do PiS-owskich prezesów stoczni w Gdańsku i Gdyni, by podali się dymisji. - Skandalem był fakt, że zakładami kierowali politycy. Apeluję do nich o rezygnację. Tam potrzebni są menadżerowie - mówi Aziewicz. - Do stoczni powinna wkroczyć niezależna kontrola, zrobimy wszystko, żeby weszła tam Najwyższa Izba Kontroli.

"Solidarność" nie odwraca się jednak od Jaworskiego, kierownictwo związku jest wierne prezesowi. Przed rokiem popierało go w wyborach na prezydenta Gdańska.

- Damy po łapach każdemu, kto będzie chciał szkodzić stoczni. Akurat Jaworski nam pomógł. Niech nowy właściciel zdecyduje, czy ma nadal pracować - mówi Guzikiewicz.

Nowak: - Czujemy, że tu nie chodzi o stocznię, ale o obronę portfela pana Jaworskiego.

Prezes stoczni przebywał wczoraj za granicą. Poseł PiS Tadeusz Cymański uważa, że Jaworski nie powinien odchodzić z pracy. - Platforma dopiero 10 grudnia chce zastanawiać się co z koalicją, a śpieszy się jej do wymiany w spółkach państwowych. To źle wróży - mówi Cymański.

Konstanty Litwinow wyjaśnia, że prywatyzacji nie da się zatrzymać: - Gdy dostaniemy zgodę urzędu antymonopolowego, musimy wpłacić pieniądze za udziały, bo jesteśmy do tego zobowiązani. Takie zatrzymanie "na chwilę" opóźni nasze wejście do stoczni o kilka miesięcy, a ona potrzebuje pieniędzy już teraz.


Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto

tell a friend :: comments 0


Pomoc dla Kamisy

Posted by admin on 2007-10-24 06:19:18 CEST


Violetta Szostak

Chciałabym zrobić wszystko, żeby pomóc im odnaleźć się tutaj - mówi Mirosława Majerowicz-Klaus. To ona przyjęła do siebie rodzinę Kamisy, Czeczenki, która straciła trzy córeczki w czasie nielegalnej przeprawy przez granicę.

Po jasnej, ciepłej kuchni biega mały chłopiec. - Emi! Emi! - woła go kobieta, wstając zza kuchennego stołu, kiedy wchodzimy. To Kamisa.

Jest poniedziałkowy wieczór, jesteśmy w leśniczówce Emaus w Stefanowicach koło Nowego Tomyśla.

Przed miesiącem Polskę obiegła wstrząsająca wiadomość: patrol bieszczadzkiej straży granicznej natrafił w lesie na zziębniętą Czeczenkę, do piersi przyciskała małego chłopca, trzy jej córki zmarły z wycieńczenia. Chciała przedostać się nielegalnie przez granicę z Ukrainy do Słowacji, przewodnicy zostawili ją w górach z czwórką dzieci, trzy noce i dwa dni błądzili. To była Kamisa.

- Jechałam autem, kiedy podali w radiu tę wiadomość. Natychmiast zadzwoniłam do radia, zaczęłam szukać kontaktu z tą kobietą, zaproponowałam, że może u mnie zamieszkać - opowiada Mirosława Majerowicz-Klaus, poznanianka, właścicielka leśniczówki Emaus, w której prowadzi ośrodek psychoterapii dla rodzin.

Tutaj od 21 września mieszka Kamisa z niespełna trzyletnim synkiem Emim i mężem Paszą, który dojechał do nich. Czekają na status uchodźcy.

- Nie chciałam iść do obozu dla uchodźców, usłyszałam, że jakaś kobieta, Polka, chce nas przyjąć, przyjechałam... Od początku poczułyśmy się jak siostry, żyjemy jak rodzina - mówi Kamisa.

Ma 36 lat, jest piękną kobietą, patrząc na nią, trudno sobie wyobrazić, co przeszła. Na jej oczach trzy córki po kolei traciły przytomność i umierały. Dziewczynki miały 6, 10 i 12 lat. Najmłodszy Emi przeżył.

Emi biega teraz po domu w Stefanowicach. Bawi się z małą Agatą, córką gospodarzy. Jest godzina siódma wieczorem, zasiadają razem przed telewizorem i oglądają bajkę.

- Tu jest dobrze. Chcielibyśmy zostać w Polsce. Pracować. Znaleźć dom - mówią Kamisa i Pasza.

- Będzie im potrzebna pomoc. Są tu zupełnie sami. Mają teraz zasiłek, ale tylko przez jakiś czas. Chciałabym zrobić wszystko, żeby pomóc im odnaleźć się tutaj - mówi Mirosława Majerowicz-Klaus. Załatwiła już dla nich lekcje polskiego. - Muszą znaleźć jakieś zajęcie, to teraz bardzo ważne. Kamisa mogłaby uczyć się informatyki, interesuje się tym, może ktoś mógłby jej to umożliwić? - apeluje o pomoc. - Ale potrzebują też zwykłych rzeczy, bo przyjechali tak jak stali, nie mieli nic. Potrzebne im są ręczniki, pościele, ubrania, meble do domu, który może kiedyś znajdą, właściwie wszystko jest im potrzebne - dopowiada.

Kto chciałby pomóc rodzinie Kamisy, może kontaktować się bezpośrednio z Mirosławą Majerowicz-Klaus, tel. 0-68 384 17 43, 0-605 438 489.


Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań

tell a friend :: comments 0


Tuesday, October 23 2007

Zbezcześcili symbole narodowe Ukrainy

Posted by admin on 2007-10-23 14:12:12 CEST

BŁYSKAWICZNE DOCHODZENIE NA UKRAINIE

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy znają już personalia wandali, którzy w piątek na górze Howerla zniszczyli ukraińskie symbole narodowe. Dwaj z nich to Rosjanie, jeden jest Ukraińcem.

Mogę powiedzieć, że oprócz personaliów wykonawców, ustaliliśmy nazwiska organizatorów tego aktu wandalizmu. Wszyscy oni są członkami zakazanego na Ukrainie EZM i znajdują się obecnie w Rosji - powiedział szef SBU Wałentyn Naływajczenko.

W piątek członkowie Euroazjayckiego Związku Młodzieży (EZM) współpracującego z prokremlowską młodzieżówką Nasi rozbili młotkiem znajdujący się na szczycie Howerla ukraiński herb i zamienili flagę Ukrainy na flagę EZM. Wszystko to nagrali i umieścili na swojej stronie internetowej wraz ze odpowiednio mocnym komentarzem.

Nazwali Ukrainę "pseudopaństwem", Julię Tymoszenko "pomarańczową małpą" i zagrozili podobnym akcjami, jeśli stworzony zostanie koalicyjny rząd Bloku Julii Tymoszenko i proprezydenckiego komitetu Nowa Ukraina-Ludowa Samoobrona.
SBU twierdzi, że nie wszystkie zdjęcia z akcji są prawdziwe. Uważa na przykład za zmanipulowane zdjęcia odpiłowywanego z masztu tryzuba - herbu Ukrainy. Zdaniem SBU wciąż znajduje się on na miejscu, choć na opublikowanych przez EZM zdjęciach widać, że został on zniszczony.

Naływajczenko ujawnił ponadto, że akcją dowodzili zza granicy Paweł Zarifulin i Aleksander Dugin - szef i główny ideolog Euroazjatyckiego Związku Młodzieży
Zabrane dowody zostały już przekazane prokuraturze i Ministerstwu Spraw Zagranicznych. MSZ dlatego zostało zaangażowane w sprawę, bo sprawa dotyczy przestępstw popełnionych przez obcokrajowców.

Oburzenie aktem wandalizmu wyraziła wczoraj kancelaria Wiktora Juszczenki, prezydenta Ukrainy, a także Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz wielu polityków. Komentując całe wydarzenie konsul generalny Rosji we Lwowie sugerował, że sprawcami przestępstwa mogą być obywatele Ukrainy.

W razie mianowania tej pomarańczowej małpy Julii Tymoszenko premierem tzw. Ukrainy, nie będziemy w stanie powstrzymać swych ukraińskich aktywistów przed prewencyjnymi akcjami, skierowanymi przeciwko tzw. kierownictwu tego pseudopaństwa

fragment oświadczenia EZM

Członkowie EZM wieszają swoją flagę w miejsce flagi Ukrainy. (Strona rossia3.ru sygnowana przez EZM)
Fot. Strona rossia3.ru sygnowana przez EZM






Фото и видео данной акции вы сможете посмотреть на ресурсах www.rossia3.ru

tell a friend :: comments 0


NBP: Tabela kursów średnich

Posted by admin on 2007-10-23 13:32:05 CEST

Nazwa waluty Waluta Średni kurs Poprzedni średni kurs Zmiana procentowa

SDR (MFW) 1 XDR 3.9973 4.0267 -0.7301 %
dolar Hongkongu 1 HKD 0.3319 0.3323 -0.1204 %
dolar amerykański 1 USD 2.5730 2.5753 -0.0893 %
dolar australijski 1 AUD 2.2966 2.2895 0.3101 %
dolar kanadyjski 1 CAD 2.6458 2.6544 -0.3240 %
euro 1 EUR 3.6566 3.6835 -0.7303 %
forint (Węgry) 100 HUF 1.4514 1.4589 -0.5141 %
frank szwajcarski 1 CHF 2.1927 2.2116 -0.8546 %
funt cypryjski 1 CYP 6.2592 6.3041 -0.7122 %
funt szterling 1 GBP 5.2522 5.2734 -0.4020 %
hrywna (Ukraina) 1 UAH 0.5088 0.5102 -0.2744 %
jen (Japonia) 100 JPY 2.2483 2.2657 -0.7680 %
korona czeska 1 CZK 0.1346 0.1357 -0.8106 %
korona duńska 1 DKK 0.4905 0.4940 -0.7085 %
korona estońska 1 EEK 0.2337 0.2354 -0.7222 %
korona norweska 1 NOK 0.4739 0.4797 -1.2091 %
korona szwedzka 1 SEK 0.3967 0.4009 -1.0476 %
korona słowacka 1 SKK 0.1089 0.1099 -0.9099 %
lew bułgarski 1 BGN 1.8696 1.8833 -0.7274 %
lira maltańska 1 MTL 8.5156 8.5792 -0.7413 %
lit litewski 1 LTL 1.0591 1.0668 -0.7218 %
nowy lej rumuński 1 RON 1.0829 1.0838 -0.0830 %
rand (RPA) 1 ZAR 0.3768 0.3751 0.4532 %
rubel rosyjski 1 RUB 0.1033 0.1037 -0.3857 %
łat łotewski 1 LVL 5.2088 5.2501 -0.7867 %
UGW/EUR Dotyczy: Austrii, Belgii, Finlandii, Francji, Grecji,
Hiszpanii, Holandii, Irlandii, Luksemburga, Niemiec, Portugalii i Włoch


Źródło: ISI

tell a friend :: comments 0


Emigranci przesyłają do domu 8,5 mld dolarów rocznie

Posted by admin on 2007-10-23 13:30:14 CEST

Ukraińscy emigranci pracujący za granicą, w tym w Polsce, przekazują rocznie do swojego kraju prawie 8,5 miliarda dolarów. Dziennik "Dieło" pisze, że jest to 8 procent produktu krajowego brutto Ukrainy i suma prawie 2 razy większa niż bezpośrednie inwestycje zagraniczne

Dziennik zwraca uwagę, że informacja przedstawiona przez jedną z agend ONZ, oparta jest jedynie na oficjalnych danych. Nie biorą one pod uwagę pieniędzy przekazywanych za pośrednictwem znajomych i rodziny. W takim wypadku suma pieniędzy przesyłana na Ukrainę może przewyższać nawet 21 miliardów dolarów.

"Dieło" pisze, że ukraiński emigrant zarabia miesięcznie średnio 800 dolarów, najmniej w Polsce - pracując u rolnika około 500, a najwięcej w Portugalii, gdzie na budowie można zarobić nawet 1500 dolarów. Nieoficjalnie mówi się, że za granicą pracuje -na stałe i od czasu do czasu- 7 milionów Ukraińców. Szukają oni pracy najczęściej w krajach Unii Europejskiej oraz w Rosji. Oficjalne pozwolenie ma jedynie pół miliona.

tell a friend :: comments 0


Nowy system radarowy skompromituje Polskę

Posted by admin on 2007-10-23 13:26:09 CEST


Mariusz Zielke, Puls Biznesu

Straż Graniczna kupiła system łączności dla radarów, który zdaniem ekspertów skompromituje Polskę.

Straż Graniczna kupiła system łączności dla radarów, który zdaniem ekspertów skompromituje Polskę.

Przetargi w Straży Granicznej nadzoruje Lucjan Bełza, szef logistyki. Przez lata zaliczano go do grupy tzw. nikowców, zaufanych urzędników Lecha Kaczyńskiego, wywodzących się z Najwyższej Izby Kontroli. Znany amator nowinek technicznych, kiedy był szefem biura bezpieczeństwa Warszawy, chciał na przykład, by miasto patrolował samolot bezzałogowy Hobbit, którego niektórzy nazwali potem bełzolotem. W maju 2007 r., mimo wielu ostrzeżeń, zaakceptował zakup systemu transmisji danych dla radarów chroniących granicę polską i unijną. Projekt ważny, bo choć system ma kosztować pograniczników niespełna 5 mln zł, to od jego działania zależy praca nowoczesnych radarów wartych 40 mln euro.

Zdaniem wielu ekspertów, radiowa transmisja danych dla radarów byłaby dobra, ale nie w technologii, na którą uparła się Straż Graniczna. Zażądała, by system działał w tzw. nielicencjonowanych pasmach częstotliwości. Są one ogólnodostępne i niechronione, przeznaczone co najwyżej dla sieci osiedlowych, a nie do zastosowań profesjonalnych czy militarnych.

- System transmisji danych ważny dla bezpieczeństwa państwa w paśmie nielicencjonowanym to absurd, totalna pomyłka techniczna oraz ogromny wstyd dla Polski - mówi bez ogródek Krzysztof Płatek, jeden z najlepszych specjalistów od systemów radiowych w Polsce, konsultant wielu projektów radiowych, w tym dla Straży Granicznej i policji.

Jego słowa potwierdzają inni eksperci. Aleksander Orłowski, szef zakładu systemów radiowych w Instytucie Łączności, uważa takie projekty za przykład radosnej twórczości: kupmy coś, a potem jakoś to będzie.

- Pasma te nie są przeznaczone dla systemów ważnych dla bezpieczeństwa - uważa Orłowski.

Pograniczników ostrzegano wielokrotnie. Telekomunikacja Polska informowała, że system "będzie bardzo narażony na możliwość przechwycenia transmisji i jej podsłuchanie". Z kolei prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej sugerował w marcu 2007 r. Straży Granicznej "przeanalizowanie zasadności budowy" tak pomyślanego projektu. Przedstawiciele kilku różnych firm w rozmowach z "PB" określali działanie pograniczników jednoznacznie: głupota.

- Znaleźliśmy jedyne wyjście - odpiera zarzuty Lucjan Bełza, zastępca komendanta Straży Granicznej.

Część firm posądzała Straż Graniczną o ustawienie przetargu na ten system. W poprzednich, unieważnionych przetargach na łączność konkurencja była ostra. W tym wystartował tylko olsztyński Sprint. Zanim złożył ofertę, firma Biatel poinformowała straż w proteście, że specyfikacja jednoznacznie faworyzuje system Motorola Canopy. Sprint zaoferował właśnie to rozwiązanie. Ustaliliśmy, że na dwa miesiące przed rozpoczęciem przetargu Sprint przeprowadził dla funkcjonariuszy straży pokaz działania tego rozwiązania. Dlaczego jedynie tę firmę poproszono o pokaz, a potem opracowano specyfikację do tzw. nieograniczonego przetargu, którą dziwnym trafem zaakceptował tylko Sprint?

- Analizowaliśmy różne rozwiązania prawne i techniczne. Funkcjonariusze oddziału morskiego straży dowiedzieli się, że na rynku jest nowa amerykańska technologia mogąca odpowiadać naszym potrzebom. Poprosili o prezentację. Wypadła bardzo dobrze. Testowanie nowego sprzętu lub technologii to normalny tryb postępowania - tłumaczy Lucjan Bełza.

Kto polecił tę technologię? Nie wiadomo.

Sprint zapewnia, że podczas starań o kontrakt nie podejmował zakulisowych zabiegów, tylko zwykłe działania handlowe: prezentację i złożenie oferty.

Lucjan Bełza dobrze znał firmę Sprint. Ona wykonywała wszystkie etapy systemu monitoringu w Warszawie. Bełza do stycznia 2006 r. był szefem biura bezpieczeństwa stolicy oraz Zakładu Obsługi Systemu Monitoringu (ZOSM). Wielokrotnie w mediach prezentował postępy prac i nowe pomysły. Twierdzi jednak, że nie miał kontaktów z firmą.

- Jako dyrektor odpowiadałem za sprawy w skali makro w odniesieniu do aspektów bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego w stolicy - tłumaczy.

W listopadzie 2005 r. kierowany przez niego ZOSM wraz z komendą stołeczną policji zlecili Sprintowi z wolnej ręki stworzenie monitoringu opartego na łączach radiowych. Wartość umowy wynosiła blisko 10 mln zł. W kontrakcie znalazła się klauzula, że 5,6 mln zł Sprint dostanie do końca grudnia 2005 r. Nie za zainstalowanie urządzeń, tylko za ich dostarczenie do magazynu. Od tego momentu liczyła się też gwarancja na sprzęt (Sprint miał pobrać za gwarancję prawie 0,5 mln zł;). Gwarancja więc płynęła, a sprzęt w wyniku opóźnień realizacji częściowo został zainstalowany dopiero przed wakacjami 2007 r., z rocznym opóźnieniem.

- Realizacja tej umowy to zadanie policji. Nie wtrącałem się do prac komisji przetargowych i nie miałem wpływu na wybór firm w przetargach - podkreśla Bełza.

Jeden z naszych informatorów twierdzi inaczej.

- Bełzę nazywano ekscelencją i wszystko z nim konsultowano - mówi.
Pracownicy ZOSM zaprzeczają.

- Ja podpisałem umowę ze Sprintem na podstawie pełnomocnictwa dyrektora Bełzy. Za wybór wykonawcy odpowiadała policja. Co do kontaktów ze Sprintem, to dyrektor więcej im robił problemów, niż pomagał. To uczciwy człowiek, do przesady skrupulatny w przestrzeganiu procedur - mówi Jacek Gniadek, obecny szef ZOSM.

Tak samo mówi inny kluczowy pracownik ZOSM pracujący przy monitoringu. Być może więc ścieżki Lucjana Bełzy i Sprintu w Straży Granicznej zeszły się całkowicie przypadkowo.



Ciemna strona mocy

Budowę systemu łączności dla radarów - wbrew opinii wielu ekspertów - trudno będzie uzasadnić. Krzysztof Płatek twierdzi, że kupiony przez Straż Graniczną system nie spełnia warunków technicznych postawionych w przetargu, nie zapewnia wymaganej funkcjonalności i złamie prawo, przekraczając dopuszczalną według unijnych i polskich przepisów moc promieniowania. Płatek przedstawia obliczenia potwierdzające jego opinie.

Dlaczego mimo wielu ostrzeżeń kontynuowano prace? Lucjan Bełza wyjaśnia, że straż zobowiązała się w kontrakcie z wykonawcą systemu radarów do zapewnienia łączności. Gdyby jej nie zagwarantowała, wykonawca miałby na nią haka. A przy budowie systemu było już wiele przestojów i problemów.

- Technologię Motoroli wykorzystują służby graniczne USA oraz wojsko podczas działań w Iraku. Według analiz technicznych, tylko ona umożliwiała nam terminowe zrealizowanie celu: zapewnienie bezpiecznej transmisji danych dla radarów - uzasadnia Lucjan Bełza.

- Bzdura. Istnieje wiele innych sposobów. Żaden cel nie zostanie osiągnięty, bo system działający niezgodnie z prawem trzeba będzie rozebrać - mówi Płatek.

Sprint i Motorola nie zgadzają się z ekspertami i zapewniają, że projekt zrealizują zgodnie z prawem oraz z wymaganiami Straży Granicznej.

- Nie rozumiem, jak można oceniać system, który dopiero tworzymy. Ten projekt okaże się sukcesem - zapewnia Marek Kamiński, wiceprezes Sprintu.

Zobaczymy. Lucjan Bełza obiecał, że przy odbiorach technicznych będzie obecny ekspert zewnętrzny, a Sprint dostanie pieniądze za projekt dopiero wtedy, gdy wszystko będzie działać.

- Nie zadziała, bo fizyki nie da się oszukać - uważa Krzysztof Płatek. n

Krok od afery

Budowa nowoczesnych systemów ochrony granic przypomina pasmo afer i niepowodzeń. Polska chciała zrealizować dwa projekty: morski (za 40 mln euro) i lądowy (za 52,5 mln euro). Prace nad nimi rozpoczęto w 2004 r. Już w pierwszym przetargu projektu morskiego doszło do skandalu: Komisja Europejska nie zaakceptowała jego wyniku i narzuciła nam wykonawcę. Potem pojawiły się problemy z odbiorem pilotowego odcinka i z kolejnym przetargiem, który zaskarżył Tomasz Czajkowski, prezes Urzędu Zamówień Publicznych. Skargę po roku wycofał, ale proces spowodował ryzyko utraty finansowania projektu. W 2006 r. ABW zatrzymała dwóch funkcjonariuszy Straży Granicznej za rzekome nieuprawnione kontakty z oferentami.

Nasze cenne granice

3,5

tys. km Tyle liczą polskie granice z siedmioma sąsiadami. Granica morska ma 395 km.

2

tys. Tyle zatrzymano w I połowie 2007 r. osób, które przekroczyły lub próbowały przekroczyć nielegalnie granicę. Przodują obywatele Ukrainy (blisko 650 osób).


20

Tylu organizatorów nielegalnych przerzutów przez granicę zatrzymano od stycznia do lipca 2007 r. Udaremniono 33 próby zorganizowanego przerzutu ludzi.

Już pisaliśmy

"Puls Biznesu" 14 marca 2007 r., nr 52

W marcu, po bardzo krytycznych opiniach ekspertów o planach Straży Granicznej oparcia systemu ważnego dla ochrony granic na pasmach nielicencjonowanych, ostrzegaliśmy przed przyjęciem tej koncepcji. Bez skutku: system kupiono, nie prosząc o konsultacje specjalistów.

Blisko kompromitacji

O ile chroniące morską granicę radary są instalowane, o tyle poległ projekt lądowy, który miał się opierać na systemie wież z nowoczesną aparaturą. Pierwsze postępowanie z 2005 r. unieważniono z powodu banalnych błędów, potem w kolejnym wyrzucono niemal wszystkich oferentów, z kilkudziesięciu chętnych pozostawiając w grze jedno konsorcjum. Powody wykluczeń były kuriozalne: firmy zagraniczne złożyły nieprawidłowe zaświadczenia o niekaralności członków zarządów. Procedura się przeciągała, a w 2006 r. pogranicznicy tak podnieśli wymagania, że firmy złożyły oferty trzykrotnie droższe, niż przewidywał budżet (700 mln zł, zamiast 220 mln zł;). Przetarg unieważniono. Pieniądze poszły na wyposażenie pograniczników.

Mariusz Zielke


Źródło: Puls Biznesu

tell a friend :: comments 0


MSZ ma nadzieję na kontynuowanie współpracy z Polską

Posted by admin on 2007-10-23 13:19:54 CEST

Ukraiński MSZ ma nadzieję, że mimo zmiany rządów w Polsce dotychczasowe, ścisłe relacje między Kijowem a Warszawą będą kontynuowane. Także były szef ukraińskiej dyplomacji Borys Tarasiuk uważa, że stosunki polsko-ukraińskie nie zmienią się.

Ukraina wierzy, że współpraca z nowym rządem Polski (...) będzie oparta na zasadach przyjaźni - oświadczył rzecznik ukraińskiego MSZ Andrij Deszczyca na konferencji prasowej w Kijowie.

Deszczyca podkreślił przy tym, że Ukraina jest wdzięczna Polsce za poparcie i pomoc w realizacji "kursu integracji euroatlantyckiej".

- Jesteśmy przekonani, że intensywne i korzystne dla obu stron relacje między Ukrainą i Polską są podstawą i gwarancją stabilności, bezpieczeństwa i rozwoju zjednoczonej Europy - zaznaczył Deszczyca.

Były szef ukraińskiego MSZ Borys Tarasiuk uważa, że rządy Platformy Obywatelskiej nie doprowadzą do zmiany stosunków polsko- ukraińskich.

- Doświadczenie współpracy Polski i Ukrainy pokazuje, że relacje między dwoma państwami nie są zależne od zmian rządów czy prezydentów - podkreślił.

- Strategiczne partnerstwo będzie kontynuowane - powiedział Tarasiuk, który po wyborach parlamentarnych z 30 września na Ukrainie będzie deputowanym proprezydenckiego bloku Nasza Ukraina- Ludowa Samoobrona.

Tarasiuk wyraził przekonanie, że deklaracje Donalda Tuska o chęci poprawy stosunków Warszawy z Moskwą nie oznaczają pogorszenia relacji z Ukrainą. "Życzymy, by stosunki Polski i Rosji były lepsze" - powiedział.

Zdaniem Tarasiuka współpraca między rządami Polski i Ukrainy układała się poprawnie niezależnie od tego, kto stał na czele rządów w obu krajach. Wyjątkiem od tej reguły był prawie roczny zakaz wwożenia polskiego mięsa na Ukrainę, który obowiązywał od marca 2006 r. do lutego 2007 r. - przypomniał były szef ukraińskiej dyplomacji.

tell a friend :: comments 0


Litewski minister gospodarki: rurociąg Przyjaźń będzie suchy

Posted by admin on 2007-10-23 13:18:28 CEST

Litewski minister gospodarki Vytas Navickas wątpi, czy Rosja wznowi przesył ropy na Litwę przez rurociąg Przyjaźń, wstrzymany w lipcu 2006 r.

"Nasza nadzieja [na wznowienie przesyłu ropy] słabnie, ale nie ma jeszcze przekonujących informacji o tym, że drogę przesyłu zamknięto całkowicie" - Navickas powiedział w wywiadzie dla tygodnika Ekstra.

Navickas dodał, że Rosja musi poinformować Litwę i Europę, czy dostawy zostaną wznowione.
Minister twierdzi, że rosyjscy eksperci uważają rurociąg na Litwę za mało interesujący, ponieważ jego roczna przepustowość wynosi 17 mln ton ropy. Rafineria w Możejkach może przerobić do 12 mln ton, z czego 6-8 mln ton będzie eksportowane przez terminal w Butyndze.

"Skoro Rosja eksportuje 250 mln ton ropy rocznie, a Litwa stanowi 7-8% tego eksportu, jest zrozumiałe, że Rosja nie specjalnie przejmuje się odgałęzieniem Przyjaźni na Litwę" - powiedział Navickas.

Litwa wiąże duże nadzieje z budową rurociągu Odessa-Brody-Płock-Gdańsk na podstawie umowy podpisanej 10 października w Wilnie.

Po podpisaniu umowy prezydent Litwy Valdas Adamkus powiedział, że Litwa nie jest już zainteresowana wznowieniem dostaw ropy na Litwę przez rurociąg Przyjaźń.

Naviskas powiedział, że projekt przedłużenia rurociągu Odessa-Brody jest bardzo realistyczny i banki nie odmówią finansowania go.

Litwa, Polska, Ukraina, Gruzja i Azerbejdżan podpisały 10 października w Wilnie umowę, na mocy której utworzono spółkę Sarmatia. Litwa ma w spółce udział w wysokości 1% i zainwestuje w nią 100.000 litów. Pozostałe kraje zainwestują 2.5 mln litów każdy.

tell a friend :: comments 0


"Ukraina Mołoda": Polacy odrzucili jedynie słuszną linię partii

Posted by admin on 2007-10-23 13:17:08 CEST

Dziennik "Ukraina Mołoda" ocenia, że w niedzielnych wyborach parlamentarnych "Polacy odrzucili jedynie słuszną linię partii" i "wybrali drogę otwarcia i liberalnych reform".

"Polacy odrzucili jedynie słuszną linię partii rządzącej (PiS) z jej nieustającym moralizowaniem. (...) Okazało się, że do szczęścia nie wystarcza im wyłącznie polowanie na »komunistycznych grzeszników i skorumpowanych«" - skomentował publicysta Antin Borkowski. "Polacy wybrali drogę otwarcia i liberalnych reform" - dodał.

Dziennik "Hazeta24", porównując programy wyborcze PO i PiS, zauważa, że nie ma między nimi większych różnic. Zdaniem gazety rządy PO dają jednak nadzieję na normalizację relacji między Warszawą a innymi stolicami europejskimi.

"Eksperci oczekują, że polityka zagraniczna Polski będzie teraz bardziej ustępliwa wobec partnerów zewnętrznych" - czytamy.

Gazeta prognozuje jednocześnie, że stosunki Polski z Rosją nie ulegną natychmiastowej poprawie.

"Ministrem spraw zagranicznych w rządzie Tuska może zostać Radosław Sikorski. W Rosji polityk ten uważany jest niemal za wroga. Moskwa zapewne nie zapomni, jak Sikorski porównał ideę budowy gazociągu na dnie Bałtyku (z Rosji do Niemiec - PAP) do paktu Ribbentrop-Mołotow" - napisała "Hazeta24".

tell a friend :: comments 0


Strzały w konsulacie

Posted by admin on 2007-10-23 06:27:04 CEST


Włodzimierz Kalicki

21 października 1933


Stepan Bandera zarządził w 1933 r. przeprowadzenie na terenie Polski akcji antysowieckich.

Mykoła Łemyk, student pierwszego roku Wydziału Matematyczno- Przyrodniczego Uniwersytetu Jana Kazimierza, budzi się wczesnym rankiem w lwowskim hoteliku Narodna Hostynnycia. Zatrzymują się tu niemal wyłącznie Ukraińcy. Łemyk, 18-letni Ukrainiec z zamożnej rodziny ze wsi Sołów w powiecie przemyślańskim, kończy poranną toaletę, zakłada nowy garnitur i nowe trzewiki. Kupił je wczoraj po południu. Stare ubranie wkłada do podniszczonej teczki. Wyjmuje niemiecki rewolwer Ortgesch kaliber 7,65 mm, w czasie wojny światowej broń służbową niemieckiej Reichswehry. Broni tej prywatnie kupić nie sposób nawet w Niemczech. Łemyk sprawdza, czy we wszystkich komorach bębna są naboje, i wychodzi na miasto.

Po śniadaniu spotyka się z niskim blondynem, którego zna pod nazwiskiem Ksawery Brudas. Oddaje mu pakunek ze starym ubraniem. Brudas wręcza mu dokładny plan pomieszczeń konsulatu ZSRR przy ul. Nabielaka, opisuje, jak wygląda sowiecki konsul, i na odchodnym poleca, by strzelać z bliska, dwa razy.

Mykoła Łemyk jest członkiem nielegalnej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. OUN walczy terrorystycznymi metodami o utworzenie niezależnego państwa ukraińskiego. Bojowcy OUN podpalali polskie urzędy i budynki swych politycznych przeciwników w społeczności ukraińskiej, dokonywali aktów sabotażu, skrytobójczych mordów przedstawicieli władz, z których najgłośniejszym było zamordowanie przed dwoma laty posła Tadeusza Hołówki.

Napad w zeszłym roku na pocztę w Gródku Jagiellońskim, podczas którego Ukraińcy zastrzelili niewinne, postronne osoby, zakończył się kompromitacją OUN. Władzę nad organizacją w Polsce objął Stepan Bandera. Przed czterema miesiącami przywódcy OUN na tajnej konferencji w Berlinie zdecydowali, że bojowcy w Polsce - dla poprawienia nadszarpniętej po napadzie w Gródku Jagiellońskim reputacji - mają zaprzestać napadów dokonywanych dla zdobycia gotówki, a nasilić powinni akcje antysowieckie.

W ostatnich dniach września do Mykoły Łemyka zgłosił się jego znajomy, aktywista OUN, gimnazjalista Majewski, który polecił Mykole spotkać się na ul. Potockiego z łącznikiem organizacji. Łącznik ów, który przedstawił się jako Ksawery Brudas, dostarczył Łemykowi rewolwer i 30 naboi. Zapowiedział, że będzie robota, i kazał mu nauczyć się strzelać. Łemyk pojechał do rodziców na wieś i tam, w stodole, oddał pięć próbnych strzałów. Wczoraj wrócił do Lwowa i spotkał się z Brudasem. Łącznik przekazał rozkaz OUN - Łemyk ma zastrzelić sowieckiego konsula. Do polskich policjantów w żadnym wypadku strzelać nie wolno.

Przed sowiecki konsulat Łemyk dociera o 12. Na chodniku przed budynkiem stoi posterunkowy policji, obok niego kilku interesantów. Łemyk dołącza do nich. Po chwili z konsulatu wychodzi jeden z woźnych i pyta, czego chcą. Wszyscy deklarują po ukraińsku, że starają się o wyjazd z Polski na stałe, na sowiecką Ukrainę, i chcą złożyć podania o sowieckie paszporty. Woźny przynosi formularze. Petenci wypełniają je na dworze, przed drzwiami konsulatu. Co chwila mylą się, pytają o coś woźnych. Ci nie potrafią jednak udzielić wyjaśnień. Łemyk przedstawia się jako student i pomaga wypełniać rubryki formularzy. W końcu prosi woźnego, by mógł w imieniu grupki petentów porozmawiać z konsulem.

Woźny znika we wnętrzu. Po chwili wychodzi kurier konsulatu i prowadzi Łemyka do środka. Za biurkiem siedzi Aleksiej Majłow. Oficjalnie Majłow jest naczelnikiem kancelarii konsulatu, w rzeczywistości zaś - rezydentem sowieckiego wywiadu. Majłow urzędniczym żargonem pyta interesanta, dlaczego chce się widzieć z konsulem. Łemyk nie zdaje sobie sprawy, że przed nim siedzi naczelnik kancelarii, a nie konsul. Wyjaśnia, że chciałby zasięgnąć informacji w sprawie wyjazdu na sowiecką Ukrainę. Gdy kurier, który go wprowadził, wychodzi, Łemyk wyjmuje z kieszeni rewolwer i strzela dwa razy. Martwy Majłow osuwa się na podłogę.

Na odgłos strzałów z sąsiedniego pokoju wbiega pracownik konsulatu Iwan Dżugaj. Łemyk strzela do niego i trafia w rękę. Ranny Dżugaj ucieka z powrotem do swego pokoju i zamyka drzwi na klucz.

Strzały słyszy także siedzący w hallu na parterze odźwierny Gabriel Mandzij. Gdy odźwierny podbiega do drzwi kancelarii, Łemyk strzela do niego. Chybia. Pocisk tłucze szybę. Mandzij wciska na swoim pulpicie guzik alarmowy blokujący także drzwi i ucieka do piwnicy. Reszta sowieckich urzędników przekonana jest, że napastników jest wielu. Przerażeni funkcjonariusze barykadują się w swoich pokojach.

Na pierwszym piętrze otwiera się okno. Pojawia się w nim sowiecki wicekonsul Gołub i rozpaczliwie wzywa na pomoc pilnującego porządku przed konsulatem posterunkowego policji Trzemżalskiego. Policjant nie rozumie chaotycznych krzyków sowieckiego funkcjonariusza, wcześniej słyszał jednak strzały. Biegnie do najbliższego sklepu i telefonuje na posterunek. Potem wraca i próbuje wejść do konsulatu, ale drzwi są zablokowane. Elektryczny zamek odblokować może tylko odźwierny zza swojego pulpitu. Przerażony Mandzij siedzi jednak w piwnicy. Posterunkowy nerwowo szuka okna bez krat. Daremnie. Sowiecki konsulat przypomina twierdzę.

W hallu Łemyk próbuje otworzyć drzwi. On też nie potrafi dać sobie rady z elektryczną blokadą.

Zamachowiec jest w potrzasku.

Przed konsulatem zjawiają się zaalarmowani przez Trzemżalskiego policjanci. Na pytanie aspiranta Bartuzela, co się dzieje, posterunkowy Trzemżalski wyjaśnia: "Sowieccy się w środku strzelają".

Z okna na piętrze wicekonsul Gołub znów wzywa pomocy. Aspirant Bartuzel nie waha się ani chwili - rozkazuje posterunkowemu wspinać się razem z nim po kratach i rynnie na pierwsze piętro. Obaj policjanci wchodzą przez okno gabinetu wicekonsula i schodzą na parter. Na widok zaczajonego przy drzwiach wejściowych młodego mężczyzny krzyczą: "Policja! Ręce do góry!". Łemyk ma jeszcze w bębenku rewolweru dwa naboje, ale posłusznie odkłada broń i podnosi ręce. Zapytany o nazwisko przedstawia się i od razu oświadcza, że jest członkiem OUN i zamachu dokonał na rozkaz organizacji.

Policjanci wyprowadzają go. W chwilę później nadjeżdża limuzyna z przedstawicielami władz. Starosta grodzki dr Klimow i delegat urzędu wojewódzkiego referendarz Wagner składają kondolencje sowieckiemu konsulowi. Chwilę później zjawiają się sędzia śledczy i prokuratorzy. O 14 przybywa z kondolencjami wicewojewoda lwowski.

W wydziale śledczym trwa przesłuchanie Łemyka. Młody zamachowiec jest spokojny. Powtarza, że jest członkiem OUN i zamachu dokonał w imię wolnej Ukrainy.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Jewgienij ciągle za mało Polski

Posted by admin on 2007-10-23 06:19:11 CEST

Jewgienij Gielara, któremu Urząd ds. Cudzoziemców odmówił pobytu w Polsce, choć 19-latek ma tu rodzinę, będzie mógł studiować jak obywatel Polski. Zgodziły się na to władze Uniwersytetu Warszawskiego.

O sprawie pisaliśmy wielokrotnie. Jewgienijowi odmówiono prawa pobytu na dłuższy czas w Polsce w marcu, czerwcu i we wrześniu. Chłopak nie dostał wizy, groziła mu deportacja. Wizę udało się zdobyć dopiero w konsulacie polskim we Lwowie.

Kłopoty Jewgienija zaczęły się rok temu, gdy stał się pełnoletni i zaczął studia na UW. Jego matka Halina, obywatelka Ukrainy, w 2000 r. wyszła za Jerzego Kostrzewskiego. Dwa lata później sprowadziła do Polski swoich synów: Jewgienija i młodszego Igora. Wszyscy mieszkają w domu w Konstancinie-Jeziornie. Pani Halina, choć jest żoną Polaka, a jej rodzice i dziadkowie pochodzą z Polski, do dziś nie ma obywatelstwa polskiego. W 1945 r. jej rodzina została siłą wysiedlona za Bug, pani Halina dotarła do papierów, które potwierdzają historię jej rodziny, m.in. do świadectwa szkolnego ojca, dokumentów w archiwum we Lwowie stwierdzających, że rodzina została pozbawiona majątku na terenie Polski i wywieziona na Ukrainę.

Dla urzędników to jednak nie są wystarczające dowody polskiego pochodzenia. Żądali, by dostarczyła zaświadczenie z parafii rzymskokatolickiej, bo urząd przynależność wyznaniową traktuje jako jedno ze świadectw polskości.

Sprawą Kostrzewskich zajęła się Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Pilotuje ją bezpośrednio prawnik fundacji Ewa Ostaszewska. - Teraz wszystko w rękach wojewódzkiego sądu administracyjnego, do którego złożona została skarga na decyzję Urzędu ds. Cudzoziemców i wojewody, który ma podjąć decyzję w sprawie zezwolenia na pobyt w Polsce Jewgienija - mówi.

Urząd ds. Cudzoziemców nie odpowiadał na nasze pytania w sprawie Jewgienija i rodziny Kostrzewskich przez tydzień. W końcu otrzymaliśmy wyjaśnienie podpisane przez Tomasza Lipskiego, dyrektora departamentu legalizacji pobytu. Czytamy w nim, że Jewgienij nie spełnia wymogów podanych w ustawie o cudzoziemcach w przypadku osiedlenia się na terenie naszego kraju czy uzyskania obywatelstwa. Aby móc ubiegać się o pobyt na dłuższy czas, musiałby od trzech lat być mężem Polki lub przebywać na terenie naszego kraju od dziesięciu lat. Urząd twierdzi również, że według art. 5 ust. 1 pkt 2 Jewgienij mógłby starać się o osiedlenie, ale musiałby udowodnić swój związek z polskością. Przypomnijmy, że jego wniosek w tej sprawie został odrzucony między innymi dlatego, że pochodzący z Ukrainy Jewgienij nie obchodził świąt Kościoła rzymskokatolickiego (jego rodzina jest greckokatolicka). Teraz urzędnik podkreśla, że nie jest prawdą, że odmowa wynikała jedynie z faktu, iż chłopak "jest wyznania greckokatolickiego".

Lipski dodaje jednak, że cudzoziemiec nie musi rozstawać się z rodziną, bo może starać się o pobyt czasowy. To nie satysfakcjonuje Kostrzewskich. Nie chcieliby starać się o wizę dla syna co kilka miesięcy i żyć w napięciu, czy ją dostanie. - Dla urzędników liczą się tylko podpunkty, a my znów będziemy siedzieć jak na szpilkach, bo horror, jaki mieliśmy w tym roku, że w każdej chwili syna mogli deportować, będzie mógł się powtórzyć - martwi się pani Halina.


Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

tell a friend :: comments 0


Komandosi zajęli największą rafinerię na Ukrainie

Posted by admin on 2007-10-23 06:17:27 CEST

Po problemach z rosyjskim gazem na nowy prozachodni rząd Ukrainy spadły teraz problemy z ropą naftową z rosyjskiego Tatarstanu. Tamtejszy państwowy koncern Tatnieft wstrzymał dostawy surowca do największej rafinerii na Ukrainie, w której w niejasnych okolicznościach władzę przejął siłą były prezes

Od piątku ukraińska rafineria w Krzemieńczugu nie dostaje ropy z Tatarstanu, która zaspokaja 80 proc. zapotrzebowania zakładu. Rafineria jest największa na Ukrainie i ma 35 proc. udziału w tamtejszym rynku paliwowym. Może przerabiać 18,6 mln ton ropy rocznie, prawie półtora razy więcej niż rafineria Orlenu w Płocku.

Wszystko zaczęło się od nagłego zajazdu na zakład. W piątek rano do centrali rafinerii wdarło się 50 komandosów w uniformach przypominających mundury ukraińskiej jednostki antyterrorystycznej Berkut. Napastnicy pobili ochroniarzy rafinerii, zamknęli jej władze w biurowcu, a rządy nad zakładem przejął jego były prezes Pawieł Owczarenko. Został on zaocznie zwolniony z posady jesienią 2004 r., ale potem zaskarżył tę decyzję do sądu. Pod koniec września, tuż przed wyborami na Ukrainie, sąd przywrócił Owczarence stanowisko prezesa.

Zajazd wywołał skandal międzynarodowy, bo strategicznym udziałowcem rafinerii jest koncern Tatnieftt, który należy do władz Tatarstanu. Premier Tatarstanu zwrócił się do rządu w Kijowie o interwencję. Tatnieft wzmocnił wniosek, zakręcając kurek z ropą. Zamieszanie wybuchło w chwili, kiedy prozachodnie partie pomarańczowych, który wygrały wybory na Ukrainie, nie powołały jeszcze nowego rządu. Dotychczasowy milczy.

Ukraińskie i rosyjskie gazety gubią się w domysłach, o co chodzi. Wiadomo, że dotychczasowy rząd premiera Wiktora Janukowycza chciał przejąć kontrolę nad rafinerią, zarzucając tatarskim partnerom, że blokują wprowadzenie przepisów o obowiązkowych zapasach paliw. Tatnieft odrzucał zarzuty, popierany przez prezydenta Wiktora Juszczenko. Dotychczasowy minister energetyki Ukrainy Jurij Bojko jakby przewidział możliwość wstrzymania dostaw z Tatarstanu i podpisał porozumienie o dostawach surowca przez naftową kompanię Gazpromu. Na Ukrainie spekulowano, że Gazprom zostanie głównym dostawcą do Krzemieńczuga, a potem przejmie kontrolę nad tą rafinerią. Do rosyjskich koncernów należy już większość ukraińskich rafinerii.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Monday, October 22 2007

Kolejki na przejściu granicznym w Korczowej

Posted by admin on 2007-10-22 20:16:09 CEST

Na przejściu granicznych z Ukrainą w Korczowej (Podkarpackie) jest 5 km kolejka TIR-ów, a czas oczekiwania na przekroczenie granicy to ok. 25 godzin. Natomiast w Medyce (Podkarpackie) samochody ciężarowe na wyjazd z kraju czekają 8 godzin - poinformowała rzeczniczka prasowa Izby Celnej w Przemyślu Małgorzata Eisenberger-Blacharska.

Kolejki na przejściu w Korczowej spowodowane są blokadami kierowców. Przejście zablokowane było od środy do nocy z czwartku na piątek.

Kierowcy domagali się przede wszystkim zwiększenia liczby celników na przejściu. Deklarowali też poparcie dla celników, którzy domagają się podwyżki pensji.

Ich postulat zwiększenia obsady przejść został spełniony. Zarówno w Korczowej, jak i w Medyce zwiększono liczbę celników na każdej zmianie.

Polscy celnicy rozpoczęli w ubiegły czwartek protest w izbach celnych na zewnętrznej granicy Unii Europejskiej. Domagają się m.in. 1500 zł podwyżki, przywrócenia uprawnień emerytalnych oraz zwiększenia ochrony prawnej i finansowej w trakcie wykonywania pracy.

tell a friend :: comments 0


Ukraina nie może kupować gazu od Rosji po cenach rynkowych

Posted by admin on 2007-10-22 20:14:45 CEST

Ukraina nie może płacić cen rynkowych za rosyjski gaz tak długo, jak będzie on dostarczany przez spółkę Gazprom, a spółką odpowiedzialną za tranzyt jest Naftogaz Ukrainy - podał serwis prasowy Bloku Julii Tymoszenko, cytując byłego ministra gospodarki Ukrainy i kandydata bloku Serhija Terehina.

"Powinniśmy usiąść do rozmów i zastanowić się, jak będziemy wymieniać gaz na usługi tranzytowe" - powiedział Terehin.

Gaz z Rosji i Azji Centralnej na Ukrainę dostarcza szwajcarska spółka RosUkrEnergo, w której Gazprom posiada 50% udziałów, a biznesmeni Dmitrij Firtasz i Iwan Fursin posiadają odpowiednio 45% i 5%.

Naftogaz Ukrainy kontroluje ukraińskich producentów ropy i gazu. Spółka ponadto posiada monopol na tranzyt ropy i gazu przez Ukrainę, a także kontroluje podziemne magazyny gazowe w kraju.

tell a friend :: comments 0


Ukraina: PO poprawi stosunki Warszawy z UE

Posted by admin on 2007-10-22 20:13:31 CEST

Ukraina oczekuje, że zwycięstwo Platformy Obywatelskiej w wyborach parlamentarnych w Polsce przyniesie poprawę stosunków Warszawy z innymi stolicami Unii Europejskiej - powiedział analityk kijowskiego Instytutu Polityki Otwartej Maksym Stricha.

Lepsze relacje Polski z Unią są z kolei korzystne dla europejskich aspiracji Ukrainy. Deklaracje, że Warszawa jest adwokatem Ukrainy w UE, muszą być poparte silną pozycją Polaków wewnątrz Unii, a ta była w ostatnim czasie nieco zachwiana - ocenił Stricha.

Ekspert wyraził opinię, że rządy Platformy mogą być bardziej pragmatyczne wobec Ukrainy niż dotychczasowe. - Nie wiadomo, czy PO będzie kontynuować prace nad przedłużeniem rurociągu Odessa-Brody do Płocka, nie mając gwarancji napełnienia go ropą naftową - podkreślił.

Zdaniem Strichy, najważniejsze zadania nowych rządów Polski i Ukrainy (gdzie przedterminowe wybory parlamentarne odbyły się 30 września) to przygotowania do Euro 2012 oraz uregulowanie kwestii wizowych związanych z wejściem Polski do strefy Schengen.

- Obawiam się, że przyłączenie Polski do Schengen może doprowadzić do ograniczenia kontaktów między naszymi krajami. Szczególny niepokój budzi współpraca naukowo-kulturalna. Zaostrzenie reguł wydawania wiz nie będzie dla niej korzystne - powiedział Stricha.

Obywatele ukraińscy nie płacą obecnie za polskie wizy, w zamian za co Polacy podróżują na Ukrainę bez wiz.

W związku z wejściem Polski do Schengen (1 stycznia 2008 r.), od 1 grudnia polskie konsulaty na Ukrainie będą pobierać opłaty wizowe w wysokości 35 euro.

tell a friend :: comments 0


Ukraina przyspieszy integrację z NATO i UE

Posted by admin on 2007-10-22 20:12:04 CEST

Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko oświadczył, że zwycięstwo sił demokratycznych w wyborach parlamentarnych w jego kraju przyspieszy integrację euroatlantycką Kijowa.

Zwycięstwo daje nowe możliwości przyspieszenia integracji Ukrainy z NATO i Unią Europejską - powiedział prezydent podczas spotkania z przebywającym w ukraińskiej stolicy szefem Pentagonu Robertem Gatesem.

Jednym z głównych tematów rozmowy była sytuacja na Ukrainie po wcześniejszych wyborach, które odbyły się 30 września.

Chociaż największe poparcie zdobyła w nich prorosyjska Partia Regionów Ukrainy premiera Wiktora Janukowycza, rozmowy koalicyjne prowadzą ugrupowania prozachodnie: Blok Julii Tymoszenko i proprezydencki blok Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona (NU-LS).

Zgodnie z komunikatem służb prasowych Juszczenki, Gates podziękował za udział ukraińskich żołnierzy w misjach pokojowych oraz "poinformował o planach związanych z umieszczeniem elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach".

Gates przyjechał do Kijowa w związku z odbywającym się tu w poniedziałek spotkaniem Rady Ministrów Obrony Państw Europy Południowo-Wschodniej.

tell a friend :: comments 0


Ukraina: polska kampania wyborcza była brutalna

Posted by admin on 2007-10-22 20:10:40 CEST

Ukraińskie dzienniki telewizyjne zwracają uwagę na miażdżące zwycięstwo opozycji w wyborach w Polsce. Dziennikarze mówią także o wyjątkowo brudnej kampanii wyborczej.

Najpopularniejszy kanał telewizyjny - Inter poinformował, że Platforma Obywatelska zawdzięcza swoje zwycięstwo przede wszystkim młodzieży. Wśród jej zwykłych przedstawicieli wymienił syna Donalda Tuska, który jeździ starym samochodem i pracuje jako dziennikarz. Telewizja podkreśla, że na Ukrainie taka sytuacja jest prawie niemożliwa. W Kijowie dzieci polityków, w tym samego prezydenta, najczęściej obnoszą się ze swoim bogactwem, nie zawsze pochodzącym z uczciwych źródeł.

Kanał telewizyjny Inter poinformował też, że ze zwycięstwa Platformy ucieszono się w Brukseli i Moskwie. Jednak zdaniem głównego wydania wiadomości w telewizji 1plus1 stosunki z Unią Europejską i Rosją ulegną jedynie nieznacznej korekcie.
Kanał ictv skupił się przede wszystkim na kampanii wyborczej. Reporter telewizji zwrócił uwagę, że była ona wyjątkowo brudna i prowadzona przy użyciu instytucji państwowych, na przykład Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Zdaniem reportera kanału, Polakom za bardzo przypominało to czasy komunizmu, dlatego wybrali opozycję.

tell a friend :: comments 0


Na konkursie krasomówczym w ratuszu

Posted by admin on 2007-10-22 20:07:54 CEST

W niedzielę poznali się i integrowali przy ognisku. W poniedziałek walczyli na słowa. A dokładniej, na teksty wygłaszane w czystej, pięknej polszczyźnie.

W białostockim ratuszu odbyły się jubileuszowe - już 30. - wojewódzkie eliminacje konkursu krasomówczego ph. "Ojczyzna... to krajobraz" dla młodzieży. Wyśmienitą polszczyzną chwalili się nie tylko uczniowie z naszego regionu, ale też z Litwy, Ukrainy i Białorusi. 15-letnia Juliana Szyrma z Białorusi zaraz po tym, gdy wygłosiła przygotowany przez siebie tekst - wyszła z sali z wypiekami na twarzy, tak była przejęta. Tam wpadła w objęcia czekającej na nią nauczycielki.

- To debiut Juliany w takim konkursie, ale ja chyba bardziej denerwuję się niż ona. W chwili, kiedy Juliana zaczynała deklamować tekst, wyszłam z sali, bo myślałam, że mi serce z nerwów wyskoczy - przyznała się z uśmiechem Katarzyna Konczewska, która przygotowywała dziewczynę do konkursu.

Juliana mieszka w białoruskiej Lidzie, jest uczennicą szkoły średniej. Nie ma tam zajęć z języka polskiego. Dziewczyna uczyła się sama w ramach dodatkowych zajęć fakultatywnych.

- Mój tato jest Polakiem. Mam polskie korzenie i chcę dobrze mówić w tym języku, a nie byle jak. Szczerze mówiąc, nie jest dla mnie ważne, które zajmę miejsce. Bez względu na wynik cały czas będę się uczyła polskiego.

Juliana w swojej oracji opowiedziała zebranym o rodzinnym mieście, Lidzie sprzed 1939 roku.

- Wybrałam taki temat, bo Lida była przecież polskim miastem i myślę, że warto o tym przypominać - wyjaśnia dziewczyna.

Martyna Lendzioszek też po swoim występie musiała wyjść odetchnąć. Przedstawiła bardzo oryginalny temat.

- Mówiłam o duchach Podlasia dziennych i nocnych. O mamunach, wiłach, upiorach i strzygoniach - opowiada licealistka. - Zanim napisałam tekst, musiałam najpierw przeczytać kilka książek, pogrzebać w internecie. Tekstu uczyłam się tydzień. Pasjonuje mnie krasomówstwo, recytowanie i małe formy teatralne. Dlatego poświęcam na to dużo czasu. Ale na spotkania ze znajomymi czy dyskotekę też mi go wystarcza.

Martyna uczy się w drugiej klasie łomżyńskiego I LO. To jej pierwszy krasomówczy konkurs. Duchowo i merytorycznie przez cały czas wspierał ją nauczyciel polskiego, Artur Lewczuk.

Ci, którym po krasomówczym przedstawieniu opadły pierwsze emocje, wracali na salę. I już na luzie przysłuchiwali się deklamacji kolegów i koleżanek.

Napięcie wzrosło znów tuż przed zapadnięciem zmroku, gdy w ratuszu szacowne jury ogłosiło wyniki. I cóż się okazało? Nasze zdenerwowane rozmówczynie znalazły się wśród laureatów konkursu. Juliana, stawiając na opowieść o Lidzie, miała nosa: jej tekst wyróżniono za walory historyczne. Jurorom spodobała się też pomysłowość Martyny - nagrodzili ją za oryginalny temat. Nagród rozdano osiem. Dwie najważniejsze - Grand Prix i Nagrodę Publiczności - otrzymała Justyna Zapolnik z II LO w Białymstoku.

Patronat „Gazety”


Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok

tell a friend :: comments 0


Spotkania Folkowe DRYMBA DA DZYGA z Ukrainy

Posted by admin on 2007-10-22 10:17:42 CEST

Spotkania Folkowe DRYMBA DA DZYGA z Ukrainy VILLAGE KOLLEKTIV - Fama:
termin: 2007-10-27 godzina: 19:00

Bilety 15 zł przedsprzedaż, 20 zł w dniu koncertów

''Drymba-Da-Dzyga'' (Kijów, Ukraina) alter folk

Grupa ''Drymba-Da-Dzyga'' to jedno z najciekawszych zjawisk na scenie ukraińskiej muzyki folk. Zespół powstał w roku 2006 i od razu zyskał przychylne recenzje krytyków muzycznych (nazywany przez nich ''ukraińską Garmarną''), jak również został ciepło przyjęty przez festiwalową publiczność. DDD wystąpił na największych krajowych festiwalach muzycznych rock i folk (''Kraina Mriy'', ''Pidkamin'2007'', ''Slavs'ke Rock-Fest'''etc), oraz zagrać kilka tras w Polsce. M.in. został zaproszony na XIII festiwal Przystanek Woodstock, Festiwal muzyki folk ''SARI'' (Żory), ''Muzyczne działania 2007'' (Bogatynia), ''Letnia akademia filmowa'' (Zwierzyniec). Projekt tworzą profesjonaliści, znani z udziału w innych folkowych formacjach, takich jak np. ''Karpatiyany'', czy ''Wolodar''. Swój styl muzyczny grupa określa jako folk alternatywny. Muzycy łączą ostre brzmienie z melodyką tradycyjnych pieśni obrzędowych z różnych regionów Ukrainy - od Karpat po czarnomorskie stepy.


tell a friend :: comments 0


Polskie wybory - komentarze z zagranicy

Posted by admin on 2007-10-22 09:58:51 CEST

Timothy Garton Ash, brytyjski pisarz i publicysta

To dobry wynik dla Polski i dla Europy. Dla Polski - bo tak duża frekwencja i zaangażowanie w wybory to dobry znak dla demokracji. Dla Europy - bo jeśli Platforma będzie kształtowała politykę zagraniczną i europejską, to będzie ona bardziej nowoczesna i otwarta. A Europie bardzo było to potrzebne.

Sojusz z USA pozostanie ważnym elementem polskiej polityki zagranicznej, ale już nie jej wyizolowanym głównym nurtem.

Mam nadzieję, że poprawie ulegną też stosunki z Niemcami. Pogorszenie ich za rządów PiS nie wynikało z tego, że niemiecka polityka wobec Polski była zła. Oczywiście szefowa Związku Wypędzonych mówiła różne absurdalne, czasami groźne rzeczy. Ale przecież nie była to polityka kanclerz Angeli Merkel!

Dobra współpraca Polski i Niemiec jest konieczna dla wzmocnienia polityki zagranicznej Europy, która nam wszystkim tak bardzo jest potrzebna.

Jeśli chodzi o stosunki z Rosją, mamy do czynienia z absurdalną sytuacją - nie ma prawdziwej polityki europejskiej wobec Moskwy. Jest polityka brytyjska wobec Rosji, francuska, niemiecka, polska, itd. Żadna z nich nie jest skuteczna. Europa potrzebuje wspólnej, skoordynowanej polityki wobec Rosji, bo tylko taka będzie skuteczna.

W tej sprawie po zwycięstwie PO oczekuję też zmian na lepsze.

Ruprecht Polenz, CDU, szef komisji spraw zagranicznych Bundestagu

Wyniki wyborów w Polsce to sygnał, że naród chce nowego początku. Nie chce już rządu, który rozdzierał kraj. To wielka szansa na pchnięcie stosunków polsko-niemieckich mocno do przodu. Ta szansa musi zostać wykorzystana.

Polska i Niemcy muszą wrócić do tego, co budowali tacy ludzie, jak Władysław Bartoszewski, Helmut Kohl czy Johannes Rau.

Nie twierdzę, że teraz z nowym rządem zaczniemy zapominać o tragicznej przeszłości. Nie, będziemy o tym pamiętać, ale patrzeć w przyszłość i robić dobre rzeczy.

Zmiana rządu nadchodzi w dobrym momencie, w Unii Europejskiej rozwiązaliśmy najważniejsze problemy, uzgodniliśmy właśnie treść nowego traktatu. Jeśli chodzi więc o polsko-niemiecką i polsko-europejską przyszłość, jestem więc optymistą.

Angelika Schwall-Düren, SPD, wiceszefowa frakcji SPD

Bardzo się cieszę. Ze zwycięstwem PO wiążę nadzieje, że Polska znowu stanie się silnym i poważanym graczem w UE. Liczę, że stosunki polsko-niemieckie wrócą na dobre tory. Myślę, że nowy polski rząd szybko udowodni, że różni się od poprzedników i szybko ratyfikuje traktat reformujący. Jestem pod wrażeniem frekwencji wyborczej. To znaczy, że Polacy wyciągają wnioski.

Cornelius Ochmann, ekspert berlińskiej fundacja Bertelsmanna

Jestem obecnie w Moskwie, wybory w Polsce to główny temat. Jestem tym zaskoczony. W wiadomościach rosyjskiej TV wielbiono Tuska za to, że chce zmienić politykę zagraniczną wobec Rosji i Niemiec. Ja nie spodziewam się wielkich zmian merytorycznych, ale retoryka będzie inna, będzie więcej dyplomacji i mniej krzyku.

Cieszę się też, że po dwóch latach rządów ze sceny zniknął Lepper i Giertych. No i ta rewelacyjna frekwencja wyborcza.

Ta zmiana nastawi partnerów Polski do lepszego traktowania Warszawy. Będzie wam się lepiej zabiegało o swoje interesy.

Konstantin Kosaczow, szef komisji ds. zagranicznych w Dumie

Rosja jest gotowa do poprawy stosunków z Polską. Moim zdaniem wynik wyborów jest rezultatem zmęczenia Polaków konfrontacyjną polityką PiS wobec sąsiadów - nie tylko wobec Rosji, ale także wobec Niemiec. Nie możemy zlekceważyć tej świadomej decyzji polskiego społeczeństwa przeciw linii konfrontacyjnej.

Nasze obecne stosunki są chyba na najgorszym poziomie w epoce poradzieckiej. Stało się tak z wielu powodów, ale w niemałej mierze wina spoczywa właśnie na politycznym stylu braci Kaczyńskich. Na szukaniu konfliktów w polityce międzynarodowej i czepianiu się rzeczy nie najważniejszych, ale najbardziej rozdrażniających wzajemne stosunki.

Wynik wyborów daje dużą szansę na normalizację stosunków między Polską i Rosją, bo najprawdopodobniej oznacza powrót do pragmatyzmu. Nie znikną nasze wszystkie problemy czy też różnice interesów, ale przecież nawet w takich warunkach można układać pragmatyczne, a więc zrównoważone relacje. Ponadto należy mieć teraz nadzieję, że w polskiej polityce międzynarodowej powróci gotowość do działania kolektywnego, co da szanse na układanie naszych stosunków także na płaszczyźnie Rosja - Unia Europejska.

Jeszcze raz podkreślam, że jesteśmy chętni i gotowi do poprawy stosunków z Polską.


Prof. Myrosław Popowycz, filozof ukraiński:

- To nadzwyczajny wynik, który bardzo cieszy. Dla nas, Ukraińców, Polska jest bardzo ważna, bliska. Bardzo się przejmujemy waszymi kłopotami. Trochę się boję tej analogii, ale powiem, że powtórny sukces PiS-u poraziłby nas tak, jak wyborczy sukces Le Pena we Francji. To byłoby bardzo złe i miałoby fatalne skutki nie tylko dla wewnętrznego rozwoju waszego kraju, ale też dla Ukrainy.

