Maria Rowińska - Opole

Z wielką uwagą przeczytałam Pana książkę pt. „Wspomnienia z Ihrowicy na Podolu”. Są to wspomnienia budzące grozę i żal, że tyle rodaków zostało zamordowanych tylko dlatego, że byli Polakami.

W książce na str.111 napisał Pan, że ks. Stanisław Szczepankiewicz „został skierowany jako wikariusz i katecheta do Złoczowa”. Jest to błędne, gdyż w tejże książce na str. 25 jest napisane, że „ks. St. Szczepankiewicz (ur. w 1906 r., wyświęcony w 1932 r.) po święceniach kapłańskich przez dwa lata pracował w Zborowie jako wikariusz i katecheta. Funkcję proboszcza w Ihrowicy pełnił od stycznia 1934 r. do grudnia 1944 r., tj. do końca istnienia parafii, czyli prawie 10 lat”. Matematycznie to by się zgadzało. Na potwierdzenie bytności śp. ks. St. Szczepankiewicza w Zborowie przesyłam ksero ze zdjęcia, które m.in. otrzymałam od cioci Jadwigi Milkuckiej. Na zdjęciu tym następujące osoby od lewej siedzą: Jadwiga Milkucka, obecnie zam. w Sopocie, Janina Dobosz – Opole, ks. St. Szczepankiewicz, Jadwiga Gogólska - Prądy k/Opola, N.N; w drugim rzędzie - N.N, Bronisława Szymanowska, N.N.

Ja natomiast do tej pory nie mogę się dowiedzieć, co się stało z grupą 30 osobową, a w niej z dwoma osobami: tj. z siostrą mamy i z mężem drugiej siostry. Zostali aresztowani przez NKWD i na trzy dni przed wkroczeniem Niemców wywiezieni ze Zborowa w kierunku Tarnopola. Nikt do tej pory z tej grupy nie odnalazł się. Jest wiele domysłów, że może zastali zamordowani w więzieniu w Tarnopolu lub popędzeni w głąb Rosji. Wszędzie gdzie pisałam, otrzymywałam odpowiedź negatywną, tak ze strony ukraińskiej jak i rosyjskiej. Taka jest nasza Golgota Wschodu.

Ja urodziłam się w Zborowie. Moja mama Genowefa Zdanowicz z d. Krach, (zam. Zborów ul. Tarnopolska 3) - zginęła. W czasie ekspatriacji przyjechałam z dziadkami i ciocią do Opola i tak do tej pory tu mieszkam.

 

Romuald Wernik - Londyn

Nie jestem pewien czy odpisałem i podziękowałem Panu za nadesłaną książkę. Jeśli nie, to proszę mi wybaczyć. Jestem tak zarżnięty pracą pisarską, że czasami mi się plącze korespondencja. Odkładam ją na wolną chwilę, a później zapominam. Tak to jest, jak się jest już w starszym wieku. Piszę dziesiątki artykułów, mam terminy od wydawców moich książek, a dzień jest taki krótki.

W każdym razie dziękuję bardzo. Jest to praca bardzo wartościowa i konieczna. Ukraińcy wyrżnęli tylu Polaków. Dziś zapomina się już o tym, a co będzie za lat dwadzieścia, gdy nie będzie świadków tych wypadków? Namawiam wszystkich by pisali. Tu nie chodzi o jakieś literackie opracowanie. Tu chodzi o prawdę dziś zakłamywaną, o świadectwa i o pamięć o ludziach, którzy niewinnie dali gardła pod nóż i siekierę. O tym co tam się działo nie wolno zapomnieć i nie wolno nam żyjącym dopuścić do tego, by zapomniano. Jest to naszym obowiązkiem w stosunku do tych, którzy zginęli, bo oni ani o pamięć, ani o sprawiedliwość upomnieć się już nie mogą. Szkoda, że tak niewielu z nas o tym pamięta. Wdzięczny jestem Panu za przysłaną książkę i wdzięczność od wszystkich Kresowiaków Panu się należy. Ja już wtedy rąbałem las pod Archangielskiem, ale o Kresach wciąż piszę. Cała moja twórczość jest Kresom poświęcona, chociaż lepiej bym na tym wyszedł, gdybym pisał o czymś innym. Nie mogąc opisać moich przeżyć i wypadków, które widziałem, piszę opierając się na materiałach innych ludzi. Uważam, że wszystkim miejscowościom kresowym książka się należy. Szkoda, że ich nie ukazuje się więcej. Serdecznie dziękuję, pozdrawiam

 

Feliks Budzisz – Gdańsk

... serdecznie dziękuję za cenną przesyłkę: książkę, broszurę, artykuły i list oraz jeszcze raz za książkę, która jest ładnie, rzeczowo napisana i bogato ilustrowana. Są to niezaprzeczalnie jej duże zalety. Dzięki temu pana praca stanowi najtrwalszy pomnik, bo w bibliotekach przetrwa wieki. Pamięć ludzka wraz z naszym odejściem ustanie, a książka będzie trwać i przypominać tamtą tragedię i zbrodnię.

Ja chętnie takie książki gromadzę i wypożyczam znajomym, którzy często twierdzą, że o czymś takim pierwszy raz słyszą ...

Dziękuję również za ciepłe słowa o moim tekście, chociaż i cierpkie, czy tylko krytyczne przyjmę z wdzięcznością, bo one mi podpowiadają, jak można inaczej spojrzeć na problem czy fakt.

Przesyłam w rewanżu swoje wspomnienia, które napisałem może zbyt infantylnie, ale z taką intencją, żeby właśnie spojrzeć na tamte czasy oczyma trzynastoletniego chłopca. Czy mi się to udało, trudno powiedzieć. Ocenić mogą to inni.

Miałem kłopoty z wydaniem, ale na szczęście znalazł się ktoś i wydał. Liczył, że na tym zarobi, ale nie jest to takie proste. Trzeba by trochę reklamy, a wydaje mi się, że położył łapę na tym Związek Ukraińców w Polsce. Jednym książka się podoba, innym pewnie nie, bo nic nie mówią. Wielu domaga się, by napisać dalszą część, bo ich ciekawią dalsze losy osób wymienionych we wspomnieniach. Może nawet się i zabiorę, ale najpierw muszę zdobyć materiał, zwłaszcza z gazet Polski Lubelskiej, bo ciąg dalszy dotyczyłby tamtych czasów.

Jestem nastawiony na wszelkie uwagi krytyczne i o nie chcę prosić.

Wysyłam Panu również teksty, które pisałem w różnym czasie. Niech Pan zwróci uwagę na ten pt. „Nie obrażajcie nas”, który jest reakcją na bojkot uroczystości we Wrocławiu. Redakcja wykreśliła kilka zdań, ale pewnie bez szkody dla całości. Pan Siemaszko wysłał mi nawet gratulacje, co sprawiło mi radość i uspokojenie, że nie jest to złe.

Teraz siedzę nad materiałami z polsko-ukraińskich seminariów. Ukazały się już 4 tomy, a wkrótce będzie piąty. Takich zuchwałych, pokrętnych wypowiedzi, jakie są tam zamieszczane, poza Litopysami UPA trudno pewnie znaleźć. A polska strona przyjmuje je milcząco, bez protestu i jeszcze pozwala na ich druk. W 1. tomie, jeżeli usunie się referat prof. W. Filara, otrzymamy Litopys najczystszej, a właściwie - najbrudniejszej wody. Chcemy tutaj zaprotestować wobec wszystkich środowisk 27 DW AK.

Co do Przemyśla i Wrocławia, a właściwie władz tych miast, ich niegodziwych postaw - powinniśmy dać im to odczuć, by nigdy nie zaznawały spokoju, a zamiast życzeń świątecznych i noworocznych wysłać im odpowiednie teksty za tak bolesne upokorzenie nas i Ofiar OUN-UPA ...

 

Stanisław Białowąs - Wałbrzych

... O pańskim istnieniu dowiedziałem się od pana Bogdana Moroza podczas wspólnego spotkania z ks. M. Żydowskim ze Zbaraża. Dowiedziałem się wówczas, co się kryło pod pojęciem „wigilijna rzeź”, o której wspominała moja matka. Wiele z tego nie zapamiętałem, bo byłem nieco za mały. Matka nie potrafiła mi wytłumaczyć, dlaczego Polacy nie stawiali masowego i zorganizowanego oporu UPA, tylko uciekali w pola lub lasy rozpraszając się. Teraz wiem, że to był jedyny rozsądny i skuteczny sposób na przetrwanie.

