OD WROGOSCI DO WSPOLPRACY
Jewhen Sztendera
W POSZUKIWANIU POROZUMIENIA

(Podziemie ukrainskie i polskie w latach 1945-1947.
Wspolpraca pomiedzy UPA i WIN)1


OD WROGOSCI DO WSPOLPRACY

Celem moim jest przedstawienie historycznego przegladu wspoldzialania w opanowanej przez komunistow Polsce pomiedzy Ukrainska Powstancza Armia (UPA) i jej polskim odpowiednikiem WIN (Wolnosc i Niepodleglosc). Od wiosny roku 1945 do lata 1947 obie organizacje pozostawaly w dobrych stosunkach, co stanowilo ostry kontrast wobec ich poprzedniej wrogosci. Chociaz nie doszlo nigdy do zawarcia formalnego sojuszu nawiazane kontakty stanowily podstawe do pozniejszych prob pokojowego rozwiazania istniejacych nieporozumien i do ustalenia wzajemnego zaufania polaczonego z harmonijna wspolpraca.

Chcialbym zanalizowac wspolprace obu ruchow podziemnych w sferze politycznej, wojskowej (oraz innych) dokonac ogolnego przegladu lokalnych kontaktow na wielu odcinkach granicy ukrainsko-polskiej. Chociaz niektorzy historycy w Polsce opublikowali zrodlowe opracowania tych wydarzen, publikacje te na ogol odzwierciedlaja oficjalna linie partyjna i potepiaja zarowno UPA jak i WIN. Publikacje wydane poza Polska sa przewaznie fragmentaryczne lub jako popularne artykuly i wspomnienia powierzchownie traktuja interesujacy nas temat. Chcialbym przedstawic obiektywny poglad na te sprawy, w oparciu o wlasne doswiadczenia i obserwacje z czasow mojej dzialalnosci w podziemiu ukrainskim jak rowniez o fakty ze zrodel i dokumentow (publikowanych i niepublikowanych)2 . Tozsamosc dzialaczy podziemia bede ujawnial tylko wtedy, kiedy zostala juz ujawniona w publikacjach komunistycznych i kiedy istnieje pewnosc, ze osobom tym nie groza juz przesladowania.

Nieoczekiwana misja

Z kwestia polska zetknalem sie bezposrednio w grudniu 1944. W owym czasie front hitlerowsko-sowiecki przebiegal wzdluz Wisly. Pracowalem w administracji wojskowej UPA okregu lwowskiego, ktory sasiadowal z nowymi granicami obecnego panstwa polskiego. Plk. Woronyj (noro de guerte) komendant lwowskiego okregu wojskowego UPA, wezwal mnie na spotkanie do wsi Orlow. Podczas spotkania dowiedzialem sie ze mam przekroczyc granice polsko-sowiecka i udac sie w okolice Lubaczowa, gdzie mam nawiazac kontakt z mjr. Iwanem Szpontakiem ("Zalizniak")3 , miejscowym komendantem batalionu UPA. Jednym z moich najwazniejszych zadan bylo przekazanie instrukcji z Kwatery Glownej UPA, zlecajacej czlonkom naszego podziemia nawiazanie roboczych kontaktow z polskim podziemiem.

Zanim przystapie do szczegolowego opisu swojej misji, chcialbym pokrotce zarysowac tlo owczesnej sytuacji. Po ustaleniu nowej granicy pomiedzy Polska a ZSRR polskie ziemie przygraniczne objely terytoria zamieszkale przez wiekszosc ukrainska. Od chwili okupowania tych ziem przez sily hitlerowskie oddzialy UPA prowadzily tam dzialalnosc i otrzymywaly rozkazy od wyzszego dowodztwa UPA, umiejscowionego na sasiednich obszarach Ukrainy.

Wsrod uczestnikow spotkania we wsi Orlow znajdowali sie "Zolotar", odpowiedzialny za okreg lwowski i "Bury", miejscowy dowodca Organizacji Ukrainskich Nacjonalistow (OUN). Poniewaz minelo juz od tamtej chwili wiele lat, jestem w stanie zdac jedynie ogolna relacje z tego spotkania. Wszyscy byli przekonani o zasadniczej koniecznosci sojuszu z polskim podziemiem, i to nie tylko w chwili obecnej, ale, co najwazniejsze, o koniecznosci przyszlej wspolnej obrony przed imperializmem rosyjskim. Sojusz polsko-ukrainski wydawal sie mozliwy i niezmiernie wazny. Poniewaz sily sowieckie okupowaly wowczas zarowno Polske, jak i Ukraine, wszelkie spory graniczne stracily sens. Obserwujac sowieckie proby poddania kontroli wszystkich dziedzin zycia polskiego, mozna bylo dojsc do wniosku, ze Zwiazek Sowiecki nie zamierza wycofac sie w przyszlosci z polskich terytoriow. Nie bylo tez zadnych podstaw do przypuszczen, ze alianci gotowi sa do wojny o Polske. Bylo wiec jasne, ze Polacy i Ukraincy musza przygotowac sie do dlugiej walki o niepodleglosc. Ze wszystkich obecnych na spotkaniu, najszerzej rozwodzil sie na ten temat "Zolotar".

To wlasnie on poinformowal mnie szczegolowo o polsko-ukrainskich kontaktach we Lwowie. Jeszcze podczas okupacji hitlerowskiej podpisane zostalo porozumienie o wspolpracy z Armia Krajowa (AK - pozniej przeksztalcona w WIN), z ktorego jednak nie wyniknelo nic konkretnego z powodu warukow wojennych. Po nadejsciu Sowietow oddzialy AK na Ukrainie zostaly rozbrojone lub rozwiazaly sie dobrowolnie, ale polski ... podziemny nadal dzialal. Opierajac sie na dawnych kontaktach rozpoczal wspolprace z czlonkami UPA, a polscy przedstawiciele przekazali wiadomosc ze AK zamierza zawrzec alians z UPA. Aby zapewnic bezpieczenstwo uczestnikow, spotkania mialy sie odbywac na terenach polskich. Wedlug otrzymanych informacji, Komenda Glowna AK rozkazala swoim oddzialom czynnym wzdluz granicy ukrainskiej nawiazac kontakty i wspoldzialac z oddzialami UPA, w zwiazku z czym oddzialy UPA dzialajace na terenach polskich otrzymaly ze swej strony analogiczne instrukcje: wynegocjowac zawieszenie broni i uzgodnic warunki wspolpracy na danym terytorium, pozostawiajac wszelkie spory do rozstrzygniecia na wyzszym szczeblu.

Nie bylo pewne, czy te nowe dyrektywy dotarly do mjr. Iwana Szpeniaka, dowodcy UPA w okregu lubaczowskim. Zadaniem moim bylo poinformowac go o rozwoju wypadkow, przekazac rozkazy i sluzyc mu pomoca i rada. Mialem tez przewiezc ulotki i wydrukowane odezwy do ludnosci polskiej, apelujace o wspolna walke o wolnosc.

Kontakty we Lwowie

Nie udalo mi sie uzyskac szczegolowych informacji na temat kontaktow polsko-ukrainskich, jakie rzekomo zostaly nawiazane w 1944 roku pod okupacja sowiecka. Wiecej natomiast wiemy o kontaktach i negocjacjach, jakie mialy miejsce, podczas okupacji hitlerowskiej pomiedzy przedstawicielami ukrainskimi z przewodztwa OUN a przedstawicielami dowodztwa AK na okreg lwowski i miejscowym przedstawicielem londynskiego rzadu polskiego. Ze strony ukrainskiej w rozmowach tych uczestniczyli: ks. Iwan Hrynioch, Zenowij Matla, Wasyl Ochrymowicz, Miroslaw Prokop, Mychajlo Stepaniak, Jewhen Wreciona i przypuszczalnie inni. Strone polska reprezentowali: hrabia Piotr Dunin-Borkowski, gen. K. Sawicki, dowodca okregu lwowskiego AK J. Gnatowski. przedstawiciel Delegatury Rzadu RP i inni. Poniewaz obie strony zmienialy sklad swoich delegacji, w rozmowach braly takze udzial rozne inne osoby4 . Wedlug Miroslawa Prokopa, jednego z uczestnikow tych negocjacji, pewna forma kontaktow z podziemiem polskim we Lwowie istniala przez caly okreg okupacji hitlerowskiej. Rozmowy staly sie czestsze pod koniec lata 1943, kiedy strona polska byla bardziej sklonna do zawarcia jakiegos porozumienia, skoro plany Stalina co do przyszlosci Polski staly sie oczywiste. Po obu stronach chciano zlikwidowac istniejacy konflikt polsko-ukrainski. Po naradzie w pazdzierniku 1943 obie strony zgodzily sie oglosic apele i proklamacje, majace na celu zmniejszenie wzajemnej wrogosci, mialo to stanowic pierwszy krok na drodze dalszych porozumien 5.

Kilka miesiecy pozniej, 10 lutego 1944, obie strony uzgodnily i podpisaly dokument zatytulowany "Protokol", ktory ustalal pewne zasady porozumienia i wspolpracy. Drugi paragraf "Protokolu" stwierdzal, ze OUN ma reprezentowac strone ukrainska, a AK strone polska. Obie delegacje po-siadaly mandat decydowania "o wszelkich sprawach o charakterze politycznym i wojskowym"6 . Dokument ten w 20 punktach ocenial biezaca sytuacje polityczno-wojskowa, dawal wyraz wspolnym dazeniom i ustalal warunki wspolpracy politycznej i wojskowej, wszystkie te punkty porozumienia zachowaly znaczenie w okresie pozniejszym, niestety jak dotad bardzo slabo udokumentowanym.

Oto streszczenie niektorych najwazniejszych paragrafow "Protokolu":

IV. Obie strony uznaja potrzebe pokojowego rozwiazania problemow polsko-ukrainskich w oparciu o zasade narodowego samostanowienia przedstawiona w Karcie Atlantyckiej.

V. Obie strony zgadzaja sie co do tego, ze istnienie dwoch niepodleglych panstw jest korzystne dla obu narodow i ze stanowi ono jedyna gwarancje przyszlego istnienia i trwalej koegzystencji pomiedzy oboma narodami.

VII. Strona polska, doceniajac czynnik rownowagi, jaki stanowi niepodlegle panstwo ukrainskie, uznaje i popiera obecna walke o wolna Ukraine.Uwaza te walke za sprawe o wymiarze miedzynarodowym.

VIII. Obie strony potwierdzaja fakt, ze stoja wobec wspolnych wrogow w swojej walce o idealy narodowe i niepodleglosc.

XI. Obie strony zobowiazuja sie do wymiany oficjalnych deklaracji wzajemnego uznania i respektowania walki o niepodleglosc kazdej z stron, jak rowniez deklaruja polityke nienaruszalnosci terenow nalezacych do kazdej ze stron.

XII. Obie strony zgadzaja sie na okreslenie swoich stref wplywow i obszarow dzialalnosci podczas walki o niepodleglosc, do czasu ustalenia granicy. Obie strony zgadzaja sie informowac sie nawzajem, podczas walki o niepodleglosc, o swoich planach na przyszlosc.

XIII. Strona polska wyraza gotowosc rzadu polskiego do uznania najwyzszej reprezentacji ukrainskiej, czy to na Ukrainie, czy tez na emigracji, jako tymczasowego rzecznika i przedstawiciela woli i pragnien ludu ukrainskiego do chwili utworzenia rzadu ukrainskiego. Strona polska podkresla natychmiastowa koniecznosc ustanowienia bezposredniego kontaktu pomiedzy reprezentacja ukrainska a rzadem polskim.

XV. Obie strony zgadzaja sie zaprzestac wrogiej dzialalnosci propagandowej, zarowno wewnetrznej jak i zewnetrznej, tudziez zaprzestac jakiejkolwiek dzialalnosci wymierzonej przeciwko walce o niepodleglosc jednego z narodow.

XVI. Obie strony zgadzaja sie z ocena, ze obecne stosunki polsko-ukrainskie charakteryzuje napiecie i akty wzajemnej agresji: wyrazaja zgodna opinie, ze sytuacja ta jest szkodliwa dla obu stron i ze nalezy dolozyc wszelkich wysilkow w celu wyeliminowania jakichkolwiek oznak wrogosci i dazyc do stanu pokojowego wspolistnienia7 .

Jest rzecza oczywista, ze dokument ten sianowil wazny krok na drodze do wzajemnej wspolpracy i porozumienia. Widac w nim wyrazne zlagodzenie poprzednich nieustepliwych stanowisk w stosunkach polsko-ukrainskich i zmiane nastawienia polskich kol oficjalnych wobec ukrainskiego ruchu niepodleglosciowego. Spory graniczne mialy byc rozwiazane w czasie przyszlych posiedzen: otwarcie uznano potrzebe istnienia niepodleglej Ukrainy, a Ukraincy mieli byc traktowani jako rownorzedni partnerzy polityczni. Rownie wazkie znaczenie mialy paragrafy dotyczace wspolpracy politycznej i wojskowej, poniewaz przejawial sie w nich duch rownosci i szacunek dla praw drugiej strony. Jednakze dokument ten nie doprowadzil do natychmiastowego zawieszenia broni ani nie ustalil warunkow wspolpracy miedzy obu stronami: obie te kwestie zostaly uzaleznione od podpisania formalnego traktatu (paragraf XVII). Wedlug Iwana Kedryn-Rudnyckieco, dokument zostal przedstawiony rzadowi polskiemu, ktory go jednak nie ratyfikowal8 .

W nastepnym spotkaniu wzielo udzial trzech ukrainskich i pieciu polskich przedstawicieli. J. Gnacowski, szef delegacji polskiej, reprezentowal Delegature Rzadu na Kraj. Korzystajac z napisanego przez Gnatowskiego "Raportu z drugiej podrozy do Lwowa", A. B. Szczesniak i W. Z. Szota dostarczaja kilku szczegolow na temat tego spotkania9 . "Atmosfera spotkania byla duzo bardziej chlodna niz mozna bylo sie spodziewac po podpisaniu "Protokolu" lutowego". Wedlug Szczesniaka i Szoty Gnatowski stwierdzil co nastepuje: "Narod polski zajmuje krytyczne postawy wobec ewentualnego utworzenia niepodleglej Ukrainy, poniewaz zakres walk niepodleglosciowych prowadzonych na Ukrainie jest w rzeczywistosci nieznaczny", a takze: "Nie sadzimy, ze droga do nispodleglosci musi zostawiac slad znaczony polska krwia". Podczas rozmow ich uczestnicy przedyskutowali propozycje ukrainska, aby przyszly dialog kontynuowac "na terytorium neutralnym i przy arbitrazu strony neutralnej". Uznano to za propozycje nierealistyczna, poniewaz nie mozna bylo znalezc ani neutralnej strony, ani neutralnego terytorium dostepnego dla obu stron. Konferencja nie przyczynila sie do zadnego postepu. Przedstawicieli ukrainscy zostali zaproszeni na nastepne spotkanie do Warszawy. Wedlug Szczesniaka i Szoty dyskusja zakonczyla sie w tym wlasnie punkcie10 . Wydaje cie to prawda, poniewaz w tym czasie obie strony przygotowywaly sie goraczkowo na nadejscie armii sowieckiej. Przywodcy OUN i innych ugrupowan ukrainskich byli ponadto zajeci organizowaniem zblizajacej sie konferencji UHWR (Ukrainska Holowna Wyzwolna Rada). Szczesniak i Szota przypisuja glownie niepowodzenie rozmow polsko-ukrainskich faktowi, ze:

Zad Polski w Londynie i jego Delegaci w Polsce ale uznawali prawa Ukraincow i Bialorusinow do samostanowienia, poniewaz byli przekonani, ze nastapi powrot - z pomoca aliantow zachodnich - do terytorialnego status quo ante na wschodnich granicach Polski11 .