U nas partie polityczne wciąż nie mają określonego, wyraźnego charakteru. Ja sam wciąż nie potrafię powiedzieć, jaka jest partia prezydenta Wiktora Juszczenki, jakie jest oblicze ugrupowania Julii Tymoszenko. Czy to centryści, czy prawica, a może wylęgnie się z nich skrajna prawica? To się u nas dopiero kształtuje.

A przykład Polski jest dla naszych polityków bardzo ważny. Z ogromną uwagą przyglądają się oni temu, co się u was dzieje. Triumf liberalizmu w Polsce, sukces takiej polityki będzie dla nich ważnym drogowskazem. Na pewno wyciągną wnioski z tego, że Polacy gremialnie, jak nigdy wcześniej, poszli na wybory, by zdecydowanie powiedzieć "nie" skrajnej prawicy i opowiedzieć się za polityką liberalną.


Dominique Moisi, francuski politolog

To dobry wynik dla Polski, Europy i dla stosunków między Polską a resztą Europy. Za rządów premiera Kaczyńskiego obraz Polski zagranicą bardzo ucierpiał, a teraz może się odbudować.

To także dowód, że ten rodzaj zagorzałego nacjonalizmu, jaki wyznawał wasz rząd, w krajach europejskich nie popłaca. Te wybory to było referendum nad rodzajem wulgaryzmu, jaki uprawiał polski rząd. Dziś jako Europejczyk jestem gotowy świętować powrót Polski do Europy.


Martin M. Szimeczka, słowacki publicysta, redaktor naczelny tygodnika "Respekt"

Ten wynik to sygnał dla Europy, że polskie społeczeństwo nie jest tak konserwatywne, ksenofobiczne i antyeuropejskie, jak przypuszczano. Jest także bardzo ważny dla całej Europy Środkowej, bo Polska jest dla Zachodu jej twarzą. W tych wyborach ważniejszy od wygranych jest przegrany - PiS. To, że partia braci Kaczyńskich traci władzę po dwóch latach, jest symptomatyczny.

Wygrana Platformy daje nadzieję, że kryzys, który trwa w naszej części kontynentu, kończy się, a najgorszy typ populizmu, obecny nie tylko w Polsce, ale też na Słowacji czy Węgrzech, odchodzi w przeszłość.

Rezultat waszych wyborów ma również szersze znaczenie dla całej Unii Europejskiej. Wielu członków Wspólnoty po ostatnich problemach z Polską miało już dość nowych krajów. Niechęć wobec rozszerzenia UE stała się niemal powszechna.

Dzięki temu, że w Polsce wygrało ugrupowanie Donalda Tuska, który postrzegany jest w Europie nie jako wróg, lecz jako partner, pojawia się szansa na zmianę tego negatywnego stosunku. A to bardzo ważne dla krajów, które aspirują do UE, zwłaszcza dla Chorwacji.


Vytautas Landsbergis, litewski eurodeputowany, pierwszy przywódca niepodległej Litwy

Z całego serca życzę Polsce koalicji PO-PiS. Jeśli do niej dojdzie, to Polska wzmocni swoją pozycję na arenie międzynarodowej. Taka koalicja na pewno wzmocni też rozwój demokracji w Polsce. Natomiast jeśli dojdzie do koalicji PO z lewicą, to będzie zły znak dla Litwy. Będą realizowane projekty wzmacniające pozycję Gazpromu w Polsce i na Litwie. Patrząc z perspektywy Wilna, lepiej byłoby, gdyby do takiej kolacji nie doszło.


Fernando Savater, hiszpański filozof i pisarz:

Nie znam szczegółowo sytuacji w Polsce, ale odważę się powiedzieć tyle: Mam nadzieję, że Polacy sprzeciwią się w wyborach dwóm największym groźbom - reakcyjnemu nacjonalizmowi i klerykalnemu integryzmowi. Obie te tendencje oddalają Polskę od Europy świeckiej i postępowej.

W czasach dyktatury frankistowskiej reżim miał takie hasło, które wychwalało wyjątkowość dyktatury w demokratycznej Europie: "Hiszpania jest inna". Oby po tym wyborach Polska była mniej inna niż dotąd.



Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Ciemności w mieście rakiet

Posted by admin on 2007-10-22 05:58:38 CEST

Mieszkańcy Dniepropietrowska mogą narzekać na wiele rzeczy - dziurawe ulice, brak latarni, obskurne metro... Ale to właśnie tam stoi jedyny niemal w stu procentach gotowy stadion, na którym mają być rozegrane mistrzostwa Europy w 2012 r. Na nowym obiekcie Dnipro trwają właściwie tylko prace wykończeniowe - pisze DZIENNIK.

Zainstalowano już nawet niebieskie krzesełka, na razie wciąż przykryte folią. Stadion buduje niemiecka firma Hochtief - ta sama, która była wykonawcą terminalu numer jeden na warszawskim lotnisku Okęcie. "Stadion będzie gotowy w styczniu, choć miał być oddany już we wrześniu" - opowiada DZIENNIKOWI Oleg Protasow, legendarny piłkarz jeszcze z czasów ZSRR, obecnie trener miejscowego Dnipro.

"Pomału zaczynamy już przeprowadzkę do nowego budynku, bo cały obiekt jest własnością naszego klubu. Będzie to typowo piłkarski stadion na 35 tysięcy miejsc. Czy nie boję się, że trybuny będą świecić pustkami? To zależy tylko od nas. Kiedy w 1988 r. zdobywaliśmy mistrzostwo ZSRR, to na każdym meczu był komplet kibiców. Teraz na ligę przychodzi średnio 15 tys. ludzi. Na mecze pucharowe trochę więcej. Kibiców przyciągają też gwiazdy. Jeśli kupimy jakiegoś piłkarza wielkiego formatu, to on też będzie w stanie ściągnąć więcej ludzi na nasz nowy stadion" - mówi Protasow.

Szukając wieżowca, z którego można by sfotografować obiekt z góry, przekonaliśmy się, jak Ukraina radzi sobie z bezrobociem. W każdym bloku mieszkalnym tuż przy wejściu swoją kanciapę ma dozorca, a na każdym piętrze działa "etażowa", która wypytuje, w jakim celu delikwent przyszedł, pod który numer się udaje i kiedy wyjdzie. Mnożenie etatów to ukraińska specjalność: w każdym wagonie w pociągu jedzie dwoje "prowodników", w każdym wagonie tramwaju, autobusie i trolejbusie krążą panie sprzedające bilety, w hotelach też każde piętro obstawiane jest przez kilka kobiet.

Największym szok przeżyliśmy jednak po przybyciu do treningowej bazy Dnipro - 30 km od miasta. Jechało się tam przez najbardziej zapuszczone okolice, jakie można sobie wyobrazić. Po drodze mijaliśmy opustoszałe fabryki i zniszczone wioski. Po dotarciu na miejsce nagle znaleźliśmy się w zupełnie innym świecie. Baza Dnipro położona jest w lesie. Obok nowoczesnych budynków administracyjnych wykonanych ze szkła i stali znajduje się sztuczne jeziorko oraz małe drewniane domki kempingowe, w których mieszkają piłkarze podczas zgrupowań. "Co jest w naszej bazie? Wszystko! Mamy cztery boiska treningowe, a za pięć miesięcy przybędzie nam jeszcze jedno: pod dachem ze sztuczną trawą" - opowiada Protasow.

W Polsce takie miejsca można policzyć na palcach jednej ręki. Na Ukrainie podobną bazę ma każdy klub pierwszoligowy. Wiadomo już więc, że drużyny uczestniczące w Euro 2012 będą miały na Ukrainie gdzie grać, ale także gdzie mieszkać. Dniepropietrowsk wciąż szuka swojej tożsamości. To jedno z niewielu miast na Ukrainie, gdzie na ulicach połowa ludzi mówi po ukraińsku, a połowa po rosyjsku. Jest to dziwne, bo przecież właśnie w tym miejscu znajduje się kolebka ukraińskiej państwowości. Kilkadziesiąt kilometrów od miasta na wyspie Hortycy na Dnieprze zbuntowani Kozacy założyli swoje państwo - Sicz Zaporoską. Ale sam Dniepropietrowsk założyli w XVIII w. Rosjanie. To właśnie z tym miejscem wiąże się anegdota o "wioskach Potiomkinowskich". Książe pochwalił się carycy Katarzynie II, że założył piękne miasto nad Dnieprem, "drugi Neapol". Carycy tak spodobało się to porównanie, że postanowiła natychmiast zobaczyć to cudowne miejsce. Potiomkin wpadł w panikę, bo na wzgórzach nad Dnieprem nie stał jeszcze nawet jeden dom. Zbudował więc atrapy budynków, spędził z okolicy wszystkich chłopów i żebraków i podczas wizyty Katarzyny II nowe miasto tętniło życiem. Na cześć carycy miasto zostało Jekatierinosławiem.

Minęło dwieście lat. Komuniści wymyślili nową nazwę sławiącą Pietrowa - bliskiego współpracownika Lenina. Główna ulica miasta nosi imię Marksa. Swój postument i ulicę ma też Dzierżyński i nikomu to specjalnie nie przeszkadza. Ale Dniepropietrowsk w błyskawicznym tempie się zmienia. "To nie jest już to samo miasto co 20 lat temu. I nie tylko dlatego, że mogą tu przyjeżdżać obcokrajowcy" - mówi Protasow. W rozmowie z DZIENNIKIEM trener Dnipro przypomina o specyficznym charakterze swego rodzinnego miasta, do którego nie mogli przyjeżdżać obcokrajowcy. Wszystko przez gigantyczną fabrykę rakiet. W tamtejszych zakładach zbrojeniowych pracował niegdyś Leonid Breżniew, a wiele lat później przyszły prezydent Ukrainy Leonid Kuczma, który często chwalił się, że brał udział w odpalaniu rekordowej liczby 112 wojskowych rakiet.

Dziś miasto również nie straciło politycznego znaczenia, bo właśnie w Dniepropietrowsku urodziła się była i przyszła premier Ukrainy Julia Tymoszenko. Ona też zaczynała karierę zawodową w zbrojeniówce. "Szczerze mówiąc, nigdy nie odczuwałem zbytnio, że mieszkam w zamkniętym mieście, w którym produkuje się rakiety. Życie w Dnipropietrowsku toczyło się normalnie, każdy robił swoje. Problemy zaczynały się dopiero wtedy, kiedy graliśmy w europejskich pucharach. Na nasz stadion nie mogły przyjeżdżać drużyny z zagranicy. Dlatego np. wasza Legia Warszawa w Pucharze UEFA w 1986 r. grała z nami w Krzywym Rogu" (stołeczny zespół wyeliminował wtedy Dnipro - przyp. red.) - wspomina Protasow.

Do Dniepropietrowska dotarliśmy samolotem z Kijowa. Ukraińskie linie lotnicze "Dniproavia" zakupiły niedawno do lokalnych przelotów niewielkie samoloty Embraer 145. Pachnącymi jeszcze nowością maszynami latają na razie polskie załogi. "Jesteśmy tu po to, by szkolić Ukraińców. Mamy więcej doświadczenia, bo już od wielu lat pracujemy na takich maszynach" - tłumaczył nam polski steward "wypożyczony" przez LOT do "Dniproavia". Samolot był nowiutki, ale trudno wyobrazić sobie czartery z tysiącami kibiców przed barakiem, który w tej chwili stanowi budynek lotniska w Dniepropietrowsku. Podróżowaliśmy tam razem ze szkockimi kibicami Aberdeen, które grało z Dnipro w Pucharze UEFA. Na lotnisku Szkotów było pewnie około pięćdziesięciu, ale powodowali takie zamieszanie i przerażenie u pracowników lotniska, że aż strach pomyśleć, co się będzie działo podczas Euro. Do konwojowania pijanych Szkotów na stadion nie wysłano nawet jednego milicjanta. Ukraińcy muszą poważnie się zastanowić nad zakazem sprzedaży piwa już po odprawie biletowej. Grupa pijanych Szkotów z butelkami w dłoniach paradowała po lotnisku. Gdy jeden z nich rozbił butelkę tuż przy pasie startowym, nikt z obsługi nawet nie zwrócił mu uwagi. W mieście Szkoci bawili się jednak znakomicie. Wszystkie puby i bary były w ich władaniu przez cały dzień meczu.

Jeżeli ktoś zapragnie czegoś innego i np. będzie miał ochotę pozwiedzać Dniepropietrowsk, musi to zrobić za dnia. Do północy główna aleja miasta - imienia Karola Marksa - tętni życiem, a szeroką ulicę oświetlają latarnie. Chwilę po północy czar pryska. Z powodów oszczędnościowych nagle gasną wszystkie latarnie i piękne miasto zmienia się w czarną dziurę. Dodatkowym utrudnieniem dla piechurów są wyjątkowo nierówne i dziurawe chodniki. Poruszanie się nocą po mieście samochodem też jest dużym wyzwaniem, bo przy wyłączonych latarniach można nie zauważyć jednej z wielu niezabezpieczonych studzienek kanalizacyjnych.

Ciemno było także przed meczem Dnipro - Aberdeen. Nikt nie zatroszczył się, by chociaż trochę oświetlić drogę na stadion. A ta jest po prostu niebezpieczna. Do głównego wejścia idzie się na tyłach bazaru, po ulicach walają się sterty śmieci, głównie butelek po wódce i piwie. Wszędzie leżą sterty cegieł. Gdyby w tym miejscu spotkały się ze sobą grupy wrogich kibiców, mogłoby dojść do jatki. "U nas nie ma takiego problemu jak przedmeczowe awantury" - mówi Protasow. "Jesteśmy spokojnym narodem. Widzieliście sami. U nas kibice nie szukają awantury, lecz raczej okazji, żeby zaprzyjaźnić się z kibicami innej drużyny. Jeśli nikt nas nie prowokuje, to o żadnej zadymie nie ma mowy" - twierdzi były gwiazdor m. in. Dynama Kijów i Olympiakosu Pireus.

Na stadion "Kometa", na którym obecnie gra Dnipro, można wnieść dosłownie wszystko. Milicjanci i wojsko - których jest trzy razy więcej niż przy obsłudze podobnych imprez u nas - nawet nie udają, że kogokolwiek rewidują. Dlatego na obiekcie mnóstwo jest osób pijanych. Jeżeli ktoś nie wniósł swojego alkoholu, to w budkach na stadionie może za 3 hrywny kupić piwo. Jak się jednak okazało, nie wszyscy... Podczas meczu Dnipro z Aberdeen kibice gości zostali stłoczeni w małym sektorze. Jako jedyni na całym stadionie mieli zakaz spożywania napojów wyskokowych. Szkoci mogli wyjść po coś do zjedzenia czy picia jedynie z milicyjną obstawą, która pilnowała, żeby nikt nie sprzedał im piwa. Brytyjczycy dawali sobie jednak radę. Ci, którym udało się przechutrzyć ochronę, kupione puszki piwa wkładali w skarpetki i wracali na swoje miejsca.

Wielkim problemem w Dniepropietrowsku jest też baza hotelowa. Bez rezerwacji wykonanej z kilkutygodniowym wyprzedzeniem znalezienie miejsca do spania graniczy z cudem. Szczególnie przy okazji takiego wydarzenia jak mecz. A przecież ze Szkocji przyjechało tylko 300 kibiców. Wszystkie pokoje po rozsądnych cenach były już zajęte. Jedynym miejscem, w którym mogliśmy przenocować, był luksusowy apartament za 400 dolarów. "Co jest największym problemem w naszym mieście przed Euro 2012?" - zastanawia się Protasow. "Myślę, że dziurawe ulice i brak hoteli. Mało jest u nas zieleni i fontann, czyli tego wszystkiego, co widziałem grając w Atenach. Ale przez pięć lat, które pozostały do Euro, można jeszcze dużo zrobić. Posadzenie trawy czy ułożenie nowych chodników wiele nie kosztuje" - przekonuje Protasow.

tell a friend :: comments 0


Serhij Żadan w rozmowie z DZIENNIKIEM

Posted by admin on 2007-10-22 05:57:17 CEST

Ukraiński pisarz: Cieszę się z Euro 2012
Serhij Żadan to jeden z najbardziej utalentowanym ukraińskich pisarzy młodego pokolenia. W Polsce ukazały się trzy jego książki "Big Mac", "Depeche Mode" i "Anarchy In The UKR". Z DZIENNIKIEM rozmawiał o Euro 2012. "Cieszę się jako mieszkaniec Ukrainy, bo organizacja tej imprezy otwiera przed nami nowe perspektywy, i jako kibic piłkarski" - powiedział Żadan.


Cieszy się pan, że w 2012 roku będziemy wspólnie organizować Euro 2012?
Cieszę się jako mieszkaniec Ukrainy, bo organizacja tej imprezy otwiera przed nami nowe perspektywy, i jako kibic piłkarski. Rok temu pojechałem dopingować naszą reprezentację na mistrzostwa świata do Niemiec. Na własne oczy przekonałem się, że cały kraj może nagle zacząć żyć tylko piłką. Ukraina żyje głównie polityką, ale mam nadzieję, że to się wkrótce zmieni.

Na Ukrainie futbol i polityka są bardzo blisko siebie.
Piłka to wielki biznes, a przy nim zawsze kręcą się politycy. Tak jest na całym świecie. Najlepsze przykłady to Milan czy Chelsea. Jestem jednak pewien, że politycy nie popsują nam mistrzostw. Także nasi oligarchowie zdają sobie sprawę ze znaczenia tej imprezy i na pewno pomogą w jej przygotowaniu.

Co pan sądzi o Hryhoriju Surkisie?
Nie lubiłem go za jego dawne związki z prezydentem Leonidem Kuczmą, za którego kadencji było u nas mnóstwo afer korupcyjnych. Teraz Surkis to poważny biznesmen, który dla naszej piłki zrobił wiele dobrego. Jestem pewien, że gdyby nie on, to naszej reprezentacji nie byłoby w finałach mistrzostw świata w Niemczech, nie mówiąc już o przyznaniu nam organizacji Euro 2012.

Pański Charków jest tylko na liście miast rezerwowych.
Mam jednak nadzieję, że mecze mistrzostw Europy odbędą się także u nas. Dlatego budujemy stadion na 50 tysięcy widzów, który będzie trzecim co do wielkości na Ukrainie. Jestem zagorzałym kibicem Metalistu i cieszę się, że wreszcie mamy bardzo silną drużynę. W poprzednim sezonie zajęliśmy trzecie miejsce w lidze, dzięki temu graliśmy w Pucharze UEFA. Jednym z lepszych zawodników Metalistu jest Polak Seweryn Gancarczyk.

Jak wygląda kibicowanie na Ukrainie?
Zupełnie inaczej niż w Polsce. U nas nikt nie przykłada takiego znaczenia do różnego rodzaju przyjaźni czy antagonizmów między klubami. U nas kibica na stadionie przede wszystkim interesuje sama gra. Jeśli wymyślamy piosenki, to takie, które mogą dodać otuchy naszej drużynie, a nie obrażać rywali.

Podobno często gości pan także na meczach Dynama Kijów?
Za czasów ZSRR Dynamo było ukochanym klubem wszystkich, którzy byli przeciwko Moskwie. Spotkania z moskiewskimi zespołami były dla nas niemal wojnami narodowymi. Teraz to już nie jest mój klub, choć często bywam na jego meczach, zwłaszcza w Lidze Mistrzów.

W pańskich książkach dużo jest wątków piłkarskich.
Nie da się ukryć. Ostatnio kibice Metalista podeszli do mnie na stadionie i powiedzieli, że czytali moje książki: "Są o nas" - pochwalili.

W swojej ostatniej książce "Anarchy In The UKR" wspomina pan swoją karierę piłkarską.
Byłem bramkarzem. Mieliśmy świetny zespół, zdobyliśmy nawet mistrzostwo naszego regionu, ale potem wszystko się rozpadło. Od czasu do czasu nadal zbieramy się i gramy dla przyjemności. Mam też pomysł, żeby namówić grających w piłkę pisarzy i muzyków z Polski i Ukrainy i rozegrać serię meczów w miastach, gdzie odbędą się mecze Euro 2012. Najpierw gralibyśmy mecz, a potem byłby koncert rockowy. Nie mówię oczywiście, żeby robić to w Kijowie na Stadionie Olimpijskim czy na Legii. Myślę raczej o stadionikach na 3 tys. widzów.

Wielu ukraińskich pisarzy interesuje sie piłką?
Zbieramy się regularnie i gramy mecze np. Lwów na Kijów. U nas naprawdę wielu pisarzy i poetów interesuje się piłką. Jestem pewien, że u was też by się tacy znaleźli.

Planuje pan wydanie tomu wierszy po tytułem "Maradona".
Diego jest to dla symbolem antyglobalizmu. Przeciwstawia się amerykańskiemu stylowi życia i agresywnej polityce tego kraju. To prawdziwy idol - pije, wciąga kokainę, a i tak wszyscy go podziwiają.

A wśród ukraińskich piłkarzy też ma pan swojego idola?
Moi bohaterowie to zawodnicy Dynama Kijów z 1986 r. To wtedy zainteresowałem się piłką nożną. Dwa lata później oglądałem popis reprezentacji ZSRR trenowanej przez Walerego Łobanowskiego na mistrzostwach Europy. Od tamtej pory jestem piłkarskim fanatykiem.

Widział pan jakieś mecze Polaków?
Rok temu w Niemczech o mało co nie oberwałem przez to, że kibicowałem waszej drużynie. Pamiętam, że w Lipsku razem z innym pisarzem Jurijem Andruchowyczem byliśmy na meczu Hiszpania - Ukraina. Przegraliśmy 0:4 i poszliśmy na główny plac miasta wypić coś i obejrzeć spotkanie Niemcy - Polska na wielkim telebimie. Było tam kilkanaście tysięcy ludzi. Wszyscy kibicowali gospodarzom oprócz nas dwóch. Pamiętam, jak patrzyli na nas z nienawiścią. Cieszyliśmy się z remisu, ale w ostatniej minucie Niemcy popsuli nam humory.


Artur Szczepanik

tell a friend :: comments 0


Ukraińcy: Polacy to nasi najlepsi przyjaciele

Posted by admin on 2007-10-22 05:54:08 CEST

Ukraina nie zapomina silnego wsparcia, jakie dostała od Polski w czasie "pomarańczowej rewolucji". Z sondażu dla kijowskiego tygodnika "Korespondent" wynika, że Ukraińcy uważają Polaków za swoich największych przyjaciół.

Przepytywane osoby musiały wskazać państwo najbardziej przyjazne Ukrainie. Aż 47,7 proc. bez wahania wybrało Polskę. W tym rankingu okazaliśmy się godni większego zaufania niż Rosjanie. To właśnie ten kraj wymieniany był jako drugi w kolejności. O tym, że Rosja jest przyjacielem Ukrainy, jest przekonanych 45,2 proc. ankietowanych Ukraińców.

Na najniższym stopniu podium uplasowała się Białoruś, na którą wskazało 36 proc. przepytywanych osób. Na kolejnych miejscach znalazły się Gruzja i Stany Zjednoczone.

Mimo że Ukraińcy oceniają Rosję jako swojego dobrego przyjaciela, dostrzegają również negatywny wpływ Moskwy na swój kraj. W tym samym sondażu aż 27,7 proc. badanych osób uznało, że Rosja jest wrogiem Ukrainy.

Bartłomiej Bajerski

tell a friend :: comments 0


Sejm bez Leppera i Giertycha

Posted by admin on 2007-10-22 05:50:45 CEST

Platforma bierze władzę.
Liczby, choć jeszcze nieoficjalne, mówią jasno - wybory parlamentarne wygrała Platforma Obywatelska. Ale jej przewaga nad PiS maleje z godziny na godzinę. Według cząstkowych danych PKW z 32,37 proc. obwodów z godz. 03.30, PO zdobyła 40,4 proc. głosów, a PiS - 32,63. Oprócz nich w Sejmie znajdą się też LiD (12,94 proc.) i PSL (9,73 proc.). Frekwencja wyniosła 52,62 proc. Ostateczne wyniki PKW poznamy jutro.


Nieco inaczej przedstawiają się wyniki z sondaży. Według danych PBS DGA dla TVN, z godz. 04.30, PO zdobyła 42,2 proc. głosów, PiS - 31,3, LiD 13,1, a PSL - 9 procent. Do parlamentu nie dostaną się kandydaci LPR i Samoobrony.

Odmienne wyniki przynosi sondaż OBOP dla TVP i "Rzeczpospolitej" z godz. 02.00. PO zdobyła 43,1 procent głosów, PiS - 30,9, LiD - 13,2, a PSL 8,6 procent głosów.

Frekwencja, według sondaży, wyniosła 55,6 proc. (PBS) i 53,2 proc. (OBOP).

W Sejmie Platforma, ale bez bezwzględnej większości Te różnice oznaczają nieco odmienny podział parlamentu. Według PKW, oznacza to, że w Sejmie Platforma zdobyłaby 194 mandaty, PiS - 173. Do Sejmu weszłyby również LiD z 49 posłami i PSL - z 41. Załapałaby się również Mniejszość Niemiecka, która ma szanse na 2 mandaty.

Według OBOP, PO dostanie 223 mandaty, PiS - 158, LiD - 53, a PSL będzie miał 27 posłów. Według sondażu PBS, Platforma może liczyć na 220 miejsc w Sejmie, PiS - 155, a LiD - 52. "Stan posiadania" Polskiego Stronnictwa Ludowego wynosi w tym przypadku 32 mandaty.

Senat dla PO W Senacie również wygrywa PO. Według PKW, dostałoby się tam 54 polityków PO, 43 z PiS. Po jednym wprowadzilby Mniejszość Niemiecka, PSL i LiD.

Według PBS, Platforma powinna mieć 63 senatorów, PiS - 32, LiD - 3. Dwa mandaty otrzymają senatorowie niezależni. Według TNS OBOP, PO ma 70 mandatów, PiS - 19, LiD - 7, LPR - 1, a 3 mandaty przypadną innym ugrupowaniom.

Rząd będzie koalicyjny Sondaże nie pozostawiają wątpliwości, że do utworzenia większościowego rządu Platforma będzie potrzebowała koalicji. Ale Donald Tusk będzie mógł przebierać w przyszłych partnerach. Wystarczy już przymierze z PSL. Choć oczywiście koalicja PO-PiS mogłaby dowolnie zmieniać Polskę, bo miałaby większość pozwalającą na zmianę konstytucji. Ale na razie wejście do rządu wykluczył Jarosław Kaczyński.

Prezydent może wszystko Rząd PO-PiS miałby jeszcze jedną przewagę nad innymi koalicjami - zapewnione dobre stosunki z prezydentem. Jeśli Platforma będzie rządzić, a PiS będzie w opozycji - los każdego prezydenckiego weta będzie zagadką. Bo z jednej strony PiS nie będzie miało wystarczającej liczby głosów, by je podtrzymać, ale też PO nie będzie miała wystarczającej siły, by je odrzucić.

Wyborca PO - młody mieszczuch z Zachodu Platforma wygrała niemal w całej Polsce. PiS uzyskał lepszy wynik tylko w trzech wschodnich województwach (Podlaskie, Lubelskie, Podkarpackie) i w Świętokrzyskiem. Na Prawo i Sprawiedliwość głosowała też większość mieszkańców wsi. Słupki sondaży są korzystniejsze dla Platformy Obywatelskiej we wszystkich grupach wiekowych poza ludźmi starszymi - powyżej 60. roku życia.

Polacy zagłosowali nogami Jedno jest pewne - tym razem Polacy się zmobilizowali. Do wyborów poszło - według PKW - 52,62 proc. Polaków. Według PBS - 55,3 procent uprawnionych. Najwięcej od 16 lat i o 15 procent więcej niż dwa lata temu. Wtedy frekwencja wyniosła 40,57 procent. Optymistyczne były już doniesienia o frekwencji za granicą. Za oceanem do urn poszło 80 proc. uprawnionych. W niektórych miejscach, żeby oddać głos, trzeba było czekać w długich kolejkach. W Dublinie nawet 3,5 godziny.

Przedłużona cisza Politycy i wyborcy rekordowo długo czekali na przynajmniej sondażowe wyniki wyborów. Państwowa Komisja Wyborcza przedłużyła ciszę wyborczą i popsuła szyki telewizjom przygotowującym wieczory wyborcze. W dwóch komisjach wyborczych w Warszawie zabrakło kart do głosowania i trzeba było dać szansę głosowania ludziom, którzy nie mogli tego zrobić do 20.00. Ostatecznie wyniki sondaży można było podać o 22.55.

tell a friend :: comments 0


Antyukraiński wandalizm sterowany z Moskwy

Posted by admin on 2007-10-22 05:46:50 CEST


Wacław Radziwinowicz

Bojówkarze kierowanego z Moskwy, współpracującego z prokremlowską młodzieżówką "Nasi" Euroazjatyckiego Związku Młodzieży sprofanowali ukraińskie symbole państwowe na Howerli, najwyższej górze Ukrainy.

Zagrozili podobnymi atakami, jeśli - jak to określili - "pomarańczowa małpa", czyli Julia Tymoszenko, zostanie premierem.

Związek, którego głównym ideologiem jest znany rosyjski nacjonalista Aleksandr Dugin, sam triumfalnie przyznał się do przeprowadzenia akcji na szczycie położonym w beskidzkim masywie Czernohora. "Siłami specjalnego oddziału górskiego EZM na górze Howerła został spiłowany i sprofanowany symbol okupacji Ukrainy - Tryzub" - czytamy w oficjalnym komunikacie Związku. Chodzi o herb Włodzimierza Wielkiego, który w 988 r. ochrzcił Ruś.

„Została zlikwidowana tablica pamiątkowa sekciarskiej Cerkwi ukraińskiej, rozbity granitowy znak upamiętniający tak zwaną »konstytucję Ukrainy «. Na miejscu symbolu kolaborantów ukraińskich, czyli sztandaru żółto-błękitnego, wciągnięto na maszt flagę Euroazjatyckiego Związku Młodzieży. Góra Howerła została nazwana Szczytem Stalina” - wyliczają swoje „bojowe zasługi” nacjonaliści, głosząc chwałę bojówkarzy, którzy po udanej akcji bezpiecznie wrócili do Rosji.

Sterowany z Moskwy akt wandalizmu wzbudził ogromne oburzenie na Ukrainie. Howerła jest dla naszych sąsiadów ważnym symbolem narodu i państwa. Na górę wznoszącą się 2061 m nad poziomem morza stale wspinają się grupy młodzieży z flagami narodowymi. Wiktor Juszczenko swą prezydencką kampanię wyborczą w 2004 r. rozpoczął od patriotycznej pielgrzymki na ten szczyt.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy prowadzi śledztwo w sprawie sprofanowania Howerli i twierdzi, że jego sprawcami są dwaj obywatele Rosji i jeden obywatel Ukrainy.


Źródło: Gazeta Wyborcza


tell a friend :: comments 0


Unijna polityka, polskie wątpliwości

Posted by admin on 2007-10-22 05:44:54 CEST


Rozmawiał Konrad Niklewicz

Nowe unijne przepisy w sprawie imigracji pracowników nie rozwiążą polskich problemów. Na odwrót, mogą wywołać dodatkowe kłopoty - przestrzega w rozmowie z "Gazetą" minister pracy Joanna Kluzik-Rostkowska

Konrad Niklewicz: W tym tygodniu Komisja Europejska przedstawi projekty nowych dyrektyw, które mają zmienić zasady przyjmowania i zatrudniania imigrantów dla Unii. A w 2008 r. czeka nas kolejna dyrektywa - o imigracji tymczasowej. Co te reformy oznaczają dla polskiego rynku pracy?

Joanna Kluzik-Rostkowska: Nie wiem jeszcze, co 23 października Komisja Europejska położy na stole. Ale boję się, że te nowe dyrektywy nie rozwiążą naszych problemów. I możemy mieć spory kłopot, bo te dyrektywy będą przyjmowane zwykłą większością głosów. Sama Polska nie będzie w stanie ich zablokować. Na szczęście nie tylko my zgłaszaliśmy zastrzeżenia co do planów Komisji.

Co najbardziej nas niepokoi?

- Diabeł tkwi w szczegółach. Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Franco Frattini dawał do zrozumienia, że jednym z ważnych elementów dyrektywy o pracownikach wysoko kwalifikowanych [jedna z dwóch dyrektywy, które poznamy 23 października] będzie tzw. niebieska karta, czyli specjalne prawo do pobytu i pracy dla tych pracowników spoza Unii, którzy posiadają "szczególne kwalifikacje" potrzebne dla unijnej gospodarki. [Posiadacz niebieskiej karty mógłby swobodnie podróżować po Europie i szukać pracy w każdym państwie UE]. Bardzo chciałabym wiedzieć, kto konkretnie będzie te niebieskie karty wydawał. I czy ta weryfikacja będzie na tyle solidna, by naprawdę potwierdzała kwalifikacje pracownika.

Jest jeszcze jeden problem. Od zeszłego roku w Polsce zaczęło się wreszcie dobrze dziać na rynku pracy. Mamy sygnały, że Polacy zaczynają wychodzić z szarej strefy. I boję się, że jeśli my teraz zbyt gwałtownie otworzymy drzwi dla pracowników z państw trzecich, to polscy specjaliści będą musieli wrócić do szarej strefy albo wyjeżdżać z kraju, bo będą konkurować z imigrantami gotowymi pracować za niższe pensje. Na słabości naszego rynku nie możemy nakładać niekontrolowanego napływu imigracji.

Ilu cudzoziemców pracuje nielegalnie w Polsce, a ilu legalnie?

- Nie wiemy, ilu jest nielegalnie zatrudnionych cudzoziemców. Wiemy za to, że w całym 2006 r. wydaliśmy cudzoziemcom 10 754 zezwoleń na pracę na ponad 14 tys. złożonych wniosków. To faktycznie niewiele.

Dziś otrzymanie zezwolenia na pracę w Polsce jest dość skomplikowane. Wiąże się to z kosztem rzędu płacy minimalnej [czyli ok. 936 zł] . My obniżymy tę opłatę do 100 zł. I wprowadzimy nowość: zezwolenie na pracę nie dla konkretnego pracownika, ale na stanowisko. Tak, żeby pracodawcy łatwiej było zmieniać pracowników, gdyby okazało się, że zatrudniony cudzoziemiec nie spełnił oczekiwań i trzeba sprowadzić innego.

Nie czekając na unijne reformy, sami wprowadziliśmy ułatwienia dla pracowników z Ukrainy, Białorusi i Rosji. Od lipca mogą oni pracować przez trzy miesiące bez formalnego pozwolenia, a tylko na podstawie oświadczenia złożonego przez pracodawcę. Jakie są efekty tej zmiany?

- Okazało się, że nie ma zbyt wielu osób, które chcą z tych wprowadzonych w lipcu ułatwień skorzystać. Sierpień był pierwszym pełnym miesiącem, w którym ta nowa regulacja obowiązywała. I w tym miesiącu pracodawcy złożyli 3815 oświadczeń o zamiarze zatrudnienia cudzoziemców. Najwięcej tych oświadczeń dotyczyło Ukraińców - 3470. W podziale na branże lub zawody 1262 osoby zostały zatrudnione w rolnictwie, nieco ponad 1000 - w budownictwie. Ale trudno się spodziewać cudownych zmian w takim sektorze, w którym dominowało zatrudnienie na czarno.



Rewolucja w imigracji

Decyzja o stworzeniu unijnej polityki imigracyjnej zapadła jeszcze dwa lata temu. Jednak dopiero w tym roku Komisja Europejska zaczęła ujawniać projekty dyrektyw, które tę nową wspólnotową politykę wcielą w życie.

Na pierwszy ogień poszła tzw. dyrektywa Frattiniego - od nazwiska wiceprzewodniczącego KE odpowiedzialnego za sprawy wewnętrzne i sprawiedliwość. Projekt tej dyrektywy przedstawiony w maju przewiduje, że w całej UE zharmonizowane zostaną zasady karania tych przedsiębiorców, którzy zatrudniają imigrantów nielegalnie przebywających na terenie UE. Dodatkowo dyrektywa narzuciłaby państwom UE obowiązek masowego kontrolowania firm (10 proc. wszystkich przedsiębiorstw rocznie). Harmonizacja kar miałaby iść w górę, w stronę np. przepisów obowiązujących w Holandii, gdzie grzywny za zatrudnianie nielegalnych imigrantów sięgają dziesiątek tysięcy euro, a w szczególnych przypadkach grożą kary więzienia. Bruksela przekonuje, że taka harmonizacja zahamuje napływ nielegalnych imigrantów (głównie z Afryki i Azji), bo zniknie ekonomiczny magnes: łatwa do zdobycia praca na czarno.

Przeciwko takiemu podejściu już teraz protestuje wiele państw z Polską na czele. Polski rząd twierdzi, że największym problemem jest nie zatrudnienie nielegalnych imigrantów, ale nielegalne zatrudnienie w ogóle.

Komisja nie pozostała głucha na te głosy i 23 października ma przedstawić kilka propozycji (ale nie w formie projektu dyrektywy) służących ograniczaniu szarej strefy.

Sprawy związane z imigracją pozostaną jednak głównym obiektem zainteresowania. Kolejne dyrektywy, które będą prezentowane 23 października, mają natomiast ułatwić życie tym pracownikom z krajów trzecich, których gospodarka europejska potrzebuje.

Szczególne znaczenie ma mieć dyrektywa o pracownikach wysoko kwalifikowanych. Ma ona wprowadzić europejskie zezwolenie na pracę (już nazywane niebieską kartą, na wzór amerykańskich zielonych kart), które będzie imigrantowi umożliwiało legalne zatrudnienie i zamieszkanie w dowolnie wybranym państwie UE.

Na 2008 r. planowana jest prezentacja dyrektyw o pracownikach sezonowych, stażystach oraz pracownikach delegowanych w ramach jednej firmy. Pierwsza z tych trzech dyrektyw ma wprowadzić zasadę migracji cyrkulacyjnej: obywatele niektórych wybranych państw trzecich (np. Ukrainy) otrzymają zezwolenie na regularne, ograniczone w czasie przyjazdy do pracy w Europie. Przykładowo, dwa razy do roku, po trzy miesiące.

Komisja Europejska przekonuje, że cały pakiet dyrektywy - gdy już zostanie wdrożony w życie, zapewne nie wcześniej niż w 2010 roku - zasadniczo zmieni trendy imigracyjne: przede wszystkim ograniczy napływ niechcianych, niewykształconych osób, przyciągnie zaś imigrantów z kwalifikacjami.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Podwójne święto w lubelskiej cerkwi

Posted by admin on 2007-10-22 05:43:09 CEST


Marcin Bielesz

Wyznawcy prawosławia w święto ikony Matki Boskiej Lubelskiej uczcili także jubileusz istnienia cerkwi pw. Przemienienia Pańskiego.

Równo czterysta lat temu położono kamień węgielny pod budowę świątyni. Od sobotniego wieczora wierni przez całą noc czuwali w cerkwi przed kopią ikony Matki Boskiej Lubelskiej. Oryginał zawisł tam w 1633 roku, gdy świątynię konsekrował metropolita kijowski Piotr Mohyła, który w XVII w. odnowił pozycję prawosławia zdelegalizowanego w Rzeczypospolitej pod koniec XVI wieku. Od tamtego czasu lubelska ikona, która była darem braci Konstantego i Iwana Ostrogskich, jest szczególnie czczona i adorowana.

Wczoraj po liturgii słowa, którą poprowadził zwierzchnik polskiego Kościoła prawosławnego metropolita warszawski Sawa, wierni przeszli z ikoną dookoła świątyni.

Niestety dziś w cerkwi przy ul. Ruskiej wisi jedynie kopia ikony Matki Boskiej Lubelskiej. Oryginał wywieziono z Lublina w głąb Rosji w 1915 r. w czasie ewakuacji społeczności prawosławnej (wówczas głównie rosyjskojęzycznej). Ikona i całe wyposażenie cerkwi zdeponowano na Kremlu w monasterze Czudow. Gdy Moskwę i władzę w Rosji przejęli komuniści w ramach walki z religią wysadzili monaster w powietrze. Wszystko, co było wewnątrz, przepadło. Kopia wisząca dziś w cerkwi zawisła w świątyni po I wojnie światowej, gdy w 1920 r. reaktywowano życie religijne prawosławnych w Lublinie.

Gośćmi sobotnio-niedzielnych uroczystości w lubelskiej cerkwi byli wierni i duchowni z całej Polski, a także z Białorusi i Ukrainy. Oprócz nich w uroczystościach w świątyni przy ul. Ruskiej uczestniczyli dostojnicy polskiego autokefalicznego Kościoła prawosławnego z Brazylii: Chryzostom - arcybiskup Rio de Janeiro, i Ambroży - biskup Recife.


Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin

tell a friend :: comments 0


Ukraina - zagłosowało już ok. 800 Polaków

Posted by admin on 2007-10-22 05:40:01 CEST

Do godzin popołudniowych w lokalach wyborczych na terenie konsulatów RP na Ukrainie swój głos w wyborach do Sejmu i Senatu oddało ok. 800 osób.

Do godz. 16.00 (15.00 czasu polskiego) głosowało u nas grubo ponad 60 proc. ogólnej liczby wyborców, która stanowi 380 osób - powiedział przewodniczący obwodowej komisji wyborczej w Kijowie, Grzegorz Proszczuk.

Głosujący tu obywatele RP to w większości przedstawiciele i pracownicy firm handlowych, reklamowych oraz sektora bankowego. W kijowskim okręgu konsularnym przebywa także wielu duchownych.

W drugiej co do wielkości komisji wyborczej na Ukrainie, we Lwowie poinformowano PAP, że do godzin popołudniowych głosowało 300 osób. Oprócz Polaków, którzy mieszkają tam ze względu na pracę czy interesy, na głosowanie przychodzili także polscy turyści.

W trzech innych komisjach obwodowych na Ukrainie, w Łucku, Charkowie i Odessie głosujących było znacznie mniej. Na listy wyborców zarejestrowało się tam odpowiednio 60, 90 i 60 osób.


tell a friend :: comments 0


PKW: zwycięstwo PO, frekwencja 53,15 proc.

Posted by admin on 2007-10-22 05:37:25 CEST

PKW na podstawie nieoficjalnych danych z 11,32 proc. lokali wyborczych podała po godz. 2 wyniki wyborów parlamentarnych


Lider PO Donald Tusk podczas wieczoru wyborczego w Centrum Biurowym Fokus po ogłoszeniu wstępnych wyników wyborów do parlamentu. Fot. Tomasz Gzell/PAP



Frekwencja według PKW wyniosła 53,15 proc.

Partie uzyskały następujące poparcie:

PO: 41,1 proc.

PiS: 31,63 proc .

LiD: 14,04 proc.

PSL: 8,83 proc.

Samoobrona: 1,62 proc.

LPR: 1,28 proc.

PPP: 1,1 proc.

Partia Kobiet: 0,15 proc. poparcia.

tell a friend :: comments 0


Saturday, October 20 2007

Kolejki na przejściach granicznych w Medyce i Korczowej

Posted by admin on 2007-10-20 20:42:32 CEST

Na podkarpackich przejściach granicznych z Ukrainą nadal są długie kolejki. W Korczowej jest 10 km kolejka TIR-ów, a czas oczekiwania na przekroczenie granicy to ok. 40 godzin. W Medyce kolejka sięga 1,5 km. Czas oczekiwania tam, to ok. 15 godzin - poinformowała rzeczniczka prasowa Izby Celnej w Przemyślu Małgorzata Eisenberger-Blacharska.

Kolejki spowodowane są blokadami kierowców. W Korczowej blokada trwała od środy, a przejście zostało odblokowane w nocy z czwartku na piątek. Medyka blokowana była w czwartek przez około godzinę.

Kierowcy domagali się przede wszystkim zwiększenia liczby celników na przejściu. Deklarowali też poparcie dla celników, którzy domagają się podwyżki pensji. Ich postulat zwiększenia obsady przejść został spełniony. Zarówno w Korczowej, jak i w Medyce, zwiększono liczbę celników na każdej zmianie.

Polscy celnicy rozpoczęli w ubiegły czwartek protest w izbach celnych na zewnętrznej granicy Unii Europejskiej. Domagają się m.in. 1500 zł podwyżki, przywrócenia uprawnień emerytalnych oraz zwiększenia ochrony prawnej i finansowej w trakcie wykonywania pracy.

Kolejki powinny zostać rozładowane podczas tego weekendu.

tell a friend :: comments 0


Ukraińska armia żegna onuce

Posted by admin on 2007-10-20 20:40:11 CEST


Wacław Radziwinowicz

Od teraz Ukraińcy będą maszerować do NATO w skarpetach oraz nowych, lekkich kamaszkach.

Na uroczyste pożegnanie onuc ministerstwo obrony zaprosiło gości do kijowskiego Ośrodka Wojsk Lądowych. Tam w łaźni pluton żołnierzy zrzucił z nóg onuce, czyli prostokątne kawałki tkaniny, którymi wojskowi jeszcze carskiej, a potem Czerwonej i przez ostatnie 15 lat także ukraińskiej armii owijali bose nogi, zanim wsunęli je w wykonane z twardej sztucznej skóry trepy.

Potem bosy pluton naciągnął na stopy skarpetki i obuł się w nowe, znacznie lżejsze i wygodniejsze buty.

Stara onuca jako eksponat trafiła do muzeum, przy wejściu do którego odsłonięto tablicę upamiętniającą wczorajszą uroczystość. Potem było widowisko teatralne poświęcone onucom. Był pokaz onuc, bajki i wiersze o onucach.

I oczywiście anegdoty o brudnych szmatach, które przez wieki zatruwały powietrze koszar. Aktorzy przebrani w mundury Armii Czerwonej opowiadali o legendarnym radzieckim szpiegu z serialu "17 mgnień wiosny", Maksie von Stirlitzu, którego esesmani torturowali, każąc mu godzinami wąchać stare onuce.

Ukraińcy naprawdę mają się z czego cieszyć. Pożegnanie z onucami i trepami, które wciąż kaleczą stopy żołnierzy rosyjskich i białoruskich, to symbol tego, że siły zbrojne ich kraju zrywają ze starymi radzieckimi wzorcami, zgodnie z którymi armia nie dbała ani o wygodę, ani o życie swych ludzi. Wielka w tym zasługa wytrwale, choć od ponad dwóch lat bez rozgłosu pracującego ministra obrony Anatolija Hrycenki, zdecydowanego zwolennika wejścia Ukrainy do NATO.

Za czasów Hrycenki czas służby poborowego skrócono z 18 do 12 miesięcy, a liczebność sił zbrojnych zmniejszono z 265 do 200 tys. Już w przyszłym roku armia Ukrainy ma być złożona wyłącznie z żołnierzy zawodowych, trzecią jej część mają stanowić jednostki sił szybkiego reagowania wyszkolone i umundurowane według standardów NATO.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Friday, October 19 2007

Trzy zagraniczne spółki na GPW jeszcze w tym roku

Posted by admin on 2007-10-19 14:13:27 CEST

Jeszcze trzy zagraniczne spółki mogą zadebiutować na warszawskiej giełdzie w tym roku, a najpóźniej w pierwszych tygodniach 2008 r. - powiedział w piątek dziennikarzom prezes GPW Ludwik Sobolewski.

Dwie z nich mają być notowane w Warszawie na zasadzie dual listingu, a więc jednocześnie na dwóch giełdach. Dla trzeciej z nich Warszawa ma być jedynym parkietem notowań. Będą to spółki z Wielkiej Brytanii i Ukrainy - poinformował Sobolewski.

Wśród spółek zagranicznych, które planują debiut na warszawskiej giełdzie jest m.in. spółka brytyjska z ormiańskim zarządem.

"Mówimy do widzenia Warszawie, jako rynkowi lokalnemu" - powiedział Sobolewski. Jego zdaniem, coraz więcej będzie spółek zagranicznych debiutujących w Warszawie.

Na GPW zadebiutowała w piątek Plaza Centers, pierwsza spółka notowana jednocześnie na głównych rynkach giełd: londyńskiej i warszawskiej. Plaza Centers to 7. zagraniczna spółka debiutująca na GPW w tym roku i 18 zagraniczna spółka notowana w Warszawie. Piątkowy debiut to jednocześnie 58. debiut w br. na warszawskiej giełdzie.

Plaza Centers jest deweloperem centrów handlowo-rozrywkowych w Europie Środkowo-Wschodniej.

tell a friend :: comments 0


Domaganie się przeprosin za Katyń to bezsens

Posted by admin on 2007-10-19 12:19:59 CEST

"Domaganie się przeprosin za mord w Katyniu to kompletny bezsens" - pisze w swoim blogu w Onet.pl Janusz Korwin Mikke

"Podczas wczorajszej debaty na Politechnice Gdańskiej tłumaczyłem, że Polska w stosunku do Rosji powinna stanowczo dbać o swoje interesy – natomiast nie można tej polityki opierać na nieustannym wypominaniu a to rzezi Pragi, a to Katynia" - pisze Korwin Mikke.

"Domaganie się przeprosin za mord w Katyniu to kompletny bezsens, gdyż (a) Związek Sowiecki zdążył jeszcze przed rozwiązaniem się za ten mord oficjalnie przeprosić – a jeśli idzie (b) o Rosję, to sami bolszewicy wymordowali Rosjan nie 20.000 lecz ponad 20.000.000, w tym sam Dzierżyński, Polak przecież, mordował ze swoją CzeKa dziennie tylu Rosjan, ilu Polaków zginęło w Katyniu! Wymordowano kwiat rosyjskiej arystokracji, burżuazji, kułaków (czyli przodujących rolników) – a potem jeszcze Stalin wymordował kilkanaście milionów. Rosjanie po prostu nie rozumieją naszych narodowych pretensyj" - czytamy w blogu polityka UPR.

Link do bloga tutaj

tell a friend :: comments 0


Reklamowy gwałt na zabytkach

Posted by admin on 2007-10-19 10:31:22 CEST


Dariusz Bartoszewicz, Tomasz Urzykowski

Niewidzialna ręka rynku w ogromne płachty zapakowała dwie narożne kamienice u zbiegu Krakowskiego Przedmieścia i ul. Miodowej. Jedno jest pewne: reklamy zawisły nielegalnie

Tuż obok jaśnieje wspaniała klasycystyczna fasada kościoła św. Anny, stoi kolumna Zygmunta, za nią Zamek Królewski i Stare Miasto. Wielkie reklamy pasują tu jak pięść do oka. Na ich rozwieszenie nie wydał zresztą zgody Stołeczny Konserwator Zabytków. A przy Krakowskim Przedmieściu taka zgoda jest niezbędna.

- To jest czysta samowola - ocenia stołeczny konserwator Ewa Nekanda-Trepka.

Na lewym rogu reklamuje się telewizja publiczna. Płachta zasłania wszystkie piętra z wyjątkiem parteru i dachu, zawija się wokół narożnika, pokrywając blisko połowę elewacji od strony Miodowej. Z prawego narożnika (Krakowskie Przedmieście 79) przez trzy piętra pruje wydrukowana na siatce toyota. Zawisła na jednej z najcenniejszych kamienic klasycystycznych - Roeslera i Hurtiga z lat 1784-85 projektu architekta Szymona Bogumiła Zuga. Był to pierwszy dom w Polsce, w którym od razu zaprojektowano witryny sklepowe i miejsca na szyldy reklamowe. Budynek zniszczony w 1939 r. został odbudowany. By zamocować reklamę, "niewidzialna ręka rynku" uszkodziła najpierw zabytkową elewację. Wywierciła dziury, wkręciła stelaż ze stali. Tuż przy dolnym żelastwie budynek jest pęknięty.

- Taka reklama jest dopuszczalna, gdy prowadzony jest remont elewacji albo dachu, a ona wisi na rusztowaniach. Poza tym, przekaz reklamowy powinien zajmować tylko część banneru, zaś resztę - odwzorowanie elewacji budynku - mówi Ewa Nekanda-Trepka.

Dawna kamienica Roeslera i Hurtiga służy teraz jako biurowiec. Mieści się w nim m.in. redakcja "Nowej Wsi Europejskiej", Centrum Zapoznawcze "Duet" i biuro tłumaczeń. Na samej górze jest siedziba firmy Labimex.

- Czyj to budynek? - pytam.

- Właściciela nie ma. Spór toczy się w sądzie. Kiedyś mieściła się tu centrala handlu zagranicznego, ale została sprywatyzowana. Firma Labimex ma go w zarządzie. Zajmujemy się handlem wyrobami optycznymi i laboratoryjnymi. Reklama na pewno wisi legalnie. W takim miejscu nie robilibyśmy przekrętów - przekonuje Siergiej Smirnov z Ukrainy, od 12 lat warszawiak i jak zaznacza "rezydent Unii Europejskiej".

Jest prezesem firmy dopiero od miesiąca, a "szczegóły zna na pewno poprzedni szef, ale go nie ma".

- Zapewne reklama pojawiła się na czas remontu Krakowskiego Przedmieścia. I nie wisi za darmo - uśmiecha się prezes Siergiej Smirnov.

Ewa Nekanda-Trepka zaznacza, że reklama Toyoty wisi już dwa miesiące. Gdy stołeczny konserwator postanowił ją skontrolować i zawiadomił gospodarza kamienicy o inspekcji, ten błyskawicznie zwinął płachtę.

- Kontrola miała miejsce 24 sierpnia i niczego nie wykazała - mówi Ewa Nekanda-Trepka.

Ku jej zaskoczeniu banner niedawno wrócił. Co gorsza, na drugim rogu pojawił się następny - ten z telewizją. Co zrobi stołeczny konserwator?

- Jeszcze przeprowadzimy kontrolę drugiej reklamy. Być może zgodę na nią wydał kiedyś Wojewódzki Konserwator Zabytków - odpowiada.

Ale u Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, któremu jeszcze niedawno podlegał Trakt Królewski, o zgodzie na reklamy vis-a-vis kościoła św. Anny nikt nie słyszał.

- Jeśli tak, wydamy decyzje nakazujące zdjęcie obu bannerów - zapowiada Ewa Nekanda-Trepka.


Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

tell a friend :: comments 0


uroczystości ku czci ikony w katedrze prawosławnej

Posted by admin on 2007-10-19 07:55:08 CEST

Uroczystości ku czci ikony Matki Bożej Lubelskiej odbędą się w katedrze prawosławnej p.w. Przemienienia Pańskiego w Lublinie 20 i 21 października. Przewodniczyć im będzie Prawosławny Metropolita Warszawski i całej Polski abp Sawa. W tym roku mija 400 lat od poświęcenia i położenia kamienia węgielnego pod budowę lubelskiej cerkwi. To obecnie najstarsza murowana czynna prawosławna świątynia w Polsce.

Uroczystości rozpoczną się 20 października całonocnym czuwaniem, z nieszporami i jutrznią. W niedzielę 21 października o godz. 10.00 rozpocznie się Liturgia Święta z procesją i poświęceniem pamiątkowej tablicy.

W uroczystościach liturgicznych uczestniczyć będą biskupi z Polski, Białorusi i Ukrainy, a także arcybiskup Rio de Janeiro i Olinda Chryzostom oraz biskup Recife Ambroży z Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego w Brazylii.

Pierwsze informacje o prawosławnej świątyni w Lublinie pochodzą z 1395 r. Lublin był miastem położonym niedaleko polsko-ruskiej granicy etnicznej. Obok ludności polskiej, już w średniowieczu, osiedlała się tu ruska ludność prawosławna. Obecna cerkiew wzniesiona została na początku XVII w., po spłonięciu wcześniejszej. Poświęcił ją prawdopodobnie w 1633 r. metropolita kijowski Piotr Mohyła.

Lubelska cerkiew kilkakrotnie była odbierana prawosławnym, ostatecznie stała się unicką w 1695 r. Powróciła do prawosławia w r. 1875. W ciągu XX w. kilkakrotnie pełniła funkcję świątyni katedralnej tytularnych biskupów lubelskich, od 1989 r. jest katedrą biskupa ordynariusza diecezji lubelsko-chełmskiej.

Prawosławna Diecezja Lubelsko-Chełmska została restytuowana postanowieniem Soboru Biskupów Kościoła Prawosławnego w Polsce 25 marca 1989 r. Jest bezpośrednią kontynuatorką tradycji dawnej diecezji chełmskiej. Diecezja objęła województwa środkowo-wschodniej Polski: bialskopodlaskie, chełmskie, lubelskie, siedleckie, tarnobrzeskie, zamojskie i częściowo rzeszowskie.

W katedrze Przemienienia Pańskiego w Lublinie znajduje się kopia Lubelskiej Ikony Matki Bożej (Lublinskaja Ikona Bożijej Matieri). Jej historia sięga czasów świętych Cyryla i Metodego. Nauczyciele Słowian przynieśli ikonę ze sobą na Morawy w IX w. Ich uczniowie w obawie przed prześladowaniami ze strony rzymskokatolickich misjonarzy, przenieśli ją na Ruś. Na przełomie XVI i XVII w. obrońcy prawosławia - bracia Konstanty i Iwan Ostrogscy przekazali ikonę w darze cerkwi. Według innej wersji została ona przekazana tej świątyni w połowie XIII w. przez jej budowniczego księcia Daniela Romanowicza Galickiego.

Lubelska Ikona Matki Bożej cieszyła się wśród okolicznej ludności wielkim szacunkiem. Otrzymała drogocenne ozdoby, a na jej cześć śpiewano pieśni. W 1915 r. podczas działań wojennych prawosławni mieszkańcy Lublina uciekając w głąb Rosji wywieźli ze sobą część wyposażenia cerkwi, Lubelska Ikona Matki Bożej znalazła się w Monasterze Czudow w Moskwie, który został zniszczony w latach władzy radzieckiej.

Życie religijne prawosławnych zaczęło się odradzać w Lublinie w 1920 r., kiedy do miasta przybył prawosławny duchowny. Zaczęto uzupełniać wyposażenie cerkwi i naczynia liturgiczne. Dwaj parafianie kupili na targu w Lublinie wierną kopię ikony Matki Bożej Lubelskiej, która zajęła w cerkwi miejsce oryginału.

Katedra lubelska, w 2002 roku, po przeprowadzonych pracach konserwatorskich, została uhonorowana nagrodą "Laur konserwatorski ".

tell a friend :: comments 0


Pomarańczowi dzielą resorty

Posted by admin on 2007-10-19 07:53:51 CEST


Wacław Radziwinowicz

Już tylko krok dzieli Julię Tymoszenko od powtórnego objęcia teki premiera Ukrainy. Wczoraj prezydent Wiktor Juszczenko zaakceptował projekt stworzenia przez ugrupowania pomarańczowe większościowej koalicji w nowo wybranej Radzie Najwyższej.

Zgodnie z porozumieniem parafowanym w poniedziałek przez przywódców Bloku Julii Tymoszenko i prezydenckiego bloku Nasza Ukraina-Samoobrona Ludowa kandydaturę na szefa rządu wysunie BJuT. Może to być tylko ambitna szefowa bloku. NU-SL dostanie stanowisko marszałka Rady, którym zostanie pewnie przewodniczący Naszej Ukrainy Wiaczesław Kyryłenko.

Tymoszenko po równo podzieli się ze swoimi partnerami koalicyjnymi stanowiskami szefów resortów. Sama rezerwuje dla swoich ludzi ministerstwa gospodarcze. Nasza Ukraina-Samoobrona Ludowa dostanie pozostałe resorty.

Wczoraj Juszczenko ogłosił, że akceptuje plany swych sojuszników z kijowskiego Majdanu. W ten sposób uciął pogłoski o tym, że dąży do powołania innej koalicji, tzw. szerokiej lub pomarańczowo-biało-błękitnej, czyli złożonej z Naszej Ukrainy i Partii Regionów dotychczasowego premiera Wiktora Janukowycza.

Juszczenko sam dał powód do takich spekulacji, kiedy dwa tygodnie temu wezwał wszystkie partie, które weszły do nowej Rady Najwyższej poza komunistami, do podjęcia negocjacji o stworzeniu koalicji będącej reprezentantem wszystkich Ukraińców.

Przeciwko takiej koncepcji wystąpiła nie tylko Tymoszenko, ale też młodzi "atamani pomarańczowej rewolucji", którzy dziś przewodzą Naszej Ukrainie-Samoobronie Ludowej.

Juszczenko, który raz już - we wrześniu 2007 wyrzucił prowadzącą samodzielną politykę Tymoszenko ze stanowiska premiera, tym razem dostał od niej ważne gwarancje. Porozumienie koalicyjne pomarańczowych przewiduje, że szefów resortów siłowych w nowym rządzie wyznaczał będzie prezydent.

Mowa jest w nim także o tym, że zanim Juszczenko przedstawi Radzie Najwyższej kandydaturę na szefa rządu, parlament podejmie 12 uchwał. M.in. przegłosuje ustawę o gabinecie ministrów, znacznie ograniczając kompetencje premiera i oddając część z nich głowie państwa. Ma być też przyjęta ustawa o opozycji gwarantująca szerokie uprawnienia tym, którzy przegrali wybory parlamentarne 30 września.

Janukowycz nie chce się pogodzić z tym, że traci władzę. Odchodzący premier powtarza, że na Ukrainie, gdzie wschód i zachód bardzo się od siebie różnią, nie sposób jest stworzyć koalicji "jednokolorowej", uznawanej za swoją tylko przez zachodnią połowę kraju. Taras Czornowił, jeden z najbliższych jego współpracowników, już ostrzega, że opozycja może zablokować prace nowej Rady.

Pomarańczowi mają w 450-osobowym parlamencie kruchą większość. W sumie jest to tylko 228 posłów (156 - BJuT) i 72 NU-SL). Niepomarańczowych w Radzie jest 222 (175 - PR, 27 - komuniści i 20 - neutralni posłowie Bloku Łytwyna).


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Thursday, October 18 2007

Ukraina zaniepokojona sytuacją na granicy z Polską

Posted by admin on 2007-10-18 20:50:26 CEST

Ukraina jest zaniepokojona sytuacją na granicy z Polską, spowodowaną protestami polskich celników, które wydłużają czas odprawy granicznej - oświadczył minister spraw zagranicznych Arsenij Jaceniuk.

Mam nadzieję, że problem zostanie rozwiązany w jak najkrótszym czasie, lecz obecnie nie mamy wpływu na tę sytuację - powiedział Jaceniuk podczas wizyty w Charkowie na wschodzie kraju.

Zdaniem szefa ukraińskiej dyplomacji Kijów jest zaniepokojony tym, że "samochody oczekują na odprawę po dwie doby, co prowadzi do strat materialnych".
Polscy celnicy rozpoczęli protest przed tygodniem. Prowadzą tzw. włoski strajk, który polega na bardzo szczegółowym sprawdzaniu przekraczających granicę oraz przestrzeganiu wszystkich procedur kontroli granicznej.

Protest prowadzony jest w izbach celnych na zewnętrznej granicy Unii Europejskiej. Celnicy domagają się m.in. 1500 zł podwyżki, przywrócenia uprawnień emerytalnych oraz zwiększenia ochrony prawnej i finansowej celnika w trakcie wykonywania pracy.

