Bitwa Warszawska
Bitwa warszawska, (nazywana też Cudem nad Wisłą) -
bitwa, stoczona w dniach 12-25 sierpnia 1920 w czasie wojny
polsko-rosyjskiej 1919-1921. Uznana za 18. Przełomową bitwę w historii
świata. Autorem i realizatorem planu bitwy był Józef Piłsudski
(zdaniem niektórych historyków Tadeusz Rozwadowski).
Decydująca bitwa tej wojny zdecydowała o zachowaniu niepodległości
przez Polskę i nie rozprzestrzenieniu się rewolucji komunistycznej na
Europę Zachodnią. Kluczową rolę odegrał manewr oskrzydlający wojska
Rosji radzieckiej przeprowadzony przez Józefa Piłsudskiego, wyprowadzony znad Wieprza 16 sierpnia, przy jednoczesnym związaniu głównych sił bolszewickich na przedpolach Warszawy.
An article which appeared in the US Cavalry Journal in 1921
Raport maj. Mockett'a
art. J. N. Kennedy dla Jurnal Royal
kalendarium 1920/1921
Bitwa Warszawska w fotografii
IW
| KONTROWERSJE WOKÓŁ BITWY WARSZAWSKIEJ 1920
ROKU |
|
Janusz Szczepanski
W wojnie polsko-bolszewickiej, której bitwa warszawska stała
się kluczowym momentem, starły się dwie koncepcje. Po stronie polskiej wielki
wpływ miała tzw. "koncepcja federacyjna" Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza,
Józefa Piłsudskiego. Uważał, że wiosną 1920 r. istniała realna szansa na
likwidację rządów bolszewickich i zmniejszenie trwającego od stuleci zagrożenia
ze strony Rosji. Piłsudski zamierzał wyrwać spod jej wpływów narody zachodnich
rubieży, zwłaszcza Ukraińców i Litwinów. Propozycja współpracy polsko –
litewskiej, ze względu na kwestię przynależności Wilna, spotkała się jednak z
wrogim przyjęciem. Lecz mimo sporów wokół przynależności Lwowa, istniała szansa
na utworzenie, w ramach federacji z Polską, państwa ukraińskiego. Po podpisaniu
układu Piłsudski – Petlura, wojska polskie rozpoczęły ofensywę na
Ukrainie.
Po przejęciu władzy, Partia bolszewików traktowała rozszerzenie
rewolucji na Europę jako swoją misję. Lenin i inni przywódcy komunizmu w Rosji
byli przekonani, że stoją w obliczu wielkiej rewolucji, którą trzeba
przyspieszyć poprzez interwencję Armii Czerwonej. Na wiecu, 30 października 1918
roku, Lew Trocki wołał: "Wolna Łotwa, wolna Polska i Litwa, wolna Finlandia i z
drugiej strony wolna Ukraina nie będzie klinem, lecz łącznikiem między Rosją
Sowiecką i przyszłymi Sowieckimi Niemcami i Austro-Węgrami. To jest początek
europejskiej komunistycznej federacji – unii republik proletariackich
Europy!".
Najkrótsza droga do Niemiec prowadziła przez Polskę. Już w połowie
listopada 1918 roku rozpoczęły się działania Armii Czerwonej w kierunku
Warszawy. Wojna polsko-sowiecka była więc nieunikniona. Polska ofensywa na
Ukrainie i zajęcie w maju 1920 r. przez wojska polskie Kijowa, przyspieszyły
działania militarne na froncie wschodnim, na niespotykaną dotychczas skalę.
Wyprawa kijowska wykorzystana została przez bolszewicką propagandę jako koronny
dowód polskiego "imperializmu". W następstwie wielkiej akcji propagandowej rządu
sowieckiego, dla Rosjan wojna z Polską stała się "sprawą
narodową".
Ofensywa
W pierwszej połowie czerwca 1920 r. 1. Armia Konna
marszałka Siemiona Budionnego przerwała front na Ukrainie, zmuszając wojska
polskie do odwrotu. Po zgromadzeniu większości sił Frontu Zachodniego na
Białorusi, dowództwo Armii Czerwonej przystąpiło do rozstrzygającego uderzenia
na Polskę. Dowódca sił Frontu Zachodniego, marszałek Michaił Tuchaczewski, mając
zdecydowaną przewagę sił i będąc pewnym sukcesu, przed rozpoczęciem ofensywy,
wydał buńczuczny rozkaz do swoich wojsk: "Na zachodzie ważą się losy
wszechświatowej rewolucji – po trupie Polski wiedzie droga do wszechświatowego
pożaru [...] Na Wilno – Mińsk – Warszawę – marsz!".
