Tablica pamięci w Rakołupach

Po odsłonięciu 1995 r. obelisku w Korfantowie, Ihrowiczanie z Horodyska, Rakołup i Pliskowa w pow. chełmskim zapragnęli upamiętnić zamordowanego księdza Stanisława Szczepankiewicza tablicą pamiątkową w swoim nowym kościele w Rakołupach. Pragnęli, aby oprócz użytecznego sprzętu liturgicznego z ihrowickiego kościoła, który służy w ich świątyni, istniał także widoczny i trwały ślad mówiący o tragedii wigilijnej w 1944 r.

W czasie rozmowy, w której uczestniczył Michał Białowąs, Kazimierz Białowąs s. Sylwestra, Kazimierz Nakonieczny i autor tych wspomnień, ks. proboszcz Dworniczak wyraził zgodę na umieszczenie tablicy i wskazał miejsce satysfakcjonujące wnioskodawców. Było ono dobrze widoczne, na środku ściany przy wejściu do kościoła. Treść tablicy zobowiązałem się ułożyć i przysłać ks. proboszczowi do wglądu.

Po przesłaniu inskrypcji okazało się, że jej treść nie odpowiadała ks. Dworniczakowi. Zamiast udzielić wskazówek, co należałoby w napisie zmienić, ks. Dworniczak sam ułożył nową inskrypcję, nie oddającą intencji fundatorów tablicy, na której zbrodnicza organizacja winna zbrodni w Ihrowicy została nazwana jedynie trzema literkami – UPA. Pierwotnie była podana pełna jej nazwa. W czasie rozmowy ks. Dworniczk stwierdził, że nowy napis został ułożony wspólnie z wydziałem Kurii Metropolitalnej w Lublinie.

Zaprotestowałem przeciwko nowej treści i stwierdziłem stanowczo, że to my jesteśmy naocznymi świadkami zbrodni i nikt nie ma prawa narzucać nam treści napisu na tablicy, którą chcemy ufundować. Zapowiedziałem, że jeśli nie będzie zgody na nasz napis, w którym podaliśmy pełną nazwę zbrodniczej organizacji, to będziemy zmuszeni zrezygnować z tablicy. - Nikt nam nie zagwarantuje – argumentowałem - że za 50 czy 100 lat ktoś będzie w stanie prawidłowo odgadnąć skrót „UPA”.

Wielce zdenerwowany ks. proboszcz odpowiedział: „Róbcie jak chcecie".

Na tablicy znalazła się „nasza” treść, ale od tego momentu wszystkie uzgodnienia z administratorem kościoła szły już jak po przysłowiowej grudzie. Kiedy płytę trzeba było wmurowywać, ks. Dworniczak zmienił pierwotne uzgodnienia i nakazał umieścić ją w innym, już nie tak eksponowanym miejscu. Sprzeciwy parafian nie na wiele się zdały. Tablica została wmurowana tak, jak nakazał ksiądz proboszcz. Odebrałem to jako swoistą „karę” za sprzeciw wobec treści napisu ułożonego przez ks. Dworniczaka. Uważam, że swoim postępowaniem skrzywdził on przede wszystkim swoich parafian, byłych Ihrowiczan.

Uroczystość odsłonięcia tablicy odbyła się 4 lipca 1999 r. Był piękny słoneczny dzień. Zjechała duża grupa Ihrowiczan z całej Polski. Z Lublina przybył ojciec Szczepan Jaroszewski, dominikan pochodzący z Berezowicy Małej, który osobiście znał zamordowanego księdza Szczepankiewicza. Ojciec Szczepan wygłosił kazanie, w którym przypomniał tamte tragiczne lata. Prosił Ihrowiczan o gromadzenie pamiątek i tworzenie dokumentacji po zamordowanym proboszczu. Namawiał na dokładne opisanie Jego działalności leczniczej i bezinteresowną pomoc ludziom bez względu na narodowość, pochodzenie, czy status majątkowy. - To się przyda Kościołowi w przyszłości – mówił Dominikanin. - Jesteśmy dalecy od nienawiści. Złoczyńcom przebaczyliśmy, ale o ofiarach mordu zapomnieć nam nie wolno.

