Huta Pieniacka

Huta Pieniacka Wieś położona w powiecie złoczowskim w województwie tarnopolskim obecnie Ukraina 28 lutego 1944 r. została dokonana tam masakra ludności polskiej w liczbie od 800 do 1200 osób przez 14 Dywizję Grenadierów Waffen SS-Galizien oraz Ukraińską Powstańczą Armie . UPA w masakrze brali również udział policjanci ukraińscy w służbie okupanta. W sprawie masakry w Hucie Pieniacka śledztwo prowadzi Instytut Pamięci Narodowej.

Wieś wyglądała na opuszczoną. W powietrzu krążyły kruki i wronySłychać było wycie bezpańskich psów. Dopalały się domy. Na drogach leżeli martwi mężczyźni i kobiety. Na płotach wisiały starsze dzieci, a na śniegu leżały te całkiem malutkie. Wśród nich jedno wyrwane wprost z łona matki. Jego czaszka została rozgnieciona przez wojskowy but.


Dzień po masakrze
Wilhelm Kowalczykowski do Huty wrócił 29 lutego 1944 roku. Pod kościołem rozpoznał swojego dziadka. Starzec siedział skulony, twarz zakrywał dłońmi, a głowę trzymał w kolanach. W wewnętrznej kieszeni spodni chował Krzyż Srebrny Orderu Virtuti Militari. Nazywał się Wojciech Szmigielski i brał udział w nieudanym Powstaniu Styczniowym. Gdy pędzony był na Sybir, zdołał uniknąć śmierci i uciec. Teraz siedział nieruchomo, z wydłubanymi oczami i językiem przybitym do dolnej wargi zardzewiałym gwoździem. Tył głowy i plecy miał spalone. Klatkę piersiową i brzuch przestrzelone przez kule. Jego ubranie ociekało krwią.

Niedaleko od tego miejsca, w swojej zagrodzie, przy ulicy Werchobuskiej, leżała trzydziestoletnia Zofia Hauptman. Jej włosy i ubranie spłonęły. Na ciele zostały tylko strzępki zwęglonego materiału. Obie nogi były przestrzelone powyżej kolan, a brzuch nienaturalnie nabrzmiały. Niedługo miała urodzić swoje pierwsze dziecko.

Inna kobieta, kilkanaście minut wcześniej, lub później, zginęła zadźgana bagnetem. Nazywała się Rozalia Sołtys, miała 70 lat i szła zbyt wolno. Najpierw oprawcy ponaglali ją uderzeniami karabinowych luf. Gdy to nie skutkowało, kilkakrotnie wbijano jej ostrze w plecy. Ale i to nie przynosiło rezultatu. Po kolejnym ciosie, zakrwawiona staruszka upadła, a jej brzuch przebił długi nóż.

28 lutego 1944 roku w podobny sposób zginęło jeszcze przynajmniej 865 mieszkańców Huty Pieniackiej, a sama miejscowość przestała istnieć w ciągu kilkunastu godzin.

28 lutego, o 6.00 rano na niebie pojawiły się kolorowe race świetlne. Zielone, żółte, czerwone. Jest to sygnał do ataku. Żołnierze otaczają Hutę Pieniacką pierścieniem. Zaczynają natarcie. Od strony sąsiedniego Majdanu . atak z moździerzy. Od strony Żarkowa słychać karabiny maszynowe. Pociski zapalające i granaty lecą już z każdej strony. Zabudowania na skraju wsi stają w płomieniach. Pierścień zaciska się coraz bardziej.

Huta nie odpiera ataku, więc żołnierze wchodzą do niej jak do siebie. Jeden z oficerów wydaje rozkaz, żeby wszystkich mieszkańców wyciągnąć z chałup i spędzić do centrum. Przestraszeni ludzie powoli wypełniają kościół i szkołę. Przy okazji bojownicy kradną ze wsi wszystko, co ma jakąkolwiek wartość. Zboże, ubrania, buty ładują na sanie i wywożą. Krowy i konie wypędzają z obór i stajni. Zrabowane mieszkania i stodoły puszczają z dymem. Jeśli w środku zostają ludzie . tym lepiej. Podczas ucieczki z płomieni będzie można przestrzelić im kolana i popatrzeć jak płoną żywcem. Do podziemnych schronów, w których kryją się kobiety i dzieci wpadają granaty. Dla pewności najemnicy podpalają cały budynek, pod którym wykopana jest kryjówka i strzelają do każdego, kto przeżył wybuch granatu i ośmielił się wydostać z płonącego schronu.

W tym samym czasie, inni mieszkańcy tłoczą się w kościele i szkole. Dwudziestosześcioletnia Franciszka Michalska na schodach świątyni niespodziewanie zaczęła rodzić. Była przy niej położna, ale to nie jej było dane odebrać poród. Gdy oprawcy usłyszeli krzyki i jęki rodzącej, to ..podszedł do niej jeden z nazistów, siłą wyrwał z niej dziecko, rzucił na posadzkę przed ołtarzem i rozgniótł esesmańskim butem.. Położna zaczęła krzyczeć, więc obie zostały zastrzelone.

W środku kościoła, na ławie, siedział partyzant sowiecki. Głowę miał całą zabandażowaną. Obok niego z twarzą przysłoniętą dłońmi kucał dziewięćdziesięcioczteroletni Wojciech Szmigielski. Zanim żołnierze znaleźli ich obu, starzec ukrywał partyzanta w swoim łóżku. Teraz, w kościele, trwało przesłuchanie. Szmigielski próbował zataić tożsamość Sowieta, tłumacząc żołnierzom, że nie wie, kto to jest, bo ten jest ranny i nic nie mówi. Chwilę później obaj byli już torturowani na placu przed kościołem. Szmigielskiemu .wykłuli oczy, a język wyciągnęli na zewnątrz i przybili gwoździem do brody. Po torturach wprowadzili ich do kościoła i posadzili partyzanta w konfesjonale, a starca obok niego, na ławce. Następnie obu żywcem spalili..

O 13.00 ludzi w kościele ciągle przybywa. Esesmani chodzą między ławami i kolbami tłuką po głowach. Ludzie padają na ziemię, a na ich miejsca wprowadzani są kolejni. Jest duszno i tłoczno. Ukrainiec podający się za Polaka informuje, że świątynia jest zaminowana. Wybucha panika, ale tłum nie jest w stanie sforsować drzwi.

Godzinę później oprawcy zaczynają wyprowadzać ludzi z kościoła. Grupy 40-50 Polaków są eskortowane przez kilkunastu Ukraińców uzbrojonych w karabiny. Żołnierze zapewniają kobiety i dzieci, że są prowadzeni do swoich domów. Tym razem to nie było kłamstwo. Większość ten marsz rzeczywiście zakończyła w swoich chatach i stodołach. Gdzie następnie podpalono ich żywcem.

Około godziny 17.00 mord dobiegł końca. Pijackie śpiewy oznaczały zakończenie akcji. Esesmani urządzili jeszcze defiladę na .cześć zwycięstwa. i powoli zaczęli opuszczać wieś. Najazd trzech batalionów ukraińskiej dywizji SS-Galizien przetrwało tylko kilka domów i kilkudziesięciu mieszkańców.


Fotogaleria z uroczystości z okazji 65 rocznicy mordu w Hucie Pieniackiej w dniu 28 lutego 2009 roku, z udziałem prezydentów Ukrainy i Polski

Orginal artykułu pod adresem http://www.ithink.pl/artykuly/polska/polska/jedenascie-godzin-ludobojstwa