4 lipca 1920 r. Front
Zachodni rozpoczął natarcie z rejonu rzek Auty i Berezyny. Wojska polskie, mimo
zaciętego oporu, zmuszone zostały do nieustannego odwrotu. 19 lipca oddziały
Armii Czerwone i zajęły Grodno, 27 lipca – twierdzę Osowiec, 28 lipca –
Białystok, 31 lipca – twierdzę Brześć nad Bugiem. Siły polskie Frontu Północno –
Wschodniego wycofywały się na zachód, stawiając jednak coraz bardziej zacięty
opór.
Bolszewicy wkroczyli na obszar Podlasia i Mazowsza. Tuchaczewski, nie
spodziewając się skutecznego oporu wojsk polskich, zamierzał całkowicie je
rozbić w rejonie Warszawy i zająć stolicę Polski z marszu. Chciał więc powtórzyć
manewr Paskiewicza z 1831 r. Był przekonany, że frontalne natarcie na Warszawę
byłoby nieracjonalne, bo wyparte z prawobrzeżnej części Warszawy oddziały
polskie mogłyby wycofać się na lewy brzeg Wisły. Forsowanie Wisły w pobliżu
Warszawy było operacyjnie mało efektywne. Planowano zatem przeprawę pomiędzy
Wyszogrodem a Włocławkiem i obejście stolicy, aby okrążyć wojska polskie oraz,
po opanowaniu linii kolejowej Warszawa-Gdańsk, odciąć im dostawy z zagranicy
Plan
Skuteczny opór nad Narwią i Bugiem umożliwił wojskom polskim
oderwanie się od nieprzyjaciela i wykonanie, po raz pierwszy od 4 lipca,
zamierzonego odwrotu. Otworzyła się więc szansa do opracowania planu
rozstrzygającej bitwy z bolszewickim najeźdźcą. Jego założenia polegały na
wycofaniu wojsk polskich w rejon Warszawy i Modlina oraz na linię rzeki Wieprz i
przejściu do działań zaczepnych w celu wykonania rozstrzygającego kontrnatarcia.
Zwycięstwo miał przynieść atak, sformowanej za Wieprzem, Grupy Uderzeniowej na
skrzydło i tyły wojsk wroga. W rejonie twierdzy Modlin, za Wkrą, koncentrowała
się 5 Armia gen. Władysława Sikorskiego, która miała za zadanie od północy
osłaniać Warszawę oraz przeprawy przez Wisłę.
Naczelne Dowództwo Wojsk
Polskich, dzięki odcyfrowaniu szyfru sowieckiego, miało informacje o położeniu
wojsk Tuchaczewskiego i wykorzystało ich rozproszenie. Najsilniejsza 4. Armia
Szuwajewa wraz z 3 Korpusem Kawalerii Gaja Bżyszkiana została skierowana nad
dolną Wisłę. Zadanie jej sforsowania między Wyszogrodem a Płockiem otrzymała 15
Armia Korka. Na Modlin skierowana została także 3. Armia Łazarewicza.
Przedmoście warszawskie miała zaatakować 16 Armia Sołłohuba oraz 21 Dywizja
Strzelców z 3 Armii. Lewe skrzydło 16 Armii osłaniała Grupa Mozyrska Chwiesina,
operująca na odcinku Dęblin – Góra Kalwaria. Po rozbiciu sił polskich na
przedmościu praskim, 16 Armia miała sforsować Wisłę na południe od
Warszawy.
Ogromną popularność wśród żołnierzy Armii Czerwonej zdobyło hasło
"Dajosz Warszawu!". Znalazło się ono na sztandarach pułków "żelaznej" 27 dywizji
strzelców Witowta Putny, której żołnierze zażądali skierowania dywizji z Syberii
przeciwko Polakom. Pojawiło się także na transparentach, ulotkach i wagonach
wiozących wojsko sowieckie na front. Stało się zawołaniem zagrzewającym
bolszewików do walki z Polakami.
Wiadomość o zbliżaniu się Armii Czerwonej do
Warszawy, zelektryzowała członków rządu sowieckiego. Gdy niezależnie od
przygotowań militarnych rząd polski podjął próby zakończenia wojny na drodze
rokowań, delegacji polskiej przedstawiono w Mińsku Białoruskim warunki nie do
przyjęcia. Warunki, jakie jedynie mogła podyktować strona zwycięska stronie
przegranej.