Odsłonięcia tablicy dokonał Jan Białowąs z Chruściny Nyskiej, wnuk zamordowanego 17 grudnia 1944 r. Jana Białowąsa „Głąby”, syn Stanisława Białowąsa, który jako jedyny z rodziny przeżył wigilijną masakrę, gdyż był w WP. Prababka Jan Białowąsa - Tatiana, babcia Rozalia i trzy ciotki, Aniela, Stefcia i Marysia, w czasie napadu spłonęły żywcem na strychu domu, gdzie się schroniły. Jedna z nich, 13 letnia Stefcia, stała się symbolem cierpienia Ihrowiczan.

Pod tablicą złożono kwiaty i zapalono znicze, zaś ja przypomniałem zebranym postać ihrowickiego proboszcza, wspaniałego duszpasterza leczącego też ludzi podczas trudnych okupacyjnych lat. Wystąpienie zakończyłem słowami: „Ks. Stanisław uczył nas miłości Boga, Ojczyzny i bliźniego. Zginął ze swoimi parafianami, ponieważ wszyscy oni byli Polakami. Prosimy Cię Panie Boże, aby ofiary te znalazły swoje miejsce na Twoim ołtarzu. A mordercom daruj winy”.

Wzruszająca uroczystość zakończona została recytacją wiersza nieujawnionego autora pt. „Kapłan” poświęconego zamordowanemu ks. Stanisławowi. Wygłosił go Grzegorz Kozioł, prawnuk Mikołaja Białowąsa z Horodyska, uczeń chełmskiego gimnazjum.

Dziś chcemy Panu Bogu podziękować

za te tajemnicze, namaszczone kapłańskie ręce.

Kiedy żyły, przemieniały wino i chleb

w Krew i Ciało Pańskie.

Te dobre dłonie brały smutki i radości swoich parafian

i bezinteresownie leczyły Polaków, Ukraińców i Żydów.

Niech męczeńska śmierć księdza Stanisława i Jego Parafian

owocuje w parafianach Rakołup i Krajanach

miłością zdolną do poświęcenia - Bogu i Ojczyźnie.Wspaniali ludzie mają coś z powołania wysokich gór,

które muszą być do zdobywania i podziwiania,

do zatrważania, do rzucania uroków,

by w czas zgnębienia można było ich potęgę

uważać za własną i mieć nadzieję człowieczeństwa.

Przychodzisz Boże w jasnym życiu ludzi świętych,

bo wtedy łatwo poznać Twoją wspaniałość,

w ludziach wrażliwych i czujnych,

którzy rozpalali w sercach ognie współczucia i odwagi,

w ludziach dobrych, którzy są skrzydłami świata -

jak był dla nas ksiądz Stanisław Szczepankiewicz.

 

Po zakończonej uroczystości przyjezdni Krajanie spotkali się z miejscowymi Ihrowiczanami na wspólnym obiedzie. Były wspomnienia tragicznych obrazów sprzed 55 lat, wspomnienia, od których nie można się wyzwolić, bo ciągle wracają nawet w snach. Mówiono o trudnościach w trwałym upamiętnieniu zbiorowej mogiły pomordowanych w Ihrowicy i zobowiązano mnie do kontynuowania starań aż do skutku.

Do przysłowiowej beczki miodu świadomie dokładam kroplę dziegciu. Otóż ks. proboszcz nie pozwolił umieścić na tablicy wyrazu „lekarz”, ponieważ ks. Szczepankiewicz nie posiadał dyplomu lekarskiego. Faktycznie studiów lekarskich nie skończył, choć jako wolny słuchacz je prowadził. Ale wysokie umiejętności leczenia posiadał bezspornie. To, że ludziom ratował życie jest niezaprzeczalnym faktem. Do dziś żyją Polacy i Ukraińcy, którzy uważają, że Księdzu zawdzięczają życie. To ci Ukraińcy w Ihrowicy pielęgnują grób Księdza i stawiają mu kwiaty. To oni chcą dokonać składki i trwale upamiętnić Jego mogiłę. Odstąpiliśmy od słowa „lekarz”, bo zgodnie z literą prawa ks. proboszcz miał rację. Ale uczucie żalu i goryczy pozostało ...