Co kryło się za tymi ludobójczymi mordami? Wiem już dzięki „Wspomnieniom z Ihrowicy na Podolu”. Świadczą o tym owe furmanki, którymi wożono rabowany dobytek Polaków. Chodziło o mord i rabunek, a nie walkę o niepodległości

Włos mi się jeży na głowie na samą myśl o tym, że nasi senatorowie – „arcypatrioci” potępili akcję „Wisła” zapominając, że po jej zakończeniu zgasły łuny w Bieszczadach i ucichł żałobny płacz.

Zdziwiony jestem - czego nie ukrywam – swoistą „ukrainizacją” naszej polityki zagranicznej, czego nie widać na zasadzie wzajemności zrównoważonej po stronie Ukrainy. Oni mają w Polsce tablice pamiątkowe UPA na obszarach Zasania, a uzgodnienia prezydentów nie mogą doprowadzić do rozwiązania syndromu „Orląt Lwowskich”.

Zbliża się powoli wigilia 2004 roku, czyli 60. rocznica pamiętnej masakry. Żadne wspólne komisje rządowe nie będą w stanie wymazać tego z pamięci ludzkiej, choć próbuje się zmniejszyć do karykaturalnych rozmiarów straty żywiołu polskiego na Kresach.

Warto byłoby spowodować zainicjowanie procesu beatyfikacji wspaniałego człowieka, którego twórcze i pracowite życie bez skazy skończyło się tak tragicznie. Chodzi o ks. Stanisława Szczepankiewicza, który do ostatniej chwili swego życia trwał tam, gdzie było jego miejsce powołania, gdzie znalazł sens życia, działając na rzecz współpracy obu narodów, polskiego i ukraińskiego. Zginął bo był Polakiem, osobą niezwykłego autorytetu i głębokiej wiary. Tak jak Janusz Korczak nie opuścił swoich dzieci, tak samo postąpił ks. Stanisław.

Aby ta inicjatywa zrodziła pierwszy krok, potrzebne będą do tego dane osób, które albo były bezpośrednimi świadkami, albo znają tę tragedię od bezpośrednich świadków i są świadkami pośrednimi.

To pozwoli uzyskać od nich - w razie potrzeby - pisemne relacje dla potrzeb beatyfikacyjnych ...

Nie wiem jak długo ten proces będzie trwał, ale jestem przekonany, że zakończy się pomyślnie ....

Ofiary zbrodni UPA nie mogą ulec zapomnieniu, tym bardziej, że Ukraina powoli dryfuje w kierunku „drugiego Perejesławia” (ten pierwszy niczego ich nie nauczył) ...

Wigilijny wieczór, wsparty m.in. pustym talerzem dla niespodziewanego gościa, niech już nigdy więcej nie będzie przerywany napadami z toporem i widłami w rękach, jękiem konających ludzi ....

Zaznaczam, że nie mam nic do zarzucenia mniejszościom narodowym mieszkającym z nami pod wspólnym niebem. Pragnę, aby stereotyp Ukraińca – jeśli już taki jest - kojarzył się z postacią Iwana Franki, zamiast ryzuna, bandery, czy też .... mafii.

Myślę, że warto byłoby zrobić coś dla następnych pokoleń, aby utrwalić charakter polskości wspaniałych Kresów ...

 

Helena Szmigelska-Drzewiecka - Warszawa

.... Dziękuję za książkę i list. Popieram inicjatywę upamiętnienia w kościele rakołupskim księdza męczennika Stanisława Szczepankiewicza i Jego zamordowanych Parafian. Dobrze, że teraz można o tym mówić i pisać. Uważam, że należy wszelkimi sposobami utrwalić te wydarzenia, które nasze pokolenie przeżyło. Jesteśmy naocznymi świadkami tych tragicznych wydarzeń i naszym obowiązkiem jest pozostawić je dla przyszłych pokoleń. Nasi rodacy z centralnej Polski nie czują tego tragizmu.

Po ekspatriacji osiedlili nas w gospodarstwach ukraińskich koło Tomaszowa Lubelskiego. Przez stację Bełżec przejeżdżało bardzo dużo pociągów ze Wschodu i tam spotkaliśmy rodzinę Drzewieckich z Ihrowicy, ale ich zawieźli do Chełma.

Koło Tomaszowa mieszkaliśmy do lipca 1945 roku, ale jak mężczyźni wrócili z wojny to wyjechaliśmy do Gorzowa Wlkp., a w 1947 roku do Koszalina. W 1955 roku wyszłam za mąż za znajomego z Załoziec, który był oficerem. Od 1949 roku zamieszkaliśmy w Warszawie. W Jamnie k /Koszalina mieszkał Mateusz Białowąs i Władysław Litwin. Spotykaliśmy się często i wspominaliśmy tragiczne zdarzenia z Ihrowicy, Załoziec i innych miejscowości w województwie tarnopolskim. Wkładam do listu 20 złotych, jako składkę na fundusz tablicy - epitafium ku czci ks. S.Szczepankiewicza w kościele w Rakołupach.

 

Stefania Borkowska-Krzyśków - Goleniów

Janku wiesz, że w takim wieku, jak byłam w Ihrowicy, niewiele interesowałam się tym, co się działo wokół nas. Jeśli chodzi o moją rodzinę, to miałam brata Kazimierza urodzonego w 1922 r., Julka, który zginął pod Kołobrzegiem, o którego śmierci słyszałam trzy wersje. Twoja opisana w książce jest czwarta.

W latach siedemdziesiątych byłam na cmentarzu w Kołobrzegu i widziałam tablicę z nazwiskami poległych żołnierzy. Wśród nazwisk był Julian Krzyśków. W latach 90., gdy byłam tam powtórnie, to tablica była zmieniona i usytuowana w innym miejscu. Już nie było Juliana, a Julia Krzyśków. Nie wiem, czy po tylu latach ważne jest, żeby upominać się o zmianę.

Co do wyjazdu do Ihrowicy, to musisz wsiąść pod uwagę, że my pamiętający tragiczną Wigilię mamy już swoje lata. Nie rezygnuj z takiego planu. Na pewno znajdą się chętni na wyjazd.

Janku, pisanie na temat, o który prosisz, wymaga ogromnego wysiłku. Znacznie łatwiej jest odtworzyć z pamięci przekazując bezpośrednio. Przyjedź, opowiem wszystko co zapamiętałam ....

 

Antoni Iżycki - Wrocław

Ogromnie się cieszą, że powstała książka, w której opisana jest tragedia w Ihrowicy. Dziękuję za zamieszczenie mojej relacji o Dobrowodach. Takie książki stają się pamięcią o tych, którzy pozostali na zawsze w Małych Ojczyznach naszego urodzenia. Dobrze, że są jeszcze tacy ludzie jak Pan, którzy tę pamięć pielęgnują.

W tym czasie w Dobrowodach z rąk banderowców śmierć ponieśli

• rodzina Karola Dziedzica, który był na wojnie (w WP): żona Jadwiga zginęła przez uduszenie, córka - przez uduszenie, niemowlę - pierś przebita nożem.

•  Jan Witomski, lat ok.60, zamieszkały na Górze Babija. Został on zastrzelony na progu swojego domu przez sąsiada - bandytę, Andreja Koszyka. Żona zamordowanego, Ukrainka, oświadczyła, że bandyta zapukał w nocy do okna i poprosił po ukraińsku - Dliad'ku wiczynit! (Wujku otwórz!). Zastrzelił Witomskiego, gdy ten otwierał drzwi.

• Stachów mieszkał w uliczce blisko kościoła i Kooperatywy. Zwolniono go z wojska z powodu złego stanu zdrowia. Nocą, po kilku dniach od chwili jego powrotu, został napadnięty we własnym domu i zastrzelony w ogrodzie, gdy próbował uciekać przez okno. Ciało zamordowanego było zmasakrowane.

•  Paweł Sąsiadek, lat 70, mieszkał na ul. Kurnickiej. Był dziadkiem Kazimierza Iżyckiego, obecnie mieszkającego w Nysie oraz Władysława Taratuty z Korfantowa. W nocy został porwany z domu i uduszony drutem kolczastym. Ciało zamordowanego znaleziono po kilku dniach w rzece pod wsią Czumale. Pochował go mój dziadek - Franciszek Iżycki. Ponieważ nie było już polskiego księdza, zwrócono się do parocha grekokatolickiego z prośbą o chrześcijański pochówek. Ksiądz grekokatolicki kategorycznie odmówił. W czasie transportu ciała na cmentarz zebrani obok cerkwi Ukraińcy - była niedziela - śmiali się z tej tragedii i z takiego pogrzebu.

•  Minartowicz - lat 70. Mieszkała na ulicy Kurnickiej. Nocą została porwana z domu i ślad po niej zaginął. Wg miejscowych Ukraińców, ciało zamordowanej rozdziobały kruki i wrony w tzw. Kominyci na Dojihodach.