Polski wywiad przechwycił tekst depeszy przesłanej 13 sierpnia
1920 r. do Moskwy przez Rewolucyjną Radę Wojenną 3 Armii: "Dzielne oddziały 3
Armii zajęły 13 sierpnia m. Radzymin o godz. 23 i ścigając nieprzyjaciela,
znajdują się o 15 wiorst od Pragi [...] Robotnicy Warszawy już czują bliskie
oswobodzenie. W Warszawie już kipi rewolucja. Na murach rozklejane są żądania
robotników oddania Warszawy Czerwonej Armii bez bitwy, grożąc w razie przeciwnym
niewypuszczeniem z Warszawy ani jednego uzbrojonego żołnierza. Biała Polska
kona".
Dowódcy oddziałów Armii Czerwonej obiecywali, że po zdobyciu Warszawy
każdy żołnierz otrzyma nagrodę w wysokości 40 tys. rubli carskich oraz, że
będzie mógł rabować w warszawskich domach i sklepach przez 2-3 dni. Niektórzy z
dowódców sowieckich oddziałów mieli plany Warszawy z naniesionymi informacjami o
najbogatszych sklepach. "Burżuje mieli być publicznie straceni na placu Zygmunta
(Zamkowym –. J.S.)".
Gdy 15 sierpnia toczyły się zacięte walki na przedpolach
Warszawy, do Wyszkowa przybyli członkowie Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego
Polski, z Julianem Marchlewskim i Feliksem Dzierżyńskim na czele, by, po zajęciu
miasta, triumfalnie wkroczyć do stolicy Polski.
Na wiadomość o zdobyciu
Warszawy już 15 sierpnia wiwatowano w Moskwie i Wilnie. W dodatkach do
wileńskich gazet donoszono: "Warszawa wzięta! Czerwone flagi nad Warszawą! Po
Warszawie, cała Europa czerwona! [...] Zwycięstwo rewolucji Wszechświatowej!
Bramy do Berlina wyłamane! Proletariat polski i masy pracujące Polski włączają
się do marszu na Europę!" Na murach i ścianach domów, obok starych: "Dajosz
Warszawu" pojawiły się nowe napisy: "Warszawa nasza!", "Koniec białej Polski –
Niech żyje partia bolszewików!", "Niech żyje towarzysz Lenin!"
Zatwierdzony
przez Józefa Piłsudskiego plan Bitwy Warszawskiej był bardzo ryzykowny. Gdyby
choć jeden z jego elementów zawiódł, wojska polskie poniosłyby ostateczną
klęskę. Nie zaskoczono by Armii Czerwonej, gdyby Rosjanie uwierzyli w treść
dokumentu znalezionego przy poległym pod Dubienką mjr Wacławie Drohojowskim. Był
to rozkaz operacyjny 3 Armii Polskiej do kontrofensywy znad Wieprza datowany na
8 sierpnia godz. 21. W dniu 14 sierpnia Sztab Polowy Naczelnego Dowództwa Armii
Czerwonej potraktował rozkaz jako mistyfikację i podstęp.
Przebywająca w
Warszawie misja aliancka oceniła polski plan przeciwuderzenia jako zbyt
ryzykowny. Niemal wszyscy dyplomaci ewakuowali się do Poznania. Zdaniem
D`Abernona "Atak sił rosyjskich na stolicę mógłby się zakończyć zdobyciem
Warszawy przed czasem, nim by atak flankowy Polaków zdołał naruszyć równowagę
Rosjan". Piłsudski nie przyjął rad marszałka Francji Ferdynanda Focha, który
odradzał Polakom kontrofensywę mówiąc: "Wzmocnijcie się, stwórzcie mocną zaporę,
zatrzymajcie nieprzyjaciela, a dopiero potem będziecie mogli pomyśleć o
przeciwuderzeniu". Marszałek miał rację odrzucając aliancką koncepcję dalszego
prowadzenia działań wojennych przeciwko bolszewikom. Zatrzymanie wojsk
sowieckich na polskiej linii obronnej pozwoliłoby dowództwu Armii Czerwonej na
podciągnięcie pod Warszawę dodatkowych oddziałów i zaopatrzenia. Ze względu na
szybką ofensywę, aż znad Dźwiny, odwody nie nadążały za wojskami
Tuchaczewskiego. Natomiast Naczelne Dowództwo Wojsk Polskich zgromadziło pod
Warszawą całość sił.
Angielski historyk Norman Davies nazwał Piłsudskiego
"architektem i wykonawcą zwycięstwa". Czy to opinia słuszna? Zatwierdzony przez
Naczelnego Wodza plan rozstrzygającej bitwy ulegał istotnym korektom. Plan bitwy
ujęty w historycznym rozkazie nr 8358/III z 6 sierpnia 1920 roku, był wspólnym
dziełem Piłsudskiego, szefa Sztabu Generalnego generała Tadeusza Rozwadowskiego,
generała Kazimierza Sosnkowskiego i generała Maxime Weyganda.