W związku z protestem ukraińskie służby graniczne ostrzegają swych obywateli przed możliwością długiego oczekiwania na przekroczenie granicy z Polską.

tell a friend :: comments 0


minister obrony o planach zniesienia poboru do wojska

Posted by admin on 2007-10-18 20:48:51 CEST

Ukraiński minister obrony Anatolij Hrycenko skrytykował w czwartek zapis umowy koalicyjnej Bloku Julii Tymoszenko i bloku Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona (NU-LS) w sprawie likwidacji poboru do wojska od 1 stycznia 2008 r.

Z podobnym sukcesem można parafować umowę o likwidacji trzech zasad dynamiki Newtona - powiedział Hrycenko, który był nr 4 na liście wyborczej proprezydenckiego bloku NU-LS w przedterminowych wyborach parlamentarnych z 30 września.

Jak głosi opublikowana dzień wcześniej umowa, zawarta przez wywodzące się z pomarańczowej rewolucji dwa prozachodnie bloki, koalicja w nowym parlamencie będzie dążyć do "sformowania zawodowej armii od 1 stycznia 2009 roku oraz likwidacji poboru do zasadniczej służby wojskowej od 1 stycznia 2008 roku".
Zdaniem Hrycenki, uważanego za człowieka prezydenta Wiktora Juszczenki, całkowite uzawodowienie ukraińskiego wojska jest możliwe nie wcześniej niż w 2010 roku.

Likwidacja poboru do służby zasadniczej była jednym z głównych haseł kampanii wyborczej Julii Tymoszenko, która liczy na uzyskanie teki premiera w rządzie tworzonym przez jej blok z ugrupowaniem proprezydenckim. Zdaniem ukraińskich mediów punkt ten znalazł się w umowie koalicyjnej w zamian za zgodę bloku Tymoszenko na rozszerzenie kompetencji prezydenta.

Pomysł Tymoszenko o likwidacji poboru skrytykował w czwartek sekretarz ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Iwan Pluszcz.

"Praktyka publicznego wysuwania postulatów, odnoszących się do bezpieczeństwa państwa jest szkodliwa. (...) Kwestie wagi państwowej nie cierpią zamieszania politycznego i kawaleryjskich ataków" - napisał Pluszcz w oświadczeniu opublikowanym na stronie internetowej prezydenta Ukrainy.

Siły zbrojne Ukrainy liczą obecnie 200 tys. ludzi, z czego 38,5 tysiąca to żołnierze kontraktowi. Ukraiński resort obrony planuje, że do 2010 roku liczba żołnierzy kontraktowych osiągnie 80 tysięcy.

tell a friend :: comments 0


koalicja nie chce być zależna od surowców

Posted by admin on 2007-10-18 20:47:02 CEST

Nowa, prozachodnia koalicja na Ukrainie ma zamiar ograniczyć zależność państwa od jednego dostawcy surowców energetycznych - głosi opublikowana umowa koalicyjna Bloku Julii Tymoszenko i prezydenckiego bloku Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona (NU-LS).

Wychodząc z ważnych interesów narodowych Ukraina powinna zmniejszyć zależność od jedynego dziś źródła importu surowców energetycznych oraz zróżnicować drogi i źródła ich dostaw - czytamy w dokumencie.

Blok Tymoszenko i NU-LS podkreśliły jednocześnie, że chcą "budować dobre stosunki z Rosją, państwami Azji Środkowej i innymi partnerami energetycznymi".
Ugrupowania, określane mianem pomarańczowych, zaznaczyły, że w ciągu pięciu do siedmiu lat Ukraina powinna m.in. rozszerzyć możliwości transportu po swoim terytorium ropy naftowej i gazu z Rosji, Kazachstanu i Turkmenistanu.

Nowa koalicja uważa, że Ukraina powinna zgromadzić takie rezerwy ropy naftowej i gazu, by zapewnić odpowiednią reakcję na sytuacje kryzysowe.

We wtorek Julia Tymoszenko, która liczy na objęcie stanowiska premiera w nowym rządzie, oświadczyła, że chce zrezygnować z pośredników w handlu gazem z Rosją.

Odniosła się w ten sposób do oświadczenia szefa Rady Nadzorczej Gazpromu i wicepremiera Rosji Dmitrija Miedwiediewa, który w niemieckiej telewizj ARD nie wykluczył usunięcia z rosyjsko- ukraińskich relacji gazowych "nie do końca zrozumiałych struktur pośredniczących".

Ukraina nie kupuje gazu bezpośrednio od Gazpromu. Rosyjski koncern sprzedaje błękitne paliwo zarejestrowanej w Szwajcarii spółce RosUkrEnergo (Gazprom dzieli w niej udziały z ukraińskim biznesmenem Dmytrem Firtaszem), ta zaś odsprzedaje je ukraińskiej firmie UkrGazEnergo.

Tymoszenko wyraziła we wtorek przekonanie, że cena gazu dla Ukrainy w przyszłym roku nie będzie dla ukraińskich konsumentów bolesna.

- Jestem przekonana, że cena gazu będzie absolutnie umiarkowana. Znajdziemy z Federacją Rosyjską porozumienie odnośnie dostaw gazu w nowym roku - obiecała.

Na początku tego miesiąca Gazprom zapowiedział zmniejszenie dostaw gazu na Ukrainę, jeśli kraj ten nie spłaci w październiku długu przekraczającego 1,3 mld dolarów; w trakcie rozmów o spłacie zadłużenia dług urósł do 2 mld dolarów. W komunikacie Gazprom napisał, że o problemach z dostawami gazu na Ukrainę powiadomił swoich europejskich partnerów. Podkreślono, że strona rosyjska w pełni realizuje swoją część kontraktu, a strona ukraińska systematycznie istniejących kontraktów nie wypełnia.

Ukraińscy obserwatorzy określili wówczas oświadczenie Gazpromu jako "wiadomość dla Julii Tymoszenko". Komunikat rosyjskiego koncernu ukazał się dwa dni po przedterminowych wyborach parlamentarnych na Ukrainie, które odbyły się 30 września.

Wbrew nadziejom Moskwy, dyskretnie popierającej prorosyjską Partię Regionów premiera Wiktora Janukowycza, większe poparcie w wyborach zdobyły ugrupowania prozachodnie: Blok Julii Tymoszenko i blok NU-LS.

tell a friend :: comments 0


Фашистский шабаш в сердце Украины! Уникальный ФОТОматериал! Часть I и II

Posted by admin on 2007-10-18 06:52:35 CEST

Как сообщал MIGnews.com.ua, в воскресенье в сердце Украины – в Киеве – прошли акции, заявленные как празднование 65-летия со дня основания Украинской повстанческой армии. Однако праздник все это действо мало напоминало. По киевским улицам и площадям шли колонны разъяренной молодежи, которые, кроме известных и широко рекламируемых лозунгов о реабилитации организации УПА, скандировали нацистские лозунги, шли с нацистскими приветствиями и использовали стилизованную символику фашистских времен...



В связи с тем, что в последнее время в Украине участились случаи, которые можно квалифицировать как прямое возрождение фашизма и угрозу стабильности и межнациональному миру в стране, руководители Еврейской общины Украины выступили с открытым письмом, в котором требует, чтобы "нацистские символы, которые запрещены во всем цивилизованном мире, были устранены с улиц и площадей Украины; чтобы власти и правоохранители наконец сдержали свое обещание и немедленно прекратили выход и распространение фашиствующих изданий, сеющих межнациональную рознь и ненависть и привлекли к ответственности людей, которые напрямую ответственны за их выпуск; чтобы на улицах наших городов не происходило возрождение фашизма со всей его атрибутикой и приветствиями под прикрытием псевдонациональных лозунгов."



"Всеукраинский еврейский конгресс и Объединенная еврейская община требуют от властей Украины выполнить свою прямую обязанность по защите прав своих граждан и соблюдению Конституции", - говорится в открытом письме

tell a friend :: comments 0


Święto UPA w Kijowie przy osobistym wsparciu prezydenta Wiktora Juszczenki

Posted by admin on 2007-10-18 06:42:05 CEST

Zbrodniarze na piedestale

Pięć tysięcy Ukraińców wyszło wczoraj na ulice Kijowa, domagając się przyznania praw kombatanckich członkom Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Gloryfikacja zbrodniczej formacji odpowiedzialnej za masakrę Polaków na Wołyniu odbywa się przy pełnym poparciu ukraińskich władz spod znaku "pomarańczowej koalicji", które nie ustają w tworzeniu kultu UPA oraz rehabilitacji jej członków. Przekonywanie w tej sytuacji do idei polsko-ukraińskiego pojednania wydaje się nieporozumieniem.

UPA powinna być uznana za stronę walczącą w II wojnie światowej, ponieważ jej celem była niepodległość Ukrainy. UPA nie walczyła pod Krakowem, Warszawą czy Moskwą. Walczyła na swojej ziemi - grzmiał podczas wczorajszych uroczystości Ołeh Tiahnybok, przewodniczący skrajnie nacjonalistycznej partii Swoboda. Oddziały milicyjnego specnazu podzieliły Kijów na dwie części - w jednej, dość skromnie, mityngowali socjaliści odrzucający wybielanie UPA, w drugiej obok pomnika Bohdana Chmielnickiego nacjonaliści ukraińscy domagali się praw kombatanckich dla weteranów UPA. "UPA i SS", "Faszyzm ukraiński nie przejdzie!" - skandowali jedni. "OUN-UPA - państwowe uznanie!", "Szuchewycz - bohater Ukrainy!" - można było usłyszeć w szeregach drugich.
Po tym, jak prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko ogłosił dekret "O świątecznych obchodach 65-lecia powołania UPA" i polecił przyspieszenie prac przy budowie lwowskiego pomnika watażki formacji Romana Szuchewycza, spadkobiercy OUN-UPA znacznie zaktywizowali akcje gloryfikowania ugrupowania uznawanego przez historyków za ludobójcze. Dla części ukraińskich polityków prezydencki dekret z 12 października to krok do pełnej rehabilitacji UPA, która podczas
II wojny światowej współpracowała z hitlerowskimi Niemcami i jest odpowiedzialna za etniczne czystki, a także za mordowanie swoich oponentów w szeregach Ukraińców.
Proprezydencki blok Nasza Ukraina - Ludowa Samoobrona (NU - LS) robi wszystko, żeby oficjalnie uznać upowców za narodowych bohaterów. Borys Tarasiuk, były minister spraw zagranicznych i jeden z decydentów NU - LS, w przededniu świętowania 65. rocznicy powstania UPA w Kijowie na pytanie, czy jego apel o uznanie organizacji za stronę walczącą o niepodległość Ukrainy z Niemcami i Sowietami nie zaszkodzi stosunkom polsko-ukraińskim, odpowiedział: "Dlaczego miałby zaszkodzić? W naszych relacjach dawno już postawiono wszystkie kropki nad i, przyjmując formułę: przebaczamy i prosimy o przebaczenie".
Jednym z czołowych punktów obchodów 65. rocznicy powstania UPA było odsłonięcie we Lwowie pomnika Stepana Bandery - symbolu upowskiego ludobójstwa na wołyńskich Polakach.
- Stawianie pomników ludobójcom z OUN-UPA i inne przedsięwzięcia zmierzające do rehabilitacji jej członków świadczą o niskim poziomie moralnym elit ukraińskich i szerokich kręgów społecznych wspierających te akcje, a także o ich antypolskim nastawieniu - zauważa Ewa Siemaszko, autorka prac o ludobójstwie UPA na Wołyniu. Jej zdaniem, powinno dać to do myślenia polskim politykom, którzy nie ustają w wysiłkach na rzecz wprowadzenia Ukrainy do "europejskiej rodziny". Ukraińcy są podzieleni w swoim stosunku do UPA. Glorią bohaterów otaczają organizację przeważnie mieszkańcy zachodnich obwodów. Także wczoraj do Kijowa wielu demonstrantów przyjechało autokarami ze Lwowa czy Tarnopola. Najbardziej liczny na Ukrainie ośrodek nacjonalistów we Lwowie korzysta z silnego finansowego wsparcia ze strony diaspory ukraińskiej w Kanadzie i USA. To ona w dużej części przyczyniła się do wzniesienia lwowskiego pomnika Bandery. - Gloryfikacja UPA, którą coraz silniej obserwujemy na Ukrainie, odbywa się przy milczącej zgodzie polskich władz. Ta bierna postawa powoduje, że integralny nacjonalizm ukraiński otrzymuje zielone światło dla propagandy UPA i jej watażków, którzy mają na sumieniu tysiące ofiar eksterminacji Narodu Polskiego na Kresach Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej - twierdzi politolog ukraiński Oleksandr Majstrenko.
Eugeniusz Tuzow-Lubański, Kijów

Oleksandr Majstrenko, politolog ukraiński:
Gloryfikacja UPA, którą coraz silniej obserwujemy na Ukrainie, odbywa się przy milczącej zgodzie polskich władz. Ta bierna postawa powoduje, że integralny nacjonalizm ukraiński otrzymuje zielone światło dla propagandy UPA i jej watażków, którzy mają na sumieniu tysiące ofiar eksterminacji Narodu Polskiego na Kresach Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej. Taka pozycja Polski nie sprzyja normalnym stosunkom polsko-ukraińskim. Pamiętajmy, że nie wszyscy Ukraińcy wspierają OUN-UPA.


Prof. Mirosław Popowycz, dyrektor Instytutu Filozofii Akademii Nauk Ukrainy:
Liderzy Naszej Ukrainy nie chcą uświadomić sobie, że bycie spadkobiercami OUN-UPA to nonsens. Politycy spod znaku "pomarańczowej koalicji" tworzą mity OUN-UPA w sposób podobny, jak to czynili bolszewicy dla konsolidacji społeczeństwa. Banderowcy mieli prawo bronić własnej ojczyzny przed wrogiem, ale nie można milczeć o masakrach na cywilach, które mają na sumieniu upowcy. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów była organizacją faszystowską i wchodziła do faszystowskiego ruchu międzynarodowego, i trzeba to przyjąć do wiadomości.

Źródło: Nasz Dziennik

tell a friend :: comments 1


wysoka wygrana Ukraińców

Posted by admin on 2007-10-18 06:12:44 CEST

Ukraina wygrała w Kijowie z Wyspami Owczymi 5:0 (3:0) w meczu grupy B eliminacji piłkarskich mistrzostw Europy. Ukraina już wcześniej straciła szanse na awans.


Fot. AFP

Maksym Kaliniczenko potwierdził, że w środowych meczach eliminacyjnych w głównej roli występują piłkarze Spartaka Moskwa. Dwa gole Romana Pawliuczenki zapewniły Rosji wygraną z Anglią, a Kaliniczenko trzykrotnie pokonała bramkarza Wysp Owczych.

Mimo wysokiego zwycięstwa Ukraińcy długo nie mogli sforsować defensywy gości. Pierwszego gola Kaliniczenko zdobył w 40. minucie, a jeszcze przed przerwą dwukrotnie Jakupa Mikkelsena zdołał pokonać Oleh Husiew.

Ukraina - Wyspy Owcze 5:0 (3:0)
Bramki: Maksym Kaliniczenko (40, 49, 64), Oleh Husiew (43, 44).
Sędziował: Haim Jakov (Izrael).

Ukraina: Andrij Pjatow - Dmyro Czyhrinski, Andrij Niesmacznij, Andrij Rusoł, Oleksij Gaj, Oleh Husiew (62-Andrij Worobiej), Maksym Kaliniczenko, Sierhij Nazarenko, Anatolij Tymoszczuk (69-Oleksandr Grycaj), Oleksandr Hładki (46-Artem Milewski), Andrij Woronin;

Wyspy Owcze: Jakup Mikkelsen - Atli Danielsen, Johan Davidsen, Oli Hansen, Einar Hansen - Jon Jacobsen, Mikkjal Thomassen, Christian Lamhauge Holst (75-Andrew Flotum), Christian Jacobsen (89-Hans Samuelsen) - Rogvi Jacobsen, Simun Samuelsen.

tell a friend :: comments 0


Euro 2012: Po pół roku nawet nie pół kroku

Posted by admin on 2007-10-18 06:07:33 CEST


Piotr Skwirowski

Równo pół roku mija dziś od chwili, gdy w Cardiff Michel Platini wyciągnął kartkę z napisem: "Poland/Ukraine", co oznaczało, że to my i Ukraina będziemy organizować finałowy turniej piłkarskich mistrzostw Europy w 2012 r. Pierwsze pół roku z 5 lat, jakie mamy na przygotowania, zostało w znacznej części zmarnowane.

Początkowo najwięksi optymiści - a tych nie brakowało - twierdzili, że uda nam się na czas zbudować nie tylko nowoczesne stadiony, ale też wszystkie niezbędne do obsłużenia wzmożonego ruchu turystów autostrady, dworce, lotniska, hotele. Po krótkotrwałej euforii wywołanej, co tu dużo gadać, dość niespodziewanym werdyktem UEFA zaczęły się jednak schody.

Zaczęło się od tego, że w skład komitetu organizacyjnego Euro 2012 premier powołał niemal cały rząd. Od razu ostrzegaliśmy, że takie upolitycznienie procesu przygotowań może oznaczać rychłe kłopoty. Postulowaliśmy postawienie na czele przygotowań do mistrzostw najlepszych menedżerów nieuwikłanych politycznie. Tak, żeby zmiana jednego czy drugiego ministra albo wybory nie zakłócały naszych przygotowań. Oczywiście premier nie słuchał łże-pismaków z "Wyborczej".

Tymczasem już wkrótce jeden z najważniejszych ministrów w tej układance - szef resortu sportu - stracił stołek po wykryciu afery korupcyjnej w jego otoczeniu. To prawda, że ów minister niespecjalnie mocno przykładał się do pracy przy piłkarskim Euro, ale zamieszanie wokół resortu sportu dodatkowo opóźniło przygotowania do uruchomienia przygotowań.

Miasta goszczące mecze w ramach Euro 2012 od początku domagały się zmian w przepisach prawnych takich, które ułatwiłyby im inwestycje. Niestety, ich postulaty całymi miesiącami czekały na realizację. Dopiero zmiana ministra sportu, a jeszcze bardziej chyba widmo przedwczesnych wyborów, które prace nad niezbędnymi uproszczeniami i udogodnieniami w prawie odsunęłyby o kolejne miesiące, popchnęły sprawę nieco do przodu. W ekspresowym tempie parlament przyjął rzutem na taśmę specustawę o Euro 2012. Dzięki niej miasta organizatorzy mogą m.in. powoływać specjalne spółki do realizacji inwestycji związanych z mistrzostwami. Na tej podstawie nowa minister sportu powołała już nawet spółkę, która w imieniu państwa, za publiczne pieniądze, zbuduje Stadion Narodowy w Warszawie. Niestety, na czele spółki stanął człowiek kojarzony z obecnym układem rządzącym. A to oznacza, że po wyborach może nas czekać nie tylko wymiana dużej części komitetu organizacyjnego Euro 2012, ale także kierownictwa spółki ds. budowy Stadionu Narodowego.

Na razie w związku z przygotowaniami do mistrzostw nie wbito jeszcze w ziemię chyba żadnej łopaty. Owszem, realizowane są inwestycje rozpoczęte już wcześniej, jeszcze przed przyznaniem Polsce i Ukrainie prawa do organizacji Euro, choćby modernizacja i rozbudowa stadionu w Poznaniu. Budowa Stadionu Narodowego w Warszawie ma ruszyć wiosną... 2009 r. Na razie nie ma nawet projektu. Jedynym wymiernym sukcesem jest tu póki co pozbycie się kupców ze Stadionu Dziesięciolecia, w pobliżu którego ma stanąć Stadion Narodowy. W ogóle ciągle nie bardzo wiadomo, co w ramach przygotowań do Euro będzie budowane i ile będzie kosztować. Przyspieszenia w kwestii autostrad też nie widać.

Nic dziwnego, że dziś nawet najwięksi optymiści mówią, że zdążymy, ale tylko ze stadionami. Rezonu nie traci minister sportu Elżbieta Jakubiak, która kilka dni temu stwierdziła (cytujemy za PAP), że "jesteśmy dobrze przygotowani do Euro 2012", a jeśli z czymś się spóźniamy, to dlatego, że UEFA później niż zwykle ogłosiła, kto będzie organizował mistrzostwa.

Uff, wreszcie coś, czemu nie jest winna Platforma.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Park miniaturowych świątyń już otwarty

Posted by admin on 2007-10-18 06:05:03 CEST


Anna Gorczyca

Miniatury ponad 70 drewnianych kościołów i cerkwi z południowo-wschodniej Polski, Słowacji i Ukrainy można oglądać w ośrodku Caritasu w Myczkowcach.Park jest częścią Centrum Kultury Ekumenicznej.

Jakieś dziesięć lat temu oglądałem w okolicach Rimini we Włoszech miniatury najpiękniejszych zabytków. Tak się zrodził pomysł, żeby stworzyć coś takiego u nas, tyle że w naszym parku znajdują się tylko świątynie - tłumaczy ks. Bogdan Janik, dyrektor Ośrodka Wypoczynkowo-Rehabilitacyjnego Diecezji Rzeszowskiej Caritas w Myczkowcach.

Pomysł udało się zrealizować dzięki pomocy finansowej Ministerstwa Kultury i środkom unijnym. W parku będzie 120 modeli w skali 1:25.

- Model np. kościoła w Haczowie ma około 130 cm długości i około 80 cm wysokości - opisuje ks. Janik. Swoją miniaturę będą miały drewniane kościoły i cerkwie z południowo-wschodniej Polski, Słowacji i Ukrainy.

Makiety świątyń wykonuje pięcioosobowy zespół pod kierunkiem Janusza Kuliga, stolarza z Chmielnika. Prace zaczęły się pod koniec maja, do teraz udało się zrobić już 74 modele na podstawie dokumentacji przygotowanej przez ks. Janika.

- Jeździłem po terenie, mierzyłem laserowo każdą świątynię i robiłem dokumentację fotograficzną - przyznaje kapłan.

Park, w którym można oglądać miniaturowe kościoły i cerkwie, ma powierzchnię 80 arów. Na tym terenie znajduje się 10 wzgórków. Cerkwie i kościoły, które w naturze znajdują się na wzgórzach, w parku również znajdują na wzniesieniach. Zwiedzający zaczynają spacer od pomnika Jana Pawła II i potem czeka ich blisko dwugodzinna przechadzka.


Fot. arch. Caritas Myczkowce

Park z miniaturami świątyń jest częścią Centrum Kultury Ekumenicznej. Uroczyste otwarcie centrum, połączone z sesją naukową, odbyło się w rocznicę powołania Karola Wojtyły na papieża. - Chcemy co roku w okolicy tego dnia spotykać się w centrum i rozmawiać o tym, co nas łączy. W tym roku na konferencji rozmawialiśmy o kościołach na południu Polski, na Słowacji i Ukrainie, o dialogu siostrzanych Kościołów: katolickiego i prawosławnego oraz o zróżnicowaniu etnograficznym i kulturowym południowo-wschodniej Polski - informuje ks. Janik.


Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów

tell a friend :: comments 0


Podpisano aneks do umowy prywatyzacyjnej FSO

Posted by admin on 2007-10-18 05:59:53 CEST

W środę z ukraińskim ZAO ZAZ podpisano aneks do umowy prywatyzacyjnej Fabryki Samochodów Osobowych SA - poinformował resort skarbu. Aneks m.in. modyfikuje zapisy umowy, w celu umożliwienia produkcji na Żeraniu samochodu Chevrolet Aveo.

"Minister Skarbu Państwa informuje, że w dniu 17 października 2007 r. pomiędzy Skarbem Państwa a Zakrytoje Akcjonernoje Obszczestwo z Inostrannoj Inwesticjej +Zaporożskij Awtomobilestroitelnyj Zawod+ (ZAO ZAZ) z siedzibą w Zaporożu, Ukraina, został podpisany aneks do umowy prywatyzacyjnej Fabryki Samochodów Osobowych S.A. z siedzibą w Warszawie, zawartej w dniu 30 czerwca 2005 roku" - podał resort.

Aneks m.in. modyfikuje zapisy umowy, w celu umożliwienia produkcji na Żeraniu, we współpracy ze spółką z grupy General Motors, samochodu Chevrolet Aveo oraz wzmacnia nadzór Ministra Skarbu Państwa nad realizacją zobowiązań wynikających z umowy prywatyzacyjnej" - czytamy w informacji.

Resort podał, że "efektem współpracy FSO i GMDAT będzie zapewnienie przyszłości i nowych miejsc pracy dla pracowników FSO oraz osób zatrudnionych w rozlokowanych w całej Polsce firmach dostarczających komponenty do produkcji i świadczących usługi z nią związane".

30 czerwca 2005 roku podpisano warunkową umowę sprzedaży 19,90 proc. akcji FSO SA ukraińskiej firmie AwtoZAZ. W umowie kupna akcji FSO oraz w pięcioletnim planie inwestycyjnym AwtoZAZ zobowiązał się do zapewnienia kontynuacji działalności spółki, zwiększenia produkcji oraz zapewnienia praw do nowego modelu samochodu, którego produkcja miała się rozpocząć w 2006 r.


tell a friend :: comments 0


sąd wstrzymał publikację oficjalnych wyników wyborów

Posted by admin on 2007-10-18 05:58:53 CEST

Najwyższy Sąd Administracyjny Ukrainy zakazał w środę Centralnej Komisji Wyborczej publikacji w dziennikach urzędowych oficjalnych wyników przedterminowych wyborów parlamentarnych, które odbyły się 30 września

Służba prasowa CKW poinformowała tymczasem, że przekazała już wyniki do druku.

Powodem decyzji NSA jest zaskarżenie wyników wyborów przez Komunistyczną Partię Ukrainy, która argumentuje, że podczas głosowania doszło do licznych naruszeń prawa.

tell a friend :: comments 0


Blok Tymoszenko i NU-LS przedstawiły umowę koalicyjną

Posted by admin on 2007-10-18 05:57:55 CEST

Prozachodnie ugrupowania, które weszły do nowej Rady Najwyższej (parlamentu) Ukrainy, Blok Julii Tymoszenko i prezydencki blok Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona (NU- LS), przedstawiły w środę umowę koalicyjną.



Zgodnie z dokumentem kandydaturę premiera wysunie Blok Tymoszenko, a kandydaturę przewodniczącego parlamentu blok NU-LS. Na stanowisko premiera pretenduje sama Julia Tymoszenko, a na fotel przewodniczącego Rady szef partii Nasza Ukraina, Wiaczesław Kyryłenko.

Sojusznicy z czasów ukraińskiej pomarańczowej rewolucji 2004 r. zobowiązali się w środę, że jeszcze przed głosowaniem nad kandydaturą premiera przyjmą 12 ważnych dla państwa ustaw, m.in. o likwidacji immunitetu poselskiego, o samorządzie i Radzie Ministrów.

Jak podkreślił Kyryłenko na konferencji prasowej z Tymoszenko, przyjęta zostanie także ustawa o opozycji.

"Prawa opozycji zostały zapisane w umowie o koalicji po raz pierwszy w historii takich dokumentów na Ukrainie" - oświadczył.

Dwa ugrupowania opracowały także szczegółowy podział stanowisk w przyszłym rządzie. Blok Tymoszenko "zaopiekuje" się sektorem gospodarczym, w tym resortem paliwowo-energetycznym, a NU-LS przypadną ministerstwa "humanistyczne". Zgodnie z gwarancjami, udzielonymi przez dwa bloki prezydentowi Wiktorowi Juszczence, prawo obsadzania resorów siłowych będzie należało do szefa państwa.

Nowa Rada Najwyższa Ukrainy została wybrana w przedterminowych wyborach, które odbyły się 30 września. Zgodnie z oficjalnymi wynikami wyborów weszło do niej pięć ugrupowań.

Pierwsze miejsce zajęła prorosyjska Partia Regionów Ukrainy Wiktora Janukowycza; głosowało na nią 34,37 proc. wyborców, co daje jej 175 mandatów parlamentarnych. Na drugim miejscu znalazł się Blok Tymoszenko - z 30,71 proc. głosów i 156 mandatami. Trzeci jest blok NU-LS, który uzyskał 14,15 proc., czyli 72 mandaty.

Komunistyczna Partia Ukrainy i Blok (byłego przewodniczącego parlamentu) Wołodymyra Łytwyna zdobyły odpowiednio 5,39 proc. głosów (27 mandatów) i 3,96 proc. (20 mandatów).

Zgodnie z regulaminem parlamentu pierwsze posiedzenie nowej Rady Najwyższej powinno odbyć się nie później niż w 30 dni po opublikowaniu oficjalnych wyników wyborów

tell a friend :: comments 0


Wednesday, October 17 2007

Ukraina - spod gruzów wydobyto ciało 17. ofiary

Posted by admin on 2007-10-17 06:20:49 CEST



Ratownicy w Dniepropietrowsku odnaleźli pod zwałami gruzu 17. ofiarę sobotniego wybuchu gazu. 16 osób przebywa w szpitalach.

Ratownicy musieli na pewien czas ograniczyć prace ze względu na zagrożenie zawaleniem się jednej ze ścian budynku. Na miejsce przejechał dźwig, który ma pomóc w rozbieraniu konstrukcji.

Tymczasem władze starają się pomóc osobom, które straciły swoje mieszkania. Minister do spraw sytuacji nadzwyczajnych Nestor Szufrycz poinformował, że część otrzyma w najbliższym czasie nowe lokum. W czwartek bądź w piątek zostaną im przedstawione propozycje.

Ci, którym nie spodoba się to rozwiązanie będą mogli otrzymać odszkodowanie w wysokości równej cenie ich mieszkania, bądź poczekać, aż władze wybudują nowy dom specjalnie dla nich.

Do eksplozji gazu doszło w sobotę przed południem. Wybuch zniszczył 2 klatki schodowe budynku. Powodem była prawdopodobnie awaria rozdzielni gazu i powstałe w jej następstwie zbyt wysokie ciśnienie.

tell a friend :: comments 0


Ukraińcy w kolebce "Solidarności"

Posted by admin on 2007-10-17 06:17:32 CEST



Mikołaj Chrzan

Związek Przemysłowy Donbasu, prywatny ukraiński koncern metalurgiczny, przejmie kontrolę nad Stocznią Gdańsk - ogłosił we wtorek jej prezes Andrzej Jaworski (PiS)


Obecnie firma zatrudniająca ok. 2,5 tys. osób jest kontrolowana przez państwo. Ukraińcy kupią nowe akcje stoczni za 400 mln zł. Po tej transakcji będą kontrolować ponad 80 proc. akcji kolebki "Solidarności". To nie pierwsza inwestycja tej firmy w Polsce - dwa lata temu kupiła Hutę Częstochowa. Formalnie Ukraińcy jeszcze nie stali się właścicielami SG. - Potrzebne jest zgoda Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta. Już o nią wystąpiliśmy - mówił Konstanty Litwinow, prezes ISD Polska.

Ale wydanie zgody może zająć nawet dwa miesiące, a wtedy prawdopodobnie zmienią się rządzący jeszcze stocznią politycy. Prezes Jaworski przekonuje, że decyzja o prywatyzacji nie będzie mogła być zmieniona. - Poza tym byłoby to działanie na szkodę spółki - twierdzi Jaworski. - To dobra transakcja. Nikt nie wierzył nam, że ktoś będzie w stanie wpłacić kwotę cztery razy wyższą niż jej obecny kapitał.

Koncern z Ukrainy zapowiada, że nie przestanie budować statków i planuje w Gdańsku także m.in. budowę konstrukcji stalowych i wieży do elektrowni wiatrowych.

- Stocznia to nie tylko miejsce historyczne, ale i zakład pracy dla setek ludzi. Najważniejsze jest, by firma działała. Jeśli Ukraińcy zainwestują w stocznię, będę popierał tę decyzję - mówi Bogdan Borusewicz, marszałek Senatu.

Przeciwko transakcji jest Lech Wałęsa: - Sprzedaż to zbrodnia przeciwko narodowi, historii, Gdańskowi. Stoczni - tak jak matki - nie sprzedaję się. Powinna zostać w polskich rękach - powiedział "Gazecie".


Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto

tell a friend :: comments 0


Ukraińskie gazownictwo może zbankrutować

Posted by admin on 2007-10-17 06:15:35 CEST



Andrzej Kublik, ukroil.com.ua

Ogłosiła to agencja ratingowa Fitch. Z drugiej strony kleszcze na ukraińskich gazociągach zaciska Gazprom.

Ratowanie gazownictwa od bankructwa to pierwsze wyzwanie dla nowego rządu Ukrainy. Chcą go utworzyć prozachodnie partie Blok Julii Tymoszenko i popierający prezydenta Wiktora Juszczenko blok Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona, które odniosły zwycięstwo w wyborach 30 września.

Porozumienie koalicyjne pomarańczowe partie parafowały w poniedziałek. Zaraz potem rozdzwonił się alarm dla gazownictwa.

Agencja ratingowa Fitch ujawniła, że 25 października może zostać ogłoszone bankructwo ukraińskiego Naftohazu. Tego dnia koncern spotka się z posiadaczami euroobligacji firmy. Do końca sierpnia miał im przedstawić sprawozdanie finansowe za zeszły rok, ale dotąd tego nie zrobił.

Szef Naftohazu tłumaczył niedawno, że sprawozdania nie zatwierdziła firma audytorska Ernst & Young, bo ma problemy z danymi za wcześniejsze lata. Opóźnienie łamie warunki emisji euroobligacji i dlatego ich posiadacze mogą ogłosić bankructwo firmy.

Koncern będzie zabiegać o przesunięcie prezentacji sprawozdania do końca roku. Do tego czasu Fitch wstrzymał też decyzję o obniżeniu ratingu Naftohazu, czyli oceny możliwości spłaty długów. Obniżka ratingu wymusiłaby też przedterminowy wykupu euroobligacji.

Te papiery za 500 mln dol. Naftohaz sprzedał inwestorom pod koniec 2004 r., w ostatnich dniach rządów byłego prezydenta Leonida Kuczmy. Normalnie powinny być wykupione pod koniec 2009 r.

W razie przedterminowego wykupu euroobligacji do Naftohazu mogą zastukać inni wierzyciele. Ukraiński koncern ma do spłaty ok. 540 mln dol., które w 2005 r. pożyczył od Deutsche Banku.

Są też długi za gaz szacowane na 400 mln dol. - Na ich spłatę koncern dostanie od Gazpromu awansem 0,5 mld dol. za tranzyt gazu w przyszłym roku - powiedział Jurij Prodan, zastępca sekretarza prezydenckiej Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy.

Ale wtedy Naftohaz będzie miał mniej pieniędzy na zakup surowca, a jego cena w przyszłym roku może gwałtownie skoczyć. Wicepremier Rosji Dmitrij Miedwiediew powiedział bowiem, że Gazprom może handlować z Ukrainą bez "niezrozumiałych w pełni pośredników" (chodzi o spółkę RosUkrEnergo w połowie należącą do Gazpromu). Miedwiediew nie krył, że wtedy ceny wzrosną.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Kolebka "Solidarności" w rękach Ukraińców

Posted by admin on 2007-10-17 06:13:45 CEST



Naszym właścicielem będzie ISD Polska, spółka Związku Przemysłowego Donbasu - ogłosił wczoraj Andrzej Jaworski, prezes Stoczni Gdańsk i polityk PiS. To kolejna spektakularna inwestycja Ukraińców w Polsce po przejęciu dwa lata temu Huty Częstochowa

Wczoraj okazało się, że poza Ukraińcami nikt inny nie złożył oferty na kupno nowych akcji Stoczni Gdańsk. A właśnie podwyższenie kapitału spółki - o kwotę 400 mln zł - ma być sposobem na prywatyzację firmy. Stocznia Gdańsk jest dziś kontrolowana przez dwie państwowe spółki - Agencję Rozwoju Przemysłu (63 proc. akcji) i handlujący bronią Cenzin (19 proc.). Pozostałe 18 proc. akcji już teraz należy do ISD Polska, która przejęciem kolebki "S" jest zainteresowana już od stycznia 2007 r.

Kiedy na konto Stoczni Gdańsk wpłynie 400 mln zł za nowe akcje, Ukraińcy staną się posiadaczami 83 proc. akcji zakładu.

- Ale ten udział może zwiększyć się do 100 proc., bo dotychczasowi akcjonariusze - ARP i Cenzin - będą mieć tzw. opcję wyjścia i gwarancję wykupu akcji przez ISD minimum po cenie nominalnej - mówi Jaworski.

Formalnie Ukraińcy jeszcze nie stali się właścicielami Stoczni Gdańsk. - Potrzebna jest jeszcze zgoda Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Już o nią wystąpiliśmy - mówił Konstanty Litwinow, prezes ISD Polska.

Ze zgodą UOKiK nie powinno być kłopotów, bo koncern z Ukrainy nie miał do tej pory w swoim portfelu stoczni ani w Polsce, ani za granicą.

Wybory nie zmienią decyzji

Wydanie zgody na transakcję może zająć nawet dwa miesiące, a za kilka dni mamy wybory do Sejmu i Senatu. Jeśli PiS ich nie wygra, rządzący Stocznią politycy z nadania PiS będą musieli zapewne odejść.

Jaworski przekonuje jednak, że decyzja o prywatyzacji nie będzie mogła być zmieniona. - To będzie niemożliwe pod względem formalnym. Poza tym byłoby to działanie na szkodę spółki - twierdzi prezes Stoczni. - To dobra transakcja. Nikt nie wierzył nam, że ktoś będzie w stanie wpłacić kwotę cztery razy wyższą niż jej obecny kapitał.

Od kilku lat państwowe stocznie przynoszą straty rzędu dziesiątek milionów, strata Stoczni Gdańsk za 2006 r. to ok. 70 mln zł. Dlaczego Ukraińcy zdecydowali się na jej kupno?

- Budujemy pionową strukturę koncernu. Odbiorcą 50 proc. grubych blach na całym świecie jest przemysł okrętowy. My mamy już huty, teraz chcemy budować statki - tłumaczył Litwinow. - Stocznia Gdańsk wydawała się nam firmą najlepiej przygotowaną do restrukturyzacji. Dlatego się na nią zdecydowaliśmy.

Zbudują jachty dla milionerów?

Litwinow opowiadał, że jego firma zamówiła za granicą profesjonalne ekspertyzy, z których wynika, że na budowie pewnych statków można świetnie zarabiać.

- Jakie to statki? - pytali dziennikarze.

- To na razie nasza tajemnica. Bardziej skomplikowane niż budowane tu obecnie kontenerowce - odpowiadał.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że w przyszłości Ukraińcy rozważają budowę w Stoczni Gdańsk wielkich, luksusowych jachtów, o długości większej niż boisko piłkarskie. To jednostki przeznaczone dla miliarderów. - Analizy wskazują, że rentowność na budowie takich jednostek będzie najwyższa - mówi nasz informator.

Ale Stocznia będzie produkować także inne rzeczy. Z częstochowskich blach Ukraińcy chcą budować w Gdańsku wieże do elektrowni wiatrowych, a także np. części mostów.

To wszystko ma być możliwe dzięki inwestycjom za pieniądze, które do gdańskiej stoczni wpłacą Ukraińcy. Te środki mają posłużyć m.in. do rozwiązania problemu pochylni, o które toczy się spór z Komisją Europejską. Bez pochylni budowa statków w Gdańsku jest niemożliwa, tymczasem Bruksela domaga się zamknięcia jednej lub dwóch z trzech istniejących pochylni. To konsekwencja udzielonej firmie pomocy publicznej (szacowanej na 50 do 160 mln zł;).

- Przystąpimy pilnie do rozmów z Brukselą. Nie wykluczam, że będziemy woleli zwrócić do budżetu pomoc publiczną, niż zgodzić się na ograniczenie mocy produkcyjnych - mówił Litwinow. Ukraińcy będą rozważyć także zamknięcie pochylni i budowę nowego urządzenia do wodowania statków - pływającego doku.

Podwyżki dla załogi

Oprócz pakietu inwestycyjnego związkowcy rozpoczęli negocjacje na temat pakietu socjalnego dla załogi. - Porozumienie powinno być podpisane w ciągu dwóch tygodni - mówił Roman Gałęzewski, szef stoczniowej "S". W przypadku prywatyzacji Huty Częstochowa w 2005 r. kluczową sprawą była gwarancja zatrudnienia. Dla stoczniowców takie gwarancje nie są ważne, bo obecnie nie mają najmniejszego kłopotu ze znalezieniem pracy w innej stoczni czy choćby za granicą. Dlatego ustalono, że pakiet socjalny ma opierać się głównie na wzroście wynagrodzeń.


Dobrym stoczniowcom chcemy płacić tyle, żeby nie opłacało im się wyjeżdżać do Norwegii - przyznał Litwinow.

Z informacji o nowym inwestorze zadowolony jest Jerzy Borowczak, jeden z inicjatorów strajku w sierpniu 1980 r., dziś radny PO w Gdańsku. - Najważniejsze, że Stocznia będzie sprywatyzowana. W Polsce prywatne stocznie radzą sobie świetnie, państwowe generują olbrzymie straty - mówił Borowczak.

Podobnie uważa marszałek Senatu Bogdan Borusewicz: - Stocznia Gdańska to nie tylko miejsce historyczne, ale i zakład pracy dla setek ludzi. Dla mnie najważniejsze jest to, by ta firma działała. Jeśli Ukraińcy zainwestują w to miejsce, będę popierał tą decyzję.

Kto stoi za Donbasem

Zupełnie odmiennego zdania jest Lech Wałęsa. - To zbrodnia przeciwko narodowi, historii, przeciwko Gdańskowi. Stoczni jako matki się nie sprzedaje. Powinna zostać w polskich rękach - mówił "Gazecie" Lech Wałęsa.

W sierpniu w podobnym tonie wypowiadał się ksiądz Henryk Jankowski, który atakował rząd "za podejrzaną uległość wobec określonych inwestorów zagranicznych". - Jeśli czegoś nie zrobimy, kolebka "S" trafi w ręce Żydów i Ukraińców - przestrzegał ksiądz.

Obawy mają także eksperci. - Dobrze życzę temu mariażowi, ale przyszłość struktury właścicielskiej Donbasu stoi pod znakiem zapytania - mówi Janusz Lewandowski, europarlamentarzysta PO.

Przypomnijmy - co jakiś czas pojawiają się nieoficjalne informacje, że zlokalizowany we wschodniej Ukrainie prywatny koncern może zostać przejęty przez Rosjan.

- To niczym niepoparte plotki. Słyszeliśmy je już przy okazji planów zakupu Huty Częstochowa. Donbas ma huty nawet w USA, nie ma przeszkód, by miał stocznię w Polsce - twierdzi Jaworski.

Pierwszy nabytek ISD Polska - kupiona w 2005 r. Huta Częstochowa - rozwija się dobrze. Zatrudnienie wzrosło o 500 osób, a inwestycje w zakład - planowane początkowo na 44 mln zł - wyniosły ok. 400 mln zł.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Przemytnicy pokonali kolej: pociąg Lwów-Przemyśl zlikwidowany

Posted by admin on 2007-10-17 06:11:43 CEST

Przemytnicy pokonali ukraińskie koleje: wskutek notorycznego niszczenia wagonów lwowska dyrekcja kolei państwowych ostatecznie zlikwidowała połączenie ze Lwowa do Przemyśla - poinformowała we rzeczniczka kolei we Lwowie Lilia Krynicka.

Pociąg Lwów-Przemyśl został ostatecznie i nieodwracalnie zlikwidowany wczoraj, 15 października. Nie mamy już siły do walki z przemytnikami. Po każdym powrocie zza granicy z Polski wagony były tak zniszczone, że ponosiliśmy za duże straty związane z remontami - powiedziała Krynicka.

Lwowska dyrekcja ukraińskich kolei groziła likwidacją pociągu ze Lwowa do Przemyśla jeszcze na początku września.

- 24 sierpnia między Lwowem a Przemyślem zaczął kursować odremontowany pociąg pasażerski. Był to prezent dla pasażerów z okazji Dnia Niepodległości Ukrainy, obchodzonego 24 sierpnia. Niestety, po dwóch tygodniach eksploatacji wagony znowu są rozkręcane i niszczone - narzekał wówczas wicedyrektor ds. przewozów pasażerskich we Lwowie Bohdan Jaworski.

Aby nie dopuścić do rozkręcania elementów wagonów i ukrywania w nich przemytu, lwowskie koleje umieściły w pociągu do Przemyśla ochroniarzy. Nie przyniosło to oczekiwanych efektów, bo wagony nadal były niszczone.

Wcześniej w lipcu lwowska dyrekcja kolejowa zlikwidowała pociąg z Przemyśla do Czerniowiec. Zamiast niego na trasę Przemyśl-Lwów wyjechała wtedy tzw. elektryczka, czyli pociąg podmiejski bez przedziałów i miejsc leżących.

Kolejarze mieli nadzieję, że otwarte, pozbawione przedziałów wagony zniechęcą przemytników do rozkręcania ich elementów. W ścianach wagonów z przedziałami i miejscami leżącymi potrafili oni ukryć setki butelek wódki i niezliczone paczki tańszych od polskich, ukraińskich papierosów.

W ramach walki z przemytem w czerwcu lwowska dyrekcja ukraińskich kolei państwowych wymieniła także tzw. prowidnyków, czyli konduktorów pracujących na trasach międzynarodowych.

Prowidnycy, którzy oprócz funkcji konduktora pełnią rolę opiekuna wagonu, jako osoby najlepiej znające jego zakamarki, często współpracowali z szajkami przemytniczymi.


tell a friend :: comments 0


Tymoszenko nie chce pośredników w handlu gazem z Rosją

Posted by admin on 2007-10-17 06:08:42 CEST

Typowana na nowego premiera Ukrainy Julia Tymoszenko oświadczyła we wtorek, że chce zrezygnować z pomocy pośredników w handlu gazem z Rosją.



"Bardzo dobrze, że Federacja Rosyjska potwierdziła naszą koncepcję budowania stosunków między państwami" - powiedziała Tymoszenko na konferencji prasowej w Kijowie.

Tymoszenko odniosła się w ten sposób do poniedziałkowego oświadczenia wicepremiera Rosji a jednocześnie szefa Rady Nadzorczej Gazpromu Dmitrija Miedwiediewa, który w rozmowie z niemiecką telewizją ARD nie wykluczył usunięcia z rosyjsko- ukraińskich relacji gazowych "nie do końca zrozumiałych struktur pośredniczących".

Ukraina nie kupuje gazu bezpośrednio od Gazpromu. Rosyjski koncern sprzedaje błękitne paliwo zarejestrowanej w Szwajcarii spółce RosUkrEnergo (Gazprom dzieli w niej udziały z ukraińskim biznesmenem Dmytrem Firtaszem), ta zaś odsprzedaje je ukraińskiej firmie UkrGazEnergo.

Tymoszenko wyraziła we wtorek przekonanie, że cena gazu dla Ukrainy w przyszłym roku nie będzie dla ukraińskich konsumentów bolesna.

"Jestem przekonana, że cena gazu będzie absolutnie umiarkowana. Znajdziemy z Federacją Rosyjską porozumienie odnośnie dostaw gazu w nowym roku" - podkreśliła.

Na początku października Gazprom zapowiedział zmniejszenie dostaw gazu na Ukrainę, jeśli kraj ten nie spłaci w październiku długu przekraczającego 1,3 mld dolarów; w trakcie rozmów o spłacie zadłużenia dług urósł do 2 mld dolarów. W komunikacie Gazprom napisał, że o problemach z dostawami gazu na Ukrainę powiadomił swoich europejskich partnerów. Podkreślono, że strona rosyjska w pełni realizuje swoją część kontraktu, a strona ukraińska systematycznie istniejących kontraktów nie wypełnia.

Ukraińscy obserwatorzy określili wówczas oświadczenie Gazpromu jako "wiadomość dla Julii Tymoszenko". Komunikat rosyjskiego koncernu ukazał się dwa dni po przedterminowych wyborach parlamentarnych na Ukrainie, które odbyły się 30 września.

Wbrew nadziejom Moskwy, dyskretnie popierającej prorosyjską Partię Regionów Ukrainy premiera Wiktora Janukowycza, większe poparcie w wyborach zdobyły ugrupowania prozachodnie: Blok Julii Tymoszenko i proprezydencki blok Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona.

Prowadzą one rozmowy o wspólnej koalicji i rządzie, którym miałaby kierować Tymoszenko. We wtorek parafowano porozumienie w tej sprawie.

tell a friend :: comments 0


Tuesday, October 16 2007

Przejście graniczne w Medyce zablokowane

Posted by admin on 2007-10-16 13:12:57 CEST

Kierowcy TiR-ów zablokowali polsko-ukraińskie przejście graniczne w Medyce koło Przemyśla. Około godziny 11.30 w poprzek drogi stanęło kilka samochodów.


Kierowcy protestują przeciwko zbyt opieszałym - ich zdaniem - odprawom. Rano straż graniczna podała, że czas oczekiwania na dojazd do przejścia to około 20 godzin. Z protestującymi negocjują przedstawiciele służb granicznych, celnych i policji.

Podobną blokadę kierowcy zorganizowali poprzedniej nocy w pobliskiej Korczowej. Tam po kilku godzinach rozmów i obietnicy wzmocnienia obsady przejścia udało się zażegnać konflikt.

tell a friend :: comments 0


Ukraina gotowa odsunąć pośredników w handlu gazem

Posted by admin on 2007-10-16 12:50:26 CEST

Rząd ukraiński popiera ideę bezpośrednich kontaktów pomiędzy Gazpromem a Naftohazem Ukrainy pod warunkiem utrzymania korzystnych cen - powiedział pierwszy wicepremier i minister finansów Ukrainy Mykoła Azarow.

"Przestudiujemy to z uwagą, jako że jesteśmy za bezpośrednimi kontaktami pomiędzy naszymi dostawcami" - powiedział Azarow we wtorek komentując słowa szefa rady dyrektorów Gazpromu i pierwszego wicepremiera Rosji Dmitrija Miedwiediewa, który w poniedziałek mówił o odsunięciu pośredników w stosunkach gazowych pomiędzy Rosją a Ukrainą.

"Przede wszystkim pracujemy nad założeniem, aby ceny gazu dostarczanego na Ukrainę były sprawiedliwe i pozwoliłyby nam wprowadzić technologie oszczędzania energii" -dodał Azarow.

W wywiadzie dla niemieckiej telewizji ARD w poniedziałek Miedwiediew powiedział, że instytucje pośredników w handlu gazem między oboma krajami były pomysłem ukraińskim "w pewnym historycznym kontekście", a sens ich dalszego istnienia "nie jest do końca jasny" dla strony rosyjskiej.

Według Miedwiediewa, wyeliminowanie pośredników uprości stosunki między dwoma krajami w kwestii gazowej i pomoże Ukrainie płacić regularnie za dostawy.

tell a friend :: comments 0


Do koalicji na Ukrainie jeden krok

Posted by admin on 2007-10-16 05:33:39 CEST

Wacław Radziwinowicz


Pomarańczowi parafowali wczoraj porozumienie o sformowaniu w Radzie Najwyższej koalicji złożonej z Bloku Julii Tymoszenko i bloku Nasza Ukraina-Samoobrona Ludowa.

To ważny, być może przedostatni krok w kierunku sformowania wspólnej większości parlamentarnej. Ale kiedy układ zostanie ostatecznie podpisany, nie wiadomo.

Treść porozumienia nie została ogłoszona. Dojdzie do tego najwcześniej we środę, gdy z dokumentem zapozna się i zaakceptuje go prezydent Wiktor Juszczenko. Nie stanie się to dzisiaj, bo wtorek został ogłoszony dniem żałoby narodowej - w wyniku sobotnich wybuchów gazu w czterech domach w Dniepropietrowsku zginęło 15 osób.

Nie wiadomo, jak oba ugrupowania podzieliły stanowiska w rządzie. Przywódcy przyznali, że miejsce premiera przypadnie przedstawicielowi BJuT, a marszałka Rady Najwyższej - Naszej Ukrainy. Nazwiska mają ogłosić dopiero wtedy, gdy Rada podejmie 12 uchwał kluczowych dla ustroju kraju - m.in. przyjmie ustawę o gabinecie ministrów znacznie ograniczającą kompetencje rządu.

Według przywódców obu partii parafowane wczoraj porozumienie będzie podpisane być może dopiero na pierwszym posiedzeniu Rady. A to może się stać dopiero 15 grudnia. Droga więc do ostatecznej pomarańczowej zgody jeszcze daleka.

Przedstawiciele wrogiej pomarańczowym Partii Regionów nie wróżą nowej koalicji długiego życia. Zgodnie z ogłoszonymi wczoraj oficjalnymi wynikami wyborów parlamentarnych z 30 września BJuT będzie miał 156 posłów, blok prezydencki - 72. W sumie 228 "szabel" w 450-osobowej izbie. Wystarczy, że trzech posłów zachoruje lub, co na Ukrainie się zdarza, zdradzi, by pomarańczowi stracili większość.

Mogą się wzmocnić, przyjmując do siebie 20 posłów Bloku Łytwyna (Wołodymyra, byłego marszałka Rady). Ale musieliby oddać mu stanowisko szefa parlamentu, a to oznacza, że układ między BJuT na NU-SL o podziale stanowisk musiałby być na nowo negocjowany. A na Ukrainie rozmowy o stołkach są zawsze bardzo trudne i nie sposób przewidzieć, czym się skończą.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


"Pomarańczowi" parafowali porozumienie koalicyjne

Posted by admin on 2007-10-16 05:29:44 CEST

Prozachodni "pomarańczowi" - Blok Julii Tymoszenko i popierający prezydenta Wiktora Juszczenkę blok Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona (NU-LS) - parafowali wieczorem porozumienie o wspólnej koalicji w nowym parlamencie.

Zgodnie z nim kandydaturę premiera wysunie Blok Julii Tymoszenko, a kandydaturę przewodniczącego parlamentu NU-LS.

Półtorej godziny wcześniej prezydent Juszczenko ogłosił, że umowa koalicyjna miedzy tymi ugrupowaniami zostanie podpisana we wtorek. "Pomarańczowi" nie posłuchali głowy państwa: parafując w poniedziałek porozumienie obiecali, że umowa będzie zawarta na pierwszym posiedzeniu Rady Najwyższej (parlamentu), wyłonionej w przedterminowych wyborach 30 września. Swe podpisy pod porozumieniem złożyli: licząca na tekę premiera przywódczyni bloku własnego imienia Julia Tymoszenko oraz liderzy bloku proprezydenckiego, były minister spraw wewnętrznych Jurij Łucenko i Wiaczesław Kyryłenko. Uczynili to w obecności dziennikarzy w hallu siedziby prezydenta, po pięciogodzinnej naradzie z Juszczenką.

"Wyciągnęliśmy wnioski z przeszłości. Dobrze wiemy, co mamy robić, wiemy, jak to robić i z jaką ekipą działać" - oświadczyła Tymoszenko po parafowaniu porozumienia.

Jak poinformował szef partii Nasza Ukraina Kyryłenko, ze względu na wyznaczoną na wtorek żałobę narodową po tragedii w Dniepropietrowsku, gdzie co najmniej 15 osób zginęło w sobotę w wyniku eksplozji gazu, pełny tekst porozumienia zostanie opublikowany w środę.

Kyryłenko ujawnił, że w porozumieniu o powołaniu "pomarańczowej" koalicji znalazł się punkt wykluczający możliwość przyłączenia się do niej prorosyjskiej Partii Regionów premiera Wiktora Janukowycza czy partii komunistycznej. Do koalicji może jednak przystać Blok Wołodymyra Łytwyna, byłego przewodniczącego parlamentu.

Wiadomo, że część polityków proprezydenckiego NU-LS nie chce koalicji z ambitną Julią Tymoszenko i skłania się ku tzw. szerokiej koalicji z Partią Regionów. Wśród przeciwników powrotu Tymoszenko na stanowisko szefa rządu jest były premier Jurij Jechanurow.

Niektórzy komentatorzy uważają, że cichym zwolennikiem koalicji z Partią Regionów jest też prezydent. Tymoszenko może być jego konkurentką w wyborach prezydenckich w 2009 r., kiedy obecny szef państwa będzie się starał o reelekcję.

W wyniku wyborów parlamentarnych, które odbyły się 30 września, do Rady Najwyższej trafiło pięć ugrupowań.

Pierwsze miejsce zajęła Partia Regionów Ukrainy; głosowało na nią 34,37 proc. wyborców, co daje jej 175 mandatów parlamentarnych. Na drugim miejscu znalazł się Blok Tymoszenko - 30,71 proc. ze 156 mandatami. Trzeci jest blok NU-LS, który uzyskał 14,15 proc., czyli 72 mandaty. Komunistyczna Partia Ukrainy i Blok Łytwyna zdobyły odpowiednio 5,39 proc. głosów (27 mandatów) i 3,96 proc. (20 mandatów).

tell a friend :: comments 0


Monday, October 15 2007

Żałoba narodowa po katastrofie w Dniepropietrowsku

Posted by admin on 2007-10-15 19:50:23 CEST

Po sobotnich wybuchach gazu w Dniepropietrowsku na wschodzie Ukrainy, wskutek których zginęło co najmniej 15 osób, prezydent Wiktor Juszczenko ogłosił wtorek dniem żałoby narodowej.

Proszę, by na tragedię w Dniepropietrowsku zareagowała cała Ukraina. Wyrażam współczucie rodzinom ofiar. Wasz ból jest bólem kraju - powiedział Juszczenko w wystąpieniu telewizyjnym w poniedziałek.

Prezydent zapewnił, że osoby odpowiedzialne za tragedię zostaną ukarane.

Głównego inżyniera (przedsiębiorstwa gazowego "Dniprohaz") i jego zastępcę zatrzymano w związku z podejrzeniem o niedbalstwo - poinformował Juszczenko.

Piętnastą ofiarę śmiertelną sobotnich wybuchów w Dniepropietrowsku odnaleziono w poniedziałek po południu. Na miejscu cały czas pozostają ratownicy, którzy odgruzowują teren wokół wieżowca częściowo zniszczonego przez eksplozje - poinformowało wcześniej Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych w Kijowie.

Trwa akcja ratownicza. Do tej pory nie ma wiadomości o dziesięciu osobach, które podczas eksplozji mogły znajdować się w budynku.

Według resortu ds. sytuacji nadzwyczajnych do wybuchów doszło w czterech budynkach w sobotę przed południem, w odstępie od dwóch do czterech minut. Ogółem wskutek eksplozji ucierpiało 10 domów. Najbardziej uszkodzony jest dziesięciokondygnacyjny blok, w którym całkowicie zniszczone są dwie klatki schodowe.

Jak poinformował w niedzielę p.o. gubernator obwodu dniepropietrowskiego Wiktor Bondar, wybuchy gazu mogły być spowodowane problemami technicznymi bądź niesumiennością pracowników, którzy nie zareagowali we właściwym czasie na informacje o ulatnianiu się gazu.

Mieszkańcy, czując silny zapach gazu, usiłowali dodzwonić się na pogotowie gazowe, lecz numer nie odpowiadał. Z pogotowiem nie udało się też połączyć dyżurnym miejskiego i obwodowego oddziału Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych.

W sobotę cytowany przez ukraińskie media przedstawiciel miejskich gazociągów w Dniepropietrowsku informował, że przyczyną wybuchów było gwałtowne podwyższenie ciśnienia gazu. Oświadczył też, że sieć przesyłowa gazu była sprawna.

tell a friend :: comments 0


Juszczenko: "pomarańczowi" podpiszą umowę we wtorek

Posted by admin on 2007-10-15 19:48:57 CEST

Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko zapowiedział, że umowa o powołaniu demokratycznej koalicji w nowym parlamencie zostanie podpisana we wtorek - poinformowała prezydencka służba prasowa.

Wcześniej tego dnia Juszczenko spotkał się z przywódcami sił prozachodnich, określanych mianem "pomarańczowych": Julią Tymoszenko z bloku jej własnego imienia i liderami proprezydenckiego bloku Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona (NU-LS), Jurijem Łucenką i Wiaczesławem Kyryłenką.

Politycy ci twierdzili, że powołają "pomarańczową" koalicję chwilę po ogłoszeniu oficjalnych wyników wyborów z 30 września. Centralna Komisja Wyborcza w Kijowie podała je w poniedziałek po południu, jednak do podpisania umowy koalicyjnej nie doszło.

Zdaniem komentatorów może to oznaczać, że sojusznicy z czasów pomarańczowej rewolucji 2004 r. znowu mają problemy z porozumieniem. Część ważnych działaczy prezydenckiej partii Nasza Ukraina, takich jak były premier Jurij Jechanurow, nie ukrywa, że koalicja na czele z typowaną na premiera ambitną Julią Tymoszenko jest im nie w smak. Wielu twierdzi, że najlepszym wariantem dla Naszej Ukrainy byłaby tzw. szeroka koalicja z prorosyjską Partią Regionów premiera Wiktora Janukowycza.

Niektórzy znawcy ukraińskiej sceny politycznej uważają, że cichym zwolennikiem takiego rozwiązania jest też prezydent. Tymoszenko może być jego konkurentką w wyborach prezydenckich w 2009 r., kiedy obecny szef państwa będzie starał się o reelekcję.

Wbrew stanowisku skrzydła Naszej Ukrainy, które jest za współpracą z "regionałami", Łucenko i Kyryłenko twardo utrzymują, że jako szefowie bloku NU-LS mogą współpracować w nowym parlamencie wyłącznie z Blokiem Tymoszenko. Współpraca ta była jednym z głównych haseł, pod którymi szli do wyborów.

Po poniedziałkowym spotkaniu Juszczenki z niedoszłymi sojusznikami w nowym parlamencie jego kancelaria poinformowała w suchym komunikacie, że "rozmowy o koalicji wyszły na ostatnią prostą".

W wyniku wyborów parlamentarnych, które odbyły się na Ukrainie 30 września, do Rady Najwyższej trafiło pięć ugrupowań.

Pierwsze miejsce zajęła Partia Regionów Ukrainy premiera Janukowycza. Głosowało na nią 34,37 proc. wyborców, co daje jej 175 mandatów parlamentarnych.

Na drugim miejscu znalazł się prozachodni, opozycyjny dotychczas Blok Julii Tymoszenko - 30,71 proc. ze 156 mandatami. Trzecie miejsce proprezydencki blok NU-LS. Poparcie dla niego wyniosło 14,15 proc., co oznacza, że blok uzyskał 72 mandaty.