Część uczestników uroczystości zgłaszała pretensje do organizatorów o brak nagłośnienia. Chcieli słyszeć modlitwę, przemówienie i wiersz. Prosiliśmy o mikrofon i głośniki, ale ks. proboszcz odmówił, tłumacząc to brakiem w przedsionku gniazdka do zasilania. W odczuciu Ihrowiczan, zostaliśmy potraktowani niesprawiedliwie, zważywszy, że obecni parafianie Rakołup wnieśli pokaźny wkład przy budowie kościoła. Darowali też przydomowe jesiony na jego wystrój wewnętrzny. Karolina Bulkiewicz-Musiał, Ihrowiczanka, mieszkająca z synem w Kanadzie, ofiarowała piękny drewniany ołtarz do kościoła. Jej syn zaś - tabernakulum i obraz świętego Izydora do ołtarza głównego. Darowizny te w 1985 r. miały wartość kilku tysięcy dolarów.

Z przykrością przyjęliśmy też odmowę ks. proboszcza wystawienia przedmiotów liturgicznych pochodzących z ihrowickiego kościoła do obejrzenia przez przyjezdnych. Stwierdzenie, że nie ma co pokazywać, bo są stare i zniszczone, bardzo nas boli. Obrusy, ornaty alpa, baldachim i inne przedmioty są stare, więc i zniszczone, ale monstrancja, kielichy, puszki i relikwiarz można było wystawić. Zabrakło tylko dobrej woli. Przypomnę, że ihrowicka monstrancja jest wpisana przez konserwatora na listę cennych zabytków kościelnych. Obecnie jest odnowiona i wygląda okazale. Na jednym z kielichów mszalnych, które starsi pamiętają z Ihrowicy, wpisane są nazwiska fundatorów: „Szymon i Honorata Białowąsowie, Ihrowica 1907 rok” . Na drugim boku wybite jest: „Aurelia i Bazyli Chabinowie”. Prawdopodobnie kielich ten w latach 30-tych został pozłocony, a fundatorami odnowienia byli miejscowi nauczyciele.

Z przykrością należy stwierdzić, że najbardziej okazały i drogi kielich, bo - jak opowiadają starsi Ihrowiczanie - ze szczerego złota, zaginął w depozycie w kościele w Bończy. Pozostałe wymienione przedmioty służą parafii w Rakołupach od 1982 r., od pierwszych nabożeństw po zbudowaniu kościoła i z tego faktu jesteśmy dumni. Kościelny Ignacy Nakonieczny oddając sprzęt liturgiczny w depozyt do kościoła w Bończy święcie wierzył, że sprzęt ten jest tam całkowicie bezpieczny ...

Po zebraniu tacy i zakończeniu nabożeństwa ks. Dworniczak podziękował uczestnikom za udział w podniosłej uroczystości i dopiero wówczas zaprosił gości do zakrystii celem obejrzenia przedmiotów liturgicznych pochodzących z Ihrowicy. Uczestnicy uroczystości chętnie z tego skorzystali. Obecny na uroczystości Andrzej i Jarek Chabinowie, syn i wnuk jednych z fundatorów kielicha mszalnego, oglądali ten kielich ze łzami wzruszenia. Nie spodziewali się, że przeżyją tak miłą niespodziankę.

Z nietajonym sentymentem Ihrowiczanie wspominali również śp. Ignacego Nakoniecznego, kościelnego który uratował sprzęt liturgiczny. On to zorganizował ludzi i transport do przewiezienia drogocennych pamiątek z Ihrowicy do Tarnopola, a następnie do powojennej Polski. Wykradał paramenty przy maksymalnym zagrożeniu życia[54]. Dźwigał również olbrzymi ciężar psychiczny, ponieważ została zamordowana jego córka Maria i musiał opiekować się wnukami. Razem z wiernymi ratował wszystko, co można było uratować z ihrowickiego kościoła. Dlatego te przedmioty były i są dla nas bardzo cenne, a choć stare i zniszczone, także przez używanie ich w rakołupskim kościele, przypominają tamten odległy czas i ludzi, którzy zginęli za to, że byli Polakami i rzymskimi katolikami. Czy to tak trudno było zrozumieć?

Przychylam się do twierdzenia części uczestników uroczystości, że być może organizatorzy nie potrafili właściwie rozmawiać z ks. proboszczem .... Jest nam przykro o tych sprawach wspominać. Ostatecznie zostali za to ukarani parafianie, którzy w każdą niedzielę i święta oglądają pamiątkową tablicę poświęconą niezwykłemu Kapłanowi zamontowaną w miejscu mniej godnym, niż było to wcześniej uzgodnione.

 

Pamięć Ukraińców o ofiarach mordu.

