prof. Roman Drozd (Koszalin)
Deportacja Ukraińców na ziemie zachodnie i północne Polski w ramach akcji "Wisła"

Zaangażowanie wojska do akcji przesiedleńczej nie doprowadziło jednak do wysiedlenia wszystkich Ukraińców. Według dzisiejszych danych szacunkowych pod koniec 1946 r. na terenie południowo-wschodniej Polski pozostało około 200 tys. osób narodowości ukraińskiej. Dla władz oznaczało to, że problem ukraiński nie został rozwiązany. W tej sytuacji naturalną rzeczą dla władz polskich wydawało się wznowienie przesiedlenia do ZSRR. Jednak władze sowieckie nie przystały na to. Coraz bardziej na pierwszy plan zaczęła wysuwać się koncepcja przesiedlenia Ukraińców na ziemie zachodnie i północne Polski. Temu zamierzeniu przyświecały dwa cele: pierwszy doraźny - rozbicie oddziałów UPA dzięki wysiedleniu ludności i drugi perspektywiczny - ostateczne rozwiązanie problemu ukraińskiego poprzez polonizację Ukraińców w nowym miejscu osiedlenia.

Przygotowania do przesiedlenia ludności ukraińskiej na ziemie zachodnie i północne Polski rozpoczęły się po zakończeniu deportacji Ukraińców do USRR, a ich intensyfikacja przypadła na początek 1947 r. W styczniu Sztab Generalny WP wydał rozkaz podległym sobie oddziałom stacjonującym w południowo-wschodniej Polsce, sporządzenia spisów rodzin ukraińskich mieszkających nadal na tamtym terenie. W lutym 1947 r. w sprawozdaniu poinspekcyjnym w Wojewódzkich Komitetach Bezpieczeństwa w Katowicach, Krakowie i Lublinie gen. bryg. S. Mossor proponował: "aby na wiosnę przeprowadzić energiczną akcję przesiedleń tych ludzi pojedynczymi rodzinami w rozproszeniu na całych Ziemiach Odzyskanych, gdzie szybko się zasymilują". Następnie 27 marca na posiedzeniu Państwowej Komisji Bezpieczeństwa wysunął propozycję wysiedlenia ludności ukraińskiej z województwa rzeszowskiego. Propozycja została przyjęta i skierowana do Biura Politycznego KC PPR. W tym też dniu z podobnym postulatem wystąpił Wydział Operacyjny Oddziału III Sztabu Generalnego WP. Dzień później w zasadzce pod Jabłonką zginął, w niewyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach, wiceminister obrony narodowej gen. K. Świerczewski. Jego śmierć stała się pretekstem, doskonale wykorzystanym przez władze, do całkowitego rozwiązania problemu ukraińskiego w Polsce. Nic więc dziwnego, że 29 marca Biuro Polityczne KC PPR postanowiło: "1. W szybkim tempie przesiedlić Ukraińców i rodziny mieszane na tereny Odzyskane (przede wszystkim Prus płn.), nie tworząc zwartych grup i nie bliżej niż 100 km od granicy; 2. Akcję wysiedlenia uzgodnić z rządem Związku Radzieckiego i Czechosłowacji". Podjętą decyzję motywowano potrzebą likwidacji ukraińskiego podziemia zbrojnego. Na przełomie 1946/47 r. na terenie Polski działały cztery kurenie (bataliony) UPA: "Bajdy" i "Rena" w rejonie Leska, Sanoka i Przemyśla, "Zalizniaka" w powiecie Jarosławskim i lubaczowskim oraz "Berkuta" w rejonie Hrubieszowa i Tomaszowa Lubelskiego. Oprócz tych kureni działały samodzielne sotnie "Bryla", "Smyrnego" i "Wołodi". Ogółem siły UPA wynosiły wówczas w Polsce około 1 500 ludzi.

11 kwietnia 1947 r. na posiedzeniu Biura Politycznego zobowiązano wiceministra administracji publicznej Władysława Wolskiego, który jednocześnie pełnił nadzór nad Państwowym Urzędem Repatriacyjnym, do przedstawienia planu przesiedlenia Ukraińców. Jednocześnie powołano sztab do opracowania całej akcji przesiedleńczej.  Od tego momentu rozpoczęło się dokładne opracowywanie instrukcji przesiedleńczych ludności ukraińskiej na ziemie zachodnie i północne Polski pod kryptonimem "Akcja Wisła".  W jednej z nich, dla komendanta pułkowego punktu zbornego, zalecono dokonać podziału ludności ukraińskiej na grupy. Do grupy "A" - zaliczono osoby znajdujące się w spisach Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, do grupy "B" - figurujące w spisach wojskowych i do "C" - w praktyce pozostałe rodziny. Podział ten miał ułatwić rozproszenie rodzin ukraińskich na nowym terenie osadniczym i przyśpieszyć ich polonizację. Dokładnie precyzowała to instrukcja MBP. Zalecono w niej osiedlić rodziny ukraińskie w rozproszeniu tak, aby nie tworzyli zwartych grup i nie przekraczali 10% mieszkańców wsi. Władze zakazały rozmieszczania rodzin ukraińskich w strefach: 50 km od granic lądowych, 30 km od granic morskich i miast wojewódzkich oraz 10 km od zachodniej granicy Polski z 1939 r.. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego zalecało, aby w jednej wsi umieszczać tylko jedną rodzinę zaliczoną do grupy "A" lub "B" i do pięciu rodzin z grupy "C". Rodziny z kategorii "A" i "B" nie mogły być osiedlane razem oraz z rodzinami z kategorii "C". Identyczne zasady obowiązywały przy umieszczaniu Ukraińców w majątkach państwowych. 

Całą akcję przesiedleńczą Ukraińców, przy współudziale PUR, miała przeprowadzić, powołana w tym celu, Grupa Operacyjna "Wisła" pod dowództwem gen. S. Mossora. Ogółem siły użyte do przeprowadzenia wysiedlenia wyniosły około 20 tys. żołnierzy i funkcjonariuszy UB i MO.  Wspomniana liczba wojska wynikała z tego, że władze wojskowe nie brały pod uwagę liczebności oddziałów UPA, a jedynie planowaną do wysiedlenia ilość wsi w rejonie "S"-Sanok. Przyjęły one liczbę 20-50 żołnierzy na jedną wieś plus od 30 do 150 osobowy odwód na każdy z 28 podrejonów, na który przypadało od 6 do 21 wsi. Taka kalkulacja sił świadczy o tym, że głównym celem akcji "Wisła" było przesiedlenie Ukraińców, a nie walka z UPA. Nic więc dziwnego, że bezpośrednie działania przeciwko UPA zeszły na drugi plan. Zwrócił na to uwagę dowódcy GO "Wisła" gen. S. Mossorowi minister obrony narodowej marszałek Polski M. Rola-Żymierski w dyrektywie nr 7.

24 marca 1947 r. Prezydium Rady Ministrów podjęło uchwałę w sprawie akcji "Wisła". Na jej mocy gen. Mossor, będący jednocześnie dowódcą GO "Wisła", został mianowany przez ministra obrony narodowej M. Żymierskiego Pełnomocnikiem Rządu do Spraw Akcji Przesiedlenia Ludności Ukraińskiej i Walki z UPA. W tym też dniu gen. Mossor wydał rozkaz podległym sobie dowódcom jednostek przeprowadzenia, wraz z funkcjonariuszami UB, w dniach 24-25 kwietnia aresztowań wśród ludności ukraińskiej, według wcześniej sporządzonych list. Jednocześnie wszystkie jednostki wojskowe GO "Wisła" otrzymały instrukcje dotyczące organizacji wysiedlenia ludności. Na ich podstawie dowódcy poszczególnych dywizji wydali rozkazy wysiedleńcze podległym oddziałom wojskowym.  28 kwietnia 1947 r. GO "Wisła" rozpoczęła przesiedlanie Ukraińców na ziemie zachodnie i północne Polski w ramach akcji "Wisła". Wysiedleniem objęto wszystkich Ukraińców oraz rodziny mieszane bez względu na stopień lojalności wobec państwa polskiego. Nie ominęło ono byłych partyzantów i bojowników antyhitlerowskich, zdemobilizowanych żołnierzy Armii Czerwonej i Wojska Polskiego. Objęto nim także członków aparatu władzy ludowej, członków PPR, jak i ludność wsi, w których oddziały UPA nie pojawiły się ani razu. Komitet Wojewódzki PPR w Lublinie domagał się nawet przesiedlenia funkcjonariuszy PUBP narodowości ukraińskiej. 