Duże znaczenie
dla przebiegu bitwy nad Wisłą miał kolejny rozkaz z 10 sierpnia 1920 roku,
opracowany z inicjatywy generałów Rozwadowskiego i Weyganda. Pod ich wpływem
Naczelny Wódz zrezygnował z dalszego wzmacniania Grupy Uderzeniowej, która miała
atakować znad Wieprza. Kilka dodatkowych dywizji nie stało więc bezczynnie o 120
km od Warszawy. Mogły one uczestniczyć w walkach w najbardziej dramatycznym
momencie, gdy 14 sierpnia 1920 r. bolszewicy przerwali polskie linie obronne pod
Radzyminem i gdy 5 Armia generała Władysława Sikorskiego podczas walk nad Wkrą,
musiała stawić opór liczniejszym siłom rosyjskim. Głównie dzięki presji gen.
Rozwadowskiego na Naczelnego Wodza, nie powtórzyła się sytuacja z 1794 roku, gdy
dywizja Pozińskiego nie zdążyła na miejsce bitwy pod Maciejowicami.
Warto też
przypomnieć, że Piłsudski nie był zadowolony z rozkazu z 10 sierpnia (o
fikcyjnym numerze 10 000 dla zmylenia wywiadu wroga) i w swoich książkach o nim
nie wspominał. Uważał, że ówczesne usytuowanie wojsk polskich przed
rozstrzygającą bitwą jest nonsensowne. Tymczasem, tylko dzięki wzmocnieniu 5
Armii gen. Sikorskiego przez Brygadę Syberyjską, a zwłaszcza doborową 18 DP
generała Franciszka Krajowskiego, udało się powstrzymać natarcie 3 i 15 armii
sowieckich w rejonie Modlina.
Od nieuchronnej klęski 5 Armię, zagrożoną także
od północy przez 4 Armię sowiecką, uratował m.in. "cud w Ciechanowie", gdzie
zagon 203 pułku ułanów zniszczył radiostację 4 Armii Szuwajewa. Pozbawiona
łączności z Tuchaczewskim, zamiast uderzyć na odsłoniętą flankę Sikorskiego,
maszerowała w kierunku przepraw przez Wisłę między Płockiem a Toruniem. Ocalenie
5 Armii Sikorskiego, Tuchaczewski przypisywał wyjątkowemu szczęściu.
Bitwa
Wiele kontrowersji wywołuje porównywanie sił wojsk polskich i
sowieckich uczestniczących w Bitwie Warszawskiej 1920 roku. Wbrew powszechnie
panującej opinii o ogromnej przewadze liczebnej wroga, w Bitwie Warszawskiej
mogło uczestniczyć 104-114 tys. żołnierzy Armii Czerwonej. Wojsko Polskie zaś
liczyło 113-123 tys. żołnierzy. Możliwe są pewne obustronne odchylenia plus lub
minus. Szacuje się, że Wojska Polskie posiadały 500 dział i ponad 1780 karabinów
maszynowych, Armia Czerwona natomiast – 600 dział i ponad 2450 karabinów
maszynowych. Działania bojowe polskich oddziałów wspomagały 2 eskadry samolotów,
kilkadziesiąt czołgów i samochodów pancernych oraz kilku pociągów
pancernych.
Największe siły polskie skoncentrowano za Wieprzem. Licząca ok.
46 tys. żołnierzy Grupa Uderzeniowa złożona była z najlepszych dywizji
legionowych i wielkopolskich. Pierwszym jej przeciwnikiem miała być sowiecka
Grupa Mozyrska, licząca zaledwie 11 tys. ludzi. Na przedmościu warszawskim
natomiast w dniach 13-16 sierpnia walczyło ok. 39 tys. polskich żołnierzy
przeciw 32 tys. rosyjskich. Polacy mieli tu także zdecydowaną przewagę w
uzbrojeniu. Na 60-kilometrowym froncie dysponowali 260 działami wobec 200 dział
nieprzyjaciela. O przerwaniu linii polskich pod Radzyminem zdecydował błąd
dowództwa, które obsadziło pierwszą linię obrony 11. Dywizją Piechoty wycofaną z
frontu po ciężkich stratach, a uzupełnioną przez setki "dezerterów i łazików".
Nie była ona w stanie powstrzymać natarcia "żelaznej" 27 Dywizji z sowieckiej 16
Armii. W pierwszym okresie walk zawiodła także polska artyleria.