Po 1956 roku Ihrowiczanom z Polski pozwolono odwiedzać rodzinną wieś i modlić się na zbiorowej mogile pomordowanych. Gdy piersi przyszli na cmentarz okazało się, że groby były zarośnięte0 chaszczami i trudno dostępne. Dzięki pomocy towarzyszącym Polakom Ukraińców na grobach wykonano rabatki i postawiono krzyż z tabliczką w języku ukraińskim. Zawdzięczać to należy głównie Parascewii Białowąs, znanej i szanowanej także przez Ukraińców nauczycielce z ihrowickiej szkoły. To ona zachęciła pracującego na cmentarzu Wasyla Łysoho do uporządkowania grobu ks. Stanisława Szczepankiewicza. Ale kiedy już pojawiło się obramowanie grobu i krzyż, część Ukraińców była niezadowolona. Chętnie zatarliby wszelki ślad przypominający o holokauście tutejszych Polaków. Obecnie godzą się na postawienie krzyża na zbiorowej mogile, tylko nurtuje ich sprawa napisu. Śp. Karolka Białowąs „Wusajowa” odpowiedziała wprost, że  „napysaty prawdu złe, a neprawdu szcze hirsze[55]”.

W 2002 r. otrzymałem wiadomość z Ihrowicy, że część rodzin ukraińskich pragnie dokonać składki i ufundować trwały nagrobek na mogile księdza Szczepankiewicza. Kobiety zwróciły się do Hanki Hołyk o powiadomienie i opinię Polaków. Prosiłem Hankę o przekazanie naszych podziękowań za szlachetną inicjatywę. Jednocześnie prosiłem o wstrzymanie się z tym pomysłem, ponieważ załatwiam upamiętnienie zbiorowej mogiły na szczeblu państwowym, z tablicami, na których będą imiona i nazwiska wszystkich pomordowanych. Wówczas również upamiętnimy grób księdza. Zaznaczyłem, że nigdy nie zgodzimy się na upamiętnienie tylko jednej ofiary, nawet tak wielkiej, jaką był ks. Szczepankiewicz, a pominięcie pozostałych.

Hanka Hołyk opowiada, że każdej soboty chodzi na cmentarz porządkować groby. Grób księdza jest zawsze oplewiony i najczęściej w słoiku są ogrodowe lub polne kwiaty. Pielęgnacją zajmują się Ukrainki mieszkające w pobliżu cerkwi. Dziękujemy tym kobietom za te gesty pamięci. Ksiądz bardzo lubił kwiaty i nawet je malował.

O ofiarach ukraińskich mordów na Kresach pamięta Dmytro Pawłyczko, współczesny poeta ukraiński pochodzący z Pokucia, były ambasador Ukrainy w Warszawie. Jeszcze w 1959 r. zamieścił w zbiorze poezji „Bystryna” wiersz pt. „Dermanski Krynyci” napisany pod wrażeniem banderowskiego mordu dokonanego na Polakach w wołyńskiej wsi Dermanów.

 

Budesz Ukraino

Dowho pamiataty

Wykoleni oczi,

Oczi – zorianyci.

Budesz pamiataty

Dermanśki krynyci!

 

 

W wolnym tłumaczeniu na język polski, dokonanym przeze mnie wiersz te brzmi następująco:

 

Będziesz Ukraino

Długo pamiętać

Wykute oczy,

Oczy – gwiazdeczki.

Będziesz pamiętać

Dermańskie studnie!

 

Próba zafałszowania prawdy o ihrowickiej zbrodni[56]

Uchwała Krajowego Prowidu OUN z 22.06.1990 r. pt. „Tajne plany Ukrainy” w punkcie 2 kładzie nacisk na zniekształcanie prawdy o morderstwach dokonanych na Polakach przez UPA. – „Eliminować wszelkie polskie próby zmierzające do potępienia UPA za rzekome znęcanie się jej na Polakach. Wykazywać, że UPA nie tylko nie znęcała się nad Polakami, ale przeciwnie, brała ich w obronę przed hitlerowcami i bolszewikami (...) Mordy, którym zaprzeczyć nie można, były dziełem sowieckiej partyzantki lub luźnych band, z którymi UPA nie miała nic wspólnego”.

     Przykładem realizacji owych „tajnych planów Ukrainy” jest artykuł pt. „Spowid’ kata” zamieszczony 18.08.1998 r. w ukraińskim piśmie „Swoboda”. Stało się to niedługo po ukazaniu się pierwszego wydania mojej książki pt. „Wspomnienia z Ihrowicy na Podolu”, w której opisałem ludobójstwo w Ihrowicy.