Oddziały wojskowe realizujące akcję "Wisła", nie przestrzegały większości zaleceń zawartych w instrukcjach wysiedleńczych. Wysiedlenie przebiegało więc w zależności od decyzji dowódcy oddziału wysiedlającego. O świcie wojsko otaczało wieś szczelnym pierścieniem i nakazywało jej mieszkańcom szykować się do drogi, dając im około 2 godz. na spakowanie się i zabranie najpotrzebniejszych rzeczy i inwentarza. Zdarzało się, że oddział wysiedleńczy ograniczał czas wyjazdu do 20 min. Tak krótki okres pakowania się powodował, że ludność nie mogła zabrać nawet najpotrzebniejszych rzeczy. Do tego dochodził dotkliwy brak środków transportowych. Z tego powodu furmanka przypadała na 2-3 rodziny, a bywało, że wysiedleńcy nieśli swój dobytek na plecach lub wojsko ograniczało jego ilość do 25 kg na osobę. Postępowanie żołnierzy wobec ludności cechowało się dużą brutalnością. Opornych bito, doprowadzając nawet do ich zgonu. 3 maja 1947 r. Biuro Polityczne KC PPR podjęło decyzję "o zaostrzeniu kursu wobec Ukraińców". Po sformowaniu kolumny, pod nadzorem wojska, wysiedleńców kierowano do punktu zbornego. Zgromadzona tam z kilku miejscowości ludność oczekiwała na przewiezienie jej do stacji załadowczej. Punkty były przeważnie przepełnione. Wykorzystywały to osoby, które nielegalnie chciały dołączyć do swych rodzin, bądź udać się do swego gospodarstwa po pozostawione tam mienie. Poza tym do punktu zbornego przychodziła miejscowa ludność polska celem dokonania rabunku inwentarza ukraińskiego pod pretekstem odzyskiwania własnego rozpoznanego mienia. Na punkcie tym poza stałą inwigilacją ludności, dokonywano także jej podziału na kategorie "A", "B" i "C".

Z punktu zbornego ludność przetransportowywano do stacji załadowczej. Tam odbywał się załadunek ludzi i inwentarza do wagonów według sporządzonych list, na których znajdowały się rodziny pochodzące z kilku, a nawet kilkunastu wsi. Zgodnie z zaleceniami w wagonie należało umieścić 2 rodziny. W praktyce jednak bywało różnie. Jednym z licznych przykładów może być stacja w Sanoku, gdzie w 31 wagonach umieszczono 897 osób, 24 konie, 120 krów, 45 kóz, 7 cieląt i 2 źrebaki. W tym transporcie 13 wagonów przeznaczono dla 787 osób, czyli średnio po 60 osób na wagon. W pozostałych wagonach umieszczono pozostałe osoby wraz z inwentarzem. Przed wyruszeniem tego transportu w drogę zmarło dwoje dzieci. Na punktach załadowczych ludność poddana była nadzorowi organów bezpieczeństwa. Podejrzewanych zatrzymywano i przekazywano prokuratorowi GO "Wisła" lub odsyłano ich do obozu w Jaworznie. Centralny Obóz Pracy w Jaworznie powstał na bazie istniejącego w czasie wojny hitlerowskiego obozu koncentracyjnego SS-Lager Dachsgrube filii obozu Auschwiz. Przetrzymywano tam Niemców i Polaków oraz, na mocy decyzji Biura Politycznego PPR z dnia 23 kwietnia 1947 r, Ukraińców podejrzanych o współpracę z UPA, a także inteligencję i duchownych ukraińskich. Wśród tych ostatnich było 22 księży grekokatolickich i 5 prawosławnych. Ogółem w obozie znalazło się 3 873 osoby, w tym 700 kobiet i dzieci. Zatrzymane osoby poddane zostały wymyślnym torturom psychicznym i fizycznym. W ich wyniku oraz z niedożywienia i chorób życie straciło co najmniej 161 osób. Tym, którym udowodniono współpracę z UPA, przekazywano do dyspozycji Wojskowego Sądu GO "Wisła", który w okresie swojej działalności skazał 173 osoby na karę śmierci, 58 - dożywotniego więzienia, 40 - na 15 lat, 38 - do 15 lat więzienia, a 5 osób uniewinniono. Procesy miały charakter pokazowy i nadawano im szczególny rozgłos.

Ze stacji załadowczych transporty kierowano następnie do tzw. punktów kierunkowych w Katowicach (Oświęcim) i Lublinie. Stąd wysyłano je, także pod nadzorem wojska, do punktów rozdzielczych. Odległość tę pokonywały przeciętnie w 7 dni. W początkowym okresie akcji "Wisła" takie punkty istniały w Szczecinku (dla województwa szczecińskiego i gdańskiego) i Olsztynie (dla województwa olsztyńskiego, białostockiego i gdańskiego). 23 maja 1947 r. zostały wyznaczone dwa następne punkty w Poznaniu (dla Ziemi Lubuskiej) i Katowicach (później Oleśnica) dla województwa wrocławskiego. Władze PUR starały się, aby pociągi z ludnością były kierowane do powiatów po upływie kilku godzin od chwili przybycia transportu do punktu rozdzielczego. Bywało jednak, że pociągi stały po kilka a nawet kilkanaście dni. Jeden z transportów, który 11 września przybył do Olsztyna oczekiwał 19 dni na skierowanie go do powiatu suskiego. Aby znacznie skrócić postój pociągu, władze kolejowe i PUR zmieniały stację końcową transportu na inną. Robiono to głównie wtedy, gdy punkt wyładunkowy, do którego miał być skierowany transport, był przepełniony wysiedleńcami.

Z punktów rozdzielczych kierowano pociągi do stacji wyładunkowych, na których następowało rozładowywanie transportów. Czas rozładunku trwał przeważnie kilka godzin, był jednak uzależniony od stopnia przygotowania punktu do przyjęcia przesiedleńców. Zdarzało się, że niektóre placówki nic nie wiedziały o nadchodzących transportach. 22 maja 1947 r., czyli w trakcie trwania akcji "Wisła", Powiatowy Oddział PUR w Elblągu zwrócił się z zapytaniem do Departamentu Inspekcji MZO, co należy zrobić z przybyłą do Elbląga ludnością ukraińską.
Okres rozwożenia w znacznym stopniu zależał od stosunku terenowych władz administracyjnych do akcji osiedleńczej ludności ukraińskiej. Nie wszystkie jednak instytucje należycie wywiązywały się z powierzonych im zadań. W powiecie lidzbarskim nie wszystkie gminy wyznaczyły łączników, których zadaniem było odebranie ze stacji przesiedleńców, a wysłane ze stacji rodziny ukraińskie błąkały się po nieznanym terenie w poszukiwaniu wolnych gospodarstw.

Deportowanie ludności ukraińskiej wiązało się również likwidacją działalności UPA. W okresie istnienia GO "Wisła" rozwiązaniu uległy wszystkie oddziały UPA w Polsce. Według niejasnych danych wojskowych zabito i skazano na karę śmierci 663 członów UPA. Wzięto do niewoli lub aresztowano 675 osób. Ponadto do obozu w Jaworznie odesłano 2 781 osób. Poza tym zdobyto broń, amunicję, sprzęt łączności i materiały archiwalne. Zniszczono 1178 schronów, 302 szałase, 30 magazynów żywnościowych i 8 szpitali. Straty wojska wyniosły 61 zabitych i 91 rannych (bez strat KBW, UB i MO). Zaznaczyć należy, że wśród osób zabitych i zatrzymanych przez wojsko znalazła się znaczna liczba osób cywilnych nie powiązana z UPA. Zaliczenie ich do członków podziemia nie wymagało bowiem konieczności chociażby tłumaczenia się przed przełożonymi z ich zabójstwa. Nieujęci partyzanci ukraińscy przedostali się na Ukrainę i do zachodnich stref okupacyjnych w Austrii i Niemczech, a także wraz z rodzinami na ziemie zachodnie i północne Polski.