Zazwyczaj
bitwę pod Warszawą, a zwłaszcza walki o Radzymin, traktuje się jako decydujące o
klęsce bolszewików w całej wojnie. Z pewnością ma na to wpływ organizowanie w
Radzyminie centralnych rocznic "Cudu nad Wisłą". W istocie, walki na przedpolach
Warszawy miały charakter wyraźnie taktyczny. Uczestniczące w nich siły
przeciwnika stanowiły niewielką część sił Frontu Zachodniego. Ostateczny wynik
walk o Radzymin nie byłby dla strony polskiej tak pomyślny, gdyby, o świcie 14
sierpnia nad Wkrą, 5 Armia gen. Sikorskiego nie rozpoczęła działań odciążających
Znakomicie dowodzona, powstrzymała natarcie Rosjan. 16 sierpnia zdobyła
Nasielsk, a nazajutrz Pułtusk, docierając do linii Narwi. Odzyskanie Pułtuska
usunęło niebezpieczeństwo kontrataku sowieckiego od północy. Oddziały Armii
Czerwonej cały czas próbowały atakować lewe skrzydło 5 Armii, ale były
powstrzymywane przez szarże 1 Pułku szwoleżerów mjr. Grobickiego pod Płońskiem.
Armia gen. Sikorskiego rozbiła większość sił sowieckich, a część 3 i 15 Armii
zmusiła do odwrotu. Walnie więc przyczyniła się do zwycięstwa w bitwie.
Do
panicznego odwrotu bolszewików spod Warszawy i z Północnego Mazowsza przyczyniła
się wiadomość o sukcesach Grupy Uderzeniowej, która rozpoczęła kontrofensywę
znad Wieprza. Piłsudski wspominał: "Dnia 16 rozpoczynałem atak, o ile w ogóle
atakiem nazwać można. Lekki i bardzo łatwy bój prowadziła przy wejściu 21
dywizja [...] Główna zagadką, którą chciałem sobie rozstrzygnąć, była tajemnica
tzw. grupy mozyrskiej. Właściwie nie było jej wcale, oprócz 57 dywizji.."..
Grupa Mozyrska, złożona z dwóch dywizji rozciągniętych na froncie o szerokości
150 km, nie wytrzymała uderzeń polskich dywizji. Manewr znad Wieprza udał się
zatem tylko częściowo. Zmusił bolszewików do odwrotu, ale sił Armii Czerwonej
nie zniszczył. 18 sierpnia Naczelny Wódz wydał rozkazy do działań pościgowych, w
których uczestniczyły nie tylko oddziały Grupy Uderzeniowej, lecz także Armie 1.
i 5.
Wielu historyków wojskowości pisząc z uznaniem o sukcesach 5 Armii,
podkreśla, iż gen. Sikorski popełnił duże błędy w końcowej fazie bitwy, m.in. w
rozpoznaniu położenia przeciwnika. Zastosowanie taktyki kordonowej i
niedostateczne przygotowanie oddziałów zaporowych spowodowało klęski polskich
oddziałów i przedarcie się 3 Korpusu Konnego Gaj-Chana. Od walki z konnicą 21
sierpnia pod Żurominem uchyliła się także 9 Dywizja Jazdy pułkownika Gustawa
Orlicza – Dreszera tłumacząc się "zapadającymi ciemnościami i gęstą
mgłą".
Część historyków wojskowości – zagorzałych piłsudczyków – analizując
udział 5 Armii w bitwie twierdziła, że działania jej dowódcy wypaczyły zamysł
Naczelnego Wodza zawarty w rozkazie przegrupowania z 6 sierpnia 1920 r. Uważali,
że gdyby dowódca Frontu Północnego gen. Józef Haller i Władysław Sikorski ściśle
wykonali rozkazy Piłsudskiego i związali przeciwnika walkami w rejonie Warszawy
i nad dolną Wisłą, a nie przedwcześnie odrzucili go działaniami kontr
ofensywnymi na północ i wschód, manewr Naczelnego Wodza całkowicie by się
powiódł. Armie sowieckie – 3, 4, 15 i 16 – zostałyby całkowicie
rozbite.
Działania pościgowe wojsk polskich po Bitwie Warszawskiej zakończyły
się 25 sierpnia 1920 roku pod Kolnem, gdy ostatnie walczące oddziały bolszewików
przekroczyły granicę niemiecką i zostały internowane. Większość sił Armii
Czerwonej, bardzo osłabionych, ale nie zniszczonych, wycofała się na wschód i
uczestniczyła w końcowej fazie wojny.