Komunistyczna Partia Ukrainy i Blok Wołodymyra Łytwyna, byłego przewodniczącego parlamentu, zdobyły odpowiednio 5,39 proc. głosów (27 mandatów) i 3,96 proc. (20 mandatów).

tell a friend :: comments 0


Wolność słowa po kijowsku

Posted by admin on 2007-10-15 19:46:35 CEST



Znany dziennikarz Witalij Portnikow, redaktor naczelny ukazującej się nad Dnieprem od wiosny popularnej "Gazety 24", podał się do dymisji ze względu na naciski polityczne w czasie niedawnej kampanii wyborczej

Drodzy Koledzy! Z przykrością Was informuję, że muszę przerwać pełnienie obowiązków redaktora naczelnego »Gazety 24 « i holdingu Media-Dim. Decyzję podjąłem pod rozmowie z inwestorem projektu Wołodymyrem Kosterinem, który poinformował mnie o konieczności wprowadzenia wewnętrznego nadzoru nad działalnością redakcji oraz politycznej kontroli nad wydawanym przeze mnie pismem” - list tej treści Witalij Portnikow, jeden z najbardziej znanych dziennikarzy na Ukrainie, wysłał swoich kolegom oraz umieścił w swoim blogu.

"Gazetę 24" stworzył na początku tego roku kijowski milioner Wołodymyr Kosterin, znany wcześniej z interesów na rynku nieruchomości. Ogłosił, że chce stworzyć holding medialny oparty o należącą do niego ogólnokrajową, choć mało popularną stację telewizyjną Tonis, ogólnoukraiński dziennik oraz portal internetowy. Był to pierwszy tego rodzaju projekt na Ukrainie, gdzie komercyjne i niezależne media są wciąż słabe. Inwestycję szacowano na 25 mln dol. Kosterin zapewniał, że interesuje go wyłącznie biznes, a nie polityka.

Kosterin zatrudnił do swojego projektu znakomitych dziennikarzy. Redaktorem naczelnym "Gazety 24" oraz całego holdingu Media-Dim został Witalij Portnikow, dziennikarz z wielkim doświadczeniem, wieloletni komentator rosyjskiej i ukraińskiej sekcji Radia Swoboda, autor i prowadzący programów radiowych i telewizyjnych, publicysta pochodzący z Kijowa, ale przez wiele lat mieszkający i pracujący w Moskwie. Portnikow jest także znany polskim czytelnikom z komentarzy zamieszczanych niegdyś w "Gazecie", ostatnio głównie w "Polityce".

Problem w tym, że właściciel "Gazety 24" oprócz działalności biznesowej zajmował się także polityką, stojąc na czele marginalnej Partii Zielonych. Na co dzień nie dawało się tego odczuć, ale o swojej partii Kosterin przypomniał sobie podczas ostatniej kampanii wyborczej na Ukrainie. - W czasie kampanii Kosterin naciskał na mnie, bym promował jego partię w "Gazecie 24" - mówi nam Portnikow. - Tłumaczyłem mu, że jego marginalna partia nikogo nie obchodzi, a on swoje. Gdyby kazał mi wspierać Juszczenkę, Janukowycza czy Tymoszenko, to przynajmniej wiedziałbym, o co mu chodzi, choć też nie uległbym naciskom. Uważam, że Kosterin skompromitował się i ośmieszył, dlatego nie mogę z nim dalej pracować.

Wraz z Portnikowem w proteście przeciwko próbom umieszczenia komisarza politycznego Partii Zielonych w redakcji "Gazety 24" do dymisji podał się prezes spółki Media-Dim Mykoła Kniażycki, jeden z najbardziej doświadczonych menedżerów medialnych na Ukrainie. - Kosterin przegiął. W ostatnich dniach przed wyborami kazał nam pokazywać w naszych mediach wyłącznie jego Partię Zielonych, która miała w sondażach 0,4 proc. Nie mogliśmy się na to zgodzić. Informowaliśmy o ekologii, jest nam to bliskie, ale nie za cenę przemilczania liczących się aktorów życia politycznego - mówi "Gazecie" Kniażycki. Razem z Portnikowem chcą zaproponować Kosterinowi, że odkupią od niego "Gazetę 24", by przywrócić jej dobre imię. - Nie wyobrażam sobie dalszej współpracy z Kosterinem, choć mogliśmy stworzyć pierwszy nowoczesny projekt medialny na Ukrainie w stylu zachodnim - mówi Kniażycki. - Jeśli Kosterin nie będzie skłonny do kompromisu, to zabieramy ludzi i zaczynamy pracę nad nowym projektem z nowym inwestorem.

- Ukrainie jest potrzebna codzienna gazeta na wysokim poziomie dla myślących ludzi. Wciąż istnieje w tym miejscu rynkowa nisza. Postaramy się ją zapełnić, ale bez Kosterina - mówi Witalij Portnikow.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Chcą dać pracę "lekarzowi instrumentów"

Posted by admin on 2007-10-15 19:44:21 CEST



Po tekście o ukraińskim artyście, który odnawia i reperuje najbardziej zniszczone instrumenty, a nie ma pracy, w redakcji rozdzwoniły się telefony z propozycjami

Pierwszy zadzwonił do nas Wojciech Gurgul, właściciel powstającego pod Opolem gospodarstwa ekoturystycznego Chata w lesie. - Przeczytałem w "Gazecie" o Karolu Węgrzynowskim

i pomyślałem, że ktoś taki idealnie nadawałby się do naszego gospodarstwa. I to z kilku powodów. Przede wszystkim zajmuję się konserwacją zabytkowych mebli, a skoro pan Węgrzynowski potrafi obchodzić się z delikatnymi instrumentami, to może i z meblami mógłby mi pomóc. Mógłbym go wiele nauczyć, kiedyś pracował dla mnie stolarz, także z Ukrainy a potem przez lata mnie odwiedzał. Teraz jego miejsce mógłby zająć pan Karol. Poza tym w przyszłym roku chcę na dobre ruszyć z ekoturystyką. Ja tam jestem tylko w weekendy, więc stróż też by się przydał, a umiejętności pana Karola mógłbym wykorzystać w tworzeniu klimatu osady - zachęcał.

Spotka się z Węgrzynowskim, który teraz jest w Kijowie, za kilka dni, by omówić szczegóły. Jeśli się dogadają, to ukraiński artysta ma szansę i na pracę w warsztacie, i na mieszkanie w osadzie.

Ale zadzwonił do naszej redakcji także Grzegorz Szepaniak z pytaniem, czy Węgrzynowski potrafi naprawić kościelne organy. - Organy są w kościele w Przeczowie, o ich konserwacji i naprawie pomyślałem dopiero po przeczytaniu tekstu, gdy okazało się, że ten pan jest tak świetnym fachowcem - wyjaśnił. Pan Grzegorz dodał, że jeśli okaże się, że ukraiński lutnik-restaurator zna się na kościelnych organach, to jest szansa na to, by kościół w Przeczowie zlecił mu naprawę.

Węgrzynowski, ludowy artysta, w Polsce przebywa od sześciu lat, teraz stara się o obywatelstwo i szuka dla siebie kąta na warsztat. Utrzymuje się z naprawiania zniszczonych instrumentów muzycznych, bo jest w stanie przywrócić blask nawet tym najstarszym i najbardziej zniszczonym czy połamanym. Te, którym ocalił duszę, pokazuje nieraz w bierkowickim skansenie lub w klubie studenta.




Źródło: Gazeta Wyborcza Opole

tell a friend :: comments 0


Pomarańczowi zwyciężyli na Ukrainie - już oficjalnie

Posted by admin on 2007-10-15 19:41:36 CEST

Centralna Komisja Wyborcza ogłosiła wczoraj oficjalne wyniki wyborów parlamentarnych na Ukrainie, które odbyły się 30 września. Do Rady Najwyższej weszło pięć ugrupowań, które pokonały 3-proc. próg: Partia Regionów (34,37 proc. głosów), Blok Julii Tymoszenko (30,71), Nasza Ukraina - Samoobrona Ludowa (14, 15), Partia Komunistów Ukrainy (5,39) oraz Blok Łytwyna (3,96). Przewagę w 450-osobowym jednoizbowym parlamencie mają więc dwie frakcje pomarańczowe, czyli BJuT oraz prezydencka NU-SL, które w sumie będą posiadać 228 mandatów - o sześć więcej niż pozostałe trzy ugrupowania.

tell a friend :: comments 0


Rosja: konsekracja pierwszego od 1917 r. kościoła greckokatolickiego

Posted by admin on 2007-10-15 19:40:23 CEST

W Nowokuźniecku niedaleko Nowosybirska konsekrowano 14 października pierwszą w Rosji od rewolucji październikowej w 1917 r. cerkiew obrządku greckokatolickiego. Obrzędu poświęcenia dokonali wspólnie biskup diecezji Przemienienia Pańskiego w Nowosybirsku Joseph Werh, będący jednocześnie ordynariuszem dla grekokatolików w Rosji, i przybyły z Ukrainy egzarcha doniecko-charkowski obrządku bizantyńskiego bp Stefan Meniok.

W uroczystości uczestniczył także delegat apostolski dla grekokatolików Kazachstanu i Azji Środkowej ks. protojerej Wasilij Gowera. Obecne było duchowieństwo greckokatolickie z wszystkich 14 parafii Rosji oraz księża łacińscy z Nowosybirska, Omska, Kamerowa, Tomska i Bijska.

Uroczystość rozpoczęła się od konsekracji ołtarza, w którym umieszczono relikwie bł. Piotra Werguna - męczennika z Syberii oraz św. Jana Złotoustego, które na tę ceremonię przywiózł z Rzymu sekretarz nuncjatury w Moskwie ks. Anton Jozić.

Po konsekracji wszyscy uczestnicy oprócz chóru opuścili świątynię i zgromadzili się przy jej drzwiach. Tutaj zgodnie z liturgią bp Meniok kilkakrotnie odśpiewał po starocerkiewnosłowiańsku: "Bramo, otwórz swe podwoje ", na co chór z wnętrza świątyni pytał: "A któż jest królem chwały ". Gdy w końcu padła odpowiedź: "Zbawiciel jest królem chwały ", drzwi otworzyły się i cerkiew zapełniła się na nowo wiernymi.

Po Mszy św. sprawowanej wg liturgii św. Jana Złotoustego - którego wezwanie będzie nosić parafia - przemówił bp Meniok, życząc, aby wspólnota rozrastała się i dawała dobre świadectwo o Chrystusie. Odczytano także listy z pozdrowieniami od nuncjusza apostolskiego w Rosji abp. Antonio Meniniego i prezydenta miasta Nowokuźnicka. Na koniec przemawiali także przedstawiciele administracji miasta, mufti miejscowej wspólnoty muzułmańskiej i delegaci innych parafii przybyłych na uroczystość.

Po liturgii konsekracyjnej na przycerkiewnym placu wszyscy zostali ugoszczeni ormiańskim płowem - ryżem z mięsem i warzywami.

Cerkiew w Nowokuźniecku, wzniesiona w ciągu 4 lat pod kierunkiem ks. Aleksieja Baranikowa, będzie służyła wiernym obrządków wschodniego i łacińskiego. Stąd w jej wnętrzu znalazło się miejsce dla ławek i organów. Sama świątynia nawiązuje swoim stylem do tradycji bizantyńskiej i może pomieścić ok. 400 osób.

Nowokuźnieck jest przemysłowym miastem Kuzbasu - Kuźnieckiego Zagłębia Węglowego. Liczy ponad pół miliona mieszkańców. W latach trzydziestych i po II wojnie światowej był miejscem masowych deportacji grekokatolików z Ukrainy. W latach pięćdziesiątych opiekę nad nimi zaczęli sprawować w podziemiu duchowni katoliccy (łacińscy), którzy nawet zatrudniali się jako górnicy w kopalniach, aby nie budzić podejrzeń odnośnie do swojej posługi.

tell a friend :: comments 0


15. ofiara śmiertelna wybuchów gazu w Dniepropietrowsku

Posted by admin on 2007-10-15 15:18:31 CEST

15. ofiarę śmiertelną sobotnich wybuchów gazu w Dniepropietrowsku (wschodnia Ukraina) odnaleźli ratownicy, którzy odgruzowują teren wokół wieżowca częściowo zniszczonego przez eksplozje - poinformowało Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych w Kijowie.

W Dniepropietrowsku trwa akcja ratownicza. Do tej pory nie ma wiadomości o dziesięciu osobach, które podczas eksplozji mogły znajdować się w budynku.

Według resortu ds. sytuacji nadzwyczajnych do wybuchów doszło w czterech budynkach w sobotę przed południem, w odstępie od dwóch do czterech minut. Ogólnie wskutek eksplozji ucierpiało 10 domów. Najbardziej uszkodzonym budynkiem jest dziesięciokondygnacyjny blok, w którym całkowicie zniszczone są dwie klatki schodowe.
Jak poinformował w niedzielę p.o. gubernator obwodu dniepropietrowskiego Wiktor Bondar wybuchy gazu mogły być spowodowane problemami technicznymi bądź niesumiennością personelu, który we właściwym czasie nie zareagował na informacje o ulatnianiu się gazu.

Mieszkańcy, czując silny zapach gazu, usiłowali dodzwonić się na pogotowie gazowe, lecz numer nie odpowiadał. Z pogotowiem nie udało się też połączyć dyżurnym miejskiego i obwodowego oddziału Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych.

W sobotę cytowany przez ukraińskie media przedstawiciel miejskich gazociągów w Dniepropietrowsku informował, że przyczyną wybuchów było gwałtowne podwyższenie ciśnienia gazu. Oświadczył też, że sieć przesyłowa gazu była sprawna.

tell a friend :: comments 0


Osadczuk o Polakach i Ukraińcach

Posted by admin on 2007-10-15 12:55:59 CEST

60-LECIE AKCJI WISŁA. Stosunki polsko-ukraińskie są najlepsze w historii, jesteśmy na początku nowej ery naszych relacji - uważa prof. Bohdan Osadczuk, mieszkający w Berlinie, historyk nazywany ukraińskim Giedroyciem. - A czemu ludzie się nie lubią? Co nas jeszcze dzieli? Ignorancja! Ignorancja i brak znajomości historii

Od kwietnia "Gazeta" publikuje teksty o życiu warmińsko-mazurskich Ukraińców. Przy okazji 60. rocznicy akcji "Wisła" chcemy opowiedzieć Czytelnikom o tej mniejszości narodowej, przedstawić jej liderów, pokazać codzienne życie.

W Olsztynie niedawno był prof. Bohdan Osadczuk, historyk, politolog, który od lat 50. wspólnie z Jerzym Giedroyciem i środowiskiem paryskiej "Kultury" działał na rzecz pojednania obu narodów. Na spotkaniu z mieszkającymi w Górowie Ukraińcami Osadczuk powiedział: - Poświęciłem budowaniu mostów między Warszawą a Kijowem całe życie. Nie żałuję tego. Dziś relacje między Polakami a Ukraińcami są najlepsze w historii. To absolutny przełom, początek nowej ery, w którą nie wierzą tylko nasi nieprzyjaciele i ci, których podburzają nieprzyjaciele obu narodów.

Co jeszcze dzieli Polaków i Ukraińców? Osadczuk mówi: - Ignorancja i wzajemna nieznajomość historii, a także współczesności. To oba narody wybudowały między sobą mury. Po pierwszej wojnie światowej Polska oddzieliła się od Ukrainy żelazną granicą ustanowioną na rzece Zbrucz. Nie było wówczas żadnych kontaktów między Warszawą a stolicą Ukrainy - Charkowem, a potem Kijowem. Gdy w Polsce zwyciężyła endecka koncepcja polityki zagranicznej, Galicja i Wołyń zostały przeznaczone do asymilacji, kompletnego wynarodowienia. Ukraińcy nie mieli tam żadnych praw, nie było ich ani w armii, ani w polityce, w rządzie, w parlamencie frakcja ukraińska była słaba. Przez to pogłębiała się w Polakach ignorancja wobec Ukraińców. Z drugiej strony granicy nie próżnowali komuniści sowieccy i ukraińscy, którzy rozpowiadali między ludźmi przesądy i złe legendy o Polakach, o agresywnych planach Warszawy. Tylko niskonakładowe pisma np. "Młody Wschód" pisały o naszych narodach obiektywnie, ale wielka prasa, np. krakowski "Ilustrowany Kurier Codzienny", albo szerzyła straszne kłamstwa o Ukrainie i Ukraińcach, albo milczała na te tematy.Tak wyrósł kolejny mur - mur nieznajomości. Dużo z tego zostały po dzisiejszy dzień.

Następne błędy popełnił polski rząd emigracyjny, który nie zaprosił do swojego gabinetu Ukraińców, choć jego członkowie wiedzieli, że przedstawiciel ukraińskiego podziemia siedzi w Krakowie z walizkami gotowy wyjechać do Londynu. W międzyczasie zaczęły się okropne rzeczy na Wołyniu, które doprowadziły do masowych mordów wobec Polaków ze strony ukraińskich nacjonalistów, którzy uciekli się do masowych czystek etnicznych. W tej zbrodni maczali też palce też okupanci niemieccy i sowieccy zainteresowani pogłębianiem nienawiści między naszymi narodami.

Po skończeniu wojny, na emigracji razem z Giedroyciem stwierdziliśmy, że trzeba odbudować współpracę między naszymi narodami. Nie było to łatwe, bo polska emigracja składała się z ludzi, którzy pochodzili z terenów obarczonych tymi konfliktami. Marzyli o trzeciej wojnie światowej i odzyskaniu Lwowa, Grodna, przesunięciu granic. Wśród nich krążyło nawet powiedzenie: "Jedna bomba atomowa i wrócimy znów do Lwowa".

My, środowisko paryskiej "Kultury", przeciwstaliśmy się temu. Wiedzieliśmy, że do budowania nowych relacji między Polską a Ukrainą potrzebne było przede wszystkim zrzeczenie się pretensji terytorialnych. Trzeba było głośno powiedzieć: zrzekamy się pretensji do Lwowa, Wilna i Grodna. I powiedzieliśmy to. Nasze hasło przejęła opozycja, powtarzały je rządy polskie po 1989 roku.

To zaowocowało: dziś między naszymi krajami jest współpraca ekonomiczna, kulturowa, naukowa. Zwłaszcza ta ostatnia rozwija się wspaniale: na Ukrainie jest coraz więcej polskich studentów, Ukraińcy chętnie studiują w Polsce. Dziś w Rzeszowie, Krakowie, Warszawie czy Wrocławiu istnieją prężne ośrodki akademickie działające na rzecz pojednania. Nareszcie ruszyła współpraca między kościołami rzymskokatolickim i greckokatolickim. To szalenie ważne, bo przez lata nie było między nimi praktycznie żadnej współpracy. Co więcej zaczyna się rysować dialog między katolikami a prawosławnymi. Stała się też rzecz, kiedyś nie do uwierzenia - mamy współpracę wojskową, nasi żołnierze razem pracują w Kosowie.

Ale to wszystko jeszcze za mało. Wiem, że nie od razu Kraków zbudowano, a roboty przed nami wiele. Na przykład nie ma między naszymi krajami prawie żadnej turystyki - Polacy zamiast na Krym, gdzie jest pięknie i tanio, jeżdżą do Turcji. Ja sam będę mógł spokojnie zamknąć oczy i odejść do wieczności, gdy zacznie prężnie pracować na razie działająca w zalążku polsko-ukraińska uczelnia w Przemyślu. Wtedy powiem: Zrobiłem w życiu, co było trzeba.

tell a friend :: comments 0


Duchowny, który zniweczył cel akcji "Wisła"

Posted by admin on 2007-10-15 12:54:39 CEST



Greckokatolicki ksiądz Mirosław Ripecki to jedna z najważniejszych postaci w życiu wysiedlonych z Bieszczad na Warmię i Mazury Ukraińców, bo pomógł im zachować tożsamość. Od soboty będzie miał w Górowie Iławeckim swoją ulicę.

Ciepły, miły, podtrzymywał nas na duchu, ocalał wiarę, nie pozwalał tracić nadziei, bezkompromisowy w kontaktach z komunistyczną władzą - tak o księdzu mitracie Ripeckim (mitrat - godność w kościele greckokatolickim, odpowiednik godności infułata w kościele rzymskim) mówią warmińsko-mazurscy Ukraińcy.

Ksiądz Jan Łajkosz, proboszcz parafii w Górowie, mówi wręcz, że gdyby nie odwaga i upór księdza Ripeckiego życie duchowe warmińsko-mazurskich Ukraińców po akcji W. mogło by zostać pogrzebane. - Wielu przesiedlonych Ukraińców nie znało polskiego, msza odprawiana w kościele rzymskokatolickim po łacinie była dla nich zupełnie niezrozumiała - opowiada ks. Łajkosz.

Ks. Ripecki urodził się w 1889 roku w Samborze (dziś Ukraina), jego ojciec Teodor był księdzem i katechetą. Bracia Mirosława zostali adwokatami, on wstąpił do seminarium. W czasie I wojny światowej był kapelanem w austro-węgierskiej armii, gdzie wspierał służących tam Ukraińców. W 1921 roku zwierzchnicy cerkwi greckokatolickiej przydzielili mu parafię we wsi Liski pod Chrubieszowem.

Gdy w 1947 roku rozpoczęła się akcja W. jej dowódcy zdecydowali o wysiedleniu Lisek. Na liście przesiedleńców znalazł się ksiądz Ripecki z żoną. - Przesiedlono ich do wsi Chrzanowo pod Ełkiem, gdzie było kilka chałup na krzyż - opowiada ks. Łajkosz. - Osiedlono ich w starej szkole. Ks. Ripecki rozpakował z tobołków przywieziony z Lisek obraz Matki Boskiej Nieustającej Pomocy i w jednej z klas urządził kaplicę. Już 6 lipca 1947 roku odprawił w niej pierwsze nabożeństwo w obrządku greckokatolickim, a z tygodnia na tydzień przyjeżdżało do niego coraz więcej ludzi.

Organizując akcję W. władze PRL chciały zasymilować Ukraińców, zerwać więzy społeczne, miejscowi aparatczycy pilnowali, żeby nie mówili po ukraińsku. Ks. Ripecki chciał legalnie odprawiać nabożeństwa, ale mu nie pozwolono. Mimo to nie zrezygnował i choć ciągle nachodzili go milicjanci i ubecy nie dał się zastraszyć. - Chrzcił, dawał śluby, spowiadał - wylicza ks. Łajkosz.

Miron Sycz opowiadał nam kiedyś: - Po mszy u księdza Ripeckiego ludzie godzinami stali na podwórku i opowiadali sobie gdzie trafili, kto jeszcze mieszka w ich wsi, co wiedzą o innych. W ten sposób wsie i rodziny, które władza chciała pogubić po wsiach całego regionu, odnajdowali się.

Władze PRL zaczęły pozwalać Ukraińcom na msze greckokatolickie dopiero w 1957 roku. Do tego czasu do Chrzanowa zjeżdżali Ukraińcy z całej Polski. - Mój tata jechał do niego z Białego Boru na Pomorzu - mówi ks. Łajkosz.

Ksiądz Ripecki zmarł 29 kwietnia 1974 roku w Chrzanowie. Jego trumnę kondukt żałobny z rzymskokatolickim ks. bp. Julianem Wojtkowskim na czele odprowadził do Lisek, gdzie kilka lat wcześniej spoczęła jego żona.

Ks. Łajkosz: - Choć ks. Ripecki nigdy nie odprawiał w Górowie mszy, postanowiliśmy nazwać ulicę jego imienia, ponieważ to postać kluczowa dla społeczności ukraińskiej w naszym regionie.

tell a friend :: comments 0


Mówili na nas banderowcy

Posted by admin on 2007-10-15 12:52:47 CEST




Gdy pociąg z przesiedleńcami jechał brzegiem Niegocina, w wagonie podniósł się płacz: - Jezu, topić nas będą. - Ta jakby nas mieli topić, to by nas tyle świata nie wieźli - rzucił ktoś.

Justyna Kowal, 79 lat: - W czasie Akcji "Wisła" miałam szczęście do ludzi, którzy bezinteresownie mi pomogli. A Mazury? Tu jest teraz mój dom, a moje dzieci mówią "mamo, tu jest nasza Ukraina, innej nam nie trzeba".

Teodor Fylak, 80 lat: - Byłem w UPA, nieźle za to w dupę dostałem. W lesie chłodno, głodno i smrodno, a po wyjściu z lasu ciężkie więzienie.

Jan Kupicz, 77 lat: - Jeszcze pięć lat temu chciałem się stąd wyprowadzić do Przemyśla. Ciągnie w rodzinne strony.



Nieproszeni goście

Wesele Justyny Letkiej, po mężu Kowal, trwało w najlepsze, jak zaczęły lecieć szyby w chałupie. Goście przestali jeść, orkiestra ucichła. Przez okno najpierw weszły wojskowe buciory, wślizgnął się jeden żołnierz, potem drugi i następni. Iwan, brat młodej, która z piskiem uciekła w kąt i zaczęła zrywać z głowy welon, skoczył do okna i próbował zagrodzić wojsku dojście do stołów. Tak za to dostał, że kilka dni chodził z siną twarzą. Żołnierze usiedli za stołami i zaczęli jeść, pić, a wszyscy goście, było ich ponad pięćdziesięcioro, pouciekali. - To było polskie wojsko, które stacjonowało w folwarku za naszą wsią - mówi Justyna Kowal. - Do tego wesela uważałam, że ci żołnierze są we wsi po to, żeby nas bronić przed bandami, które zza Sanu napadały na naszą wieś i zabierały ludziom co popadnie.

Justyna Kowal brała ślub w lipcu 1946 r. we wsi Wysocko w powiecie jarosławskim.

*

Rok wcześniej na wesele do Gorców, gdzie bawił się ocalały z frontu Teodor Fylak, też przyszedł oddział. Tyle, że UPA, z sotni "Brodycza". - Kazali iść z nimi, więc poszedłem. Zaprowadzili do lasu, przydzielili do kuszcza, czyli 12-osobowego oddziału, który zaopatrywał resztę naszej organizacji w żywność - wspomina. W UPA dostał pseudonim "Komar", bo był mały i chudy. Mówi, że samego "Brodycza" nigdy nie widział ani o niego nie dopytywał. To było źle widziane, takich, co byli zbyt ciekawi, uważało się za szpiegów. Tak samo nie pytał o prawdziwe imiona czy nazwiska kolegów, z którymi wyprawiał się do wsi po żywność. Sam, ze względów bezpieczeństwa i ilości jedzenia, jaką musiał przynosić, nigdy nie chodził. - Szliśmy zawsze we dwóch-trzech, jeden trochę przodem na zwiady - opowiada. - Zależało nam, żeby unikać z polskim wojskiem walki, bo ich zawsze było więcej. Jak już doszliśmy do wsi, to chodziliśmy po chałupach za żywnością. Jedni sami nam dawali, co mieli, innym żeśmy siłą zabierali. Braliśmy wszystko: od jajka i kury, po krowę czy cielaka.

- Ciężka to była robota?

- Trzeba było z tego, co naniesiemy, średnio 60 ludzi wykarmić.

*

Jan Kupicz urodził się we wsi Ruda Żurawiecka w powiecie Tomaszów Lubelski. Wieś miała 72 numery, w niespełna 30 domach mieszkali Polacy, reszta była Ukraińców. W 1946 r. z sąsiedniej wsi przyjechał do Rudy nauczyciel Polak. Mimo to z edukacji dzieci mówiących na co dzień po ukraińsku niewiele wyszło, bo po kilku miesiącach z nieznanych nikomu do dziś powodów nauczyciel zrezygnował z pracy i wyjechał. - Ojciec miał sześć hektarów pola, więc pracowałem z nim, pasłem krowy i uważałem, żeby mi się coś złego nie stało, jak na przykład Onufremu Wiszko, który szedł z siekierą do lasu po drwa na rozpałkę - opowiada Kupicz. - Nadjechała milicja samochodem, zmierzył go któryś na mostku. Prast-prast, po człowieku. Po wojnie w milicji okropne wyrzutki były, każdy z nich robił, co chciał.



W Bieszczadach coraz gorzej

W lutym 1947 r. zniknął nagle po południu brat Justyny Kowal. Wszyscy się zastanawiali, co się mogło stać, bo był spokojnym chłopakiem, śpiewał w cerkiewnym chórze. Do partyzantki go nie ciągnęło - na froncie kula Dum-dum pogruchotała mu siedem centymetrów kości w ramieniu, tak, że rękę miał prawie niewładną. Rodzice z nerwów nocy nie przespali, myśląc, co z synem. Dopiero rano od wojska z folwarku przyszła wiadomość: odebrać syna. Pojechali. Chłopak czekał na nich ledwo żywy: głowę miał zawiniętą, a z opatrunku wisiały brunatne skrzepy. Nie pokazali nerwów, zabrali go na wóz, a ojciec zawiózł go do polskiego klasztoru w Moszczanach. Mieszkała tam starsza, obeznana z chirurgią zakonnica. Siostra powoli rozwijała i przecinała bandaże, przemywała rany i załamywała ręce: - Mój Boże, a cóż to za zwierzę mogło tak człowieka okaleczyć?

Jak Iwan trochę doszedł do siebie, powiedział, że bili go grubymi polanami, które leżały przy folwarcznym kominku.

Zaraz potem za sprawą wojska z folwarku zniknął ze wsi niedorozwinięty furman. Jego zakatowali na śmierć. Łaskawie pozwolili starej matce zabrać leżące przy szopie zwłoki. - Coraz bardziej nie było życia z tym wojskiem - mówi Justyna Kowal, która była wtedy blisko rozwiązania z pierwszym dzieckiem.

*

Teodor Fylak w 1947 r. już nie znosił do lasu jedzenia. Dużo ludzi z UPA zginęło, część uciekło, no i trzeba było wzmocnić siły bojowe. Dlatego wcielono go do oddziału. 28 marca, gdy we wsi Jabłonka zginął w niejasnych do dziś okolicznościach generał Karol Świerczewski, Fylak był ze swoim oddziałem kilkadziesiąt kilometrów dalej. - Ale koledzy z organizacji niedługo potem mnie tam zaprowadzili, pokazywali potok, w którym zginął generał, mówili, jak leżało ciało, że je jego ludzie obsikali.


Źródło: Gazeta Wyborcza Olsztyn

tell a friend :: comments 0


Już 14 ofiar śmiertelnych wybuchów gazu w Dniepropietrowsku

Posted by admin on 2007-10-15 12:49:17 CEST

Do 14 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych wybuchów gazu, do których doszło w sobotę w Dniepropietrowsku, na wschodzie Ukrainy. Wśród zabitych jest dwoje dzieci - poinformowało w poniedziałek ukraińskie Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych.

Ratownicy, którzy od soboty ręcznie odgruzowują teren wokół zniszczonego eksplozją dziesięciokondygnacyjnego bloku, uważają, że w ruinach mogą jeszcze być ludzie. Nieznany jest los ok. 20 osób. 17 ludzi znajduje się w szpitalach.

Według resortu ds. sytuacji nadzwyczajnych do wybuchów doszło w czterech budynkach w sobotę przed południem, w odstępie od dwóch do czterech minut. Ogólnie wskutek eksplozji ucierpiało aż 10 domów.

Jak poinformował w niedzielę p.o. gubernatora obwodu dniepropietrowskiego Wiktor Bondar wybuchy gazu mogły być spowodowane problemami technicznymi bądź niesumiennością personelu, który we właściwym czasie nie zareagował na informacje o ulatnianiu się gazu.

Mieszkańcy, czując silny zapach gazu, usiłowali dodzwonić się na pogotowie gazowe, lecz numer nie odpowiadał. Z pogotowiem nie udało się też połączyć dyżurnym miejskiego i obwodowego oddziału Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych.

W sobotę cytowany przez ukraińskie media przedstawiciel miejskich gazociągów w Dniepropietrowsku informował, że przyczyną wybuchów było gwałtowne podwyższenie ciśnienia gazu. Oświadczył on też, że sieć przesyłowa gazu była sprawna.

tell a friend :: comments 0


Gazowy horror w Dniepropietrowsku

Posted by admin on 2007-10-15 07:49:55 CEST



Seria wybuchów gazu w czterech domach w Dniepropietrowsku na wschodzie Ukrainy zabiła w sobotę co najmniej 13 osób. Przysypani gruzami dzwonili z telefonów komórkowych do bliskich, błagając o ratunek

W sobotę przed południem pierwsza i najpotężniejsza eksplozja zniszczyła zamieszkały przez 160 rodzin dziewięciopiętrowy dom przy ul. Mandrikowskiej 127 na osiedlu Pieremoha (Zwycięstwo). Rozsypały się i legły w gruzach dwie z pięciu jego klatek schodowych. Resztę domu trzeba będzie wysadzić w powietrze, bo do zamieszkania się on nie nadaje.

Dwie minuty później doszło do następnego wybuchu w sąsiednim domu prywatnym. Tu fala uderzeniowa zerwała dach. Zaraz potem kolejna eksplozja w stojącym obok dziewięciopiętrowym bloku wyrwała okna i drzwi klatek schodowych. Czwarty wybuch w jeszcze jednym domu prywatnym uszkodził dach.

Ratownicy pracują na ruinach w warunkach skrajnie trudnych. Nie mogą zastosować sprzętu mechanicznego, bo pod gruzami wciąż mogą być żywi ludzie. Muszą rękami usuwać jeden po drugim fragmenty ciężkich żelbetowych płyt. A nad nimi z wysokich pięter ocalałych klatek schodowych zwisają grożące runięciem kolejne płyty.

Do niedzielnego wieczora wydobyli z rumowiska domu przy Mandrikowskiej 12 zwłok i 26 ciężko rannych mieszkańców. Jeden z nich po przewiezieniu do szpitala zmarł. Ofiar może być jednak znacznie więcej. 20 ludzi uważa się za zaginionych. Niektórzy z nich w nocy z soboty na niedzielę dzwonili spod gruzów do bliskich, błagając o pomoc.

Przedstawiciele miejskich gazociągów w Dniepropietrowsku tłumaczą, że eksplozję spowodował "raptowny wzrost ciśnienia gazu w sieci". Co spowodowało skok ciśnienia, jednak nie wyjaśniają.

Mieszkańcy zniszczonych eksplozjami domów zapewniają, że już od dawna czuli w mieszkaniach i na klatkach schodowych smród gazu. Zapewniają, że prosili o interwencję pogotowie gazowe, gazownicy jednak nie reagowali.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


"Nasz Dziennik": Zbrodniarze na piedestale

Posted by admin on 2007-10-15 07:48:26 CEST

Pięć tysięcy Ukraińców wyszło w niedzielę na ulice Kijowa, domagając się przyznania praw kombatanckich członkom Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) - pisze "Nasz Dziennik".

Gloryfikacja zbrodniczej formacji odpowiedzialnej za masakrę Polaków na Wołyniu odbywa się przy pełnym poparciu ukraińskich władz spod znaku "pomarańczowej koalicji", które nie ustają w tworzeniu kultu UPA oraz rehabilitacji jej członków. Przekonywanie w tej sytuacji do idei polsko-ukraińskiego pojednania wydaje się nieporozumieniem - podkreśla gazeta.

Jednym z czołowych punktów obchodów 65. rocznicy powstania UPA było odsłonięcie we Lwowie pomnika Stepana Bandery - symbolu upowskiego ludobójstwa na wołyńskich Polakach.

"Nasz Dziennik" przytacza opinię Ewy Siemaszko, autorki prac o ludobójstwie UPA na Wołyniu, której zdaniem przedsięwzięcia zmierzające do rehabilitacji członków OUN-UPA powinny dać do myślenia polskim politykom, którzy nie ustają w wysiłkach na rzecz wprowadzenia Ukrainy do "europejskiej rodziny".


tell a friend :: comments 0


Sunday, October 14 2007

Националисты и их противники устроили массовые акции в Киеве

Posted by admin on 2007-10-14 20:53:28 CEST


Украинские националисты. Фото AFP

Украинские националисты устроили в Киеве митинг и марш за официальное признание Украинской повстанческой армии (УПА;). Как сообщает агентство УНИАН, в акции приняли участие более пяти тысяч человек - сторонники всеукраинского объединения "Свобода", Конгресса украинских националистов и УНА-УНСО. Они собрались у памятника Тарасу Шевченко и после митинга двинулись к Софийской площади.
Одновременно в Киеве выступили противники националистов. На Бессарабской площади собрались активисты Прогрессивной социалистической партии Украины (ПСПУ;) и общественной организации "Киевская Русь". Лидер ПСПУ Наталия Витренко, выступая на митинге, обвинила членов УПА в сотрудничестве с фашистской Германией.

Еще одну акцию против официального признания УПА организовали коммунисты и Всеукраинский союз советских офицеров, передает агентство "Интерфакс".

Сотрудники милиции и военнослужащие внутренних войск перекрыли Крещатик и подходы к нему. Суд запретил проводить 14 октября массовые акции на центральной улице украинской столицы и на Майдане Незалежности.

В субботу 13 октября во Львове был открыт памятник лидеру украинских националистов Степану Бандере. Днем ранее президент Украины Виктор Ющенко подписал указ о праздновании 14 октября 65-й годовщины создания УПА.

tell a friend :: comments 0


Командующий УПА стал Героем Украины

Posted by admin on 2007-10-14 20:50:45 CEST

Командиру Украинской повстанческой армии в 1942-1950 годах Роману Шухевичу посмертно присвоено звание Героя Украины.


Роман Шухевич, иллюстрация с сайта nashformat.com.ua


Командиру Украинской повстанческой армии в 1942-1950 годах Роману Шухевичу посмертно присвоено звание Героя Украины. Соответствующий указ в воскресенье подписал президент этой страны Виктор Ющенко, сообщает "Интерфакс" со ссылкой на пресс-служба украинского лидера.
Как было указано в сообщении пресс-службы, звание было присвоено "за выдающийся личный вклад в национально-освободительную борьбу за свободу и независимость Украины, в честь 100-летия со дня рождения и 65-й годовщины создания УПА (Украинской повстанческой армии;)".

Отряды украинских националистов формировались на западной Украине. Отдельные их формирования вели борьбу как с частями Красной Армии, так и с немцами, а некоторые другие периодически задействовались гитлеровцами в карательных рейдах против партизан. Силам НКВД удалось только к концу сороковых годов окончательно подавить сопротивление отрядов УПА.

В воскресенье в Киеве прошли митинг и марш за официальное признание Украинской повстанческой армии. В них приняли участие более пяти тысяч человек - сторонники всеукраинского объединения "Свобода", Конгресса украинских националистов и УНА-УНСО. Они собрались у памятника Тарасу Шевченко и после митинга двинулись к Софийской площади.

Одновременно в Киеве выступили противники националистов. На Бессарабской площади собрались активисты Прогрессивной социалистической партии Украины (ПСПУ;) и общественной организации "Киевская Русь".


Ссылки по теме
- Националисты и их противники устроили массовые акции в Киеве - Lenta.ru, 14.10.2007
- КПУ обвинила Ющенко в нарушении конституции - Lenta.ru, 13.10.2007
- Януковича пригласили на открытие памятника Бандере - Lenta.ru, 11.10.2007
- Украинские националисты открыли школу в Киеве - Lenta.ru, 05.10.2007

tell a friend :: comments 0


Juszczenko wydał dekret w sprawie 65. rocznicy UPA

Posted by admin on 2007-10-14 20:00:14 CEST

Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko wydał dekret w sprawie obchodów na szczeblu państwowym 65-lecia powstania Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA).

Według ocen milicji w niedzielnych uroczystościach rocznicowych w Kijowie może wziąć udział nawet 20 tys osób. Ukraińscy komuniści zapowiedzieli już, że nie dopuszczą do zwoływanego przez zwolenników UPA marszu na cześć tej formacji.

Opublikowanym dekretem Juszczenko zlecił władzom przygotowanie imprez rocznicowych, pogawędek historycznych oraz wystaw związanych z ukraińskim ruchem narodowo-wyzwoleńczym. Polecił także zadbanie o opiekę zdrowotną weteranów tych ruchów i udzielenie im pomocy materialnej.

Jednym z punktów prezydenckiego dokumentu jest "przyspieszenie sprawy budowy pomnika Romana Szuchewycza", ukraińskiego działacza nacjonalistycznego, dowódcy UPA znanego pod pseudonimem Taras Czuprynka.

W ramach obchodów 65-lecia UPA w sobotę we Lwowie zostanie odsłonięty pomnik Stepana Bandery, który był jednym z przywódców Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). UPA powstała w 1942 r. z połączenia ukraińskich oddziałów partyzanckich i oddziałów OUN.

Ukraińskie władze obawiają się, że zaplanowane na sobotę i niedzielę uroczystości ku czci UPA mogą przerodzić się w konflikt między zwolennikami i przeciwnikami tej formacji.

W piątek wieczorem kijowski sąd okręgowy wydał w związku z tym zakaz przeprowadzania jakichkolwiek demonstracji na głównej ulicy miasta, Chreszczatyku.

Zwolennikom UPA pozwolono demonstrować na oddalonym od centrum Placu Sofijskim, a organizacjom przygotowującym obchody 63. rocznicy wyzwolenia Ukrainy od faszyzmu wskazano położony dwa kilometry dalej plac pod pomnikiem Lenina.

Część ukraińskich polityków i społeczeństwa chce uznania UPA za stronę walczącą o niepodległość kraju i przyznania jej weteranom kombatanckich praw oraz ulg, z których korzystają byli żołnierze Armii Czerwonej. Środowiska te podkreślają, że UPA walczyła podczas II wojny światowej zarówno przeciwko Niemcom, jak i ZSRR.

Formacja ta nie jest dotychczas na Ukrainie uznawana za stronę biorącą udział w walkach. Od wiosny 1943 r. prowadziła działania zbrojne przeciwko ludności polskiej Wołynia, Polesia i Galicji Wschodniej, zmierzające do jej całkowitego usunięcia z tych terenów. Oblicza się, że jej ofiarą padło ok. 100 tys. Polaków.

Jest to jednym z argumentów dla tej części obywateli Ukrainy, która uważa, że UPA była organizacją zbrodniczą, wobec czego odmawia przyznania im praw, należnych kombatantom.

Byli żołnierze UPA mają nieformalny status weteranów tylko w zachodnich obwodach kraju.

tell a friend :: comments 0


Wybuch na Ukrainie: niesumienność lub usterka

Posted by admin on 2007-10-14 19:58:43 CEST

Wybuchy gazu, do których doszło w sobotę w Dniepropietrowsku na wschodzie Ukrainy, mogły być spowodowane problemami technicznymi bądź niesumiennością personelu, który we właściwym czasie nie zareagował na informacje o ulatnianiu się gazu - poinformował p.o. gubernator obwodu Wiktor Bondar.

W wyniku wybuchu w 10-piętrowym budynku zniszczeniu uległo 96 na 160 mieszkań. Śmierć poniosło 13 osób, a 25 hospitalizowano.

Według prowadzących akcję ratunkową pod zwałami gruzu może znajdować się jeszcze 20 osób. Część z nich kontaktowała się z bliskimi przez telefony komórkowe.

Mieszkańcy budynku, czując silny zapach gazu, usiłowali dodzwonić się na pogotowie gazowe, lecz numer pogotowia nie odpowiadał. Z pogotowiem nie udało się też połączyć dyżurnym miejskiego i obwodowego oddziału ministerstwa ds. sytuacji nadzwyczajnych.

Według ustaleń resortu ds. sytuacji nadzwyczajnych, wybuchy gazu w czterech budynkach następowały jeden po drugim, w odstępie od 2 do 4 minut.

Drugi wybuch, do którego doszło w stojącym obok domu prywatnym, zerwał jego dach. Trzeci zniszczył okna i drzwi w sąsiednim dziewięciopiętrowym bloku. Czwarta eksplozja nastąpiła w innym domu prywatnym, również niszcząc dach.

W sobotę cytowany przez ukraińskie media przedstawiciel miejskich gazociągów w Dniepropietrowsku informował, że przyczyną wybuchów było gwałtowne podwyższenie ciśnienia gazu. Oświadczył on też, że sieć przesyłowa gazu była sprawna.

tell a friend :: comments 0


Seria wybuchów w Dniepropietrowsku

Posted by admin on 2007-10-14 19:57:26 CEST

Seria wybuchów gazu w Dniepropietrowsku na wschodniej Ukrainie, gdzie zginęło co najmniej osiem osób, objęła swym zasięgiem cztery stojące obok siebie budynki - poinformowało ukraińskie ministerstwo ds. sytuacji nadzwyczajnych.

Poprzednio podawano, że zginęło co najmniej 6 osób i że była to eksplozja tylko w jednym budynku. Wybuchy, który nastąpiły około godziny 10 rano czasu polskiego, raniły 19 osób, w tym czworo dzieci - podały służby ratownicze. Wszyscy ranni znajdują się w szpitalach.

Na miejscu pracują ratownicy, odgruzowując teren. Ich zdaniem, liczba zabitych i rannych może się jeszcze zwiększyć.

Według wstępnych ustaleń resortu ds. sytuacji nadzwyczajnych, wybuchy gazu w czterech budynkach następowały jeden po drugim, w odstępie od 2 do 4 minut.

Największe szkody spowodowała pierwsza eksplozja, która miała miejsce w dziesięciokondygnacyjnym bloku. Całkowitemu zniszczeniu uległy dwie klatki schodowe.

Drugi wybuch, do którego doszło w stojącym obok domu prywatnym, zerwał jego dach. Trzeci zniszczył okna i drzwi w sąsiednim dziewięciopiętrowym bloku. Czwarta eksplozja nastąpiła w innym domu prywatnym, również niszcząc dach.

Jak poinformował cytowany przez ukraińskie media przedstawiciel miejskiego przedsiębiorstwa gazowniczego w Dniepropietrowsku, przyczyną wybuchów było gwałtowny wzrost ciśnienia gazu. Według niego, sieć przesyłowa gazu była sprawna.

tell a friend :: comments 0


Marsz zwolenników praw kombatanckich dla UPA w Kijowie

Posted by admin on 2007-10-14 15:50:01 CEST

Ulicami Kijowa przeszedłpięciotysięczny marsz zwolenników przyznania przez państwo ukraińskie praw kombatanckich członkom Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA).

Tego dnia w stolicy Ukrainy demonstrowało także kilkuset przeciwników UPA. Doszło do przepychanek z milicją, kilka osób zatrzymano.

Zwolennicy praw kombatanckich dla UPA zebrali się przed południem przy pomniku ukraińskiego wieszcza narodowego Tarasa Szewczenki, po czym przemaszerowali na plac Sofijski, gdzie zorganizowano dla nich koncert.

Uczestnicy marszu nieśli transparenty z napisami "Ukraina ponad wszystko" i "Państwo powinno uznać UPA" oraz flagi państwowe.

W przemówieniu do zebranych przewodniczący narodowej partii Swoboda Ołeh Tiahnybok powiedział, że UPA powinna być uznana za stronę walczącą w II wojnie światowej, ponieważ jej celem była niepodległość Ukrainy.

"UPA nie walczyła pod Krakowem, Warszawą czy Moskwą. Walczyła na swojej ziemi" - mówił.

Tiahnybok narzekał także na kijowskie władze, które zabroniły zwolennikom UPA prowadzić swe akcje na głównej ulicy miasta, Chreszczatyku.

Taki sam zakaz obowiązywał w niedzielę komunistów i działaczy radykalnej Progresywnej Socjalistycznej Partii Ukrainy, którzy chcieli tam protestować przeciwko uznaniu UPA. W efekcie spotkali się oni pod pomnikiem Lenina. Przyszli tam z hasłami "Heil NATO" i "Nie - ukraińskiemu faszyzmowi".

Po przemówieniach swych przywódców progresywni socjaliści uznali, że decyzja zakazująca demonstrowania w centrum miasta ogranicza ich wolność słowa i podjęli próbę przerwania kordonu milicyjnego, blokującego dojście na Chreszczatyk. Doszło do przepychanek, w wyniku których kilka osób zatrzymano.

W niedzielę na Ukrainie obchodzono 65. rocznicę powstania UPA.

Część ukraińskich polityków i społeczeństwa chce uznania UPA za formację walczącą o niepodległość kraju i przyznania jej weteranom praw kombatanckich oraz ulg, z których korzystają byli żołnierze Armii Czerwonej. Środowiska te podkreślają, że UPA walczyła podczas II wojny światowej zarówno przeciwko Niemcom, jak i ZSRR.

Formacja ta nie jest dotychczas na Ukrainie oficjalnie uznawana za organizację, prowadzącą walkę o wolność. Od wiosny 1943 roku UPA prowadziła działania zbrojne przeciwko polskiej ludności Wołynia, Polesia i Galicji Wschodniej, zmierzające do jej całkowitego usunięcia z tych terenów. Oblicza się, że jej ofiarą padło około 100 tys. Polaków.

Jest to jednym z argumentów dla tej części obywateli Ukrainy, która uważa, że UPA była organizacją zbrodniczą, wobec czego odmawia przyznania im praw, należnych kombatantom.

Byli żołnierze UPA mają nieformalny status weteranów tylko w zachodnich obwodach kraju.

tell a friend :: comments 0


W 65. rocznicę powstania UPA we Lwowie stanie pomnik Bandery

Posted by admin on 2007-10-14 15:46:53 CEST

Na Ukrainie rozpoczęły się przygotowania do 65. rocznicy powstania Ukraińskiej Powstańczej Armii. Główne uroczystości odbędą się we Lwowie i potrwają trzy dni - poinformował w środę zastępca mera miasta ds. kultury i sztuki, Wasyl Kosiw.

UPA walczyła podczas II wojny światowej przeciwko Niemcom i ZSRR. Formacja ta nie jest dotychczas na Ukrainie uznawana za stronę biorącą udział w walkach. Od wiosny 1943 r. prowadziła działania zbrojne przeciwko ludności polskiej Wołynia, Polesia i Galicji Wschodniej, zmierzające do jej całkowitego usunięcia z tych terenów. Oblicza się, że jej ofiarą padło ok. 100 tys. Polaków.

Jednym z najważniejszych elementów obchodów rocznicy UPA będzie zaplanowane we Lwowie na najbliższą sobotę odsłonięcie pomnika Stepana Bandery, jednego z przywódców Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). UPA powstała w 1942 r. z połączenia ukraińskich oddziałów partyzanckich i oddziałów OUN.

Przedstawiając plan obchodów, Kosiw powiedział, że władze miasta zorganizują m.in. wystawy fotograficzne i kampanię reklamową na rzecz uznania UPA.

"Na 20 miejskich billboardach będą widnieć żołnierze UPA i hasła 'UPA żyje'. Chcemy pokazać twarze tych ludzi, (...) ich odwagę. Planujemy także rozpowszechnić w mieście 10 tysięcy chorągiewek z symboliką UPA" - wyjaśnił zastępca mera Lwowa.

Rocznica powstania UPA będzie obchodzona także w Kijowie. W niedzielę ulicami stolicy przejdzie marsz pamięci UPA. Jego uczestnicy będą domagać się uznania tej organizacji za stronę biorącą udział w II wojnie światowej. Byli żołnierze UPA mają nieformalny status weteranów tylko w zachodnich obwodach kraju.

Część ukraińskich polityków i społeczeństwa chce uznania UPA za stronę walczącą o niepodległość kraju i przyznania jej weteranom kombatanckich praw, oraz ulg, z których korzystają byli żołnierze Armii Czerwonej.

Część Ukraińców uważa z kolei, że UPA była organizacją zbrodniczą, wobec czego odmawia przyznania im praw, należnych kombatantom.

tell a friend :: comments 0


Białystok: Tatarzy świętują Ramadan Bajram

Posted by admin on 2007-10-14 15:43:13 CEST

Wyznawcy islamu w Polsce rozpoczęli 13 października obchody trzydniowego święta kończącego post - Ramadan Bajram, jednego z dwóch najważniejszych świąt muzułmańskich.

Uroczystości rozpoczęły się porannymi modlitwami w meczecie w Kruszynianach, Bohonikach i Gdańsku oraz w domach modlitwy w całej Polsce. Z okazji święta Ramadan Bajram, życzenia świąteczne wyznawcom islamu, złożył Mufti Rzeczypospolitej Polskiej Tomasz Miśkiewicz, przewodniczący Najwyższego Kolegium Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP.

Święto Ramadan Bajram ma charakter rodzinny. Po porannych modlitwach wierni odwiedzają się w domach. Jest to czas radości i wypoczynku. Zgodnie z tradycją w czasie świąt, rozdawana jest też jałmużna (sadoga). "Rano idziemy na modlitwę, a później są obiady rodzinne lub w gronie przyjaciół - powiedziała KAI Halina Szahidewicz z białostockiej gminy muzułmańskiej - To są bardzo uroczyste obiady, ludzie biorą urlopy na ten czas, idą na modlitwę, a później się spotykają ".

Na stołach w tych dniach pojawiają się tradycyjne tatarskie dania. Muzułmanie nie jedzą wieprzowiny. Króluje więc baranina, wołowina, ryby, drób i ciasta. Inne potrawy to kołduny, pierogi w cieście makaronowym czy drożdżowym, z mięsem lub serem, albo owocami. Na święta podaje się też bielusze, cebulniki i pierekaczewniki. Są też desery: do zwyczaju należy wzajemne częstowanie się słodyczami: halwą, dżajmą, a także owocami.

"Zasadniczo przygotowywane są potrawy charakterystyczne dla danej rodziny, dlatego że w Polsce muzułmanie, Tatarzy pochodzą z różnych regionów dawnej Polski: z terenów obecnej Białorusi, Wileńszczyzny, Ukrainy " - mówi Szahidewicz.

Po modlitwie składa się sobie życzenia z okazji świąt. "Życzymy sobie przede wszystkim zdrowia, miłości, przyjaźni, pokoju, spokoju w rodzinie, mieście, kraju, na świecie. Czasem bywają bardzo osobiste ale to zależy od wzajemnej zażyłości " - dodaje pani Halina.

Mufti RP Tomasz Miśkiewicz złożył z okazji święta wszystkim muzułmanom życzenia "umocnienia wiary oraz miłosierdzia dla całej wspólnoty muzułmańskiej ".

Trzydniowe święto Ramadan Bajram (Ied Al-Fitr) kończy miesięczny okres postu, podczas którego wierni przestrzegali od wschodu do zachodu słońca, całkowitego zakazu jedzenia i picia. Post skończył się w piątek wieczorem (księżycowa doba zaczyna się po zachodzie słońca).

Poprzedzający Ramadan Bajram post, przypada zawsze na dziewiąty miesiąc muzułmańskiego kalendarza księżycowego, zwany ramadanem. Muzułmanie posługują się kalendarzem księżycowym, w którym rok jest krótszy o 11 dni, stąd terminy wszystkich świąt są ruchome.

Drugim najważniejszym w roku świętem jest Kurban Bajram - Święto Ofiarowania. Wypada ono mniej więcej trzy miesiące później. Zgodnie z tradycją, wtedy składane są Bogu ofiary ze zwierząt.

Liczba muzułmanów w Polsce jest szacowana na około 4500 osób i są to w dużej większości osoby pochodzenia tatarskiego. Najwięcej Tatarów polskich zamieszkuje w województwie podlaskim (w Białymstoku, Sokółce, Suchowoli i Dąbrowie Białostockiej). Dość liczna zbiorowość muzułmańska jest w Gdańsku gdzie znajduje się meczet. Zabytkowe meczety znajdują się w Bohonikach i Kruszynianach, gdzie mieszkają już tylko pojedyncze rodziny tatarskie. Domy modlitwy istnieją także w Białymstoku, Warszawie, Łodzi, Poznaniu, Lublinie, Katowicach, Bydgoszczy.

tell a friend :: comments 0


Saturday, October 13 2007

Gra w pomarańcze

Posted by admin on 2007-10-13 16:38:02 CEST

Biało-niebiescy wygrali, ale to pomarańczowi szykują się do rządzenia krajem. Jedni i drudzy muszą posklejać pękniętą na pół Ukrainę.

W Doniecku po ogłoszeniu wyników wyborów nie było wybuchu radości. Informacje z Centralnej Komisji Wyborczej dawały co prawda Partii Regionów największą liczbę mandatów w parlamencie, ale nawet zagorzali zwolennicy Wiktora Janukowycza oceniają, że to pyrrusowe zwycięstwo. Przecież najwięksi wrogowie wschodniej Ukrainy - pomarańczowi i Julia Tymoszenko - mogą utworzyć koalicję i odsunąć Janukowycza od władzy. Nic dziwnego, że w Doniecku zamiast radości panuje przygnębienie, zamiast euforii i biało-niebieskiej fety - pełne napięcia wyczekiwanie.

W końcu emocje eksplodowały na miejscowym dworcu kolejowym. Przez trzy dni po wyborach nie można było kupić biletów na pociągi do Kijowa i Lwowa. Wschód Ukrainy był właściwie odcięty od reszty kraju. Powód? Remont trakcji. Ale ludzie wyczekujący pod kasami kolejowymi donieckiego dworca wiedzą swoje. - To wszystko przez Tymoszenko i Juszczenkę, odcięli nas od świata, bo nie głosowaliśmy na nich! - mówią, stojąc w kolejkach.

Na wschodzie Ukrainy Wiktor Janukowycz wygrał bez dwóch zdań - głosowało na niego prawie trzy czwarte wyborców. Kilkaset kilometrów na zachód proporcje są zgoła odmienne: połowa lwowian i ich sąsiadów z zachodnich regionów poparła partię Julii Tymoszenko, a spora część pozostałych Naszą Ukrainę prezydenta Wiktora Juszczenki. Ale nawet we Lwowie niepokój, czy pomarańczowym uda się utworzyć koalicję rządzącą, ostudził powyborczą radość z dobrego wyniku Tymoszenko. Zwolennicy pomarańczowych już raz się zawiedli na swoich politykach, gdy ci wygrali wybory, ale na skutek kłótni i walk frakcyjnych stracili władzę na rzecz Janukowycza.

Sklejanie Ukrainy
Wiele wskazuje na to, że nauczeni doświadczeniem sojusznicy z czasów pomarańczowej rewolucji tym razem poskromią ambicje i uda im się utworzyć większość parlamentarną. Skłóceni do niedawna Julia Tymoszenko i Wiktor Juszczenko od wyborczej nocy pojednawczo deklarują współpracę i chęć kompromisu.

Źrodło: Newsweek
Michał Kacewicz
Skrót artykułu z wydania 41/07 ze strony 40

tell a friend :: comments 0


Juszczenko czeka na projekt porozumienia koalicyjnego

Posted by admin on 2007-10-13 16:33:55 CEST

Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko oczekuje, że w sobotę otrzyma projekt porozumienia koalicyjnego opracowanego przez "pomarańczowych", czyli prozachodnich polityków Bloku Julii Tymoszenko i prezydenckiego bloku Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona (NU-LS), a także pozna ich kandydaturę na stanowisko premiera.

Juszczenko powiedział o tym w piątek na konferencji prasowej w Koszycach, na Słowacji.

Typowana na nowego premiera Julia Tymoszenko oświadczyła w odpowiedzi, że prezydent nie rozczaruje się. "Myślę, że już jutro (w sobotę;) przedstawimy prezydentowi parafowaną umowę (koalicyjną;)" - powiedziała Tymoszenko dziennikarzom w Kijowie.
Juszczenko, który kończy wizytę na Słowacji, powtórzył w piątek, że wyniki ukraińskich przedterminowych wyborów parlamentarnych jednoznacznie wskazują, że koalicję powinny tworzyć ugrupowania prozachodnie. "Mogą do niej dołączyć także inne strony" - zaznaczył.

W poniedziałek Juszczenko dał partiom, które po wyborach trafiły do parlamentu, pięć dni na sformowanie koalicji i wyznaczenie kandydata na premiera.

W wyniku wyborów swe reprezentacje w Radzie Najwyższej (parlamencie) Ukrainy uzyskały: prorosyjska Partia Regionów Ukrainy premiera Wiktora Janukowycza, Blok Julii Tymoszenko, proprezydencki NU-LS, komuniści i Blok Wołodymyra Łytwyna, byłego przewodniczącego parlamentu.

Także w poniedziałek Juszczenko wezwał nowy parlament do anulowania przyjętej wiosną ustawy o Radzie Ministrów, która ogranicza kompetencje urzędu prezydenckiego. Głównym postulatem Juszczenki było przekazanie mu kontroli nad resortami siłowymi, czyli ministerstwami obrony i spraw wewnętrznych.

Tymoszenko, która zdaniem komentatorów marzy o powrocie na stanowisko premiera, oświadczyła w piątek, że jej ugrupowanie gotowe jest przekazać Juszczence kontrolę nad MSW. "Kandydaturę ministra spraw wewnętrznych wyznaczy prezydent" - oświadczyła.

tell a friend :: comments 0


Stocznia Gdańsk: mniej Gdyni, więcej Ukrainy

Posted by admin on 2007-10-13 16:28:53 CEST



Mikołaj Chrzan


Ukraińcy są coraz bliżej przejęcia kontroli nad Stocznią Gdańsk. Właśnie kupili od Stoczni Gdynia kolejny pakiet akcji kolebki "Solidarności", a we wtorek oficjalnie okaże się, że są jedynymi chętnymi do prywatyzacji firmy

Stocznia Gdańsk - firma zatrudniająca ok. 2,5 tys. ludzi - miała do tej pory czterech akcjonariuszy: Agencję Rozwoju Przemysłu (63 proc. akcji), handlujący bronią Cenzin (19 proc.), Stocznię Gdynia (13 proc.) i ISD Polska (5 proc.) , czyli spółkę-córkę ukraińskiego Związku Przemysłowego Donbasu. Wszyscy współwłaściciele, poza ISD Polska, są firmami kontrolowanymi przez państwo.

W środę w nocy z czterech akcjonariuszy kolebki "S" zrobiło się trzech. Ukraińcy odkupili od Stoczni Gdynia posiadany przez nią pakiet akcji Stoczni Gdańsk.

Kwota tej transakcji objęta jest tajemnicą. - Mogę tylko powiedzieć, że sprzedaliśmy akcje powyżej ich wartości nominalnej - mówi Arkadiusz Aszyk, członek zarządu Stoczni Gdynia. Nieoficjalnie ustaliliśmy, że Ukraińcy zapłacili stoczni kilkanaście milionów złotych.

Gdyńscy menedżerowie są z transakcji zadowoleni: z akcji Stoczni Gdańsk nie mieli żadnego pożytku, a pozbywając się ich zdobyli bardzo potrzebną firmie gotówkę (ostatnio nie mieli pieniędzy na terminową wypłatę pensji).

Teraz ISD Polska ma już 18 proc. akcji kolebki "Solidarności". Ale ten mniejszościowy pakiet to nie koniec. - Naszym celem jest przejęcie kontroli nad Stocznią Gdańsk - ogłosił już w styczniu 2007 r. Konstanty Litwinow, prezes ISD Polska.

Od tej pory konsekwentnie zmierza w tym kierunku. Pełną kontrolę nad kolebką "S" ma mu zapewnić kupno akcji z nowej emisji - za kwotę 400 milionów złotych.

O wyścig po ten pakiet akcji mógł ruszyć każdy. W terminie nie wpłynęła żadna oferta. Teoretycznie - jakiś spóźnialski inwestor jeszcze mógłby próbować to zrobić i do wtorku wpłacić na konto stoczni paręset milionów złotych. W praktyce - ten wariant jest niemal całkiem nierealny.

To oznacza, że we wtorek okaże się, że jedynymi chętnymi na przejęcie kontroli nad Stocznią Gdańsk są Ukraińcy.