Wysiedlenie Ukraińców oraz działania zbrojne doprowadziły w konsekwencji do dewastacji i upadku gospodarczego terenów południowo-wschodniej Polski. Wiele wsi zniknęło z powierzchni ziemi, inne zniszczono w ponad 50.%. W powiecie jarosławskim zdewastowano doszczętnie 5 612 zabudowań, lubaczowskim - 7 470, sanockim - 8 260, leskim - 2 565 i gorlickim - 3 452. Podobnie było w powiatach województwa lubelskiego. Pozostawione przez Ukraińców mienie zostało rozkradzione lub zdewastowane przez niewysiedloną ludność, głównie polską. Zniszczeniu uległo również mienie cerkiewne. Szaty, księgi liturgiczne, a przede wszystkim ikony zostały rozkradzione. Większość cerkwi zdewastowano lub wyburzono. Z istniejących po wojnie 683 cerkwi grekokatolickich w Polsce (6 cerkwi zostały zniszczone w okresie wojny i walki z UPA) tylko część z nich władze przekazały Kościołowi prawosławnemu (15 do 1966 r.) i rzymskokatolickiemu (do 1962 r. sama tylko diecezja przemyska użytkowała 70 cerkwi). 34 cerkwie użytkowano jako budynki gospodarcze, głównie magazyny. Do 1967 r. w samej diecezji przemyskiej liczba istniejących cerkwi zmniejszyła się z około 500 do 319, a pozostałe opuszczone cerkwie narażono na świadomą i nieświadomą dewastację.

Na ziemie zachodnie i północne Polski transporty z ludnością ukraińską systematycznie napływały do 15 sierpnia 1947 r. Do tego dnia osiedlono ogółem 33 154 rodziny, czyli 140 660 osób. Najwięcej znalazło się ich w województwie olsztyńskim - 55 089 osób, a następnie w szczecińskim - 48 465, wrocławskim - 21 237, poznańskim - 8 042, gdańskim - 6 838 i białostockim - 991 osób. Po 15 sierpnia nadal, lecz nieregularnie, przybywały transporty z deportowaną ludnością ukraińską. Wiadomo, że przesiedlenie Ukraińców miało miejsce w latach następnych i trwało do końca 1952 r. W tym roku bowiem wysiedlono Ukraińców z powiatu Biała Podlaska. Jednak z tego okresu brak pełnych danych pozwalających dokładnie określić liczbę deportowanych Ukraińców. Mając to na uwadze można przyjąć, że w ramach akcji "Wisła" na ziemie zachodnie i północne Polski deportowano około 150 tys. osób.
Przybyłych Ukraińców władze osiedliły przede wszystkim na wsi. Jedynie na podstawie zachowanych szczątkowych danych można przyjąć, że około 10% ludności ukraińskiej osiedlono w miastach. Wynika z tego, że około 90% Ukraińców osiedlono na wsi, z czego, według danych szacunkowych, ponad 80% w gospodarstwach indywidualnych, około 10% w majątkach państwowych w charakterze robotników rolnych i około 5% w majątkach parcelacyjnych, a pozostałych jako robotników leśnych itp. Zaznaczmy, że na początku akcji "Wisła" ludności ukraińskiej przydzielano głównie gospodarstwa indywidualne, a później, gdy zaczęło ich brakować, umieszczano ją w majątkach parcelacyjnych i Państwowych Nieruchomościach Ziemskich.

Po zakończeniu akcji "Wisła" władze centralne zorientowały się, że ludność ukraińską osiedlono niezgodnie z wcześniej opracowanymi zasadami. Przy zasiedlaniu powiatów kierowano się przede wszystkim chłonnością osadniczą poszczególnych gromad. Najczęściej rozmieszczano rodziny ukraińskie w ten sposób, że poszczególnym wójtom przydzielano odpowiednią ilość rodzin do osiedlenia według własnego uznania, dając im wolną rękę w przenoszeniu ich z jednej wsi do drugiej. Taki sposób osiedlania w konsekwencji doprowadził do złamania pozostałych zasad rozmieszczania Ukraińców. Nic więc dziwnego, że w jednej wsi znalazły się rodziny zaliczane do grupy "A", "B" i "C". Dodajmy, że pojedyncze osiedlenie rodzin z grupy "A" lub "B" było w praktycznie niemożliwe, gdyż ilość tych rodzin przewyższała liczbę wsi, w których można było je osiedlić. Również nie przestrzegano zakazu rozmieszczania rodzin ukraińskich w strefach: 50 km od granic lądowych, 30 km od granic morskich i miast wojewódzkich oraz 10 km od zachodniej granicy Polski z 1939 r.. W niektórych powiatach przekroczono 10% udział Ukraińców do ogółu mieszkańców, a w część miejscowości odsetek ten osiągnął 100%.

Przekroczenie limitów osadniczych, spowodowało interwencję MBP. 31 lipca 1947 r. MZO nakazało wszystkim zainteresowanym urzędom wojewódzkim dostosowanie rozmieszczenia rodzin ukraińskich do wymogów stawianych przez MBP. Jednak w zdecydowanej większości powiatów nakaz ten nie został wykonany. Wojewoda olsztyński stwierdził, że dostosowanie rozmieszczenia Ukraińców do stawianych wymogów jest niewykonalne, gdyż wtedy tylko 2/5 obszaru województwa (część południowa) mogłaby zostać objęta osadnictwem ukraińskim. Poza tym oznaczałoby to konieczność ponownego przesiedlenia około 44 250 osób. Z tego powodu 10 listopada 1947 r. władze zmodyfikowały zasady rozmieszczania Ukraińców. Zakazano ich osiedlania w 30. km pasie nadgranicznym lądowym, 10. km morskim i 20. km strefie od miast wojewódzkich. Podniesiono jednocześnie ilość mogących być osiedlonych Ukraińców w jednej wsi do 40% ogółu mieszkańców. Utrzymano jednak w mocy nakaz nie przekraczania 10% odsetka Ukraińców w powiecie. Akcję tę przeprowadzono w przeciągu 1948 r., jednak nie objęto nią wszystkich planowanych rodzin. Na przeszkodzie stanął tu przede wszystkim brak wolnych gospodarstw. Mimo to liczba powiatów, w których osiedlono Ukraińców wzrosła z 66 do minimum 74.

Z rozproszeniem rodzin ukraińskich wiązał się obowiązujący ich zakaz zmiany przydzielonego im miejsca zamieszkania. W tajnej instrukcji z 10 listopada 1947 r. zalecono: "[...] swoboda ruchu osadników z akcji "Wisła" zasadniczo ma być ograniczona. W szczególności niedopuszczalne jest opuszczanie Ziem Odzyskanych i powrót na dawne tereny. Dopilnowanie powyższego jednak należy pozostawić właściwym władzom bezpieczeństwa publicznego. Do nich też muszą być składane wszelkiego rodzaju podania w powyższych sprawach. [...] Ponadto Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego ma być informowany o każdej sprawie, w jakiej osiedleniec z akcji "W" zwraca się do władz administracji ogólnej. Kontakt z Powiatowym UBP w sprawach osiedleńców z akcji "W" ma być stały i utrzymany możliwie osobiście". Władze centralne nie kryły jaki był cel takiego postępowania wobec ludności ukraińskiej. W tajnej instrukcji dotyczącej zasad rozmieszczania rodzin ukraińskich stwierdzono to wprost: "Zasadniczym celem przesiedlenia osadników "W" [z akcji "Wisła"- RD] jest ich asymilacja w nowym środowisku polskim, dołożyć należy wszelkich wysiłków, aby cel ten był osiągnięty. Nie używać w stosunku do tych osadników określenia "Ukrainiec". W wypadku przedostania się z osadnikami na Ziemie Odzyskane elementu inteligenckiego, należy taki bezwzględnie umieszczać osobno i z dala od gromad, gdzie zamieszkują osadnicy z akcji "Wisła".