Tak wiec porozumienia osiagniete we Lwowie nie doprowadzily do zadnej znacznej poprawy stosunkow polsko-ukninskich ani tez nie polozyly kresu aktom wzajemnej wrogosci. Wprost przeciwnie, sytuacja nawet ulegla pogorszeniu. "Ofensywa" AK prowadzona wzdluz granicy polsko-ukrainsklej, - a szczegolnie ofensywa w rejonie Hrubieszowa, i dzialania militarne na obszarach zamieszkanych przez Ukraincow, okreslane kryptonimem "Burza" - doprowadzila do wzmozenia konfliktow zbrojnych pomiedzy AK i UPA. Dokumenty AK opublikowane w trzecim tomie "Armii Krajowej w dokumentach"12 w ogole nie wspominaja o porozumieniach lutowych, a liczne dokumenty dotyczace kwestii ukrainskiej nie wykazuja zadnego wplywu wczesniejszych porozumien na akcje polityczne i militarne. Nie widac tez, aby podziemie ukrainskie liczylo sie z porozumieniami. Sytuacja ulegla zmianie dopiero po zastapieniu okupantow hitlerowskich przez sowieckich.

Poczatki wspolpracy w rejonie Lubaczow

12 stycznia 1945 przekroczylem w towarzystwie "Jarycza", ktory byl szefem oddzialu zaopatrzeniowego sztabu wojskowego okregu lwowskiego UPA, granice pomiedzy Ukrainska SSR a Polska, niedaleko Uhnowa, miasteczka w powiecie tomaszowskim. Po polskiej stronie istniala jeszcze enklawa "wolnej Ukrainy". Po wsiach nie czulo sie jeszcze zadnego nacisku politycznego, a ich mieszkancom powodzilo sie calkiem niezle. Istnialo niepisane porozumienie co do wzajemnej tolerancji pomiedzy ludnoscia i MO. Oddzialy milicji z Tomaszowa i sowieckie straze graniczne bardzo rzadko pojawialy sie w ukrainskich wsiach. Sytuacja byla duto budzij powazna dalej na zachod w powiecie Lubaczowskin, poniewaz kwaterowala tam ponad 4 miesiace armia sowiecka zlozona z 3 lub 4 korpusow, stanowiaca rezerwe sowieckich sil frontowych znad Wisly, bedacych wlasnie w trakcie przegrupowywania. Ten dlugi pobyt pozwolil Sowietam na umocnienie silnych pozyij wzdluz granicy i na utworzenia polskiej administracji komunistycznej i sil policyjnych. Na kazde 3 wsie przypadal oddzial MO w sile 30-60 ludzi. W Lubaczowie stacjonowaly oddzialy UBP (Urzad Bezpieczenstwa Publicznego), KBW (Korpus Bezpieczenstwa Wewnetrznego) i sowieckiego MWD (Ministerstwo Wnutriennych Diel), co odegralo znaczna role w sowietyzacji calego rejonu. Calosc tych polaczonych sil byla skierowana przeciwko wsiom ukrainskim i nie napotykala na zaden opor ze strony UPA, poniewaz podziemie nie bylo w stanie rozpoczac dzialan wojennych w polowie zimy. Wsie byty prawie calkowicie pozbawione dobytku z powodu ciaglych rekwizycji i zwyklych rabunkow dokonywanych przez wojsko. Duza czesc meskiej ludnosci znajdowala sie w aresztach lub w ukryciu. Siec ukrainskiego podziemia doznala wielkich strat i to co z niej pozostalo, zachowalo tylko slaby zwiazek z organizacja macierzysta.

Spotkalismy sie z mjr. Szpontaklem w Puszczy Bilgorajskiej na polnoc od wsi Lubliniec. Jego batalion skladal sie z dwoch kompanii (sotni) po 180 ludzi kazda; z nadejsciem wiosny sily urosly do 6 kompanii. Zgodzil sie co do potrzeby wspolpracy z AK, ale wyrazil watpliwosc, czy strona polska jest tego samego zdania. Jako dowod zrelacjonowal nastepujace wydarzenie: Pierwsze spotkanie pomiedzy miejscowymi oddzialami AK i UPA mialo nastapic 8 stycznia na kolonii Telepa, niedaleko naszego miejsca pobytu. Strona ukrainska wyslala trzech delegatow z uzbrojonym straznikiem, ktorzy spedzili noc w poblizu wyznaczonego punktu spotkania. O swicie zostali zaatakowani przez oddzial NKWD, ktory znalazl sie na tym obszarze w ciagu nocy. Oddzial UPA przyszedl na pomoc naszym delegatom i zdolal rozbic bolszewikow, ale wszyscy delegaci zgineli w walce. Istnialy podstawy do przypuszczen, ze zasadzka zostala zaplanowana. Sprawa ta wyjasnila sie na wiosne. Zasadzka miala miejsce po tym, jak pewni czlonkowie AK rozglosili wsrod ludnosci wiadomosc o planowanym spotkaniu. Nie wiem, czy ktokolwiek z naszej strony bral udzial w badaniu tej sprawy.

Szpontak poradzil nam, zebysmy nie inicjowali zadnych kontaktow i zaczekali raczej do wiosny, skoro uwazano, ze zostalismy rozbici, w zwiazku z czym AK nie bedzie chetna do nawiazania z nami negocjacji. Inni dowodcy naszej partyzantki zgodzili sie z pogladami Szpontaka. Nie tracilismy jednak nadziei i ciagle wierzylismy, ze bedziemy mogli osiagnac porozumienie z Polakami. Wydrukowalismy liczne ulotki i apele do polskiej ludnosci, w ktorych proponowalismy utworzenie wspolnego frontu przeciwko komunistycznej Rosji. Wydalismy polecanie zolnierzom UPA i innym czlonkom podziemia, aby rozpowszechniali takie hasla. Wydalismy caly szereg rozkazow majacych na celu zminimalizowanie tarc polsko-ukrainskich.

W miedzyczasie sprawy przybraly gorszy obrot. Ukraincy opierali sie przymusowej emigracji do ZSRR, wobec czego wladze komunistyczne zaczely stosowac brutalne srodki represyjne w celu zlamania opozycji. Podczas zimy 1945 roku oddzialy KBW przyslane z Lubaczowa spalily i zrownaly z ziemia cale wsie, m.in. Horajec, Nowy Lubliniec, Stary Lubliniec. Kobylnice Woloska i Kobylnice Ruska. Ich ludnosc zostala zdziesiatkowana przez egzekucje, ciezko poraniona i pobita. Najwieksza liczbe ofiar poniosla wies Horajec, gdzie zamordowano 135 osob. Kampania terroru prowadzona byla pod haslem "Bracac na Ukraine!".

W owym czasie dokonalismy reorganizacji naszej podziemnej administracji. Przy pomocy dodatkowego personelu z powiatu Jaroslawskiego zorganizowalismy obszar w taki sposob, ze zaczal zupelnie dobrze funkcjonowac. Pewnej nocy y poczatkiem wiosny male oddzialy UPA przeprowadzily jednoczesne ataki na 12 posterunkow MO, odnoszac prawie wszedzie zwyciestwo. Milicja polska wycofala sie z pozostalych osrodkow do Jaroslawia i Lubaczowa tudziez do pobliskich Czesanowa i Oleszyc. Zapanowal stan paniki, wskutek poglosek, jakoby duze oddzialy UPA przybyly z Ukrainy.

Polski ksiadz, ktory skontaktowal sie z UPA przy koncu kwietnia, poinformowal nas, ze AK jest chetna do rozpoczecia negocjacji. On sam wraz z innym ksiedzem byli gotowi stawic sie jako zakladnicy, aby rozwiac obawy przed ponowna zasadzka. Przyjelismy jego propozycje i poslalismy naszego lokalnego przedstawiciela "Kornijczuka"13 . Pierwsze spotkanie mialo miec charater informacyjny, ale nasi delegaci byli upelnomocnieni do zawarcia natychmiastowego lokalnego zawieszenia broni i do uzgodnien dotyczacych lokalnej wspolpracy. Mieli oni reprezentowac miejscowe dowodztwo UPA, a takze przekazac zainteresowanie Dowodztwa Glownego UPA rozpoczeciem wspolpracy i ustanowieniem dobrych stosunkow z Komenda Glowna AK.

Moja relacja z tego i dalszych spotkan odbytych w okolicach Lubaczowa rozszerzy i w pewien sposob zmieni opis przedstawiony przez Szczesniaka i Szote, ktorzy opierali sie na relacji polskiego uczestnika spotkania, kpt. "Malego", dowodcy AK z Narola14 . Wedlug Szczesniaka i Szoty pozwolenia na to spotkanie udzielil Marian Golebiewski ("Ster"), inspektor AK obwodu zamojskiego, ktorego glownym celem bylo "wybadac nastawienie i dobra wole" drugiej strony i przygotowac grunt dla przyszlych spotkan na wyzszym szczeblu. Relacji ta jest niezbyt scisla, poniewaz juz podczas pierwszego spotkania dwaj polscy przedstawiciele zaproponowali warunki wspolpracy i zawieszenia broni wzdluz calej granicy ukrainsko-poiskiej. Szczesniak i Szota wymieniaja tylko jedno takie spotkanie (2 maja 1945), podczas gdy w rzeczywistosci w ciagu tygodnia mialy miejsce dwa spotkania, podczas ktorych opracowano program wspolpracy zaakceptowany przez obie strony. Dalsze spotkania mialy na celu ustalenie obszarow konkretnej wspolpracy.

Kpt. "Maly" w ten sposob streszcza deklaracje "Kornijczuka":

Ukraincom zalezy na nawiazaniu wspolpracy. Kwestie granic uwazaja oni chwilowo za nieaktualna, a byc moze bedzie ona w ogole nieaktualna. Najwazniejszym zadaniem chwilw jest ratowanie narodu polskiego i ukrainskiego przed fizyczna zaglada15 .

Szczesniak i Szota nie podaja szczegolow osiagnietego porozumienia, przdstawiajac tylko ogolny opis stanowiska zajetego przez delegacje ukrainska:

...punktem wyjscia winno byc zawieszenie broni oraz wzajemna pomoc w walce przeciwko "bolszewizmowi". Najwazniejszymi problemami, ktore nalezalo uzgodnic, wedlug "Wyra" bylo wzajemne przechodzenie oddzialow w rejon sasiadow w wypadku akcji poscigowej, pomoc sprowizycyjna przy przenoszeniu sie m obcy teren, ochrona ludnosci cywilnej, anulowanie wszystkich pretensji ludnosci w zakresie strat materialnych, wspolne przeciwstawianie "bandytyzmowi", walka przeciwko szpegostwu - wymiana protokolow poekzekucyjnych, wymiana informacji z zakresu wywiadu wojskowego i prasy16 .

W rzeczywistosci byly to punkty zaakceptowane przer obie strony. Relacja Szczesniaka i Szoty nie wzmiankuje w ogole faktu, ze obszary kontrolowane przez obie strony zostaly uznane za status quo, tzn. UPA miala pozostac panem sytuacji na obszarach, ktore kontrolowala, podczas gdy AK byla dalej gospodarzem obszarow zamieszkanych przez Polakow. Relacja pomija rowniez deklarowana przez obie strony intencje kultywowania atmosfery wzajemnej przyjazni i wspolpracy, a takze fakt, ze obie strony zamierzaly podpisac formalne porozumienie17 . Delegaci uzgodnili hasla i sygnaly dla swoich oddzialow, ktorych uzywano do konca maja18 . Ustalono tez sposoby i miejsca kontaktowania sie w okolicach Jaroslawia i Tomaszowa.

W czasie tych rozmow lubaczowskie NKWD i UBP prowadzily badania personelu administracyjnego i czlonkow MO w zwiazku z podejrzeniami o infiltracje przez AK (tamtejsza MO byla tedy pod prawie calkowita kontrola AK). Wydarzyl sie wtedy nastepujacy incydent: NKWD polecilo MO wziecie udzialu w akcji przeciwko UPA. Komendant MO odmowil, tlumaczac, ze nie nalezy to do obowiazkow MO, w zwiazku z czym NKWD dokonalo aresztowan wsrod czlonkow MO. Doszlo do strzelaniny i do MO przylaczyly sie oddzialy Wojska Polskiego. Pod wieczor Sowieci zostali wzmocnieni precz oddzialy wojsk granicznych i przed zapadnieciem nocy Polakow zmuszono do wycofania sie do lasu, gdzie dolaczyly do nich oddzialy MO z Czesanowa i Oleszyc, ktore rowniez obawialy sie aresztowan. W rezultacie powstal tam batalion AK, stacjonujacy na terenie UPA, niedaleko wioski Dachow; Ukraincy zgodzili sie na tymczasowe kwaterowanie oddzialu i dostarczyli zywnosc. Pozniej batalion przeniosl sie do Puszczy Bilgorajsklej, gdzie nasz delegat "Kornijczuk" dokonal inspekcji tego nowego oddzialu. Na jednym spotkaniu spytal o ugrupowanie "Wolyniaka", dzialajacego za Sanem na polnoc od Jaroslawia, ktore spladrowalo i obrabowalo kilka wsi ukrainskich. Polacy oswiadczyli, ze ugrupowanie to nie ma zwiazku z polskim podziemiem i ze jest to grupa bandytow, z ktorymi "trzeba zrobic porzadek".

Porozumienie, jakie zostalo osiagniete pomiedzy obiema stronami przynioslo natychmiastowe korzysci. Napiete poprzednio stosunki pomiedzy ludnoscia polska a ukrainska poprawily sle. Bydlo i inny dobytek. zarekwizowane uprzednio przez personel administracyjny w celu rozdania lub taniej sprzedazy polskim chlopom, zostaly zwrocone prawowitym wlascicieliem. Deportacje Ukraincow ustaly: administracja komunistyczna miala teraz "wazniejsze" problemy do rozwiazania. Jeszcze jeden "sojusznik" wyrazil chec przylaczenia sie do UPA. Dowodca garnizonu NKWD w Lubaczowie napisal list do dowodztwa UPA, proponujac spotkanie w celu ustanowienia wspolnego frontu przeciwko "polskim reakcjonistom". Nie otrzymal zadnej odpowiedzi. Wspominam o tym Incydencie tylko dlatego, ze - o ile wiem - byl to jedyny wypadek, kiedy major NKWD uzyl okreslenia "rewolucionisci" w odniesieniu do UPA.

Proby dyskusji "na wyzszym szczeblu".

Ten obszar negocjacji znajdowal sie w gestii delegatow Glownego Dowodztwa UPA i Jaroslawa Starucha ("Stiah"), szefa OUN na "Kraj Zakierzonski" (ziemie poza linia Curzona), nowo utworzona prowincje administracyjna podziemia ukrainskiego w Polsce. Staruch wraz z innymi osobistosciami przekroczyl granice przy koncu kwietnia. Wszyscy oni zostali czlonkami KP (Krajowyj Prowid), oficjalnej rady wyposazonej w szerokie pelnomocnictwa do walki o niepodleglosc. J. Staruch zostal takze upowazniony przez Ukrainska Glowna Rade Wyzwolencza do zawarcia natychmiastowych porozumien. Dowodztwo UPA na ten obszar zostalo okreslone jako "okreg wojskowy San", na czele ktorego stanal Miroslaw Onyszkiewicz ("Orest". "Oleh". "Bilyj"). Okreg zostal podzielony na trzy obszary taktyczne (Taktyczni Widtynky - T.W.): rejon lemkowski (Lemko T.W.). rozciagajacy sie od zachodu po rzeke San; rejon Posianski (Bastion T.W.), od rzeki San do miasta Uhnow i wreszcie rejon Chelmski (Danyliw T.W.), lezacy wzdluz rzeki Bug. Administracja tych obszarow opierala sie na podziemnej sieci dowodzenia ustanowionej wczesniej przez OUN i podzial ten zostal zachowany, chociaz wielu ludzi czynnych w nowo utworzonej admini-stracji nalezalo do innych partii politycznych. Cala prowincja zostala rowniez podzielona na trzy okregi (okruhy), odpowiednik T.W. utworzonych przez UPA. a te z kolei zostaly podzielone na obszary (nadrajony) i podobszary (rajony).