•  Olijowska, Polka, żona Ukraińca, lat 52, mieszkanka ul. Dubowieckiej. Wyszła z domu do rodziny w Opryłowcach i ślad po niej zaginął. Wg Ukraińców, prawdopodobnie zamordowana została w lesie.

•  Piotr Wysocki - powrócił z robót przymusowych z Niemiec. Żona jego była Ukrainką. Mieszkali przy drodze na Dubowce w mieszkaniu opuszczonym przez Polaków. W 1946 roku został zastrzelony, rzekomo przez NKWD, za współpracę z banderowcami. Do jego śmierci przyczyniła się żona. Po jego śmierci ukrywała się ona razem z banderowcami.

•  Piotr Wiciak - wrócił po wojnie zwolniony z wojska. Żona jego była Ukrainką. Mieszkali w gospodarstwie opuszczonym przez Polaków (Jadwigę Kurtesz). W 1946 roku rzekomo powiesił się. Do jego śmierci przyczyniła się również żona. Ukraińcy opowiadali, że najpierw został zamordowany, a następnie powieszony, co miało upozorować samobójstwo.

•  Niezidentyfikowana kobieta i mężczyzna. Pochodzili oni z innej miejscowości. Zostali zamordowani w oborze Zielińskich, na kolonii, przed wsią Kurniki. Wg Ukrainki Kowalskiej, mordu dokonali banderowcy z Dobrowód, bracia Buczkowscy.

Z opowiadań moich rodziców wiem, że na Korczunku zostały zamordowane dwie kobiety z Dobrowód. Wiem również, że mieszkały one na Górze Babija - w kierunku na Dubowce i Kol. Korczunek. Były to Ukrainki[51] - Michalina Kupyna i Czesława Nakonieczna[52].

 

 

Uniwersytet Opolski

Instytut Historii

Szanowny Panie!

Zainteresowała nas problematyka poruszona w Pana pracy. Jeśli to możliwe prosimy o udostępnienie nam tej książki. Będzie ona wykorzystywana przez pracowników i studentów Instytutu Historii Uniwersytetu Opolskiego.

Z wyrazami szacunku

Dyrektor Instytutu Historii, prof. dr hab. Adam Suchoński

 

Opole, 25. 01. 2000 r.

 

 

 

Możemy przebaczyć, ale nie zapomnieć

 

Obchody 50. rocznicy mordu Polaków w Ihrowicy, Kołodnie, Netrebie i Kurnikach

Od 1993 r. czyniłem starania o uporządkowanie zbiorowej mogiły Polaków zamordowanych w Ihrowicy oraz postawienie na niej krzyża lub innego symbolu właściwego temu miejscu. Decyzję uzależniono od zgody Tarnopolskiej Rady Narodowej. Jednak ten władny urząd uzależnił zezwolenie od werdyktu Rady Najwyższej Ukrainy w Kijowie. Czas płynie, a zezwolenia jak nie było, tak nie ma.

Starsze pokolenie z niecierpliwością oczekiwało uroczystości chociażby symbolicznego pochówku ofiar banderowskich mordów, jeśli już nie na cmentarzu w Ihrowicy, to w jakiejś parafii w Polsce, gdzie żyją Ihrowiczanie. Wybór padł na Korfantów w województwie opolskim. Jest tam piękny kościół w stylu rokoko oraz duży i zadbany cmentarz. Ks. dziekan, proboszcz tej parafii, Andrzej Ziółkowki okazał przychylność i pomoc tej inicjatywie.

Naoczni świadkowie zbrodni UPA-SKW to ludzie starsi. Nie można więc było zwlekać z uroczystością, ale jak najszybciej zorganizować spotkanie, by mogli jeszcze uczestniczyć w tym symbolicznym pogrzebie pomordowanych. W Korfantowie mieszkają nie tylko przesiedleńcy z Ihrowicy, ale również byli mieszkańcy Kurnik, Netreby, Kołodna i innych miejscowości z Wołynia i Małopolski Wschodniej, w których popełniono ukraińskie zbrodnie.

Kresowianie szybko doszli do porozumienia i wyłonili Komitet Budowy Pomnika. W jego skład weszli przedstawiciele czterech miejscowości: Ihrowicy, Kurnik, Kołodna i Netreby. Dzięki ich ofiarności pomnik został odsłonięty 10 września 1995 r.

         Upamiętnienie tragedii czterech kresowych wsi[53]

„Obelisk, symboliczny grób, został ufundowany ze składek byłych mieszkańców: Ihrowicy, Kołodna, Kurnik i Neterby oraz ich rodzin i krajan zamieszkałych w kraju i za granicą. Organizatorami uroczystości byli: Władysław i Jan Białowąs, Stanisław Błaszczuk, Zygmunt Buczkowski, Jan Chmielewski, Stanisław Drzewiecki, Władysław Frydel i Tadeusz Mikołajów. Wydatnej pomocy udzielili: ks. dziekan Andrzej Ziółkowski, proboszcz parafii pod wezwaniem Świętej Trójcy, władze administracyjne na czele z Tadeuszem Nowackim, przewodniczącym Rady Miejskiej i Gminnej Korfantowa.

W uroczystościach wzięło udział około tysiąca osób. Były cztery poczty sztandarowe: Związku Żołnierzy Armii Krajowej Obszaru Lwowskiego z Wrocławia, Koła Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych, Ochotniczej Straży Pożarnej i Szkoły Podstawowej z Korfantowa.

Uroczystości rozpoczęto w miejscowym kościele Mszą Świętą koncelebrowaną przez ks. dziekana Andrzeja Ziółkowskiego, proboszcza miejscowej parafii, o. prof. dr. hab. Mieczysława Alberta Krąpca, b. rektora Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, pochodzącego z Berezowicy Małej w pow. zbaraskim, o. Bolesława Stanisławiczyna i ks. Dariusza Gorejowskiego, których rodzice byli mieszkańcami Kresów Południowo-Wschodnich w woj. tarnopolskim.

Okolicznościową homilię wygłosił o. prof. Krąpiec. Nawiązując do tragicznych dni i losów polskiej ludności na Kresach Wschodnich w okresie II wojny światowej wskazał na sprawców zbrodni, skrajnych nacjonalistów spod znaku OUN - UPA, którzy kierując się faszystowską ideologią wciągnęli do udziału w rzeziach znaczne grupy ukraińskiego chłopstwa, powodując straszliwą śmierć kilkuset tysięcy Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Uroczysty charakter Mszy Świętej podkreśliły wspaniale wykonane przez Jana Kapturkiewicza z Nysy pieśni religijno-patriotyczne.

Po Mszy Świętej uformował się kondukt żałobny. Na jego czele potomkowie rodzin pomordowanych z czterech miejscowości nieśli urnę z ziemią wołyńsko-podolską przywiezioną z miejsc polskiej tragedii. Za nimi podążały poczty sztandarowe, a następnie Kresowianie i miejscowa ludność. Po przebyciu kilkusetmetrowej drogi na cmentarz uczestnicy zgromadzili się wokół postawionego obelisku - symbolicznego grobu ofiar banderowskich zbrodni.

Uroczystość na cmentarzu rozpoczął krótkim wystąpieniem Władysław Białowąs, przewodniczący Komitetu Budowy Pomnika, który powitał wszystkich zebranych i podziękował za liczne przybycie. Następnie ks. Andrzej Ziółkowki poprowadził wspólną modlitwę za dusze pomordowanych Polaków, po czym poświęcił symboliczny grób.

Odsłonięcia pomnika dokonali najstarsi wiekiem świadkowie tragicznych wydarzeń - Stanisław Drzewiecki z Ihrowicy i Francisza Wiciak z Netreby. Urnę z ziemią zroszoną polską krwią z Wołynia i Podola włożył do grobu Kazimierz Gabryk liczący sobie 90 lat, były mieszkaniec wsi Kołodno na Wołyniu.

Jako pierwszy zabrał głos Tadeusz Nowacki, przewodniczący Rady Miejskiej i Gminnej w Korfantowie. Stwierdził on m.in., że dawna nazwa Korfantowa to Friland, co oznacza wolny kraj, wolny teren. Obecnie mieszkańcy Korfantowa, chociaż pochodzą z różnych stron, z Kresów Wschodnich i z Polski Centralnej, pielęgnują wspólną tradycję polskości. Wieś, dzięki zasługom wielu jej mieszkańców, uzyskała w 1993 roku prawa miejskie. - Cieszą nas - podkreślił mówca - wszelkie inicjatywy rodzące się na naszym terenie. Cieszymy się, że to właśnie tu u nas w Korfantowie zbudowano obelisk ku czci pomordowanych Polaków, mieszkańców Ihrowicy, Kurnik, Netreby i Kołodna .... Tadeusz Nowacki zapewnił, że miejscowe społeczeństwo i władze Korfantowa będą dbały o estetyczny wygląd symbolicznego grobu, stanowiącego ważną cząstkę naszej historii.