Zakaz zmiany miejsca zamieszkania oraz poprawa warunków bytowych miały zapobiec powrotom Ukraińców do ich dawnych siedzib. Rodziny ukraińskie znalazły się bowiem w trudnych warunkach aprowizacyjnych i mieszkaniowych. Sposób oraz czas przesiedlenia powodował, że zostały one pozbawione zapasów żywności. Poza tym przydzielono im gospodarstwa zrujnowane, gdyż zabudowania w dobrym stanie zostały zajęte przez wcześniej przybyłych osadników polskich. Z zajętych na Pomorzu Zachodnim ok. 9 800 gospodarstw, aż 75% (7 345) było zniszczonych, z czego 45% (4 386) wymagało poważnego remontu, a 30% (2 959) - odbudowy. Należy tutaj zaznaczyć, że podany przykład poddaje w wątpliwość pogląd, że Ukraińcy w zamian za pozostawione gospodarstwa, otrzymali po przesiedleniu zabudowania w o wiele lepszym stanie. Mówi się wręcz o "skoku cywilizacyjnym". Oczywiście można przyjąć, że dla tych, którzy otrzymali murowane, w idealnym stanie gospodarstwa z maszynami, mógł to być swoistego rodzaju "skok cywilizacyjny", jednak takich przypadków było na prawdę nie wiele. W tej sytuacji władze zostały niejako zmuszone do udzielenia szerokiej pomocy rodzinom ukraińskim. Przyznano im zapomogi i kredyty, przydzielano kartki żywnościowe, żywność, zboże itp.. Remontowano zabudowania. Dodajmy, że była to pomoc niewystarczająca. Na przykład w województwie olsztyńskim do 15 listopada 1947 r. na 10 tys. zabudowań wyremontowano ich jedynie 2 427. Z kolei w województwie szczecińskim do grudnia 1947 r. wyremontowano 717 zagród. Wynikało to nie tylko z opieszałości części urzędników, ale również z ograniczonych możliwości państwa w tym zakresie. Z tego powodu przesiedleńcy ukraińscy zostali zmuszeni do poprawy swoich warunków życia poprzez własną pracę, często za wyżywienie u polskich osadników. Wysokość zapłaty była różna i zależała od pracodawcy. Przeważnie wynosiła ona około 10-15 kg ziemniaków za cały dzień pracy. Zaznaczyć należy, że ta stosunkowo przychylna polityka gospodarcza władz nie wynikała z pobudek humanitarnych, lecz z dążenia władz do szybkiego zagospodarowania się Ukraińców, co miało przyśpieszyć ich adaptację w nowym środowisku, a co za tym idzie zniechęcić ich do powrotu do dawnych siedzib i tym samym przyśpieszyć ich asymilację. Potwierdzeniem tego może być fakt wypisywania Ukraińcom wniosków o nadanie aktów własności gospodarstw i to często z urzędu. Poza tym 27 sierpnia 1949 r. Rada Ministrów pozbawiła dekretem ludność ukraińską prawa własności gospodarstw, z których zostali wysiedleni oraz do pozostawionego tam mienia. 28 września 1949 r. na mocy dekretu rządowego przejęto na własność Skarbu Państwa mienie Kościoła grekokatolickiego oraz ukraińskich instytucji i organizacji.

Ludność ukraińska nawet po osiedleniu na ziemiach zachodnich i północnych Polski poddana została ścisłemu nadzorowi UB, MO i ORMO. Spoczywał na niej w początkowym okresie obowiązek meldowania się co kilka dni na posterunkach MO. Poza tym objęta była stałą inwigilacją oraz przeprowadzano co pewien czas aresztowania pod zarzutem przynależności lub współpracy z OUN lub UPA. Ukraińców obowiązywał również zakaz zgromadzeń, a nawet zasłaniania w nocy okien. Miały miejsce przypadki karania za najmniejsze przewinienia.

Ważnym czynnikiem w procesie polonizacji Ukraińców było zapobieganie odradzaniu się ich zorganizowanego życia narodowego i Kościoła grekokatolickiego. Władze starały się to osiągnąć przez, po pierwsze, odizolowanie od reszty ludności, i tak nielicznej, inteligencji ukraińskiej, po drugie, przez uniemożliwienie im organizowania się i po trzecie, przez prześladowanie duchownych grekokatolickich, nie pozwalając im jednocześnie na wykonywanie działalności pasterskiej w swoim obrządku. Zaznaczmy, że początkowo władze państwowe znalazły tutaj sprzymierzeńca w duchowieństwie rzymskokatolickim, które starało się przejąć wiernych Kościoła grekokatolickiego. Z kolei hierarchia Kościoła rzymskokatolickiego zezwalała duchowieństwu unickiemu skorzystać z birytualizmu i przejść na obrządek rzymskokatolicki po nauczeniu się łaciny. Od żonatych księży wymagano dodatkowo porzucenia swoich żon. Wszyscy jednak mogli pełnić posługi kapłańskie jedynie jako pomocnicy polskich proboszczów. Znacznie łagodniej władze odnosiły się do Kościoła prawosławnego. Uważały bowiem, że nie jest on nośnikiem ukraińskiej świadomości narodowej i nie utożsamiały go z Ukraińcami, jak to było w przypadku Kościoła grekokatolickiego. Z tego powodu, mimo początkowego zakazu, od 1948 r. zaczęły powstawać parafie prawosławne obejmujące ludność ukraińską z akcji "Wisła". Do końca 1949 r. na terenie województwa olsztyńskiego działało ich 9, Uruchomiono również placówki prawosławne na Dolnym Śląsku i w województwie szczecińskim.

Podkreślić należy, że akcji "Wisła" towarzyszyła prowadzona przez państwo antyukraińska propaganda. Przedstawiano w niej Ukraińców jak głównego wroga Polaków i Polski. Kręcono odpowiednio wyreżyserowane filmy, wykonywano zdjęcia, na których przedstawiano niby to ujętych członków UPA lub ich sympatyków. W rzeczywistości byli to polscy żołnierze przebrani za upowców lub miejscowa ludność cywilna. Szczególnie nagłaśniano morderstwa Polaków dokonane przez UPA. Niestety, propaganda ta trafiała na podatny grunt, szczególnie wśród Polaków, którzy ucierpieli z rąk UPA. To oni stawali się naocznymi świadkami mordowania ludności polskiej, uwiarygodniając jednocześnie antyukraińską propagandę wśród społeczeństwa polskiego.
Nic więc dziwnego, że wspomniane działania władz udzielały się ludności polskiej, jak i władzom terenowym. Jednak stosunek wielu z nich w znacznym stopniu zależał od indywidualnych postaw niż od nakazów władz centralnych. Oprócz postaw przychylnych, czy obojętnych prezentowano również postawy wrogie. Bywało, że miejscowa ludność dokonywała napadów na osiedlanych Ukraińców. W "Biuletynie Informacyjnym MBP" czytamy: "W województwie szczecińskim zauważono wśród ludności objawy niepokoju i niezadowolenia z osiedlania Ukraińców. Zdarzały się nawet fakty wrogiego ustosunkowania się do przesiedlonych, których nazywają ukraińskimi bandytami. W jednej z gromad pow. Kołobrzeg ludność nie chciała się zgodzić na przyjęcie nawet kilku rodzin ukraińskich. W kilku miejscowościach miały miejsce rabunki i ostrzeliwanie na drogach. W związku z tym szerzone są plotki o morderstwach i rabunkach popełnianych przez przesiedlonych".

Niechęć do Ukraińców uwidaczniała się w życiu codziennym wsi. Wyśmiewano ich sposób mówienia, ubierania się, żywienia, a co najgorsze wyśmiewano ich wyznanie. Bywało, że grupy pijanych osadników polskich wraz z przedstawicielami władz lokalnych urządzały napady na rodziny ukraińskie. Nie wpuszczano ich na zabawy taneczne, a próby wejścia często kończyły się pobiciem. Jeżeli nawet udało się uczestniczyć w zabawie, to i tak kończyło się to prawie zawsze bójką. Przy różnych okazjach lekceważono ich, oczerniano i domagano się od nich wyjazdu na Ukrainę. Krążyły opowieści o dokonywaniu przez nich "mieszania krwi", organizowania "czarnych mszy". Oczywiście każdy Ukrainiec musiał mieć "czarne podniebienie" i ukrytą siekierę. Niechęć do Ukraińców wyrażała się także w pogardliwych i wulgarnych wyzwiskach. Powszechnie nazywano ich "rezunami", "bandytami", "upowcami", "banderowcami" itp. Określenie "Ukrainiec" stanie się synonimem bandyty, człowieka bez wszelkich zasad moralnych.

Niestety negatywny stosunek do ludności polskiej prezentowała większość Ukraińców. Nierozumiejąc mechanizmów działania oficjalnej propagandy, mieli za złe Polakom, że tylko ich posądza się o dokonywanie mordów. Powszechnie zarzucano ludności polskiej mordowanie Ukraińców, w tym również bestialskie zbrodnie. Pogląd ten potwierdzali Ukraińcy, którzy z kolei doznali krzywdy ze strony polskiej. Obwiniano Polaków, że to oni, jako pierwsi, rozpoczęli mordowanie ludności ukraińskiej, a teraz całą winę zrzucają na UPA. Ta z kolei w relacjach Ukraińców urastała do rangi obrończyni ich życia. Poza tym w opinii ludności ukraińskiej, popartej przykładami, działania upowców wobec Polaków były bardziej humanitarne niż działania Polaków względem Ukraińców. Powszechnie odrzucano relacje strony polskiej o ukraińskich bestialskich mordach. Doszło do dwóch całkowicie odmiennych interpretacji polsko-ukraińskiego konfliktu, w którym winą za jego krwawy przebieg obwiniano zawsze drugą stronę. Oprócz tego w łonie społeczności ukraińskiej funkcjonował stereotyp Polaka, przejawiający się chociażby w posądzaniu ich o wywyższanie się nad innymi, a także w nazywaniu ich "złodziejami", "pijakami" i "nierobami".