- Wtedy planujemy od razu przystąpić do negocjacji pakietu inwestycyjnego i socjalnego. Potrwają maksymalnie dwa tygodnie - mówi Andrzej Jaworski, prezes Stoczni Gdańsk i polityk PiS.

W porozumieniach Ukraińcy mają obiecać m.in. gwarancje zatrudnienia dla pracowników, inwestycje w majątek spółki, a także to, że będą budować statki, a nie zamienią stoczni np. w osiedle mieszkaniowe. Zresztą statki to nie wszystko, bo Ukraińcy oprócz nich chcą budować w stoczni maszty do wiatraków i inne konstrukcje stalowe.

Potem ISD Polska będzie jeszcze musiał uzyskać zgodę Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. - Cały proces przejęcia kontroli przez inwestora zakończy się najpóźniej do końca grudnia 2007 r. - mówi Jaworski.

- A co jeśli PiS nie będzie tworzył rządu, czy nic się nie zmieni? - pytamy.

- Analizowaliśmy tą sprawę bardzo dokładnie. Przepisy są takie, że szybciej zakończy się proces sprzedaży akcji niż nowy rząd będzie w stanie zmienić zarząd stoczni - twierdzi Jaworski. - Poza tym uważam, że to korzystna prywatyzacja, więc jej zatrzymywanie byłoby działaniem na szkodę stoczni.

Jaworski jest kandydatem PiS do wyborach do sejmu. Pytaliśmy go, czy sprzedawanie stoczni w okresie kampanii wyborczej to nie celowy manewr, który ma pomóc mu zyskać popularność.

- To nieprawdziwe zarzuty. Taki harmonogram prywatyzacji planowaliśmy jeszcze przed ogłoszeniem terminu wyborów - mówi polityk PiS.


Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto

tell a friend :: comments 0


"Lietuvos Rytas": Polski imperializm cieniem w stosunkach z Litwą

Posted by admin on 2007-10-13 16:25:51 CEST

Polski imperializm zawsze rzucał cień na stosunki z Litwą - pisze w dzienniku "Lietuvos Rytas" czołowy litewski historyk, znawca problematyki polsko-litewskiej, prof. Alfredas Bumblauskas, odnosząc się do nie podpisania porozumienia o budowie mostu energetycznego z Litwy do Polski

W publikacji "Pyszałkowatość Polaków - historyczne brzemię dla Litwinów" historyk stwierdza, że "stosunki polsko-litewskie zawsze charakteryzowały się wielkomocarstwowością Polaków. Przykładem tego jest zarówno Unia Lubelska z 1569 roku, jak i Konstytucja 3 Maja z 1791 roku".

- Tworząc Unię, Polacy wywierali na nas dużą presję, korzystając z tego, że byliśmy w gorszej sytuacji. Uratował nas jedynie geniusz dyplomatyczny naszych polityków. Konstytucja 3 Maja została podpisana również jedynie pod warunkiem, że będzie dalej negocjowana. Że nie wspomnę już o sporach w sprawie Wilna, do których polscy nacjonaliści podżegali na wszelkie sposoby - uważa Bumblauskas.

Historyk przytacza słowa Jerzego Giedroycia, który, jak się podkreśla, "był wielkim przyjacielem Litwy".

- Jerzy Giedroyc powtarzał, że konieczne jest tworzenie trójkąta Litwy, Ukrainy i Białorusi, który jednocześnie byłby przeciwwagą dla historycznej wielkomocarstwowości Polski i jej kulturalnego imperializmu. Giedroyc nieraz powtarzał też, że te trzy państwa są jedynymi przyjaciółmi Polski i jej sojusznikami przeciwko Rosji, przeciwko moskiewskim imperialnym ambicjom - czytamy w "Lietuvos Rytas".

Swą wypowiedź na łamach dziennika Bumblauskas kończy słowami: "gdy w grę wchodzi egoizm indywidualny bądź grupowy, cierpią na tym wszyscy".

tell a friend :: comments 0


Tarasiuk do Juszczenki: Uznać UPA za bojowników o niepodległość

Posted by admin on 2007-10-13 16:24:28 CEST

Były minister spraw zagranicznych Ukrainy Borys Tarasiuk wezwał w piątek prezydenta Wiktora Juszczenkę do wydania dekretu, uznającego Ukraińską Powstańczą Armię (UPA) za stronę walczącą o niepodległość państwową.

Swój apel Tarasiuk wystosował z okazji przypadającej w niedzielę 65. rocznicy powołania UPA. Podpisał go jako przewodniczący partii Ludowy Ruch Ukrainy, która jest częścią proprezydenckiego bloku politycznego Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona.

Uznanie UPA za stronę walczącą w II wojnie światowej o niepodległość "nie jest problemem historycznym, lecz problemem współczesnej polityki państwowej, przyszłości państwa i narodu oraz kwestią bezpieczeństwa narodowego" - napisał Tarasiuk w liście do Juszczenki.

"UPA z honorem wypełniała swe obowiązki wobec narodu i zasługuje na pamięć i szacunek ze strony państwa i obywateli" - ocenił.

Jego zdaniem dekret prezydenta powinien także mówić o uznaniu za bojowników o niepodległość uczestników innych narodowych formacji zbrojnych oraz działaczy ukraińskiego podziemia czasów wojennych i powojennych.

UPA, która powstała w 1942 r. z połączenia ukraińskich oddziałów partyzanckich i oddziałów Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), walczyła podczas II wojny światowej przeciwko Niemcom i ZSRR.

Formacja ta nie jest dotychczas na Ukrainie uznawana za stronę biorącą udział w walkach. Od wiosny 1943 r. prowadziła działania zbrojne przeciwko ludności polskiej Wołynia, Polesia i Galicji Wschodniej, zmierzające do jej całkowitego usunięcia z tych terenów. Oblicza się, że jej ofiarą padło ok. 100 tys. Polaków.

W latach powojennych dochodziło do prób nawiązania współpracy między UPA a polskim podziemiem niepodległościowym. Rozmowy prowadzone z Armią Krajową toczyły się w obliczu wspólnego wroga, jakim był ZSRR.

"Rozumiem, że polskie społeczeństwo ocenia UPA niejednoznacznie, ale dla Ukraińców jest to symbol walki narodu o uzyskanie niepodległości i wolności" - mówił Tarasiuk.

Pytany, czy jego apel o uznanie UPA nie zaszkodzi stosunkom polsko-ukraińskim, Tarasiuk powiedział, że nie widzi związku między tymi dwoma sprawami.

"Dlaczego miałby zaszkodzić? W stosunkach polsko-ukraińskich dawno już postawiono wszystkie kropki, przyjmując formułę 'przebaczamy i prosimy o przebaczenie'" - podkreślił w rozmowie telefonicznej.

"Uznanie UPA jest wewnętrzną sprawą Ukrainy" - dodał Tarasiuk.

Część ukraińskich polityków i społeczeństwa chce uznania UPA za stronę walczącą o niepodległość kraju i przyznania jej weteranom kombatanckich praw oraz ulg, z których korzystają byli żołnierze Armii Czerwonej.

Inna część Ukraińców uważa, że UPA była organizacją zbrodniczą, wobec czego odmawia przyznania im praw, należnych kombatantom. Byli żołnierze UPA mają nieformalny status weteranów tylko w zachodnich obwodach kraju.

tell a friend :: comments 0


Friday, October 12 2007

Strajk na przejściach w Przemyślu, Medyce i Korczowej

Posted by admin on 2007-10-12 12:36:17 CEST

Protestujący funkcjonariusze z Izby Celnej w Przemyślu - poza oflagowaniem obiektów - informują osoby przekraczające granicę o przyczynach akcji. Na podkarpackich przejściach z Ukrainą w Medyce i Korczowej - w związku z protestem polegającym na szczegółowej odprawie pojazdów - zauważalnie wzrosła kolejka oczekujących.

Aktualnie w Medyce samochody ciężarowe czekają na odprawę 14 godzin. Prawie pół doby ciężarówki stoją w kolejce przed przejściem w Korczowej.

Celnicy protestują gdyż rząd nie podjął z nimi żadnych negocjacji. Ministerstwo Finansów - jak twierdzą związkowcy - od wielu miesięcy odmawia jakichkolwiek merytorycznych rozmów w kwestii zaniedbań i poruszanych przez funkcjonariuszy problemów. Celnicy od przyszłego roku mają wejść w skład służby skarbowej.

Związkowcy domagają się między innymi zapewnienia ciągłości zatrudnienia. Chcą również emerytury w tej samej wysokości co inne służby mundurowe i podwyżki o 1500 złotych .

tell a friend :: comments 0


Donbas o krok od kolebki "S"

Posted by admin on 2007-10-12 12:23:06 CEST

Kontrolę nad kolebką Solidarności przejmą Ukraińcy. Przy okazji ugaszą na chwilę pożar w gdyńskiej firmie.

Ukraiński ISD (Donbas) ma zielone światło na podwyższenie kapitału w Stoczni Gdańsk. Wczoraj minął termin składania wiążących ofert na odkupienie od kontrolującej ją Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP) praw poboru do emisji wartej 300-400 mln zł.

Nie wpłynęła żadna oferta - mówi Roma Sarzyńska, rzecznik ARP. Wcześniej wstępną złożyła firma gdańskich menedżerów związanych z Maritim Shipyard. W tej sytuacji pulę może objąć ISD, który już ma 5 proc. akcji stoczni i od dawna deklaruje objęcie nowej emisji.

Walne zatwierdziło formalne poprawki do uchwały o podwyższeniu kapitału. 16 października będziemy mogli wypić szampana za prywatyzację - mówi Andrzej Jaworski, prezes Stoczni Gdańsk.

Dzień później Ukraińcy ruszą z formalnościami. Po doinwestowaniu stoczni Donbas będzie mieć ponad 75 proc. akcji w kapitale, który po zarejestrowaniu emisji sięgnie 405-505 mln zł. W ciągu czterech lat ARP może zażądać też, by odkupił od niej akcje stoczni.

Rozliczenia z Gdynią

Ale to jeszcze nie koniec przejmowania przez Donbas kontroli na kolebką.

ISD zamierza też odkupić akcje Stoczni Gdańsk od Stoczni Gdynia - twierdzi Marcin Ciok, odpowiadający, za kontakty ISD z prasą.

To podreperuje nieco finanse gdyńskiej firmy.

Właśnie czekamy na przyjazd przedstawicieli ISD i będziemy negocjować - mówił wczoraj po południu "PB" Arkadiusz Aszyk, wiceprezes Stoczni Gdynia.

Należy do niej prawie 13 proc. akcji kolebki "S", które Ukraińcy mogliby kupić za 13,5 mln zł. Z tej kwoty zostanie potrącone około 5 mln zł wierzytelności dla Huty Częstochowa, należącej do ISD. W kasie Gdyni pozostałoby więc około 8 mln zł. Do czasu zamknięcia wydania wynik rozmów między stocznią a Ukraińcami nie był jeszcze znany.

Stocznia ma też otrzymać zastrzyk gotówki od ARP.

Jest zgoda zarządu na udzielenie stoczni 15 mln zł pożyczki. Czekamy jeszcze na akceptację rady nadzorczej - informuje Roma Sarzyńska. Jeśli pożyczka zostanie uruchomiona, wówczas stocznia będzie mogła wypłacić załodze pełne wynagrodzenie.

Już wypłaciliśmy 80 proc. - mówi Arkadiusz Aszyk.

Niezawodny Rami

Pozwoliło to uspokoić protestujących wczoraj pracowników, którzy na czas nie dostali wynagrodzeń. Skąd stocznia miała pieniądze? Tradycyjnie od Ramiego Ungara, izraelskiego armatora, który od dawna ją finansuje. Pożyczył jej w sumie ponad 20 mln USD (54 mln zł;). Tym razem przelał jednak tylko 3 mln USD (8 mln zł;), dlatego stocznia miała problem z wypłatami. Miesięcznie potrzebuje bowiem 18-20 mln zł na płace.

Pożyczka od ARP i zastrzyk gotówki od Donbasu pozwolą stoczni na wypłaty w tym i może częściowo w przyszłym miesiącu. Aby jednak dotrwać do prywatyzacji, której finał spodziewany jest pod koniec roku, potrzebuje dokapitalizowania przez skarb. Liczy na pierwszą transzę - 40 mln zł - z obiecanych jej przez skarb 515 mln zł. Pieniądze te przydadzą się Gdyni nie tylko na wypłaty, ale także na finansowanie produkcji. Ledwo bowiem ugaszono protest załogi, w stoczni pojawiają się informacje o planach ograniczenia jej dostaw prądu.


Źródło: Puls Biznesu

tell a friend :: comments 0


Śląskie liczy na turystów z Rosji i Ukrainy

Posted by admin on 2007-10-12 12:20:41 CEST

Samorząd woj. śląskiego chce przyciągnąć do regionu więcej turystów z Rosji i Ukrainy; wielu z nich chętnie wypoczywa tu już od kilku lat, głównie w Beskidach. Region promuje się na targach turystycznych w Kijowie, a za trzy tygodnie na Śląsku odbędzie się polsko-rosyjskie forum turystyczne.

Trwający w Kijowie XIV Salon Turystyczny "Ukraina 2007" to największa taka impreza w tym kraju. W tym roku uczestniczy w niej rekordowa liczba ponad 700 wystawców z 42 państw.

Podczas targów podpisano list intencyjny o współpracy między Organizacją Turystyki Ukrainy i Polską Organizacją Turystyczną. Porozumienie dotyczy wzajemnej promocji regionów oraz podjęcia wspólnych działań w wybranych krajach Europy w związku z organizacją piłkarskich mistrzostw Europy EURO 2012.

Obecnie ukraińskich i rosyjskich turystów można w woj. śląskim spotkać najczęściej w podbeskidzkich kurortach, głównie zimą, a także w dużych centrach handlowych, przede wszystkim "Silesia City Center" w Katowicach, które znajduje się na szlaku tzw. turystyki zakupowej w Polsce.

Według przedstawicieli Urzędu Marszałkowskiego w Katowicach, podczas targów najwięcej ukraińskich zapytań dotyczy zimowego wypoczynku w Beskidach, kilkudniowych pakietów pobytowych, turystyki kulturowej i zakupów w centrach handlowych. Samorząd chce, by w przyszłym roku do regionu - w ramach promowania jego atrakcji - przyjechała grupa ukraińskich dziennikarzy.

Na stoisku woj. śląskiego, zorganizowanym przez Urząd Marszałkowski i Śląską Organizację Turystyczną, swoje produkty turystyczne prezentują powiaty żywiecki, bielski, cieszyński, miasto Bielsko-Biała oraz Związek Gmin Jurajskich i firmy turystyczne.

Śląskie chce też aktywnie promować się na rynku rosyjskim. Rosjanie stanowią np. coraz większą część turystów wypoczywających zimą w Szczyrku, Wiśle i Ustroniu. Od 2 do 6 listopada na Śląsku odbędzie się kolejna edycja polsko-rosyjskiego forum turystycznego, największej w kraju imprezy promocyjnej, poświęconej rynkowi rosyjskiemu. Weźmie w niej udział 90 przedstawicieli rosyjskich touroperatorów, specjalizujących się w organizacji zimowego wypoczynku dla Rosjan.

W pierwszej części czterodniowego pobytu goście z Rosji zobaczą m.in. zabytkową kopalnię "Guido" w Zabrzu, Muzeum Zamkowe w Pszczynie oraz Tyskie Muzeum Piwowarstwa. Kolejne dwa dni spędzą w Beskidach, gdzie zobaczą bazę hotelarską, gastronomiczną i narciarską. 5 listopada w hotelu "Klimczok" w Szczyrku odbędą warsztaty z udziałem przedstawicieli polskiej branży turystycznej.

Narciarze z Rosji i Ukrainy zaczęli przyjeżdżać w Beskidy w 2003 roku i od tej pory stopniowo ich przybywa, choć brak dokładnych danych na ten temat. To w dużej części indywidualni turyści, młodzi narciarze z Rosji i grupy młodzieży z Ukrainy. Zaletą beskidzkich ośrodków jest dobry standard i niższe niż w Alpach, czy nawet w Tatrach ceny. W ocenie samorządowców wschodni rynek jest dużą szansą na rozwój turystyki w regionie.

tell a friend :: comments 0


Czy Ukraina pokocha Marcina Mroczka?

Posted by admin on 2007-10-12 11:15:29 CEST

Marcin Mroczek jest już w Kijowie. Od soboty ukraińscy telewidzowie będą go mogli oglądać w międzynarodowej edycji "Tańca z gwiazdami".


Marcin Mroczek na Ukrainę udał się z Agnieszką Popielewicz /fot. Paweł Gościcki, Onet.pl

Musiałem jak najszybciej biec na trening. Zdążyłem tylko zostawić walizki w hotelu i wziąć prysznic - mówi Marcin Mroczek o swoich pierwszych godzinach na Ukrainie, gdzie udał się razem ze swoją dziewczyną, Agnieszką Popielewicz.

Treningi do show aktor rozpoczął już półtora miesiąca temu. Na parkiet wkroczy z tancerką Anną. - Mam nadzieję, że wygram. Jestem gotowy do rywalizacji - deklaruje Marcin Mroczek.
Na parkiecie będzie walczył z parami z Niemiec, Austrii i Ukrainy.

Po raz pierwszy z formatem "Tańca z gwiazdami" gwiazdor "M jak miłość" zetknął się w 2006 roku. W czwartej polskiej edycji show na parkiet wkroczył u boku Edyty Herbuś. Para odpadła dopiero w 9. odcinku.

tell a friend :: comments 0


Thursday, October 11 2007

Europa wypycha nas z projektów energetycznych

Posted by admin on 2007-10-11 20:21:21 CEST

Projekty energetyczne Unii Europejskiej, realizowane bez udziału Ukrainy, są dowodem na obojętność Europy wobec wyzwań, przed którymi stoi Ukraina - powiedział we środę Siarhiej Korsuński, dyrektor departamentu współpracy gospodarczej ukraińskiego ministerstwa spraw zagranicznych.

Plany importu rosyjskiego gazu z pominięciem Ukrainy jest jasnym sygnałem dla społeczeństwa ukraińskiego: "Radźcie sobie sami'" - powiedział Korsuński podczas szczytu energetycznego w Wilnie.

Korsuński odnosił się do rosyjsko-niemieckiego projektu budowy Gazociągu Północnego, którym rosyjski gaz miałby być transportowany bezpośrednio do Niemiec, oraz projektu gazociągu Nabucco, którym płynąłby gaz ziemny z Iranu i Azerbejdżanu przez Turcję do Europy Środkowo-Wschodniej. "Ukraina kupuje mnóstwo gazu od Gazpromu" - powiedział Korsuński. "Pomimo to Gazprom zdecydował się na budowę gazociągów omijających Ukrainę. Czy to zmniejszy problemy dla Europy? Nie. Bo przecież to nie Ukraina stwarza owe problemy, tylko Gazprom".

Korsuński dodał, że brak politycznej woli państw europejskich jest przyczyną zamrożenia projektu Odessa-Brody - ropociągu, który w założeniach ma biec od Morza Czarnego do centralnej Polski.

tell a friend :: comments 0


Prezydent zakończył dwudniową wizytę w Wilnie

Posted by admin on 2007-10-11 20:18:54 CEST

Prezydent Lech Kaczyński zakończył dwudniową wizytę w Wilnie. W czwartek po południu powrócił do Warszawy. W stolicy Litwy prezydent uczestniczył w międzynarodowym szczycie energetycznym.

W środę ministrowie pięciu państw odpowiadający za bezpieczeństwo energetyczne podpisali umowę o współpracy w sektorze energetycznym. Według L.Kaczyńskiego, ma to charakter nie tylko gospodarczy, ale też olbrzymie znaczenie polityczne.

Również tego dnia prezydenci Azerbejdżanu, Gruzji, Litwy, Polski i Ukrainy podpisali umowę dotyczącą konsorcjum Sarmatia i korytarza transportowego dla ropy naftowej i gazu ziemnego. Chodzi o korytarz Odessa-Brody-Płock-Gdańsk do transportu ropy naftowej z rejonu Morza Kaspijskiego na rynki europejskie. Według L.Kaczyńskiego, także Kazachstan rozważa możliwość wykorzystania tej możliwości transportu ropy i gazu ziemnego, sprzedawanych na inne rynki.

Od kilku lat istnieje polsko-ukraińska spółka Sarmatia, zajmująca się projektem Odessa-Brody. Nowa spółka miałaby być rozszerzona o trzy kolejne państwa i kontynuować projekt Odessa-Brody-Gdańsk.

W Wilnie nie doszło do podpisania umowy o budowie tzw. mostu energetycznego między Polską a Litwą, ale prezydenci Polski i Litwy zapowiadają, że nastąpi to w najbliższym czasie. Chodzi o porozumienie ws. połączenia systemów energetycznych Polski i Litwy. Według Lecha Kaczyńskiego, "bardzo krótko" oznacza termin, który się "liczy w dniach". Dodał, że "nie istnieje problem tej umowy, ale jej technicznych szczegółów". Również prezydent Litwy Valdas Adamkus uważa, że to kwestia kilku dni.

Przedstawiciele polskiego rządu podkreślają, że budowa "mostu energetycznego" wiąże się z udziałem Polski w budowie elektrowni jądrowej w Ignalinie. Wiceminister gospodarki Piotr Naimski wyjaśniał w czwartek, że most ma służyć m.in. przesyłaniu prądu do południowo-wschodniej Polski.

Według ministra gospodarki Piotra Woźniaka, Polska jest gotowa "zapłacić ogromne pieniądze za 1200 megawatów mocy jądrowej na Litwie". Nasz kraj jest zainteresowany uczestnictwem "w całym łańcuchu energetycznym od produkcji prądu do jego dystrybucji", a umowa w sprawie mostu zagwarantować obu stronom - polskiej i litewskiej - udział we wszystkich fazach tego procesu. Minister podkreślił, że uzgodnienia w tej sprawie przebiegają pomyślnie.

Premier Litwy Gediminas Kirkilas potwierdził w czwartek, że warunki strony polskiej co do odpowiedniej dla nas ilości energii elektrycznej z nowej elektrowni mogą być spełnione, jeśli badania jej wpływu na środowisko pozwolą na budowę siłowni o większej mocy. Dotychczas planowano budowę elektrownii o mocy 800-1600 megawatów.

Także Ukraina wyraziła zainteresowanie udziałem w budowie nowej elektrowni atomowej na Litwie - oznajmił w środę prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko.

Podsumowując szczyt, prezydent Lech Kaczyński mówił w czwartek w Wilnie, że nie jest przypadkiem, iż Unia Europejska i struktury północnoatlantyckie uczyniły z polityki energetycznej i problemu bezpieczeństwa energetycznego jeden ze swoich priorytetów. Według niego, niebezpieczeństwa związane z energetyką nie mają już jedynie teoretycznego charakteru.

Z kolei prezydent Litwy Valdas Adamkus podkreślił, że UE powinna posiadać jednolitą i wyrazistą politykę energetyczną, a jednym z najważniejszych zadań tej polityki jest dywersyfikacja dostaw paliw.

Odbywający się w Wilnie szczyt energetyczny był kontynuacją spotkania w Krakowie prezydentów: Polski, Litwy, Azerbejdżanu, Gruzji i Ukrainy, jakie w maju br. zorganizował polski prezydent. Kolejny szczyt energetyczny ma się odbyć w Kijowie w 2008 r.

tell a friend :: comments 0


Wojewoda wręczył polskie obywatelstwa

Posted by admin on 2007-10-11 20:17:23 CEST

Blisko trzydziestu osobom, m.in. z Ukrainy, Maroka, Jordanii i Albanii, wojewoda świętokrzyski wręczył w czwartek akty nadania obywatelstwa polskiego

Po raz pierwszy w historii przyznano je całej rodzinie - państwu Schmidt z Ukrainy. Rodzina wyemigrowała do Polski po wybuchu w Czarnobylu. Na obywatelstwo czekała dziesięć lat. - Od sześciu lat jesteśmy w Kielcach i czujemy się tu jak w domu - mówi Wiktoria Schmidt.

W tym roku w Świętokrzyskiem obywatelstwo polskie uzyskało 29 osób, w tym troje dzieci.

tell a friend :: comments 0


Przypowieść o utraconej arkadii

Posted by admin on 2007-10-11 20:16:08 CEST



"Łemko" legnickiego Teatru im. Modrzejewskiej przywołuje świat, który zaginął, choć wszyscy chcieli, żeby trwał.

Legnicki spektakl to jeszcze jedna próba opisania językiem teatru bezwzględności wyroków historii. Stary Łemko Orest (świetny Zbigniew Waleryś;) to prosty człowiek, który wyrokiem historii znalazł się w świecie, którego nigdy nie zaakceptował. Szykując się z wolna na śmierć, chce opowiedzieć swoim dzieciom o krainie młodości, do której on nigdy nie przestał tęsknić, a one nigdy nie chciały o niej słuchać. Deski zrujnowanego przedwojennego teatru Variétés na legnickim Zakaczawiu, gdzie Głomb wystawił spektakl, zaludniają więc powoli ludzie, których Orest spotkał w życiu. Łemkowie, Ukraińcy i Polacy; ksiądz, jego żona Hańcia (znakomita Anita Poddębniak) z trudem godząca się z filozofią życiową męża pozwalającego się nieść historii bezwolnie jak liść. Odradza się utracona arkadia.

Bohaterem sztuki Roberta Urbańskiego jest bowiem przede wszystkim ziemia, którą przez wieki zamieszkiwali Łemkowie - Łemkowyna. Najszczęśliwsze miejsce na świecie, które nagle stało się przedmiotem szatańskiej gry czterech sił: sowieckiej Ukrainy, bojowców UPA, hitlerowców i Polski, najpierw przedwojennej, potem komunistycznej. W efekcie najpierw Łemkowszczyźnie odebrany został spokój, a potem wygnani zostali z niej sami Łemkowie. W wyniku Akcji "Wisła" zostali w 1946 roku rozproszeni po Polsce i skazani na wieczną tęsknotę.

Spektakl Głomba to przypowieść o świecie, którego już nie ma. Winny jest bezwzględny los, ale jednocześnie nikt nie powinien czuć się niewinny. Ani Łemkowie, którzy zdradzili swych polskich sąsiadów, ani Polacy, którzy nie potrafili im wybaczyć wynikłego ze zwierzęcego lęku zachowania. Ani nawet dzieci Oresta, obojętne wobec przeszłości, skoncentrowane na własnych karierach i mające poczucie coraz większej pustki. Bardzo dramatycznego wymiaru nabiera scena, gdy zaczynają na ścianie łemkowskiej chyży rysować dom. Taki zwykły dom, jaki malują dzieci w przedszkolu, z dymem z komina i oknami, dom będący symbolem rodziny, spokoju, szczęścia.

"Łemko" jest kolejną częścią opowieści, którą snuje w swych spektaklach Głomb. Opowieści o zwykłych ludziach na tle wielkiej historii. I o wielkiej historii, dla której ludzkie losy są tylko nawozem. Mogą próbować bronić się przed jej nieuchronnością, ale ostatecznie i tak skazani są na porażkę.

Notka down: dziś, jutro i pojutrze odbędą się trzy ostatnie przed przerwą zimową przedstawienia „Łemka” w sali przedwojennego niemieckiego teatru Variétés w Legnicy.

Robert Urbański "Łemko"; Reżyseria Jacek Głomb, Teatr im. Modrzejewskiej w Legnicy


Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław

Mariusz Urbanek

tell a friend :: comments 0


Gazprom obiecuje niezawodne dostawy przez gazociąg Jamał- Europa

Posted by admin on 2007-10-11 20:13:32 CEST

11.10.Moskwa (PAP/ITAR-TASS) - Rosyjski monopolista Gazprom obiecał w czwartek zapewnienie niezawodnych dostaw rosyjskiego gazu gazociągiem Jamał-Europa w okresie jesienno-zimowym.

Przedstawiciel koncernu Borys Posiagin powiedział na spotkaniu reprezentantów kompanii transportowych krajów tranzytowych i odbiorców rosyjskiego gazu, że działanie gazociągu jamalskiego pokazuje, jak ta droga przesyłu rosyjskiego surowca na zachodnie rynki zbytu była i pozostaje stabilna i niezawodna.

W ciągu ośmiu lat eksploatacji gazociągu wyeksportowano nim około 173 mld metrów sześciennych rosyjskiego gazu, a na początku roku 2007 gazociąg osiągnął moc projektowaną - 33 mld metrów sześciennych gazu rocznie.

Przedstawiciel Gazpromu podkreślił - w kontekście prac nad dywersyfikacją dróg eksportu gazu - znaczenie budowy Gazociągu Północnego i wyjścia koncernu na rynek gazu skroplonego.

Gazociąg Jamał-Europa zaczął działać w listopadzie 1999 r. Liczy 2 tys. km. Wiedzie przez terytorium Rosji, Białorusi, Polski, Niemiec.

Zdaniem eksperta rynku paliw Andrzeja Szczęśniaka, zapowiedzi Gazpromu o niezawodnych dostawach gazu to "uspokajanie, które koncern już wielokrotnie wysyłał do państw Europy".

Podkreślił, że zarówno Polska, jak i inni odbiorcy jamalskiego gazociągu, nie mają gwarancji, że Gazprom nie wstrzyma dostaw. "Zawsze jest jakieś ryzyko. Uspokojeniu tego ryzyka służy polityka Gazpromu" - podkreślił ekspert. Przypomniał, że UE miała zastrzeżenia do koncernu za brak polityki informacyjnej.

"Dzisiaj Gazprom rozwiązuje problemy wszystkie naraz i to daje szansę, że te wszystkie kryzysy związane z podwyższaniem cen odbioru gazu - takich państw jak Białoruś czy Ukraina - nie powtórzą się" - powiedział Szczęśniak.

tell a friend :: comments 0


Polska bliżej azerskiej ropy, dalej od Ignaliny

Posted by admin on 2007-10-11 07:55:08 CEST



Wzrosły szanse na dostawy azerskiej ropy do Polski, zmalały za to na wspólną inwestycję Polski i krajów bałtyckich w elektrownię atomową na Litwie. To efekt wczorajszego szczytu energetycznego w litewskiej stolicy

Lech Kaczyński przedstawił szczyt jako ogromny sukces. - To jest przedsięwzięcie, które ma charakter nie tylko gospodarczy, komercyjny, ale to także przedsięwzięcie o olbrzymiej roli politycznej. To są kraje, które łączył wspólny los - mówił wczoraj prezydent o porozumienie w sprawie dostaw azerskiej ropy.

Rosyjska oprawa

Wileńska konferencja "Odpowiedzialna energia dla odpowiedzialnych partnerów" zgromadziła aż siedmiu prezydentów - Litwy, Polski, Ukrainy, Azerbejdżanu, Gruzji, Łotwy i Rumunii. Wszyscy są przywódcami prozachodnich i prodemokratycznych państw, które borykają się z uzależnieniem od Rosji w dostawach i transporcie energii.

Już w przeddzień konferencji prezydent Litwy Valdas Adamkus przedstawił cel tego szczytu, w wywiadzie dla dziennika "Frankfurter Allgemeine Zeitung" apelując o stworzenie wspólnej europejskiej polityki energetycznej, która pozwoli UE występować solidarnie wobec dostawców energii. Czytaj: Rosji.

Energetyczna konferencja upływała w napiętej atmosferze z powodu ostatnich wydarzeń. Miniony i tydzień upłynął pod znakiem groźby kolejnych konfliktów z Gazpromem, które mogą na progu zimy zagrozić dostawom energii do Europy. Rosyjski koncern groził przykręceniem kurka Ukrainie, przez którą płynie 80 proc. gazu z Rosji do Europy zachodniej. Znowu zaczyna się też spór Gazpromu z Białorusią.

Sukces połowiczny

W Wilnie chciano uzgodnić dwa wielkie projekty energetyczne. Pierwszy to budowa nowej elektrowni atomowej na Litwie, w której uczestniczyłaby Polska i kraje bałtyckie, oraz mostu energetycznego między Polską a Litwą. Dzięki niemu prąd z nowej elektrowni mógłby popłynąć do Polski, a jednocześnie Litwa zyskałaby połączenie z siecią energetyczną Unii Europejskiej.

Drugi projekt to umowa o współpracy przy transporcie kaspijskiej ropy naftowej do Europy Zachodniej. Mieli ją podpisać prezydenci Polski, Litwy, Ukrainy, Gruzji i Azerbejdżanu.

Ale z tej pierwszej ceremonii zrezygnowano z powodu rozbieżności między uczestnikami projektu. - Porozumienie o budowie nowej elektrowni atomowej na Litwie będzie podpisane najwcześniej w listopadzie - poinformował wczoraj litewski premier Gediminas Kirkilas. Dodał, że firmy energetyczne negocjują warunki inwestycji, więc porozumienie pomiędzy szefami rządów może być podpisane w listopadzie. Ale wcale nie jest pewne, czy tak się stanie.

Jak rozbić atom?

Kością niezgody jest moc nowej elektrowni, która ma przypaść Polsce. Nasz kraj domaga się od 1000 do 1200 megawatów, czyli ponad jednej trzeciej planowanej mocy litewskiej siłowni.

W piątek w Wilnie minister gospodarki Piotr Woźniak powiedział, że jeśli postulaty Polski nie zostaną spełnione, to opóźni się projekt mostu energetycznego między Polską a Litwą.

Most to priorytetowy projekt UE. Kraje bałtyckie, które do niedawana miały sieci połączone wyłącznie z państwami byłego ZSRR chcą jak najszybciej zintegrować je z innymi państwami Unii. Po planowanym wyłączeniu starej, poradzieckiej jeszcze elektrowni w Ignalinie Litwa będzie bowiem cierpieć na deficyt energii.

Dlatego Litwini oburzyli się na polski szantaż, a prezydent i premier odwołali nawet wówczas zaplanowane spotkania z min. Woźniakiem.

Dlaczego Polska tak walczy o więcej mocy z Ignaliny? - UE daje na most 135 mln euro, ale jego koszt sięga 300 mln i to my musimy wyłożyć resztę - tłumaczy nam pracownik Polskiej Grupy Energetycznej, która ma budować most i być udziałowcem w Ignalinie. - Chcemy mieć pewność, że te pieniądze się zwrócą. Według naszych szacunków te 1000 megawatów to minimum, aby projekt był opłacalny.

Litwini ripostują, że na podział mocy jest za wcześnie, bo nie zostało wykonane studium oceny wpływu nowej elektrowni na środowisko. Ma powstać dopiero w 2008 r. i dopiero wtedy okaże się, jaką moc będzie można zainstalować w nowej elektrowni. W grę wchodzi 1600 lub 3200 megawatów. W tym pierwszym przypadku Polsce zaproponowanoby najwyżej 300-400 megawatów.

Ale unijny koordynator ds. mostu energetycznego prof. Władysław Mielczarski jest zdziwiony liczbami, które padają ze strony PGE. Przypomina, że nie są jeszcze ustalone żadne szczegóły dotyczące funkcjonowaniu mostu. Dlatego trudno mówić, co byłoby opłacalne, a co nie. - Wygląda to na wróżenie z kryształowej kuli - dziwi się.

Jeśli nie będzie umowy o moście energetycznym, w stosunkach litewsko-polskich wybuchnie kryzys - ostrzega Antanas Valionis, były ambasador Litwy w Polsce i były minister spraw zagranicznych Litwy.

- Myślę, że na razie powinniśmy jednak powstrzymać emocje. Obiecano przecież, że do końca miesiąca potrwają jeszcze negocjacje w sprawie ilości energii, które będzie otrzymywać Polska z elektrowni atomowej - dodaje. - Polacy mają szanse na wynegocjowanie 1000 megawatów, ale to jest wszystko, na co mogą liczyć. Elektrowni o większej mocy nie możemy wybudować ze względów ekologicznych.


Sarmacka ropa

W Wilnie udało się natomiast podpisać porozumienie w sprawie przygotowania transportu ropy naftowej z Azerbejdżanu przez Gruzję, a potem Ukrainę do Polski.

Takie dostawy wymagają przedłużenia do Polski ukraińskiego ropociągu Odessa-Brody. W Wilnie uzgodniono, że do spółki Sarmatia, którą trzy lata temu powołały Polska i Ukraina do przygotowania wspólnej rury, teraz dołączą firmy z Azerbejdżanu, Gruzji i Litwy.

Sarmatia z nowymi udziałowcami ma przygotować plany transportu i sprzedaży azerskiej ropy w Europie. Rozważa się też budowę do litewskiego portu w Kłajpedzie odnogi od przedłużonego do Polski ropociągu z Ukrainy.

Ale kiedy konkretnie zaczną się prace nad przedłużeniem rury i przede wszystkim dostawy ropy - wciąż nie wiadomo. Szansą dla projektu są obietnice dostaw z Azerbejdżanu, który planuje znaczny wzrost wydobycia ropy.

Prezydent Lech Kaczyński nie wykluczył w przyszłości dostaw surowca także z Kazachstanu, który na razie uzależniał to od udziału Rosji w projekcie.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Polska go nie chce, bo obchodził inne święta

Posted by admin on 2007-10-11 07:53:39 CEST



Państwo Kostrzewscy, małżeństwo polsko-ukraińskie, i ich dwóch synów o każdy kolejny dzień spędzony razem walczą z Urzędem ds. Cudzoziemców. Teraz mogą stracić najstarszego z potomków, bo urzędy odmawiają 19-letniemu studentowi przebywania na terenie Polski.

Spotkali się dzięki wspólnej znajomej Kasi. Halina, rozwódka z Ukrainy, przyjechała do niej szukać swojej polskiej rodziny. Przyjaciółka wiedziała, że Jerzy Kostrzewski od śmierci żony jest sam. Randki w ciemno zazwyczaj kończą się klapą. Tym razem jednak para zakochała się i zdecydowała na ślub. Uroczystość odbyła się w 2000 roku. Ale potem prosto nie było. Załatwienie wizy czy decyzji o pobycie tolerowanym w Urzędzie ds. Cudzoziemców graniczyło z cudem.

- Przez kolejne lata musiałam walczyć o każdą pozytywną decyzję. O obywatelstwie mogłam na razie zapomnieć, bo według urzędników nie potrafiłam udowodnić swojej polskości, choć moi rodzice byli Polakami i mieszkali w Krzeszowie Górnym w powiecie biłgorajskim. Wraz z dziadkami zostali przesiedleni w 1945 roku do Dniepropietrowska na skutek porozumień między władzami polskimi i radzieckimi - na wschód przesiedlano wielu prawosławnych. Rodzinie pani Haliny skradziono część polskich dokumentów.

- Odnalazłam po latach: świadectwo ze szkoły taty, dokumenty stwierdzające wysiedlenie z archiwum w Lwowie, akty urodzenia członków mojej rodziny, akt ślubu rodziców. Jednak dla Urzędu ds. Cudzoziemców nie jest to dowodem moich polskich korzeni. Nie pomogło też zaświadczenie rodziny mieszkającej w Polsce. Poproszono, żebym przyniosła zaświadczenia z parafii rzymskokatolickiej dziadków. Tyle że oni byli prawosławni - opowiada kobieta.

- Z jednego ze spotkań w urzędzie wyszedłem biały. Urzędniczka agresywnie zwracała mi uwagę, że jak ja sobie wyobrażam założenie rodziny, jak mieszkania nie mam. Odpowiedziałem, że to nasza sprawa. Mamy z żoną stałą pracę, damy sobie radę - mówi Kostrzewski.

I rzeczywiście dali. Kupili swój kąt w Konstancinie-Jeziornie. W 2004 roku pani Halina dostała zgodę na osiedlenie. Wcześniej, w 2002 roku, ściągnęli dwóch synów pani Haliny - Jewgienija i Igora. Wszystko wciąż jednak było czasowe - decyzje o tym, czy bliscy będą razem, były w rękach urzędników.

- Los mojej rodziny nikogo nie obchodził. W końcu w tym roku urzędnicy powiedzieli starszemu, już pełnoletniemu synowi: Wracaj, skąd przyjechałeś! - denerwuje się pan Jerzy.

Pierwszą odmowę przyznania wizy 19-letni Jewgienij otrzymał 29 marca, a do 30 marca miał ważną poprzednią. Według urzędników student nie wystarczająco uzasadnił swoją prośbę o pozostanie w Polsce. Wytknięto, że jako 13-latek na Ukrainie nie należał do żadnych polskich organizacji, że nie pielęgnował polskiej mowy i tradycji. Wypominano mu też, że jako grekokatolik nie obchodził świąt Kościoła rzymskokatolickiego (po wojnie rodzina zmieniła wyznanie z prawosławnego na grekokatolickie).

Złożyli odwołanie. Dopiero pod koniec maja doszła wiza od 1 kwietnia do końca czerwca. Kolejną odmowę dostał dopiero 23 lipca po interwencji w biurze urzędu. Już od 1 lipca był więc w Polsce nielegalnie. W każdej chwili mógł zostać deportowany.

- Wcześniej chodziliśmy kilkakrotnie i pytaliśmy o decyzję. Podobno urzędnicy pomylili adres do korespondencji. Jednak trudno mi uwierzyć w przypadek, by kolejne pisma rozpatrzone negatywnie też przychodziły na dzień, dwa przed możliwością odkręcenia sytuacji - opowiada Kostrzewa.

Rodzina wniosła skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego. 30 lipca złożyli kolejny wniosek o wizę i kartę pobytu czasowego syna. Odmowa wizy, datowana na 7 września, przyszła do nich dopiero 28 września. Znów na dwa dni przed ostatecznym terminem odwołania.

Interwencje załamanych rodziców i tłumaczenia, że chłopak żyje w Polsce od lat, że ma polskie korzenie, a na Ukrainie nie ma nikogo, nie przynosiły skutku.

W końcu spróbowali o wizę starać się... w konsulacie we Lwowie. 4 października pojechali na Ukrainę ze wszystkimi dokumentami. Udało się.

- Przynajmniej do końca roku, bo do tego czasu wiza jest ważna. A co potem? Mamy go stracić? - pyta pani Halina.

- Jesteśmy normalną rodziną. Żadne z nas nie miało zatargów z prawem. Nie rozumiem tego, że do wniosku syna podchodzi się bez uwzględnienia jego sytuacji. Nie popuszczę, bo chodzi o moją rodzinę - mówi pan Jerzy.

- Ten przypadek jest przykładem bezdusznego podejścia urzędników i ich przywiązania do stereotypów. Znamy wiele takich sytuacji wśród rodzin mieszanych - twierdzi Piotr Tyma, prezes Związku Ukraińców w Polsce.

Jak nas wczoraj poinformowano w Urzędzie ds. Cudzoziemców, prezes Rafał Rogala nie mógł z nami porozmawiać z powodu wizyty u prezydentowej Marii Kaczyńskiej.


Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

Łukasz Krajewski

tell a friend :: comments 0


Premier Rosji poplątał się w gazowych rozliczeniach z Ukrainą

Posted by admin on 2007-10-11 07:51:57 CEST



Rozliczenia Gazpromu za rzekome długi Ukrainy zostały przedstawione tak mętnie, że w rachunkach poplątał się nawet premier Rosji Wiktor Zubkow.


We wtorek Gazprom ogłosił, że po rozmowach z ministrem energetyki Ukrainy Jurijem Bojko podpisał porozumienie z podmiotami handlowymi o spłacie długów za gaz dostarczony w tym roku na Ukrainę. Tydzień wcześniej rosyjski koncern nieoczekiwanie zagroził, że od listopada ograniczy dostawy dla Ukrainy, jeśli Kijów nie zapłaci 1,3 mld dol. długu za gaz. Władze w Kijowie zaprzeczały, by Ukraina miała jakiekolwiek długi wobec Gazpromu, a Bojko tłumaczył, że długi wobec Gazpromu mają głównie spółki rosyjskiego koncernu działające na Ukrainie.

Premier Rosji Wiktor Zubkow stwierdził we wtorek, że Ukraina ma jeszcze większy dług, niż podawał Gazprom, czyli ponad 2 mld dol., z czego ponad 900 mln dol. zapłaci gotówką.

Bojko zaprzeczył temu i przedstawił następujący schemat rozliczeń. RosUkrEnergo (RUE), szwajcarska spółka Gazpromu, która jest wyłącznym importerem gazu na Ukrainę, odda moskiewskiej centrali 8 mld m sześc. gazu, za które jeszcze jej nie zapłaciła. Ten surowiec przechowywany w magazynach na Ukrainie wyceniono na 156 dol. za 1000 m sześc., co odpowiada hurtowej cenie na Ukrainie. Połowę surowca Gazprom wyeksportuje na Zachód, a połowę sprzeda na Ukrainie. Ukraiński państwowy koncern Naftohaz spłaci zaś gotówką swoje długi wobec spółki RUE, która jest hurtownikiem gazu na Ukrainie, a ta z kolei spółka do 22 października zapłaci 200 mln własnych długów wobec RUE. Z tych informacji wynika, że najpierw Gazprom, a potem premier Rosji dodawali - jak jabłka do śliwek - rozliczenia między różnymi firmami na Ukrainie i w sumie wychodziły im horrendalnie zawyżone rachunki.






Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


W Wilnie podpisano umowę o współpracy energetycznej

Posted by admin on 2007-10-11 07:50:34 CEST

Ministrowie pięciu państw odpowiedzialni za bezpieczeństwo energetyczne podpisali w środę w Wilnie umowę o współpracy w sektorze energetycznym. Prezydent Litwy Valdas Adamkus zapowiedział podpisanie porozumienia w sprawie mostu energetycznego między Polską a Litwą "jeszcze przed końcem bieżącego miesiąca".

Chodzi o porozumienie dotyczące połączenia systemów energetycznych Polski i Litwy.

Prezydent Polski Lech Kaczyński na konferencji podczas szczytu energetycznego zapewnił, że połączenie tych dwóch systemów na pewno zostanie zrealizowane. "Wielokrotnie mówiłem, że będzie most energetyczny, ale Polsce potrzebne jest 1000-1200 MW" - powiedział w Wilnie L. Kaczyński. Chodzi o ilość mocy, jaką Polska miałaby otrzymywać z odbudowywanej elektrowni w litewskiej Ignalinie.

"Musi być zbudowana ignalińska elektrownia, musi być most energetyczny - on zresztą jest w planach europejskich. Polska musi otrzymać pewną ilość megawatów, dość istotną, z ignalińskiej elektrowni, no i oczywiście musi uczynić wysiłek - to jest poważny wysiłek dla naszego kraju - aby to połączenie polsko-litewskie było efektywne rzeczywiście" - podkreślił prezydent.

Takie samo stanowisko przedstawił prezydent Adamkus. "Odbywaliśmy dwustronne rozmowy z Polską na temat tzw. mostu energetycznego. Doszliśmy do stanowiska. Most energetyczny musi być zbudowany i będzie zbudowany. Dzisiaj nie podpisaliśmy tego porozumienia z jednego tylko powodu - technicznie nie byliśmy w stanie zgromadzić w jednym miejscu wszystkich koniecznych dokumentów" - powiedział.

W połowie grudnia cztery kraje: Polska, Litwa, Łotwa i Estonia zawarły porozumienie o powołaniu konsorcjum czterech firm, które przystąpiły do projektu odbudowania mocy ignalińskiej elektrowni. W projekcie uczestniczą spółki energetyczne: Lietuvos Energija (Litwa), Latvenergo (Łotwa), Eesti Energia (Estonia) i Polskie Sieci Elektroenergetyczne.

Prezydenci Azerbejdżanu, Gruzji, Litwy, Polski i Ukrainy podpisali w środę także umowę dotyczącą konsorcjum Sarmatia i korytarza transportowego dla ropy naftowej i gazu ziemnego - poinformował w Wilnie prezydent Azerbejdżanu Ilhan Alijew. Jest to korytarz Odessa-Brody-Płock-Gdańsk do transportu ropy naftowej z rejonu Morza Kaspijskiego na rynki europejskie.

"Uczestnicy spotkania wyrazili swoją opinię, że nowe konsorcjum, które zostanie stworzone, by rozwinąć korytarz dla transportu zasobów wodorowęglowych, powinno być stworzone w oparciu o krajowe firmy. Głównym celem nowego konsorcjum Sarmatia jest przygotowanie studium wykonalności dla systemu transportowego z regionu Morza Kaspijskiego" - powiedział Alijew.

Poinformował, że kolejny szczyt energetyczny ma się odbyć w Kijowie w 2008 r.

tell a friend :: comments 0


Oleg Błochin: Albo awans do Euro-2008, albo rezygnacja

Posted by admin on 2007-10-11 07:49:41 CEST

Trener piłkarskiej reprezentacji Ukrainy Oleg Błochin zapowiedział, że zrezygnuje z funkcji, jeśli jego podopieczni nie wywalczą awansu do finałów mistrzostw Europy w 2008 roku.

Jeśli nie awansujemy do Euro-2008 - odejdę - ogłosił w środę Błochin, podkreślając przy tym, że nie wie czy jego decyzja zostanie zaakceptowania przez władze federacji.

Przed rokiem pod jego wodzą Ukraina po raz pierwszy w historii zagrała w mistrzostwach świata. W dobiegających końca eliminacjach ME prowadzona przez niego drużyna zajmuje czwarte miejsce w tabeli grupy B, tracąc osiem punktów do prowadzącej Szkocji i siedem do zajmujących drugie, premiowane awansem, miejsce Włochów. Ukraińcy rozegrali jeden mecz mniej niż te zespoły.

Błochin, najlepszy piłkarz Europy w 1975 roku, został selekcjonerem reprezentacji Ukrainy w 2003 roku. Zastąpił na tym stanowisku Leonida Burjaka.

tell a friend :: comments 0


Podpisano umowę w sprawie konsorcjum Sarmatia

Posted by admin on 2007-10-11 07:48:44 CEST

Prezydenci Azerbejdżanu, Gruzji, Litwy, Polski i Ukrainy podpisali w środę umowę dotyczącą konsorcjum Sarmatia i korytarza transportowego dla ropy naftowej i gazu ziemnego - poinformował w Wilnie prezydent Azerbejdżanu Ilhan Alijew.

Jest to korytarz Odessa-Brody-Płock-Gdańsk do transportu ropy naftowej z rejonu Morza Kaspijskiego na rynki europejskie.

"Uczestnicy spotkania wyrazili swoją opinię, że nowe konsorcjum, które zostanie stworzone, by rozwinąć korytarz dla transportu zasobów wodorowęglowych, powinno być stworzone w oparciu o krajowe firmy. Głównym celem nowego konsorcjum Sarmatia jest przygotowanie studium wykonalności dla systemu transportowego z regionu Morza Kaspijskiego" - powiedział Alijew.

Poinformował, że kolejny szczyt energetyczny ma się odbyć w Kijowie w 2008 r.(PAP)


tell a friend :: comments 0


Ukraina zainteresowana budową elektrowni atomowej na Litwie

Posted by admin on 2007-10-11 07:47:44 CEST

Ukraina jest gotowa do uczestniczenia w przetargach na dostarczanie części budowlanych elektrowni atomowej" - oznajmił podczas środowego spotkania z prezydentem Litwy Valdasem Adamkusem prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko, który przebywa w Wilnie w ramach odbywającego się tu szczytu energetycznego.

Prezydent Ukrainy zaznaczył, że jego kraj ma dobrze rozwinięte techniczne możliwości energetyki atomowej, produkuje urządzenia do budowy siłowni, ma dobrych specjalistów w tym zakresie. Prezydent dodał, że "obecnie Ukraina modernizuje swój sektor elektroenergetyczny i poszukuje nowych rynków, a takimi mogłyby się stać państwa bałtyckie".

Nową elektrownię atomową na Litwie na terenie likwidowanej Ignalińskiej Elektrowni Atomowej zamierzają budować Litwa, Łotwa, Estonia i Polska.

Jak poinformował w środę premier Litwy Gediminas Kirkilas, czterostronne polityczne porozumienie o budowie siłowni ma być podpisane najwcześniej w listopadzie.

tell a friend :: comments 0


Ukraińska impreza "na folkowo & punkowo"

Posted by admin on 2007-10-11 07:46:05 CEST

28 października (niedziela), godz. 19



Na koncercie zagrają: gość tegorocznej edycji Przystanku Woodstock Drymba-Da-Dzyga (alter folk / Kijów, Ukraina) oraz po długiej przerwie ponownie na trasie w Polsce - Flit (intel punk z Iwano - Frankivśka, Ukraina).

Drymba-Da-Dzyga to jedno z najciekawszych zjawisk na scenie ukraińskiej muzyki folk. Zespół powstał w roku 2006 i od razu zyskał przychylne recenzje krytyków muzycznych (nazywany przez nich "ukraińską Garmarną"), jak również został ciepło przyjęty przez festiwalową publiczność. DDD wystąpił na największych krajowych festiwalach muzycznych rock i folk ("Kraina Mriy", "Pidkamin'2007", "Slavs'ke Rock-Fest" etc.) oraz zagrał kilka tras w Polsce. M.in. został zaproszony na XIII festiwal Przystanek Woodstock, Festiwal muzyki folk "SARI" (Żory), "Muzyczne działania 2007" (Bogatynia), "Letnia akademia filmowa" (Zwierzyniec). Projekt tworzą profesjonaliści, znani z udziału w innych folkowych formacjach, takich jak np. "Karpatiyany", czy "Wolodar". Swój styl muzyczny grupa określa jako folk alternatywny. Muzycy łączą ostre brzmienie z melodyką tradycyjnych pieśni obrzędowych z różnych regionów Ukrainy - od Karpat po czarnomorskie stepy.



Flit to czwórka punk rockowych muzyków z Iwano Frankowska na czele - na rynku muzycznym zadebiutowali w 2001 roku albumem "Świat jest taki". Mają za sobą wiele koncertów na Ukrainie, aktywnie działali na muzycznej scenie Kijowa podczas Pomarańczowej rewolucji. Grupa Flit swoją muzyką wyraża własne światopoglądy. Robi to przekonywująco, jednocześnie nie narzucając się publice, a wzbudzając jej entuzjazm. W prezentowanym gatunku punk-rocka sięga również po inspiracje folkowe. W Polsce zagrali kilka tras - m.in. wystąpili na festiwalach GO Rock (Stalowa Wola) oraz obok legendy polskiej sceny punk Pidżamy Porno na Festiwalu Wyszehradzkim - w Rockfest we Wrocławiu.

CDQ, ul. Burakowska 12, 28 października (niedziela), godz. 19. Bilety 15 zł po rezerwacji na www.cdq.pl/bilety.

tell a friend :: comments 0


Rozpoczęła się wizyta Lecha Kaczyńskiego na Litwie

Posted by admin on 2007-10-11 07:42:48 CEST

Prezydent Lech Kaczyński rozpoczął w środę po południu dwudniową wizytę na Litwie. Weźmie udział w konferencji "Odpowiedzialna energia dla odpowiedzialnych partnerów".

Polska jest współorganizatorem tego wydarzenia.

Oprócz szczytu energetycznego - który jest kontynuacją spotkania w Krakowie prezydentów: Polski, Litwy, Azerbejdżanu, Gruzji i Ukrainy, jakie w maju br. zorganizował polski prezydent - w Wilnie odbędzie się forum energetyczne. W forum wezmą udział prezydenci, członkowie rządów 12 państw, wysocy urzędnicy UE i USA, eksperci i przedstawiciele spółek energetycznych.

Wśród gości, oprócz prezydentów Litwy, Polski, Azerbejdżanu, Gruzji, Łotwy, Rumunii i Ukrainy, będą: unijny komisarz ds. energetyki Andris Piebalgs, zastępca sekretarza ds. energetyki USA Clay Sellas, przedstawiciele rządów Belgii, Czech, Estonii, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Norwegii, Holandii, Francji, Słowenii, Szwecji i Turcji. Swój udział zapowiedział także przedstawiciel Kazachstanu (podobnie jak w Krakowie ze statusem specjalnego wysłannika prezydenta Nursułtana Nazarbajewa).

Zaproszenia na konferencję nie przyjął prezydent Francji Nicolas Sarkozy. W czasie trwania konferencji będzie przebywał w Rosji. W Moskwie w tych dniach będzie gościła również sekretarz stanu USA Condoleezza Rice. Rosja na wileńskiej konferencji będzie prezentowana na najniższym szczeblu. Udział w forum weźmie ambasador tego kraju na Litwie Borys Cepow.

Z informacji, jakie uzyskała wcześniej PAP w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego wynika, że podczas środowego spotkania w Wilnie uczestnicy podsumują wyniki ponad półrocznych prac, prowadzonych między szczytami krakowskim i wileńskim. Przewidywane jest również uroczyste podpisanie porozumienia o współpracy w przedłużeniu do Płocka i Gdańska ukraińskiego ropociągu Odessa - Brody.

Projekt przedłużenia ropociągu nabrał konkretnych kształtów podczas szczytu w Krakowie. Zdecydowano tam o powołaniu wspólnej firmy energetycznej, która zajęłaby się transportem kaspijskiej ropy do Europy Zachodniej.

Pod koniec września br. w Batumi nad Morzem Czarnym przedstawiciele firm energetycznych z Azerbejdżanu, Gruzji, Litwy, Polski i Ukrainy pracowali nad powołaniem spółki, która przygotuje dokumentację projektu transportu i handlu kaspijską ropą. W tym samym czasie w Tbilisi przedstawiciele rządów tych państw zgodzili się na opracowanie "Porozumienia regulującego współpracę energetyczną", które ma być podpisane na szczycie w Wilnie.

Państwowy azerski koncern paliwowy Socar ogłosił, że wiosną przyszłego roku wznowi tranzyt swojego surowca przez Gruzję do portu Supsa nad Morzem Czarnym. Skąd tankowcami można transportować azerską ropę do Odessy i dalej przedłużonym ropociągiem do Polski.

Od kilku lat istnieje polsko-ukraińska spółka Sarmatia, zajmująca się projektem Odessa-Brody. Nowa spółka, która ma się nazywać "Nowa Sarmatia", miałaby być rozszerzona o trzy kolejne państwa i kontynuować projekt Odessa-Brody-Gdańsk.

Drugiego dnia spotkania w Wilnie zaplanowano forum, podczas którego zostaną omówione m.in. kwestie dotyczące globalnych zagrożeń dla polityki energetycznej czy strategia energetyczna dla państw regionu Morza Bałtyckiego. Nieformalnym zadaniem forum, jak określają litewscy politycy, jest utworzenie frontu energetycznego przeciwko Rosji.

Wciąż nie wiadomo, czy podczas spotkania w Wilnie dojdzie do podpisania umowy o budowie tzw. mostu energetycznego między Polską a Litwą. M.in. na ten temat oraz o współpracy w odbudowie mocy w elektrowni atomowej w litewskiej Ignalinie, rozmawiali telefonicznie we wtorek prezydenci Polski i Litwy.

Według informacji przekazanych PAP przez źródło w Kancelarii Prezydenta, jeszcze we wtorek po południu trwały rozmowy na ten temat. Również we wtorek po południu minister gospodarki Litwy Vytas Navickas powiedział agencji BNS, że liczy, iż podczas spotkania w Wilnie, Polska i Litwa powołają spółkę joint venture, która zajęłaby się budową tzw. mostu energetycznego.

Realizacja tego projektu miałaby zapewnić integrację systemów elektroenergetycznych Polski i Litwy oraz wzmocnić bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju.

Pod koniec lipca przedstawiciele Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE) i Lietuvos Energija AB podpisali w Wilnie końcowy dokument, dotyczący wykonalności połączenia systemów energetycznych Polski i Litwy. Projekt budowy tego połączenia jest na liście priorytetowych projektów UE.

Prezydenci Polski i Litwy wezmą również udział w uroczystym otwarciu nowej siedziby ambasady polskiej w Wilnie. Latem br. polskie MSZ podpisało umowę kupna od Poczty Litewskiej budynku w Wilnie przy ulicy Św. Jana 3, czyli pałacu Paców.

Powierzchnia nowej siedziby polskiej placówki, gdzie będzie się mieściła ambasada, konsulat i instytut polski, wynosi 2,5 tys. metrów kwadratowych. Znajduje się tu między innymi sala reprezentacyjna o powierzchni 300 metrów kwadratowych i duży dziedziniec, który będzie wykorzystywany w celach kulturalnych.

Pałac Paców został wzniesiony w pierwszej połowie XVII wieku. Do końca XVIII należał do rodziny Paców. Następnie nabył go wielki kanclerz litewski Aleksander Michał Sapieha. Po powstaniu listopadowym władze rosyjskie skonfiskowały pałac i przeznaczyły na siedzibę gubernatora.

Od 1912 roku w pałacu znajdowała się rosyjska szlachecka resursa. Była tu też restauracja "Russkij Mir". Po wojnie władze sowieckie przekazały budynek pracownikom łączności. Przez ostatnie 70 lat był tu Dom Kultury Łącznościowców.

tell a friend :: comments 0


Wednesday, October 10 2007

Jak Gazprom rozlicza się z Ukrainą

Posted by admin on 2007-10-10 09:05:18 CEST



Po rozmowach z rządem Ukrainy Gazprom podpisał porozumienie o spłacie długów za gaz - spłacą go głównie ukraińskie spółki rosyjskiego koncernu. Jak wysokie są te długi? Jaką rolę w porozumieniu odegrał rząd Ukrainy? Nie wiadomo.

Wczoraj w lakonicznym komunikacie Gazprom ogłosił, że po spotkaniu prezesa koncernu Aleksieja Millera z ministrem energetyki Ukrainy Jurijem Bojko podpisano "porozumienie między podmiotami gospodarczymi o uregulowaniu długów za gaz dostarczony w tym roku na Ukrainę". Rosyjski koncern nie sprecyzował, z kim podpisał porozumienie.

Tydzień temu koncern niespodziewanie ogłosił, że Ukraina jest mu winna 1,3 mld dolarów i jeśli nie odda ich do końca miesiąca, Gazprom przykręci kurek z gazem. Rosjanie wystąpili z ultimatum po niedzielnych wyborach na Ukrainie. Obserwatorzy uznali, że w ten sposób wyrazili swoje niezadowolenie z wyników wyborów, w których większość zdobył prozachodni obóz pomarańczowych.

Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko i przedstawiciele dotychczasowego rządu Wiktora Janukowycza zaprzeczali, by Ukraina lub państwowy koncern Naftohaz miały jakiekolwiek długi wobec Gazpromu. Przed wylotem w poniedziałek do Moskwy minister Bojko ujawnił, że Gazprom, mówiąc o zadłużeniu Ukrainy, ma na myśli zadłużenie, jakie mają wobec niego jego własne spółki. Chodzi o szwajcarską RosUkrEnergo (RUE), wyłącznego importera gazu na Ukrainę oraz ukraińską UkrGaz-Energo - hurtownika tego surowca.

Spółki Gazpromu pomogły centrali w Moskwie przetrwać po ciepłej zimie na początku roku. Gazprom nie musiał ograniczać wydobycia, bo jego spółki sprowadził do ukraińskich magazynów rekordową ilość surowca. Miały go sprzedać tej zimy i wyrównać rachunki z centralą w Moskwie. Ale Rosjanie zażądali wcześniejszych spłat.