W imieniu Komitetu Budowy Pomnika przemówienie wygłosił Jan Białowąs, były mieszkaniec Ihrowicy (fragmenty wystąpienia podajemy na dalszych stronach).

Trzecim mówcą był Szczepan Siekierka, przewodniczący Zarządu Głównego Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu. W swoim wystąpieniu wysoko ocenił zarówno inicjatywę, jak i przebieg uroczystość odsłonięcia pomnika upamiętniającego tragedię mieszkańców czterech polskich wsi kresowych. Stwierdził, że Kresowiacy nabierają coraz więcej odwagi w odkrywaniu i mówieniu prawdy o tragicznych wydarzeniach na Kresach Wschodnich. - Po 50 latach możemy wreszcie mówić i powinniśmy mówić pełnym głosem o tym, co się zdarzyło w tamtych tragicznych latach 1939 – 1945 – podkreślił S. Siekierka. Wskazał również, że musimy wygrać walkę z czasem i wszelkimi sposobami dążyć do zbierania dokumentów zbrodni na kresowej wsi. To może uczynić tylko to pokolenie, które przeżyło zbrodnie, a obecnie już odchodzi. Tylko ono może dać świadectwo prawdzie i ocalić ją od zapomnienia dla potomnych i historii. Zebranie relacji i opisów czystek etnicznych od bezpośrednich świadków jest podstawowym i patriotycznym obowiązkiem nas wszystkich żyjących Kresowaików, którzy zetknęli się bezpośrednio lub pośrednio z okrucieństwem bojówek OUN–UPA, ukraińskiego faszyzmu. Tylko rzetelny rachunek wzajemnych krzywd przedstawiony w dokumentach oraz potępienie zbrodni OUN-UPA przez samych Ukraińców może dopomóc w ułożeniu dobrosąsiedzkich stosunków między obu narodami: polskim i ukraińskim.

Kolejnym mówcą był prof. Edward Prus, znany historyk, autor licznych książek i publikacji demaskujących zbrodnicze oblicze i ideologię OUN-UPA. Prof. Prus, jako przewodniczący Polskiego Stronnictwa Kresowego, zaapelował do zebranych o czynne poparcie nowopowstałego Stronnictwa Kresowego. Wskazał, że Kresowiacy oraz ich rodziny stanowią prawie jedną trzecią polskiego społeczeństwa, a dotychczas nie posiadają swojej reprezentacji w Parlamencie, czego skutki są powszechnie znane.

Na zakończenie uroczystości zebrani odśpiewali „Rotę”, a delegacje i pojedyncze osoby złożyły wieńce i kwiaty oraz zapaliły znicze na symbolicznym grobie ofiar zbrodni ukraińskiego faszyzmu.

Następnie wszystkich przyjezdnych poproszono na wspólny obiad - biesidę, która trwała do późnych godzin popołudniowych. Spotkali się byli sąsiedzi, krewniacy, przyjaciele i rodziny z Ihrowicy, Kołodna, Kurnik i Netreby. Ożyły wspomnienia z rodzinnych stron przyćmione kirem żałoby za tych, którzy pozostali tam na zawsze, często bez grobu, znaku krzyża i nazwiska, zakopani w ziemi w nieznanych miejscach.

Przed odjazdem uczestnicy spotkania zobowiązali organizatorów uroczystości w Korfantowie do przygotowywania corocznych zjazdów krajan przy symbolicznym grobie bliskich, przyjaciół, znajomych, sąsiadów i rodaków kresowych.

 

Fragmenty wystąpienia Jana Białowąsa, członka Komitetu Budowy Pomnika:

Szanowni i drodzy goście, byli mieszkańcy Ihrowicy, Kołodna, Kurnik i Netreby oraz ich rodziny, gościnni mieszkańcy Korfantowa.

W imieniu Komitetu Organizacyjnego dzisiejszej uroczystości poświęconej pamięci zamordowanych przez ukraińskich faszystów naszych rodaków na Ziemi Wołyńskiej i Podolskiej, witam Was serdecznie!

50 lat minęło od chwili, gdy ukraińscy terroryści z pod znaku OUN-UPA dokonali czystki etnicznej na wschodnich terenach II Rzeczypospolitej. Czynili to planowo od jesieni 1942 r. konsekwentnie realizując swój plan nakreślony w uchwałach wielkiego zboru OUN, podjętych jeszcze w 1929 roku. Uchwały te nakazywały usunięcie z ziem ukraińskich wszystkich Polaków, Żydów i innych „zajmańców” dla stworzenia warunków do rozwoju ukraińskiej nacji w granicach przyszłego państwa. W tym celu były stworzone bojówki OUN, a później UPA, które od 1943 roku podjęły akcję wycinania w pień wszystkich, którzy nie byli Ukraińcami. Dlatego dla nas Polaków, UPA jak i inne kolaborujące z Niemcami hitlerowskimi formacje policyjno-wojskowe, były i pozostaną organizacjami zbrodniczymi. W szczególności UPA, a zwłaszcza grupy służby „bezpeky”, wsławiły się szczególnym okrucieństwem i wyrafinowanymi metodami zadawania śmierci. Ludność polska z Ihrowicy, Kołodna, Netreby i Kurnik może zaświadczyć, jak wyglądała czystka etniczna w wykonaniu UPA. Chodziło w niej nie tylko o wypędzenie Polaków, ale o całkowitą, fizyczną ich likwidację.

Dodatkowym ułatwieniem dla morderców było pozbawienie naturalnych obrońców ludności polskiej przez dokonany pobór większości mężczyzn w wieku od 18 do 55 lat do Wojska Polskiego wiosną i latem 1944 roku.

Ukraińscy szowiniści szerzyli wtedy brutalne hasła, takie jak np.: „zabicie jednego Polaka to 1 metr wolnej ziemi dla wolnej Ukrainy”. Uważali oni, że wyniszczenie Żydów i Polaków ułatwi po wojnie powstanie wolnej Ukrainy.

Jeszcze przed napadem na Ihrowicę upowszechniali informację, że od 25 grudnia 1944 r. przybędzie dużo ziemi dla wolnej Ukrainy, dzięki temu, że zostaną zniszczeni wszyscy Polacy. Przez kilka dni bojówki UPA gromadziły siły i środki przygotowując się do napadu. Jako najdogodniejszy dzień wybrano wigilię Bożego Narodzenia 24 grudnia 1944 roku, gdy wszyscy zasiadają do wspólnej wieczerzy i dzielą się opłatkiem.

Jedyną naturalną przeszkodą w planach UPA był uzbrojony posterunek 17 letnich chłopców służących w Istrebitielnym Batalionie. Fakt ten zmusił napastników do użycia broni maszynowej w ataku na budynek domu ludowego, gdzie mieścił się ten posterunek. Dzięki temu atak stał się sygnałem ostrzegawczym dla wielu mieszkańców Ihrowicy, dał czas do ucieczki i ukrycia się przed napastnikami.

Drugim kolejnym sygnałem ostrzegawczym był napad na plebanię. Ks. Stanisław Szczepankiewicz, w czasie kiedy mordercy wyłamywali drzwi do plebanii, zdążył zaalarmować swoich parafian dzwoniąc sygnaturką na trwogę. Nie zdążył jednak zbiec, poniósł śmierć męczeńską, zarąbany siekierami razem z matką, siostrą i bratem.

To właśnie tym 17 letnim chłopcom z Isterbitielnoho Batalionu i odwadze zamordowanego Księdza Proboszcza, wielu Ihrowiczan zawdzięcza swoje życie.

Jak się dowiedzieli Polacy już po napadzie, napastnicy na odprawie SKW omawiali swe błędy, w wyniku których nie udało im się wymordować wszystkich Polaków - mieszkańców Ihrowicy. Na tej odprawie zastanawiano się, co zrobić z Kazimierzem Litwinem, żołnierzem IB, którego pojmali podczas walki. Oprawcy zgotowali mu męczeńską śmierć ucinając głowę. W jakiś czas później dziadek Kazika, szukająć zwłok swego wnuka, odnalazł jedynie uciętą głowę. Owinąwszy ją jak najdroższą relikwię zaniósł na cmentarz i pogrzebał w grobie księdza Szczepankiewicza.

Liczba ofiar zbrodni UPA w Ihrowicy wyniosła 89 osób.