Negatywne wzajemne nastawienie Polaków i Ukraińców przyczyniało się do ich społecznego izolowania się. Na wrogość i niechęć ludności polskiej odpowiadali tym samym. Osiedleni w całkowicie odmiennych od poprzednich warunkach środowiskowych czuli się źle i niepewnie. Ciągle marzyli o powrocie w rodzinne strony. Dążenie to było na tyle silne, że początkowo znaczna część Ukraińców nie remontowała zabudowań i nie przykładała się do uprawy ziemi i hodowli zwierząt. Na każdym kroku odczuwali swoją obcość. Z tych powodów ludność ukraińska utrzymywała wzajemne kontakty przede wszystkim między sobą. Ta izolacja społeczna Ukraińców pociągała za sobą ich wewnętrzną integrację. Wspomagali się w różnych pracach, wspólnie obchodzili święta oraz zapraszali się na różnego typu uroczystości rodzinne. Kultywowali, na ile było to możliwe, własne tradycje narodowe i religijne. Rozmawiali i modlili się po ukraińsku i za juliańskim kalendarzem obchodzili swoje święta. Różnego typu uroczystości np. weselne odbywały się przy zachowaniu własnych obrzędów. Podkreślić należy, że takie z kolei zachowanie Ukraińców pogłębiało polsko-ukraiński antagonizm.

Jednak kiedy ludność ukraińska zdała sobie sprawę, że jej pobyt w nowym miejscu przedłuży się, zaczęła dążyć do poprawy swoich warunków materialnych i duchowych. Pomoc państwa, a zwłaszcza własna praca zaowocowały podwyższeniem stopy życiowej. Dzięki temu nie musieli już zatrudniać się u osadników polskich za żywność i mogli zawierać z nimi korzystniejsze umowy o pracę. Poza tym niektórym rodzinom udało się zająć opuszczone przez Polaków lepsze gospodarstwa, a część rodzin umieszczonych w majątkach wystąpiła do władz o zezwolenie na przeniesienie się i przydział gospodarstwa. Zaczęli przejawiać coraz większe zainteresowanie pracą na roli, przyswajając sobie szybko nowe metody gospodarowania. Wraz z poprawą warunków materialnych, zaczęli organizować sobie życie kulturalne i religijne. W tym celu wykorzystywano różnego rodzaju spotkania i uroczystości organizowane wewnątrz własnej grupy narodowej. Ożywienie nastąpiło również w miastach, gdzie prym wiodła ucząca się i studiująca młodzież ukraińska. Zaczęło rozwijać się swoiste "podziemie narodowo-kulturalne". Poza tym wystąpiono z pismami do władz w celu uzyskania świątyń i pozwolenia na oficjalne modlenie się we własnym obrządku, a nie mogąc uzyskać pozwolenia, zbierano się na modły w prywatnych mieszkaniach.


prof. Roman Drozd (Koszalin)
Przesiedlenie ludności ukraińskiej z Polski do USRR 1944-1946

W lipcu 1944 r., po zajęciu przez Armię Czerwoną terenów między Bugiem a Wisłą, władze sowieckie przystąpiły do realizacji polityki faktów dokonanych, mających na celu podporządkowanie sobie Polski oraz ustalenia z nią nowej granicy. W tym celu, 21 lipca 1944 r. powołano w Moskwie Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego (PKWN). Przywódca Związku Radzieckiego Józef Stalin ustalił nie tylko jego skład osobowy, ale również zgodził się na przerzucenie członków PKWN do Lublina dopiero po uzyskaniu od nich zgody na nowy przebieg granicy polsko-radzieckiej. W zawartym 27 lipca 1944 r. w Moskwie tajnym porozumieniu postanowiono za podstawę wytyczenia granicy przyjąć linię Curzona z niewielkimi odchyleniami na korzyść Polski. Prawdopodobne już wtedy poruszono kwestię przesiedleń ludności polskiej, ukraińskiej, białoruskiej i litewskiej. Nie było to nic innego jak dążenie władz sowieckich do ustanowienia sztucznej granicy etnicznej między Polską, a ZSRR. Dodajmy, że te masowe przesiedlenia miały się pierwotnie zakończyć 1 lutego 1945 r., czyli przed rozpoczęciem Konferencji Jałtańskiej, na której Wielka Trójka zamierzała podjąć decyzję odnośnie wschodniej granicy państwa polskiego i jego rządu.

Za przesiedleniem z Polski mniejszości narodowych opowiadali się komuniści polscy, którzy przyszłą Polskę chcieli widzieć jako państwo jednonarodowe. Ich zdaniem był to również sposób na rozwiązanie nabrzmiałych problemów narodowościowych, głównie zagadnienia ukraińskiego, które tak szczególnie uwidoczniło się w latach wojny. Dodajmy, że z podobnego założenia wychodziła strona ukraińska. Dla polskich władz komunistycznych kwestia ukraińska była jedną z najważniejszych zagadnień narodowościowych. Z nią bowiem wiązał się problem wschodniej granicy państwa polskiego oraz sprawa przekształcenia Polski w państwo jednolite pod względem narodowościowym. Kwestię tę w znacznym stopniu rozwiązywało przesunięcie granicy z ZSRR na rzekę Bug, jednak nie likwidowało całkowicie zagadnienia ukraińskiego w Polsce, bowiem około 700 tys. Ukraińców, według danych szacunkowych, nadal pozostawało w granicach państwa polskiego. 
Po przejściu frontu Ukraińcy przystąpili do organizacji swego życia kulturalno-narodowego. Zaczęły powstawać Ukraińskie Komitety Obywatelskie. Z zachowanych dokumentów wynika, że na pewno takie komitety powołano w Jarosławiu i Przemyślu. Ten ostatni 7 września 1944 r. wystąpił z odezwą do starosty przemyskiego, w której zawarł "gotowość lojalnej współpracy dla zgodnego ustosunkowania współżycia obydwu narodów". Poza tym przystąpiono do tworzenia szkół oraz placówek kulturalnych. 

Początkowo władze centralne nie interesowały się kwestią szkolnictwa mniejszości narodowych, w tym ukraińskiego, bowiem stał przed nimi problem organizacji szkolnictwa polskiego. Dlatego też pierwsze próby ustalenia zasad funkcjonowania szkolnictwa ukraińskiego podjęły miejscowe kuratoria, pod naciskiem ludności ukraińskiej. Wiadomo, że 24 sierpnia 1944 r. Kuratorium Okręgu Szkolnego Lubelskiego wydało okólnik, w którym ustaliło zasady zakładania szkół ukraińskich. Placówki takie mogły powstawać, jeżeli w danym obwodzie było minimum 40 dzieci, pod warunkiem jednak, że nie istniała tam wysoko zorganizowana szkoła polska. Wówczas nauczanie języka ukraińskiego mogło odbywać się w kompletach. Szkoły ukraińskie założone w czasie okupacji, kuratorium uznało za rozwiązane oraz zakazywało zatrudniania nauczycieli ukraińskich, którzy swe kwalifikacje zdobyli w czasie wojny. Zabraniano także tworzenia prywatnych szkół ukraińskich, jeżeli lekcje miały być prowadzone w oparciu o odrębne programy nauczania. Wszystkie przepisy dotyczące szkolnictwa polskiego, także programów nauczania, miały obowiązywać w szkolnictwie ukraińskim. Pewne uregulowanie omawianej kwestii przyniosło zarządzenie Resortu Oświaty PKWN z 5 września 1944 r.. Zalecano w nim, aby:

- na żądanie rodziców co najmniej 40 dzieci utworzyć szkołę ukraińską,
- szkoły prywatne dla dzieci i młodzieży zakładać na tych samych zasadach co prywatne polskie,
- we wszystkich szkołach ukraińskich odbywało się obowiązkowe nauczanie języka polskiego, w wymiarze godzin równym językowi ukraińskiemu, za wyjątkiem pierwszej klasy szkoły powszechnej,
- inspektoraty szkolne i kuratoria zwróciły uwagę na kwalifikacje pedagogiczne i moralne kierowników oraz nauczycieli szkół ukraińskich i nie zatrudniały osób skompromitowanych współpracą z okupantem,
- programy nauczania i podręczniki zostały zatwierdzone przez właściwe władze szkolne . Dzięki powyższym działaniom ludności ukraińskiej oraz władz (niektóre z nich były temu przeciwne), zaczęły powstawać szkoły ukraińskie. Z niepełnych danych wynika, że na terenie województwa rzeszowskiego (bez powiatu brzozowskiego i sanockiego, dla których brak danych) w roku szkolnym 1944/1945 istniały co najmniej 222 ukraińskie szkoły powszechne. Tego typu placówki istniały także w województwie lubelskim, lecz nie udało się ustalić ich liczby. W 1945 r. szkolnictwo ukraińskie zostało przez władze zlikwidowane, wobec toczącej się akcji wysiedleńczej.