Straty wojsk sowieckich biorących
udział w bitwie Warszawskiej szacuje się na ok. 25 tys. poległych, 60 tys.
jeńców i 45 tys. internowanych w Prusach Wschodnich. Po stronie polskiej było
4,5 tys. poległych, 22 tys. rannych i ok. 10 tys. zaginionych.
Piłsudski,
Rozwadowski, Weygand czy Matka Boska?
Już pod koniec sierpnia 1920 r.
rozpoczęła się zażarta dyskusja nad zasługami Naczelnego Wodza i innych
generałów w zwycięskiej Bitwie Warszawskiej. W Polsce, bitwę zaczęto nazywać
"Cudem nad Wisłą". Określenie to upowszechniło się zwłaszcza w środowiskach
kościelnych oraz w obozie prawicy politycznej, który od samego początku odmawiał
zasług Józefowi Piłsudskiemu. Według prawicy, zwycięstwo 1920 roku było
rezultatem cudu, a nie planu kontrnatarcia. W liście pasterskim kardynała
Aleksandra Kakowskiego czytamy: "Zdumiony odwagą i męstwem bojowników polskich,
żołnierz bolszewicki cofał się w przestrachu i padał rażony, bo nad zastępami
wojsk polskich widział unoszący się sztandar z wizerunkiem Matki Boskiej.."..
Kolejne rocznice bitwy stały się też okazją do szerzenia legendy księdza
Ignacego Skorupki, który bohatersko zginął w bitwie pod Ossowem, gdy z krzyżem w
ręku szedł w pierwszej linii atakujących. Z kolei piłsudczyk, Władysław Pobóg –
Malinowski napisał, iż ks. Skorupka zginął "śmiercią bardziej godną kapłana,
ugodzony bowiem został zabłąkaną kulą w chwili, gdy w jakichś opłotkach,
pochylony nad ciężko rannym żołnierzem, udzielał mu ostatnich pociech
religijnych".
Narodowa Demokracja, chcąc pomniejszyć zasługi Piłsudskiego
głosiła również, że głównym autorem genialnego planu Bitwy Warszawskiej był
generał Maxime Weygand. O zwycięstwie zaś zadecydował cały naród, Armia
Ochotnicza i Wojsko Polskie, kierowane przez tak znakomitych dowódców, jak Józef
Haller i Władysław Sikorski. W obliczu grożącego Polsce upadku niepodległości,
gen. Weygand, szef sztabu marszałka Focha, był kandydatem Francji i Anglii do
stanowiska Naczelnego Wodza Wojsk Polskich. Weygand nie przyjął propozycji
twierdząc, iż jedynie "armia polska, dowodzona przez Polaka może i powinna
ocalić Polskę". W liście do Focha pisał, że tuż przed decydującą bitwą nie można
zmieniać ani Naczelnego Wodza ani Szefa Sztabu Generalnego, bo przyniosłoby to
klęskę. Wobec nacisku misji alianckiej, aby wykorzystać wiedzę fachową Weyganda,
27 lipca 1920 r. Piłsudski mianował go doradcą szefa Sztabu Generalnego. Podczas
pierwszej wizyty w Belwederze Weygand przeforsował decyzję o powierzeniu
"popularnym" generałom Józefowi Hallerowi i Józefowi Dowborowi-Muśnickiemu
stanowisk w armii. Wkrótce Piłsudski zaproponował im dowództwa
frontów.
Weygand nie miał jednak większych szans na przeforsowanie swoich
koncepcji prowadzenia działań wojennych. Był ignorowany przez Piłsudskiego i
gen. Tadeusza Rozwadowskiego, którzy nie rozmawiali z nim na temat koncepcji
planu wojny z bolszewikami i jego realizacji. Udało mu się jednak doprowadzić do
wzmocnienia Frontu Północnego poprzez utworzenie 5 Armii, do której dołączyła 18
Dywizja ściągnięta z południa. Miał także on swój udział w umocnieniu
fortyfikacji przedmościa warszawskiego. Kierował francuskich saperów do
organizowania linii obronnej, a oficerom artylerii polecił szkolenie polskich
artylerzystów w jak na polu bitwy należy współpracować z piechotą. Dzięki
licznym interwencjom Weyganda zwiększono i przyspieszono z Zachodu dostawy
sprzętu wojennego i amunicji. Piłsudski, na wieść o projektowanym wyjeździe
Weyganda wraz z misją aliancką z Polski, polecił gen. Rozwadowskiemu pożegnać go
i wręczyć mu order Virtuti Militari. Weygand był natomiast entuzjastycznie
żegnany jako "zbawca ojczyzny" w czasie manifestacji organizowanych na złość
Piłsudskiemu przez Narodową Demokrację. Zgotowano mu triumfalne powitanie w
Paryżu, gdzie uchodził za głównego pogromcę bolszewików i człowieka, który
uratował Polskę. Podobną opinię wyrażano w Wielkiej Brytanii. Warto nadmienić,
że na Zachodzie Piłsudski był traktowany jako "zdradliwy sprzymierzeniec (nie
dopomógł Denikinowi w walce z bolszewikami - J.S.) prowadzący Polskę do
ruiny".