Kołodno w powiecie krzemienieckim to duża wieś, w której Polacy stanowili 60 proc. ludności. Dzieliła się ona na Kołodno Lisowszczyznę i Kołodno Siedlisko. Granicę między nimi stanowił zespół pałacowo-parkowy Zygmunta hr. Grocholskiego. Pierwsze morderstwa na Polakach popełniono tu jesienią 1942 r. Uprowadzonym do lasu mężczyznom bandyci z UPA zadawali okrutną śmierć, m.in. rozrywali usta i wkładali kartki z napisem „Polska od morza do morza”. W czerwcu 1943 r. została zamordowana przez upowców pani Gorzkowska z 17 letnią córką. Bandyci poobcinali im piersi i nimi na ścianie ich mieszkania napisali: „Smert’ Lacham”.

14 lipca 1943 r. między godziną 14 a 15 na obie wsie napadły uzbrojone bojówki UPA. Mordercy w grupkach po 2 - 3 osoby chodzili po polskich zagrodach, najpierw pytając o gospodarza. Kiedy go znajdowano, kazano wszystkim wchodzić do domów. Tam ich zabijano strzałami z bliskiej odległości albo siekierami. Najpierw rodziców, potem dzieci i starców. Tak samo rozprawiali się z uciekającymi. Nie strzelano na zewnątrz budynków, ażeby ludność polska nie została od razu zaalarmowana i nie rzuciła się do ucieczki. Z tego powodu sąsiedzi nie wiedzieli, co się dzieje na posesjach obok. Napastnicy metodycznie rozprawiali się z każdą polską rodziną. Wskazówek, gdzie mieszkają Polacy, udzielali miejscowi Ukraińcy. Rzeź Polaków trwała około 3 godziny. Uratowali się tylko ci, którzy zdołali uciec i ukryć się w zbożach lub przebywali poza domem, w polu czy na pastwisku. Zabudowania rodzin polskich palono. Pomordowanych Polaków grzebano gdzie popadło, w rowach, piwnicach, sadach, przeważnie w miejscu zbrodni lub w pobliżu. Powstały także zbiorowe mogiły. Jedna z nich, w Kołodnie - Siedlisku ,skryła 95 pomordowanych. Ofiary wrzucano i to dość często do studzien. Do mordów podburzał miejscowy duchowny prawosławny. Łączniczką w UPA była Katarzyna Adamczuk z Kołodna, która po wojnie zamieszkała w Polsce.

Liczba Polaków zamordowanych jednego tylko dnia, 14 lipca 1943 r., w obu wsiach, waha się od 320 do 500 osób. Polacy z Kołodna żyjący obecnie w Korfantowie podają liczbę 496 ofiar. Całkowicie wymordowano 22 rodziny w Kołodnie Lisowszczyźnie i 12 rodzin w Kołodnie Siedlisku.

Terror UPA nie odebrał wszystkim Ukraińcom ludzkich uczuć. Niektórzy ratowali Polaków ukrywając ich w swoich gospodarstwach.

Po morderczej „robocie” zlikwidowania wszystkich Polaków w Kołodnie, upowcy od wieczora do rana następnego dnia sypali kopiec koło kościoła katolickiego dla upamiętnienia swego „zwycięstwa”.

W swoim pamiętniku Piotr Rozwadowski napisał: „Słyszałem z ukrycia okrzyki radości banderowców z odniesionych sukcesów. Na zakończenie odśpiewali hymn „Szcze ne umerła Ukraina”,

Kurniki to wieś zamieszkana w połowie przez Ukraińców, a w połowie przez Polaków. Wobec narastającej w okolicy fali morderstw, mieszkający we wsi Polacy opuścili rodzinne domy, chroniąc się w Zbarażu. Miejscowi banderowcy z SKW, chcieli się wykazać „rzetelną” służbą dla Ukrainy, ale było Polaków do zabijania. Wszyscy wyjechali. Ukraińcy zastosowali więc podstęp. Udając oficerów NKWD ze Zbaraża zaproponowali mieszkańcom Kurnik wyjazd do swoich zagród po żywność. Udało im się namówić 8 osób. Jeden z oficerów, którego znali Polacy, był rzeczywiście enkawudzistą lecz działał prawdopodobnie w zmowie z banderowcami. To osłabiło czujność niektórych Polaków. Wyjechali furmankami do Kurnik lecz do nich nie dotarli. Wywieziono ich do lasu, gdzie banderowcy zgotowali im męczeńską śmierć. Stało się to wiosną 1945 r. Dopiero po kilku tygodniach odnaleziono ich zwłoki w lesie za Zbarażem. W ten sposób działacze SKW spełnili rozkazy dowódców UPA o eksterminacji Polaków w swojej miejscowości. Tego samego roku w tejże wsi banderowcy zamordowali jeszcze dwie osoby, tuż przed ich wyjazdem do Polski. Tak więc nie wypędzenie Polaków było celem banderowskiego działania, ale całkowita eksterminacja - czyste ludobójstwo.

Netreba była wsią zamieszkała wyłącznie przez ludność polską. Liczyła 54 zagrody. Mieszkali w niej też ocaleli z pogromów uciekinierzy z Kołodna i innych sąsiednich wsi. We wsi istniała zorganizowana samoobrona, która skutecznie czuwała nad bezpieczeństwem mieszkańców.

Tragicznym dniem dla Netreby był 8 października 1943 roku. Tego dnia kilku żołnierzy niemieckich i kilku ukraińskich policjantów przywiozło do wsi młockarnię, Chodziło o dokonanie szybkiego omłotu zboża, aby usprawnić oddanie kontyngentu zbożowego. W tej sytuacji mieszkańcy wsi zmuszeni zostali ukryć posiadaną broń i zmniejszyć liczbę wart i patroli. Wykorzystali to banderowcy, będący w zmowie z ukraińską policją. Wiedząc, że Niemcy opuścili już wieś, o czym nie wiedzieli Polacy, pod osłoną nocy banderwowcy dokonali napadu. Ukraińcy spalili całą wieś i zamordowali 11 osób. Większość mieszkańców zaalarmowana strzałami ratowała się ucieczką i ukryciem w schronach. Upowcom zależało na zlikwidowaniu czysto polskiej wsi Netreba, gdyż uważali ją za dobrze zorganizowaną i dysponującą sprawną samoobroną stanicę polskości w pobliżu Zbaraża.

Tylko w tych czterech wsiach, których mieszkańcom postawiliśmy pamiątkowy obelisk, razem zginęło z rąk oprawców UPA 606 osób. Lista podobnych miejscowości jest bardzo długa i nie sposób jej tutaj przedstawić. Ciężko jest o tym mówić, ale nie wolno nam milczeć, aby nie zatarła się pamięć o polskiej ludności kresowej, która przeżyła prawdziwą tragedię, a historię zapisała swoimi trupami, ranami i łzami.

Możemy swym pobratymcom Ukraińcom przebaczyć, ale nie wolno nam zapomnieć. Jakże aktualnie brzmią słowa jednego z bohaterów III części Dziadów Adama Mickiewicza – „Jeśli zapomnę o nich, Ty Boże zapomnij o mnie na wieki”.

Dziś, kiedy obchodzimy ten najsmutniejszy jubileusz naszego życia, herosi z UPA czczą 50. rocznicę jej powstania. Głoszą na cały świat jej zasługi, wybielając przy tym zbrodnicze czyny. Niektórzy Polacy są zdania, żeby nie rozdrapywać ran, by zostawić czystą kartę historii nowym pokoleniom, które nie są obciążone tą zamiecią historii. Uważamy, że jest to poważny błąd. Należy ostrzec nowe pokolenie i przekazać prawdę o zbrodniczych czynach UPA. Musimy dokumentować zbrodnie, dopóki żyje jeszcze pokolenie bezpośrednich świadków tych wydarzeń. Z doświadczenia wiemy, że zbrodnia nie osądzona, nie ukarana i nie potępiona - kusi do jej powtórzenia.

Jesteśmy wdzięczni profesorowi Edwardowi Prusowi za odwagę, za jego publikacje ukazujące źródła i mechanizmy zbrodni OUN-UPA. Z uznaniem odnosimy się do Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów, jego Zarządu Głównego we Wrocławiu i prezesa Szczepana Siekierki, a także do zespołu wydającego czasopismo „Na Rubieży” za dokumentowanie zbrodni popełnionych przez OUN-UPA na polskiej ludności kresowej oraz za ocalenie od zapomnienia jej tragicznej historii.