Dzialalnosc polska na sasiednich obsiarach. byla prowadzona przez czlonkow AK i Delegatow Rzadu Polskiego; obie trupy byty odpowiedzialne przed Rzadem Polskim w Londynie. Przy koncu 1945 AK stala sie znana pod nowa nazwa WIN. Obszar, kontrolowany przez UPA sasiadowal z trzema polskimi wojewodztwami - krakowskim, rzeszowskim i lubelskim - ktore byly kontrolowane przez komendy okregow WIN. Wojewodztwa te byly podzielone na obwody, z inspektorem na czele, a obwody dzielily sie na powiaty. Istnialy tez inne polskie oddzialy partyzanckie (NSZ), dzialajace na pograniczu Lemkowszczyzny, ale nie byty one zwiazane z WIN.

W tydzien po ukrainskiej Wielkanocy mialem spotkac sie ze Staruchem w jego kwaterze, jednakze otrzymalem nowe instrukcje, aby udac sie do rejonu chelmskiego z pelnomocnictwem nawiazania wspolpracy z miejscowym dowodztwem AK na uprzednio uzgodnionych zasadach. Staruch wyposazyl mnie w adresy dwoch Polakow z okolic Hrubieszowa i Wlodawy, ktorzy mieli sluzyc jako posrednicy w nawiazaniu kontaktu z AK. W owym czasie trzy komapnie UPA przechodzily przez okreg hrubieszowski w drodze do Polski. Moim zadaniem bylo skierowanie ich w rejon Wlodawy, poinformowanie o wspolpracy z AK i dostarczenie im nowo wydrukowanych materialow o sojuszu z AK. Publikacje podziemne, takie jak "Informatywni wisti" z rejonu Hrubieszowa czy "Cholmsko-podlaskij informator" z rejonu Wlodawy, musialy zostac poinformowane o pozytywnym stosunku do sojuszu z AK w celu nadania temu rozglosu. Staruch ponaglal mnie do pospiechu, bojac sie bym nie stracil kontaktu z oddzialami UPA. Mialem otrzymac dodatkowe instrukcje i wskazowki kontaktowe od Miroslawa Onyszkiewicza, komendanta okregu "San" UPA, ktory kwaterowal na pograniczu okregu hrubieszowskiego.

Staruch zapoznal mnie z dalszymi postepami negocjacji. Mowl z entuzjazmem o szerokich mozliwosciach, jakie moga wyniknac z przymierza z polskim podziemiem. Jednakze dowiedzialem sie, ze odbylo sie dotad tylko jedno spotkanie, mianowicie z przedstawicielami inspektoratu AK na obwod zamojski19 , polozony w poludniowej czesci woj. lubelskiego, i ze nie doszlo jeszcze do zadnego spotkania z wyzszymi przedstawicielami dowodztwa AK. Warunki uzgodnione podczas poprzednich spotkan byly wiazace dla obu stron, umiejscowionych wzdluz granicy pomiedzy Polska a Ukraina.

Staruch byl takze w posiadaniu raportow na temat lokalnych kontaktow z AK w rejonie Lemkowszczyzny (woj. rzeszowskie). Dzisiaj przypominam sobie tylko to, ze przypominaly one w znacznym stopniu porozumienia osiagniete w rejonie lubaczowskim. Wedlug Szcesniaka i Szoty spotkanie odbylo sie 29 kwietnia 1945 roku we wsi Siedliska powiat Brzozow. Delegatami strony polskiej byli kpt. "Draza" i oficer "Pilat", przedstawicieli dowodztwa AK w Rzeszowie; strone ukrainska reprezentowali "Borys"20 - prowydnyk rejonu, "Plastun", "Zenowij", "Bis" i "Wolos". Delegacja podpisala sprawozdanie ze spotkania, ktore obejmowalo dyskusje nad programem wspolpracy21 . Wedlug Stepana Golasza wspolpraca z AK w rejonie Lemkowszczyzny nie rozwinela sie tak dobrze, jak na obszarach polnocnych. Chociaz kontakty pomiedzy "Borysem" (znanym takze jako "Lewko") a czlonkami AK istnialy w latach 1945-1946, dosc czesto dochodzilo do konfliktow granicznych, ktore nie byly rozwiazywane w nalezyty sposob22 .

Podczas mojej wizyty spotkalem 3 oficerow UPA z Ukrainy. Byli to: mjr Jurij Lopatynskyj ("Szejk", "Kalyna"), sot. (sotnyk) B. Hwozdeckyj ("Kora"), ktory zginal w potyczce z UBP krotko po moim wyjezdzie, i sot. Swiatoslaw Lewyckyj. Dwoch z nich, J. Lopatynskyj i B. Hwozdeckyj, bylo upowaznionych przez dowodztwo Glowne UPA do prowadzenia negocjacji z AK23 . Nastepna konferencja miala miejsce we wsi Ruda w powiecie Tomaszow w dniu 21 maja 1945 roku. Opis tego spotkania z AK, podany przez "Szczesniaka i Szote, oparty jest na szczegolowym raporcie "Wdowy". ("Zapis spotkania pomiedzy wladzami AK i przedstawicielami ukrainskimi z dnia 21 maja l94524 . Delegacja polska, reprezentujaca obwod zamojski, skladala sie z nastepujacych osob: dowodca - kpt. Marian Golebiewski ("Ster"), zastepcy dowodcy - kpt."Turia", dowodca na powiat Tomaszow i adiutant kpt. Golebiewskiego; kpt. Jan Turowski ("Norbert"); "Wdowa" - adiutant kpt. Turowsklego i dowodcy rejonow - kapitanowie S. Ksiazek ("Rota"), "Maly", "Stal" i "Debno". Delegaci ukrainscy - mjr J. Lopatynskyj, "Hrab" i "Korniejczuk" byli upelnomocnieni zarowno przez UHWR, jak i Dowodztwo Glowne25 .

Wyslannicy ukrainscy stwierdzili, ze chociaz wojna swiatowa sie skonczyla. UHWR zamierza kontynuowac walke majaca na celu oddzielenie Ukrainy od ZSRR i utworzenie "demokratycznego panstwa na wzor Wielkiej Brytanii". Przedstawili oni nastepujace punkty taktyki: l) mobilizacja wszystklch sil ukrainskich; 2) wzmaganie uczuc narodowych i antysowieckich wsrod narodow sasiednich; 3) kontynuowanie dzialalnosci UPA. Zaproponowali utworzenie sojuszu polsko-ukrainskiego opartego na nastepujacych zasadach:

l) podpisanie paktu o nieagresji, uznajacego terytorialny status quo, 2) opublikowanie paktu po jego ratyfikowaniu przez dowodztwo polskie w Polsce, 3) akceptacja paktu przez Rzad Polski w Londynie, 4) scisla wspolpraca pomiedzy sygnatariuszami. Podczas dyskusji dotyczacej granic delegaci ukrainscy zaproponowali, aby tymczasowo utrzymac obecne granice, tzn. linie Curzona, ale zaznaczyli, ze sa gotowi do przedyskutowania problemow z przedstawicielami polskimi w terminie pozniejszym. Mozliwosc utworzenia federacji pomiedzy oboma narodami, ktora "wyeliminowala by problem linii granicznych" zostala takze podjeta w rozmowach, jak rowniez wymiana przedstawicieli pomiedzy UHWR a Rzadem Polskim w Londynie. Lopatynskyj i "Hrab" wyraznie dali do zrozumienia, ze Ukraincy beda stanowczo przeciwstawiac sie przymusowemu wysiedlaniu Ukraincow z Polski, jak rowniez przymusowej emigracji Polakow z Ukrainy26 .

Polskie zadania polityczne zostaly wyrazone przez kpt. M. Golebiewskiego. Szczesniak i Szota podaja bardzo wyrywkowe streszczenie jego expose, piszac tylko, ze spodziewal sie wybuchu konfliktu militarnego pomiedzy aliantami a ZSRR w zwazku ze sprawa polska, "poniewaz wszystko wskazuje na to ze Sowieci ani nie wycofaja sie dobrowolnie z Polski, ani tez nie pojda na zaden rodzaj kompromisu". Golebiewski z zadowoleniem powital proby porozumienia polsko-ukrainskiego i obiecal, ze natychmiast przekaze propozycje ukrainskie Rzadowi Polskiemu w Londynie, jak rowniez wicepremierowi w Polsce, ktory upowazniony jest do zajmowania sie tu na miejscu pewnyni sprawami27 .

Dalsze rozmowy obracaly sie wokol problemu wspolpracy. Lopatynskyj stwierdzil, ze "ustanowiono przyjazne stosunki w Galicji; wydano tez rozkazy zakazujace jakichkolwiek dzialan wojskowych skierowanych przeciwko Polakom, ktore faktycznie nie mialy juz od jakiegos czasu miejsca i zostaly zastepione przez wspolprace wojskowa, jak na przyklad w okolicach Stryja, gdzle obie strony polaczyly sily w celu odparcia atakow i powstrzymania akcji aresztowan przeprowadzanej przez Sowietow". M.Golebiewski odpowiedzial na to, ze zakazano akcji antyukrainskich w powiatach Wlodawa, Chelm, Hrubieszow, Tomaszow i Bilgoraj. Jakiekolwiek inne akcje przeciwko Ukraincom przypisal "prywatnym bandom wojskowym", twierdzac jednoczesnie, ze UPA nadal atakuje Polakow. Kpt. Ksiazek powiedzial o stosunkach na terenach przygranicznych, iz "od chwili wyrazenia checi porozumienia nastapilo duze odprezenie w terenie. Istnieja wprawdzie tu i owdzie wypadki napadow na jdnosc ukrainska, ale sa te wypadki pojedyncze, nezorganizowane, robione przez element przestepczy. Od trzech miesiecy obowiazuje w calym powiecie (hrubieszowskim) nasz rozkaz wzbraniajacy rabowania i wszczynania dzialan wojennych przeciw Ukraincom28 .

Zamiast czekania na oficjalna aprobate paktu, obie strony zgodnie uznaly palaca potrzebe natychmiastowej wspolpracy. Ustanowiono hasla i kontakty dla powiatow Lubaczow,Tomaszow, Hrubieszow i Chelm. Uzgodniono, ze oddzialy wojskowe nie beda dokonywac rekwizycji na terenach strony przeciwnej. Golebiewski sprzeciwil sie propozycji, aby oddzialy UPA pozostaly w ukryciu na terenach polskich, obawiajac sie, ze sprowokuje to represje. Ukraincy wystapili z propozycja rozszerzenia wspolpracy politycznej, wymiany drukow, artykulow do publikacji w prasie obu stron i wiadomosci z zakresu wywiadu wojskowego29 .

Nastepne spotkanie mialo odbyc sie za 3 do 4 tygodni, po skonsultowaniu sie z wyzszymi wladzami. Nie doszlo jednak do niego, poniewaz delegaci polscy nie mogli przybyc na narade. Caly obszar zajety byl wowczas przez oddzialy armii sowieckiej powracajacej z Niemiec do kraju30 . Szczesniak i Szota wysuwaja domysl, jakoby delegaci polscy nie przybyli z powodu "glebokiego kryzysu" w kierownictwie polskiego podziemia. Kryzys taki rzeczywiscie mial miejsce pare miesiecy pozniej, w lecie, kiedy rozwiazano Delegature Rzadu i Komende Glowna AK, a 60.000 zolnierzy podziemia ujawnilo sie w odpowiedzi na amnestie. Pod dowodztwem Jana Rzepeckiego AK reorganizowala sie i zmienila nazwe, przeksztalcajac sie 16 wrzesnia wWIN31 .

Lokalne kontakty w powiecie Biala Podlaska

W kilka dni po rozmowie z J. Staruchem przybylem w okolice Hrubieszowa, gdzie przede wszystkim skontaktowalem sie z kpt. "Czernykiem" ("Jahoda"), dowodca miejscowego T.W. UPA, a nastepnie z przedstawicielami naszych wladz na powiat chelmski. Powiedziano mi, ze nie nawiazano zadnych kontaktow z AK, poniewaz polak, do ktorego mialem kontakt od Starucha zostal zabity. Byt on dowodca miejscowej MO i wraz z innymi funkcionariuszami wpadl w zasadzke oddzialu UPA. Poinformowalem o tym incydencie Starucha i Onyszkiewicza: sprawa ta spowodowala, ze przez kilka miesiecy nie moglismy nawiazac bezposrednich kontaktow z polskim podziemiem.

W miedzyczasie wyslalismy oddzialy UPA z misja rozpoznawcza do powiatow Wlodawa i Biala Podlaska. Oficerowie, ktorzy im towarzyszyli - "Milko" ("Plastun", "Kryha"), zastepca dowodcy na powiat Chelm; "Hrab" ("Morozenko"), przedstawiciel chelmskiego T.W. UPA i kilku innych - mieli zbadac na miejscu sytuacje i nawiazac kontakty z oddzialami AK. Poczatkowo misja nie ukladala sie pomyslnie, lecz w koncu 24 pazdziernika 1945 roku "Kryha" otrzymal list od polskiego przedstawiciela, majora "Pajaka", zapraszajacy go na spotkanie w dniu 27 pazdziernika. Byla to odpowiedz na list "Kryhy" wyslany miesiac wczesniej, 21 wrzesnia, i skierowany do "dowodcy obszarow Chelm, Wlodawa i Biala Podlaska"32 .

Spotkanie odbylo sie we wsi Horoszczanka, w okolicy Bialej Podlaskiej. Wsrod delegatow strony polskiej byli: mjr Jan Szatynskl-Szatowski ("Burian", "Zagonczyk". "Dzjryt"), inspektor trzeciego obszaru, i mjr Wladyslaw Wawrzyk ("Luk", "Pajak"), szef wywiadu i kontrwywiadu. Delegatami ukrainskimi byli: "Kryha", ktory przedstawil sie jako dowodca oddzialu UPA, "Hrab" ("Morozenko") i "Chans" ("Bohun"), oficer dowodzacy oddzialu UPA "Halajda"33 . Wedlug relacji ukrainskiej "Dziryt" rozpoczal spotkanie od zlozenia deklaracji, ze Polska uznaje bez jakichkolwiek zastrzezen ukrainskie aspiracje do niepodleglej panstwowosci, a Polacy calym sercem witaja walke Ukraincow o wolnosc. Delegaci dokonali wymiany pogladow na biezaca sytuacje miedzynarodowa, ze szczegolnym uwzglednieniem sytuacji w obu swoich krajach. Sporo czasu poswiecono na scisle ustalenie obszarow wspolpracy. Strona polska wiedziala o zawartych wczesniej na poludniu porozumieniach pomiedzy UPA i AK, jak rowniez o fakcie, ze nie podpisano jeszcze zadnego formalnego porozumienia pomiedzy Rzadem Polskim i UHWR. "Dziryt" zaproponowal wznowienie kontaktow w tym rejonie na wyzszym szczeblu, sugerujac, ze pierwsze spotkanie tego rodzaju mogloby sie odbyc w ciagu najblizszego miesiaca. "Kryha" odpowiedzial, ze przekaze te propozycje swoim wladzom, ale zaznaczyl, ze nie moze dawac zadnych gwarancji, poniewaz Biala Podlaska znajduje sie daleko od centrum dzialalnosci ukrainskiej.