    Spowiedź kata

    Umierał długo i ciężko. Początkowo jęczał, z czasem zaczął krzyczeć tak, że słychać było w całym szpitalu. Jako oficer KGB leżał on w specjalnym pokoju, korzystając z wszelkich przywilejów. Ale życie opuszczało jego ciało. Narkotyki już nie działały. Wyniszczone ciało błagało o śmierć. Wówczas poprosił o księdza, ale tego już dawno nie było. Wtedy ktoś mu poradził, żeby wyspowiadał się przed ludźmi. Przyszli wszyscy chorzy, którzy mogli chodzić. On zaczął ledwo słyszalnym głosem opowiadać.

- Ukończyłem  specjalną leningradzką szkołę wojsk Ministerstwa Spraw Wewnętrznych do walki z bandytyzmem i byłem skierowany do województwa tarnopolskiego. Brałem udział w wielu bitwach z banderowcami. Myśmy wysiedlali rodziny banderowców i tych, którzy im pomagali - na Sybir. Wszystko to, co można było zrabować, zabieraliśmy, a ludzi wywoziliśmy na stację kolejową, gołych i bosych, bez kawałeczka chleba. Stalin, jak wy oczywiście wiecie, oddał część zachodniej Ukrainy Polakom, ale miejscowi Polacy nie chcieli wyjeżdżać do Polski. Dlatego otrzymaliśmy rozkaz organizować specjalne banderowskie bojówki. Zadaniem tych bojówek było napadać na polskie wsie i pozorując banderowców, wyganiać ich do Polski.

    ...Wydaje się, że było to we wsi Ihrowica wielkogłębockiego (albo - tarnopolskiego) rejonu. Był polski wieczór wigilijny. W domach świeciły się kaganki, ludzie jedli kutię, kolędowali. My przebrani za banderowców okrążyliśmy wieś. Wszczęliśmy strzelaninę. Rozszczekały się psy, ludzie wybiegali z chat, a my w tym czasie zabieraliśmy to, co w ręce wpadło, a chaty podpalaliśmy. Do jednego z domów wskoczyło nas czterech. Przed obrazami klęczały na kolanach matka i córka. One modliły się. Jakże piękna była młodziutka Polka. Ja nie wahając się zaciągnąłem ją do łóżka, potem oddałem ją swoim chłopcom. Stara milczała i tylko jeszcze głośniej modliła się. Kiedy wszyscy do syta „pobawili" się, ja chwyciłem młodą Polkę za włosy ... i wbiłem nóż w samo serce.

    - Bandery! Bandyci! - Krzyczała stara. My wywlekliśmy stare ścierwo na podwórze, a dom podpaliliśmy. Stara długo jeszcze przeklinała banderowców.

    ... Akcja trwała niemal do północy. Rano  nasz garnizon przyszedł do wsi już w mundurach armii radzieckiej. Wszyscy Polacy witali nas i  opowiadali o strasznych zbrodniach, jakich na nich dokonali banderowcy. Po dokonaniu tych  „czynów" nasz garnizon przerzucili do województwa stanisławowskiego ....

Dmytro Czernychiwskij

 

Niestety - obok pełnej współczucia poezji Dmytra Pawłyczko - banderowskie mordy na Polakach na Wołyniu i Podolu doczekały się wielu takich kłamstw.


Katyński dzwon

 

Po 4 latach od wmurowania tablicy-epitafium poświęconej śp. ks. Stanisławowi Szczepankiewiczowi, w rakołupskim kościele odbyła się kolejna podniosła uroczystość. W czasie odpustu 24 czerwca 2003 r. ks. abp. Józef Życiński, metropolita lubelski, w obecności środowiska byłych Ihrowiczan przybyłych z różnych części Polski oraz miejscowych wiernych, dokonał poświęcenia dzwonu i chorągwi – darów związanych z tragiczną historią Ihrowicy.

Na wyraźne życzenie ofiarodawcy dzwonu i za zgodą miejscowego proboszcza, ks. Stanisława Dworniczaka, przed uroczystością przeniesiono tablicę poświęconą ks. Szczepankiewiczowi na wcześniej ustalone, bardziej eksponowane miejsce.