Według wielu uczestników wydarzeń z sierpnia 1920 r., Bitwą
Warszawską nie dowodził ani Piłsudski, ani Weygand, ale szef Sztabu Generalnego
WP – gen. Tadeusz Rozwadowski. Został on mianowany na to stanowisko 22 lipca
1920 roku na wyraźne żądanie zachodnich aliantów, będących pod silnym wrażeniem
jego optymizmu i bezgranicznej wiary w ostateczne zwycięstwo. Rozwadowski objął
faktyczne dowództwo wówczas, gdy Naczelny Wódz, całkowicie załamany nosił się z
zamiarem popełnienia samobójstwa, i gdy – zdaniem Sikorskiego – "wielka część
polskiej armii była podobna do łodzi, rzuconej bez steru na spiętrzone burzą
fale". Już w kilka dni później Rozwadowski wydał rozkaz do Bitwy nad Bugiem,
która na dziesięć dni powstrzymała sowiecką ofensywę. Umożliwiło to
przegrupowanie wojsk polskich przed bitwą. Gdy w pierwszych dniach sierpnia
Piłsudski w samotności rozmyślał w Aninie nad koncepcją nowej strategii,
Rozwadowski kierował działaniami. Sytuacja powtórzyła się w dniach od 12 do 17
sierpnia, gdy Marszałek opuścił Warszawę, aby osobiście dowodzić Grupą
Uderzeniową. Istnieje wersja, że zdecydował się objąć dowództwo Grupy
Uderzeniowej pod wpływem Rozwadowskiego, ponieważ ten ostatni czuł się
skrępowany obecnością Naczelnego Wodza w Warszawie. Rozwadowski, jeżdżąc
osobiście na zagrożone odcinaki frontu, natchnął żołnierzy i oficerów wiarą w
zwycięstwo, potrafił przelać na nich swój optymizm i energię. Ówczesny adiutant
szef Sztabu Generalnego wspominał: "Generał Rozwadowski przez cały czas bitwy
nad Wisłą objeżdżał stale poszczególne odcinki frontu, wśród gradu kul wydawał
dyspozycje, przesuwał odwody, zarządzał natarcia swoim systemem: "ze siodła" a
nie od zielonego stolika, daleko za frontem. Zielony stolik, to jest robotę
sztabową, pozostawił sobie na nocne godziny". Bardzo dobrze układała się
współpraca gen. Tadeusza Rozwadowskiego z Ministrem Spraw Wojskowych gen.
Kazimierzem Sosnkowskim, z dowódcą Frontu Północnego gen. Józefa Hallerem,
znacznie gorzej natomiast z gen. Maxime Weygandem. Weygand często skarżył się,
że Rozwadowski chętnie słuchał jego rad, ale się do nich nie stosował.
Francuskiego sztabowca raziła niepunktualność i niedokładność Rozwadowskiego,
jego skłonność do częstych zmian decyzji i typowo polska fantazja. Godna
przypomnienia jest opinia ówczesnego premiera Wincentego Witosa: "Cokolwiek
będzie się pisać i mówić, kogo się będzie chciało ubierać w laury i zasługi, to
rok 1920 "Cud nad Wisłą" i zwycięstwo nad bolszewikami odniesione, pozostać
muszą z nazwiskiem gen. Rozwadowskiego związane".
Dla wielu Polaków, a przede
wszystkim dla szerokiego grona piłsudczyków, zwycięskim dowódcą w Bitwie
Warszawskiej był wyłącznie Naczelny Wódz. On to opracował ogólny zarys planu
polegający na wydaniu bolszewikom bitwy na przedpolu stolicy oraz wybrał
optymalny wariant miejsca koncentracji Grupy Uderzeniowej. Miejsce to było
znacznie bezpieczniejsze dla przeprowadzenia koncentracji oraz umożliwiło
uderzenie nie tylko na lewą flankę wroga, ale też ich okrążenie. Wariant
koncentracji Grupy Uderzeniowej, bliżej Warszawy, w rejonie Garwolina,
zaproponowany przez gen. Rozwadowskiego, zezwalał jedynie na uderzenie płytkie.