Obie strony zgodzily sie na rozszerzenie wspolpracy w oparciu o zasady uzgodnione uprzednio na poludniu. Rejon Bialej Podlaskiej mial jednak specyficzny charakter, jako ze znajdujace sie w nim polskie wsie wsrod wiosek ukrainskich byly w zasiegu operacyjnym oddzialow zarowno UPA, jak i WIN, w zwiazku z czym nie mozna bylo przeprowadzic dokladnej linii demarkacyjnej pomiedzy strefami wplywow. Uzgodnione rozwiazanie oddawalo UPA kontrole administracyjna nad wsiami ukrainskimi, a rownoczesnie WIN obejmowal kontrole nad wsiami polskimi. Osiagnieto takze porozumienie w sprawach dotyczacych administracji, wymiany drukow, danych zwiazanych z wywiadem wojskowym i wzajemnej pomocy w zakresie aprowizacji, opieki lekarskiej i miejsc schronienia. Poniewaz oddzialy obu stron dzialaly na tym samym terytorium, duzo czasu poswiecono omowieniu sposobow rozszerzenia kontaktow przy jednoczesnym zachowaniu ostroznosci przeciwko wypadkom i infiltracji przez policje. Uzgodniono, ze nalezy dazyc do czestych kontaktow lokalnych, ktore pozwolilyby na osobiste kontakty ludzi z obu stron. Oddzialy UPA otrzymaly zgode na zakladanie kwater w polskich wsiach, jednakze bez prawa zbierania zywnosci ani pieniedzy. "Pajak" byl zainteresowany w rozszerzeniu wywiadu wojskowego w glab Ukrainy. "Kryha" nie uwazal sie za upowaznionego do wiazacych obietnic w tej kwestii, ale zgodzil sie przekazac propozycje wyzszym wladzom. Delegaci polscy wyrazal zastrzezenia wobec ofensywnych dzialan UPA na ich terenie, obawiajac sie ze sciagnie to sily sowieckiej policji i ostre represje wobec ludnosci cywilnej. Radzili Ukraincom, aby, "siedzieli cicho" i wykorzystali okres zimy na cwiczenia. Delegaci ukrainscy zapewnili ich, ze nie planuja rozpoczecia zadnych wiekszych dzialan i ze zamierzaja walczyc tylko w wypadku zaatakowania ich przez sily komunistyczne34 .

Narada ta odbyla sie za wiedza M. Golebiewskiego, ktory w owym czasie byl szefem sztabu dowodztwa WIN na okreg lubelski35 . Mozna przypuszczac, ze "Dziryt" skontaktowal sie z Golebiewskim przed narada, poniewaz byl dobrze poinformowany na temat wczesniejszych rozmow polsko-ukrainskich. Porozumienia osiagniete podczas tego spotkania i utrwalone w postaci listu "Dziryta" do "Kryhy" zostaly zaaprobowane przez samego Colebiewskiego, ktory nastepnie przekazal list wyzszym wladzom36 . Ogolna wspolpraca, oparta na porozumieniach wypracowanych podczas tej narady, utrzymywala sie w tym rejowe i trwala "bez zadnych powazniejszych konfliktow" az do rozwiazania WIN37 .

Wspolpraca w powiecie hrubieszowskim.

Osiadlem na stale w rejonie Chelma jako miejscowy dowodca, a po smierci kpt. "Czernyka" zostalem dowodca T.W. UPA, dzieki czemu bylem jeszcze lepiej poinformowany o kontaktach majacych miejsce w nasziej okolicy, przede wszystkim w powiecie hrubieszowskim w terenie polozonym pomiedzy Bugiem i Huczwa.

Nawiazalismy kontakt z dowodztwem WIN na powiat Tomaszow, a nastepnie Hrubieszow. Pierwsze spotkanie pomiedzy naszymi przedstawicielami (byli nimi Teodor Harasymiak - "Dunajskyj"; "Rawicz", i "Kosar" i dwoma przedstawicielami strony polskiej z powiatu tomaszewskiego (sprawozdanie strony ukrainskiej nie podaje ich nazwisk) odbylo sie we wsi polozonej w poblizu miasteczka Uhnow (obecnie w Ukrainskiej SSR). Chociaz obie strony zgodnie uznaly fakt, ze istnieje wiele obszarow konfliktow, ktore nalezaloby przezwyciezyc, wyrazono tez obopolna dobra wole i szczera chec poprawy sytuacji38 . Podczas pierwszych spotkan rozwiazalismy niektore problemy natury lokalnej, normalizujac w ten sposob stosunki pomiedzy miejscowymi Polakami i Ukraincami, m.in. przywracajac kontakty handlowe i czysto ludzkie. Przedstawiciele WIN poinformowali nas o zasadzkach komunistycznych i o lokalnych placowkach MO znajdujacych sie pod ich wplywem, a takze wykorzystali te wplywy dazac do zaprzestania represji wobec ludnosci ukrainskiej. Oddzialy MO znajdujace sie pod bezposrednia kontrola komunistow - Zabuze i Krystynopol - zostaly rozproszone przez nasze sily. Batalion Wojska Polskiego stacjonujacy w Hrubieszowie byl pod kontrola WIN, a jego zolnierze zachowywali sie bardzo poprawnie w kontaktach z nasza ludnoscia. Naszymi przedstawicielami na spotkaniach z WIN byli Teodor Harasymiak ("Dunajski", "Rawicz") i "Pewnyj" ("Jawir", oficer UPA), ktorzy starali sie, aby stosunki miedzy obiema organizacjami byly jak najlepsze.

Istotna wspolpraca zaczela sie dopiero na wiosne 1946 roku, kiedy to odbyly sie spotkania przedstawicieli wyzszych szczebli. Delegaci polscy reprezentowali zamojski Inspektorat WIN, ktory obejmowal powiaty Bilgoraj, Hrubieszow, Tomaszow i Zamosc, podczas gdy nasi delegaci reprezentowali rejon chelmski. Na czele delegacji polskiej stal szef inspektoratu kpt. Stanislaw Ksiazyk ("Wyrwa"), zas ukrainskiej T. Harasymiak. Szczesniak i Szota wymieniaja tylko pierwsze z tych spotkan, ktore mialo miejsce 1 kwietnia 1946 niedaleko wsi Sahryn w powiecie hrubieszowskim. Nie podaja pelnej informacji na temat omawianych problemow, stwierdzajac tylko, ze omawiano sprawe polozenia kresu "bandytyzmowi" i dzialalnosci wywiadu komunistycznego39 .

Jednak o ile mnie pamiec nie myli, S. Ksiazyk i T. Harasymiak odbyli w ciagu kwietnia dwa spotkania; mialy takze miejsce kontakty miedzy dowodcami oddzialow UPA "Kropywa" i "Duda" i dowodcami WIN w powiatach Hrubleszow i Tomaszow. Podczas spotkania odbytego 1 kwietnia S. Ksiazyk ujawnil decyzje Gtownego Dowodztwa WIN rozpoczecia zdecydowanej akcji wojskowej przeciwko silom komunistycznym i podjecia pelnej wspolpracy z UPA. Wedlug Ksiazyka bylo rowniez sprawa oczywista, ze wkrotce nalezalo sie spodziewac zawarcia formalnego ukladu pomiedzy podziemiem polskim i ukrainskim. Celem obecnego spotkania bylo natomiast wzmozenie lokalnej wspolpracy wojskowej.

Dokladnie w tym samym czasie duze oddzialy WP pojawily sie w rejonach zamieszkanych przez ludnosc ukrainska i rozpoczely realizacje brutalnego programu przymusowej deportacji do ZSRR. Wstrzymanie tej akcji bylo glowna troska delegatow ukrainskich. Polacy obiecali, ze natychmiast podejma ofensywy militarne na ziemiach polskich w celu odciagniecia uwagi komunistow od terenow ukrainskich. Obiecano tez podjecie propagandy wsrod zolnierzy WP, wzywajacej do zaprzestania stosowania brutalnych metod przeciwko chlopom ukrainskim i do sabotowania akcji ewakuacyjnej. Uzgodniono, ze dopoki zagrozenie nie minie, rodziny ukrainskie beda mogly znalezc schronienie w wioskach polskich.

Uczestnicy pierwszego spotkania uzgodnili, ze dowodcy WIN i UPA w powiatach Hrubieszow i Tomaszow powinni ustanowic obustronne kontakty i wspolnie planowac i przeprowadzac akcje militarne. UPA cierpiala na brak pewnych srodkow medycznych, mundurow i amunicji do zdobytej na Sowietach broni maszynowej. WIN obiecal pewne dostawy, a mialo ich byc jeszcze wiecej po nawiazaniu kontaktu z polskim czarnym rynkiem, gdzie istniala mozliwosc nabycia wszelkich towarow za gotowke. Podczas drugiego spotkania pomiedzy S. Ksiazykiem i T. Harasymiakiem (odbytego przy koncu kwietnia lub na poczatku maja) Polacy przedstawili plan wspolnego ataku UPA i WIN na garnizony NKWD i UBP w Hrubieszowie, odpowiedzialne za wysiedlanie Ukraincow: atak obejmowalby rowniez inne placowki komunistyczne. Jako akt wspolpracy wojskowej pomiedzy obiema organizacjami podziemnymi, plan mial tez wydzwiek polityczny. S. Ksiazyk zaproponowal odbycie spotkania politycznego, na ktorym omowiono by bardziej szczegolowo polityczne i wojskowe aspekty wspolpracy.

Po spotkaniu z 1 kwietnia bardzo wielu wiesniakow ukrainskich zagrozonych przymusowym wysiedleniem zaczelo przemieszczac sie na tereny polskie, unikajac w ten sposob schwytania, przesiedlenia lub gorszego losu. Korzystajac z pomocy wywiadu wojskowego WIN, oddzialy UPA zaatakowaly garnizon WP w Werbkowicach, ktory zaangazowany byl w wysiedlanie ludnosci ukrainskiej. Oficerowie wywiadu WIN przechwycili hasla WP i osobiscie wprowadzili oddzial UPA do miasteczka. Zolnierze UPA pod dowodztwem por. "Kropywy" rozbroili najpierw wartownikow, a potem wszystkich czlonkow garnizonu i wzieli do niewoli komisarza z Ministerstwa Spraw Zagranicznych Ukrainskiej SSR, ktory kierowal akcja deportacji ludnosci.

Proponowana przez Polakow akcja hrubieszowska nie byla dla nas korzystna, poniewaz pociagnelaby za soba koniecznosc wycofania oddzialow UPA z terenu, gdzie byly najbardziej potrzebne do ochrony naszej ludnosci. Bylo jednak prawdopodobne, ze w odpowiedzi na atak wrog posle w slad za nami wieksze sily, redukujac tym samym personel zaangazowany przy deportacjach. Zwolano w tej sprawie spotkanie, na ktorym byl obecny M. Onyszkiewicz, dowodca okregu wojskowego "San". Zgodzono sie na proponowany atak, glownie dlatego, ze stanowil okazje do scementowania naszej wspolpracy wojskowej z WIN. Powiadomilismy dowodztwo WIN o naszej decyzji.

Kolejna narada przedstawicieli UPA i WIN odbyla sie 18 maja 1946 roku we wsi Miekkie w powiecie hrubieszowskim. Nasz reprezentant. T. Harasymiak, w pewien sposob nie docenil wagi tego spotkania i przybyl na nie tylko z dwoma innymi delegatami, ktorymi byli "Pewnyj" ("Jawir") i "Zacharczuk" ("Chmurnyj"). Strone polska reprezentowalo az 12 delegatow, na ktorych czele stal "Ostroja", ktory przedstawil sie jako kierujacy sprawami politycznymi w Dowodztwie Glownym WIN. Pozostalymi czlonkami delegacji polskiej byli: kpt. S. Ksiazyk ("Wyrwa"): Jozef Dabrowski ("Azja""), dowodca na powiat hrubieszowski; przedstawiciel z powiatu chelmskiego; dwoch przedstawicieli z powiatu tomaszowskiego i szesciu innych, nie wymienionych z nazwiska oficerow WIN40 , Konferencja odbyla sie, a raport z niej "Jawira" wymienia nastepujace tematy:

l) "Ostroja": "Obecna sytuacja polityczna swiata"; 2) T. Harasymiak: "Koncepcje wspolnego frontu narodow zniewolonych i wspolpraca polsko-ukrainska"; 3) "Ostroja": "Zasady wspolpracy polsko-ukrainskiej"; 4) sprawy wojskowe; 5) stosunki wzajemne na terytoriach pomiedzy Wlodawa a Bilgorajem: 6) sprawy administracyjne i ekonomiczne. Chociaz poczatkowo konferencja miala trwac 3 dni, zakonczono ja po 10 godzinach, poniewaz duzy polski oddzial ochronny (w sumie 100 ludzi) nie mial zapasow prowiantu41 .

"Ostroja" wyrazil poglad, ze swiat podzielony jest na dwa obozy: demokratyczny, rzadzacy sie zasada wolnosci i komunistyczny, rzadzony "terrorem i zniewoleniem", predzej czy pozniej musi dojsc do starcia tych obozow. "Ostroja" powiedzial:

"Opowiadamy sie za anglo-amerykanska forma demokracji, wokol ktorej gromadzi sie szereg mniejszych krajow, gotowych do wspolpracy na zasadzie rownosci".

Wskazal na szereg wypadkow miedzynarodowych, swiadczacych o rosnacym konflikcie pomiedzy panstwami Zachodu i ZSRR42 .

"Niepodlegle panstwa, a wsrod nich przede wszystkim Polska i Ukraina, wylonia sie w wyniku kleski bolszewizmu i jako wolne narody beda musialy polaczyc sie we wspolpracy, aby wypelnic historyczna misje we wschodniej czesci Europy i wykorzenic zarowno rosyjskie, jak i niemieckie formy imperializmu43 .

Na poczatku spotkania T. Harasymiak przedstawil analize historyczna stosunkow polsko-ukrainskich. Podkreslil fakt, ze z historycznego punktu widzenia wspolpraca zawsze czynila oba narody silnymi i wolnymi. Bledy przeszlosci i konflikty spowodowaly upadek Polski i Ukrainy.

"Jedna z powaznych przyczyn upadku w roku 1939 swiezo odbudowanej Polski byl bledny stosunek do sprawy ukrainskiej przede wszystkim w samej Polsce, a takze i na swiecie"...

W swoim omowieniu biezacych stosunkow polsko-ukrainskich Harasymiak podkreslil co nastepuje:

"Wspolpraca i wspolistnienie beda musialy opierac sie na szczerych, uczciwych zwiazkach i wzajemnym poszanowaniu idealow obu stron. Wspolpraca ta musi byc widoczna nie tylko na papierze czy w stosunkach dyplomatycznych, lecz musi zakorzenic sie i zostac poparta przez wszystkie warstwy obu spoleczenstw. Taki typ wspolpracy powinien zaistniec pomiedzy wszystkimi zniewolonymi narodami, a przede wszystkim pomiedzy dwoma sasiadami. Polska i Ukraina"44 .

Z kolei "Ostroja" mowil o wspolnych interesach narodowych i dal zarys aspektow wspolpracy polsko-ukrainskiej. Powiedzial, ze oba narody beda musialy polaczyc swe sily w oporze wobec dwoch imperializmow, niemieckiego i rosyjskiego. Inne narody Europy Srodkowej i Wschodniej, wlacznie z Grecia i narodami sowieckiej Azji Srodkowej, przylacza sie do tego przymierza, poniewaz sa zbyt zagrozone przez obie te formy imperializmu. Centrum tego zjednoczonego wysilku beda stanowic wszystkie narody slowianskie z wyjatkiem Rosji. "Ostroja" omowil nastepnie perspektywy ekonomiczne i rozwoj kulturalny w obrebie tego rozleglego obszaru geopolitycznego. Przechodzac do spraw praktycznych, oswiadczyl, ze pierwszy krok na drodze formowania wspolnego frontu bedzie musial byc zrobiony wlasnie tutaj, na pograniczu polsko-ukrainskim; pozytywny krok ku harmonijnej wspolpracy bedzie musial byc postawiony nie gdzie indziej niz tu. Zasugerowal rowniez, ze konferencje pomiedzy czlonkami obu podziemi powinny odbywac sie czesciej, stanowiac forum dla ustanowienia formalnego przymierza45 .