Niepokoi nas fakt, że nadal trwa wielka cisza wokół zbrodni dokonanych na kresowej ludności przez bojówki UPA. Milczy władza, milczą lub fałszują te wydarzenia publicyści, zachowuje obojętność wyższa władza kościelna, chociaż rachunek tych strat jest przerażający. Spekuluje się polską krwią i dzieli na tę przelaną w Katyniu - jako najcenniejszą, tę w Oświęcimiu uważa się za średniej wartości, a tę, co ją wytoczyła UPA z polskiego chłopa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodnie - pomija się we wszystkich apelach, jako mniej cenną.

W bieżącym roku na polskiej ziemi, w województwach przemyskim i zamojskim postawiono obok grobów ich ofiar pomniki sławy bandytom z UPA. Centralne władze milczą i udają, że nie wiedzą. Sławi się czyny UPA na terenach polskich, jako rzekomą walkę z komunistyczną władzą, a zapomina się, że te ziemie są usłane tysiącami trupów polskiej ludności. Akcję „Wisła” porównuje się niemal do zbrodni przeciwko ludzkości, a zapomina się o rzeczywistych sprawcach tej akcji. Jeśli można za coś potępić ówczesne władze Polski Ludowej, to za to, że nie umożliwiły wyjazdu Ukraińcom do sowieckiego raju w latach 1945-46, ale zesłały te ponad 100 tysięcy ludzi na polskie Ziemie Zachodnie.

Gdy w Polsce stawia się bez zezwolenia pomniki sławy mordercom z UPA, umieszcza na nich jej symbole i chwali się zbrodnicze jej czyny, na mogiłach Polaków pomordowanych na Wschodzie często brakuje nawet krzyży, symboli ich wiary.

„Historia obu naszych narodów - jak pisze prof. Edward Prus - notuje więcej współpracy niż walki. Nigdy nie potępialiśmy i nie potępiamy całego narodu ukraińskiego za to, co się działo na Wołyniu, Podolu, Pokuciu i w woj. lwowskim w latach 40-tych. Byliśmy często dobrymi sąsiadami, a świadectwem przykładnego współżycia było wiele rodzin mieszanych polsko-ukraińskich. Wspólnie świętowano uroczystości religijne, modlono się do tego samego Boga. Łączą nas kości zmarłych na wspólnych polsko-ruskich cmentarzach.

Za to, co się stało, główną winę ponoszą Ukraińcy szowiniści spod znaku OUN-UPA. To oni zatruli atmosferę współżycia wzajemnego swoimi hasłami: „Smert Żydam, Lacham i niepotrebnym ukrainciom”, a za tych niepotrzebnych uważali wszystkich, którzy potępiali zbrodnie, sprzyjali Polakom, pomagali, ratowali od niechybnej śmierci z rąk banderowskich oprawców, a przede wszystkim rozumieli, że droga do wolnej Ukrainy nie musi prowadzić przez krew i polskie trupy. Z takimi Ukraińcami służba „bezpeky” OUN-UPA obchodziła się również brutalnie, tak jak z Polakami. Z obliczeń historyków wynika, że na byłych Kresach Wschodnich II RP zostało zamordowanych około 30 tysięcy Ukraińców. Wyrażamy wdzięczność tym Ukraińcom, którzy okazywali ludzkie odruchy i współczucie ofiarom swych pobratymców.

Nasze drogi z kresowych ziem - Ihrowicy, Kołodna, Kurnik i Netreby - prowadziły do kraju nie tylko najkrótszym szlakiem przez Lwów. One prowadziły też przez Sybir, Kazachstan, Lenino, Monte Cassino i niewolniczą pracę w III Rzeszy. Droga każdego kresowiaka była swoistą golgotą. Przebywaliśmy ją w różny sposób. Trwała pół wieku i dopiero obecnie mogliśmy się spotkać na pierwszym zjeździe rodaków - kresowiaków.

Wierzę, że Korfantów stanie się naszą Mekką, tu bowiem po 50 latach milczenia mogliśmy odsłonić pamiątkowy obelisk – symboliczny grób tych, którzy zginęli z rąk oprawców OUN-UPA. Wierzymy, że w każdą rocznicę tragedii tych czterech polskich kresowych wsi, których nazwy zostały wyryte na obelisku, będą płonić znicze i znajdą się kwiaty - dowody pamięci o tych, którzy stanowią cząstkę naszej historii.

 

 

Artykuły prasowe po uroczystości w Korfantowie

W „Głosach Podolan” Nr 13 z listopada 1995 r. Władysław Kubów, autor książki pt. „Polacy i Ukraińcy w Berezowicy Małej koło Zbaraża” zamieścił artykuł pt. „Kolejny Pomnik Pamięci”. Przytaczam go w całości.

„Podolanie, którzy przeżyli przed 50 laty czystki etniczne dokonywane przez szowinistyczne organizacje ukraińskie spod znaku OUN-UPA, czczą pamięć ofiar ludobójstwa.

3 lipca 1994 r. odsłonięto Pomnik Pamięci w Sośnicy k. Pleszewa, wzniesiony ku czci pomordowanych w Berezowicy Małej k Zbaraża.

11 listopada tegoż roku, staraniem Mieczysława Deca wmurowano w kościele w Rogozińcu (Zielonogórskie) Tablicę Pamiątkową zamordowanym we wsiach: Milno i Gontawa k/Zborowa. Gontawa - czysto polska wieś - została starta z powierzchni ziemi.

W tym samym roku, 10 września, w Korfantowie k/Niemodlina został odsłonięty granitowy pomnik wzniesiony ze składek b. mieszkańców wsi: Ihrowica, Kołodno, Netreba i Kurniki w woj. tarnopolskim. Z inicjatywą tą wystąpił Władysław Białowąs, który przeżył mord w Ihrowicy i przy pomocy zaangażowanych ludzi mógł ją zrealizować. Ludźmi tymi byli: z Ihrowicy - Jan i Kazimierz Białowąs, Stanisława Białowąs-Litwin, Stanisław Drzewiecki, Jan Nakonieczny, Julia Skowrońska-Raba i Jan Bończuk; z Kołodna - Kazimierz Gąbryk, Mikołaj Marciniak i Stanisław Błaszczuk; z Netreby - 3 Franciszki - Dziedzic-Hrycaj, Wiciak-Dziedzic i Strzygielska-Paluchowska; z Klurnik - Maria Podkówka-Jagielicz, Władysław Juzwa i Kazimierz Dziedzic.

Wszystkie te osoby były bezpośrednimi świadkami mordów w owych czterech wsiach, gdzie banderowcy wyrżnęli łącznie 606 ludzi, przeważnie tych najsłabszych i najbardziej bezbronnych - kobiety, dzieci i ludzi starych. Jedyną ich winą była narodowość polska.

Uroczystość rozpoczęła się Mszą Św. w intencji ofiar, w czasie której poświęcona została urna z ziemią cmentarną z czterech wsi, na której znajdują się mogiły pomordowanych. W bardzo wzruszającej homilii o. prof. Mieczysław Krąpiec przypomniał to tragiczne wydarzenie i wezwał do przebaczenia oraz modlitwy za ofiary i katów.

Następnie uformował się pochód. Ze sztandarami wystąpili m.in. przedstawiciele Stowarzyszenia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów, Związku Kombatantów, Straży Pożarnych, Związku Młodzieży Wiejskiej i Harcerstwa. Niesiono urnę, wieńce i kwiaty. Za sztandarami kroczyli duchowni, władze samorządowe i administracyjne oraz licznie przybyłe rodziny ofiar. Pochód milcząco przeszedł ulicami miasta na miejscowy cmentarz, gdzie został usytuowany pomnik.

Po odegraniu hymnu państwowego pomnik odsłonięto i poświęcono, a w jego niszy złożono urnę z ziemią. Po złożeniu wieńców i kwiatów zapalono po raz pierwszy od 50 lat - znicze.

Przemówienia okolicznościowe wygłosili: przewodniczący Polskiego Stronnictwa Kresowego - prof. S.Prus; przewodniczący Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów - inż. Szczepan Siekierka, były mieszkaniec Ihrowicy - Jan Białowąs, świadek ludobójstwa. Przedstawił on zgromadzonym straszne chwile w Kołodnie, Kurnikach i Neterebie, a zwłaszcza w rodzinnej Ihrowicy, gdzie w wigilią Bożego Narodzenia 1944 r. zamordowano 89 Polaków, w tym miejscowego proboszcza ks. Stanisława Szczepankiewicza z najbliższą rodziną - matką Anną, siostrą Stefanią i bratem Bronisławem. Rozcięto im siekierami głowy. Ks. Szczepankiewicz zajmował się leczeniem ludzi. Nie tylko Polaków, ale także Ukraińców, którzy zadali mu okrutną śmierć. Przyjacielowi Jana Białowąsa – Kazimierzowi Litwinowi banderowcy ucięli głowę. Tułowia nie odnaleziono, a nieszczęsną głowę pogrzebano w grobie ks. Szczepankiewicza.