Okazało się dość szybko, że działania władz na rzecz rozwoju ukraińskiego życia kulturalno-oświatowego nie mają charakteru trwałego, gdyż w toku były już przygotowania do zawarcia odpowiednich umów przesiedleńczych z sąsiadującymi z Polską republikami radzieckimi. 9 września 1944 r. PKWN podpisał z rządem Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej umowę o wymianie ludności. Obejmowała ona Polaków osiadłych na Ukrainie i Ukraińców w Polsce. Według umowy wymiana ludności miała mieć charakter dobrowolny. Jednak obie strony dążyły do wyzbycia się ze swojego terenu niechcianej narodowości. 

15 października rozpoczęło się przesiedlenie z Polski ludności ukraińskiej. Początkowo wyjeżdżały osoby, które utraciły swych bliskich i mienie w wyniku polsko-ukraińskich walk, jak i przejścia frontu. Ocenia się, że na początku akcji przesiedleńczej dobrowolnie wyjechało około 11 tys. osób, które wyraziły taką chęć jeszcze przed podpisaniem umowy. Jednak zdecydowana większość Ukraińców, mimo nawet wcześniejszych deklaracji, chciała pozostać na dotychczasowym terenie. Traktowała go bowiem jako ojczystą ziemię ukraińską i nie zamierzała wyjeżdżać, tym bardziej, że Ukraina nie była niepodległym państwem. Należy dodać, że do pozostania w dotychczasowym miejscu wzywała Ukraińska Powstańcza Armia. Wówczas władze zaczęły opowiadać się za przymuszeniem Ukraińców do opuszczenia Polski. 

Po początkowym zachęcaniu Ukraińców do wyjazdu, którym anulowano wszelkie zaległości oraz bieżące świadczenia w naturze, podatki oraz składki ubezpieczeniowe, władze przystąpiły, najpierw metodami administracyjno-ekonomicznymi, do przymuszania Ukraińców do wyjazdu. 13 lutego 1945 r. Rząd Tymczasowy RP przyjął jednogłośnie wniosek Państwowego Urzędu Repatriacyjnego, w którym domagano się m.in. bezwzględnego wyegzekwowania od niezarejestrowanych na wyjazd Ukraińców wszelkich świadczeń na rzecz państwa oraz powoływania ich do wojska, przystąpienia do likwidacji podziemia zbrojnego, a także w trybie natychmiastowym zakazu działalności ukraińskich komitetów w powiecie jarosławskim i przemyskim.

Przyjęcie przez rząd powyższego wniosku otwierało oficjalnie drogę organom bezpieczeństwa do podejmowania akcji zbrojnych wobec ludności ukraińskiej w imię walki z "bandami ukraińskimi". Od tego momentu znacznie wzrosła liczba napadów na wsie ukraińskie, celem zastraszenia i zmuszenia ich mieszkańców do wyjazdu. Dla przykładu: 24 lutego 1945 r. funkcjonariusze MO napadli na wieś Ruskie i zamordowali ponad 20 Ukraińców; 25 lutego milicjanci zamordowali 12 mieszkańców wsi Podbukowiny, a ich mienie rozgrabili; 9 marca oddział MO napadł na wieś Siniawkę mordując 22 osoby i grabiąc mienie. O wiele tragiczniejsze napady na wsie ukraińskie dokonywały oddziały Wojska Polskiego. 21 marca 1945 r. 2 Samodzielny Batalion Operacyjny Korpusu Bezpieczeństwa Publicznego dokonał pacyfikacji wsi Lubliniec Stary, w wyniku której zamordowano co najmniej 58 osób. Ten sam batalion 5 kwietnia dokonał napadu na wieś Gorajec (pow. lubaczowski) i zamordował co najmniej 155 osób, w tym kobiety i dzieci. Wieś obrabowano i spalono . Identycznie wojsko postąpiło 2 marca z mieszkańcami i wsią Zaliski.

Niestety, na tę zbrodniczą działalność części wojska i MO nakładały się wzajemne walki polskiego i ukraińskiego podziemia zbrojnego, których ofiarami w znacznym stopniu była ludność cywilna, polska i ukraińska. Obie strony napadały także na wsie tylko dlatego, że ich mieszkańcy byli Ukraińcami lub Polakami. 3 marca 1945 r. oddział Armii Krajowej (AK) pod dowództwem por. Józefa Bissa "Wacława", wraz z polskimi mieszkańcami sąsiednich wsi, napadł na wieś Pawłokoma i zamordował 365 osób, w tym kobiety i dzieci. 15 kwietnia oddział Batalionów Chłopskich zabił w Małkowie 116 osób, głównie kobiet i dzieci. 17 kwietnia połączone oddziały Narodowej Organizacji Wojskowej "Mewy" i "Wołyniaka" zamordowały, według źródeł ukraińskich, co najmniej 358 mieszkańców wsi Piskorowice. Polskie źródła podają liczbę 140 osób, w tym 10 Polaków. 6 czerwca oddziały Narodowych Sił Zbrojnych "Szarego", "Sokoła", "Zemsty", "Romana" i "Jacka" napadły na wieś Wierzchowiny i w przeciągu 2 godzin zamordowały 194 osoby, w tym 65 dzieci w wieku do 11 lat. 27 marca 1945 r. oddziały UPA z Kurenia "Zaliźniaka" dokonały ataku na posterunki MO w pow. lubaczowskim i jaroslawskim. Zabito 30 funkcjonariuszy MO oraz 43 osoby cywilne. Na Chełmszczyźnie zniszczono wówczas 12 posterunków. 17 kwietnia oddział "Zaliźniaka" w Wiązownicy zabił 65 osób.

21 kwietnia 1945 r. została spalona wieś Borownica przez oddziały ukraińskiej samoobrony w odwecie za udział jej mieszkańców w napadzie na Pawłokomę. Zabito co najmniej 27 osób. Za to samo sotnie UPA "Hromenki" i "Buriaki" 3 października spaliły wsie: Dylągawa, Bartkówka, Jączki, Sielnicę oraz Pawłokomę zasiedloną po wymordowaniu Ukraińców Polakami. 18 maja oddziały UPA napadły na wsie Radków, Jachowce, Rzeplin i Posadów, w których spalono większość zabudowań i zabito około 60 osób Zaznaczmy, że takich akcji ze strony polskiej i ukraińskiej było o wiele więcej. Dodajmy, że polsko-ukraiński konflikt był na rękę komunistom. W ściśle tajnej instrukcji KC PPR nr 1/26/45-Z z 1945 r. zalecono: "Do wszelkich incydentów na pograniczu, między Ukraińcami i Polakami, należy zachować się obojętnie. Można nawet zręcznie prowokować incydenty, gdyż nasza sprawa na tym nie ucierpi. Broń Ukraińców jest skierowana wyłącznie przeciw faszystom z AK. W porozumieniu z NKWD nie dopuszczać, aby wojsko lub milicja interweniowały w tym kierunku. Działać przy tym bardzo OSTROŻNIE". Poza tym znany jest przypadek ataku 17 marca 1945 r. na Dynów oddziału ucharakteryzowanego na wzór UPA. W czasie ataku okazało się, że jest to tajny oddział NKWD. Następnego dnia zostały otoczone przedmieścia dynowskie: Bachórz, Batkówka, Futoma, Harta, Karlówka, Ulanica. Aresztowano około 500 osób. 24 marca spacyfikowano także miejscowość Futomę. Powyższe akcje były przeprowadzone przez NKWD i upozorowane na napad banderowski. Odnośnie do tych wypadków KC PPR w swej tajnej instrukcji zalecił, aby: "puszczać wersję, był to odwet banderowców na AK oraz, że AK napadło na oddziały sowieckiego bezpieczeństwa i dlatego nastąpiły te aresztowania i sankcje" .