W pozostalej czesci narady zajmowano sie praktycznymi aspektami wspoldzialania i wspolpracy. Delegaci opracowali ogolny plan ataku na Hrubieszow i podjeli decyzje w sprawie lokalizacji i koncentracji oddzialow. UPA i WIN. Polscy oficerowie przekazali nam mape z lokalizacjami systemow obronnych garnizonow komunistycznych. Dokonano ponownego przegladu zasad wspoldzialania, wprowadzajac wrozaca dobrze innowacje: WIN zgodzi sie na kwaterowanie UPA na jego teryrytorium i, co wiecej, pozwolil na wykorzystanie w razie potrzeby swoich punktow medycznych. Rozstrzygnieto problemy administracyjne i obiecano dalsza dostawe amunicji46 .

Atak polaczonych sil na Hrubieszow.

26 maja 1946 roku oddzialy UPA zgrupowaly sie przed atakiem w lesie Sahryn. Oficerowie odbyli odprawe i omowili szczegoly operacji, wsrod obecnych byl dowodca okregu wojskowego "San", M. Onyszkiewicz47 . Noca

przemaszerowalismy do malego lasku polozonego o 7 km na zachod od Hrubieszowa. Tam mielismy spotkac sie z oddzialami WIN, ale wczesnym ranem przybyl polski oficer, aby nas poinformowac, ze kpt. Ksiazyk nie przybedzie przed poludniem. Zjawil sie zgodnie z zapowiedzia wraz z por. "Mlotem" i por."Slepym", dowodcami wspoluczestniczacych w akcji oddzialow polskich. Oddzial por."Mlota" zjawil sie przed wieczorem. Celem ataku bylo zniszczenie garnizonow NKWD i UBP, ktorych budynek sluzyl takze jako miejscowe wiezienie. Polaczone sily UPA i WIN mialy wejsc do centrum miasteczka. Odbyla sie jeszcze jedna odprawa dowodzacych oficerow; omowiono szczegolowo pelny plan akcji i rozdzielono konkretne zadania bojowe48 .

Po odprawie kpt. Ksiazyk przedstawil mnie innym dzialaczom WIN: jednym z nich byl "Ostroja". Zlozyl mi zyczenia sukcesow, po czym wymienilismy poglady na temat prob wspolpracy polsko-ukrainskiej. Powiedzial: "Zawsze bytem entuzjasta przyjazni polsko-ukrsinsklej i jestem bardzo szczesliwy, ze moge byc obecny w chwili, kiedy polsko-ukrainskie braterstwo broni przybiera realny ksztalt". Wyrazil rowniez nadzieje, ze niedlugo zostanie zawarte formalne przymierze pomiedzy obiema stronami i ze bedzie to przymierse trwale, jako ze stanowi ono jedyna alternatywe dla obu narodow w obliczu grozby rosyjskiej49 .

Atak na Hrubieszow zostal uznany za sukces. Kompania WIN pod dowodztwem por. "Mlota" zdobyla szturmem garnizon i wiezienie UBP, i uwolnila wszystkich wiaznow. Oddzialy UPA uzywajac zdobycznych niemieckich rakiet "Wurfgranate" (podobne do Kaciusz) zrownaly z ziemia budynki NKWD. Prawie wszystkie budynki biurowe i instalacje wyznaczone przed atakiem zostaly zniszczone50 . Obie strony byly zadowolone z wyniku.

Zostalem ranny podczas odwrotu z Hrubieszowa i od polowy czerwca przebywalem na leczeniu w punkcie medycznym WIN. Pewnego dnia zlozyl mi wizyte kpt. Ksiazyk. Powiedzial mi, ze Rzad Polski w Londynie jest przeciwny podpisywaniu jakichkolwiek porozumien z UPA i ze nie jest przycnylnie ustosunkowany do istniejacej sytuacji. Moj gosc byl bardzo rosczarowany takim obrotem sprawy, poniewaz byl zdecydowanym zwolennikiem przymierza polsko-ukrainskiego. Powiedzial tez, ze przywodcy polskiego podziemia byli niezmiernie rozczarowani glebokim milczeniem, z jakim Zachod przyjal sfalszowane przez komunistow referendum z 10 czerwca 1946 roku. S. Ksiazek powiedzial mi, ze oddzialy WIN otrzymaly instrukcje w sprawie likwidacji zbrojnego podziemia.

Byl to koniec dzialalnosci wojskowej WIN. Jesienia i zima 1946-1947 zolnerze WIN zostali zdemobilizowani. Zaopatrzono ich w falszywe dokumenty i rozpoczeli nowe zycie cywilne lub rozproszyli sie po calej Polsce. Pozostala tylko nieliczna organizacja WIN i male oddzialy zbrojne. Do wiosny 1947 roku T. Harasymiak pozostawal w kontakcie z ta organizacja w powiatach Hrubieszow i Tomaszow. Po aresztowaniu pozostajacych dotad na wolnosci dowodcow WIN kontakty te zostaly przerwane. Dzieki wspolnym znajomym utrzymywaly sie nadal kontakty z czarnym rynkiem i kontakty z dowodcami WIN na szczeblu wiosek, tak ze w ciagu calego roku 1947 (do akcji "Wisla") kwitl handel pomiedzy obiema stronami, a oddzialy UPA czesto kwaterowaly w polskich wsiach.

Nieco obserwacji i wnioskow.

Jak widac z powyzszego omowienia, kontakty pomiedzy polskim i ukrainskim ruchem oporu mialy jedynie charakter lokalny. Nigdy nie osiagnieto zadnego szerszego formalnego porozumienia. Faktem jednak jest, ze nawiazano kontakty wzdluz calej granicy polsko-ukrainskiej, z wyjatkiem niewielkich obszarow w rejonie Lemkowszczyzny, gdzie nie dzialala ani AK, ani WIN. Wszedzie tam, gdzie nawiazano i utrzymywano owe kontakty, nastepowala normalizacja stosunkow pomiedzy ludnoscia polska i ukrainska. Nalezy podkreslic, ze w owym czasie polski rezim komunistyczny kontrolowal prawie wylacznie centra miejskie, podczas gdy wies byla przewaznie pod wplywem i kontrola ruchu oporu. Podczas spotkan z udzialem przedstawicieli obu organizacji rozstrzygnieto wiele problemow, a wsrod nich i bezposrednie konflikty. Wspolpraca osiagnela szczyt pomiedzy majem 1945 a jesienia 1946, kiedy to WIN stanowil jeszcze sile wojskowa zarzadzajaca terenami polskimi: oslabla w ciagu jesieni 1946 i ustala calkowicie na wiosne 1947, gdy komunisci wyslali liczne sily do blokady obszarow pogranicznych.

Wspolpraca polsko-ukrainska byla bardzo wazna dla podziemia ukrainskiego, poniewaz otworzyla drzwi do Polski i jej ludnosci, pomogla rozwiazac problem zaopatrzenia w odziez, amunicje, srodki medyczne i inne artykuly pierwszej potrzeby. Umozliwila odbywanie tajnych spotkan z udzialem miejscowych przywodcow ludnosci polskiej, w tym czlonkow kol zblizonych do rzadu, na ktorych rozwiazywano lokalne spory. Doprowadzila do wspolpracy wojskowej, obejmujacej wymiane informacji wywiadow wojskowych i wspolne akcje. W miare potrzeby oddzialy UPA mogly angazowac sie w czynna dzialalnosc na terytorium polskim.

Wspolpraca pomiedzy oboma ruchami oporu byla zbyt krotka i zbyt ograniczona terytorialnie, aby mogla miec jakiekolwiek wieksze znaczenie polityczne. Byla jednak szeroko znana w Polsce, glownie dzieki szeroko zakrojonej kampanii komunistycznych mediow, skierowanej przeciw tzw. "unii" WIN i UPA. Pomimo obrazliwego tonu i insynuacji, owa kampania propagandowa dzialala na korzysc wspolpracy, poniewaz powodowala wzmocnienie sympatii ludnosci polskiej do ruchu podziemia.

Last but not least, kontakty przyczynily sie do wzajemnego zrozumienia i

nawiazania przyjazni pomiedzy czlonkami obu ruchow. Okazalo sie, ze po obu stronach istnieje wielu ludzi, ktorzy szczerze pragna pokojowego porozumienia i trwalej wspolpracy pomiedzy narodami polskim i ukrainskim. Mozna tylko zalowac, ze wielu z tych ludzi zginelo na polu bitwy lub w komunistycznych wiezieniach.

Jewhen Sztendera (Przelozyl Tadeusz Kadenacy)

Jewhen SZTENDERA urodzil sie na Ukrainie, studiowal w Niemczech i w Kanadzie, posiada stopnie naukowe z Ukrainskiego Wolnego Uniwersytetu i University of Alberta. Byly oficer UPA, jest redaktorem naczelnym wielotomowej monografii na temat ukrainskiego narodowego ruchu podziemnego w latach drugiej wojny swiatowej "Litopys UPA". Pracuje w National Library of Canada.

Marian Golebiewski

SOJUSZ Z UKRAINCAMI I SOJUSZ NARODOW UJARZMIONYCH1

Od pewnego czasu, tak w kraju, jak i na emigracji daje sie zauwazyc wzmozone zainteresowanie stosunkami polsko-ukrainskimi. Malo tego, gdyz nawet sa zawierane porozumienia dotyczace wspoldzialania grup niepodleglosciowych polskich z ukrainskimi. Jest to objaw pocieszajacy, bowiem wskazuje na przewartosciowanie sojuszy, mozna nawet przyjac, ze nastepuje odwracanie sie od "realnej" polityki ku wiekszej i wazniejszej dla naszych narodow. Ostatnia wojna oraz dziesiatki lat flirtu amerykansko-sowieckiego dowiodly, ze bez uporczywego zgodnego dzialania narodow ujarzmionych na rzecz wolnosci i niepodleglosci, ucisk moskiewski nie ustapi. Jest powszechnie znane zjawisko, ze bandyta cofa sie tylko przed sila, ktora powinien bolesnie odczuc.

W tej walce o wolnosc i niepodleglosc szczegolna role moga i powinni odegrac Polacy i Ukraincy. Nie tylko dlatego, ze zyjemy obok siebie i ze jestesmy spokrewnieni, a takze niestety dlatego, ze wzajemnie dopuscilismy sie przelewu krwi naszych narodow, z czego korzystali tylko inni. Nie bez znaczenia powinno byc dla naszej wspolnoty doswiadczenie historyczne oraz wielki potencjal, ktory wspolnie posiadamy.

Szansa, niewykorzystana przez obydwa narody, byla pierwsza wojna swatowa. Podczas jej trwania cesarstwo Austro-Wegier usilowalo ratowac sie przez dokooptowanie Ukrainy, stad ataman Skoropadski, stad uklad brzeski, przyznajacy Ukrainie Chelmszczyzne, stad przygotowanie przez Austrie oddzialow ukrainskich do zajecia Lwowa. I stala sie rzecz fatalna, bowiem w okresie sprzyjajacym do uzyskania niepodleglosci przez Polakow i Ukraincow

- lata 1913-1920, zamiast wspoldzialania nastapily ciezkie walki. Sojusz z Petlura byl juz spozniony, a do tego wielu Polakow nie docenialo, bo i nie rozumialo, jego wartosci dla potrzeb chwili, jak i w perspektywie historycznej.

Polska zawartym pokojem w Rydze przegrala swoje szanse, przegral tez Petlura i Ukraina, ktorej wojsko w Polsce znalazlo schronienie a czesc kadry zostala przyjeta w szeregi Wojska Polskiego.

Polska wiele osiagnela - integracja trzech zaborow, przebudowa gospodarcza i widocny jej rozwoj - to jednak w dziedzinie politycznej nie rozstrzygnela istotnych spraw. General Skladkowski, na skutek zabojstwa ministra Pierackiego, nadal pozostawal premierem i chyba byl daleki od mozlilwosci dodatniego wplywania na bieg zdarzien historycznych. A w czasie drugiej wojny swiatowej, ciaglosc polskiej polityki calkowicie zostala przerwana przez przechwycenie wladzy przez generala Sikorskiego. Sprzymierzeni w zbrodni - Niemcy z Rosja po pokonaniu Polski podzielili sie jej terytorium, mieszkancow zas poddano roznym okupacyjnym represjom.

Wybuch wojny pomiedzy Rosja a Niemcami mieszkancy Polski przyjeli z radoscia, Ukraincy zas, ktorzy przez lata wyslugiwali sie Niemcom i liczyli na ich protekcje, natychmiast po zajeciu przez Niemcow Lwowa w czerwcu 1941 r. ujawnili swoj rzad ze Stecka i Bandera na czele. Lecz Ukraincow spotkal sromotny zawod, bowiem Niemcy ich rzad w calosci aresztowali, chyba niektorycn czlonkow zamordowali, innych osadzili w wiezieniach i obozach. Wywolalo to u Ukraincow szok. W kregach OUN doszli do wniosku, ze jedynym sojusznikiem w walce o wolna Ukraine moze byc tylko Polska. Probowali wiec dogadac sie z Polakami, lecz korzystnej sytuacji, ktora sie nadarzala, by stosunki polsko-ukrainskle naprawic, nie wykorzystano, gdyz zabraklo prewodniej mysli polskiej tak w kraju, jak i na emigracji. Wsrod Polakow nie bylo nikogo, kto w wytworzonej sytuacji mogl chocby sie pokusic o prowadzenie jasnej polityki, zgodnej z racja stanu Polski. General Sikorski w dniu 28 sierpnia 1942 r. w Audley End, w Anglii, na spotkaniu z cichociemnymi, ktorzy w liczbie 36 byli juz gotowi do przerzutu do kraju, a wsrod nich byli oficerowie zawodowi, w tym dyplomowani, inzynierowie, prawnicy, docenci oraz inni - do ktorych zalicza sie piszacy te stowa, general i premier na nasze pytania odpowiedzial: "O, widze, ze interesuje was wielka polityka", a na powtorzone pytania dotyczace stosunkow polsko-ukrainskich dodal: „Ukraincow sprzedam Stalinowi". Na dalsze pytania, jak to sie ma odbyc, czy tylko samych Ukraincow, czy tez z ziemia "sprzeda", gen. Sikorski odpowiedzial: "Za wiele byscie chcieli wiedziec", i nie wyjasnil sprawy... Dodam jeszcze, ze na pytania dotyczace Prus Wschodnich, Pomorza Zachodniego, Opolszczyzny, Wroclawia, - general odpowiedzial: "Ja sie nie bede pchal na zachod, ja nie chce miec u siebie 7 czy 9 milionow Niemcow". Wypowiedziami wodza i premiera zarazem, ktory byt symbolem Polski Niepodleglej, bylismy mocno zawstydzeni a nawet wstrzasnieci i wiecej pytan nie stawialismy, lecz po odjezdzie do Londynu zadawalismy sobie pytania, jak ta biedna Polska ma wygladac, kto ma jej politycznych interesow bronic?