Dzwon ważący 260 kg ufundował Józef Bulkiewicz, syn Karoliny Nakoniecznej, Ihrowiczanin, który młodość spędził w Horodysku na Ziemi Chełmskiej. W 1970 r. wyjechał do Kanady podtrzymując jednak kontakty z Ojczyzną. Już wcześniej wspierał darowiznami kościół w Rakołupach. W 2002 r. spędzając urlop w Horodysku postanowił zakupić nowemu kościołowi dzwon, jako wotum za przeżycie mordu wigilijnego. Na płaszczu dzwonu został umieszczony wizerunek św. Józefa oraz imię „Józef”, stanowiące upamiętnienie osoby Józefa Nakoniecznego, Ihrowiczanina zamordowanego przez NKWD w 1940 r. w Katyniu.

W czasie uroczystości wygłosiłem krótkie przemówienie, którego treść przytaczam w całości, bez skrótów dokonanych przez ks. Dworniczaka.

Jego Ekscelencjo Księże Arcybiskupie,

Wielebny Księże Proboszczu i zaproszeni Goście,

Szanowni Parafianie

Dzisiejsza uroczystość poświęcenia dzwonu jest dla nas, byłych Irowiczan, uroczystością niezwykłą. Dzwon imieniem Józef stanowi wyraz naszej ciągłej pamięci o Józefie Nakoniecznym, podporuczniku Wojska Polskiego, który zginął w Katyniu w 1940 r. Fundatorem tej niezwykłej pamiątki jest Józef Bulkiewicz, Ihrowiczanin, były mieszkaniec Horodyska obecnie żyjący w Kanadzie. Przeżył wraz z matką banderowską rzeź Polaków w Ihrowicy w wigilię 1944 r. dzięki dzwonkowi, którym śp. pamięci ks. Stanisław Szczepankiewicz ostrzegał swoich parafian o śmiertelnym niebezpieczeństwie. Fundator darując miejscowemu kościołowi dzwon poświęcił go Józefowi Nakoniecznemu, swojemu wujkowi, a jednocześnie chrzestnemu ojcu. Jak podkreślił ofiarodawca, szlachetność Józefa Nakoniecznego, którą poznał z przekazów rodzinnych, była i jest dla niego drogowskazem życia.

Józef Nakonieczny urodził się Ihrowicy w 1912 r. w licznej i patriotycznej rodzinie. Wujek Nakoniecznego zginął w Legionach Józefa Piłsudskiego. On sam wzrastał już w atmosferze odradzającego się Państwa Polskiego.

Jako jedyny z rodziny ukończył gimnazjum im. Wincentego Pola w Tarnopolu. Marzył o służbie oficerskiej, ale z racji chłopskiego pochodzenia został tylko oficerem rezerwy. W latach 1936 –39 był komendantem Związku Strzeleckiego w Ihrowicy. W 1939 r. na miesiąc przed wybuchem II wojny światowej ożenił się ze Stanisławą Białowąs. Zmobilizowany, w czasie Kampanii Wrześniowej dowodził kompania wojska w 54 Dywizji Piechoty. Po klęsce wrześniowej przedzierając się na Węgry trafił do sowieckiej niewoli i podzielił los dziesiątek tysięcy polskich oficerów zamordowanych przez NKWD. Jego żonę Sowieci deportowali do Kazachstanu. Po wielu ciężkich przeżyciach trafiła do Armii gen. Andersa. W Afryce poznała Włocha, swojego przyszłego męża. Synowi nadała imię Józef.

W tutejszej świątyni znajduje się wiele pamiątek z naszego ihrowickiego kościoła. Wykradane były z narażeniem życia. Z ich uratowania my Ihrowiczanie jesteśmy szczególnie dumni. Jesteśmy wdzięczni księdzu proboszczowi za zgodę na umieszczenie w przedsionku tutejszego kościoła tablicy pamiątkowej poświęconej ks. Stanisławowi Szczepankiewiczowi i jego parafianom zamordowanym przez UPA. Obecnie w rakołupskiej świątyni mamy więc upamiętnienie dwóch wielkich Ihrowiczan: jednego dzwonem „Józef”, drugiego tablicą-epitafium. Obaj godnie realizowali hasło ojców naszych – Bóg, Honor, Ojczyzna.

Fundator dzwonu prosił o przekazanie jego głębokiego przekonania, że śp. ks. Stanisław Szczepankiewicz był osobą świętą. Podobnego zdania są wszyscy Ihrowiczanie znający księdza osobiście i pamiętający, że zamiast ucieczki wybrał śmierć razem ze swoimi parafianami.