W trakcie tego krwawego konfliktu pomiędzy polskim, a ukraińskim podziemiem po obu stronach zaczęła rodzić się myśl o konieczności zaprzestania dalszych walk, a nawet podjęcia wspólnych rozmów. Wiosną 1945 r. doszło do lokalnego porozumienia między AK-WiN a UPA na terenie południowo-wschodniej Lubelszczyzny. Podobne porozumienie zawarto jesienią 1945 r. na Podlasiu. W ich wyniku nie tylko rozgraniczono strefy wpływów i zobowiązano się do współdziałania w walce z UB, KBW i NKWD, ale także postanowiono zaprzestać wzajemnych napadów na polskie lub ukraińskie wsie. Zobowiązano się także do wspólnego zwalczania bandytyzmu, który był wówczas zjawiskiem powszechnym, bowiem stanowił źródło łatwego wzbogacenia się. W grudniu 1945 r. strona polska obiecała także pomoc ludności ukraińskiej w uniknięciu przeprowadzonego przez WP wysiedlenia. AK-WiN uznała bowiem, że wyjazd Ukraińców uniemożliwi w przyszłości odzyskanie Lwowa. Dodajmy, że porozumienia te, generalnie rzecz biorąc, były przestrzegane do końca działalności na tamtym terenie oddziałów UPA. Wymownym tego przykładem był wspólny atak UPA i AK-WiN na stację Werbkowice w dniu 6 kwietnia 1946 r., skąd odchodziły transporty z przymusowo przesiedlanymi Ukraińcami oraz w nocy z 27 na 28 maja 1946 r. na Hrubieszów. Niestety nie udało się rozszerzyć powyższych porozumień na inne tereny, ze względu m.in. na niechęć lokalnych dowódców partyzanckich do drugiej strony, a także antyukraińskie działania polskiego podziemia narodowego.

Jednak porozumienia lokalne nie mogły doprowadzić do uniknięcia przez ludność ukraińską przesiedlenia. Decyzja była w rękach komunistów, a ci z kolei dążyli do usunięcia Ukraińców z Polski. Zastosowanie przez nich terroru oraz przymusu administracyjnego i ekonomicznego, jak również poprawa warunków pogodowych (koniec zimy), przyczyniło się do wzrostu tempa ich wyjazdu. Jednak w połowie 1945 r. nastąpiło załamanie się akcji przesiedleńczej. Według Głównego Przedstawiciela Rządu RP do Spraw Ewakuacji Józefa Bednarza, do dnia 1 lipca 1945 r. przesiedlono jedynie 184 937 osób, co stanowiło zaledwie 38 % zarejestrowanych do wyjazdu Ukraińców, z czego na województwo lubelskie przypadało 119 201 osób (59,7% zarejestrowanych), rzeszowskie 61 722 (22,2% ) i krakowskie 2 967 (12,6%) oraz na różne punkty przy Głównym Pełnomocniku - 1 047 osób (97,2%). Było to następstwem masowego uchylania się Ukraińców od wyjazdu spowodowanego nie tylko przywiązaniem do ojczystej ziemi, ale także przeciwdziałaniem UPA, nakazującej ludności pozostanie na miejscu. Również informacje dochodzące z Ukrainy o radzieckiej rzeczywistości zniechęcały ich do wyjazdu. Ważnym czynnikiem było tu również zawarcie wspomnianego porozumienia między AK-WiN a UPA. 

W tej sytuacji władze polskie postanowiły zmusić ludność ukraińską do wyjazdu środkami administracyjnymi oraz uświadomić jej nieuchronność przesiedlenia. W celu rozszerzenia przesiedlenia, 6 lipca 1945 r. została zawarta umowa między Tymczasowym Rządem Jedności Narodowej RP a rządem radzieckim o prawie zmiany obywatelstwa radzieckiego i przesiedlenia się do Polski osób narodowości polskiej i żydowskiej (mającej obywatelstwo polskie do 17 września 1939 r.) oraz prawie zmiany obywatelstwa polskiego i przesiedlenia się do ZSRR osób narodowości białoruskiej, litewskiej, rosyjskiej, rusińskiej i ukraińskiej mieszkających w Polsce. 24 lipca odbyła się, zwołana z inicjatywy ówczesnego premiera E. Osóbki-Morawskiego, w Ministerstwie Administracji Publicznej konferencja poświęcona kwestii ukraińskiej. Wzięli w niej udział przedstawiciele rządu oraz wytypowani przez władze delegaci ludności ukraińskiej z województwa krakowskiego, lubelskiego i rzeszowskiego. Strona ukraińska opowiedziała się m.in. za pozostaniem Ukraińców w Polsce, swobodą kultu religijnego, objęciem ludności ukraińskiej reformą rolną, reaktywowaniem ukraińskiego szkolnictwa i spółdzielczości, objęciem członków ukraińskiego podziemia amnestią oraz za powstaniem ukraińskiej partii demokratycznej. Jednak strona polska nie przystała na te postulaty, żądając od Ukraińców niezwłocznego przesiedlenia się na Ukrainę. Dyrektor Biura Prezydialnego RM stwierdził wręcz, że "[...] mamy tendencję, aby być państwem narodowym, a nie narodowościowym [...] chcielibyśmy usunąć problem mniejszości narodowych", a "[...] miejsce Ukraińca jest na Ukrainie". Wydaje się więc, że władzom zależało na uświadomieniu ludności ukraińskiej, poprzez jej delegatów, o nieuchronności przesiedlenia i przekonać ich do dobrowolnego wyjazdu. Jednak mimo tych zabiegów, Ukraińcy nadal chcieli pozostać na swych gospodarstwach. W tej sytuacji władze zdecydowały się na ich deportowanie, gdyż tylko to dawało im realną możliwość zbudowania państwa narodowego.

Z początkiem sierpnia rozpoczęły się przygotowania do przymusowej akcji przesiedleńczej przy użyciu regularnych jednostek wojskowych, co było zgodne z postulatem pełnomocnika rządu USRR do spraw ewakuacji. Stosownie do zaleceń wicepremiera Władysława Gomułki, 22 sierpnia 1945 r. została zwołana nadzwyczajna narada z udziałem ministra Administracji Publicznej Władysława Kiernika, wiceministra Władysława Wolskiego, dyrektora Departamentu Politycznego MAP Adama Grabowskiego, szefa Sztabu Generalnego WP gen. G. Korczyca, dowódców 3., 8. i 9. DP, przedstawicieli organów bezpieczeństwa oraz wojewodów lubelskiego i rzeszowskiego, a także głównego pełnomocnika rządu d/s ewakuacji, Jerzego Bednarza oraz przedstawiciela rządu USRR. Postanowiono wówczas skierować na teren południowo-wschodniej Polski 3., 8. i 9. DP. 27 sierpnia wojewoda lubelski W. Rózga, wydał odezwę do ludności ukraińskiej, w której zapowiedziano użycie wojska do akcji przesiedleńczej, celem zabezpieczenia mienia i życia przesiedleńców przed "terrorystycznymi bandami zbrodniczych elementów". 3 września 1945 r. do południowo-wschodniej Polski skierowano 3, 8 i 9 DP Wojska Polskiego, których głównym celem było wysiedlenie Ukraińców. Potwierdzeniem tego była decyzja Wojewódzkiego Komitetu Bezpieczeństwa w Rzeszowie, który do tej akcji nakazał przeznaczyć 2/3 stanu osobowego pułków. Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Rzeszowie zalecał nawet wysiedlić rodziny mieszane jeżeli ojciec nie był Polakiem. Wojsko wysiedlało całe wsie dając ich mieszkańcom około 2 godzin na przygotowanie się do wyjazdu. Często akcji towarzyszyła brutalność wojska. Oto kilka przykładów: 14 listopada 1945 r. 2. batalion 8. pułku piechoty w trakcie wysiedlania Starego i Nowego Lublińca otworzył ogień z moździerzy do uciekającej w las ludności. 25 stycznia 1946 r. 34 pułk piechoty przeprowadził pacyfikację wsi Zawadka Morochowska. Akcję tę powtórzył jeszcze 28 marca i 13 kwietnia 1946 r., mordując łącznie ponad 96 osób. 15 marca 1946 r. w Turzańsku wojsko zabiło 7 osób. 9 lipca 1946 r. oddział 36 Komendy Wojsk Ochrony Pogranicza z Wołkowyji, we wsi Terka zamordował 33 Ukraińców, w tym 28 spalono żywcem. 