Mogło ono zaledwie przyczynić się do wycofania oddziałów wroga spod Warszawy,
lecz nie dawało gwarancji ich zniszczenia.
Wiele kontrowersji wywołuje
kwestia opuszczenia Warszawy przez Naczelnego Wodza w najważniejszym momencie
Bitwy Warszawskiej. Adwersarze Piłsudskiego przypominają fakt jego pisemnej
dymisji z funkcji Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza na ręce premiera
Wincentego Witosa. Są też przekonani, że miejsce Naczelnego Wodza było w
zagrożonej stolicy, skąd mógłby koordynować działania polskich oddziałów na
różnych odcinkach frontu. W tej sytuacji bitwa 5 Armii "potoczyła się zbyt
samodzielnie" i uniemożliwiła koordynację jej działań z marszem Grupy
Uderzeniowej znad Wieprza, co w konsekwencji umożliwiło wycofanie się większości
sił Tuchaczewskiego za Niemen.
Piłsudskiemu zarzucono, że wyznaczył sobie
zadanie najłatwiejsze. W czasie, gdy inni polscy generałowie dowodzili armiami
toczącymi zacięte boje pod Warszawą czy nad Wkrą, on dokonywał w Puławach
przeglądu wojsk, a potem prowadził je, nie napotykając większego oporu.
Piłsudczycy natomiast twierdzili, że Naczelny Wódz chciał wyjechać z Warszawy,
gdzie wciąż publicznie oskarżano go o zdradę oraz, że chciał być wśród
oddziałów, których uderzenie miało dokonać przełomu w bitwie.
Niezależnie od
ostatecznego osądu, należy pamiętać, że bez Piłsudskiego nie doszłoby do Bitwy
Warszawskiej. To przecież on podpisał historyczny rozkaz z 6 sierpnia 1920 roku
i, jako Naczelny Wódz, wziął na swe barki całą odpowiedzialność za jego
wykonanie. Gdyby bitwa zakończyła się klęską, brzemię odpowiedzialności za
upadek niepodległej Polski spadłoby nie na Weyganda i Rozwadowskiego, lecz
wyłącznie na Piłsudskiego jako Naczelnego Wodza.
Ogromną zasługą Piłsudskiego
było to, że w chwilach krytycznych, potrafił wznieść się ponad swoje ambicje,
uprzedzenia i powierzyć odpowiedzialne stanowiska najbardziej utalentowanym i
doświadczonym generałom. Swoim autorytetem potrafił też utrzymać dyscyplinę na
najwyższych szczeblach dowodzenia. Generałom wywodzącym się z trzech zaborczych
armii, o różnych taktykach walki i metodach dowodzenia, potrafił narzucić swoją
wolę. W sierpniu 1920 r. po Warszawie krążył żart, że gen. Rozwadowski bardziej
się lękał Piłsudskiego niż bolszewików!.
Dyscypliny na najwyższym szczeblu
dowodzenia zabrakło natomiast po stronie sowieckiej. Głównodowodzący Armią
Czerwoną, Kamieniew nie potrafił narzucić swojej woli Stalinowi i Budionnemu.
Była to jedna z przyczyn klęski wojsk sowieckich w Bitwie Warszawskiej. Dowódca
1 Armii Konnej, Budionny, na wyraźny rozkaz Stalina, mimo usilnych próśb
Tuchaczewskiego, nie skierował swych sił pod Warszawę, lecz w najważniejszym
momencie bitwy usiłował zdobywać Lwów.
Klęski w wojnie z Polską przywódcy
sowieccy nie zapomnieli nigdy. Dotyczyło to przede wszystkim Stalina. Jego
decyzja o losie polskich jeńców wziętych do niewoli w 1939 roku z całą pewnością
była zemstą za klęskę Armii Czerwonej w sierpniu 1920. Stalina doprowadzała do
pasji śpiewana w Związku Radzieckim czastuszka: "Rossija, Rossija maja, takaja
mała Polsza, a pobiediła tiebia..."
Dramatyczne walki, toczone w sierpniu
1920 roku wryły się głęboko w pamięć narodu. Odparcie Armii Czerwonej spod
Warszawy urosło do rangi symbolu własnej siły, było zwycięstwem nad armią
wielkiego mocarstwa, przeciwko któremu bezskutecznie walczyły poprzednie
pokolenia Polaków.
Janusz Szczepański – historyk wojny
polsko-bolszewickiej 1920 r., opublikował m.in.: książki: Wojna 1920 roku na
Mazowszu i Podlasiu oraz Społeczeństwo Polski w walce z najazdem bolszewickim
1920 roku.