Jak wysokie są długi? Moskwa i Kijów podają rozbieżne kwoty. Przed tygodniem Gazprom mówił o 1,3 mld dolarów. Kilka dni później spłacono już 100 mln dolarów. Dlatego wszystkich zaskoczył wczoraj premier Rosji Wiktor Zubkow mówiąc, że na początku października długi sięgały 2,2 mld dolarów. Według Zubkowa rozliczenie będzie wyglądać następująco: RUE przekaże Gazpromowi ze swoich ukraińskich magazynów gaz za 1,2 mld, a ten wyeksportuje go na Zachód; UkrGaz-Energo odda rosyjskiemu koncernowi 929 mln dolarów ze sprzedaży na Ukrainie.

Wiceszef sekretariatu prezydenta Juszczenki Aleksander Szlapaka ujawnił, że 600 mln dolarów długów, o których mówi Gazprom, to wzajemne rozliczenia między jego spółkami. Dopiero ukraiński Naftohaz zalega ze spłatą 700 mln dolarów jednej ze spółek związanych z rosyjskim koncernem. Za ten dług zdaniem współpracownika Juszczenki odpowiada rząd Janukowycza, który z jednej strony obniżał ceny gazu dla gospodarstw domowych na Ukrainie, a jednocześnie zwiększał podatki na Naftohaz.

tell a friend :: comments 0


Hryhorij Surkis

Posted by admin on 2007-10-10 09:04:01 CEST

W 1993 roku najlepsi piłkarze Dynama emigrowali do Rosji, klub miał kilka milionów dolarów długu, zajął dopiero trzecie miejsce za Tawriją Symferopol i Szachtarem Donieck. Wtedy właśnie Dynamo przejął Hryhorij Surkis, człowiek, który załatwił Polsce i Ukrainie Euro 2012, w młodości bramkarz rezerw Dynama. Absolwent wydziału techniki przemysłu spożywczego spłacił długi i zainwestował 60 mln dol.!

Surkis to ten sam typ właściciela oligarchy, co Rinat Achmetow z Szachtara Donieck. Nikt dobrze nie wie, jak dorobił się ogromnego majątku, i ile dokładnie ma. Pieniądze Surkisa przyniosły w każdym razie Dynamu 12 mistrzostw Ukrainy, ćwierćfinał i półfinał Ligi Mistrzów.

Andrij Szewczenko, który w Dynamie wyrósł na światowej klasy piłkarza, nazwał go drugim ojcem.


Hryhorij Surkis jako szef Ukraińskiej Federacji Piłki Nożnej na zjeździe UEFA w Cardiff. W tle prezes PZPN Michał Listkiewicz

Czy wiesz, że...

Pierwszym patronem Dynama było NKWD, radziecka policja polityczna odpowiedzialna za wiele zbrodni.Przez wiele lat piłkarze Dynama byli zatrudnieni na fikcyjnych milicyjnych etatach.
Ukraińcy przymykali jednak oko na niewygodnego sponsora i traktowali Dynamo jako swoje narodowe dobro, niemal reprezentację. Każde zwycięstwo nad moskiewskim zespołem i zdobycie tytułu (było ich aż 13) było nieskrywanym powodem do dumy.

Najwybitniejszym piłkarzem klubu jest Oleg Błochin, obecny selekcjoner Ukrainy. W 1975 roku jako pierwszy Ukrainiec został uhonorowany "Złotą Piłką" dla najlepszego piłkarza Europy. Drugim był w 1986 roku Igor Biełanow, a trzecim w 2004 roku Andrij Szewczenko.

tell a friend :: comments 0


Stypendystki Wierzbiańskiego z Ukrainy

Posted by admin on 2007-10-10 08:59:41 CEST



Pochodzące z Ukrainy Ludmiła i Walentyna zostały pierwszymi uniwersyteckimi stypendystkami im. Bolesława Wierzbiańskiego i rozpoczynają studia doktoranckie na Uniwersytecie Opolskim.


Ludmiła i Walentyna Fot. Rafał Mielnik / AG

Walentyna Oskołok i Ludmiła Kaszko przyjechały do Opola dwa lata temu w ramach wymiany między uniwersytetami. Planowały tu dwumiesięczny pobyt, tak im się jednak spodobało w Opolu, że postanowiły zostać na dłużej i podjęły na uniwersytecie studia podyplomowe na europeistyce i politologii.

W czerwcu Walentyna obroniła pracę dotyczącą perspektyw wstąpienia Ukrainy do UE, natomiast Ludmiła o relacjach NATO z Ukrainą. Pod koniec kwietnia obie zostały pierwszymi stypendystkami Fundacji im. Bolesława Wierzbiańskiego: w czerwcu otrzymały stypendium po 2 tys. dolarów.

- Spotkałyśmy się tutaj z dużą życzliwością zarówno ze strony uczelni, jak i samych studentów - mówi Walentyna.

Obie nie ukrywają, że miały chwile zwątpienia np. wtedy, gdy brakowało im pieniędzy na jedzenie. Nie poddały się jednak: obie pochodzą z niezamożnych rodzin z podkijowskich miejscowości i wiedzą, że studia w Opolu są dla nich dużą szansą, której nie mogą zaprzepaścić.

Są wdzięczne tym, którzy je wspierają. - Dzięki koleżankom i kolegom z akademika poznajemy polską kulturę, obyczaje, tradycje i język - mówi Ludmiła. - Staramy się na co dzień czynnie uczestniczyć w życiu kulturalnym Opola - dodaje Walentyna. W pamięć zapadł jej marsz z okazji pierwszej rocznicy śmierci polskiego Papieża.

Studia doktoranckie z historii rozpoczną za kilka dni. Wierzą, że historię warto znać, ale zależy im, by w tej obecnej, która dopiero się tworzy, nie było uprzedzeń szczególnie w relacjach polsko-ukraińskich.


Źródło: Gazeta Wyborcza Opole

tell a friend :: comments 0


Zaprezentowano przejściowe logo Euro 2012

Posted by admin on 2007-10-10 08:54:34 CEST

PZPN zaprezentował we wtorek tymczasowe logo Euro 2012, którego organizatorem jest Polska i Ukraina. - Krój liter pokazuje to, że Polska i Ukraina są dla UEFA jedną drużyną - opisywał Adam Olkowicz, który jest odpowiedzialny za Euro 2012 z ramienia PZPN.


Takim logo Polska i Ukraina promowały się gdy kandydowały do organizacji Euro 2012

Jako pierwsi w Polsce zaprezentujemy nowy, przejściowy logotyp Polski i Ukrainy jako kandydatów, przepraszam, organizatorów Euro 2012 - ogłosił na konferencji prasowej PZPN Olkowicz.

tell a friend :: comments 0


Euro 2012 - za miesiąc wizytacja koordynatorów UEFA

Posted by admin on 2007-10-10 08:52:27 CEST

Przedstawiciele Europejskiej Unii Piłkarskiej ocenią na początku listopada stan przygotowań Polski do organizacji mistrzostw Europy w 2012 roku - poinformował podczas wtorkowej konferencji prasowej w Warszawie odpowiadający w PZPN za sprawy Euro-2012 Adam Olkowicz.

Wyznaczeni przez UEFA koordynatorzy w terminie 5-9 listopada odwiedzą cztery polskie miasta, w których mają odbyć się mecze mistrzowskie, spotkają się z naszymi ekspertami. Ocenią stan deklaracji zgłoszeniowej ze stanem obecnym. Głównym przedmiotem ich zainteresowania będą sektory: transport lądowy, transport lotniczy oraz budowa stadionów i bazy pobytowej. Tydzień wcześniej podobna wizytacja czeka Ukraińców - powiedział Olkowicz.

W UEFA pracuje ośmiu koordynatorów, podobnie jest ze strony polskiej i ukraińskiej. Zajmują się oni sprawami m.in. bezpieczeństwa, komunikacji społecznej, marketingu i promocji, transportu lądowego i sieci dróg, transportu lotniczego oraz bazy noclegowej. Dotychczas odbyły się trzy wspólne spotkania, ostatnie dwa tygodnie temu w Nyonie.

- Władze europejskiego futbolu zdecydowały o powołaniu kolejnego koordynatora, ds. pomocy i opieki medycznej - przyznał przedstawiciel PZPN.

- Także 9 listopada odbędzie się w naszym kraju spotkanie prezydentów obu krajów - Wiktora Juszczenki i Lecha Kaczyńskiego, stojących na czele Polsko-Ukraińskiej Rady Korporacyjnej. Podpisana zostanie umowa w zakresie właściwego przygotowania i przeprowadzenia Euro-2012 - dodał Olkowicz.

Szef zespołu ds. Euro-2012 mówił również o deklaracjach miast dotyczących stadionów. - Chorzów jest w trakcie modernizacji, całość ma być gotowa do połowy 2010 roku, Gdańsk - budowa rozpocznie się na wiosnę 2008 roku, a w czwartym kwartale 2010 ma powstać Arena Bałtycka, Kraków - prowadzona przebudowa stadionu Wisły, zakończenie do połowy 2010, Poznań - zakończenie prac do połowy 2010 - poinformował.

W Warszawie kilka dni temu minister sportu Elżbieta Jakubiak powołała spółkę Narodowe Centrum Sportu, której zadaniem będzie budowa stadionu na ME w 2012 r. Na obiekcie będzie 55 tys. miejsc. Projektowanie zajmie około ośmiu miesięcy, a prace budowlane rozpoczną się wiosną 2009 r. Stadion ma być gotowy do połowy 2011 r.

- Miasta czekają na wsparcie z funduszy centralnych, bowiem nie mogę na ten cel otrzymać środków unijnych. Kilka lat temu Portugalczycy, którzy organizowali Euro-2004, otrzymali dofinansowanie w wysokości 25 procent - przypomniał Adam Olkowicz.

Podczas wtorkowej konferencji zaprezentowany został logotyp przejściowy imprezy, którą za pięć lat wspólnie przeprowadzą Polska i Ukraina. - Logotyp jest własnością UEFA, a nasze kraje mogą z niego korzystać w celach organizacyjnych i promocyjnych, ale nie w komercyjnych - stwierdził współpracownik prezes PZPN, Michała Listkiewicza.

Olkowicz nawiązał też do niedawnych wyborów w piłkarskiej federacji Ukrainy. - Podczas nadzwyczajnego kongresu postanowiono skrócić obecną kadencję o rok, do trzech lat, i w ten sposób nowa potrwa pięć lat - właśnie do 2012 r. Wyborom prezesa nie towarzyszyły tak wielkie emocje jak w Polsce. Był jeden kandydat - Hrihorij Surkis. Na 137 uprawnionych do głosowania, aż 129 w jawnym głosowaniu poparło go, a ośmiu wstrzymało się, w tym on sam - zakończył Olkowicz.

tell a friend :: comments 0


nieznana substancja zanieczyściła odnogę Dunaju

Posted by admin on 2007-10-10 08:51:30 CEST

[bPlamę nieznanej substancji o długości półtora kilometra i szerokości około pięciu metrów zaobserwowano na odnodze Dunaju płynącej przez południową Ukrainę - poinformowały we wtorek ukraińskie władze.

Zanieczyszczenie spostrzeżono w poniedziałek. Według informacji rzecznika regionalnego departamentu ministerstwa ds. sytuacji nadzwyczajnych Serhija Zabołockiego plama prawdopodobnie pochodzi z Rumunii.

Zabołocki zasugerował, że substancja może być efektem zrzucenia odpadów technologicznych do rzeki. W celu określenia natury plamy i ewentualnego zagrożenia ukraińskie służby ochrony przyrody pobrały próbki.

tell a friend :: comments 0


Wileńskiej umowy o moście energetycznym nie będzie?

Posted by admin on 2007-10-10 08:50:24 CEST

Wspólne projekty energetyczne były głównym tematem wtorkowej telefonicznej rozmowy prezydentów Polski i Litwy - Lecha Kaczyńskiego i Valdasa Adamkusa. Litwa niepokoi się, bo w środę może nie dojść do planowanego podpisania porozumienia.

Wciąż nie wiadomo, czy podczas spotkania w Wilnie dojdzie do podpisania umowy o budowie tzw. mostu energetycznego między Polską a Litwą. M.in. na ten temat oraz o współpracy w odbudowie mocy w elektrowni atomowej w litewskiej Ignalinie, rozmawiali telefonicznie we wtorek prezydenci Polski i Litwy.

Według informacji przekazanych PAP przez źródło w Kancelarii Prezydenta, jeszcze we wtorek po południu trwały rozmowy na ten temat. Również we wtorek po południu minister gospodarki Litwy Vytas Navickas powiedział agencji BNS, że liczy, iż podczas spotkania w Wilnie, Polska i Litwa powołają spółkę joint venture, która zajęłaby się budową tzw. mostu energetycznego.

Realizacja tego projektu miałaby zapewnić integrację systemów elektroenergetycznych Polski i Litwy oraz wzmocnić bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju.

Pod koniec lipca przedstawiciele Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE) i Lietuvos Energija AB podpisali w Wilnie końcowy dokument, dotyczący wykonalności połączenia systemów energetycznych Polski i Litwy. Projekt budowy tego połączenia jest na liście priorytetowych projektów UE.

Zespół prezydenckich negocjatorów w akcji

Jak poinformowała służba prasowa Urzędu Prezydenta Litwy, "w trakcie rozmowy szefowie państw omówili projekty budowy nowej siłowni atomowej w Ignalinie i polsko-litewskiego mostu energetycznego".

W lakonicznym komunikacie nie ujawniono, czy w środę dojdzie do podpisania porozumienia o utworzeniu wspólnego przedsiębiorstwa ds. budowy mostu energetycznego. Stwierdza się jedynie, że we wtorek "do Wilna przybędzie polska grupa negocjacyjna, która wspólnie z przedstawicielami strony litewskiej będzie dążyła do uzgodnienia stanowisk w kwestii projektu mostu energetycznego".

Władze Litwy są zaniepokojone tym, że w środę może nie dojść do planowanego podpisania porozumienia.

Minister Woźniak zaskakuje partnerów

Niepokój strony litewskiej wywołała piątkowa wypowiedź szefa resortu gospodarki Piotra Woźniaka. Powiedział on, że jeżeli Polska nie otrzyma 1000-1200 megawatów mocy z nowo odbudowanej elektrowni w Ignalinie, to polsko-litewski most energetyczny opóźni się.

Litewski minister Vytas Navickas powiedział wówczas tylko, że stanowisko Polski będzie jeszcze negocjowane. Ale prezydent Valdas Adamkus i premier Gediminas Kirkilas zareagowali ostrzej - obaj odwołali swoje spotkania z polskim ministrem.

Budowa mostu energetycznego jest bardzo ważną sprawą dla Litwy. Most ma połączyć Litwę, która w kwestii energetycznej jest całkowicie zależna od Rosji, z systemem energetycznym Europy Zachodniej.

Most energetyczny z litewskiego miasta Alitus (Olita) do polskiego Ełku ma powstać do 2012 roku.

Litewski premier Gedyminas Kirkilas powiedział we wtorek, że twierdzenia Woźniaka "nie odpowiadają uzgodnieniom pomiędzy prezydentami Litwy i Polski", a porozumienie Polski, Litwy, Łotwy i Estonii w sprawie budowy nowej elektrowni atomowej w Ignalinie pozostają w mocy. Kaczyński i Adamkus mówili 1 października w Toruniu, że podczas zapowiadanego na 10-11 października szczytu energetycznego w Wilnie podpisane zostaną umowy m.in. o budowie nowej elektrowni atomowej oraz połączenia systemów elektroenergetycznych Polski i Litwy.

O rurociągu i froncie przeciwko Rosji

Prezydent Lech Kaczyński udaje się w środę z dwudniową wizytą do Wilna, gdzie weźmie udział w konferencji poświęconej bezpieczeństwu energetycznemu. Polska jest współorganizatorem tego wydarzenia.

Oprócz szczytu energetycznego - który jest kontynuacją spotkania w Krakowie prezydentów: Polski, Litwy, Azerbejdżanu, Gruzji i Ukrainy, jakie w maju br. zorganizował polski prezydent - w Wilnie odbędzie się forum energetyczne. W forum wezmą udział prezydenci, członkowie rządów 12 państw, wysocy urzędnicy UE i USA, eksperci i przedstawiciele spółek energetycznych.

Wśród gości oprócz prezydentów Litwy, Polski, Azerbejdżanu, Gruzji, Łotwy, Rumunii i Ukrainy, będą: unijny komisarz ds. energetyki Andris Piebalgs, zastępca sekretarza ds. energetyki USA Clay Sellas, przedstawiciele rządów Belgii, Czech, Estonii, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Norwegii, Holandii, Francji, Słowenii, Szwecji i Turcji. Swój udział zapowiedział także przedstawiciel Kazachstanu (podobnie jak w Krakowie ze statusem specjalnego wysłannika prezydenta Nursułtana Nazarbajewa).

Zaproszenia na konferencję nie przyjął prezydent Francji Nicolas Sarkozy. W czasie trwania konferencji będzie przebywał w Rosji. W Moskwie w tych dniach będzie gościła również sekretarz stanu USA Condoleezza Rice. Rosja na wileńskiej konferencji będzie prezentowana na najniższym szczeblu. Udział w forum weźmie ambasador tego kraju na Litwie Borys Cepow.

Z informacji jakie uzyskała PAP w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego wynika, że podczas środowego spotkania w Wilnie uczestnicy podsumują wyniki ponad półrocznych prac, prowadzonych między szczytami krakowskim i wileńskim. Przewidywane jest również uroczyste podpisanie porozumienia o współpracy w przedłużeniu do Płocka i Gdańska ukraińskiego ropociągu Odessa - Brody.


Projekt przedłużenia ropociągu nabrał konkretnych kształtów podczas szczytu w Krakowie. Zdecydowano tam o powołaniu wspólnej firmy energetycznej, która zajęłaby się transportem kaspijskiej ropy do Europy Zachodniej.

Pod koniec września br. w Batumi nad Morzem Czarnym przedstawiciele firm energetycznych z Azerbejdżanu, Gruzji, Litwy, Polski i Ukrainy pracowali nad powołaniem spółki, która przygotuje dokumentację projektu transportu i handlu kaspijską ropą. W tym samym czasie w Tbilisi przedstawiciele rządów tych państw zgodzili się na opracowanie "Porozumienia regulującego współpracę energetyczną", które ma być podpisane na szczycie w Wilnie.

Państwowy azerski koncern paliwowy Socar ogłosił, że wiosną przyszłego roku wznowi tranzyt swojego surowca przez Gruzję do portu Supsa nad Morzem Czarnym. Skąd tankowcami można transportować azerską ropę do Odessy i dalej przedłużonym ropociągiem do Polski.

Od kilku lat istnieje polsko-ukraińska spółka Sarmatia, zajmująca się projektem Odessa-Brody. Nowa spółka, która ma się nazywać "Nowa Sarmatia", miałaby być rozszerzona o trzy kolejne państwa i kontynuować projekt Odessa-Brody-Gdańsk.

Drugiego dnia spotkania w Wilnie zaplanowano forum, podczas którego zostaną omówione m.in. kwestie dotyczące globalnych zagrożeń dla polityki energetycznej czy strategia energetyczna dla państw regionu Morza Bałtyckiego. Nieformalnym zadaniem forum, jak określają litewscy politycy, jest utworzenie frontu energetycznego przeciwko Rosji.

tell a friend :: comments 0


Tuesday, October 09 2007

Tymoszenko: możemy oddać opozycji tekę wicepremiera

Posted by admin on 2007-10-09 13:04:42 CEST

Powstająca na Ukrainie prozachodnia, "pomarańczowa" koalicja gotowa jest oddać opozycji tekę wicepremiera, a także stanowiska wiceministrów i wicegubernatorów - oświadczyła typowana na przyszłego premiera Julia Tymoszenko.

Opozycja uzyska maksymalne prawa, pozwalające jej kontrolować działania władzy - powiedziała Tymoszenko po spotkaniu przywódców sił, które po wyborach 30 września dostały się do parlamentu, z prezydentem Wiktorem Juszczenką.

Przywódca prorosyjskiej Partii Regionów Ukrainy, premier Wiktor Janukowycz nie wykluczył w odpowiedzi, że jego ugrupowanie może pogodzić się z przejściem do opozycji.
Jeśli będziemy w koalicji, stanowisko premiera będzie nasze. Jeśli tak się nie stanie, będziemy w opozycji - powiedział Janukowycz.

Tymoszenko wyjaśniła w rozmowie z dziennikarzami, że kierowany przez nią blok oraz proprezydencki blok Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona (NU-LS) są gotowe zgodzić się na podzielenie się z opozycją stanowiskami we władzy wykonawczej na podstawie obowiązującej ustawy o opozycji.

Dodała, że nieistniejąca jeszcze "pomarańczowa" koalicja może podzielić się z opozycją stanowiskami w radach nadzorczych przedsiębiorstw państwowych, banku narodowego i Najwyższej Izby Kontroli.

Nieznana do tej pory na Ukrainie chęć dzielenia się stanowiskami między koalicją a opozycją jest wynikiem apelów prezydenta Wiktora Juszczenki, nawołującego w ub. tygodniu, by do rozmów o koalicji przystąpiły wszystkie partie, które dostały się do parlamentu.

Słowa te wywołały na Ukrainie burzę. Partia Regionów Janukowycza, która uzyskała w wyborach największe poparcie, oświadczyła, że prezydent występuje za tzw. szeroką koalicją. Jej trzon miałyby stanowić Partia Regionów i proprezydencki blok NU-LS. Ten ostatni natychmiast zaprzeczył, że gotów jest tworzyć koalicję z Partią Regionów; w kampanii wyborczej obiecywał, że po głosowaniu 30 września wejdzie w koalicję z blokiem Tymoszenko.

Partia Regionów poszła jednak dalej: jej przedstawiciele zagrozili, że w razie niedopuszczenia jej do formowania rządu jej 175 deputowanych nie przyjmie przysięgi poselskiej. W tym przypadku Ukrainę czekałyby kolejne wybory do parlamentu. Zgodnie z ukraińskim prawem parlament uznaje się za niezdolny do działania, jeśli nie ma w nim co najmniej 150 spośród ogólnej liczby 450 posłów.

tell a friend :: comments 0


Rosja - Ukraina. Spór rozwiązany

Posted by admin on 2007-10-09 12:55:10 CEST

Prezes Gazpromu Aleksiej Miller i minister energetyki Ukrainy Jurij Bojko uzgodnili w Moskwie sposób spłaty długu za dostarczony gaz - podała Informacyjna Agencja Radiowa.

Rosyjskie media poinformowały, że podpisanie odpowiednich dokumentów przewidziane jest na wtorek. W tym dniu z roboczą wizytą przybędzie do Moskwy premier Ukrainy Wiktor Janukowycz. Tydzień temu Gazprom zagroził, że zmniejszy dostawy gazu na Ukrainę, jeśli nie zostanie spłacony dług w wysokości 1,3 miliarda dolarów.

Treści ustaleń nie ujawniono. Cytowany przez IAR przedstawiciel Gazpromu Siergiej Kuprijanow powiedział jedynie, że "rozmowy, które toczyły się właściwie przez cały dzień, przyniosły taki wynik: schemat w zasadzie uzgodniono". Chodzi o likwidację przez ukraińskie podmioty gospodarcze zadłużenia z tytułu dostaw rosyjskiego gazu.

tell a friend :: comments 0


Ukraina porozumiała się z Gazpromem

Posted by admin on 2007-10-09 12:53:58 CEST

Prezes rosyjskiego Gazpromu Aleksiej Miller i ukraiński minister paliw i energetyki Jurij Bojko uzgodnili wstępny plan likwidacji zadłużenia za gaz dostarczony na Ukrainę.

Treści ustaleń nie ujawniono. Przedstawiciel Gazpromu Siergiej Kuprijanow powiedział jedynie, że "rozmowy, które toczyły się właściwie przez cały dzień, przyniosły taki wynik: schemat w zasadzie uzgodniono".

Chodzi o likwidację przez ukraińskie podmioty gospodarcze zadłużenia z tytułu dostaw rosyjskiego gazu.

Poprzednie, przeprowadzone 3 października rozmowy szefa ukraińskiego resortu energetyki z kierownictwem Gazpromu zakończyły się zapowiedziami spłaty do 1 listopada długu, który Gazprom wycenił na 1,3 mld dolarów.

Ustalono wówczas, że kontrolę nad rozwiązaniem problemu obejmie rząd Ukrainy.

tell a friend :: comments 0


koalicja Naszej Ukrainy z Blokiem Tymoszenko?

Posted by admin on 2007-10-09 12:52:21 CEST

Prezydent Ukrainy wyraził nadzieję, że do końca tygodnia powstanie koalicja rządowa. Wiktor Juszczenko dodał, że Blok Julii Tymoszenko i Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona są w pełni uprawnione do stworzenia takiego sojuszu.

Prezydent zażądał też większych uprawnień. Wiktor Juszczenko chce przede wszystkim anulowania przyjętej wiosną ustawy o Radzie Ministrów, która znacznie ogranicza działalność szefa państwa. Prezydent chciałby także kontroli nad tak zwanymi resortami siłowymi, czyli między innymi ministerstwami obrony i spraw wewnętrznych.

W sekretariacie prezydenta trwa spotkanie z przedstawicielami 5 partii, które dostały się do parlamentu: Partii Regionów; Bloków Julii Tymoszenko, Łytwyna i Naszej Ukrainy Ludowej Samoobrony oraz Komunistycznej Partii Ukrainy.

tell a friend :: comments 0


Kto będzie premierem Ukrainy?

Posted by admin on 2007-10-09 06:14:47 CEST


Wacław Radziwinowicz

Julia Tymoszenko czy Wiktor Janukowycz? - kto po wyborach parlamentarnych wygranych przez ugrupowania pomarańczowe będzie premierem Ukrainy

W Kijowie trwają przetargi. Prezydent Wiktor Juszczenko dał wczoraj przywódcom wszystkich ugrupowań, które weszły do Rady Najwyższej, pięć dni na ustalenie, kto stworzy koalicję i stanie na czele rządu.

Na kijowskim Majdanie Niepodległości wciąż stoi ogromna scena obwieszona biało-niebieskimi transparentami Partii Regionów, a naprzeciw niej otoczone metalowym płotem niebieskie namioty. Na scenie nic się nie dzieje, namioty są puste. Ale Partia Regionów ich nie zwija, sceny nie rozbiera. Na wszelki wypadek. Jeżeli zakulisowe rozmowy o podziale władzy skończą się dla niej klapą, ze wschodu kraju znowu przyjadą tu tłumy demonstrantów.

Partia Regionów się nie poddaje. Według wstępnych wyników wyborów z 30 września zdobyła 175 mandatów w 450-osobowej Radzie. Razem ze swymi dotychczasowymi sojusznikami - komunistami - ma 202 posłów.

Jej pomarańczowi konkurenci z Bloku Julii Tymoszenko i prezydenckiego bloku Nasza Ukraina - Samoobrona Ludowa wzięli w parlamencie nieco ponad połowę - 228 miejsc. Wydaje się, że bez trudu mogą przyciągnąć do swojej koalicji jeszcze 20 osób z neutralnego Bloku Wołodymyra Łytwyna, byłego marszałka Rady. A wtedy mieliby dość solidną większość.

Ukraińska opinia publiczna spodziewała się, że Juszczenko desygnuje na premiera księżniczkę pomarańczowej rewolucji. Przed wyborami obiecywał jej miejsce szefa gabinetu, a krajowi rząd "demokratyczny", czyli pomarańczowy.

Jednak prezydent po wyborach zaczął mówić inaczej. Od kilku dni namawia przywódców wszystkich ugrupowań, które weszły do Rady, by przeprowadzili konsultacje. 40 posłów Samoobrony Ludowej - wchodzącej wraz z Naszą Ukrainą w skład frakcji prezydenckiej - jeszcze w piątek oświadczyło, że nigdy nie wejdzie w układ z Partią Regionów. Julia Tymoszenko powtarzała, że od sojuszu z dotychczasowym premierem woli miejsce w ławach opozycji.

Prezydent jednak nie ustępuje. Wczoraj zaprosił do siebie wszystkich przywódców ugrupowań parlamentarnych. Chce, by wskazali wspólnego kandydata na premiera.

Tym razem Tymoszenko zareagowała spokojniej. Wyszła z propozycją współpracy - oferując Partii Regionów tekę wicepremiera, stanowiska wiceministrów i wicegubernatorów oraz posady w spółkach państwowych.

Janukowyczowi to nie wystarcza. Stawia jeden warunek uczestnictwa w koalicji - przyznanie mu funkcji premiera. A jeśli nie, jak zapowiadają jego współpracownicy, 175 parlamentarzystów Partii Regionów nie złoży przysięgi poselskiej i nowa Rada Najwyższa w ogóle nie będzie pracować.

Juszczence wzywającemu do negocjacji udało się utrzymać spokój w kraju. Politycy zajęci przetargami koalicyjnymi nie wyprowadzają swych zwolenników na ulice, nie protestują przeciwko wynikom wyborów. Majdany milczą.

Czy jednak prezydentowi uda się doprowadzić do prawdziwego kompromisu popularnych na zachodzie Ukrainy pomarańczowych z popieranymi na wschodzie biało-niebieskimi? Aleksander Paschawer, b. doradca prezydentów Leonida Kuczmy i Juszczenki, uważa, że taki kompromis jest Ukrainie niezbędny. Ale jego zdaniem politycy ukraińscy nie są do niego zdolni.

- Umieją się dogadać w kwestiach taktycznych, takich jak podział stanowisk. Ale nie na temat strategii. Polskie elity w latach 90. zgodziły się, że kraj musi wejść do NATO i UE. Zawarły strategiczny sojusz dotyczący tych dwóch spraw. I odniosły sukces. Nasze do tego jeszcze nie dorosły - uważa Paschawer.


Źródło: Gazeta Wyborcza



tell a friend :: comments 0


Rotfeld zawadzał Rosji

Posted by admin on 2007-10-09 06:12:19 CEST


Jacek Pawlicki, współpraca Marcin Wojciechowski

Były szef MSZ był o włos od nominacji na ważny urząd Wysokiego Komisarza OBWE ds. Mniejszości Narodowych. Zrezygnował, bo Mińsk i Moskwa jasno dały do zrozumienia, że jego kandydatury nie przełkną


Adam Rotfeld Fot. Igor Morye

Kulisy zabiegów o to stanowisko dla Adama Daniela Rotfelda odtworzyły dla nas dyplomatyczne źródła w Warszawie. Historia jest jak scenariusz filmu political fiction. Polityczna zemsta Kremla na byłym szefie polskiej dyplomacji, który kilkakrotnie na forum międzynarodowym krytykował Rosję za łamanie praw mniejszości. I podręcznikowe wykorzystanie przez Moskwę władz Białorusi.

Sam Rotfeld potwierdza, że rzeczywiście był blisko objęcia urzędu komisarza, ale odmawia komentarza.

Norweg ubiegł Polaka

Wysoki komisarz odpowiada za rozwiązywanie problemów mniejszości w krajach członkowskich Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Nie widać go za bardzo w Europie, bo jego specjalność to trudne mediacje między zwaśnionymi stronami i "cicha dyplomacja". Pierwszy komisarz Holender Max van der Stoel (1993-2001) doprowadził do wygaszenia konfliktu między Albańczykami a Macedończykami, który mógł wywołać kolejną krwawą wojnę na Bałkanach.

Rotfeld - znawca problematyki bezpieczeństwa międzynarodowego, mówiący kilkoma językami, w tym płynnie po rosyjsku - wydawał się świetnym kandydatem na wysokiego komisarza. Tym bardziej że w tej materii ma duże doświadczenie. W 1992 r. był osobistym wysłannikiem przewodniczącego Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (poprzednika OBWE) ds. politycznego rozwiązania konfliktu w Naddniestrzu. Chodziło właśnie o problem mniejszości narodowych. Konflikt pomogły załagodzić wysiłki Rotfelda.

Jednak na początku lipca miejsce kończącego sześcioletnią kadencję Szweda Rolfa Ekeusa zajął b. minister spraw zagranicznych Norwegii Knut Vollebak. Dlaczego nie Polak?

Rosja wynajęła Białoruś

Zaczęło się w marcu. Według źródeł związanych z polską dyplomacją przedstawiciele kilku zachodnich krajów OBWE zaproponowali Rotfeldowi, by został nowym wysokim komisarzem ds. mniejszości narodowych. Zgodnie z procedurą OBWE kandydaturę komisarza musi zgłosić jego rodzimy kraj. Szefowa dyplomacji Anna Fotyga udzieliła Rotfeldowi poparcia.

Rotfeld był mocną kandydaturą. Poparło go wiele krajów OBWE, m.in. Austria, Niemcy, Czechy, Węgry, Słowacja, Litwa, Kanada, Stolica Apostolska. Amerykanie wycofali nawet na jego rzecz poparcie dla Vollebaka, mimo że Norwega znali doskonale choćby z tego, że od 2001 r. był ambasadorem w Waszyngtonie.

Do Warszawy zaczęły płynąć nieoficjalne sygnały, że Rosja i Białoruś zablokują kandydaturę Rotfelda. Mińsk tłumaczył, że komisarzem nie może zostać przedstawiciel kraju, który jest w sporze z białoruskimi władzami o traktowanie mniejszości polskiej.

Niechęć Moskwy była zamaskowana. Rosjanie nie chcieli, by Rotfeld został komisarzem, bo obawiali się, że zbytnio zaangażuje się w problemy mniejszości narodowych na terytorium Rosji. Pamiętali mu też, że w 2005 r. rozwścieczył Rosję, nazywając "błędem politycznym" zabicie przez rosyjskie siły specjalne b. prezydenta Czeczenii Asłana Maschadowa.

Drugim powodem było przekonanie Kremla, że to Rotfeld stał za udaną interwencją dyplomatyczną prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego na Ukrainie w czasie pomarańczowej rewolucji. Polska mediacja doprowadziła do fiaska rosyjskiej polityki dzielenia Ukrainy.

Rosjanom nie wypadało jednak wprost zablokować kandydatury Polaka, więc "schowali się" za Białoruś, która i tak była zdecydowana zawetować Rotfelda. Według naszych źródeł, choć Rosjanie oficjalnie umyli ręce, Mińsk i Moskwa prowadziły w tej sprawie skoordynowane działania.

Rotfeld wiedział, że Białoruś nie ustąpi. A warunkiem wyboru komisarza jest zgoda wszystkich członków OBWE. Eksminister wycofał się więc sam, nie chcąc otwierać kolejnego frontu w dyplomatycznej wojnie Warszawy i Mińska.

Czy można było pomóc? Bez wszczynania międzynarodowej awantury raczej nie. Jak mówią nasi rozmówcy, polski rząd zachował się w sprawie Rotfelda fair.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Gazprom oskarża Ukrainę o długi... własnych spółek

Posted by admin on 2007-10-09 06:07:39 CEST


Andrzej Kublik

Zadłużone są ukraińskie spółki rosyjskiego koncernu. Chodzi o zapłatę za gaz, który zgromadzono na zimę na Ukrainie. Rosjanie chcą teraz pozbawić Kijów tych zapasów przed negocjacjami podwyżki cen surowca.



Wczoraj drugi raz w ciągu tygodnia minister energetyki Ukrainy Jurij Bojko poleciał do Moskwy, aby zażegnać gazowy konflikt z Gazpromem.

W ostatni wtorek rosyjski koncern nieoczekiwanie ogłosił, że Ukraina jest mu dłużna 1,3 mld dol. za dostarczony gaz. Zarówno prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko, jak i przedstawiciele dotychczasowego rządu Wiktora Janukowycza zaprzeczali, by Ukraina lub państwowy koncern Naftohaz miały jakiekolwiek długi wobec Gazpromu.

Przed odlotem do Moskwy minister Bojko wyjaśnił, skąd się wzięły zarzuty Gazpromu. Długi - choć nie wiadomo, jakiej dokładnie wielkości - mają spółki rosyjskiego koncernu.

Chodzi o szwajcarską firmę RosUkrEnergo (RUE), która od dwóch lat jest wyłącznym importerem gazu na Ukrainę, oraz UkrGaz-Energo, hurtownika gazu, który w połowie należy do RUE. Obie te firmy w ostatnich tygodniach sprowadziły gigantyczne ilości gazu z Rosji i zgromadziły go w podziemnych magazynach na Ukrainie.

Obecnie jest w nich rekordowa ilość surowca - 31,2 mld m sześc. Wystarczyłoby go Polsce na ponad dwa lata!

Cała operacja była dotąd korzystna dla Gazpromu, który w pierwszym półroczu z powodu ciepłej zimy musiał ograniczyć eksport swojego surowca na Zachód, a nawet nieco zmniejszać wydobycie. Rosyjski koncern musiałby jeszcze bardziej ograniczać wydobycie, gdyby wcześniej nie przetransportował surowca ze swoich magazynów w Rosji na Ukrainę.

Ale dlaczego związane z Gazpromem spółki nie uregulowały dotąd należności wobec centrali w Moskwie - nie wiadomo. Późną wiosną UkrGaz-Energo nieoczekiwanie podniosło ceny gazu dla ukraińskich odbiorców, aby sfinansować zakupy gazu w Rosji na rezerwy. Teraz ta firma twierdzi, że miała problemy z uzyskaniem pożyczki na spłatę należności wobec Gazpromu z powodu kryzysu na światowych rynkach kredytowych, który zaczął się w połowie roku.

Bojko zapowiedział, że RUE może spłacić 600 mln dol. swoich długów wobec Gazpromu, odstępując swojemu wspólnikowi gaz zgromadzony na Ukrainie dla klientów w Europie Zachodniej. Wtedy pieniądze za gaz zamówiony od RUE np. przez Polskę trafią bezpośrednio do kasy centrali w Moskwie.

Gorzej wygląda sprawa z gazem zgromadzonym przez UkrGaz-Energo dla ukraińskich klientów. Jeśli Rosjanie przejmą także ten surowiec, to Ukraina może zostać bez rezerw na zimę. Wtedy Kijów znajdzie się pod ścianą w trakcie negocjacji z Gazpromem cen gazu na przyszły rok.

W tym roku Ukraina płaci 130 dol. za 1 tys. m sześc. surowca z importu i przed wyborami rząd Janukowycza zapowiadał, że w przyszłym roku cena wzrośnie do 143 dol. Wczoraj rosyjska agencja prasowa Ria Novosti podała, że teraz Gazprom żąda podwyżki w przyszłym roku do 180 dol.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Juszczenko dał partiom pięć dni na powołanie koalicji i wyznaczenie premiera

Posted by admin on 2007-10-09 06:05:24 CEST

Ukraińskie siły polityczne, które po wyborach 30 września trafiły do parlamentu, mają pięć dni na sformowanie koalicji i wyznaczenie kandydata na premiera - oświadczył w poniedziałek prezydent Wiktor Juszczenko.

Szef państwa przyjął tego dnia przywódców pięciu ugrupowań, które w wyniku wyborów uzyskały reprezentację w Radzie Najwyższej (parlamencie): prorosyjskiej Partii Regionów Ukrainy premiera Wiktora Janukowycza, Bloku Julii Tymoszenko, proprezydenckiego bloku Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona (NU-LS), komunistów i Bloku Wołodymyra Łytwyna, byłego przewodniczącego parlamentu.

Juszczenko podkreślił, że choć tzw. pomarańczowi - Blok Tymoszenko i NU-LS - mają wszelkie podstawy ku temu, by powołać własną koalicję, nowy parlament powinien "być efektywną instytucją".

Dlatego też - mówił prezydent - partie i bloki powinny "zapomnieć o wszystkich emocjach, które towarzyszyły kampanii wyborczej, i dołożyć starań, by nowy parlament był stabilny".

Zdaniem komentatorów ostatnie oświadczenia Juszczenki pozwalają wyciągnąć wniosek, że prezydent, popierając powstanie "pomarańczowej" koalicji, chce, by w tworzonym przez nią rządzie znaleźli się też przedstawiciele Partii Regionów Janukowycza, która zdobyła w wyborach największe poparcie.

Eksperci twierdzą, że zamysł prezydenta ma doprowadzić do zjednoczenia państwa, rozdzielonego na zwolenników "pomarańczowych" z jednej strony i sympatyków Partii Regionów z drugiej.

Inną przyczyną dążeń Juszczenki do rozszerzenia koalicji jest jego rywalizacja z Julią Tymoszenko. W rządzie "pomarańczowych" miałaby ona zająć stanowisko premiera. Wzmocniłoby to jej szanse na uzyskanie prezydentury w wyborach w 2009 r., kiedy Juszczenko będzie się starać o reelekcję.

Podczas poniedziałkowego spotkania z szefami ugrupowań, które weszły do parlamentu, Juszczenko nie ograniczył się do wydawania poleceń dotyczących formowania koalicji i rządu.

Wezwał także do anulowania przyjętej wiosną ustawy o Radzie Ministrów, która ogranicza kompetencje urzędu prezydenckiego. Głównym postulatem Juszczenki jest przekazanie mu kontroli nad resortami siłowymi, czyli ministerstwem obrony i spraw wewnętrznych.

tell a friend :: comments 0


Monday, October 08 2007

dwoje Polaków uratowanych w Karpatach

Posted by admin on 2007-10-08 12:05:04 CEST

Po ponad pięciu godzinach poszukiwań ratownicy ukraińskiego Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych uratowali dwójkę polskich turystów, którzy zgubili się na górze Menczuł w Karpatach, w obwodzie iwano-frankowskim - poinformowała służba prasowa tego resortu.


Polscy turyści: 41-letni mężczyzna i 27-letnia kobieta, zeszli z oznakowanego szlaku w pobliżu wsi Dzembronia niedaleko Werchowyny (d. Żabie) w sobotę w południe. W trakcie wędrówki na Menczuł kobieta zraniła się w nogę.

Na szczęście Polacy mieli ze sobą telefon komórkowy, przez który wezwali pomoc.

Ratownicy odnaleźli ich po ponad pięciu godzinach poszukiwań. Po udzieleniu pierwszej pomocy medycznej, ranna kobieta została przewieziona do szpitala.

tell a friend :: comments 0


będzie 6 nowych przejść

Posted by admin on 2007-10-08 12:03:52 CEST

Do 2012 na granicy Ukrainy z Polską powstanie 6 nowych przejść granicznych. Taką obietnicę złożył ukraiński minister spraw zagranicznych Arsenij Jaceniuk.


Minister zwrócił uwagę, że liczba przejść granicznych między Polską a Ukrainą jest taka sama, jak w czasach, gdy istniała żelazna kurtyna. Zdaniem Arsenija Jaceniuka, obecnie przejścia są przeciążone i trzeba budować nowe. Zatwierdzono już odpowiedni program rządowy. Zgodnie z nim, do 2012 roku na granicy ma pojawić się 6 dodatkowych punktów. Należy także zbudować odpowiednie drogi. Ich obecny stan minister ocenił dość krytycznie. "Te drogi, które zobaczyłem trudno nazwać drogami […] Wydaje mi się, że po II wojnie światowej łatwiej było dostać się do granicy" - mówił Arsenij Jaceniuk.

Obecnie liczącą 489 kilometrów granicę Polski z Niemcami można przekroczyć w 30 miejscowościach, dłuższą o 46 kilometrów granicę polsko-ukraińską jedynie w 9.

tell a friend :: comments 0


Ukraina zużywa mniej gazu

Posted by admin on 2007-10-08 12:01:38 CEST

Gazprom poinformował, że na początku października zużycie gazu na Ukrainie zaczęło spadać.

Dzienne zużycie utrzymywało się dotychczas średnio na poziomie 158,1 m sześc. W październiku spadło do 122,1 m sześc. Plan Gazpromu zakłada wyeksportowanie na Ukrainę do końca roku 55 mld m sześc.

tell a friend :: comments 0


Żadnej kobiecie nie życzę, żeby nazywano ją krową - wywiad z Julią Tymoszenko

Posted by admin on 2007-10-08 11:58:16 CEST



Julia Tymoszenko znów dąży do władzy. Kilka dni przed wyborami parlamentarnymi na Ukrainie przywódczyni opozycji opowiadała o popełnionych przez siebie błędach, o stosunkach z prezydentem Juszczenką i o swoich aspiracjach do fotela prezydenckiego.

Fot. STRINGER/RUSSIA REUTERS

Przed wyborami zawarła pani z prezydentem Juszczenką umowę dotyczącą koalicji waszych partii. Dlaczego stawia pani ponownie na Juszczenkę po tym, jak kilka miesięcy po pomarańczowej rewolucji zdymisjonował panią z urzędu premiera?

- Demokratyczną siłę w parlamencie tworzą wyłącznie blok Julii Tymoszenko oraz Nasza Ukraina Juszczenki. Umówiliśmy się, że szefa rządu wyłoni partia, która w wyborach dostanie więcej głosów. Współpraca z Partią Regionów premiera Janukowycza nie wchodzi w rachubę.

- A jak zareagowałaby pani, gdyby Juszczenko wbrew umowie ponownie zawarł koalicję z Janukowyczem?

- Juszczenko i Janukowycz już dwukrotnie wchodzili ze sobą w koalicję i obydwie próby skończyły się katastrofą. Jedyną możliwością wprowadzenia stabilizacji w kraju jest koalicja sił demokratycznych. Ukraińska polityka jest jednak pełna niespodzianek. Jeżeli prezydent i premier spiskowali za moimi plecami i rzeczywiście dojdzie do powtórki poprzedniej koalicji, mam w zanadrzu plan "B": zostaniemy w opozycji, a ja zacznę przygotowywać się do prezydenckiej kampanii wyborczej.

- Premier Janukowycz niedawno wypowiedział się na pani temat: "Jako normalny, zdrowy mężczyzna traktuję ją poważnie jako kobietę - jednak będąc szefem rządu zachowywała się jak krowa na lodzie". Jak skomentuje pani to stwierdzenie?

- Nie chcę komentować tej wypowiedzi. Powiem tylko tyle: prawdziwy mąż stanu nigdy nie powiedziałby czegoś podobnego. Mężczyźni zachowujący się w tak haniebny sposób wywołują we mnie wyłącznie współczucie. Żadnej kobiecie nie życzę, żeby została przez kogokolwiek nazwana krową, również żonie Janukowycza.

- Mówi się, że pani stosunki z Juszczenką oscylują między miłością a nienawiścią. Sceptycy obawiają się, że również tym razem nie uda się wam dojść do porozumienia.

- Prezydent powiedział kiedyś, że prowadzona przeze mnie Rada Ministrów była najlepszym rządem, jaki kiedykolwiek miał nasz kraj. Największym błędem Juszczenki było to, że bezczynnie przyglądał się, jak ludzie z obozu pomarańczowych rujnowali koalicję z demokratami i hamowali proces reform. Mimo to nasza jedność jest jedyną drogą. Oczywiście nie protestowałabym, gdyby prezydent był tak nieugięty jak ja.

- Czy twierdzi pani, że Juszczenko zdradził cele pomarańczowej rewolucji?

- Nie. Prezydent wchodząc w koalicję z Janukowyczem chciał z pewnością zbudować most łączący wschodnią i zachodnią część naszego kraju. Nie możemy się jednak oszukiwać - eksperyment ten nie przyniósł nam ani jedności, ani stabilizacji, dlatego w żadnym wypadku nie powinniśmy go powtarzać.

- W jaki sposób chce pani przekonać Juszczenkę do referendum, w którym ukraiński naród miałby się opowiedzieć za systemem parlamentarnym lub prezydenckim? Podobnie jak większość polityków nie traktuje on tego rozwiązania poważnie.

- Przyzwyczaiłam się do tego, że politycy czasami potrzebują dużo czasu, żeby zrozumieć sprawy całkiem oczywiste. Ukraina potrzebuje nowej konstytucji. Obecna jest zupełnie bezużyteczna, ponieważ przewiduje dwa centra władzy, co prowadzi do politycznego chaosu. Naród powinien rozstrzygnąć, czy o sprawach naszego państwa decydować ma prezydent czy premier. Po podjęciu decyzji zadaniem ekspertów byłoby opracowanie nowej ustawy zasadniczej. Udało mi się już zebrać ponad 7 milionów podpisów osób popierających pomysł przeprowadzenia referendum, a według obecnej konstytucji potrzebowałabym tylko 3 milionów. Mam nadzieję, że prezydent zwróci na to uwagę i uszanuje zdanie obywateli Ukrainy.

- Byłe przedsiębiorstwa państwowe zostały sprywatyzowane na warunkach wyjątkowo niekorzystnych dla państwa. Czy będzie pani ponownie dążyć do upaństwowienia i reprywatyzacji przedsiębiorstw? Czy nie obawia się pani, że odstraszy w ten sposób inwestorów?

- Moje stanowisko w tej sprawie zostało przedstawione dalece błędnie, co miało mnie zdyskredytować. Reprywatyzacja w wielkim stylu nigdy nie była linią rządu. Za czasów mojego rządu nie zreprywatyzowano żadnego przedsiębiorstwa. Zleciliśmy tylko ponowną sprzedaż giganta stalowego Kriworiżstal, dzieła dokończył jednak mój następca. To była największa i najbardziej przejrzysta transformacja tego rodzaju w historii Ukrainy. Od dzisiaj w sprawach własności decydować będą sądy.

- Jednym z celów pomarańczowej rewolucji było osłabienie wpływu oligarchów na politykę. Dziś ich władza jest większa niż kiedykolwiek wcześniej. W jaki sposób chce pani zmienić ten stan rzeczy?

- Oligarchowie rzeczywiście urośli w siłę. Dlatego musimy razem z prezydentem Juszczenką wypracować stabilny sojusz i wprowadzić w życie jego hasło wyborcze: "Prawo obowiązuje wszystkich".

- Jaki był największy błąd pani jako szefa rządu po pomarańczowej rewolucji?

- Próbowałam przeprowadzić dogłębne reformy, nie miałam jednak odpowiednich współpracowników. Powinnam była mocniej obstawać przy tym, by móc samodzielnie budować swój rząd. Niestety w walce przeciwko wpływowym ukraińskim klanom skazana byłam wyłącznie na siebie, ponieważ członkowie mojego rządu z różnych powodów całkiem nieźle się z nimi dogadywali. Jeżeli dane by mi było ponownie zostać szefem rządu, jego członkowie będą musieli stać po mojej stronie.

- Ostatnio złożyła pani wizytę Margaret Thatcher w Londynie. Czy widzi pani siebie samą jako żelazną damę ukraińskiej polityki?

- Żadnemu politykowi nie wypada porównywać siebie z Margaret Thatcher. To dopiero początki mojej pracy. Jej ocena należeć będzie do narodu.


Źródło: Der Spiegel

tell a friend :: comments 0


Janukowycz blefuje

Posted by admin on 2007-10-08 11:52:43 CEST




Partia Regionów ogłosiła wczoraj, że rozpoczyna rozmowy o stworzeniu koalicji parlamentarnej z prezydencką Naszą Ukrainą-Samoobroną Ludową. - To blef - odpowiadają pomarańczowi. Zapewniają, że nie będą tworzyć sojuszu z ludźmi premiera Wiktora Janukowycza

Szefowa frakcji Regionów Raisa Bohatyriowa twierdziła wczoraj, że o godz. 16 rozpoczyna negocjacje koalicyjne z Naszą Ukrainą. Wiaczesław Kyrylenko z prezydenckiego ugrupowania natychmiast zaprzeczył. - Żadnych rozmów nie będzie - zapewniał. A jego kolega Jurij Łucenko przekonywał dziennikarzy, że w wyniku niedzielnych wyborów parlamentarnych Ukraina będzie mieć "koalicję tylko pomarańczową". A "na 102 proc. pewne jest, że nowym premierem będzie Julia Tymoszenko".

Zamieszanie w Kijowie wywołał Wiktor Juszczenko swoim środowym mętnym oświadczeniem, w którym wezwał Partię Regionów, Blok Julii Tymoszenko i Naszą Ukrainę-Samoobronę Ludową - ugrupowania, które dostały najwięcej głosów - do rozmów na temat współpracy w parlamencie. Wielu obserwatorów uznało, że prezydent życzy sobie takiej "szerokiej koalicji".

Janukowycz zrozumiał słowa prezydenta albo udał, że je zrozumiał właśnie tak, bo dzięki "szerokiej koalicji" zostałby u władzy. Tymoszenko, zaskoczona tym, co powiedział prezydent, zapewniła, że woli przejść do opozycji, niż wchodzić w alians z Regionami.

Pomysł tworzenia sojuszu z biało-niebieskimi, gdy pomarańczowi pokonali Regiony w wyborach wygląda absurdalnie, ale w Kijowie przyjęto, że Juszczenko może chce do tego doprowadzić.

- U nas panuje kultura polityczna, zgodnie z którą ten, kto wykiwa swych sojuszników, jest uważany za sprytnego zucha. Na Ukrainie każdy zwrot w polityce jest możliwy - uważa Ołeksandr Paschwer, były doradca prezydentów Leonida Kuczmy i Wiktora Juszczenki.

- Prezydent nie myśli o szerokiej koalicji. Chce stworzyć cywilizowane stosunki między władzą a opozycją. Na Ukrainie nie może być tak, że wygrany bierze wszystko, bo to prowadziłoby do rozłamu kraju na Wschód wierny Janukowyczowi i pomarańczowy Zachód - uważa znany filozof Myrosław Popowycz. - Trzeba zadbać o równowagę, w której np. partnerem pomarańczowego ministra finansów będzie biało-niebieski przewodniczący komisji finansów w parlamencie. To ważne.

Zamieszanie potrwa pewnie na Ukrainie długo. Centralna Komisja Wyborcza wciąż nie podsumowała wyników głosowania. Zostało jej do policzenia już tylko 0,03 proc. głosów oddanych na opanowanym przez Partię Regionów Krymie. Komisje obwodowe wciąż nie mogą tam dojść do porozumienia i raz za razem na nowo przeliczają karty do głosowania.

Wyniki jeszcze nie zostały ogłoszone, a już są zapowiedzi wniosków do sądów o ich unieważnienie. Złożyć je chcą komuniści i socjaliści.

Koalicja parlamentarna zgodnie z prawem musi zostać stworzona do 15 grudnia. A na koniec powyborczych gier przyjdzie pewnie poczekać do prawosławnego nowego roku, czyli do 15 stycznia, kiedy to zgodnie z konstytucją musi być sformowany nowy rząd.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Dutch drug smugglers caught at Ukraine-Poland border

Posted by admin on 2007-10-08 11:50:55 CEST

Custom officers at the Polish-Ukraine border crossing in Medyka seized 60 kg of heroine, worth zł.12 million being smuggled from Ukraine into Poland.

It was one of the largest halted attempts to smuggle heroine through the Medyka border crossing. On Saturday the customs officers stopped a Peugeot car driven by two citizens of the Netherlands for an inspection. The drugs were hidden in a specially prepared compartment under the bottom of the car's boot. The Dutch citizens now face up to 15 years in prison.

tell a friend :: comments 0


Saturday, October 06 2007

Paweł Lisicki: Polityka w cieniu Katynia

Posted by admin on 2007-10-06 20:19:15 CEST

Dziwne rzeczy dzieją się w Polsce. W czwartek Kancelaria Prezydenta poinformowała, że planowane na 5-7 października uroczystości ku czci zamordowanych w Katyniu zostaną przełożone i odbędą się po wyborach. Rozumiem to.

Od kiedy ruszyła akcja sprzeciwu i kolejne autorytety zaczęły dopatrywać się w uroczystości gry politycznej, nie było innego wyjścia. Byłoby źle, gdyby rodziny ofiar miały poczucie, że ktoś je wykorzystuje.

Większość publicystów obwieściła klęskę braci Kaczyńskich. Od dawna już nie czytałem i nie słyszałem tylu triumfalnych komentarzy. Prezydent się ugiął, ustąpił, przestraszył, wycofał - twierdzili jedni. To pierwsza klęska kaczyzmu - dowodzili drudzy. Czyżby? Mam wręcz odwrotne wrażenie. Protestując przeciw obecnemu terminowi uroczystości, związani z “Gazetą Wyborczą” intelektualiści sami pokazali, gdzie tkwi ich największa słabość. Pozwolili na to, by patriotyzm, czczenie polskich bohaterów, troska o ofiary komunizmu stały się domeną PiS. Uznając, że tylko partia Kaczyńskich może zyskać na ceremonii, przyznali pośrednio, że PiS ma monopol na polski patriotyzm. A to właśnie wrażenie jest, sądzę, głównym źródłem siły partii Kaczyńskich i powodem jej rosnącej przewagi nad różnymi ugrupowaniami opozycji.

Dlaczego właściwie organizowana przez prezydenta uroczystość katyńska miałaby przynieść wzrost poparcia dla PiS? Owszem, tak mogli od biedy rozumować zwolennicy LiD czy autorzy tekstów zrównujących patriotyzm z rasizmem, ale PO? Platforma mogła poprzeć ten pomysł i uczestniczyć w ceremonii. Teoretycznie nic nie stało na przeszkodzie. Ba, mając za sobą takich ludzi jak choćby Władysław Bartoszewski, PO mogła pokazać, że jest nie gorszym obrońcą polskiej tradycji niż jej główny konkurent. Że potrafi odwoływać się do narodowych symboli i że rozumie, czym jest narodowa duma. To, że politycy PO się na to nie zdecydowali, wynika, uważam, nie z chłodnej kalkulacji, ale antypisowskiego odruchu. Woleli zrobić na złość Kaczyńskim, niż pokazać, że mają równe prawa do czczenia i reprezentowania narodowej pamięci. Tylko że takie błędy mszczą się bezlitośnie.

tell a friend :: comments 0


Ukraina – Gazprom. Bez porozumienia

Posted by admin on 2007-10-06 20:17:10 CEST

Mimo wcześniejszych zapowiedzi, że spór będzie szybko rozwiązany, Ukraina i Rosja nie doszły nadal do porozumienia w kwestii spłaty długu za dostawy gazu – podaje Rzeczpospolita.

Kwestią sporną pozostaje wysokość kwoty jąka Ukraina jest winna Gazpromowi. Jednocześnie pojawia się kolejny problem – Rosjanie chcą podnieść cenę za surowiec na 2008 rok i to nawet o 100 dolarów (za 1000 m sześc.). Teraz Kijów płaci po około 130 dolarów.

Dalsze rozmowy na te tematy są planowane na poniedziałek.

Rzeczpospolita

tell a friend :: comments 0


Atomowy skandal w Wilnie

Posted by admin on 2007-10-06 12:17:46 CEST

Minister gospodarki Piotr Woźniak szantażuje Litwinów w negocjacjach energetycznych. Prezydent i premier Litwy odwołują spotkanie z nim


Woźniak pojechał wczoraj do Wilna negocjować dwie kwestie - wspólną budowę elektrowni atomowej w Ignalinie oraz połączenie sieci energetycznych między Polską a Litwą - które mają być symbolem harmonijnej współpracy Polski z krajami bałtyckimi w UE.

Po rozmowach z ministrem gospodarki Vytasem Navickasem Woźniak ogłosił niespodziewanie, że jeśli Polska nie otrzyma odpowiedniej ilości mocy z nowo wybudowanej elektrowni w Ignalinie, to opóźni się budowa mostu energetycznego między Polską a Litwą. Nie wyjaśnił dlaczego.



Zamknięty już reaktor elektrowni w Ignalinie Fot. INTS KALNINS REUTERS

Obecny na konferencji min. Navickas powiedział tylko, że stanowisko Polski będzie jeszcze negocjowane. Ale prezydent Valdas Adamkus i premier Gediminas Kirkilas zareagowali ostrzej - obaj odwołali swoje spotkania z polskim ministrem.

Premier stwierdził, że jest zbyt zajęty pracami nad projektem budżetu. Prezydent nic nie wyjaśniał. W wypowiedzi dla litewskiego radia powiedział, że dziwi go stwierdzenie ministra: - Dwa dni temu z polskim prezydentem ustaliliśmy, że cały ten projekt zostanie zakończony. Mam nadzieję, że umowa nadal jest ważna i sprawę zakończymy za kilka dni.

Czy premier i prezydent odwołali spotkania, bo uznali wypowiedź Woźniaka za niestosowną? - Zastanawiam się, czy łączyć oba te fakty - odparł pytany o to minister.

W 2009 r. Litwa zamknie starą elektrownię atomową w Ignalinie. W zamian powstanie nowa, którą Litwini zbudują wspólnie z Łotwą, Estonią i Polską.

Łotysze i Estończycy początkowo byli nieprzychylni uczestnictwu Polski w projekcie. Twierdzą, że Warszawa stawia wygórowane żądania i opóźnia rozpoczęcie budowy. To Litwini przekonali Łotyszy i Estończyków, że Polacy są potrzebni.

Polska domaga się, aby od 1000 do 1200 megawatów mocy nowej elektrowni przypadło na nas. W sumie nowa siłownia będzie miała od 1600 do 3200 megawatów, w zależności od tego, ile bloków powstanie. Ma kosztować od 2,5 do 4 mld euro i teoretycznie powinna ruszyć w 2015 r. W praktyce jest to już mało prawdopodobne.

Mosty energetyczne między krajami bałtyckimi a pozostałymi państwami UE (w tym między Polską a Litwą;) są jednak zupełnie odrębnym projektem. Unia Europejska zaliczyła je do swych energetycznych priorytetów. Dzięki mostom kraje bałtyckie, które dziś mają sieci zintegrowane wyłącznie z krajami byłego ZSRR, zyskałyby połączenie z UE.

Mosty są dla Litwinów tym ważniejsze, że w okresie między zamknięciem starej elektrowni w Ignalinie a wybudowaniem nowej będą mieli deficyt energii. W tym roku oddano już pierwszą część mostu - podmorskie połączenie Estonii z Finlandią kablem o mocy 350 megawatów. Powstanie także kolejna część - połączenie Litwy ze Szwecją, która obiecała sprzedawać swoje nadwyżki energii wytwarzanej poza godzinami szczytu, a tym samym dość taniej. Oba mosty - ze Szwecją i z Polską - powinny być gotowe do 2012 r.

Litwini będą także sprowadzać energię z Ukrainy przez Białoruś. Władze w Wilnie twierdzą, że właśnie porozumiały się z Białorusinami w sprawie tranzytu.

- Wypowiedź polskiego ministra jest dziwna. Przecież most między Polską a Litwą jest priorytetem, powinien powstać jak najszybciej - powiedział nam anonimowo urzędnik unijnej dyrekcji ds. energii.

Rzecznik unijnego komisarza Andrisa Piebalgsa Ferran Tarradellas nie chciał komentować sprawy, podobnie jak prof. Władysław Mielczarski, unijny pełnomocnik ds. mostu między Polską, Litwą i Niemcami.