Wypowiedzi Sikorskiego w swoich pamietnikach utrwalili: Stanislaw Sedziak - pozniejszy szef Sztabu Okregu AK Nowogrodek oraz Michal Fijalka - pozniejszy zastepca inspektora w Kowlu i dowodca batalionu w 27 Dywizji Wolynskiej. Skoro mielismy takich mezow stanu, co nic dziwnego, ze doszlo do ubolewania godnych walk polsko-ukrainskich, zreszta zapoczatkowanych przez Ukraincow. Byly straszne wzajemne mordy i walki, z ktorych zadowolenie i pozytek mieli Niemcy i ZSRR. W tych walkach na terenie poludniowo- wschodniej Lubelszczyzny niestety z obowiazku bralem udzial. Poczatkowo jako szef Kedywu na Inspektorat Zamojski, a w sytuacji krytycznej zoslalem komendantem Obwodu Hrubieszow. Przez caly czas swej dzialalnosci w Armii Krajowej nie zetknalem sie z inicjatywa polityczna, ktora by skutecznie zahamowala rzez niewinnych... Bo nawolywania o umiar i spokoj metropolity Szeptyckiego czy apel wladz Polski Podziemnej o nierozdmuchiwanie wiesci o walkach, spokoju dac nie mogly i nie daly.

W 1944 r. sytuacja na Lubelszczyznie jak i na innych terenach Polski i zajetych przez Zwiazek Sowiecki, stawala sie dramatyczna. Komendant naszego Okregu - Marcin Kazimierz Tumidajski, ktory jezdzil z Lublina do Chelma na rozmowy z Sowietami i PKWN-em, zosiat aresztowany, tak samo jego trzej dowodcy dywizji oraz pewna liczba innych oficerow. Sowieci przeprowadzili lapanki na ludzi, z ktorych czesc wcielali do wojska, innych zas zamykali do obozow, w tym i do Majdanka, a nastepnie wywozili do ZSRR. Delegaci zjazdu, tak wojewodzcy jak i powiatowi, zostali aresztowani, powstanie warszawskie na skutek wstrzymania ofensywy radzieckiej i niedopuszczenia oddzialow Armii Krajowej do niesienia pomocy dla Warszawy - dogorywalo, rzad w Londynie okazal sie bezradny w obliczu zmowy sowiecko-anglosasklej, o ktorej nic nie wiedzielismy, wiec w zaistnialej sytuacji nalezalo wybierac: poddac sie Sowietom czy tez toczyc walke i montowac front tych wszystkich, ktorzy tez dazyli do wolnosci? Osobiscie wybralem walke...

Gdy wojna jeszcze trwala, we wrzesniu 1944 r. pod Dublenka zwolalem odprawe oficerow. Przybyli na nia rowniez oficerowie z obwodow Chelmskiego i Zamojskiego. Po przyjeciu raportow od podkomendnych, a byly tez omawiane sprawy dotyczace Ukraincow, tak te sprawe podsumowalem: od tej chwili zamiast walki rozkazuje szukac kontaktow i porozumienia z Ukraincami. Na-stala konsternacja, bowiem wsrod obecnych byli tez tacy, ktorym pomordowano rodziny, a wszyscy pamietali pozogi i rzezie. W dluzszym przemowieniu wskazalem na historyczne, polityczne, ludnosciowe i wojskowe racje co przez obecnych zostalo przyjete z zadowoleniem, a dziesiatki czy setki innych szczerze a nawet goraco wystepowalo na rzecz wspolpracy z Ukraincami. W owym czasie wysiedlen Ukraincow za Bug jeszcze nie rozpoczeto, a na tere-nach wzdluz Bugu i Sanu byly liczne oddzialy UPA. Natychmiast wydalem ulotke do Ukraincow, wzywajaca ich nie tylko do zaprzestania walk lecz i wzywajaca do wspolpracy i wspoldzialania w walce przeciwko wspolnemu okupan-towi - Sowietom, puszczenia w niepamiec wszystkich tak strasznych zbrodni, gdyz przed naszymi narodami stoi olbrzymie zadanie - uzyskanie niepodle-glosci. Ulotka w duzym nakladzie zostala rozprowadzona od Wlodawy poprzez Chelm, Hrubieszow, Tomaszow Lubelski, Lubyczow, Jaroslaw, az pod Przemysl. W wyniku tej akcji calkowicie ustaly walki, wiele tysiecy rolnikow ewakuo-wanych w czasie walk powrocilo na swoje gospodarstwa, w tym w Hrubieszowskiem kilkanascie tysiecy.

Jozef Lobodowski, ktorego wysoko cenie, w artykule bodaj pt. "Czego zaluje" napisal m.in., ze zaluje, iz zmarnowal sobie zycie, gdyz nie pojechal do kraju i nie usilowal zblizyc obydwu narodow. Przy okazji tez napisal, co powiedzial mu jeden "wybitny" dzialacz krajowy: "Dobrze, ze pan do kraju nie pojechal z taka propozycja, gdyz pierwszy lepszy oficer AK by panu w leb strzelil". Tego "wybitnego" moge nazwac durniem a nawet lobuzem, bowiem nasza kadra nie skladala sie z chlystkow, lecz z ludzi odpowiedzialnych i na zbrodnicze akty zaden by sie nie zdobyl. Natomiast z zalem musze stwier-dzic, ze zaden z czolowych politykow i wojskowych nie wyszedl poza szablon przyjmowania wskazan "aliantow". A "Radoslaw" - Jan Mazurkiewicz, gdy skla-dalem mu raport z Lubelszczyzny (wiosna 1945 r.) i meldowalem o kontaktach z Ukraincami, powiedzial: "Z chamami nie ma co rozmawiac" i lekcewazaco kiwnal reka...

Jednak rozmawialem... Inicjatywa nasza prawie natychmiast doprowadzila do kontaktow dowodcow terenowych i to na calej dlugosci styku polsko-ukratnsklego, jednak dosyc dlugo musielismy oczekiwac na spotkanie glowne, chociaz w styczniu 1945 r. bylo ono przygotowane, lecz zdazajacy ze Lwowa przedstawiciel UHWR zginal w walce z NKWD. Dalsze usilowania rowniez napo-tykaly na duze trudnosci (straz pograniczna, NKWD, wojska sowieckie), wreszcie w dniu 6 maja 1945 r. obie delegacje zgromadzily sie. Przyznam, ze bylem troche zazenowany skladem delegacji Ukraincow - 2 przedstawicieli UHWR oraz jeden z UPA, gdyz z koniecznosci postawilem sie w sytuacji uprawnionego przedstawiciela AK co zostalo przez Ukraincow uznane. Dlatego z calych sil staralem sie przekonac naszych wyzszych dowodcow, by przyjeli nasza - moja inicjatywe, co wreszcie udalo mi sie, bowiem kurier od plk. Rzepeckiego - kpt. Henryk Zuk, osobiscie we Wloszech zreferowal sprawe generalowi Andersowi i przy poparciu gen. Pelczynskiego inicjatywa zostala zaakceptowana. Lecz widocznych skutkow tej akceptacji w kraju nie zauwazylem. Jednakze plk. Niepokolczycki, komendant Obszaru Poludniowego, byl wielkim rzecznikiem zblizenia z Ukraincami i na Rzeszowszczyznie popieral wszystko to, co sluzylo jednosci naszych narodow.

Na wstepie naszego spotkania obie strony wyrazily ubolewanie, ze na skutek dzialania roznych ekstremistow, zbieznego z polityka Niemiec i Zwiazku Sowieckiego, zginelo tak wielu Polakow i Ukraincow, pomimo ze z obu stron byla dobra wola i dazenie do wspolpracy. Lepsza przyszlosc dla naszych na-rodow zebrani pragna osiagnac przez zawarcie nastepujacego porozumienia:

- obie strony stwierdzaja, iz Rosja od wiekow jest ich wspolnym wrogiem,

- obie strony uznaja potrzebe kontynuowania walki o niepodleglosc swych krajow i wzajemnego popierania sie oraz wspoldzialania,

- Armia Krajowa bedzie udzielac oddzialom UPA pomocy zywnosciowej (lacznie z zakwaterowaniem) i sanitarnej (lekarstwa, opatrunki, opieka nad rannymi),

- strona ukrainska swoj gleboki wywiad oddaje do dyspozycji AK (z Ukrainy, Bialorusi, Krymu, Gruzji, Moskwy i Czech) oraz wrazie potrzeby wlaczy sie do walki,

- UHWR pragnie i prosi, by Polacy dzialajacy na Zachodzie (rzad w Londynie) reprezentowali rowniez interesy ukrainskie,

- delegacja ukrainska zaproponowala, by obydwie strony dazyly do osiagnie-cia wspolnego celu, tj. uzyskania niepodleglosci dla naszych narodow i stworzenia pelnej jednosci tak dalece idacej, ze: a) Polska i Ukraina beda stanowic jedno panstwo w granicach obejmujacych obszary Polski i Ukrainy, b) utworza wspolny rzad, prowadzacy wspolna polityke zagraniczna, obrone, gospodarke. oswiate, zas na obszarach zamieszkania pozostawi sie spoleczenstwom swobode zycia kulturalnego, zwyczaje regionalne, c) nie ustala sie granicy pomiedzy obydwoma narodami, d) pomostem laczacym Polakow i Ukraincow bedzie ludnosc polsko-ukrainska od wiekow zlaczona wiezami rodzinnymi - pokrewienstwem a zamieszkala na ziemiach pomiedzy Bugiem, Sanem az po Dniepr, - w prasie wydawanej przez obie strony bedzie intensywnie propagowana idea wspolnej walki o niepodleglosc i stworzenia w przyszlosci jednego panstwa, - strona ukrainska byla przeciwna wyjazdowi Polakow zza Bugu i miala ich zachecac do pozostawania w spolecznosci ukrainskiej.

Nie bez pewnej dumy moge dzis powiedziec, iz to, co obecnie dla wielu staje sie oczywiste - wspolpraca polsko-ukrainska - juz ponad 40 lat temu realizowalem. Podjalem inicjatywe odmienienia wrogich stosunkow pomiedzy naszymi narodami w sytuacji, ktora dzis z trudem wielu bedzie moglo zrozu-miec. Zwiazek Sowiecki wystapil przeciwko naszym dazeniom dokonujac are-sztowan, zsylek, zabojstw i przesiedlen, lecz te dzialania nie zakonczyly sie pelnym zwyciestwem, gdyz nasza idea zyje. Dowodem tego jest nie tylko toczaca sie dyskusja, lecz takze ostatnio spotegowane dazenie do zorganizowanego wspoldzialania roznych grup niepodleglosciowych dzialajacych tak w kraju, jak i na emigracji. Autor niniejszego artykulu ma osobista satys-fakcje, gdyz impulsem do zorganizowania wspolpracy stalo sie "Poslanie"2 pod ktorym w kraju podpisalo sie kilka organizacji czy grup, ktorych celem jest odzyskanie niepodleglosci.

Na zakonczenie pragne zwrocic uwage Czytelnika na fakt, iz umowa nasza w wielu punktach - na miare owczesnych mozliwosci (lata 1944-1947) - byla obustronnie zyczliwie realizowana. Dowodem jest i to, ze Ukraincy, gdy za-szla potrzeba zbrojnego wspoldzialania, wlaczyli sie na szersza skale do walki. Mialo to miejsce w Hrubieszowie w dniu 26 czy 28 maja 1946 r., gdy chodzilo o odbicie 50 akowcow, z ktorych kilku bylo zagrozonych kara smier-ci i chyba wyrok bylby na nich wykonany. Owczesne dowodztwo naszych oddzialow (WIN) zwrocito sie do UPA o pomoc i Ukraincy dolaczyli do walki oddzialem w sile 1200 zolnierzy, zaatakowali batalion NKWD, zas oddzialy WIN-u odbily aresztowanych, budynek UB calkowicie zniszczyly, czesc ubekow i in-nych zlikwidowaly. W Hrubieszowie poza sowietami stal pulk wojska, byla tez kompania milicji i uzbrojeni ubecy, jednak akcja udala sie. Bylo to pier-wsze od czasow Pilsudskiego i Petlury na tak duza skale wspoldzialanie zbrojne Polakow z Ukraincami. Przy okazji pragne zaapelowac do dzialaczy niepodleglosciowych, by starali sie wyciagnac z uspienia Organizacje Narodow Ujarzmionych oraz wciagneli ja do dzialania jako wazny czynnik walki o wolnosc dla wszystkich narodow.

Marian GOLEBIEWSKI

Marian GOLEBIEWSKI (ur.1911) zolnierz kampanii wrzesniowej, uczestnik walk we Francji w 1940. Internowany ucieka z obozu jenieckiego i przez Pireneje, Hiszpanie oraz Portugalie przedostaje sie do Anglii. Nastepnie jako cicho-ciemny zostaje zrzucony do kraju. Zostaje zolnierzem Kedywu AK we wscho-dniej Lubelszczyznie. Jest organizatorem wielu brawurowych akcji. Po rozwiazaniu AK pozostaje w podziemiu w nowo utworzonej organizacji WIN. Aresztowany w 1946 roku zostaje skazany na kare smierci w procesie Komendy Glownej WIN (sadzony razem z Rzepeckim, Muzyczka, Szczurkiem, Szanojca i innymi). Po zmianie wyroku na bezterminowe wiezienie organizuje w 1955 roku bunt wiezniow w Sieradzu. Po jego stlumieniu otrzymuje dozywocie. Po dziesieciu latach wiezienia, w czasie ktorych przezyl tortury bezpieki, wychodzi na wolnosc. Nie zaprzestaje dzialalnosci. Jest jednym z tworcow "Ruchu", podziemnej organizacji niepodleglosciowej dzialajacej w latach 1966-70. Zostaje za to ponownie skazany (1971) na 4,5 roku. Po wyjsciu na wolnosc pozostaje nadal czynny, tym razem w "Hurcie Hiepodleglosciowym". Byl wspolzalozycielem ROPCiO. Obecnie przebywa w Stanach Zjednoczonych.

KONFLIKT MAMY JUZ ZA SOBA

rozmowa z Jewhenem Sztendera

ABC: Jest Pan autorem licznych artykulow i opracowan z historii UPA, w tym artykulu poswieconego powojennej wspolpracy UPA z WIN-em. Co sklonilo Pana do podjecia tej tematyki?

Jewhen Sztendera: Od 1946 r. do 1948 r. bylem Komendantem UPA na terenie Lubelszczyzny. W terminologii ukrainskiej ten rejon okreslano jako Chelmszczina i Pidlasza. Wystepowalem pod pseudonimami "Zoriannyj" i "Prirwa".

Dzialalem wiec na terenach, gdzie zaistniala wspolpraca polsko-ukrainska. Gdy w 1948 r. znalazlem sie na emigracji, powolano mnie do Misji UPA przy Zagranicznym Przedstawicielstwie UHWR (Ukrainskiej Glownej Rady Wyzwolen-czej). Wydawalismy wtedy pismo wojskowe "Do zbroi". Ponadto bylem redakto-rem pisma "Suczastna Ukraina", z ktorego pozniej powstalo wydawnictwo "Suczasnist". Obecnie, pracujac w Bibliotece Narodowej w Ottawle, redaguje "Litopisy UPA" - wydawnictwo utworzone przez kombatantow UPA. Dotychczas ukazalo sie 16 tomow zawierajacych glownie materialy archiwalne. Ostatni tom zawiera podziemne wydawnictwa ukrainskie z terenow Zakierzonskiego Kraju1 .

ABC: Z Panskiego artykulu2 wynika, ze inicjatywa nawiazania kontaktu i wspolpracy UPA z WIN-em rodzila sie po obu stronach. Czy moglby Pan cos wiecej powiedziec o atmosferze panujacej w kregach dowodczych UPA? Na ile atmosfera ta sprzyjala zaistnieniu wspolpracy polsko-ukrainsklej?

J.Sz.: Trudno mi powiedziec, kiedy i w jakich okolicznosciach rodzila sie ta inicjatywa po stronie ukrainskiej. Wiem, ze w momencie mego przenie-sienia do dzialan na terenie Polski powiedziano mi w dowodztwie, ze ist-nieje juz jakis kontakt z Polakami na terenach wlaczonych do Zwiazku Sowieckiego. Nie wiem jednak, czy kontakt ten byl we Lwowie, czy gdzie indziej. Mowiono mi, ze istnieje moment sprzyjajacy wspolpracy ukrainsko-polskiej, ze trzeba szukac kontaktow w Polsce, ze byly juz jakies instrukcje ze strony polskiej odnoszace sie zarowno do terenow Polski, jak i do Ukrainy radzieckiej. Dostalem wtedy polecenie szukania takiego kontaktu na Zakierzonie.