Uroczystość na cmentarzu w Korfantowie zakończono odśpiewaniem „Roty”. Krajanie i zaproszeni goście spotkali się później w miejscowym Domu Strażaka na wspólnym obiedzie. Wspomnienia i rozmowy wypełniły czas do późnego wieczora.

PS. W stoiskach obok kościoła i Domu Strażaka można było nabyć książki: „Banderowcy defekt historii" - E.Prusa, „Zdawało się, że pomarli, a Oni wciąż żyją" - Jana Białowąsa, „Niebo i piekło mojej ziemi” - Władysława Żołnowskiego i „Polacy i Ukraińcy w Berezowicy Małej k/Zbaraża” - Władysława Kubowa. Było też czasopismo „Na Rubieży”.

 

Na temat uroczystości pisano również w prasie kościelnej. Opolski „Gość Niedzielny” zamieścił artykuł pióra ks. Zbigniewa Zalewskiego pt. „Zdawało się, że pomarli, a Oni wciąż żyją” w którym czytamy:

„W niedzielę 10 września 1995 r. w kościele p.w. Trójcy Świętej w Korfantowie rozpoczęto Mszą Świętą koncelebrowaną niezwykłą uroczystość upamiętniającą zamordowanych: niewinne polskie dzieci, kobiety i starców, którzy ponieśli okrutną śmierć z rąk ukraińskich nacjonalistów zgrupowanych w OUN-UPA. Staraniem byłych mieszkańców Ihrowicy, Netreby, Kurnik i Kołodna w dawnym województwie tarnopolskim, wybudowano na miejscowym cmentarzu pomnik - obelisk ku czci 606 ofiar zamordowanych w tych miejscowościach w latach 1943-1945.

Witając licznie zebranych wiernych przybyłych z różnych stron Polski, proboszcz korfantowskiej parafii powiedział m.in.: „Ten dzień dzisiejszy pewnym optymizmem nastraja i nasze myśli trochę inne są, bo każą wrócić nam do wydarzeń, które są tragiczne i smutne. Każą przypomnieć nam wszystkim - sobie i innym - to, co się wydarzyło i tych ludzi, którzy złożyli ofiarę największą, ludzką, bo ofiarę życia na ołtarzu ojczyzny. Kiedyś czytałem taki bardzo smutny program tejże organizacji, która nazywa się OUN-UPA. Napisali tam: „jeżeli trzeba krwi, to dajmy morze krwi, jeśli trzeba terroru, to uczyńmy go piekielnym, bo w walce nie ma etyki”.

Jeden z autorów napisał, że 4 tysiące wsi i miasteczek zostało zmasakrowanych i spalonych, ale Ojciec Święty na taką tragiczną okazję powiada, że trzeba historii pilnować, że naród, który zapomina o swojej historii, przestaje być narodem ... 0fiarą Mszy Świętej, którą odprawiamy wspólnie, chcemy objąć wszystkich: i tych, którzy tę ofiarę złożyli bezimiennie, ale także wszystkich tych, dla których pamięć o tamtych ludziach jest rzeczą świętą, drogą. Także wspominamy tych, którzy byli sprawcami cierpień.

Słowo Boże wygłosił były rektor KUL ojciec prof. Mieczysław Albert Krąpiec 0P, który mówił: „dzisiaj zebraliśmy się, aby przypomnieć to, co się działo 50 lat temu na Kresach Wschodnich. Ten wieczny niepokój i morze krwi w historii przelanej między Rusinami, dziś zwanymi narodem ukraińskim, a Polakami. Ktoś może powiedzieć: po co o tym wszystkim mówić, po co sobie to przypominać? Trzeba! Trzeba, bo widzimy, że dzisiaj w dalszym ciągu te rzeczy się dzieją. Zamilkliśmy i świat zamilkł. I nie znali tego i dużo do tej pory nie wie, co się stało i nie dowiedział się świat. I co się stało? Patrzymy na Afrykę - narody całe mordują się nawzajem. Tutsi i Hutu, plemiona w Rwandzie, mordują się wzajemnie, mimo że jest tam nawet dużo ludzi wierzących. Patrzymy na Jugosławię. Od kilku lat ci ludzie, którzy żyli ze sobą w zgodzie, mordują się. Co się stało? Naśladują to, co się działo u nas w Polsce. Dzisiaj Serbowie robią to samo z Bośniakami, Chorwatami, a Chorwaci odpłacają się podobną monetą. A gdyby Narody Zjednoczone, gdyby Europa i świat wiedziały o tym, co się stało tam na Kresach, że kilkaset tysięcy ludzi nie było zabitych tylko kulą karabinową, ale zarżniętych, zarąbanych, przepiłowanych, gwoździami do drzwi kościoła, jak ks. Fiałkowski w Poczajowie, przybitych, jak ksiądz z Ihrowicy zabity przez tych, których leczył, jak ks. z Berezowicy zabity przez drugiego księdza grekokatolickiego. To wszystko było objawem nienawiści i ta nienawiść rozsiała się. Nienawiść posiana, niedostrzeżona i nienapiętnowana, ta nienawiść rośnie, jest niebezpieczna dla narodu, dla Europy, dla całego świata. Dlatego trzeba wspominać. To są straszne rzeczy. Niektórzy z was pamiętają. Bardzo dużo ludzi pamięta te straszne noce, które były przygotowane z ogromnym wyrachowaniem i co dziwniejsze, owo wyrachowanie nie pochodziło często od narodu ukraińskiego. Dzisiaj dostępne są już archiwa. Przed tygodniem byłem w Tarnopolu, mówiono mi, że już są otwarte archiwa w Kijowie i cóż się okazuje: że to właśnie wszystko było przygotowywane bardzo systematycznie przez tę organizację, która się wsławiła nienawiścią do całych narodów - przez NKWD. Oni przygotowywali to wszystko i znaleźli wykonawców, dlatego, że siano nienawiść.

Po Mszy Świętej wszyscy udali się w procesji na cmentarz, gdzie ks. proboszcz Andrzej Ziółkowski dokonał aktu poświęcenia pomnika. W okolicznościowych przemówieniach przywołano tragiczne wydarzenia tamtych dni. Pojawiły się łzy i dał się słyszeć szloch świadków tamtych wydarzeń. Na pomniku umieszczono napis: Rodakom, mieszkańcom Ihrowicy, Kołodna, Netreby, Kurnik w woj. tarnopolskim na kresach II Rzeczypospolitej Polskiej zamordowanym przez bandy ukraińskich nacjonalistów z OUN-UPA w latach 1943-1945 - rodziny i krajanie.

Śp. bp. Wincenty Urban napisał przed laty o tych wydarzeniach: „Winnym należy przebaczyć, ale nie można zapomnieć o doznanych krzywdach niekiedy wołających o pomstę do nieba. Należy o nich mówić w imię poszanowania godności człowieka, dziecka Bożego, niekiedy tak strasznie poniżonego".

Na tę pełną zadumy uroczystość, były mieszkaniec Ihrowicy, Jan Białowąs, napisał wspomnienia z życia Polaków i Ukraińców w tejże miejscowości oraz tragicznej nocy wigilijnej 1944 r. i zatytułował je: „Zdawało się, że pomarli, a On wciąż żyją”.

Trzeba powiedzieć prawdę, bo tylko ona ma moc uzdrawiającą, choćby była trudna do przyjęcia.

 

   W „Nowinach Nyskich” 21 września 1995 r. ukazał się artykuł Marii i Ryszarda Nowaków pt. „Ofiarom banderowców”. Piszą oni:

Usytuowanie Polski w środku Europy sprawiło, że współżycie z naszymi sąsiadami było niezwykle trudne. Szczególnie tragicznie ułożyły się nasze stosunki z Ukraińcami w drugiej połowie ostatniej wojny światowej. Jak tragiczne to były czasy świadczyć może fakt, że wielu ludzi jeszcze nie jest w stanie mówić o tamtych wydarzeniach spokojnie.

Pani F.Z. (nazwisko zastrzegła sobie do wiadomości autora) wspomina: „Mimo, że minęło tyle lat, to obraz tamtych dni mam przed sobą, jakby to było wczoraj. Miałam 12 lat jak banderowcy od strony Wołynia napadli na Neterebę 5 maja 1943 roku. To jednak był niewinny początek i od tego czasu nie spaliśmy spokojnie. Dnia 3 października 1943 r. roku razem z matką i dwiema siostrami kopałyśmy szpadlami ziemniaki, kiedy zobaczyłam duży oddział banderowców. Uciekłyśmy do domu. Później matka mnie i siostrę wysłała do sąsiedniej wsi do babci. Wieczorem w Neterbie zaczęło się prawdziwe piekło i gdyby nie nerwowość Ukraińców i pomoc jednego Niemca, który nie dopuścił do zamknięcia pierścienia wokół wsi, zginęłoby znacznie więcej osób. Tak zginęło 11 osób - stałych mieszkańców i kilkunastu przybyłych uciekinierów z Wołynia".