- To bardzo dziwny sposób szantażowania jednego z najlepszych partnerów Polski. To chyba próba wysondowania, na ile władze litewskie będą bronić swojego stanowiska - powiedział nam Artura Raczas, szef działu gospodarczego litewskiego oddziału agencji informacyjnej BNS. - Myślę, że rząd Litwy się nie ugnie, tym bardziej że za Litwą ujmie się Bruksela.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Rozmowy w sprawie koalicji rządowej na Ukrainie

Posted by admin on 2007-10-06 12:13:03 CEST



Pomarańczowe partie Blok Julii Tymoszenko i Nasza Ukraina, które mają minimalną większość w Radzie Najwyższej, rozpoczęły wczoraj rozmowy o stworzeniu koalicji. Są one na razie nieoficjalne, bo oficjalne wyniki niedzielnych wyborów Centralna Komisja Wyborcza ogłosi 15 października. Sprawująca dotychczas władzę Partia Regionów premiera Wiktora Janukowycza apeluje o stworzenie tzw. szerokiej koalicji. Pomarańczowi odrzucają tę propozycję.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Na Ukrainie podzielono mandaty

Posted by admin on 2007-10-06 12:10:08 CEST

Po ogłoszeniu przez Centralną Komisję Wyborczą w Kijowie wstępnych wyników niedzielnych wyborów parlamentarnych, uzyskanych po elektronicznym podliczeniu 100 proc. głosów, wieczorem stał się znany podział mandatów w nowej Radzie Najwyższej Ukrainy.

Jasne jest także, że określane mianem pomarańczowych ugrupowania prozachodnie - Blok Julii Tymoszenko i proprezydencki blok Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona (NU-LS) - zdobyły wystarczającą liczbę mandatów, by zgodnie z ich wcześniejszymi oświadczeniami powołać koalicję.

Blok Tymoszenko uzyskał w Radzie 156 mandatów, a NU-LS 72 mandaty. Jeśli więc na Ukrainie dojdzie do utworzenia pomarańczowej koalicji, będzie miała ona w 450-osobowym parlamencie 228 deputowanych.

Prorosyjska Partia Regionów Ukrainy premiera Wiktora Janukowycza, która zajęła pierwsze miejsce, zdobyła 175 mandatów.

Koalicjant Regionów w poprzednim parlamencie, Komunistyczna Partia Ukrainy, otrzyma w nowym parlamencie 27 miejsc, natomiast Blok (byłego przewodniczącego Rady Najwyższej) Wołodymyra Łytwyna - 20.

Oficjalne wyniki wyborów parlamentarnych na Ukrainie zostaną opublikowane, kiedy CKW otrzyma oryginalne protokoły z liczenia głosów ze wszystkich okręgów wyborczych.

tell a friend :: comments 0


CKW obliczyła głosy ze 100 proc. protokołów

Posted by admin on 2007-10-06 12:08:22 CEST

Ukraińska Centralna Komisja Wyborcza skończyła podliczanie głosów ze 100 proc. protokołów z niedzielnych, przedterminowych wyborów parlamentarnych.

Wyniki wskazują, że do Rady Najwyższej Ukrainy trafiło pięć ugrupowań - poinformował w godzinach wieczornych przewodniczący CKW Wołodymyr Szapował.

Pierwsze miejsce w wyborach zajęła prorosyjska Partia Regionów Ukrainy premiera Wiktora Janukowycza. Głosowało na nią 34,37 proc. wyborców.

Na drugim miejscu znalazł się prozachodni, opozycyjny dotychczas Blok Julii Tymoszenko - 30,71 proc.

Trzecie miejsce zajął również zachodni, popierany przez prezydenta Wiktora Juszczenkę blok Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona (NU-LS). Poparcie dla niego wyniosło 14,15 proc.

Dwa inne ugrupowania, Komunistyczna Partia Ukrainy i Blok Wołodymyra Łytwyna, byłego przewodniczącego parlamentu, zdobyły odpowiednio 5,39 proc. i 3,96 proc.

Pozostałe 15 partii i bloków, które walczyły o 450 mandatów w parlamencie, nie pokonały 3-procentowego progu wyborczego.

W porównaniu z wynikami wyborów parlamentarnych z marca ub. roku, w niedzielnym głosowaniu wzrosły notowania wszystkich ugrupowań, które weszły do parlamentu.

W marcu ub. roku na Partię Regionów głosowało 32,14 proc. wyborców, na Blok Tymoszenko 22,29 proc., a na Naszą Ukrainę 13,95 proc. Komuniści zdobyli wówczas 3,66 proc. głosów, a Blok Łytwyna nie przekroczył wymaganego progu.

Największym przegranym obecnych wyborów jest Socjalistyczna Partia Ukrainy. O ile w ub. roku uzyskała ona 5,69 proc., to w ostatnią niedzielę zagłosowało na nią tylko 2,73 proc.

Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko rozwiązał parlament w kwietniu, oskarżając koalicję premiera Janukowycza o korupcję polityczną - Partia Regionów, socjaliści i komuniści przeciągali na swoją stronę deputowanych prozachodniej opozycji, dążąc do zdobycia 300-osobowej większości konstytucyjnej. Pozwoliłoby to koalicjantom na zmianę konstytucji, łącznie z likwidacją urzędu prezydenckiego.

Organizacje międzynarodowe, w tym Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie uznały, że niedzielne wybory były demokratyczne.

tell a friend :: comments 0


Zmniejszenie dostaw gazu na Ukrainę wynika z zadłużenia krajowych klientów wobec Naftohazu

Posted by admin on 2007-10-06 12:07:15 CEST

Notowane na początku października zmniejszenie ilości dostaw rosyjskiego gazu ziemnego na Ukrainę jest związane ze zmniejszeniem poziomu zaopatrzenia w gaz ukraińskich przedsiębiorstw ciepłowniczych, które nie wywiązywały się z płatności za poprzednie dostawy paliwa wobec ukraińskiej firmy gazowej Naftohaz Ukrainy - poinformował agencję Interfax rzecznik spółki Aleksiej Fiedorow.

"Ograniczenie dostaw gazu dla zadłużonych przedsiębiorstw u progu rozpoczęcia sezonu grzewczego to celowe działanie, które nasza firma przeprowadza co roku, aby polepszyć dyscyplinę płatniczą" - powiedział Fiedorow.

Rosyjski koncern gazowy Gazprom poinformował wcześniej w piątek, że zużycie gazu ziemnego na Ukrainie zaczęło spadać w październiku - Ukraina odebrała 158,1 mln m. sześc. gazu z Gazpromu 1 października, 142,9 mln 2 października oraz 122,1 mln 3 października.

Fiedorow powiedział, że zmniejszenie dostaw nie ma związku z planami Gazpomu przerwania dostaw gazu na Ukrainę, jeśli kraj do 1 listopada nie ureguluje długu w wysokości ok. 1,3 mld USD. Fiedorow powiedział, że Naftohaz Ukrainy poinformował swoich klientów o planowanym zmniejszeniu dostaw już we wrześniu, a informacja Gazpromu o planach przerwania dostaw pojawiła się 2 października.

tell a friend :: comments 0


Proprezydenckie ugrupowanie wystąpiło przeciwko Juszczence

Posted by admin on 2007-10-06 12:06:08 CEST

Część polityków proprezydenckiego bloku Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona wystąpiła przeciwko inicjatywie prezydenta Wiktora Juszczenki o zaangażowaniu do rozmów o koalicji prorosyjskiej Partii Regionów Ukrainy premiera Wiktora Janukowycza.

Grupa Ludowej Samoobrony napisała list do prezydenta, w którym wyraziła swój przeciw wobec propozycji (Juszczenki) o włączeniu do rozmów o koalicji w nowym parlamencie Partii Regionów - czytamy w oświadczeniu, opublikowanym przez biuro prasowe Ludowej Samoobrony.

tell a friend :: comments 0


czekamy na ugrupowanie Łytwyna

Posted by admin on 2007-10-06 12:05:13 CEST

Prozachodnie ugrupowania, które po niedzielnych wyborach parlamentarnych na Ukrainie prowadzą rozmowy o powołaniu pomarańczowej koalicji, gotowe są podzielić się stanowiskami z Blokiem byłego przewodniczącego parlamentu Wołodymyra Łytwyna - oświadczył jeden z czołowych polityków Bloku Julii Tymoszenko, Ołeksandr Turczynow.

Jedyną kwestia, która nie pozwala zakończyć formowania koalicji jest nieokreślone stanowisko Bloku Łytwyna - powiedział Turczynow na konferencji prasowej w Kijowie.

Dodał, że w razie przyłączenia się ugrupowania Łytwyna do "pomarańczowych", Blok Julii Tymoszenko i proprezydencki blok Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona (NU-LS) gotowe są zmienić swe ustalenia z lutego, które przewidują podział stanowisk rządowych po połowie.

Turczynow podkreślił jednocześnie, że jego ugrupowanie i blok prezydencki zdobyły w niedzielnych wyborach wystarczającą liczbę mandatów, by sformować koalicję samodzielnie, jednak obecność Łytwyna "dodałoby koalicji siły i głosów". Blok Tymoszenko uzyskał w niedzielę 30,7 proc. poparcia, a NU-LS 14,1 proc.

O względy Bloku Łytwyna, który dostał ok. 4 proc. poparcia oprócz obozu "pomarańczowych" stara się także Partia Regionów Ukrainy Wiktora Janukowycza. Jako ugrupowanie, które zdobyło w wyborach najwięcej głosów, ono również przystąpiło do rozmów o koalicji.

Janukowycz ma nadzieję, że prezydent Wiktor Juszczenko ze względu na oczekiwaną rywalizację z Julią Tymoszenko w wyborach prezydenckich w 2009 roku (Juszczenko będzie wówczas starał się o reelekcję;), będzie niechętny sojuszowi swych kolegów z NU-LS z jej blokiem.

Partia Regionów sądzi, że jeśli namówi do współpracy Łytwyna, to przyłączy się do niej także NU-LS i na Ukrainie powstanie tzw. szeroka koalicja. Zdaniem ekspertów marzy o niej po cichu także Juszczenko. Taki sojusz miałby zjednoczyć kraj, rozdzielony dziś na przychylne Partii Regionów obwody wschodnie i sympatyzujące z szefem państwa obwody zachodnie.

Sojusz NU-LS odrzuca na razie taką możliwość: do wyborów szedł z hasłami odrodzenia pomarańczowej koalicji z Blokiem Tymoszenko i oświadcza, że będzie współpracował tylko z nią.

W wyniku niedzielnych wyborów do ukraińskiego parlamentu weszli także komuniści z ponad 5-procentowym poparciem. W rozmowach koalicyjnych popierają oni Partię Regionów.

tell a friend :: comments 0


Friday, October 05 2007

triumf Partii Regionów w wyborach

Posted by admin on 2007-10-05 10:07:00 CEST

Ukraińska Centralna Komisja Wyborcza podliczyła 99,98 procent głosów oddanych w niedzielnych wyborach parlamentarnych. Informacji nie przysłały jeszcze komisje z Krymu. Zrobią to najpóźniej do jutrzejszego poranka.


Głosy z półwyspu nie zmienią jednak ogólnych wyników wyborów. Wiadomo, że zwycięzcą jest Partia Regionów, z poparciem ponad 34 procent. Za nią jest Blok Julii Tymoszenko, na który głosy oddało prawie 31 procent Ukraińców. Na 3-cim miejscu jest Blok Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona z 14-procentowym poparciem. Do parlamentu wchodzą także komuniści i Blok Łytwyna.

Prowadzone są już rozmowy na temat nowej koalicji. Z rozkładu miejsc w parlamencie wynika, że największe szanse na jej utworzenie mają teraz Bloki Julii Tymoszenko i Naszej Ukrainy-Ludowej Samoobrony. Razem będą miały prawie 230-tu z 450-ciu deputowanych. Może do nich dołączyć także Blok Łytwyna, który prowadzi jednocześnie rozmowy z Partią Regionów i komunistami.
W niedzielnych wyborach parlamentarnych startowało 20 partii.

tell a friend :: comments 0


В музее Великой Отечественной открывают выставку воинам УПА

Posted by admin on 2007-10-05 08:20:13 CEST

В Киеве на территории Мемориального комплекса "Национальный музей истории Великой Отечественной войны" до 14 октября будет открыта выставка, посвященная участникам Украинской повстанческой армии, сражавшейся против советских войск на Западной Украине. Об этом сообщили в дирекции музея.

"Это - факт нашей истории, мы честные люди, и мы должны это освещать. Идея выставки - примирение", - сказал представитель музейного комплекса.

По его словам, выставка будет открыта в соответствии с указом президента Виктора Ющенко и посвящена 65-летию создания УПА, которое будет отмечаться 14 октября.

"У нас есть ветераны вооруженных сил и ветераны УПА", - так представитель музея ответил на вопрос, не будут ли ветераны протестовать против выставки в честь боевиков, сражавшихся против советских войск.

Экспозиция под названием "Украинская повстанческая армия: история непокоренных" откроется в музее в ближайшие дни.

http://www.podrobnosti.ua/history/2007/10/03/461453.html

tell a friend :: comments 0


Łytwyn chce od koalicji stanowiska szefa parlamentu

Posted by admin on 2007-10-05 08:08:03 CEST

Były przewodniczący ukraińskiego parlamentu Wołodymyr Łytwyn w negocjacjach w sprawie utworzenia koalicji w nowej Radzie Najwyższej walczy nie tylko o powrót na dawny urząd, lecz także o utrzymanie stanowiska dla brata - poinformowały w czwartek dziennikarzy źródła zbliżone do rozmów koalicyjnych na Ukrainie.

Rozmowy prowadzą jednocześnie dwa obozy: prorosyjska Partia Regionów Ukrainy premiera Wiktora Janukowycza oraz tzw. pomarańczowi, czyli prozachodnie bloki Julii Tymoszenko i Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona (NU-LS). W wyborach uzyskały one odpowiednio: 34,3 proc., 30,7 proc. i 14,1 proc. poparcia.

- Chcę stanowisk przewodniczącego parlametu, szefa skarbówki i fotel mera Kijowa. Chcę także, by mój brat Mykoła nadal kierował służbami granicznymi - miał powiedzieć Łytwyn przedstawicielom partii Janukowycza i pomarańczowych, walczącym o włączenie jego ugrupowania do swej koalicji.

Stawką jest prawie 4 proc. głosów, które Łytwyn dostał w niedzielnych wyborach.

Zwycięzca wyborów, premier Janukowycz ma nadzieję, że prezydent Wiktor Juszczenko ze względu na oczekiwaną rywalizację z Julią Tymoszenko w wyborach prezydenckich w 2009 r. (Juszczenko będzie wówczas starał się o reelekcję;), będzie niechętny sojuszowi swych kolegów z NU-LS z jej blokiem.

Partia Regionów sądzi, że jeśli namówi do współpracy Łytwyna, to przyłączy się do niej także NU-LS i na Ukrainie powstanie tzw. szeroka koalicja. Najprawdopodobniej marzy o niej po cichu także Juszczenko. Sądzi, że taki sojusz zjednoczy kraj, rozdzielony dziś na przychylne "regionałom" obwody wschodnie i sympatyzujące z głową państwa województwa zachodnie.

NU-LS odrzuca na razie taką możliwość: do wyborów szedł z hasłami odrodzenia pomarańczowej koalicji z Blokiem Tymoszenko i oświadcza, że będzie współpracował tylko z nią.

Po podliczeniu przez Centralną Komisję Wyborczą prawie 100 proc. głosów widać, że pomarańczowi mają większość również bez Łytwyna. Będzie ona jednak słaba; dzięki wciągnięciu do współpracy Łytwyna przewaga koalicji nad opozycją byłaby bardziej znacząca.

Łytwyn czeka więc na propozycje. W czwartek oświadczył w rozmowie z dziennikarzami, że na razie bardziej konkretne propozycje uzyskał od pomarańczowych.

tell a friend :: comments 0


Polskie firmy coraz odważniej inwestują w Rosji, na Białorusi i Ukrainie

Posted by admin on 2007-10-05 08:06:19 CEST

Polskie inwestycje w Rosji, na Ukrainie i Białorusi są - jak na skalę i potencjał tych rynków - wciąż jeszcze niewielkie. I choć polscy inwestorzy są jeszcze pełni obaw przed nieznanym, przybywa zainwestowanych na Wschodzie milionów. Do końca roku może być ich nawet miliard. W dolarach.

Nawet 100-150 mln euro zamierza zainwestować w rozbudowę swej niedawno otwartej rosyjskiej fabryki mebli spółka Pfleiderer Grajewo, dobudowując w Nowgorodzie, niedaleko Petersburga, dwa kolejne zakłady. Tym samym inwestycja ta jest obecnie największą polską inwestycją w Rosji. Fabryka, którą zbudowano jako green-field, będzie produkować płyty surowe oraz laminowane. Moce produkcyjne zakładu osiągną docelowo 500 tys. metrów sześciennych płyty surowej, a poziom sprzedaży wyniesie ok. 85 mln euro rocznie.

Paweł Wyrzykowski, prezes Grajewa, uważa, że spółka ma możliwość finansowania inwestycji o wartości do 100 mln euro ze środków własnych, a dzięki wpływom z nowych fabryk w Grajewie i Rosji możliwości inwestycyjne z wykorzystaniem własnych środków wzrosną do nawet 150 mln euro. Informację potwierdza prezes niemieckiego partnera Grajewa, spółki Pfleideler AG, Hans H. Overdiek, mówiąc, że nowy zakład nie będzie jedyny. - Przygotowania koncepcji dalszej rozbudowy są bardzo zaawansowane - tłumaczy Overdiek. Docelowo spółka chce mieć w Rosji wśród dostawców dla przemysłu meblowego około jedną czwartą rynku w ciągu czterech lat. Co prawda Grajewo informowało już wcześniej, że planuje ekspansję na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej i roczne inwestycje na poziomie 80-100 mln euro, jednak rozmach i odwaga przedsięwzięcia mogą dać przykład innym polskim firmom, które wciąż jeszcze obawiają się niepewnego ich zdaniem marszu na Wschód.

Rosja - dynamiczne wzrosty

Z danych rosyjskiej Służby Statystyki wynika, że do roku 2003 poziom polskich inwestycji w tym kraju był praktycznie śladowy i wyniósł w roku 2000 zaledwie 11,2 mln dol. Rok później było to niecałe 10 mln, w roku 2003 tylko ok. 5 mln, by w 2004 wzrosnąć do blisko 40 mln dol. Znacznie lepiej było w roku 2005, kiedy polskie firmy zainwestowały w Rosji 143,2 mln dol., z czego inwestycje bezpośrednie stanowiły 102,7 mln dol. oraz w roku ubiegłym, kiedy napływ inwestycji wyniósł 163,6 mln dol., w tym inwestycji bezpośrednich 95,2 mln dol. (58,2%).

Najwięcej polskich inwestycji trafiło do Północno-Zachodniego Okręgu Federalnego Rosji (bez Obwodu Kaliningradzkiego) - ok. 152 mln dolarów. Znaczącym ośrodkiem inwestycyjnym był w tym regionie Sankt Petersburg, gdzie nasze firmy ulokowały prawie 26 mln dolarów. Najnowsza inwestycja Grajewa sprawiła, że liderem stał się obecnie niewielki Nowgorod ze 120 mln dolarów (na koniec 2006).

Na drugim miejscu wśród rosyjskich regionów pod względem wielkości polskich inwestycji jest Moskwa - 62,2 mln dolarów, na trzecim Obwód Moskiewski - 29 mln dolarów. W Obwodzie Moskiewskim zarejestrowano ok. 30 przedsiębiorstw z udziałem polskiego kapitału. Zakres ich działalności jest stosunkowo szeroki i obejmuje m.in. opracowywanie, produkcję i sprzedaż wodomierzy i innej aparatury, produkcję artykułów higienicznych (BELLA-Jegoriewsk) - w grudniu 2004 roku uruchomiona została produkcja w drugim budynku produkcyjnym "Belli" w Jegoriewsku, a we wrześniu 2005 roku nowoczesne Centrum Logistyczne.

Na piątym miejscu wśród rosyjskich regionów pod względem wielkości polskich inwestycji był Obwód Kaliningradzki z 25,2 mln dolarów. Tu na koniec ubiegłego roku zarejestrowanych było ok. 550 firm z udziałem kapitału polskiego. Były to z reguły firmy działające w sektorze budowlanym, handlu i usług. Wśród bardziej znaczących wymienić należy m.in. Budimex, Construction (budownictwo), Chołod System (produkcja sprzętu chłodniczego), Dospel (wentylacja) czy Maspex (produkcja kawy). Potencjał regionu jest jednak dużo większy, co wynika m.in. z przedsięwzięć przewidzianych do realizacji w ramach przyjętego Federalnego Programu Celowego "Rozwoju Obwodu Kaliningradzkiego w okresie do 2010 roku". Ma on ułatwić życie zagranicznym inwestorom i usprawnić ich obsługę.

Dość aktywnie polscy inwestorzy działają także w innych regionach Centralnego Okręgu Federalnego Rosji. W Obwodzie Władimirskim ulokowali 13 mln dolarów (w grudniu 2005 r. otwarto zakład produkcji mebli Forte Włodzimierz), a w Orłowskim 16 mln dolarów. To właśnie w mieście Orzeł firma Bioton rozpoczęła budowę zakładu produkcji insuliny. Bioton to zresztą odrębna historia - spółka aktywnie działa nie tylko w Rosji, ale też w Azji, w Egipcie czy na Bliskim Wschodzie.

- W Rosji budujemy fabrykę w Orle niedaleko Moskwy i z rynkiem tym wiążemy duże nadzieje, gdyż jego potencjał jest naprawdę znaczący - tłumaczy Adam Wilczęga, prezes Biotonu.

Polskie firmy biorą ponadto udział w realizacji szeregu obiektów budowlanych, m. in. w Moskwie, Obwodzie Moskiewskim i Kaliningradzkim, Republice Tatarstanu (m.in. modernizacja i budowa kompleksu hotelowego w Kazaniu), Obwodzie Smoleńskim, Sankt Petersburgu, Astrachaniu, Irkucku, Nowosybirsku, Rostowie i innych ośrodkach regionalnych. W mieście Gagarin w Obwodzie Smoleńskim polskie przedsiębiorstwo wybudowało terminal logistyczny dla firmy Classen. Realizowana jest budowa Centrum Sprzedaży i Obsługi Volkswagena w Moskwie. Prowadzone są również działania w zakresie podjęcia budowy centrum hotelowego w rosyjskiej stolicy.

Nietrudno jednak nie zauważyć, że polskie inwestycje na terenie Rosji są w większości rozdrobnione, a duża ich część działa w sferze pośrednictwa i handlu. Poza tym są wciąż jeszcze niewielkie i zwykle wynoszą od kilku do kilkunastu tysięcy dolarów.

Ale i to może się wkrótce zmienić. Znaczący polscy przedsiębiorcy twierdzą, że na Wschodzie - odwrotnie niż w polityce - da się wyczuć obecnie pozytywny klimat inwestycyjny. Paweł Wyrzykowski ocenia, iż pomimo tego, że w Polsce wciąż jeszcze wiele firm ma obawy związane z inwestowaniem na Wschodzie, to z prowadzeniem tam interesów nie ma większych problemów. - Nie odczuliśmy żadnych negatywnych konsekwencji złych relacji polityczno-handlowych Polski z Rosją, wręcz przeciwnie, interesy w Rosji prowadzi się dobrze - ocenia prezes Grajewa.

Podobnego zdania jest szef spółki Forte, która wyremontowała we Włodzimierzu starą fabrykę i prowadzi w niej produkcję. - Chwalimy sobie współpracę z władzami miasta i guberni, ona znacznie ułatwiła naszą inwestycję - twierdzi Andrzej Korzeb.

400 mln dolarów na Ukrainie

Stosunkowo szybko rośnie również liczba polskich inwestycji na Ukrainie. Z ostrożnych szacunków wynika, że polskie firmy zainwestowały tam na koniec ubiegłego roku ok. 400 mln dolarów. To wciąż niewiele, jednak nasi przedsiębiorcy coraz odważniej wchodzą na ukraiński rynek, widząc tam dla siebie wiele nowych możliwości. Do największych polskich inwestorów na Ukrainie należą obecnie: Atlas, Śnieżka, Koło, Nowy Styl, Can Pack, Forte, Inter Groclin, Fakro, Bioton czy PKO BP i PZU. Ale nie tylko krajowe firmy zainteresowane są współpracą z Ukraińcami. Interes jest obopólny, a Wydział Ekonomiczny polskiej ambasady w Kijowie potwierdza wzrost zainteresowania partnerów ukraińskich inwestorami z Polski, szczególnie w takich dziedzinach jak produkcja serów, opakowań, materiałów budowlanych, poligraficznych, prowadzenia firm leasingowych, restauracji, browarów czy gospodarstw rolnych wyspecjalizowanych w produkcji owoców i warzyw.

Polscy inwestorzy na Ukrainie najchętniej lokują się w specjalnych strefach ekonomicznych. Najwięcej w leżącej w pobliżu naszej wschodniej granicy Specjalnej Strefie Ekonomicznej (SSE) Jaworów. Pojawił się tam m. in. Cyfral (produkcja nowoczesnych aparatów telefonicznych), Bella (materiały opatrunkowe), Polfarmex, Terpol (preparaty farmaceutyczne), Marbet (elementy dekoracyjne do wnętrz), Śnieżka czy Lamella (plastikowe towary powszechnego użytku). WE w Kijowie podaje, że do największych polskich inwestycji na Ukrainie należy m.in. fabryka krakowskiej firmy Can-Pack, która w 2003 roku uruchomiła produkcję w Wyszhorodzie z potencjalnymi mocami produkcyjnymi rzędu 2 mld puszek rocznie. Spółka Nowy Styl z Krosna zajmująca się produkcją krzeseł, foteli, sof i mebli ma spółkę zależną w Charkowie. Tamtejszy zakład produkcyjny w większości eksportuje swe wyroby do byłych krajów Wspólnoty Niepodległych Państw, głównie do Rosji. Forte z kolei rozwija się w Doniecku. Inter Groclin otworzył fabrykę w Użgorodzie, gdzie produkuje elementy foteli samochodowych. Jerzy Pięta, rzecznik prasowy spółki tłumaczy, że niezależnie od rozwoju sytuacji politycznej jeszcze przez wiele lat kraj ten będzie atrakcyjny inwestycyjnie, głównie ze względu na dużo niższe koszty produkcji.

Spore nadzieje z rynkiem ukraińskim wiąże też producent farb i lakierów, firma Śnieżka, która produkuje tu głównie wyroby emulsyjne, szpachlówki i impregnaty skierowane na rynek ukraiński. Dystrybucja produktów Śnieżki Ukraina I opiera się na współpracy z dystrybutorem ukraińskim, będącym równocześnie mniejszościowym udziałowcem spółki. Jej produkty oferowane są pod marką Śnieżka i marka ta jest już nad Dnieprem powszechnie znana. Ale nasi inwestorzy poszli dalej - chcąc wzmocnić swoją pozycję w segmencie farb olejno-ftalowych, powołali kolejną spółkę pod nazwą Śnieżka Ukraina II. Dzięki odwadze, nawet pomimo krótkiej obecności na tym rynku, Śnieżka wypracowała sobie silną pozycję, w szczególności w zachodniej i południowej części kraju oraz w Kijowie. Produkcja dwóch zakładów Śnieżki-Ukraina i eksport z fabryk w Polsce zapewniają firmie blisko 50-procentowy udział w ukraińskim rynku wyrobów emulsyjnych. Mimo tego jej szefowie nie zamierzają na tym poprzestać.

Na rynku ukraińskim aktywnie działa też producent podłóg, firma Barlinek, producent ceramiki sanitarnej, firma Koło, natomiast w większych miastach łatwo dostrzec salony firmowe znanego trójmiejskiego producenta odzieży, firmy LPP. Interesy prowadzi tu również Bioton - spółka nabyła udziały w spółce Indar, lokalnym producencie insuliny posiadającym ok. 70% udział w tamtejszym rynku.

Optymizm przedsiębiorców podziela również ekonomista Rafał Antczak, który jako ekspert CASE spędził na Ukrainie kilka lat. Twierdzi on, że zmiany, które dokonały się tym kraju w ciągu ostatnich kilku lat, sprawiły, że widzi on przed Ukrainą, a także tymi, którzy myślą o inwestowaniu w tym kraju, bardzo interesujące perspektywy. Podobnie wypowiada się Andrzej Zając z firmy produkującej płyty i wyroby drewnopochodne Kronopol, który na Ukrainie prowadził handlowe negocjacje. -Produkcja na Ukrainie to dobry interes, a firmę można zarejestrować tanio i prosto - ocenia. - Dobrym pomysłem jest także spółka córka oraz dobre kontakty interpersonalne z miejscowymi przedsiębiorcami - dodaje.

Białoruś - wciąż słabo znana

Źródła białoruskie podają, że w kraju tym w roku ubiegłym działało ok. 350 spółek z kapitałem polskim i obserwowano dalszy wzrost zainteresowania Polaków inwestowaniem na Białorusi. Jednak sama wartość polskich inwestycji na Białorusi była w dalszym ciągu niewielka. Wynika to z faktu inwestowania w tym kraju przede wszystkich małych i średnich firm. Dowodem na to jest znacznie większa liczba spółek z udziałem kapitału polskiego niż procentowy udział polskich inwestycji w całości inwestycji w tym kraju. Sam udział polskich spółek w ogólnej liczbie spółek z udziałem kapitału zagranicznego wynosił w 2004 r. zaledwie ok. 10%, zaś inwestycji w ogólnej wartości inwestycji zagranicznych na Białorusi niecałe 2%. Łączny udział polskich inwestorów w kapitale zakładowym spółek białoruskich wynosił 26,6 mln dolarów, z czego 11,3 mln dol. było w spółkach mieszanych, a 15,3 mln dol. w spółkach ze 100-procentowym udziałem polskiego kapitału. Najwięcej takich spółek powstało w Mińsku i Obwodzie Brzeskim. Prowadzą one głównie działalność handlową, budowlaną, operują w przemyśle drzewnym, przewozach samochodowych i produkcji części do samochodów, przemyśle spożywczym i lekkim.

Największymi jak dotąd polskimi inwestycjami na Białorusi są inwestycje w przemysł spożywczy firmy Inco Food oraz Mispolu.

Inco Food przywozi do Brześcia mięso z Polski i przetwarza je na terenie wolnej strefy, dzięki czemu unika płacenia wysokiego cła. Prawie trzy czwarte wędlin sprzedaje jako towar białoruski, dzięki czemu bez ceł i opłat zdobywa też chłonny rynek rosyjski. Spółka zatrudnia już ponad 800 osób i łącznie zainwestowała w środki trwałe ponad 10 mln dolarów.

Giełdowy Mispol zamierza zaś rozwijać swoją sieć dystrybucyjną na rynkach wschodnich. Marek Piątkowski, prezes Mispolu tłumaczy, że firma sprzedaje swoje produkty na rynku polskim oraz na rynkach Unii Europejskiej, natomiast grupa Grodex, wchodząca w skład grupy kapitałowej Mispolu, działa głównie na Białorusi i w Rosji oraz na innych rynkach wschodnich. Prezes szacuje, że Grodex może w ciągu 2-3 lat uzyskać wyższy zysk, niż zysk z działalności w Polsce. - Na Białorusi mamy obecnie ponad 80% rynku pasztetów i konserw - tłumaczy.

Piątkowski ocenia, że istnieje też szansa na zdobycie nawet czwartej części rynku w Rosji: - Jest taka szansa, ale nawet, jeśli zdobędziemy 15-20% rosyjskiego rynku, także będziemy zadowoleni - twierdzi szef Mispolu.

Wydział Ekonomiczny polskiej ambasady w Mińsku ocenia, że Białoruś może potencjalnemu inwestorowi zaoferować interesujące możliwości inwestycyjne. Warto jednak, by korzystał on z doświadczeń poprzedników: - Uważamy, że istniejące firmy z udziałem polskim to kapitalne źródło informacji dla tych, co dopiero zamierzają wchodzić na tutejszy rynek. Aktualnie wykorzystujemy posiadaną wiedzę i doświadczenie polskich firm na seminariach i w czasie misji handlowych. Zapraszaliśmy ich przedstawicieli na takie imprezy z dużą korzyścią dla tych wahających się - ocenił Andrzej Szot, I Radca Ambasady RP w Mińsku i kierownik Wydziału. Z innych większych krajowych spółek swój zakład produkcyjny na Białorusi (w Żodino koło Mińska) ma również opisywana już Śnieżka, która na Wschodzie jest bardzo aktywnym graczem.

Stanisław Ciosek, były ambasador RP w Rosji podsumowuje temat polskich inwestycji na Wschodzie stwierdzeniem, że polski biznes powinien bardziej serio rozważyć możliwości inwestycyjne na rynkach wschodnich. - Ja powiem krótko, na Wschodzie dla naszych firm rysuje się duża szansa i kto jej nie wykorzysta, ten w przyszłości może dużo stracić - puentuje Ciosek.



Inwestycje polskie w regionach Rosji (w mln dol.)

Nowgorodzki - 120

Moskwa - 62

Obwód Moskiewski - 29

Petersburg - 26

Kaliningrad - 25

Orzeł - 16

Władimiriec - 13


Źródło: Rynki Zagraniczne

tell a friend :: comments 0


Rozpoczęły się konsultacje koalicyjne

Posted by admin on 2007-10-05 08:03:37 CEST

Mimo że Centralna Komisja Wyborcza nie opublikowała jeszcze oficjalnych wyników niedzielnych wcześniejszych wyborów parlamentarnych, na Ukrainie rozpoczęły się w czwartek konsultacje w sprawie utworzenia koalicji w nowej Radzie Najwyższej.

Do formowania większości parlamentarnej przystąpiła z jednej strony prorosyjska Partia Regionów Ukrainy premiera Wiktora Janukowycza (po podliczeniu przez CKW 99,95 proc. głosów zdobyła w wyborach 34,35 proc.), z drugiej zaś strony ugrupowania prozachodnie, dążące do tzw. pomarańczowej koalicji: Blok Julii Tymoszenko (30,37 proc.) i proprezydencki blok Nasza Ukraina- Ludowa Samoobrona (NU-LS) z 14,16 proc. poparcia.

Otwarcie ignorując Komunistyczną Partię Ukrainy, która zdobyła w wyborach 5,3 proc. głosów, zarówno jedni, jak i drudzy starają się o względy Bloku Wołodymyra Łytwyna, byłego przewodniczącego parlamentu. Prawie 4 proc. głosów oddanych w niedzielę na jego ugrupowanie mogłoby znacząco wzmocnić pozycję przyszłych koalicjantów.

Z komunistami sprawa jest jasna: ich negatywne stanowisko wobec NATO, języka ukraińskiego i ogólnie rozumianego Zachodu pozwala im wyłącznie na sojusz z Partią Regionów.

Łytwyn unika tymczasem wyraźnej odpowiedzi na pytanie, z kim jest mu bardziej po drodze: z siłami prorosyjskimi czy prozachodnimi. - Do nikogo nie zamierzam się przymilać. Chcę, by w państwie panował spokój, byśmy przystąpili do pracy - powiedział dziennikarzom w czwartek, po spotkaniu z prezydentem Wiktorem Juszczenką.

Przyznał jednocześnie, że rozmawiał już zarówno z przedstawicielami partii Janukowycza, jak i wysłannikami "pomarańczowych". - Propozycje Bloku Tymoszenko były bardziej konkretne niż propozycje Partii Regionów - oświadczył.

To, że na Ukrainie formowane są jednocześnie dwie koalicje, jest zasługą prezydenta Juszczenki. W wydanym w środę oświadczeniu nie ogłosił, wbrew oczekiwaniom, powstania "pomarańczowego" sojuszu parlamentarnego, lecz zachęcał, by rozmowy na temat koalicji poprowadziły cztery ugrupowania.

- Oczekuję od przywódców Partii Regionów Ukrainy, Bloku Julii Tymoszenko, bloku NU-LS i Bloku Wołodymyra Łytwyna mądrości politycznej i kroków zmierzających ku jedności państwa - oświadczył Juszczenko.

Słuchający tych słów dziennikarze natychmiast ogłosili, że prezydent skłania się ku tzw. szerokiej koalicji. Jej trzon miałoby stanowić ugrupowanie proprezydenckie i Partia Regionów Janukowycza. O szerokiej koalicji rozmawiano już w ubiegłym roku, po fiasku negocjacji o "pomarańczowej" koalicji po marcowych wyborach parlamentarnych.

I choć środowiska zbliżone do prezydenta tłumaczyły, że Juszczenko popiera "pomarańczową" koalicję, pragnąc wyłącznie, by członkowie nowego parlamentu wspólnie i sprawiedliwie rozdzielili role opozycji i koalicji, Partia Regionów poinformowała, że rozpoczyna już formowanie większości.

Na czwartek Partia Regionów wyznaczyła spotkanie blokowi NU-LS, jednak politycy tego ugrupowania zignorowali zaproszenie. Nr 1 na liście wyborczej bloku proprezydenckiego Jurij Łucenko oświadczył na konferencji prasowej, że koalicji z Partią Regionów nie będzie.

- Jesteśmy gotowi zjednoczyć się tylko z Blokiem Tymoszenko i to samo proponujemy Blokowi Łytwyna. Jeśli Blok Tymoszenko wysunie na stanowisko premiera Julię Tymoszenko, to my ją poprzemy - podkreślił Łucenko.

Jarosław Junko

tell a friend :: comments 0


Naddniestrze - państwo, którego nie ma

Posted by admin on 2007-10-05 07:55:12 CEST

Mieszkańcy obu części podzielonej Mołdawii są obojętni wobec gry dyplomatycznej, która toczy się o ich kraje. Z Mołdawii do pracy za granicą wyjechało ponad milion osób, z Naddniestrza 100 tys. - jedna piąta miejscowej ludności

Proszę na siebie uważać. Gdyby coś się panu stało tam, po drugiej stronie, nie będziemy w stanie nic zrobić - mówi ambasador Czech Petr Kypr, z którym żegnam się w Kiszyniowie.

"Druga strona" - to Naddniestrzańska Republika Mołdawska. Separatystyczny region, który przed 16 laty wywalczyli dla siebie oficerowie radzieckiej 15. armii i funkcjonariusze miejscowego KGB. Udało im się przekonać tamtejszą ludność rosyjskojęzyczną, że w Mołdawii czeka ich los ledwie tolerowanej mniejszości. "Granicę" - którą tworzy przeważnie rzeka Dniestr - stanowi linia frontu wojny z lat 1991-92, w której zginęło ponad tysiąc osób.

Kiedy rano pakuję rzeczy do małego plecaka, kilka razy ważę w dłoni legitymację dziennikarską, wkładam ją i wyciągam. W końcu pakuję ją wraz z dyktafonem, który staje się kolejnym znakiem tego, co mam zamiar robić w Naddniestrzu.

Granica

Gdy docieram na plac targowy w Kiszyniowie, który w naturalny sposób połączył się z czymś, co nosi nazwę "dworca autobusowego", przestaję mieć wrażenie, że podróż do Naddniestrza może stanowić jakiś problem. - Autobus będzie za pół godziny, ale za pięć minut odjeżdża marszrutka - tłumaczy mi kobieta w kasie.

W trochę poobijanym mikrobusie dla 15 osób, który w krajach byłego Związku Radzieckiego stał się podstawowym środkiem transportu, jest ostatnie wolne miejsce siedzące. Nim wyjedziemy, wsiada jeszcze kilka osób, które stoją między siedzeniami.

Da się tak wytrzymać, Kiszyniów i separatystyczną metropolię Tyraspol dzieli zaledwie 70 km. - Półtora godziny - mówi kierowca, kiedy płacę za bilet (kosztuje niespełna 2 euro). Pasażerowie mikrobusu to Mołdawianie i mieszkańcy Naddniestrza. Kierowca bez zmrużenia oka przyjmuje obie waluty - mołdawskie leje i naddniestrzańskie ruble.

W rozmowach przeważa język rosyjski, który w 15 lat po rozpadzie ZSRR nadal pozostaje podstawowym narzędziem komunikacji. Rumuńskojęzyczni Mołdawianie rozmawiają po rosyjsku bez problemu, z kolei Rosjan, którzy znaliby rumuński, nie ma zbyt wielu.

Po niespełna godzinie jazdy drogą, która jak na mołdawskie warunki może uchodzić za bardzo przyzwoitą, docieramy do "granicy". Po stronie mołdawskiej wygląda to jak klasyczna kontrola drogowa - nie chcą okazywać, że coś takiego jak Naddniestrzańska Republika Mołdawska w ogóle istnieje. Mikrobusy, autobusy i liczne auta osobowe praktycznie się nie zatrzymują, wyrywkowo kontrolowane są tylko ciężarówki i tiry.

Po drugiej stronie Dniestru jest natomiast przejście graniczne pełną gębą. Wielkie godło, brama, flaga. Mieszkańcy Mołdawii i Naddniestrza zostają odprawieni już po chwili. Z moim "zachodnim" paszportem młoda dziewczyna w radziecko wyglądającym mundurze nie może sobie poradzić. Przekazuje mnie "naczelnikowi". Ten akurat załatwia sprawę chłopaka, który chciał przekroczyć granicę na nieważny już paszport radziecki. Zapłacił parę euro grzywny i mógł jechać dalej.

Nie chcę mieć żadnych kłopotów, dlatego wraz z paszportem wyciągam legitymację dziennikarską. Naczelnik chmurzy się, ogląda ją z obu stron, po czym wzdycha, spogląda mi głęboko w oczy i mówi: - Lubosz, tak masz na imię? Tej legitymacji nie widziałem, schowasz ją i nikomu nie będziesz pokazywać. Dostaniesz wizę turystyczną i jedziesz. Jasne?

- Turysta. Zapisz go - z tymi słowami naczelnik przekazuje mnie młodej strażniczce. Otrzymuję wizę ważną przez 10 godz. Wieczorem jednak Szeryf Tyraspol gra kwalifikacje do Ligi Mistrzów, więc próbuję swojej szansy. - Gdybym poszedł na mecz i wrócił trochę później, byłby to jakiś problem? - pytam. - Może pan przyjść spokojnie kilka godzin później - stwierdza łagodnie mężczyzna w okienku i nawet się uśmiecha. Ma powód. Za wizę, która kosztuje 10 lei mołdawskich (około 3 zł;), życzy sobie 10 euro. Cóż, każdy musi z czegoś żyć.

W ciągu tych 10 min, które spędziłem na "granicy", podjechało kilka kolejnych autobusów i mikrobusów. Informacje o tym, że codziennie z Mołdawii do Naddniestrza podróżuje 50-100 tys. osób, nie są przesadzone.

Jedyny ślad tego, że ta "granica" nie jest całkiem normalna, stanowi kilka opancerzonych transporterów sił pokojowych armii rosyjskiej, które parkują pod siatką maskującą na drogach dojazdowych do Tyraspola. Znudzeni Rosjanie palą papierosy, niebieskie hełmy odłożyli gdzieś na bok. Nie mają nic do roboty oprócz jednego zadania - być widocznymi.

Witajcie w ZSRR

Tyraspol liczy 150 tys. mieszkańców i składa się właściwie z jednej szerokiej alei otoczonej fabrykami i osiedlami mieszkaniowymi. Wygląda tak, jakby czas się tu zatrzymał w roku 1990, gdy istniał jeszcze ZSRR. Miejscowy przywódcy, z ostatnim szefem MSW socjalistycznej Mołdawii, a dziś "prezydentem" Naddniestrza Igorem Smirnowem, przykładają wagę do każdego szczegółu.

Zaczyna się od godła państwowego, które stanowi kopię emblematów radzieckich republik związkowych - czerwona flaga z sierpem i młotem oraz wąski zielony pasek na jej środku. I od olbrzymiego pomnika Lenina z czerwonego granitu, który stoi przed siedzibą rządu. Kończy się na takich detalach jak świeżo odnowiony napis w parku poświęcony "mieszkańcom Naddniestrza, którzy będą obchodzić rocznicę Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej".

Najważniejsze i najbardziej zadbane miejsce w samym centrum stanowi rozległy cmentarz wojskowy. Spoczywają na nim nie tylko żołnierze polegli podczas II wojny światowej; jest też nagrobek poświęcony bohaterom walk w Afganistanie. Centralne miejsce zajmuje kilka grobów żołnierzy i oficerów, którzy zginęli w latach 90. podczas wojny "o niepodległość". Nad cmentarzem dominuje klasyczny radziecki czołg, jednak z herbem Naddniestrza na boku. U jego stóp leżą świeże kwiaty - radziecki zwyczaj fotografowania się młodej pary na tle czołgu wciąż trwa w Tyraspolu.

Im bardziej władze Naddniestrza próbują okazywać swą odmienność od Mołdawii i podtrzymywać tradycje radzieckie, tym bardziej widać, że ich separatystyczny region dożywa końca.

- Powiada pan: nasze państwo. Jedyne, do czego jest nam potrzebne, to tylko do tego, żeby ci u władzy mogli nas okradać - mówi emerytowana nauczycielka Natalia. Ona podobnie jak większość z około 500 tys. mieszkańców Naddniestrza od dawna nie ma wrażenia, by żyło się tu lepiej niż w Mołdawii, która według statystyk jest najbiedniejszym krajem w Europie. - Wszystkie ceny idą w górę: gaz, prąd, czynsz, jedzenie. A emerytury są ciągle takie same - skarży się.

Czasy, gdy Smirnow i jego administracja opanowana przez byłych komunistów i oficerów KGB dzięki pomocy Moskwy mogli bawić się w socjalizm, już się kończą. Gazprom chce wprowadzić opłaty za dostawy gazu ziemnego. Kreml nie przekazał jak co roku "pomocy" w wysokości kilkudziesięciu milionów dolarów. Na dodatek prezydenci Rosji Władimir Putin i Mołdawii Władimir Woronin od kilku miesięcy rozmawiają w sprawie rozwiązania "kwestii Naddniestrza".

Przywódcy separatystycznego państwa zaczynają być nerwowi. Nawet w oficjalnej gazecie trwają gorączkowe spekulacje, czy Kiszyniów i Moskwa nie zbliżają się ku osiągnięciu porozumienia i co to mogłoby oznaczać dla Tyraspola. Putin z komunistą Woroninem, byłym oficerem radzieckim, próbuje wynegocjować transakcję, która jeszcze przed końcem kadencji rosyjskiego prezydenta zapewniłaby w zamian za "ponowne zjednoczenie" z Naddniestrzem kontrolę Rosji nad całą Mołdawią. Liczący 4,5 mln mieszkańców kraj, wciśnięty między Ukrainę i Rumunię, stanowiłby dla Moskwy dużo bardziej atrakcyjny kąsek niż wąski pas niezdolnego do życia Naddniestrza.

Także Woronin potrzebuje tego porozumienia. Nie tylko dlatego, by wpisać się do historii Mołdawii jako "prezydent zjednoczyciel". Również po to, by jego komuniści mogli utrzymać się przy władzy. Woronina i jego partyjnych kolegów przestraszyło niedawne zwycięstwo zaledwie 28-letniego kandydata opozycyjnych sił liberalnych Dorina Chirtoaca w wyborach burmistrza Kiszyniowa. Woronin chciałby, by posłowie samozwańczego parlamentu Naddniestrza opanowanego przez bliskich mu ideowo aparatczyków komunistycznych zostali włączeni do parlamentu Mołdawii. Sądzi, że dzięki temu komuniści mogliby utrzymać władzę również w następnych latach.

Biznes się jednoczy

Choć oficjalnie Woronin i Smirnow nie utrzymują kontaktów, to elity biznesu i władzy obu "państw" prowadzą szerokie interesy. Znakiem tego jest m.in. nowo otwarta - luksusowa jak na mołdawskie warunki - restauracja w centrum Tyraspola należąca do sieci Andys Pizza. Powszechnie wiadomo, że jej właścicielem jest syn prezydenta Woronina.

Równocześnie 300 firm z Naddniestrza złożyło wniosek o rejestrację w Mołdawii. Zmusiły je do tego reguły Światowej Organizacji Handlu (WTO), zgodnie z którymi pochodzenie towarów mogą potwierdzać tylko państwa uznawane na arenie międzynarodowej - a jest to rzecz, bez której firmy z Naddniestrza mogą zapomnieć o eksporcie swoich towarów na Zachód.

Wprawdzie w gospodarce Naddniestrza wciąż jeszcze istotną rolę odgrywa przemyt, sprzedaż broni różnym wątpliwym odbiorcom oraz różnoraka produkcja nielegalna, to jednak dzięki dużemu popytowi zaczynają też zarabiać miejscowe huty, które w czasach ZSRR stanowiły kręgosłup miejscowego przemysłu.

Za głównego przedstawiciela kręgów biznesowych uważany jest premier Naddniestrza Andrej Safonow, który za pośrednictwem holdingu Szeryf kontroluje większość miejscowej gospodarki. - Ma jedną zaletę w porównaniu ze Smirnowem: jest młodszy i zdolniejszy. Ale nazywanie go demokratą, jak to czasami ma miejsce, to olbrzymi błąd. To taki sam mafioso jak wszyscy, którzy rządzą w Naddniestrzu - mówi jeden z zachodnich dyplomatów pracujących w Kiszyniowie.

Zjednoczeniem Mołdawii zainteresowany jest także wielki biznes rosyjski. Moskwa stopniowo znosi embargo na import mołdawskiego wina. Zostało ono wprowadzone - podobnie jak to miało miejsce w przypadku Gruzji - gdy Kiszyniów przystąpił do organizacji regionalnej GUAM, stworzonej pod przywództwem pomarańczowego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki. Większość dużych firm z branży winiarskiej kontroluje jednak kapitał rosyjski, zatem Moskwa szkodziła "swoim" ludziom. Biznes rosyjski w końcu wymógł decyzję o zniesieniu embarga - na początek selektywnie, dla poszczególnych firm. Naturalnie jako pierwsze na liście znalazły się te "rosyjskie".

Wielka gra o Naddniestrze i Mołdawię wciąż trwa. By zachować wszystkie atuty, Putin wypowiedział traktat o ograniczeniu sił konwencjonalnych w Europie - dokument, na podstawie którego naciskano na niego, by wycofał z Naddniestrza rosyjskie jednostki "pokojowe".

W tym sporze Unia Europejska i Rumunia (w latach 1919-39 Mołdawia bez Naddniestrza stanowiła część tego państwa) znajdują się na razie na gorszej pozycji. Jednak Bruksela przyznała Mołdawii na następne lata pomoc rozwojową w łącznej wysokości 1 mld euro - tyle wynosi roczny budżet tego kraju. Czy uda się za to powstrzymać zmasowaną ofensywę rosyjską? To poważne pytanie. Ewentualna akcesja Mołdawii do UE stanowi jeszcze większy znak zapytania.

Głosowanie nogami

Mieszkańcy obu części podzielonej Mołdawii pozostają obojętni wobec tej gry dyplomatycznej, która toczy się o ich kraje. Ważniejsze dla nich jest to, by zimą było co jeść. Tegoroczne wiosna i lato były rekordowo gorące i suche - wskutek tego zbiory były o 80 proc. niższe niż zazwyczaj i Mołdawii grozi głód. W tej sytuacji polityka, która w samej Mołdawii daleka jest od reguł demokracji, nie mówiąc o Naddniestrzu z jego manipulowanymi wyborami, niezbyt ich interesuje.

W minionych latach wyjechało z Mołdawii do pracy za granicą ponad milion osób. Szacunki z Naddniestrza mówią o 100 tys., co stanowi jedną piątą miejscowej ludności. Wcześniej emigranci kierowali się przede wszystkim do Rosji i południowej Europy, dziś krajami docelowymi stają się dla nich Polska, Czechy i Węgry.

- Na wszelki wypadek mam trzy paszporty. Jeden rosyjski, który daje nam Moskwa, drugi Naddniestrza, a trzeci mołdawski. Na wszystkie trzy mogę pojechać co najwyżej do Odessy nad morze - mówi 30-letni Aleksiej, z którym popijam rosyjskie piwo Baltika w barze w Tyraspolu. Niedawno kupił używane bmw. - Muszę je zarejestrować w Mołdawii, bo z rejestracją z Naddniestrza nigdzie mnie nie wpuszczą - tłumaczy. Na pytanie, czy nie boi się, że auto jest kradzione, macha tylko ręką. - Kradzione? Tu, w Naddniestrzu, prawie wszystko jest takie.

Gdy wieczorem wracam z Naddniestrza do kontrolowanej przez legalny rząd części Mołdawii (Ligę Mistrzów sobie podarowałem), wszystko idzie dużo szybciej i bardziej sprawnie niż przed południem. Do tego stopnia, że kiedy pogranicznik z Naddniestrza zabiera z paszportu karteczkę z potwierdzeniem opłaty za wizę, to przychodzi mi do głowy, by poprosić go o pieczątkę.

- Nie, pieczątek nie dajemy - odpowiedział przedstawiciel państwa, którego nie ma i chyba już nigdy nie będzie.

* Lubosz Palata - dziennikarz czeskiego dziennika „Lidove Noviny”

Tłum. Tomasz Grabiński


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Tajemnicze spółki przejmują gazociągi Ukrainy

Posted by admin on 2007-10-05 07:53:18 CEST

Pięć nieznanych spółek z Cypru przejęło firmy zajmujące się dystrybucją gazu na zachodniej Ukrainie - ujawniono po niedzielnych wyborach parlamentarnych. Na Ukrainie od dawna już krążą pogłoski, że firmy te są szykowane dla Gazpromu.

W tym tygodniu Ukraińcy z zaskoczeniem dowiedzieli się, że po cichu zmienili się właściciele 13 firm gazowniczych, które obsługują gazociągi dystrybucyjne i zajmują się handlem detalicznym gazem w rejonach graniczących z Polską, Słowacją i Rumunią, a także na Zaporożu. Kontrolę nad tymi firmami przejęły spółki o egzotycznie brzmiących nazwach: Krezer Holdings, Nesiba Venchers, Pasler Enterprises, Porala Venchers oraz Materon Ltd. Wszystkie są zarejestrowane na Cyprze, ale do kogo należą - nie wiadomo.

Jedynym tropem prowadzącym do nowego właściciela mogła być informacja, że w przeddzień niedzielnych wyborów parlamentarnych do rad nadzorczych kilku gazowniczych firm cypryjskie spółki powołały Ihora Woronina. To menedżer, który od kilku lat systematycznie występuje przy okazji kontraktów z RosUkrEnergo (RUE) - szwajcarską spółką, której rosyjski Gazprom przyznał monopol na import gazu na Ukrainę. RUE zarabia też krocie, importując z wielkim przebiciem tani azjatycki gaz do Polski, na Słowację, Węgry i do Niemiec. Obecnie Woronin jest prezesem UkrGazEnergo - spółki RUE i państwowego koncernu Naftohaz Ukrainy, która ma wyłączność na hurtowy handel gazem importowanym przez RUE.

Połowę udziałów szwajcarskiego RUE ma Gazprom. Reszta należy w większości do zagadkowego ukraińskiego przedsiębiorcy Dmytro Firtasza.

Rzecznik RUE Andriej Knutow stwierdził, że szwajcarska spółka nie ma nic wspólnego z nowymi właścicielami ukraińskich firm gazowniczych. Pytania w tej sprawie nie chciał natomiast skomentować rzecznik holdingu Firtasza zarejestrowanego w raju podatkowym na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych.

Kilka miesięcy temu na Ukrainie głośno było o firmach gazowniczych przejętych teraz przez spółki z Cypru. Pracownicy tych prywatnych firm skarżyli się, że władze chcą szykanami wymusić od nich zgodę na przejęcie interesu przez Firtasza. A temu przedsiębiorcy zarzucali działanie w interesach Gazpromu. Przejmując dystrybucję gazu, rosyjski koncern miałby wpływ na działalność ukraińskich przedsiębiorstw w regionach graniczących z nowymi państwami członkowskimi UE i mocny przyczółek do ekspansji w tych państwach.

tell a friend :: comments 0


Thursday, October 04 2007

"Kommiersant": grzebanie pomarańczowej koalicji przedwczesne

Posted by admin on 2007-10-04 11:20:45 CEST

Rosyjski dziennik "Kommiersant" ocenia, że środowe wystąpienie prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki było tylko posunięciem taktycznym i że grzebanie pomarańczowej koalicji jest przedwczesne.

Juszczenko wygłosił w środę przemówienie do narodu, w którym zlecił prorosyjskiej Partii Regionów Ukrainy, opozycyjnemu Blokowi Julii Tymoszenko i proprezydenckiemu blokowi Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona (NU-LS) przystąpienie do rozmów w sprawie formowania nowej koalicji i podziału ról: rząd-opozycja.

Te trzy formacje uzyskały największe poparcie w niedzielnych wyborach parlamentarnych.
Słowa prezydenta wywołały na Ukrainie burzę polityczną. Przewodniczący Partii Regionów, premier Wiktor Janukowycz, który w razie dojścia pomarańczowych do władzy znajdzie się w opozycji, odczytał je jako zachętę do tworzenia szerokiej koalicji pomarańczowych demokratów z jego partią. Tak też odczytała je większość mediów rosyjskich.

"Grzebanie pomarańczowej koalicji jest przedwczesne" - podkreśla "Kommiersant" i wyjaśnia, że "zaraz po wystąpieniu prezydenta do siedziby bloku Tymoszenko osobiście przybył nr 2 na liście wyborczej NU-LS Wiaczesław Kyryłenko".

"Według naszych źródeł w NU-LS, Kyryłence, który pretenduje do funkcji przewodniczącego Rady Najwyższej (parlamentu), zlecono misję poinformowania Tymoszenko, że oświadczenie szefa państwa było tylko formalnością, wynikającą z konieczności ustawienia się ponad (politycznymi) podziałami" - relacjonuje gazeta.

"Kommiersant", powołując się na źródło w otoczeniu Juszczenki, pisze, że "po kategorycznym odrzuceniu przez Julię Tymoszenko możliwości rozmów z +regionałami+ do gry włączy się lider NU-LS Jurij Łucenko".

"Ogłosi on, że rada polityczna bloku jednomyślnie postanowiła odstąpić od formowania szerokiej koalicji z Wiktorem Janukowyczem. Juszczenko po powrocie z zagranicy przyjmie do wiadomości stanowisko Bloku Julii Tymoszenko oraz NU-LS i poinformuje o utworzeniu pomarańczowej koalicji" - wskazuje dziennik.

Według "Kommiersanta", wystąpienia Łucenki można się spodziewać jeszcze w czwartek.

Zdaniem gazety, "za takim scenariuszem przemawia też wypowiedź zastępcy szefa sztabu wyborczego NU-LS Mykoły Oniszczuka, który oznajmił, iż Wiktor Juszczenko bynajmniej nie przymuszał do koalicji z regionałami lecz apelował o poczynienie politycznych uzgodnień, które zapewnią stabilność".

"W otoczeniu prezydenta też radzą, by nie wpadać w panikę" - konkluduje "Kommiersant".


tell a friend :: comments 0


Wyciek amoniaku na Lwowszczyźnie

Posted by admin on 2007-10-04 11:18:50 CEST

Na jednej ze stacji kolejowych obwodu lwowskiego (zachodnia Ukraina) doszło do niewielkiego wycieku amoniaku. Przyczyną była nieszczelna cysterna, którą amoniak przewożono do Polski - podały ukraińskie władze.

Chociaż do zdarzenia doszło dwa dni temu, poinformowano o nim dopiero w czwartek. Składający się z 28 cystern pociąg z amoniakiem jechał do Polski z fabryki "Riwneazot" w Równem (północno-zachodnia Ukraina). Wyciek nastąpił na stacji kolejowej Mszana, niedaleko miasteczka Horodok (d. Gródek Jagielloński).

Wyciek amoniaku nie spowodował zagrożenia dla zdrowia okolicznej ludności, jednak lwowska dyrekcja ukraińskich kolei państwowych wydała "Riwneazotowi" zakaz transportu cystern. Będzie on obowiązywał do czasu zakończenia kontroli ich stanu bezpieczeństwa.

W lipcu w okolicach Ożydowa w obwodzie lwowskim doszło do katastrofy pociągu z żółtym fosforem. Z torów wypadło wówczas 15 cystern, z których sześć się zapaliło. Powstała toksyczna chmura o powierzchni ok. 90 kilometrów kwadratowych. Pociąg transportował fosfor z Kazachstanu przez Rosję i Ukrainę do Polski.

Wskutek wydostania się do atmosfery toksycznych substancji z sześciu cystern, które stanęły w płomieniach, obrażenia odniosły 184 osoby, w tym 54 dzieci.

tell a friend :: comments 0


Hryhorij Surkis: Platini nie interesuje się Euro 2012

Posted by admin on 2007-10-04 11:16:41 CEST

Prawda jest taka, że prezydent UEFA Michel Platini w tej chwili w ogóle nie interesuje się Euro 2012. Na razie ważniejsze dla niego są mistrzostwa, które odbędą się za rok w Austrii i Szwajcarii - mówi w "Dzienniku" Hryhorij Surkis, szef ukraińskiej federacji piłkarskiej i członek zarządu UEFA



Michał Listkiewicz i Hryhorij Surkis w Cardiff Fot. LUKE MACGREGOR REUTERS


Na razie wiele energii Platiniego pochłania także praca nad realizacją obietnic przedwyborczych - czyli reformą Ligi Mistrzów i Pucharu UEFA. On wyznaczył sobie misję - rozwijania i popularyzowania piłki nożnej w różnych krajach. Dopiero po zakończeniu Euro 2008, priorytetem UEFA stanie się impreza, którą my mamy zorganizować. Myślę jednak, że w tej chwili jego ocena prac wykonanych w naszych krajach, jest jak najbardziej pozytywna - uważa Surkis, milioner, którego lobbing wśród działaczy UEFA był kluczowy przy kwietniowym wyborze Polski i Ukrainy na gospodarzy Euro w 2012 r.

Czy damy radę, czy zdążymy? - Jestem człowiekiem, który pamięta czasy ZSRR. Pamiętam, jak partia komunistyczna brała się za coś, obiecywała ludziom budowę czegoś nierealnego, przekraczającego możliwości finansowe i technologiczne ZSRR. To była czysta fantastyka. Teraz świat wygląda już inaczej - mówi Surkis. - Wiele osób wątpi, że zdążymy na czas wybudować drogi, stadiony, lotniska... Jesteśmy jedną drużyną, która ma wspólny cel - zorganizować Euro 2012 w naszych krajach. To prawda, że na razie wszystkie projekty są tylko wirtualne, ale jestem pewien, że dwa takie wielkie kraje są w stanie zorganizować tę imprezę na wysokim poziomie.

Na pytanie jaki jest największy problem w przygotowaniach na Ukrainie i w Polsce, Surkis odpowiada krótko: - Niestabilne rządy.

- Myślę, że dla nowego rządu w Polsce Euro 2012 będzie priorytetem. Każdy mądry polityk to zrozumie - dodaje Ukrainiec.

tell a friend :: comments 0


Ukraińska koalicjada

Posted by admin on 2007-10-04 06:15:55 CEST



Wacław Radziwinowicz, Kijów

Czy zwycięski na niedzielnych wyborach parlamentarnych obóz pomarańczowy już pęka? Prezydent Wiktor Juszczenko wezwał wczoraj Blok Julii Tymoszenko, Naszą Ukrainę-Samoobronę Ludową i Partię Regionów do negocjacji na temat tworzenia koalicji.