ABC: Czy silne byty w kregach ukrainskich opory przeciwko nawiazywaniu tych kontaktow i wspolpracy?

J.Sz.: Bywalo z tym roznie. Jak zwykle po tak silnych konfliktach wojennych, w ktorych wielu utracilo swoje rodziny. Trzeba bylo sporo wysilku, aby wplynac na ludzi, wyjasnic im potrzebe takiej wspolpracy. Ale np. na polnoc od Sanu, na terenach ciagnacych sie wzdluz Bugu, zarowno z polskiej, jak i z ukrainskiej strony bylo na tyle duzo ludzi przekonanych o konie-cznosci ulozenia wzajemnych stosunkow, ze w ciagu 2,5 lat wspolpracy poza paroma drobnymi incydentami, ktore trzeba bylo wyjasnic, nie zrodzil sie zaden powazniejszy konflikt. Doszlo tam nie tylko do zawarcia umowy, ale i do faktycznej kooperacji.

Jesli chodzi natomiast o poludniowy, karpacki, odcinek, to mysle, ze z ukrainskiej strony bylo tam za duzo ludzi wylamujacych sie, nie przestrzegajacych zalecen wynikajacych z oficjalnie obowiazujacej polityki ukrain-skiej. Ze strony polskiej bylo podobnie. Interesujace jest, ze do wspolpra-cy polsko-ukrainskiej doszlo w okolicach Hrubieszowa i Tomaszowa, a wiec na terenach, gdzie wczesniej mialy miejsce nie tylko walki, ale i musakry ludnosci zarowno polskiej, jak i ukrainskiej. Pomimo tego, a moze wlasnie dlatego, ze konflikt byl tak ostry, udalo sie tam go najszybciej wyciszyc. Moze ze wzgledu na ostrosc tego konfliktu ludzie tamtejsi latwiej zrozumieli absurd i dzicz takich metod rozwiazywania sporow.

ABC: Na ile silne byle zrozumienie potrzeby porozumienia i wspolpracy z Palikami w kregach dowodczych UPA?

J.Sz.: Czym innym jest zrozumienie dla potrzeby wspoldzialania, a czym in-nym mozliwosc i umiejetnosc przelamania uprzedzen wsrod wlasnych podkomendnych. Pamietam, ze gdy podalem instrukcje dotyczace porozumienia z Pola-kami, to na pierwszej odprawie byty protesty, dyskusje i, jak sadze, polowa byla zdecydowanie niechetna tej wspolpracy. Byli jednak i tacy, ktorzy ro-zumieli jej potrzebe. Ale te instrukcje byly przeciez poleceniem, rozkazem, a UPA byla na tyle zdyscyplinowana, ze mimo obiekcji otrzymywane z gory rozkazy wykonywano sumiennie. Zaangazowano wtedy caly aparat polityczno-wychowawczy, aby wytlumaczyc zolnierzom, dlaczego to wspoldzialanie jest potrzebne, m.in. uzasadniano je organizowaniem Bloku Narodow Ujarzmionych do walki z Rosja Sowiecka. Nalezalo przelamac wiele oporow, bo przeciez mi-mo porozumienia z polskim podziemiem antykomunistycznym, UPA walczyla nadal z rzadowym wojskiem Polskim. Wydano rozkazy zmiany postepowania wobec jen-cow. Trzeba bylo obchodzic sie z nimi grzecznie, kulturalnie, dawac ulotki, wyjasniac, agitowac.

ABC: A jak porozumienie i wspolpraca z podziemiem polskim zostaly przyjete przez doly organizacyjne UPA? Czy koncepcja ta spotkala sie z pozytywnym przyjeciem ze strony szeregowych zolnierzy, wsrod ktorych z natury rzeczy mniejsze zrozumienie mialo myslenie w kategoriach politycznych, a wieksza role odgrywaly emocje?

J.Sz.: W Hrubleszowskiem, gdzie przeszedlem, wielu zolnierzy UPA stracilo rodziny w walkach z Polakami, totez trudno bylo ludzi przekonac. Pamietam taki przypadek. Zolnierze nasi potajemnie, na wlasna reke zlilwidowali dwoch Polakow, ktorzy brali poprzednio udzial w masakrach ludnozci ukrainskiej. Poczatkowo nie znalismy sprawcow tej likwidacji, potem w polskich wioskach rozpoznano ich po ubraniach zabranych zabitym. Zdaniem Polakow, to dzieki mnie odbyl sie sad. Nie wydal on wyroku smierci, uznajac za oko-licznosc lagodzaca fakt, iz wczesniej utracili oni rodziny z rak polskich, ukarano ich inaczej.

ABC: Jak zostala przyjeta przez ludnosc cywilna idea wspolpracy z Polakami?

J.Sz.: Wydaje sie, ze bardzo dobrze. Kontakty pomiedzy ludnoscia ukrainska i polska istnialy i przedtem. Nawet w okresie ostrych walk jezdzono do pol-skich miasteczek na jarmarki. Okupacja sowiecka przyniosla kres zbrojnego konfliktu polsko-ukrainskiego. Pozostaly jednak liczne problemy. Np. na moim terenie znikali Ukraincy wracajacy z robot w Niemczech. Bywalo i odwrotnie, ze ukrainska bojowka czy oddzial zlowil jakichs Polakow i tez ich likwidowal. Ale na ogol starano sie, gdzie to bylo mozliwe, zawrzec ta-ki gencelmen's agreement. Bywalo, ze dotyczylo to nawet milicji polskiej (np. w Tomaszowie). Posredniczyli soltysi i inni urzednicy polscy. Znaczna czesc administracji byla zreszta w rekach starego podziemia - AK lub BCh. Np. milicja w Lubaczowskiem calkowicie nieomal byla pod kontrola Armii Kra-jowej. Totez gdy doszlo do zawiazania ukladu, nie bylo trudno o nawiazanie kontaktow w terenie. Szczegolnie rozwijaly sie one w dziedzinie han-dlu. Np. na moim terenie byly niezamieszkane, wysiedlone wioski ukrainskie, a w polskich wsiach wielu ludzi mialo zniszczone, popalone domostwa. Kupo-wali wiec od nas domostwa i przewozili je do siebie. Ten handel stanowil wtedy glowne zrodlo naszych finansow organizacyjnych na Chelmszczyznie. Czasami kupowano tylko blache na pokrycie dachow. Oprocz tego bardzo zywo rozwijal sie handel zbozem. Ludnosc ukrainska w Hrubieszowskim byla w do-brej sytuacji - miala duze zapasy zboza. Chetnie je sprzedawano, wymienia-no itp. Nieslychanie wtedy rozkwitl polsko-ukrainski czarny rynek. W sumie w ciagu paru miesiecy nastapilo calkowite odprezenie w stosunkach polsko-ukrainskich do niedawna majacych charakter wojenny. Teraz liczni Po-lacy wracali do swoich wiosek, skad uciekali w okresie walk i masakr. Poz-niej, gdy wiekszosc Ukraincow zostanie wywieziona do ZSRR, beda oni stano-wili dla nas jedyne oparcie.

ABC: Jak daleko zaszla wspolpraca wojskowa? Czy oprocz inanej akcji na Hrubieszow istnialy tez inne formy wspolpracy podziemia polskiego i ukrainskiego, np. w dziedzinie wywiadu czy propagandy?

J.Sz.: W ramach wspolpracy wojskowej przed Hrubieszowem byla akcja w Werbkowicach. W celu przesiedlenia Ukraincow, wraz z sowieckim komisarzem przybyly tam oddzialy Wojska Polskiego. Podziemie polskie dostarczylo nam przewodnikow, przekazalo hasla itd. Dzieki temu nasz oddzial rozbroil wtedy wszystkie placowki Wojska Polskiego. Rozbrojono znienacka caly spiacy oddzial i aresztowano jego komisarza. Podobna wspolpraca miala miejsce takze na Podlasiu. Nie slyszalem jednak o tego rodzaju wspolpracy na poludniu, blizej Sanu. W ramach akcji propagandowych wysylalismy Polakom wlasne wydawnictwa ukrainskie, w tym takze centralne docierajace do nas w niewielkich ilosciach.

ABC: Czy poza wymiana materialow istnialy jakies wspolne akcje propagandowe?

J.Sz.: Tak, np. przed akcja na Hrubieszow, gdy trwaly juz, wysiedlenia wiosek ukrainskich, na jednym ze spotkan strona polska zapowiedziala wydanie ulotki wzywajacej do przeciwstawienia sie rzadowej akcji wysiedlen. Ulotki takie istotnie potem nam przeslano. Trudno ocenic ich skutecznosc. Faktem jest jednak to, ze gdy wojsko przystapilo do wysiedlania Ukraincow, wielu naszych ludzi uciekalo do wsi polskich, gdzie istnialy przygotowane miejsca. Wczesniej ustalono, kto u kogo ma sie kryc, gdzie ma byc ukryty woz, dobytek itd. Chodzilo o to, aby wojsko nie zorientowalo sie, ze w polskich wioskach sa takze Ukraincy. Tego rodzaju pomoc istniala w zachodniej czesci powiatu tomaszowskiego i w hrubieszowskim. Nie wiem, jak to wygladalo na innych terenach, ale tam bywalo tak, ze Ukraincy szukali indywidualnie schronienia u swych polskich znajomych z sasiednich wsi. Nie wszedzie bylo to jednak mozliwe. Czasami polskie wsie oddalone byly od miejscowosci objetych wysiedleniami i o 16 kilometrow, totez Ukraincy rza-dko mieli tam znajomych. O przyjeciu i ukryciu Ukraincow decydowaly po-lecenia organizacji i ogolne nastawienie ludnosci polskiej. Na Podlasiu, gdzie nie bylo przedtem konfliktu, Polacy i Ukraincy wspolpracowali ze soba caly czas. W rekach ukrainskich bylo np. UB we Wlodawie.

ABC: Czy istniala wspolpraca w dziedzinie wywiadu?

J.Sz.: Jedynie okazjonalnie. Strona polska dysponujac danymi swego wywiadu informowala nas o planowanych wysiedleniach na pare dni przed przybyciem oddzialow wojskowych. Ponadto z istniejacych w naszych archiwach protokolow spotkan UPA-WIN wynika, ze podziemie polskie na Podlasiu interesowalo sie budowa wywiadu na wschod od Bugu.

ABC: Marian Golebiewski w swoim artykule wspomina o daleko idacych usta-leniach politycznej wspolpracy polsko-ukrainsklej. Jak Pan ocenia te informacje na podstawie swoich obserwacji i poszukiwan archiwalnych?

J.Sz.: Strona ukrainska wiazala znaczne nadzieje polityczne z tymi rozmowami, swiadczy o tym fakt, ze juz na pierwszy raport o wstepnych kontaktach z Polakami Komenda Glowna UFA znajdujaca sie na Ukrainie zareagowala przyslaniem po dwoch czy trzech tygodniach swych przedstawicieli na orga-nizowane przez strone polska (wlasnie przez Goleblewskiego) spotkanie. Ukraincy chcieli porozumienia i wspolpracy z Komenda Glowna AK czy tez z WIN-em w Polsce oraz porozumienia z rzadem w Londynie.

ABC: Golebiewski pisze o inicjatywie ukrainskiej zmierzajacej do reprezen-towania przez polski rzad w Londynie takze spraw i interesow ukrainskich.

J.Sz.: Sadze, ze tego rodzaju zamyslow nie bylo. Przypuszczam, ze chodzilo o uzyskanie pomocy polskiego rzadu w powolaniu samodzielnej ukrainskiej reprezentacji. To, co pisze Golebiewski, brzmi dla mnie nieprawdopodobnie. Zreszta istnialo wtedy Zagraniczne Przedstawicielstwo UHWR. Z moich badan wiem, ze prowadzilo ono pertraktacje z przedstawicielami polskiego rzadu w Londynie. Nie doprowadzily one jednak do zawarcia umowy. Nie wiem, jednak na ile te pertraktacje byly zwiazane z rozmowami. Jakie mialy miejsce w Polsce.

ABC: Colebiewski wspomina o zawarciu porozumienia co do wspolpracy polsko-ukrainskiej w okresie pozniejszym, az do koncepcji powolania federacji wlacznie. Co na ten temat mowia archiwa ukrainskie?

J.Sz.: Slad takich rozmow znalazlem, ale nie idacych tak daleko, jak pisze Golebiewskl. Na konferencji z udzialem Komendy Glownej UPA podniesiono te kwestie. W "Drodze do nikad"3 cytowana jest wypowiedz mjr. Kalyny o tym, ze w przyszlosci mozliwe jest stworzenie federacji polsko-ukrainskiej. Zdaniem Lopatynskiego4 problem ten zostal poruszony, gdy omawiano sprawe granic. Nie oznacza to jednak, aby podjeto wtedy jakiekolwiek decyzje w tej kwestii. Ustalenia takie moglyby byc podejmowane na o wiele wyzszym szczeblu, a strona polska reprezentowana byla wtedy przez wyslannikow inspektoratu. Zreszta, moim zdaniem, gdyby nawet doszlo do spotkania przedstawicieli UHWR i Rzadu Polskiego w Londynie, to sprawy ewentualnych rozwiazan federacyj-nych odlozono by do czasu, gdy mozliwe byloby podejmowanie decyzji przez rzady niepodleglej Polski i Ukrainy.

ABC: Jak strona ukrainska oceniala efekty wspoldzialania z podziemiem polskim?

J.Sz.: To oczywiste, ze oceniano i ocenia sie je roznie. Np. propozycja przeprowadzenia wspolnej akcji na Hrubieszow nie spotkala sie na moim terenie z entuzjazmem. Skontaktowalem sie wtedy z przebywajacym niedaleko "Orestem" Onyszkiewiczem, d-ca UPA w Zakierzonskim Kraju. On tez jednak nie chcial podjac decyzji, gdyz w tym okresie oddzialy UPA byly zajete niszczeniem mostow, organizowaniem zasadzek i temu podobnymi dzialaniami opoz-niajacymi trwajaca wlasnie rzadowa akcje wysiedlania Ukraincow na teren Zwiazku Radzieckiego. Podejmujac akcje na Hrubieszow trzeba bylo co najmniej na tydzien wylaczyc z tych dzialan szereg naszych oddzialow. Ponadto trzeba bylo liczyc sie z kontrakcja przeciwnika oraz z przybyciem na nasz teren wiek-szych oddzialow wojskowych. Nie chcac podejmowac samemu decyzji, Oryszkiewicz pojechal do Starucha5 . Ten do pomyslu ataku na Hrubieszow odniosl sie z wielkim zapalem, uwazajac, ze dzieki temu wspolpraca polsko-ukrainska nabierze wiekszego znaczenia i rozmachu. Byt przekonany, ze bedzie to poczatek polsko-ukrainskiego braterstwa broni i powazny kapital w przyszlosci. Po powrocie "Orest" w ramach przygotowan do akcji dal mi polecenie opracowania zaraz po walce broszury na jej temat, majacej ulatwic wykorzystanie kapitalu politycznego zgromadzonego dzieki naszemu wysilkowi zbrojnemu. Z zadania tego wywiazalem sie. Pomimo rany odniesionej w Hrubieszowie w czasie wycofywania sie przed scigajacymi nas oddzialami wojska, nie posiadajac jeszcze wszystkich potrzebnych informacji, raport taki napisalem. Wiem, ze zostal on szybko przekazany na Zachod tam opublikowany m.in. z mysla o zmianie klimatu w stosunkach polsko-ukrainskich na emigra-cji. Jednak byly one wowczas tak zle, ze nie mogla ich oczywiscie zmienic jedna publikacja. Nie mogl ich takze zmienic moj pierwszy po przedostaniu sie na Zachod artykul o wspolpracy z podziemiem polskim. Jestem jednak dumny, ze bralem udzial w samych poczatkach wspolpracy i dialogu polsko-ukrainskiego. Korzenie tego procesu byly tam, pod Hrubieszowem. Tam sie za-czal proces przelamywania wzajemnych niecheci i urazow. Dumny jestem z tego, ze mam w tym swoj liczacy sie udzial.