Kołodno wspomina pani Anna Błaszczukowa. „Nam z tej rzezi udało się uratować dzięki temu, że niejaki Jewhen (Ukrainiec) wysłał do nas swoją żonę, by nas uprzedziła, że czeka nas śmierć. Wiedział o tym, gdyż jego dwaj synowie należeli do UPA. Mniej szczęścia miała moja ciocia Katarzyna Picińska, jej mąż Adam, syn Zbigniew, córki Maria i Jadwiga z mężem i dwojgiem małych dzieci. Wszyscy oni ponieśli śmierć”.

To co się działo na wschodnich kresach Rzeczypospolitej w latach 1943-1945 przekracza ludzkie pojęcie o okrucieństwie. Wśród wielu wspomnień z tamtych czasów są i wspomnienia Jana Białowąsa pt. „Zdawało się że pomarli, a Oni wciąż żyją”. Gwałty, obcinanie piersi i genitaliów, wieszanie za nogi, rąbanie siekierą, podrzynanie gardła, ćwiartowanie żywcem - to normalny arsenał zadawania śmierci ludziom, z którymi do 1943 roku Ukraińcy żyli w zasadzie w zgodzie i spokoju, wzajemnie kojarząc małżeństwa. Marzenia o własnej „samostijnej” Ukrainie podsycane przez hitlerowców zrobiły swoje.

Dzień 10 września 1995 r. dla Korfantowa stał się dniem szczególnym. Otóż z inicjatywy Władysława i Jana Białowąsa i Stanisława Drzewieckiego postanowiono uczcić ofiary tamtych bezprzykładnych mordów. - Inicjatywa zrodziła się przed trzema laty - mówi Jan Białowąs. - Początkowo pomnik miał stanąć w naszej rodzinnej Ihrowicy. Jednak na naszą propozycję nie dostaliśmy odpowiedzi od władz Ukrainy. Ostatecznie postanowiliśmy, że pomnik stanie w Korfantowie.

Do Korfantowa zjechali ci, którzy przed ponad pięćdziesięciu laty musieli uciekać przed okrucieństwem ukraińskich nacjonalistów z Ihrowicy, Kołodna, Kurnik i Netreby. Przyjechały z Montrealu cztery siostry Białowąs: Zofia, Kazimiera, Jadwiga i Maria, by uczcić pamięć zamordowanych: matki, siostry, kuzynki i wujka. Przyszedł też pan Władysław Polowy, który jako szesnastoletni chłopiec stracił matkę i dziadka. Pan Kazimierz Dziedzic uczcił zapewne pamięć swojej babki, która przebita bagnetem zdołała uratować mu życie. Inni zapewne wspomną żonę, teściową i dzieci leśniczego Ukraińca z Bolizub, który porządkując sytuację w swojej rodzinie wymordował wszystkich, bo płynęła w nich polska krew. Ktoś inny wspomni przedwojennego pisarza gminnego, któremu przed zamordowaniem ucięto palce u rąk.

W Korfantowie na cmentarzu można było zobaczyć obce twarze. Każdy chciał wcześniej zobaczyć miejsce upamiętnienia ponad 606 ofiar ukraińskiej nienawiści.

Korfantowskie uroczystości rozpoczęły się Mszą Świętą w kościele Świętej Trójcy, koncelebrowaną przez ks. dziekana Andrzeja Ziółkowskiego. W trakcie Mszy Świętej okolicznościową homilię wygłosił ks. prof. Mieczysław Krąpiec z KUL w Lublinie. Stwierdził on m.in.: „... o tych zbrodniach dziś nie mówimy, by wzbudzić nienawiść, ale by o nich pamiętać i być czujnym na zło. Prosimy Boga o przebaczenie dla morderców - mówił ks. Krąpiec - ale zapomnieć nie możemy, zapomnieć to grzech”.

Po Mszy Św. Wszyscy udali się na cmentarz parafialny. Przy hymnie narodowym pan Kazimierz Gabryk, Kołodnianin z Łambinowic, złożył do symbolicznego grobu urny z ziemią zebraną z cmentarza w Ihrowicy, Netreby, Kołodna i Kurnik. Odsłonięcia dokonali Stanisław Drzewiecki i Franciszka Wiciak, zaś poświęcenia obelisku dokonał ks. dziekan Andrzej Ziółkowski.

W imieniu władz samorządowych zabrał głos Tadeusz Nowacki, przewodniczący Rady Miejskiej, który stwierdził, iż jego osobistym życzeniem byłoby nigdy nie sposobić się do walki przeciwko sobie i wzajemnego mordowania się.

Przemówienie Jana Białowąsa, który przypomniał martyrologię ludności Ihrowicy, Netreby, Kołodna i Kurnik na długo pozostanie w pamięci Korfantowian. Potępił on budowanie pomników zbrodniarzom z UPA. - Umarli zobowiązują żywych do napiętnowania zbrodni - mówi Jan Białowąs - bo zbrodnia nie napiętnowana kusi do powtórki, a przykładem jest Afryka i była Jugosławia. Nagrodą dla nas za nasze udręki jest dzisiejsze spotkanie.

Szczepan Siekierka prezes Stowarzyszenia Upamiętnienia Zbrodni Nacjonalistów Ukraińskich we Wrocławiu podziękował, że na Ziemi Śląskiej znalazło się takie miejsce, gdzie stało się możliwym upamiętnienie mordów dokonanych na narodzie polskim przez bandy UPA.

Po przemówieniach złożono kwiaty pod płytą z napisem: „Świętej pamięci ofiar męczeńskiej śmierci ludności polskiej: Ihrowicy, Kołodna, Kurnik, Neterby bestialsko zamordowanej przez bandy ukraińskich nacjonalistów z OUN-UPA w latach 1943-1945 na wschodnich kresach Rzeczypospolitej Polski, byłe województwo tarnopolskie, rodziny i krajanie. Zdawało się, że pomarli, a Oni wciąż żyją. Ihrowica 89, Kołodno 496, Kurniki 10, Netreba 11".

Wśród wielu opinii dotyczących budowy pomnika nie brakło i takich, że upłynęło już dużo czasu od tych bolesnych chwil i należałoby zapomnieć o tym, skończyć z pomnikomanią. Taki pogląd wyrażali niektórzy starzy ludzie, ale częściej młodzi. Myślę, że potrzebę tego pomnika można uzasadnić w haśle: „Ku czci zmarłym, ku przestrodze żywym”.

 

Odgłosy w TV i radiu

Przed uroczystością w Korfantowie, w warszawskim radiu, w audycji dla rolników wystąpił Władysław Kubów. Kilkanaście zdań wypowiedzianych na temat mających się odbyć uroczystości, spowodowało wielkie zainteresowanie społeczności kresowej. Stąd tak duża frekwencja (około 1000 osób) podczas odsłonięcia pomnika. Władysław Kubów pochodzący z Berezowicy Małej (7 km od Ihrowicy) doskonale zna mord wigilijny w Ihrowicy. Jest zwolennikiem ujawniania tamtych zbrodni w sposób spokojny i taktowny. Pragnie on zbliżenia naszych społeczności - ukraińskiej i polskiej - opartego na prawdzie.

W czasie odbywających się uroczystości udzieliłem wywiadu TV Opole. Wywiad ten został wyemitowany w wiadomościach porannych regionalnej TV Opole, 11 września 1995 r.

Nagłośnienie uroczystości w Korfantowie spowodowało dyskusję wśród Kresowian, a szczególnie wśród Podolan, na temat zbrodni popełnionych na Polakach przez OUN-UPA na tych terenach. W niektórych dziennikach i tygodnikach ukazywały się krótsze lub dłuższe artykuły o miejscowościach na Wschodzie, w których popełniono zbrodnie. Dużo pisano wiosną 1997 r., kiedy Ukraińcy żyjący w naszym kraju określali akcję „Wisła” jako zbrodnię popełnioną przez Polaków na narodzie ukraińskim. My Kresowiacy od tego roku coraz śmielej zaczęliśmy się upominać o ujawnienie prawdy o tym, co działo się na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej w latach 1939-1945. Bo żadna dotąd masowa zbrodnia nie dała się na dłużej osłonić całkowitą tajemnicą.

DALEJ