Juszczenko wystąpił wczoraj w TV z oświadczeniem po wyborach. W Kijowie spodziewano się, że teraz, kiedy Centralna Komisja Wyborcza kończy już podliczanie głosów, prezydent powie o koalicji dwóch największych pomarańczowych partii, które w nowej 450-osobowej Radzie Najwyższej będą mieć w sumie około 230 posłów, a jeśli wesprze je jeszcze Blok Łytwyna (Wołodymyra, byłego marszałka Rady) - około 250. Spodziewano się też obietnicy, że nowym rządem kierować będzie teraz zgodnie z ustaleniami Tymoszenko.

Prezydent zaskoczył jednak Ukraińców. Wezwał bowiem do rozmów o koalicji trzy ugrupowania, które na niedzielnych wyborach parlamentarnych zdobyły najwięcej głosów, czyli pomarańczowe BJuT oraz NU-SL i biało-niebieską Partię Regionów.

- Mamy jeden wspólny cel. Z tych wyborów Ukraina powinna wyjść jako państwo jednolite. Nie ma miejsca na dwie Ukrainy - prezydent nawiązał do tego, że partie pomarańczowe mają zwolenników przede wszystkim na zachodzie kraju, a PR - na wschodzie. - Apeluję do sił politycznych, by nie kierowały się własnymi ambicjami, lecz działały na rzecz konsolidacji społeczeństwa - namawiał.

Prezydent przypomniał, że w niedzielnych i ubiegłorocznych wyborach trzy największe ugrupowania zdobyły w sumie około 80 proc. głosów. - Na nich więc spoczywa odpowiedzialność za stabilizację kraju. Powinny więc rozpocząć rozmowy i uregulować stosunki między tymi, którzy będą w koalicji, a tymi, którzy będą w opozycji - zwrócił się Juszczenko do trzech głównych graczy ukraińskiej sceny politycznej. I nie czekając na pytania zaskoczonych dziennikarzy, od razu wyruszył w jednodniową podróż do Niemiec.

Wielu obserwatorów zrozumiało, że prezydent opowiedział się za stworzeniem tak zwanej szerokiej koalicji złożonej z PR oraz prezydenckiej NU-SL, czego życzy sobie wielu polityków w otoczeniu i Juszczenki, i Janukowycza. - To oznaczałoby, że z koalicyjnej gry wypadłaby Julia Tymoszenko. Nie pierwszy raz. Prezydent już raz pozbawił ją stanowiska premiera w 2005 r. Po zwycięstwie pomarańczowych na wyborach parlamentarnych w ubiegłym roku oficjalnie chciał ją uczynić szefem rządu, a po cichu już wtedy negocjował z Janukowyczem o utworzeniu szerokiej koalicji biało-niebiesko-pomarańczowej. Teraz też boi się Tymoszenko-premiera - uważa kijowski politolog Jurij Bauman.

Na apel Juszczenki entuzjastycznie odpowiedział Janukowycz. Niemal natychmiast zgłosił gotowość swojej partii do rozmów koalicyjnych. Przedstawiciele Bloku Julii Tymoszenko natomiast tłumaczyli, że "prezydenta źle zrozumiano". Andrij Szkil, jeden z najbliższych współpracowników "księżniczki pomarańczowej rewolucji", w rozmowie z "Gazetą" przekonywał, że Juszczenko wzywa, by ci, którzy teraz będą tworzyć rząd, czyli pomarańczowi pod wodzą Tymoszenko, ustalili zasady politycznego współżycia z nową opozycją, czyli Partią Regionów. - Chodzi o to, żeby ucywilizować naszą scenę polityczną i uniknąć wiecznej wojny władzy wykonawczej z jej oponentami - zapewnia polityk.

Sama Tymoszenko twierdzi, że wystąpienie prezydenta zrozumiała tak samo, jak Szkil. Zapowiada jednak, że poprosi Juszczenkę o wyjaśnienia, ale dopiero po jego powrocie z Niemiec, bo to "rozmowa nie na telefon". Pytana zaś, czy jej Blok mógłby się znaleźć w szerokiej koalicji, odpowiedziała, że jeśli będzie w niej Partia Regionów, ona wraz ze swymi posłami przejdzie do opozycji.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Gazprom straszy Ukrainę i uspokaja UE

Posted by admin on 2007-10-04 06:14:03 CEST



Andrzej Kublik, PAP

Obecny rząd Ukrainy zobowiązał się do listopada uregulować długi za rosyjski gaz - zapowiedział wczoraj Gazprom. Dzień wcześniej rosyjski koncern zagroził, że przykręci kurek dla Ukrainy, dopóki Kijów nie spłaci 1,3 mld dol. długów za gaz. Komisja Europejska dziękuje Rosjanom, że uprzedzili o konflikcie z Ukrainą.

We wtorek nerwowo zrobiło się w Europie Zachodniej, która 80 proc. gazu importowanego z Rosji dostaje za pośrednictwem gazociągów na Ukrainie. Gazprom ogłosił, że zawiadomił europejskich partnerów o problemach, jakie ma na Ukrainie. Według rosyjskiego koncernu "ukraińska strona" ma ponad 1,3 mld dol. długu za dostarczony gaz. Jeśli nie zostaną uregulowane w październiku, Gazprom zacznie przykręcać kurek dla Ukrainy - zapowiedział koncern. Wtedy Europie na progu zimy zabrakłoby surowca, bo nie ma możliwości zastąpienia rosyjskiego gazu surowcem od innych importerów. Rosja zaspokaja jedną czwartą zapotrzebowanie UE na gaz.

Obserwatorzy uznali, że Gazprom zaczyna spełniać groźby, jakie płynęły z Moskwy przed niedzielnymi wyborami parlamentarnymi na Ukrainie. W czwartek ambasador Rosji na Ukrainie Wiktor Czernomyrdin zapowiedział, że cena gazu dla Ukrainy w przyszłym roku będzie zależała od składu rządu po wyborach. Następnego dnia ukraińska mutacja rosyjskiego dziennika "Kommiersant" doprecyzowała słowa Czernomyrdina. - Jeśli wybory wygra partia prorosyjskiego premiera Wiktora Janukowycza, to ceny gazu wzrosną ze 130 do maksymalnie 175 dolarów za 1000 m sześc. Jeśli wygra Blok Julii Tymoszenko z obozu pomarańczowych, to ceny wzrosną do 230 dolarów - informował "Kommiersant Ukraina", powołując się na anonimowych menedżerów Gazpromu. Negocjacje o cenach gazu dla Ukrainy w przyszłym roku miały się zakończyć w czerwcu, ale Gazprom zamroził je, czekając na wyniki wyborów na Ukrainie.

Wstępne dane wskazywały na zwycięstwo partii Tymoszenko, ale ostatecznie więcej głosów zebrała partia Janukowycza. Jednak w sumie największe poparcie zyskały dwie partie wywodzące się z prodemokratycznego i prozachodniego obozu pomarańczowych - Blok Julii Tymoszenko i Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona związana z prezydentem Wiktorem Juszczenką. Te partie poparło ok. 45 proc. głosujących, co daje im szanse na powołanie rządu pomarańczowej koalicji.

Ale nawet dotychczasowy, akceptowany przez Moskwę, rząd Ukrainy nie rozumie roszczeń gazowego koncernu. - Ukraińskie państwo nie jest winne Gazpromowi ani centa - zapewniał wicepremier i minister finansów Mykoła Azarow. Faktycznie dwa lata temu Ukraina przestała kupować rosyjski gaz na podstawie umowy międzyrządowej. Kijów nie importuje surowca bezpośrednio od Gazpromu. Robi to za pośrednictwem szwajcarskiej firmy RosUkrEnergo (RUE), w której Gazprom ma połowę udziałów. Rzecznik RUE Andriej Knutow twierdzi, że długi są, bo ukraińskie przedsiębiorstwa nie płaciły rachunków.

Nikt nie wie, skąd wzięły się kwoty wymieniane przez Gazprom. Możliwości tak wielkiego zadłużenia zaprzeczał Azarow i przedstawiciele koncernu Naftohaz Ukrainy. Nie potrafił tego wyjaśnić nawet rzecznik RUE. Zdaniem Knutowa dług wobec Gazpromu to 1 mld dol., a różnicę w rachunkach tłumaczył jako "techniczną".

Do Moskwy poleciał wczoraj minister energetyki Ukrainy Jurij Bojko. - Ustalono, że obecny rząd Ukrainy weźmie pod kontrolę rozwiązanie problemu zadłużenia do 1 listopada - ogłosił Gazprom po spotkaniu z Bojką. Koncern nie wyjaśnił, co to znaczy wziąć długi pod kontrolę.



Wicepremier Rosji i szef rady nadzorczej Gazpromu Dmitrij Miedwiediew zapowiedział wczoraj, że Europa nie odczuje ograniczenia dostaw dla Ukrainy. - Konsumenci w Europie nie ucierpią - zapewniał Miedwiediew, nie tłumacząc, jak można ograniczyć dostawy do Ukrainy, nie zmniejszając jednocześnie tranzytu gazu na Zachód. Technicznie to niemożliwe.

KE już we wtorek zaapelowała do Moskwy i Kijowa o jak najszybsze rozwiązanie konfliktu. W połowie października odbędzie się spotkanie gazowych ekspertów UE, na które zostaną zaproszeni przedstawiciele Rosji i Ukrainy - zapowiedział wczoraj Ferran Tarradellas Espuny, rzecznik komisarza UE ds. energii Andrisa Piebalgsa. Jednocześnie KE uznała Gazprom za "rzetelnego dostawcę" i pochwaliła Rosjan za list uprzedzający o konflikcie z Ukrainą. Inaczej wydarzenia ocenia Jacek Saryusz-Wolski (PO), przewodniczący komisji spraw zagranicznych Parlamentu Europejskiego. Wczoraj Saryusz-Wolski potępił "próby wywarcia presji przez Gazprom na nowo tworzący się rząd ukraiński".


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Juszczenko: Ukraina nie ma długów wobec Gazpromu

Posted by admin on 2007-10-04 06:05:04 CEST

Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko zapewnił w Berlinie, że jego kraj nie ma długów wobec rosyjskiego koncernu Gazprom z tytułu należności za gaz. Gazprom twierdzi jednak, że Kijów jest mu winien 1,3 mld dolarów.

Ani państwo ukraińskie ani Naftohaz (ukraińska państwowa firma gazowa) nie mają długów wobec Gazpromu powiedział dziennikarzom Juszczenko w trakcie swej wizyty w Berlinie.



Wcześniej ukraiński wicepremier i minister finansów Mykoła Azarow tłumaczył, że problem zadłużenia za gaz dotyczy rozliczeń między podmiotami gospodarczymi, a nie państwa ukraińskiego.

O ukraińskim długu Rosjanie powiadomili we wtorek. W środę na rozmowy w tej sprawie do Moskwy udał się ukraiński minister energetyki Jurij Bojko. Po jego wizycie Gazprom ogłosił komunikat mówiący, że zadłużenie strony ukraińskiej ma zostać uregulowane do 1 listopada.

Ukraina nie kupuje gazu bezpośrednio od Gazpromu. Pośrednikiem jest ukraińska firma UkrGazEnergo, kupująca gaz od pośrednika Gazpromu w sprzedaży gazu na Ukrainie, spółki RosUkrEnergo. Spółka potwierdziła, że rzeczywiście jest zadłużona u Gazpromu i że prowadzi rozmowy o spłacie długu.

tell a friend :: comments 0


Wednesday, October 03 2007

Politycy polscy przewidują rządy "pomarańczowych"

Posted by admin on 2007-10-03 20:47:10 CEST

Komentując wyniki przyspieszonych wyborów parlamentarnych na Ukrainie polscy politycy przewidują, że powstanie rząd "pomarańczowych" utworzony przez blok Julii Tymoszenko i prezydencki blok Nasza Ukraina. To dobra wiadomość dla Ukrainy i Polski - oceniają.

Ukraińska Centralna Komisja Wyborcza (CKW) podała wyniki niedzielnych wyborów parlamentarnych po obliczeniu 99,24 proc. głosów.

Największe poparcie zdobyła prorosyjska Partia Regionów Ukrainy premiera Wiktora Janukowycza, na którą głosowało 34,21 proc. wyborców. Prozachodnia opozycja, Blok Julii Tymoszenko i prezydencki blok Nasza Ukraina - Ludowa Samoobrona (NU-LS) zdobyły odpowiednio 30,83 proc. i 14,22 proc. poparcia. Wśród 450 deputowanych nowej Rady Najwyższej (parlamentu) nie będzie przedstawicieli Socjalistycznej Partii Ukrainy.

Poseł SLD Tadeusz Iwiński uważa, że wyniki wyborów na Ukrainie wskazują na to, że "pomarańczowi" powinni zdobyć większość mandatów w ukraińskim parlamencie i utworzyć rząd. Iwiński ocenia, że taki rząd nie pogorszy stosunków ukraińsko-rosyjskich.

- Nie przewiduję, że dojdzie do konfliktu politycznego z Rosją, gdyby "pomarańczowi" doszli do władzy - stwierdził. Podkreślił, że "Rosja potrzebuje stabilizacji i konflikt z Ukrainą nie jest jej wskazany" - podkreślił.

Zdaniem Iwińskiego, największą sensacją wyborów jest fakt, że ugrupowanie Julii Tymoszenko zdobyło tak wysokie poparcie. - Sondaże przedwyborcze dawały Tymoszence 10 proc. głosów - zauważył.

Iwiński, który z ramienia Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy obserwował kampanię wyborczą na Ukrainie, podkreślił, że o tym kto utworzy rząd zadecyduje liczba mandatów jakie otrzymają poszczególne partie. Jak dodał, aby rządzić partie decydujące się na koalicję muszą zebrać większość z 450 mandatów ukraińskiego parlamentu.

Polityk SLD przewiduje, że blok "pomarańczowych" - Julii Tymoszenki i prezydenta Wiktora Juszczenki - będzie miał większość, a Tymoszenko zostanie szefem ukraińskiego rządu.

Iwiński dodał, że obowiązujące jeszcze 3 lata temu podczas "pomarańczowej rewolucji" podziały na obóz prozachodni- demokratyczny (Juszczenko i Tymoszenko) i prorosyjski-autorytarny (Janukowycz) zatarły się. "70 proc. ludności ukraińskiej chce zmian w kierunku europejskim" - zauważył.

Dwa dni po wyborach na Ukrainie, we wtorek, rosyjski monopolista gazowy Gazprom zapowiedział zmniejszenie dostaw gazu na Ukrainę, jeśli kraj ten nie spłaci w październiku długu przekraczającego 1,3 mld dolarów.

Szef Komisji Spraw Zagranicznych i kandydat PiS do Sejmu Paweł Zalewski ocenił w rozmowie z PAP, że ten jawny nacisk ze strony Rosji wymaga reakcji Unii Europejskiej. - To jawne pogwałcenie wszystkich standardów oraz Karty Energetycznej podpisanej przez Rosję - powiedział Zalewski PAP.

Według niego, stanowisko Gazpromu to bardzo silny sygnał pokazujący potencjalnemu ukraińskiemu rządowi jego ograniczenia w relacjach z Rosją. Będzie to - jak ocenił - "pierwszy główny problem, z którym będą musieli sobie poradzić Ukraińcy" - dodał.

Zdaniem posła PiS, takie zachowanie Rosji, to jednocześnie "strzał we własne kolano". Jak zaznaczył, jest wątpliwe, że teraz Ukraińcy na serio wezmą różnego rodzaju hasła o przyjaźni Rosji i Ukrainy.

W opinii Zalewskiego, takie działanie z całą pewnością zostanie zauważone na zachodzie Europy i będą brane pod uwagę przy dalszym rozpatrywaniu projektu budowy gazociągu bałtyckiego.

Poseł uważa, że dobry wynik Partii Regionów był w dużej mierze spodziewany. Z kolei wynik partii Julii Tymoszenko to - jak mówił - miła niespodzianka, a rezultat uzyskany przez blok Wiktora Juszczenki - wynika głównie z braku inicjatyw tego ugrupowania w ciągu ostatnich dwóch lat.

Jak podkreślił Zalewski, wyniki wyborów pokazują, że powstała szansa na stworzenie bloku reform, bo jeśli ugrupowania pomarańczowe stworzą rząd, będzie on z pewnością rządem prowadzącym reformy.

Według posła, jeśli chodzi o dostosowanie prawa do standardów europejskich, rząd ten będzie mógł z pewnością liczyć na blok Janukowycza. - W tej sprawie na pewno nie będzie kontrowersji, to pozytywna informacja dla Ukrainy, ale też dla Polski i całej Europy - mówił Zalewski.

Polityk PiS zapewnił, że tak jak przed wyborami, Polska na pewno będzie się angażowała w pomoc Ukrainie w jej drodze do UE.

Także według wiceszefa PO Bronisława Komorowskiego, "wydaje się, że na Ukrainie powstanie pomarańczowa koalicja, z wszystkimi jej szansami, ale też kłopotami". Jak ocenił, jest szansa na przyśpieszenie prozachodniego kursu Ukrainy. Komorowski zwrócił także uwagę na kłopoty i podziały wewnątrz obozu pomarańczowego.

tell a friend :: comments 0


Zapomnij o pomarańczowych okularach

Posted by admin on 2007-10-03 20:36:49 CEST



Rozmawiał Marcin Wojciechowski

Podczas wyborów poprzedzających pomarańczową rewolucję było inaczej. Czuło się jakiś tragizm sytuacji, podniosłość. Teraz pozostała jedynie komercja czasem przypominająca farsę - mówi ukraiński pisarz Serhij Żadan

Marcin Wojciechowski: Jak samopoczucie po wyborach?

Serhij Żadan: Dobrze. Z zasady nie głosuję, więc prawie nie zauważyłem, że były wybory.

Zapomniałem, że jesteś anarchistą.

- Takie mam przekonania. Wzywałem w swoim blogu, żeby ludzie nie szli na wybory w proteście przeciwko temu wszystkiemu, co nas otacza. Ktoś się nawet ze mną zgodził. Ale chyba niewielu posłuchało, bo frekwencja wyniosła 60 proc. Przeciwko wszystkim zagłosowało zaledwie 3 proc. Ukraińców. Taka postawa jest mi najbliższa.

Frekwencja na Ukrainie była o połowę większa niż podczas ostatnich wyborów w Polsce.

- Wysoka frekwencja jest dla mnie wskaźnikiem negatywnym. Świadczy o tym, że większość społeczeństwa jest gotowa poddawać się manipulacjom polityków.

Kampania wyborcza była eksplozją populizmu. Każda partia prześcigała się w obiecankach. Ludzie powinni głośno powiedzieć, że nie akceptują takiego sposobu uprawiania polityki. Powinni zażądać konkretów i programów. Tymczasem wyborcy nadal reagują na tanie chwyty.

Szkoda, że frekwencja nie była niższa niż 50 proc. [wtedy wybory byłyby nieważne]. Może politycy zrozumieliby, że ludzie mówią im "nie". Musieliby wtedy zwrócić uwagę na realne problemy. Partie byłyby zmuszone jakoś zareagować. Tymczasem przy tak wysokiej frekwencji nic się nie zmieniło. Ci, którzy są popularni na wschodzie, dostali swoje, a na zachodzie swoje. Podział sfer wpływów pozostał taki sam jak wcześniej.

Julia Tymoszenko zdołała przekonać do siebie część wyborców ze wschodu, dlatego zdobyła tak świetny wynik. To nowość.

- I co z tego? Nie rozumiem tych wszystkich niuansów. Mieszkam w Charkowie, mieście na Ukrainie wschodniej, ale jednak uważającym się za miasto ukraińskie, pierwszą stolicę w czasach Ukrainy radzieckiej, miasto ukraińskiej inteligencji, centrum intelektualne z największą liczbą wyższych uczelni i studentów w całym kraju. Tymczasem ponad połowa mieszkańców głosuje na Partię Regionów. Nie pojmuję ich motywacji. Cieszę się, że Tymoszenko przebiła się nieco na wschód. Ale wszystkie pozytywne momenty blakną, gdy myślę o dwumilionowym Charkowie, który głosuje tak, jak głosuje. Ręce opadają i przechodzi zainteresowanie polityką.

Czyli jednak coś cię bierze. Nie jest ci wszystko jedno.

- Jak widać tak. Ale zaraz ochłonę i wrócę do normy.

Wykładasz w Charkowie, jeździsz po Ukrainie na wieczory autorskie. Czy młodzież interesuje się polityką?

- Pod tym względem dzielę studentów na trzy grupy. Część studentów świadomie interesuje się polityką. Część nie interesuje się nią także świadomie, co jest mi bliskie. Uważają, że żadna siła polityczna nie odpowiada za swoje słowa, wszyscy opowiadają bajki, więc nie można ich traktować poważnie, a tym bardziej popierać.

Ale większość ma do polityki czysto wyrachowane, niemal komercyjne podejście. Wielu moich studentów zarabiało w czasie kampanii wyborczej, chodząc za pieniądze na partyjne mityngi. Często chodzili na różne partie. Potem chwalili się, że za dzień stania jedni dawali im po 50 hrywien [10 dol.], a inni nawet po 100.

Podczas wyborów poprzedzających pomarańczową rewolucję było inaczej. Czuło się jakiś tragizm sytuacji, podniosłość. Teraz pozostała jedynie komercja czasem przypominająca wręcz farsę. Ludzie chodzą na mityngi, żeby zarobić, a nie słuchać polityków. Nikt się do tego nie przyzna, ale taka jest prawda. Ta praktyka dyskredytuje wszystkie siły polityczne. Nie rozumiem, jak dziś można stać na mityngu z wędką, na którym wisi jedna flaga, a jutro z tą samą wędką, ale pod inną flagą.

Znowu przyłapałem cię, że nie jest ci wszystko jedno.

- [Śmieje się] Generalnie uważam, że ukraińska polityka ma niewiele wspólnego z realnym życiem. Styka się z nim jedynie w czasie kampanii. Potem możemy tylko odczuć ją po skutkach działań polityków. Rośnie inflacja, podnoszą się ceny, a my nie mamy na to żadnego wpływu.

W Polsce także panuje przekonanie, że politycy żyją w swoim świecie, a prawdziwe życie toczy się gdzie indziej.

- Od pomarańczowej rewolucji minęły niby trzy lata. Ale w skali mojego Charkowa niewiele się zmieniło. Niebiescy nadal przymusowo spędzają swoich zwolenników na mityngi. W czasie ostatniej kampanii wyborczej spędzane były całe fabryki. I ludzie o tym nie mówią, nie protestują, no może wyłącznie między sobą. Przecież dzisiaj nie muszą się już niczego bać, a jednak stare mechanizmy działają. Ludzi spędzali całymi kolumnami, w godzinach pracy. Byli to przede wszystkim pracownicy sfery budżetowej, bo u nas większość zakładów jest państwowa. Rozumiem, że kiedyś mogli się bać, że krzywo popatrzy na nich brygadzista, kierownik, kadrowa, dyrektor. Ale dziś?


Nieco zmieniło się po rewolucji w naszym życiu politycznym. Ale zmiany ludzkiej psychologii postępują bardzo wolno. Na wschodzie Ukrainy wcale nie są potrzebne fałszerstwa wyborcze. Wystarczy tzw. czynnik administracyjny. Lokalna władza, dyrektorzy fabryk doskonale wiedzą, jak ludzi zmusić, by głosowali, na kogo trzeba. Chciałbym doszukać się w tych wyborach jakichś pozytywnych tendencji, ale przychodzi mi to z wielkim trudem.

Czy w Charkowie codzienne sprawy - np. biznes - są oddzielone od polityki?

- Oczywiście, że nie. Niezależny biznes jest dziś niemożliwy na Ukrainie. Trzeba sobie wybrać jakiś polityczny parasol. Jeśli masz parasol, osiągniesz sukces. Pozytywnym skutkiem tych wyborów może być jedynie to, że na skutek zmian w Kijowie coś się w końcu zmieni także i na szczeblu lokalnym. Można się z powagą odnosić zarówno do pomarańczowych, jak i do niebieskich. Politykom z obu obozów o coś jednak chodzi, u podłożu ich starcia stoją realne różnice poglądów, pomysłów dla Ukrainy.

Tymczasem na szczeblu lokalnym do polityki często weszły u nas całkowite dziwolągi. Mówię znów na przykładzie Charkowa. Nie mam do lokalnych polityków z mego miasta żadnego szacunku. Mam nadzieję, że na skutek zmian w parlamencie coś się zmieni także i u nas.

Jak wyjaśnić, że pomarańczowi zdobyli jednak więcej głosów niż niebiescy? Czy to wyraz nadziei? Może nostalgii za rewolucją?

- To czysty pragmatyzm. Niebiescy przez ostatni rok tworzyli rząd. A partia sprawująca władzę zawsze traci popularność. To najprostsza zasada polityki.

Z kolei Blok Julii Tymoszenko zaproponował populistyczny program w bardzo atrakcyjnym opakowaniu. Przyznasz, że sam jego tytuł - "Ukraiński przełom" - brzmi nieźle. Nie widzę żadnej nostalgii za rewolucją, i chwała Bogu. Zapomnij o różowych okularach, euforii, różowej chmurce. Tego już nie ma. Ludzie - zwłaszcza młodzi - przestali żyć przeszłością, patrzą do przodu. Mam nadzieję, że będą wyciągali właściwe wnioski z przeszłości, by nie powtarzać tych samych błędów w przyszłości. Powinniśmy patrzeć nie w przeszłość, ale przede wszystkim w przyszłość.

* Serhij Żadan (ur. 1974), pisarz i wykładowca literatury na uniwersytecie w Charkowie. Nazywany Jurijem Andruchowyczem młodego pokolenia. Po polsku ukazały się jego książki: "Big Mac", "Depeche Mode", "Hymn demokratycznej młodzieży" oraz "Anarchy in the Ukr", która jest literackim opisem podróży po wschodnich obwodach Ukrainy


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Julia Tymoszenko: tak Naszej Ukrainie, nie Janukowyczowi

Posted by admin on 2007-10-03 20:32:50 CEST

Przywódczyni bloku politycznego jej własnego imienia Julia Tymoszenko oświadczyła w środę, że jej ugrupowanie jest gotowe do utworzenia koalicji wyłącznie z proprezydenckim blokiem Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona (NU-LS).

"Współpraca z Partią Regionów (Ukrainy premiera Wiktora Janukowycza - PAP) może rozwijać się w jednym kierunku: udzielenia opozycji parlamentarnej (Partii Regionów) wszystkich praw do kontrolowania działań władzy. Jakiekolwiek inne warianty współpracy (...) są wykluczone" - czytamy w oświadczeniu sztabu wyborczego Bloku Tymoszenko.

Była premier podkreśliła jednocześnie, że w "przypadku sformowania koalicji między Partią Regionów a ugrupowaniem proprezydenckim, jej siła polityczna pozostanie w opozycji".
Wcześniej, w przemówieniu do rodaków prezydent Wiktor Juszczenko zaapelował do sił politycznych, które w niedzielnych wyborach parlamentarnych otrzymały największe poparcie wyborców, by zapomniały o własnych ambicjach i działały na rzecz konsolidacji społeczeństwa.

Zlecił jednocześnie Partii Regionów Ukrainy, Blokowi Julii Tymoszenko i blokowi Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona, by prowadząc rozmowy o nowej koalicji parlamentarnej jasno podzieliły między sobą role koalicji i opozycji.

"W niedzielnych wyborach Partia Regionów Ukrainy, Blok Julii Tymoszenko i blok NU-LS zdobyły ok. 80 proc. poparcia wyborców i na nich spoczywa dziś odpowiedzialność za stabilizację w kraju. Powinny rozpocząć rozmowy i uregulować stosunki między tymi, którzy będą w koalicji, a tymi, którzy będą w opozycji" - powiedział Juszczenko.

Dobrze poinformowane źródło w kancelarii prezydenta wyjaśniło wcześniej w rozmowie z PAP, że Juszczenko "popiera powołanie na Ukrainie pomarańczowej koalicji Bloku Tymoszenko z NU-LS i jednocześnie dąży do ucywilizowania opozycji".

W roli opozycji, zgodnie z wcześniejszymi oświadczeniami zarówno prezydenta, jak i Tymoszenko, miałaby się znaleźć Partia Regionów.

"Chodzi o zaangażowanie opozycji we władzę wykonawczą. Prezydent będzie nalegał, by pomarańczowa koalicja współpracowała z opozycją w taki sposób, jak ma to miejsce w krajach rozwiniętych demokracji zachodnich" - powiedział rozmówca PAP. Dodał: "Juszczenko uważa, że jeśli na Ukrainie ma dojść do reform, koalicja musi po prostu dbać o opozycję".

Tymczasem po opracowaniu przez Centralną Komisję Wyborczą w Kijowie 99,6 proc. głosów oddanych w niedzielnych wyborach parlamentarnych największe poparcie ma Partia Regionów Janukowycza, na którą głosowało 34,31 proc. uprawnionych.

Blok Julii Tymoszenko i proprezydencki NU-LS zdobyły odpowiednio 30,76 proc. i 14,18 proc. poparcia.

Do parlamentu wchodzą także Komunistyczna Partia Ukrainy, na którą głosowało 5,38 proc. wyborców, i Blok byłego przewodniczącego parlamentu Wołodymyra Łytwyna z poparciem 3,96 proc.

tell a friend :: comments 0


Juszczenko o formowaniu koalicji i opozycji

Posted by admin on 2007-10-03 20:30:30 CEST

Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko zlecił trzem głównym siłom politycznym, które w niedzielnych wyborach parlamentarnych w jego kraju zdobyły największe poparcie wyborców, przystąpienie do rozmów w sprawie formowania nowej koalicji i podziału ról: rząd-opozycja.



W niedzielnych wyborach Partia Regionów Ukrainy, Blok Julii Tymoszenko i blok Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona (NU-LS) zdobyły ok. 80 proc. poparcia wyborców i na nich spoczywa dziś odpowiedzialność za stabilizację w kraju. Powinny rozpocząć rozmowy i uregulować stosunki między tymi, którzy będą w koalicji, a tymi, którzy będą w opozycji - powiedział Juszczenko w przemówieniu do rodaków.

Szef państwa uważa, że Ukraina będzie stabilna, jeśli zwycięzcy niedzielnych, przedterminowych wyborów będą umieli skonsolidować się wokół najważniejszych dla państwa spraw.

- Mamy jeden cel: z wyborów Ukraina powinna wyjść jedna. Nie ma miejsca na dwie Ukrainy. Apeluję do sił politycznych, by nie kierowały się własnymi ambicjami, lecz działały na rzecz konsolidacji społeczeństwa - oświadczył.

Ucywilizować opozycję

Dobrze poinformowane źródło w kancelarii prezydenta Juszczenki wyjaśniło, że prezydent, "popiera powołanie na Ukrainie pomarańczowej koalicji Bloku Tymoszenko z NU-LS i jednocześnie dąży do ucywilizowania opozycji".

W roli opozycji, zgodnie z wcześniejszymi oświadczeniami zarówno prezydenta, jak i Tymoszenko miałaby się znaleźć Partia Regionów obecnego premiera Wiktora Janukowycza.

- Chodzi o zaangażowanie opozycji we władzę wykonawczą. Prezydent będzie nalegał, by pomarańczowa koalicja współpracowała z opozycją w taki sposób, jak ma to miejsce w krajach rozwiniętych demokracji zachodnich - powiedziało żródło. - Juszczenko uważa, że jeśli na Ukrainie ma dojść do reform, koalicja musi po prostu dbać o opozycję.

Potwierdził to cytowany przez agencję Interfax-Ukraina zastępca szefa sztabu wyborczego bloku NU-LS, Mykoła Oniszczuk.

- Nie oznacza to (oświadczenie prezydenta), że prezydent mówił o powołaniu szerokiej koalicji - powiedział.

Wyjaśnił, że zdaniem prezydenta wszystkie siły, które będą zasiadać w nowym parlamencie powinny znaleźć nowy sposób współpracy, w tym również nową formułę działania na linii opozycja-koalicja.

Tymoszenko o koalicji



- Współpraca z Partią Regionów (premiera Wiktora Janukowycza) może rozwijać się w jednym kierunku: udzielenia opozycji parlamentarnej (Partii Regionów) wszystkich praw do kontrolowania działań władzy. Jakiekolwiek inne warianty współpracy (...) są wykluczone - czytamy w oświadczeniu sztabu wyborczego Bloku Tymoszenko.

Była premier podkreśliła jednocześnie, że w "przypadku sformowania koalicji między Partią Regionów a ugrupowaniem proprezydenckim, jej siła polityczna pozostanie w opozycji".

Przedstawiciel Bloku Julii Tymoszenko i kandydat tego ugrupowania na deputowanego Rady Najwyższej Andrij Szkil powiedział wcześniej, że w wygłoszonym w środę przemówieniu do rodaków prezydent Wiktor Juszczenko nie wzywał do powołania tzw. szerokiej koalicji.

- Ja nie usłyszałem takiego apelu. Prezydent zaproponował, moim zdaniem, by rozmowy o utworzeniu koalicji prowadziły dwa ugrupowania (które zdobyły najwięcej głosów w niedzielnych wyborach parlamentarnych), czyli z jednej strony Partia Regionów Ukrainy (premiera Wiktora Janukowycza), a z drugiej strony Blok Julii Tymoszenko -powiedział Szkil.

Polityk wyjaśnił, że apel prezydenta o powołanie koalicji, w której znalazłaby się Tymoszenko i Janukowycz, byłby absurdem.

- Nie mamy z "regionałami" nic wspólnego - powiedział.

tell a friend :: comments 0


nie mamy długu wobec Gazpromu. UE reaguje

Posted by admin on 2007-10-03 14:59:49 CEST

Ukraińskie państwo nie ma długów z tytułu dostaw gazu wobec Rosji, a sprawa długów wobec rosyjskiego monopolisty gazowego Gazprom jest wyłącznie kwestią pomiędzy podmiotami gospodarczymi - powiedział dziś rano ukraiński minister finansów Nikołaj Azarow. Według rosyjskich agencji Gazprom po południu poinformował, że Ukraina obiecuje spłatę zadłużenia.

Rosyjskie agencje powołując się na pierwszego wicepremiera Rosji Dmitrija Miedwiediewa podały, że Ukraina przyrzekła spłacić Rosji dług gazowy, by uniknąć zredukowania przez Gazprom dostaw surowca i zagwarantować stabilne dostawy do UE. Miedwiediew, który jest także szefem Rady Nadzorczej Gazpromu, powiedział w środę po rozmowach z ukraińskim ministrem energetyki Jurijem Bojko, że strony osiągnęły porozumienie, by uniknąć w przyszłości takich problemów.

Ukraiński szef resortu paliwowo-energetycznego Jurij Bojko wyleciał w środę rano do Moskwy w trybie pilnym na rozmowy z rosyjskim Gazpromem, który we wtorek zapowiedział, że może ograniczyć dostawy gazu ziemnego na Ukrainę, jeśli kraj ten do końca października nie ureguluje zaległych płatności na rzecz Gazpromu, wynoszących ok. 1,3 mld USD.

W komunikacie Gazprom napisał, że o problemach z dostawami gazu na Ukrainę powiadomił swoich europejskich partnerów. Koncern podkreśla w nim, że strona rosyjska w pełni realizuje swoją część kontraktu, a strona ukraińska systematycznie istniejących kontraktów nie wypełnia.

Są długi czy ich nie ma?

- Ukraina jako państwo i rząd nie ma żadnych długów wobec Rosyjskiej Federacji i wobec Gazpromu - powiedział Azarow podczas konferencji prasowej po posiedzeniu rządu w środę przed południem. Dodał, że sprawa może dotyczyć wyłącznie rozliczeń pomiędzy firmami". Azarow podał również w wątpliwość wyliczenia rzekomych długów przedstawione przez Gazprom.


Ostatnio zakręceniem kurków z gazem za długi Gazprom groził w sierpniu Białorusi, teraz straszy Ukrainę Fot. SERGEI GRITS AP

Ukraińscy obserwatorzy określili oświadczenie Gazpromu jako "wiadomość dla Julii Tymoszenko". Tymoszenko, przywódczyni bloku politycznego noszącego jej imię, może być kandydatką na stanowisko premiera, co z pewnością będzie źle odebrane przez Kreml.

Azarow powiedział też, że sprawa należności nie jest związana z sytuacją polityczną po wyborach, prawdopodobnie wygranych przez tzw. blok pomarańczowy składający się z partii Julii Tymoszenko i prezydenta Wiktora Juszczenki.

Także obecny premier Ukrainy Wiktor Janukowycz poinformował, że ma zamiar pojechać do stolicy Rosji, aby wyjaśnić sprawę długu za gaz.

KE interweniuje, ale chwali za Gazprom za informacje

W reakcji na całą sytuację Komisja Europejska (KE) poinformowała w środę, że planuje zaproszenie przedstawicieli rosyjskich i ukraińskich kompanii energetycznych, by przedyskutowali z ekspertami UE swój nowy spór w kwestii gazu.

Rzecznik KE Ferran Tarradellas Espuny powiedział o zamiarze zwołania w połowie października grupy koordynacyjnej ds. gazu.

- Europejscy odbiorcy rosyjskiego gazu nie ucierpią w związku z możliwym odcięciem dostaw gazu na Ukrainę - zapewnił pierwszy wicepremier Rosji Dmitrij Miedwiediew, który jest jednocześnie szefem rady dyrektorów Gazpromu.

W związku z tym Komisja Europejska (KE) w środę nazwała Gazprom "wiarygodnym dostawcą" energii do UE, doceniając, że rosyjski monopolista gazowy poinformował ją o możliwych przerwach w dostawach z powodu konfliktu z Ukrainą

Gazprom od 30 lat jest naszym stałym dostawcą. Ogólnie uważamy Gazprom za wiarygodnego dostawcę - powiedział w środę rzecznik KE ds. energii Ferran Tarradellas Espuny.

Porównał obecny konflikt pomiędzy Rosją a Ukrainą do kryzysu z zimy 2005/2006 roku, kiedy wstrzymanie dostaw na Ukrainę spowodowało zakłócenia w krajach UE.

- Pozytywne jest to, że Gazprom tym razem poinformował Komisję Europejską zanim podjął decyzję w sprawie przerw w dostawach - powiedział rzecznik KE.

tell a friend :: comments 0


Malicki: Na Ukrainie szansa na rząd "pomarańczowych" i reformy

Posted by admin on 2007-10-03 14:55:54 CEST

Według dyrektora Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego Jana Malickiego, wyniki wyborów na Ukrainie dają szansę na stworzenie gabinetu "pomarańczowych", spokojne rządzenie i przeprowadzenie ważnych dla Ukrainy reform.


Ukraińska Centralna Komisja Wyborcza (CKW) podała w środę rano wyniki niedzielnych wyborów parlamentarnych po obliczeniu 99,24 proc. głosów. Największe poparcie zdobyła prorosyjska Partia Regionów Ukrainy premiera Wiktora Janukowycza, na którą głosowało 34,21 proc. wyborców. Prozachodnia opozycja, Blok Julii Tymoszenko i prezydencki blok Nasza Ukraina - Ludowa Samoobrona (NU-LS) zdobyły odpowiednio 30,83 proc. i 14,22 proc. poparcia. Wśród 450 deputowanych nowej Rady Najwyższej (parlamentu) nie będzie przedstawicieli Socjalistycznej Partii Ukrainy.

"Wyniki wyborów dają szansę na przeprowadzenie reform, obiecanych jeszcze na Majdanie. "Pomarańczowi' otrzymują drugą szansę, a to się w polityce bardzo rzadko zdarza" - powiedział w środę Malicki.

Zwrócił jednak uwagę, że szansę tę otrzymali w bardzo trudnej sytuacji, "kiedy ich rządy się już trochę skompromitowały".

"Ludzie, którzy poszli na Majdan oczekiwali rządu silnego, sprawnego, a tymczasem powstał rząd słaby, doszło od razu do kłótni między największymi sojusznikami. Ludzie na Ukrainie tego nie rozumieli" - powiedział dyrektor Studium Europy Wschodniej. "Teraz mają kolosalną, drugą szansę w ręku" - podkreślił.

Według Malickiego, najważniejszymi sprawami dla Ukrainy są obecnie zmiana konstytucji, kwestie energetyczne, polityka zagraniczna i NATO. "Tylko rząd Julii Tymoszenko jest w stanie wrócić do rozmów z NATO i tylko z Julią Tymoszenką NATO jest w stanie znowu rozmawiać bez strachu, że znowu zostanie oszukane" - powiedział Malicki.

Jego zdaniem, zagrożeniem dla koalicji mogą być jednak nadmierne ambicje polityczne Juszczenki i Tymoszenko. "Nie wierzę, żeby Juszczenko przestał walczyć o swoje, albo zwłaszcza Julia Tymoszenko, która jest piękną kobietą, ale gwałtownego charakteru, przestała walczyć o swoje" - powiedział Malicki.

Ekspert wyraził jednak nadzieję, że politycy ci będą w stanie się porozumieć i pójść na kompromisy. "Jeśli nie zwyciężą teraz super ambicje, to Juszczenko ma pewną drugą prezydenturę, a Tymoszenko spokojne rządy" - dodał. Wyjaśnił, że warunkiem jest poparcie Juszczenki dla rządu Tymoszenko oraz rezygnacja Tymoszenko z kandydowania w wyborach prezydenckich.

Zdaniem Malickiego, w stosunku do Polski, nowy rząd gwarantowałby powrót układu, w którym Warszawa jest partnerem dla Ukrainy po stronie europejskiej, i do jeszcze większego ożywienia kwestii bilateralnych związanych m.in. z ropą i gazem.

Zaznaczył jednak, że stosunki Polski z rządem Janukowycza też nie były złe. "Przy rządzie Tymoszenko można by tylko być pewnym, że nie nastąpi nagła zmiana frontu" - dodał.


tell a friend :: comments 0


Rosyjska prasa: Partia Regionów może byc opozycją

Posted by admin on 2007-10-03 12:21:47 CEST

Rosyjskie gazety są zgodne, że zwycięska w wyborach na Ukrainie Partia Regionów może stać się opozycją. Według najnowszych danych, ugrupowanie, na czele którego stoi dotychczasowy premier Wiktor Janukowycz zdobyło nieco ponad 34 procent głosów.

Na drugim miejscu jest Blok Julii Tymoszenko, za którym opowiedziało się niemal 31 procent wyborców, na trzecim Blok Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona z poparciem ponad 14 procent. Dwa ostatnie ugrupowania najprawdopodbniej utworzą rząd.

"Rossijskaja Gazieta" zwraca więc uwagę, że najbardziej prawdopodobnym kandydatem na premiera jest Julia Tymoszenko. Przy obsadzaniu resortów gospodarczych będzie ona musiała liczyć się z opinią oligarchów, którzy - jak pisze dziennik - sponsorowali kampanię wyborczą obozu "pomarańczowych".

Gazeta "Kommiersant" zauważa, że do czasu sformowania nowego ukraińskiego rządu jest jeszcze dosyć długa droga i w tym czasie może dojść nawet do podziałów w szeregach "pomarańczowej koalicji" - tak jak było to po wyborach parlamentarnych w 2006 roku.

Gazeta "Izwiestia" dodaje , że powstaniu prozachodniej pomarańczowej koalicji - Bloku Julii Tymoszenko i partii Nasza Ukraina mogą przeszkodzić ambicje jej liderów.

tell a friend :: comments 0


FT": ukraiński premier musi godzić wschód z zachodem

Posted by admin on 2007-10-03 12:20:04 CEST

Nowy ukraiński premier, ktokolwiek nim zostanie, musi nauczyć się godzić wschód z zachodem. Dotyczy to zarówno skali kraju, jak i relacji z innymi państwami, zwłaszcza w kontekście ostatnich gróźb rosyjskiego Gazpromu - ocenia brytyjski "Financial Times".

Jeszcze zanim opadł kurz po ukraińskich wyborach parlamentarnych, Gazprom zażądał uregulowania długów Kijowa za gaz, niezależnie od tego, kto stworzy nowy rząd - przypomina gazeta.

"Dotychczas koncern wstrzymywał się od wydania takiego komunikatu, który mógł wprawić w zakłopotanie prorosyjskiego premiera Wiktora Janukowycza. Teraz takich skrupułów mieć nie będzie" - pisze dziennik.
"FT" zauważa, że rozmowy koalicyjne na Ukrainie mogą być trudne. Nie wiadomo, czy liderzy sił prozachodnich, prezydent Wiktor Juszczenko i była premier Julia Tymoszenko, którzy razem otrzymali większość głosów, będą potrafili wykorzystać swój wyborczy sukces - zauważa londyński dziennik.

Przypomina, że w 2004 roku ich kruchy sojusz trwał jedynie kilka miesięcy. Teraz oboje muszą wypracować jakiś modus vivendi. Jak zauważa dziennik, jest wiele punktów wspólnych, m.in. zbliżenie Ukrainy do UE, włączenie kraju do światowej gospodarki czy zmniejszenie niezależności od Rosji.

Cokolwiek jednak zrobią, muszą przedłożyć interes kraju przed swoje ego - pisze "FT". Podkreśla jednocześnie, że to reprezentująca zasobny wschód Ukrainy Partia Regionów Janukowycza pozostaje największą siłą parlamentarną.

"Nowemu rządowi nie wolno alienować wpływowego wschodu. Musi pogodzić się z ekonomiczną siłą oligarchów. Konfrontacja z nimi groziłaby destabilizacją całego kraju" - ostrzega "FT".

Konfrontacja z Rosją będzie jeszcze trudniejsze - przewiduje gazeta. "Moskwa nie może wetować decyzji Kijowa. A Ukraina musi spłacić swe energetyczne długi, by zagwarantować sobie niezależność" - podsumowuje "Financial Times".

tell a friend :: comments 0


Janukowycz wybiera się do Rosji rozmawiać o gazie

Posted by admin on 2007-10-03 12:18:49 CEST

Premier Ukrainy Wiktor Janukowycz nie wykluczył w środę, że w najbliższym czasie uda się do Moskwy, by omówić sprawy związane z ukraińsko-rosyjskimi stosunkami gazowymi. Janukowycz poinformował o tym w środę, otwierając posiedzenie rządu.

W najbliższym czasie przeprowadzimy naradę z prezydentem (Wiktorem Juszczenką;) i, jak sądzę, pojadę (do Moskwy - PAP), by popracować nad tą kwestią. Problem jest bardzo złożony - oświadczył Janukowycz.

W środę rano do Rosji wyleciał w trybie pilnym szef ukraińskiego resortu paliwowo-energetycznego Jurij Bojko.
We wtorek rosyjski Gazprom zapowiedział zmniejszenie dostaw gazu na Ukrainę, jeśli kraj ten nie spłaci w październiku długu przekraczającego 1,3 mld dolarów. W komunikacie Gazprom napisał, że o problemach z dostawami gazu na Ukrainę powiadomił swoich europejskich partnerów. Koncern podkreśla w nim, że strona rosyjska w pełni realizuje swoją część kontraktu, a strona ukraińska systematycznie istniejących kontraktów nie wypełnia.

Ukraińscy obserwatorzy określili oświadczenie Gazpromu jako "wiadomość dla Julii Tymoszenko". Tymoszenko, przywódczyni bloku politycznego noszącego jej imię, może być kandydatką na stanowisko premiera, co z pewnością będzie źle odebrane przez Kreml.

Blok Tymoszenko, choć zajął w niedzielnych wyborach parlamentarnych drugie miejsce za Partią Regionów Ukrainy premiera Janukowycza, planuje stworzyć koalicję rządową z proprezydenckim ugrupowaniem Nasza Ukraina - Ludowa Samoobrona (NU-LS).

Szef kijowskiego Instytutu Strategii Globalnych Wadym Karasiow mówi wprost, że oświadczenie Gazpromu to nacisk polityczny, związany z formowaniem pomarańczowej koalicji bloku Tymoszenko i NU-LS.

Ten komunikat (Gazpromu) to znak dla prezydenta Wiktora Juszczenki, że w razie powołania pomarańczowej koalicji rozmowy gazowe będą bardzo trudne - powiedział Karasiow.

Rzecznik ukraińskiego ministerstwa paliw i energetyki Kostiantyn Borodin wyraził zdziwienie oświadczeniem rosyjskiego koncernu. "Ukraina nie kupuje gazu od Gazpromu i w związku z tym nie ma wobec tego koncernu żadnych długów. Jest to spór między podmiotami gospodarczymi" - powiedział PAP.

Tymczasem ukraińska firma UkrGazEnergo, kupująca gaz od pośrednika Gazpromu w sprzedaży gazu na Ukrainie, spółki RosUkrEnergo, potwierdziła we wtorek, że rzeczywiście jest zadłużona u Gazpromu i że prowadzi rozmowy o spłacie długu.

tell a friend :: comments 0


Łytwyn z pomarańczowymi?

Posted by admin on 2007-10-03 10:06:11 CEST




Pomarańczowi będą może mieć w nowej Radzie Najwyższej całkiem solidną większość. Do koalicji tworzonej przez Blok Julii Tymoszenko i prezydencką Naszą Ukrainę-Ludową Samoobronę przyłączy się pewnie frakcja Wołodymyra Łytwyna.


Centralna Komisja Wyborcza obiecuje, że podliczy wszystkie głosy oddane na niedzielnych wyborach parlamentarnych dopiero w środę. Do liczenia zostało już jednak tylko niecałe 2 proc. i już dziś wiadomo, jaki będzie układ sił w nowej Radzie Najwyższej.

Partia Regionów premiera Wiktora Janukowycza będzie miała w izbie najsilniejszą frakcję, bo głosy na nią oddało w niedzielę najwięcej (34,14 proc.) wyborców. Znajdzie się jednak w opozycji razem Partią Komunistów Ukrainy, która z 5,35 proc. głosów kończy wyścig wyborczy na czwartym miejscu.

Miejsce drugie z 30,84 proc. głosów zajął faktyczny zwycięzca wyborów Blok Julii Tymoszenko. I to jego szefowa będzie teraz tworzyć rząd.

Tymoszenko oprze się też na posłach frakcji prezydenckiego bloku Nasza Ukraina-Samoobrona Ludowa, który otrzymał 14,30 proc. głosów.

Coraz więcej wskazuje na to, że do zwycięzców przyłączy się zajmujący do tej pory neutralne stanowisko w sporze Partii Regionów z pomarańczowymi Wołodymyr Łytwyn, były marszałek Rady. Blok Łytwyna, który otrzymał 3,95 proc. głosów, będzie teraz piątym ugrupowaniem parlamentarnym.

Kandydaci trzech ugrupowań, które teraz miałyby wejść do koalicji, w sumie zdobyli w wyborach 49,09 proc. głosów. Będą mieli jednak aż 250 posłów w 450-osobowej Radzie. Nawet bez Łytwyna pomarańczowi mieliby zresztą minimalną większość.

Były marszałek rozpoczął już negocjacje z pomarańczowymi. Wczoraj potajemnie spotykał się z Wiktorem Juszczenką. A Tymoszenko zapowiedziała, że "poważnie myśli" nad zaproszeniem Łytwyna do koalicji.

W Kijowie mówi się, że za wsparcie pomarańczowych Łytwyn będzie chciał znów zostać marszałkiem Rady.

Zanim jednak sytuacja w Radzie ostatecznie się wyjaśni, Ukrainę czeka spora seria protestów wyborczych. Otwarcie zapowiadają je socjaliści, którym do pokonania 3-proc. progu nie starczyło 0,1 proc. O łamanie ordynacji zaczęli oskarżać pomarańczowych także przedstawiciele Partii Regionów.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Результати екзит-полу PSB та Public Strategies

Posted by admin on 2007-10-03 07:27:18 CEST

Американські компанії PSB та Public Strategies оприлюднили результати власних екзит-полів в ефірі телеканалу ICTV.




За їхніми результатами до парламенту проходять 5 політичних сил: Партія регіонів - 34,5%, БЮТ - 30,4%, НУ-НС - 14,4%, КПУ - 5,2%, Блок Литвина - 4,0%.

tell a friend :: comments 0


Juszczenko nie pojedzie na szczyt WNP do Duszanbe

Posted by admin on 2007-10-03 07:09:56 CEST

Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko nie weźmie udziału w zaplanowanym na najbliższy czwartek i piątek szczycie przywódców krajów Wspólnoty Niepodległych Państw (WNP) w stolicy Tadżykistanu, Duszanbe.

Ukrainę będzie reprezentować minister spraw zagranicznych Arsenij Jaceniuk - poinformował we wtorek rzecznik ukraińskiego MSZ Andrij Deszczyca.

Zdaniem komentatorów, decyzja Juszczenki o pozostaniu w Kijowie związana jest z sytuacją polityczną na Ukrainie po niedzielnych przedterminowych wyborach parlamentarnych. We wtorek po południu, po podliczeniu przez Centralną Komisję Wyborczą 97,35 proc. oddanych w wyborach głosów, na pierwszym miejscu utrzymuje się prorosyjska Partia Regionów Ukrainy premiera Wiktora Janukowycza. Poparło ją 34,16 proc. wyborców.

Ugrupowania prozachodnie, Blok Julii Tymoszenko i proprezydencki blok Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona (NU-LS) zdobyły dotychczas poparcie odpowiednio 30,84 i 14,29 proc.

Do parlamentu wchodzą także komuniści, na których głosowało 5,35 proc. wyborców i Blok byłego przewodniczącego parlamentu Wołodymyra Łytwyna, który zdobył 3,95 proc. głosów.

Partie, które zdobyły w wyborach najwięcej głosów, zachowują na razie milczenie w sprawie przyszłej koalicji.

Blok Tymoszenko i NU-LS jeszcze przed wyborami twierdziły, że nową większość powołają właśnie one.

W powyborczy poniedziałek premier Janukowycz oświadczył ze swej strony, że misja utworzenia rządu, "zgodnie z tradycjami światowymi" powinna być powierzona jego ugrupowaniu. Janukowycz liczy na powstanie tzw. szerokiej koalicji, w której widziałby Partię Regionów i proprezydencki NU-LS.

Ostateczne wyniki wyborów parlamentarnych na Ukrainie zostaną ogłoszone w środę.

tell a friend :: comments 0


Naftohaz zaskoczony groźbą redukcji dostaw gazu przez Gazprom

Posted by admin on 2007-10-03 07:08:50 CEST

Ukraińska państwowa firma Naftohaz wyraziła we wtorek zaskoczenie groźbą rosyjskiego Gazpromu zredukowania dostaw gazu, jeśli Ukraina do końca października nie ureguluje długu wynoszącego 1,3 mld dolarów.

"Jesteśmy zaskoczeni. W ogóle nie rozumiemy, skąd się wzięły te liczby" - powiedział rzecznik Naftohazu Ołeksij Fedorow. "Zamierzamy przestudiować sytuację, by zrozumieć o co chodzi i jak tylko to nastąpi, określimy nasze stanowisko" - dodał.

Cytowany przez AFP anonimowy ukraiński analityk określany jako "bliski kręgom władzy" zinterpretował groźbę Gazpromu jako "wiadomość dla Julii Tymoszenko", możliwej kandydatki na stanowisko premiera Ukrainy w wyniku niedzielnych wyborów parlamentarnych; Tymoszenko jest źle postrzegana przez Kreml. "Jeśli Tymoszenko nie porzuci ambicji zostania premierem, będzie miała poważne problemy z gazem w styczniu 2008 roku", po wygaśnięciu obecnego kontraktu na dostawy paliwa na Ukrainę - powiedział analityk.

Ukraina płaci obecnie za 1000 metrów sześciennych gazu 130 dolarów, ale - zdaniem ekspertów - cena ta zostanie na pewno znacznie podwyższona w przyszłym roku, jeśli do władzy dojdą na Ukrainie partie wywodzące się z pomarańczowej rewolucji 2004 roku.

Po przeliczeniu 98,07 proc. głosów w niedzielnych wyborach parlamentarnych zwycięża prorosyjska Partia Regionów Ukrainy premiera Wiktora Janukowycza z poparciem 34,16 proc., ale najprawdopodobniej nie będzie ona w stanie utworzyć nowego rządu. Mają na to szanse prozachodni Blok Julii Tymoszenko, który zajmuje drugie miejsce (30,85 proc. głosów) i inne prozachodnie ugrupowanie blok Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona (14,28 proc. głosów). Na czele tego rządu miałaby stanąć Tymoszenko.

Także Rada Bezpieczeństwa Narodowego Ukrainy nie wiedziała we wtorek, o jaki dług upomina się Gazprom. "Takiego długu, opierając się na obecnych umowach, nie powinno być" - powiedział zastępca sekretarza rady Jurij Prodan. O niczym takim nie słyszał też u przedstawicieli władz.

Prodan przypomniał, że gaz na Ukrainę dostarcza pośrednik - spółka RosUkrEnergo. "Jeśli sprawa dotyczy jakiegokolwiek zadłużenia RosUkrEnergo wobec Gazpromu, to jest to kwestia ich umów" - podkreślił.

Gazprom zapowiedział we wtorek zmniejszenie dostaw gazu na Ukrainę, jeśli kraj ten nie spłaci w październiku długu przekraczającego 1,3 mld dolarów. W komunikacie Gazprom napisał, że o problemach z dostawami gazu na Ukrainę powiadomił swoich europejskich partnerów. Koncern podkreśla w nim, że strona rosyjska w pełni realizuje swoją część kontraktu, a strona ukraińska systematycznie istniejących kontraktów nie wypełnia.

tell a friend :: comments 0


Partia regionów nadal na prowadzeniu

Posted by admin on 2007-10-03 07:07:28 CEST

Centralna Komisja Wyborcza (CKW) podała wieczorem wyniki wyborów parlamentarnych na Ukrainie po obliczeniu 98,26 proc. głosów. Liczenie zostanie wznowione w środę rano.

Wg najnowszych danych z wieczora pierwsze miejsce nadal zajmuje rządząca Partia Regionów Ukrainy premiera Wiktora Janukowycza. Uzyskała 34,16 proc.

Ugrupowania prozachodnie: Blok Julii Tymoszenko i proprezydencki blok Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona otrzymały odpowiednio 30,85 proc. i 14,28 proc. Do parlamentu wchodzą także dwa mniejsze ugrupowania: Komunistyczna Partia Ukrainy (5,36 proc.) i Blok (byłego przewodniczącego parlamentu) Wołodymyra Łytwyna (3,95 proc.).

Socjalistyczna Partia Ukrainy, która w rozwiązanym przez prezydenta Wiktora Juszczenkę parlamencie była koalicjantem Partii Regionów Janukowycza, nie pokonała 3-procentowego progu wyborczego. Otrzymała 2,89 proc. głosów.

tell a friend :: comments 0


MON zapłaci 12 mln za budowę cerkwi

Posted by admin on 2007-10-03 07:05:12 CEST

"Dziennik": Radosław Sikorski, były szef MON, przeznaczył ponad 12 mln zł na budowę w centrum Warszawy cerkwi na potrzeby prawosławnego ordynariatu polowego. Inwestycja budzi kontrowersje, bo w polskim wojsku służy zaledwie 3 proc. wyznawców prawosławia. I choć Sikorski odpowiada, że szuka się na niego haka, minister Szczygło broni decyzji swojego poprzednika.

Gdy we wtorek "Dziennik" zadzwonił do Sikorskiego, by spytać go o powody tej decyzji, odpowiedział, że nie pamięta sprawy. Podkreślał jednak, że nie mógł jako szef MON promować tylko katolików.

Tym bardziej zaskakujące były jego słowa we wczorajszej rozmowie w Radiu Zet, gdzie stwierdził, że obecne szefostwo resortu zbiera na niego haki. "Jutro usłyszę, jaką skandaliczną decyzję podjąłem, godząc się na to, aby drugi co do wielkości ordynariat zbudował sobie kaplicę. Będzie tego więcej im bliżej wyborów" - tłumaczył. Wątpliwości mają jednak nawet partyjni koledzy Sikorskiego. - Budżetu MON nie powinno się obciążać budową jakiejkolwiek świątyni - mówi "Dziennikowi" Jadwiga Zakrzewska z PO, była wiceminister obrony narodowej.

Sam teren przekazany pod inwestycję jeszcze w 2000 r., gdy szefem resortu był Janusz Onyszkiewicz, wart jest około 80 mln zł. Jest to bardzo atrakcyjne miejsce na warszawskich Polach Mokotowskich, tuż obok gmachu MSWiA. Sikorski zdecydował o rozpoczęciu budowy tuż przed odejściem z resortu w styczniu. Budowa świątyni ma się zakończyć w 2012 r., ale już można stwierdzić, że będzie kosztować MON więcej niż zadeklarowane 12 milionów rocznie.

tell a friend :: comments 0


Podskoczy, nie jedzie

Posted by admin on 2007-10-03 06:58:25 CEST



Władze Rosji zachowują się jak kierownik stacji benzynowej w czasach deficytu. Mógł nalać klientowi, który mu się przypodobał. A mógł odpowiedzieć: - Nie ma.

Filozofię urządzania świata miał prostą i skuteczną - kto mi podskoczy, nie pojedzie.

Rosja jak on karze odcięciem od gazu i ropy tych, którzy jej podskoczą. Karała Białoruś w mroźnych początkach w 2004 r., karała zimą 2006 r. pomarańczową Ukrainę. I potem znowu zimą Białoruś. Teraz ponownie przed zimą grozi wracającym do władzy pomarańczowym na Ukrainie.

Robi to bez żenady. Znany z gruboskórności ambasador Rosji w Kijowie Wiktor Czernomyrdin otwarcie powiedział, że cena gazu zależy od składu rządu Ukrainy po wyborach. Skład okazał się nie taki i już dwa dni po wyborach Gazprom grozi, że odetnie gaz.

Urzędnicy w Brukseli, którzy dużo mówią o wspólnej polityce energetycznej Unii i konieczności dywersyfikacji źródeł surowców, ale mało w tej sprawie robią, nigdy nie tankowali u naszego kierownika. A szkoda. Nie wiedzą, że jeśli pozwoli mu się rozbestwić, to trzeba będzie go pytać, jaki skład rządów w ich krajach zapewni im niskie ceny gazu i ropy.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Atak gazowy na Ukrainę

Posted by admin on 2007-10-03 06:56:28 CEST




Rosyjski Gazprom postraszył wczoraj Kijów zakręceniem kurka z gazem. Akurat w chwili, kiedy wyborczy wynik pozbawił prorosyjskiego premiera szans na utrzymanie się przy władzy

Nie pierwszy raz Rosja straszy Ukrainę gazem. Niespełna dwa lata temu, kiedy Ukrainą rządził pomarańczowy premier Jurij Jechanurow, Rosjanie odcięli sąsiadowi dostawy, wymuszając na nim zgodę na drastyczną podwyżkę cen.