ABC: Publikujemy panski artykul o wspolpracy UPA z WIN-em wraz s artykulem Mariana Golebiewskiego, jednego z tworcow porozumienia z 1946 r. Jak oceniali wowczas Ukraincy dzialalnosc Colebiewskiego? Jak Pan ocenia jego artykul?

J.Sz.: W okresie wspoldzialania nie wiedzielismy o Golebiewskim nic lub bardzo malo, gdyz obowiazywaly zasady konspiracji. O jego roli dowiedzieli-smy sie pozniej, juz po jego aresztowaniu, gdy prasa rezimowa informujac o procesie cytowala doic obficie zeznania i wypowiedzi w sadzie. Golebiewski z duza godnoscia nie wypieral ale wspolpracy z UPA, nie pomniejszal jej zna-czenia i odwaznie bronil idei porozumienia polsko-ukrainskiego. Nie bylo to latwe, gdy mialo sie swiadomosc, ze stanowi to dla komunistycznego sadu do-datkowy material obciazajacy i kompromitujacy oskarzonego. Przebieg procesu komentowalismy w naszym kregu z duza sympatia dla Golebiewskiego.

Natomiast lektura jego artykulu nasuwa mysl, ze napisany zostal na pod-stawie zawodnej przeciez pamieci, bez zapoznania sie z dotychczasowymi publikacjami na ten temat. Tym niemniej dobrze sie stalo, ze artykul sie ukazal, stanowi glos naocznego swiadka.

ABC: Jak w historycznym obrachunku UPA. dokonywanym po wojnie na emigracji. byla oceniana umowa i wspolpraca z WIN-em?

J.Sz.: Jak by na te sprawe nie spojrzec byl to jedynie krotkotrwaly epizod. Totez nie bylo wiekszej dyskusji na ten temat wsrod emigrantow ukrainskich. Autorzy ukrainscy do dzisiaj zajmujacy postawe antypolska, koncentrujac sie na konfliktach i walkach z Polakami, co najwyzej wspominaja o epizodzie wspolpracy UPA z WIN-em. Natomiast srodowiska zainteresowane dialogiem i porozumieniem z Polakami oczywiscie chetniej i czesciej wspominaja o wspolpracy w roku 1946. Moj artykul o wspolpracy z WIN-em doczekal sie paru przedrukow w prasie ukrainskiej.

ABC: Jak Pan jako zolnierz UPA aktywnie uczestniczacy w walkach przeciw Polakom zapatruje sie na mozliwosc przezwyciezenia wzajemnych. naroslych przez lala uprzedzen i niecheci miedzy naszymi narodami?

J.Sz.: Mysle, ze jestesmy swiadkami konca tego konfliktu. Po pierwsze jego baza byla tradycja polskiego panstwa siegajacego daleko na wschod i zwiazane z tym istnienie na tych terenach bardzo wielkiej polskiej mniejszosci narodowej. Byla ona nie tylko liczna, ale takze silna i wplywowa. O sile tej decydowaly inteligencja i ziemianstwo polskie, polaczenie wysokiego poziomu wyksztalcenia i sily ekonomicznej. Dzisiaj to wszystko juz nie istnieje... Wiec i baza konfliktu zanikla. Po drugie, wygaszeniu tych konfliktow sprzyjaja doswiadczenia historyczne naszych narodow. W 1918 roku wielu Polakow myslalo w kategoriach wielkopanstwowych, marzac o odbudowie mocarstwowej pozycji Polski. Podobnego typu myslenie pielegnowane bylo i po ukrainskiej stronie, gdzie liczne srodowiska polityczne bazowaly na przekonaniu, ze jest nas 40 milionow i ze zamieszkujemy wielkie terytorium. Ten typ myslenia utrzymywal sie pomimo tego, ze Ukraincy nie mieli wlasnego panstwa. Najnowsza historia wykazala Polakom i Ukraincom, ze jestesmy niewielkimi narodami. Pomysly tworzenia imperiow znikly wiec z naszej, polskiej i ukrainskiej, swiadomosci i ustepuja miejsca mysleniu o tym, jak najlepiej organizowac sie u siebie, jak najlepiej ulozyc stosunki z sasiadami.

Wie Pan, przed wojna wszyscy chcieli kolonii. Mowili o tym Polacy, a i w ukrainskiej publicystyce takie mysli mozna odnalezc rowniez. Dzisiaj jednak o koloniach nie mowia nawet Francuzi i Anglicy... Tak wiec wydaje mi sie, ze len historyczny konflikt polsko-ukrainski mamy juz za soba.

ABC: Byl Pan zolnierzem UPA. Wydaje mi sie, ze Panska postawa, nastawienie na dialog i zrozumienie drugiej strony, na wyciszenie konfliktow nie jest typowe dla Panskiego pokolenia. Latwiej chyba o takie postawy w nastepnym, mlodszym pokoleniu?

J. Sz.: Jesli idzie o pokolenie zolnierzy UPA, tych z Zakierzonskiego Kraju, to nalezy pamietac, ze wspoldzialajac z polskim podziemiem antykomunistycznym, toczyli oni jednoczesnie walke z Polakami z armii rzadowej, z polskiego bezpieczenstwa Itd. Musialo to u nich pozostawic trwaly slad, silny uraz. Lecz, pomimo ze jestem byc moze bardziej od innych zaintereso-wany porozumieniem z Polakami, to nie sadze, aby taka postawa byla czyms wyjatkowym w moim pokoleniu. Sadze, ze latwiej znalezc zwolennikow poro-zumienia w pokoleniu UPA niz wsrod pokolenia starszego, dzialaczy ukrai-nskich z okresu miedzywojennego. Po za tym nalezy pamietac, ze mozemy tutaj mowic o postawach emigrantow ukrainskich. Jednak emigracja konserwuje poglady z czasow minionych. Poznanie pogladow calego spoleczenstwa ukrainskiego jest bardzo trudne, gdyz nie ukazuja sie tam jeszcze takie pisma jak chociazby ABC. Wierze jednak, ze to sie zmieni, ze jestesmy swiadkami procesu, ktorego nie da sie juz zatrzymac.

Rozmawial Bogdan Gorski



1Artykul pochodzi z: ""Poland and Ukraine: Past and Present"". Edited by Peter J Potichnyj." The canadian institute of Ukrainian Studies. Edmonton/Toronto 1980,. str. 271-294. Pierwsze wydanie polskie ukazalo sie w ""Zesrytach Historycznych"" nr 71/85,. str.153-177. Obecnie prezentujemy jego wersje poprawiona i autoryzowana przez autora specjalnie dla ABC.

2W czesciach niniejszego opracowania, opartego na wlasnych doswiadczeniach autora, korzystalem z publikowanych juz uprzednio prac: J. Sztendera. ""Spiwpracja UPA i polskoho pidpillia w 1945-1946 r."" w ""Ukrajinski wisti"" (Edmonton),. nr 16, 18, 19, r. 1959 oraz Jewhen Prirva. ""UPA i WIN skoreguwaly tzw. liniu Kerzona"" w ""Do zbroji"," nr 10, 1951.

3W polskiej literaturze wystepuje w wersji spolonizowanej jako "Zelazniak". Polonizowanie ukrainskich pseudonimow nie wydaje sie najszczesliwsze, dlatego wszystkie pseudonimy ukrainskie podajemy w wersji oryginalnej (red. ABC).

4Ivan Kedryn-Rudnyckyj, "Zyttia, podji, ludy" (New York: Czerwona Kalyna, 1976). str. 650. Co do uczestnikow spotkania patrz takze: Antoni B. Szczesniak i Wieslaw Z. Szota, "Droga do nikad". Warszawa MON. 1973, str. 333-324, 325; Tereszczuk "Dywyznyj "rebus" polskych falsyfikatorow" w "Vyzwolnyj szlach" (1976), str. 625: Zenowij Matla "Mytropolyt A. Szeptyckyj i Ukrajinskie pidpillia" w "Vyzwolnyi szlach" (1977), str. 292 oraz 296.

5Rozmowa autora z Myroslawem Prokopem, jednym z uczestnikow rozmo polsko-ukrainsklch.

6Orhanizacija Ukrajinskych Nacionallstiw. Zwiazek Walki Zbrojnej,

"Protokol" (Archiw ZP UHWR) str. 1. Wersja ukrainska opublikowana w: l. Kedryn-Rudnyckyj, "Zyttia, podji, ludy", str. 651-655.

7Ibidem, str. 651-656.

8Ibidem, str. 651.

9Szczesniak i Slota, "Droga do nikad", str. 326-327.

10Ibidem, str. 327.

11Ibidem, str. 327.

12"Armia Krajowa w dokumentach. 1939-1946", III, kwiecien 1943 - lipiec 1943 (Londyn; Studium Polski Podziemnej, 1976).

13Referent orhanizacyjny nadrejonu, pozniej okregu, uzywal takze pseudonimu "Wyr".

14Szczesniak i Szota. "Droga do nikad", str. 228.

15Ibidem, str. 228.

16Ibidem, str. 229.

17J. Sztendera. "Spiwpratsia UPA ...", Ukrajinski wisti, nr 19.

18Szczesniak i Szota. "Droga do nikad", str. 328.

19Patrz str.69, art. Mariana Golebiewskiego.

20Wlodzimierz Seredocha (przyp. red, ABC).

21Ibidem, itr. 335-336.

22Stepan Golasz w liscie do autora z 11 listopada 1977. Chociaz nie udalo mi sie odszukac dalszych informacji dotyczacych spotkan pomiedzy UPA i AK/WIN, istnieje wiele relacji o kontaktach z miejscowymi dzialaczami polskimi oraz przedstswicielami podziemnych wladz lokalnych tych okolic.

23Jurij Lopatynsky w liscie do autora z 7 grudnia 1977, str.2. Skladam wyrazy podziekowania plk. Lopatynskiemu za uwagi i poprawki, jakie zechcial wniesc do mojej pracy.

24Szczesniak i Szota. "Droga do nikad", str. 335-336.

25Ibidem, str. 328.

26Ibidem, str. 331.

27Ibidem, str. 328.

28 Ibidem, str. 331.

29Ibidem, str. 331.

30Ibidem, str. 330.

31Ibidem, str. 331-332.

32"Zwit zi striczi z AK, jaka widbulasia dnia 27..X.1945 r. 31 pazdziernika 1945" (Archiw ZP UHWR, SH 8-14), str. 1.

33Prawdziwe nazwiska polskich delegatow podaja Szczesniak i Szota w "Drodze do nikad", str. 334. Opisuja konferencje opierajac sie na pozniejszej korespondencji pomiedzy J. Szatynskim-Szatowskim a "Kryha", ktora rozni sie od szczegolowego raportu strony ukrainskiej, znajdujacego sie w moim archiwum. Podaja tez, ze czlonkiem delegacji polskiej byl Wyzykowski ("Zenon", "Podblal") dowodca rejonu Biala Podlaska, a delegacja ukrainska skladala sie z dwoch czlonkow, "Kryhy" i "Hryhora".

34"Zwit zi striczi z AK .,.". str. 3-5.

35Szczesniak i Szota. "Droga do nikad", str. 335.

36Ibidem, str. 335.

37Iwan Chub. "Na ukrainskom Pidliasii w r. 1944-1948", w "Do zbroyi" nr 21, grudzien 1953, str.33.

38Protokol zi zustriczi z predstawnykamy AK dnia 6.Xll.l945 w hod. 12:30 w noczi". Raport nie jest podpisany, ale jestem pewien, ze autorem jego byl T. Harasymiak. Delegaci polscy sa oznaczeni literami "X" i "Z", a miejsce spotkania litera "O" (prawdopodobnie wies Olhowek).

39Szczesniak i Szota, "Droga do nikad",. str. 339-340.

40Ibidem, str. 340. Wedlug Szczesniaka i Szoty "Ostroja" byl szefem propagandy na rejon lubelski. Moje informacje oparte sa na szczegolowym raporcie "Pewnyja" ("Jawir") oraz na krotkim raporcie T. Harasymiaka. ("Rawych"). Wszystkie trzy raporty roznie okreslaja pozycje S. Ksiazyka i J. Dabrowskiego.

41Jawir, "Protokol striczi z predstawnykamy WIN z dnia 18.V.1946": Czerwiec 1946 Archiw ZP UHWR, SZ 8-1240), str.l. : :

42Ibidem, str. 1-3.

43Rawych. "Korotka Informacja pro zustricz z predstawnykamy WIN dnia 18.V. 1946" (Archiw ZP UHWR, SZ 8-13) opublikowana w:. Kedryn-Rudnyckyj. "Zyttia, podji, liudy: str. 655-657.

44Jawir, "Protokol strichl ...", str. 4.

45Ibidem, str. 4.

46Ibidem, str. 4-6. Rawych, "Korotka informacja ...", str. 2.

47Szczesniak i Szota twierdza, ze w tym lesie odbylo sie spotkanie pomiedzy dowodztwami UPA i WIN ("Droga do nikad", str. 342). Prawdopodobnie zaczerpneli te wiadomosc z aktu oskarzenia przeciwko Miroslawowi Onyszkiewiczowi, patrz: "Akt oskarzenia przeciwko Miroslawowi Onyszkiewiczowi s. Grzegorza, dowodcy UPA na terenie poludniowo-wschodnich wojewodztw Polski sporzadzony przez Departament Sledczy Ministerstwa Bezpieczenstwa Publiczneso w: Ignacy Blum. "Z dziejow Wojska Polskiego w latach 1944-1948" (Warszawa. Wydawnictwo MON, 1968), ser. 345. Patrz tez: Ignacy Blum. "Udzial Wojska Polskiego w walce o utrwalenie wladzy ludowej". Wojskowy Przeglad Historyczny. vol.IV, nr l, styczen-marzec 1955, str.14.

48Co do opisu tego spotkania oraz ataku na Hrubieszow patrz: "Striczi z AK w dniach 27.V i 28.V. 1946"; "Akcja na Hrubesziw: Widstup i powrot" a takze jego "Szczo meni widomo pro wyslid akcji na misto Hrubesziw, perewedenoji w dni 28.V.1946", (Archiw ZP UHWR): rowniez moj raport (podpisany "N") "Zwit z akcji na misto Hrubesziw, perevedenoji w noczi z 27 na 28.V.1946 r.". Do zbroji, w. I, nr 7/8, 1946, str. 23-26.

49J.Sztendera. "Spiwpracja UPA ...", "Ukrajinski wisti", nr 19, 1959.

50Szczesniak i Szota, "Droga do nikad", str. 349-350.

1Artykul ten ukazal sie w dniu 28 maja I987 r. w "Przegladzie Polskim". Zamieszczamy go z niewielkimi skrotami.

2Patrz str.76.

1Polozonych za linia Curzona, czyli na terenach pozostawionych Polsce.

2Patrz str. 39.

3A. B. Szczesniak. W. Z. Szota, "Droga do nikad". MON, Warszawa 1973.

4Uczestniczyl w rozmowach WIN-UPA jako przedstawiciel Glownego Prowodu OUN.

5Jaroslaw Staruch, krajowy prowidnyk OUN na "Zaklerzonski Kraj" ps."Stiah".


Вип. 4,    осінь 2000    «Літопис»
При використанні наших публікацій посилання на журнал «Літопис» обов’язкове.