„Katyński dzwon” – bo tak go będziemy nazywać – będzie na codzień spełniał zwykłe kościelne funkcje, ale starsi Ihrowiczanie na jego dźwięk wspomną rodzinne podolskie strony, pomyślą o Józku Nakoniecznym, a także przypomną sobie dźwięk tamtego, ratującego im życie dzwonka w wigilię Bożego Narodzenia.

Pragnę jeszcze wspomnieć o chorągwi, która dziś ma być poświęcona, a którą własnoręcznie wyszyła Polka, Anna Hołyk Białowąs, zamieszała aktualnie w Ihrowicy. Jest to wotum dla tutejszego kościoła. Osobiście uważam, że jest to dar serca i wyraz tęsknoty za rodziną w Polsce i za Krajem.

 

Uważam, że dla dania świadectwa pełnej prawdzie o tragicznych wydarzeniach na Kresach, a także o stosunku do nich po 60 latach, powinienem podzielić się również pewnymi gorzkimi faktami związanymi z tą uroczystością.

 Przed nabożeństwem ks. prob. Stanisław Dworniczak zażądał ode mnie tekstu przemówienia, po czym wykreślił niektóre zdania. Ostatni akapit usunął całkowicie motywując to zbytnią obszernością przemówienia, a – jak się wyraził – „ks. arcybiskup nie lubi długich przemówień”. Ks. Dworniczak pozostał przy swoich decyzjach nawet wtedy, gdy oponowałem tłumacząc, że skreślenia spowodują zachwianie logicznej całości tego dość lakonicznego jednak przemówienia, a ostatni akapit jest krótki i nie wydłuża zbytnio jego czasu. Nosiłem się nawet z zamiarem zrezygnowania z mojego wystąpienia, ale ustąpiłem i wygłosiłem przemówienie z pominięciem fragmentów wykreślonych przez ks. proboszcza. Bardzo chciałem przypomnieć wydarzenia pamiętnej wigilii z 1944 r. i wielką postać ks. Szczepankiewicza w obecności ks. metropolity lubelskiego.

Za skreślenie akapitu o ofiarodawczyni chorągwi mam osobisty żal do ks. proboszcza. Czy rzeczywiście nie było można wspomnieć o Polce, która za przysłowiowy „wdowi grosz” zdobyła materiał, nici i włożyła wiele godzin pracy, łącząc się duchowo ze swoimi rodakami z parafii w Rakołupach?

Udało mi się jednak spełnić prośbę Anny Hołyk Białowąs i spowodowałem, że chorągiew trzymała do poświęcenia jej koleżanka Ludwika Dras Białowas, córka Sylwestra Białowąsa. Obie jako dwunastoletnie dziewczynki przeżyły w wigilię 1944 r. koszmar. Ludwika widziała jak banderowiec Widłowski zastrzelił jej matkę. Chwilę potem ją samą chwycił za głowę z zamiarem zabicia. Popatrzył dziecku w oczy i nie wiadomo czemu odstąpił od zbrodniczego zamiaru. Z kolei na oczach Hanki ten sam bandyta zastrzelił jej ojca. Dziewczynie udało się uciec.

W czasie Mszy św. ks. abp. Józef Życiński wygłosił homilię, w której trzykrotnie nawiązał do tragedii katyńskiej chwaląc tych, którzy pielęgnują pamięć o Polakach zamordowanych przez NKWD. Przypomniał o długim milczeniu, a nawet zaprzeczeniu tej zbrodni w czasach PRL. Osobiście zabolało mnie to, że ks. arcybiskup mówiąc do tak licznie zgromadzonych Kresowian nie wspomniał jednak ani słowem o drugiej zbrodniczej organizacji mającej na rękach polską krew – o Ukraińskiej Powstańczej Armii, która w straszliwy sposób wycinała w pień polskie wioski, jak to się zdarzyło choćby w naszej rodzinnej Ihrowicy. Odniosłem wrażenie, jakoby w dalszym ciągu dzieliło się polską krew na tę bardziej wartościową – katyńską i tę mniej cenną, kresową, chłopską, wytoczoną przez banderowców. A przecież wieśniacy z Wołynia, Podola i Ziemi Lwowskiej nie żałowali swojej krwi zarówno w obronie Ojczyzny w 1939 r., jak i przy jej wyzwalaniu ...


 DALEJ