Pomimo zaangażowania do akcji wysiedleńczej wojska i związany z tym wzrost brutalności, ludność ukraińska nadal starała się pozostać na swej ziemi. Jednym z najczęstszych sposobów jej uniknięcia było schronienie się w lesie. Tak zrobili m.in. mieszkańcy wsi Wisłok Wielki, Hulskie i Tworylne, które zostały przez władze uznane za całkowicie wysiedlone, a w rzeczywistości nadal były zamieszkałe. Przekraczano słabo jeszcze strzeżoną granicę z Czechosłowacją. Z tej możliwości skorzystało około 2 500 rodzin. Jednak zostali deportowani do Polski, a następnie skierowani do USRR. Starano podawać się za Polaków i przechodzić na obrządek rzymskokatolicki. Na przykład w Lesku ze 120 rodzin ukraińskich udało się przesiedlić jedynie 42., i to tylko dzięki szybkiemu podstawieniu pociągu, gdyż nie zdążyli oni dopełnić formalności i zmienić obrządek. Również kierowano do władz zaświadczenia o lojalności wobec państwa, często wsparte pozytywną opinią polskich organizacji i instytucji. Występowano również w tej sprawie z petycjami do władz. Jednak wojewoda rzeszowski J. Mirek zwrócił się do MAP z propozycją, aby petycje z powiatu sanockiego i leskiego zostały rozpatrzone negatywnie. 20 września 1945 r. z podobnymi petycjami wystąpili również Ukraińcy z powiatu przemyskiego. Także one zostały rozpatrzone negatywnie, co było zgodne ze stanowiskiem większości przedstawicieli władz lokalnych. Na przykład wójt z Wojtkowej domagał się "bezwzględnego i jak najrychlejszego objęcia [wysiedleniem] wszystkich Ukraińców".

Akcji przesiedleńczej sprzeciwiała się UPA. Wyjazd ludności ukraińskiej stanowił dla niej realne zagrożenie utraty zaplecza i stawiał pod znakiem zapytania dalszą działalność na tym terenie. Dlatego też podjęła ona takie działania, które zabezpieczały ludność cywilną od polskich napadów, zapobiegały przesiedleniu i umożliwiały dalszą działalność UPA także po wysiedleniu ludności. Paraliżowano szlaki komunikacyjne, wysadzając mosty i tory kolejowe, przygotowywano zasadzki i atakowano oddziały wojska, napadano na urzędy przesiedleńcze i stacje załadowcze . Prowadzono masową działalność propagandową i agitacyjną, którą objęto nie tylko ludność ukraińską, ale też polską. Apelowano również do Wojska Polskiego, aby zaprzestało przesiedleń i przyłączyło się do UPA w walce z "imperializmem bolszewickim". W październiku 1945 r. wystosowano, w tłumaczeniu na kilka języków, list otwarty "Do całego świata cywilizowanego" w którym poinformowano społeczność międzynarodową o tragicznej sytuacji Ukraińców w Polsce.

W realizacji akcji przesiedleńczej pojawiło się wiele trudności organizacyjnych. Jedną z podstawowych był brak dostatecznej ilości środków transportowych, bowiem większość wysiedlanych nie posiadała koni. Miejscowe władze nie były w stanie dostarczyć wystarczającej ilości podwód, gdyż ludność miejscowa i okolicznych wsi uchylała się od tego obowiązku. Trudności te władze starały się pokonać metodami administracyjnymi. W powiecie nowosądeckim grożono nawet karą 300 zł grzywny i 3 miesiącami aresztu wszystkim uchylającym się od dostarczenia podwód. Brak środków transportowych i utwardzonych dróg, a także znaczne odległości od wsi do stacji załadowczych, powodowały, że dowóz przesiedleńców był utrudniony i uciążliwy, szczególnie od późnej jesieni do wczesnej wiosny. Trudności wynikały także z braku wystarczającej ilości taboru kolejowego. Jego brak sprawiał, że czas oczekiwania ludności na wyjazd trwał kilka, a nawet kilkanaście dni. Zdarzało się, że oczekiwanie na transport przedłużało się i do kilku tygodni, co sprzyjało ucieczce zgromadzonej na stacji ludności. Na przykład z Rymanowa dopiero po dwóch miesiącach oczekiwania wysłano w listopadzie 1945 r. 100 z 300 oczekujących tam na załadunek rodzin. Aby nieco rozwiązać problemy transportowe postanowiono umieszczać w jednym wagonie większą liczbę rodzin. Władze przesiedleńcze z Tomaszowa Lubelskiego postulowały nawet, aby zamiast 2-3 rodzin w wagonie umieszczać 6-7 rodzin, a ilość zabieranego zboża ograniczyć do 500 kg na rodzinę. 

Powyższe trudności znacznie opóźniały akcję wysiedleńczą. Jednocześnie zbliżał się ostateczny termin jej zakończenia (15 czerwca 1946 r.). W celu jej przyśpieszenia, 5 kwietnia 1946 r. utworzono Grupę Operacyjną "Rzeszów" pod dowództwem gen. bryg. Jana Rotkiewicza. W jej skład weszła 8. i 9. DP oraz 14. i 18. pp, a także WOP, KBW, MO i UBP, z zadaniem całkowitego i szybkiego przeprowadzenia przesiedlenia ludności ukraińskiej. Zastępca szefa Sztabu Generalnego WP gen. bryg. Stefan Mossor rozkazał do 15 czerwca wysiedlić ponad 14 tys. rodzin. Jednocześnie nakazano dowódcom 8 i 9 DP zwiększyć liczbę wysiedlanych rodzin ze 100 do minimum 500 dziennie na dywizję. Kierując się tym rozkazem 34. pp pod dowództwem ppłk. Jana Gerharda, w ciągu pierwszych dwóch tygodni czerwca wysiedlił z górzystego pow. leskiego 1 848 rodzin liczących 10 578 osób. Podkreślmy, że spośród nich 1 722 rodziny (9 617 osób) z wsi graniczących z USRR zostały przepędzone na drugą stronę bez możności zabrania czegokolwiek i w dodatku bez dokumentów przesiedleńczych. 34. pp nie przerwał tej akcji mimo interwencji gen. S. Mossora u dowódcy GO "Rzeszów" gen. J. Rotkiewicza. Ogółem jednostki WP do końca czerwca 1946 r. wysiedliły 236 799 osób. Łącznie więc od 15 października 1944 r. przesiedlono 121 521 rodzin (478 486 osób). Oznaczało to, że niemal cała ludność ukraińska została przesiedlona do USRR. 

Akcją przesiedleńczą władze polskie objęły również duchowieństwo grekokatolickie, widząc w tym możliwość likwidacji tego obrządku w Polsce. Zwalczanie tego Kościoła było spowodowane z jednej strony decyzją pseudosoboru lwowskiego (8-10 marzec 1946 r.), który pod naciskiem władz sowieckich skasował obrządek grekokatolicki, a z drugiej strony chęcią likwidacji ukraińskiego życia narodowego, w którym Kościół ten odgrywał ważną rolę. 25 czerwca 1946 r. władze polskie aresztowały ordynariusza diecezji przemyskiej bpa Josafata Kocyłowskiego, a następnie przekazały go władzom sowieckim. Podobny los spotkał jego sufragana bpa Hryhorija Łakotę. W wyniku zwalczania życia duchowego Ukraińców zabitych zostało około 30 księży grekokatolickich i prawosławnych. Do USRS wysiedlono około 300 księży grekokatolickich oraz duchowieństwo prawosławne i członków Konsystorza Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego z Chełma. Zdaniem władz, w wyniku akcji wysiedleńczej w województwie lubelskim liczba parafii prawosławnych zmniejszyła się do siedmiu i jednego klasztoru, gdy w rzeczywistości było 13 parafii. W 1946 r. formalnie zlikwidowano prawosławne diecezje: chełmsko-podlaską i krakowsko-łemkowską. Część świątyń władze przekazały Kościołowi rzymskokatolickiemu, a część została wyburzona lub rozebrana. Dodajmy, że po aresztowaniu hierarchii grekokatolickiej, zwierzchnikiem grekokatolików z nominacji papieża Piusa XII został prymas Polski kardynał August Hlond.

Objęcie całej ludności ukraińskiej akcją przesiedleńczą dawało również władzom polskim możliwość, oczywiście nieprawnego, pozbawienia ich podstawowych praw obywatelskich. Pozbawiono ich także praw politycznych i gospodarczych. Nie dotyczył ich dekret o reformie rolnej, a członków ukraińskiego podziemia nie objęto amnestią. Uniemożliwiano Ukraińcom rozwój własnego zorganizowanego życia narodowego. Z powyższych względów ludność ukraińska nie miała możliwości przedstawiania swego stanowiska nie tylko w sprawach państwowych, ale również lokalnych.